1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Duński sposób na życie – hygge. Co to znaczy?

Duński sposób na życie – hygge. Co to znaczy?

„Hygge” to taka przerwa, podczas której zapominasz o tym, co musisz i co powinnaś i po prostu jesteś sobą, tu i teraz.(Fot. iStock)
„Hygge” to taka przerwa, podczas której zapominasz o tym, co musisz i co powinnaś i po prostu jesteś sobą, tu i teraz.(Fot. iStock)
Co sprawia, że Duńczycy są uważani za jeden z najbardziej zadowolonych narodów w Europie? Umiejętność cieszenia się prostymi przyjemnościami i spędzanie czasu w gronie najbliższych. Mają nawet na to własne słowo – „hygge”. Choć próżno szukać jego odpowiednika w słowniku języka polskiego, zdaniem aktorki Marie Tourell Soderberg można uchwycić jego sens w codziennym życiu.

Co sprawia, że Duńczycy są uważani za jeden z najbardziej zadowolonych narodów w Europie? Umiejętność cieszenia się prostymi przyjemnościami i spędzanie czasu w gronie najbliższych. Mają nawet na to własne słowo – „hygge”. Co to za pojęcie? Choć próżno szukać jego odpowiednika w słowniku języka polskiego, zdaniem aktorki Marie Tourell Soderberg można uchwycić jego sens w codziennym życiu. Jak żyć hygge i czy da się przenieść tę filozofię na polskie realia?

Mimo bliskości geograficznej my, Polacy, tak naprawdę niewiele wiemy o naszych sąsiadach z Północy. Piszesz, że duńskie „hygge” to słowo klucz do zrozumienia tej narodowości. Jakie jeszcze słowa najlepiej was określają? Oprócz „hygge” podstawowymi wartościami, przez które najlepiej określamy siebie i naszą filozofię życiową, są „równość” i „zaufanie”. Badania pokazują, że Duńczycy są pełni zaufania nie tylko wobec swoich najbliższych sąsiadów, ale też wobec dopiero co poznanych na ulicy ludzi. Duńczycy ufają też władzom państwowym i politykom. Poza tym jesteśmy głęboko przekonani, że każdy obywatel, niezależnie od płci, pochodzenia społecznego, wyznania czy orientacji seksualnej, powinien mieć takie same prawa. W Danii wszyscy bez wyjątku mają taki sam dostęp do służby zdrowia i edukacji.

Zgodnie z naszym modelem państwa opiekuńczego wszyscy mamy też prawo do czasu wolnego, dlatego przeciętny Duńczyk pracuje 37 godzin tygodniowo. Państwo zapewnia darmową edukację, służbę zdrowia oraz system ubezpieczeń społecznych, tak że nikt nie musi się martwić o zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb. A według piramidy Abrahama Masłowa, gdy podstawowe potrzeby są zaspokojone, człowiek może realizować się na wyższych poziomach, obejmujących też takie zagadnienia jak wolny czas i rozrywkę, czyli właśnie „hygge”.

Zatem „równość”, „zaufanie” i „hygge” to trzy kluczowe słowa do zrozumienia duńskiej mentalności. Przy czym istnienie „hygge” jest uzależnione od obecności dwóch pierwszych. Nastrój, jaki w Danii identyfikujemy z określeniem „hygge”, jest możliwy do osiągnięcia, kiedy jesteśmy z ludźmi, w których towarzystwie czujemy się bezpiecznie i swobodnie, do których mamy zaufanie i których traktujemy jako równych sobie w takim sensie, w jakim człowiek jest równy drugiemu człowiekowi. „Hygge” to najbardziej duńska rzecz na świecie i można ją postrzegać w wielu aspektach. Jako słowo na stałe zagościło w naszym języku i na co dzień jest stosowane na określenie wielu czynności czy spraw. Cóż, w Danii pada średnio przez 170 dni w roku, co sprawia, że po pierwsze, większość czasu spędzamy w domu lub innych zacisznych miejscach, po drugie, lubimy rzeczy, które nas rozgrzewają i chcemy wyciągnąć to, co najlepsze, z każdego dnia, niezależnie od pogody. Nie ma niczego bardziej „hyggelig” niż siedzieć w ciepłym pomieszczeniu z kocem i filiżanką herbaty, słuchając kropli deszczu uderzających o szyby.

Niezależnie jednak od tego, że „hygge” – jako słowo i pojęcie – jest rdzennie duńskie, jego istota jest uniwersalna. Myślę, że inne narody od lat praktykują „hygge”, nie wiedząc nawet, że istnieje na to słowo. Polskie tradycje i zwyczaje są może inne niż w Danii, ale z grubsza chodzi o to samo.

Czyli o ciepłą, przyjazną, intymną, słowem: przytulną atmosferę. Kiedy po raz pierwszy usłyszała pani o duńskim „hygge”? Co to znaczyło dla pani wtedy, a co dzisiaj? W Danii „hygge” towarzyszy dzieciom od kołyski. Dorastamy, słysząc je praktycznie wszędzie, w szkole, u dziadków, w domu, u znajomych, w każdej reklamie słodyczy czy artykule o wyjątkowym miejscu. Doświadczania „hygge” uczyli mnie rodzice. Z dzieciństwa najbardziej pamiętam nasz wspólnie spędzany czas – w trakcie śniadań i kolacji, ale też podczas popołudniowego odrabiania lekcji przy wielkim wspólnym stole, połączonego z piciem herbaty i raczeniem się owocami czy herbatnikami. Myślę, że Duńczycy odbierają to słowo bardziej na poziomie emocji niż rozumu, dlatego jest tak trudno przetłumaczalne na inne języki. W skrócie jest to określenie na stan, w którym czujesz miłość, ciepło i bezpieczeństwo, i na czas, który spędzasz z bliskimi.

Dzięki temu, że napisałam książkę o „hygge”, stałam się bardziej świadoma tego, co dla mnie znaczy ten stan. Zdałam sobie sprawę, że lubię kolekcjonować wspomnienia „hyggelig” chwil i bardzo dbam o to, by było ich w moim życiu jak najwięcej. Chcę mniej czasu poświęcać na pracę, a więcej na to, co jest dla mnie naprawdę ważne, czyli relaks w gronie rodziny i przyjaciół. I sprawianie, by mój dom był jeszcze bardziej przytulny dla gości.

Tylko jak w dzisiejszym zabieganym świecie znaleźć czas na to, by nauczyć się, jak żyć „hygge”? I pozbyć się wyrzutów sumienia, że się lenisz… „Hygge” to taka przerwa, podczas której zapominasz o tym, co musisz i co powinnaś i po prostu jesteś sobą, tu i teraz. „Hygge” może dziać się tylko w chwili obecnej. I wcale nie musi oznaczać jakichś wyszukanych rozrywek. Wprost przeciwnie. „Hygge” to spacer w parku z bliskim przyjacielem, wypicie filiżanki kawy w salonie z jakąś przyjemną muzyką w tle, coś, co sprawi, że będziesz w stu procentach obecna w tym, co robisz. Ja staram się dbać o to, by każdego dnia zaplanować sobie choć jeden taki „hyggelig” moment.

Oczywiście, znam też to poczucie winy, które ogarnia cię po spędzeniu całej niedzieli na kanapie, czyli: niby fajnie, ale jednak mogłam wykorzystać ten czas bardziej praktycznie. Kiedyś mnie to frustrowało, ale nauczyłam się, że to nie lenistwo, a przejaw troski o siebie. Jak we wszystkim, chodzi o ustalenie priorytetów. Musisz zadać sobie pytanie, co jest dla ciebie w życiu najważniejsze. Ja sobie je zadałam i zrozumiałam, że moja praca – aktorstwo – jest dla mnie bardzo ważna, ale równie ważni są przyjaciele i rodzina, dla których w codziennej bieganinie nie znajdowałam czasu. Co więcej, nie znajdowałam też czasu dla siebie. Duża część naszego życia toczy się na głównej scenie – mówię tu o momentach, kiedy stawiamy czoło światu – ale bardzo duża i ważna część rozgrywa się też za kulisami. To tam nabieramy energii, by wyjść na scenę. „Hygge” to jest właśnie nasz backstage. Zrównoważyć te dwie rzeczywistości jest ogromną sztuką, ale możliwą do wykonania. „Hygge” uczy, by nie brać wszystkiego zbyt serio i nie zamęczać się dążeniem do perfekcji. Zrozumiałam, że mogę się świetnie bawić z przyjaciółmi przy półmisku kanapek i świetle świec. Że nie muszę serwować im trzydaniowego posiłku i przez kilka godzin sprzątać mieszkanie, żeby wieczór był „idealny”. Zrozumiałam, że najważniejsze jest po prostu bycie razem, poczucie wspólnoty. Teraz wpadamy do siebie bez uprzedzenia, wspólnie coś gotujemy, a potem rozmawiamy czasami aż do rana.

Marie Tourell Soderberg duńska aktorka filmowa i teatralna praktykująca sztukę hygge. Autorka książki "Hygge. Duńska sztuka szczęścia". 

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak zaopiekować się sobą? – 10 sposobów na okazanie sobie ciepłych uczuć

Brak miłości własnej jest źródłem niesatysfakcjonującego życia (fot. iStock)
Brak miłości własnej jest źródłem niesatysfakcjonującego życia (fot. iStock)
Zwłaszcza kobiety mają tendencje do tego, żeby opiekować się dzieckiem, kotem, mężczyzną, koleżanką, czy sąsiadką. Ale nie sobą. Lato to dobry czas, żeby wreszcie to zmienić.

Dr Sherrie Campbell jest psychologiem klinicznym z 30-letnim doświadczeniem prowadzenia psychoterapii. Uważa ona, że właśnie brak opiekowania się sobą leży u przyczyn naszych kłopotów psychologicznych. Ktoś, kto nie zajmuje się sobą, nie ma ze sobą kontaktu i ciepłych uczuć wobec siebie. Brak miłości własnej jest źródłem niesatysfakcjonującego życia. Tymczasem są proste sposoby, żeby zacząć dbać o siebie. Jakie? Sherrie Campbell wymienia 10 z nich.

1. Ćwicz, spaceruj, chodź na basen, biegaj po parku. Cokolwiek, byle w samotności i na świeżym powietrzu. To właśnie czas dla siebie i bliskość natury sprawiają, że inaczej patrzymy się na świat, stajemy się spokojniejsi i przede wszystkim nawiązujemy kontakt ze sobą. Na świeżym powietrzu i ze sobą nie czujemy już tej presji obowiązków i wymagań innych ludzi. To już powiew wolności.

2. Przez 30 minut dziennie kontempluj. Obserwuj każdą swoją myśl oraz uczucie. Poświęć sobie uwagę całkowicie i do końca. Niech te półgodziny będzie dla ciebie święte. Od tego zacznij, potem staniesz się uważna na siebie przez 24 godziny na dobę.

3. Twórz. Odwołaj się do swojej kreatywności, ona powoduje, że życie staje się soczyste i pełne pasji. Pisz, tańcz, piecz tarty, haftuj, maluj czy naprawiaj samochody. Byle sprawiało ci to radość i nie było twoją pracą.

4. Odpowiednio dobieraj towarzystwo. To ważne, żeby dbać o swoją energię psychiczną. Jesteśmy stworzeniami społecznymi i potrzebujemy kontaktu z innymi ludźmi. Jednak jesteśmy również emocjonalni i łączymy się z uczuciami innych. Dlatego tak ważne jest, żeby świadomie wybierać towarzystwo. Unikaj ludzi agresywnych, złośliwych, zazdrosnych i źle ci życzących. Zwróć się ku radosnym, optymistycznym i dobrym. Naprawdę możesz wybrać.

5. 20 minutowa drzemka w ciągu dnia. Prosta rzecz i przyjemna a odprężająca nasze emocje oraz ciało. Dostępna dla każdego.

6. Nagrody. Każda okazja jest dobra, żeby się nagradzać. Przeżyłaś pracowity dzień, zrobiłaś kolejny mały krok w kierunku swojego celu, wybierz się na masaż, kup sobie inspirującą lekturę, usiądź z ulubionymi lodami na ławce w parku.

7. Żyj duchowo. Medytuj, żeby poczuć jedność ze wszystkim, co cię otacza. Szukaj ludzi, którzy żyją w ten sposób, dbaj o to, żeby energia, którą wibrujesz, była coraz wyższa i czystsza.

8. Dotyk. Jest jak uzdrowienie, bo zmniejsza skutki stresu i pozwala poczuć miłość do siebie. Dlatego dbaj o to, żeby dotykać się z bliskimi tobie ludźmi.

9. Zdrowe jedzenie. Tak, to krok w kierunku miłości własnej. To znak, że o siebie dbasz, bo masz kontrolę nad negatywnymi kompulsjami.

10. Mniej elektroniki w życiu. Sprzęty elektroniczne, którymi się otaczamy, sprawiają że nasz mózg nie emituje wystarczającej dla zrelaksowania się ilości fal alfa. Niech jakaś część dnia będzie dla ciebie wolna od telewizora, telefonu, laptopa. Jeśli się na to zdecydujesz, będziesz dla siebie dobra. A o to przecież chodzi w nauce opiekowania się sobą.

  1. Psychologia

W jakich warunkach odpoczywamy psychicznie?

Okazuje się, że wiele, w kwestii wypoczynku, zależy od naszej konstrukcji: od tego czy jesteśmy wysoko- czy nisko reaktywni (fot. iStock)
Okazuje się, że wiele, w kwestii wypoczynku, zależy od naszej konstrukcji: od tego czy jesteśmy wysoko- czy nisko reaktywni (fot. iStock)
Nasza regeneracja i odpoczynek w dużym stopniu zależą od typu osobowości i od zapotrzebowania na bodźce. Dlatego jedni z nas wybiorą relaks pod parasolem, a inni aktywną, czasem ryzykowną, wyprawę. Agnieszka Mościcka-Teske, psycholożka z Uniwersytetu SWPS wyjaśnia w skrócie, dlaczego warto dostosować urlop do naszych psychicznych uwarunkowań.

Dla jednych wymarzone wakacje to plaża, morze, leżak i dobra książka… albo domek w lesie, na uboczu. Inni z kolei potrzebują dużej aktywności, żeby poczuć się dobrze: wysiłek fizyczny, wyprawa w nieznane, ciągłe zmiany – to ich żywioł.

- Najlepszy odpoczynek to taki, który odpowiada zapotrzebowaniu na zdarzenia wokół nas - zaznacza Agnieszka Mościcka-Teske, psycholożka z Uniwersytetu SWPS.

Okazuje się, że każdy z nas ma w zasadzie stałą konstrukcję jeśli chodzi o zapotrzebowanie na bodźce, na stymulacje. Ten rodzaj zapotrzebowania jest dla nas charakterystyczny i niezmienny i wynika z naszej reaktywności. Osoby niskoreaktywne potrzebują ciągłych stymulacji, wytrzymują dużą ilość bodźców i wolniej się męczą. Dla nich idealną formą spędzania czasu są sporty ekstremalne, wspinaczka, wyjazdy w nowe miejsca (często egzotyczne lub trudno dostępne), aktywności, które wymagają dużego zaangażowania i dostarczają nowych wrażeń.

Osoby wysokoreaktywne będą poszukiwać bardziej wyrównanej, jednostajnej stymulacji. Nie oznacza to, że odizolują się od świata na czas urlopu. Mogą np. wynająć sobie domek w górach lub nad jeziorem i jeździć stamtąd na wycieczki. Jednak dłuższy pobyt w zatłoczonym, głośnym mieście zdecydowanie jest nie dla nich. W takich warunkach wysokoreaktywni szybko się męczą i stają się poirytowani. Nie wybiorą oni również sportów ekstremalnych jako formy spędzania czasu, bo nadmiar wrażeń może być dla nich wyczerpujący (zamiast pobudzający). Plusem wysokiej reaktywności, która wiąże się z dużą wrażliwością układu nerwowego, jest jednak umiejętność szybkiego reagowania na sytuację (co przydaje się w nowych miejscach i okolicznościach).

Zdarza się też, że ktoś na co dzień, w życiu zawodowym, robi coś wbrew sobie, np. ceni sobie ciszę i spokój, a pracuje głównie z ludźmi. Albo jest osobą, która potrzebuje ciągłych urozmaiceń i nowych wyzwań, a wykonuje monotonną pracę przed komputerem. – Warto, żeby taka osoba szczególnie zadbała o swój wypoczynek i dostosowała go do swoich potrzeb – podkreśla Agnieszka Mościcka-Teske – Takich osób jest na szczęście zdecydowana mniejszość. Natura jest na tyle mądra, że jeśli ktoś przez dłuższy czas będzie działał wbrew sobie (wbrew swojej naturze), w końcu odczuje to fizycznie (w tym zdrowotnie).

Pamiętajmy, że odpoczynek uzależniamy też od typu osobowości. Dlatego introwertycy wybiorą zdecydowanie kontakt z przyrodą, a ekstrawertycy kontakt z ludźmi. Nie warto namawiać za wszelką cenę introwertycznej koleżanki na wspólny wyjazd z grupą znajomych, podczas którego zamierzamy intensywnie „imprezować”. Dla niej taki urlop może okazać się prawdziwą udręką. Poprzez brak zrozumienia dla cudzych preferencji możemy, co najwyżej, popsuć wakacyjną atmosferę… Dlatego, planując wakacje, wsłuchajmy się dobrze w potrzeby własne i bliskich nam osób.

Agnieszka Mościcka-Teske - dr n. hum., psycholożka, psychoterapeutka, kierownik Zakładu Psychologii Klinicznej i Zdrowia w Instytucie Psychologii Uniwersytetu SWPS w Poznaniu. Zajmuje się problematyką stresu i radzenia sobie z nim oraz czynnikami, które chronią człowieka przed negatywnymi skutkami stresu.

  1. Psychologia

Egoizm, ale ten zdrowy!

Bycie zdrowym egoistą nie kłóci się z ideą dawania. Chodzi raczej o to, żeby unikać ciągłego poświęcania się. (Fot. iStock)
Bycie zdrowym egoistą nie kłóci się z ideą dawania. Chodzi raczej o to, żeby unikać ciągłego poświęcania się. (Fot. iStock)
W zdrowym egoizmie chodzi o to, by przyznać sobie prawo do własnych potrzeb oraz do dbania o ich zaspokojenie bez poczucia winy! Jak się tego nauczyć?

„Odkąd pamiętam mama powtarzała: Nie bądź egoistkę, nie myśl o sobie, bo nie jesteś pępkiem świata.”, mówi Anna. „Wyrastałam więc w przekonaniu, że egoizm to czyste zło, że jest wręcz niemoralny”.

Rzeczywiście wielu z nas słyszało podobne komunikaty, dlatego egoizm kojarzy nam się negatywnie. Zresztą jego definicja też nie brzmi przekonująco… w Wikipedii przeczytamy, że egoizm to „nadmierna albo wyłączna miłość do siebie. Egoista kieruje się przeważnie własnym dobrem i interesem, nie zwracając zbytniej uwagi na potrzeby i oczekiwania innych. Odnosi wszystko do siebie, patrzy na świat poprzez pryzmat „ja”, nie uznaje wewnętrznie systemu wartości społecznie akceptowanych.”. Wniosek? Nikt nie chce być egoistą, bo nikt nie chce być wytykany palcem, odrzucany, i nie akceptowany.

„Moja matka zawsze próbowała zaopiekować się potrzebami wszystkich dookoła”, wspomina Anna. „My z bratem mieliśmy być wykształceni, ojciec miał móc odpocząć po pracy, a jej siostra mogła godzinami się jej żalić, bo jej mąż był „trudny”. Te przykłady mogę wymieniać bez końca – generalnie – mama była cała dla innych. Obserwowałam ją, podziwiałam, sądziłam, że tak właśnie trzeba. Stałam się taka sama. Najpierw obsługiwałam cały świat, a dopiero potem byłam ja sama. Do momentu aż coś we mnie pękło. Obudziłam się sfrustrowana i rozgoryczona, że przez ponad 25 lat swojego dorosłego życia poświęcałam się dla innych, i że jestem zwyczajnie nieszczęśliwa – ludzie nie doceniają mojego oddania a już z pewnością nie odwdzięczają mi się tym samym. Poczułam, że wszystko działa tylko w jedną stronę.”, opowiada Anna. Dopiero po roku psychoterapii odkryła, że niezbędne jest coś takiego jak równowaga w dawaniu i braniu oraz że trzeba „umieć brać”. A ona tego nie potrafiła. Odkryła też, z pomocą psychoterapeuty, że jest coś takiego jak „zdrowy egoizm”…

Gdzie są moje granice?

Pojęcie „zdrowego egoizmu” spopularyzował w swoich książkach Josef Kirschner, austriacki dziennikarz i wykładowca Uniwersytetu Wiedeńskiego. Mówiąc najbardziej obrazowo w zdrowym egoizmie chodzi o to, by przyznać sobie prawo do własnych potrzeb oraz do dbania o ich zaspokojenie bez poczucia winy! Zdrowy egoizm ściśle łączy się asertywnością. Tyle tylko, że tę ostatnią także często niewłaściwie rozumiemy. Kiedy zapytać o to, co ona właściwie znaczy większość z nas powie, że to umiejętność mówienia „nie”. „Sprowadzenie asertywności do umiejętności powiedzenia „nie” to jakieś wielkie nieporozumienie.”, tłumaczy psycholog, Joanna Heidtman. „Jeżeli mówimy o granicach, powinniśmy mówić przede wszystkim o absolutnie fundamentalnej dla naszego funkcjonowania wiedzy na temat samego siebie. Wiedzy o tym, kim jesteśmy, co nam służy, a co szkodzi. Ale także, gdzie kończę się „ja” a zaczynają się „oni”, czyli inni ludzie oraz ich strefa komfortu.”, mówi psycholog.

Anna powieliła sposób zachowania swojej matki, a z obserwacji wynika, że to problem, który dotyczy wielu kobiet. Czy rzeczywiście to ta płeć ma większy niż mężczyźni problem z realizowaniem zdrowego egoizmu i byciem asertywnym? „Nie lubię uogólnień, ale zdecydowanie coś jest na rzeczy”, tłumaczy Joanna Heidtman. „Myślę, że dzieje się tak z dwóch powodów. Jednym z nich jest właśnie element wychowania. W tym tradycyjnym modelu przekaz o ważności bycia grzecznym kierowany jest zdecydowanie częściej do dziewczynek niż do chłopców. Więc, jak tu się buntować skoro to oznacza odrzucenie przez rodzica? A potem – jak wyznaczać granice, skoro nigdy wcześniej nie zostały one ustalone w procesie rozwojowym? Drugi powód który sprawia, że kobietom częściej zdarza się wchodzić w rolę poświęcającej się jest taki, że kobiety podczas autorefleksji zdecydowanie szybciej niż mężczyźni dochodzą do poczucia winy. Czyli, jeżeli coś trudnego zdarza się w ich życiu, doświadczają jakiejś porażki, to mają większą skłonność, pisze o tym Martin Seligman, psycholog nurtu humanistycznego, do tzw. przeżuwania niepowodzeń. Czyli, pytania co ze mną jest nie tak, że coś nie wyszło? To kobiety mają też większą skłonność do ruminacji, czyli takiego ciągłego powracania do porażki, wątpliwości, co do jakości swoich poczynań, zamiast iść dalej i działać. Więc, jak złożyć te dwa elementy razem, powstaje nam dość solidny grunt pod brak asertywności, nieumiejętność wyznaczania i obrony swoich granic”, mówi Heidtman.

Bez poczucia winy

Asertywności bezapelacyjnie trzeba się nauczyć! Bo to umiejętność, dzięki której ludzie są w stanie otwarcie wyrażać swoje myśli, potrzeby, uczucia, i – co bardzo ważne – dzieje się to bez odczuwania wewnętrznego dyskomfortu i poczucia winy.

Warto zacząć od poznania siebie, od rozpoznania swoich potrzeb, kiedy odkryjemy jakie one są, kolejnym etapem będzie danie sobie prawa, by dbać o ich zaspokojenie. I to wcale nie oznacza, że teraz, nagle, zamiast dawać, mamy zacząć tylko brać. Nic podobnego! Bycie zdrowym egoistą nie kłóci się z ideą dawania. Chodzi raczej o to, żeby unikać ciągłego poświęcania się, uwzględniać potrzeby i swoje i innych ludzi. Być dla innych wtedy, kiedy płynie to z wewnętrznej potrzeby a nie z przymusu czy strachu przed odrzuceniem. Zdrowy egoizm pod każdym względem wzbogaca relacje międzyludzkie. Ponadto pozwala poczuć swoją wartość! A kiedy ją czujemy wysyłamy innym klarowny komunikat – „jestem ważna”. Otoczenie, szybciej niż sądzimy, go przyjmie…

  1. Styl Życia

Wakacje starannie dobrane – jak dobrać urlop do swoich potrzeb?

Aby zregenerować siły, człowiek potrzebuje minimum trzech tygodni urlopu. Wsłuchaj się w swoje potrzeby – pomyśl, jaka forma wypoczynku pozwoli ci się odprężyć, doładować energią. (Fot. iStock)
Aby zregenerować siły, człowiek potrzebuje minimum trzech tygodni urlopu. Wsłuchaj się w swoje potrzeby – pomyśl, jaka forma wypoczynku pozwoli ci się odprężyć, doładować energią. (Fot. iStock)
Tydzień wolnego to marny urlop. Dwa – też za mało. Psychologowie pracy grzmią: homo faber potrzebuje pełnych trzech tygodni urlopu – minimum, żeby zregenerować siły. Ilość to jedno – jakość drugie. Dobierz sobie dobry urlop dostosowany do potrzeb, osobowości i poziomu zmęczenia.

Artykuł archiwalny

Urlop szyty na miarę

Nie leć na oślep do modnego kurortu, bo tam chcą przyjaciele. Nie jedź po raz kolejny do sprawdzonego od lat, nudnego pensjonatu, bo tam miła pani Zosia dobrze gotuje. Wsłuchaj się w swoje potrzeby – pomyśl, jaka forma wypoczynku pozwoli ci się odprężyć, doładować energią?

Jaki urlop – zasady wyboru:

Odmień dni. Spędzaj urlop na aktywności zupełnie innej niż ta, którą masz na co dzień. Jeśli twoja praca wymaga siedzenia przed monitorem komputera – nie odpoczywaj, surfując po Internecie. Taki urlop nie przyniesie wytchnienia. Będzie pozornym oderwaniem się od codziennych obowiązków. Zafunduj sobie dużą dawkę świeżego powietrza i ruchu. Natomiast osoby, których codzienna praca wiąże się z wysiłkiem fizycznym, przemieszczaniem się, najlepiej zrelaksują się w hamaku z książką.

Spraw sobie przyjemność. Wtedy zarówno ciało, jak i dusza się relaksują. Wydzielają się hormony szczęścia, podnosi się poziom serotoniny. Ciało uwalnia się od nagromadzonych stresów, a nawet bólu fizycznego. Niech urlop będzie spełnieniem marzeń!

Usłyszeć siebie

Klasztorna cisza

Pracujesz na wysokich obrotach, wśród wielu ludzi, z klientami, kontrahentami? A potem resztkami sił próbujesz zadbać wieczorem o rodzinę? Pewnego pięknego dnia poczujesz się kompletnie wypalony. Spotykasz się ze wszystkimi, ale nie ze sobą! Recepta wakacyjna dla ciebie to długa przerwa – od wszystkiego.

Propozycja urlopu: izolacja w klasztornej celi i spotkanie z samym sobą. W tym wypadku wystarczy tydzień. Jak się okazuje, wcale nie trzeba jechać do aśramy do Indii. Już kilkadziesiąt klasztorów w Polsce przyjmuje zmęczone i przepracowane istoty, oferując wyciszenie i odpoczynek, np. klasztor Kamedułów na krakowskich Bielanach, Benedyktynów w Tyńcu, Franciszkanów w Pińczowie czy pokamedulski klasztor o ślicznej nazwie Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach. Salus per silentium, czyli zdrowie przez ciszę, coraz bardziej zyskuje na popularności. Nie znaczy to, że w klasztorze nie można rozmawiać w ogóle, jednak kontakt z innymi jest ograniczony do minimum. Po przekroczeniu zakonnego muru oddaje się telefon komórkowy, laptop, czasem nawet zegarek. Rozkład dnia jest podporządkowany życiu zakonników czy zakonnic, wczesna pobudka, jutrznia, śniadanie, praca fizyczna, np. w ogrodzie czy kuchni, obiad, modlitwa, kontemplacja, kolacja i spanie… w spartańskiej celi z wąskim łóżkiem. Bez telewizji czy radia. Do klasztoru przyjeżdża się w pojedynkę, bez partnera, bez rodziny. To tydzień wyrzeczeń, ale też doskonała okazja na przemyślenia i medytacje. To czas, który można wykorzystać na uporządkowanie myśli, postanowień, wyzwań, okazja do podsumowań i snucia planów, a przede wszystkim do bycia „tu i teraz” i usłyszenia swoich potrzeb. Wewnętrzny relaks i gruntowny detoks dla duszy gwarantowane.

Wakacje w klasztorze trzeba rezerwować wcześniej, bo coraz więcej chętnych wybiera taki sposób odpoczynku, doba w klasztorze kosztuje od 40 do 125 zł.

Nic nie robić...

Pod gruszą, na plaży

Ach, wyspać się wreszcie, wygrzać, godzinami wpatrywać się w naturę... Czy taki obraz wprowadza cię w błogostan? Jeśli tak, zaplanuj trzytygodniowy wypoczynek. Pierwszy tydzień poświęć na odespanie i relaks, drugi na korzystanie z uroków miejsca, trzeci na ładowanie akumulatorów i regenerację. Nie oczekuj, że natychmiast poczujesz się wakacyjnie. Twój mózg potrzebuje czasu, by przystosować się do upragnionego nicnierobienia. Przez pierwsze dni ciągle będą się kotłować w głowie nieprzetrawione myśli, fragmenty rozmów z zebrań, będziesz sprawdzać komórkę. Nie biczuj się za to, tak musi być, nie wyłączysz przecież swojej głowy ot tak, pstryk!

Pasywny wypoczynek to nie lada sztuka – wypadasz z wiru obowiązków, otacza cię cisza, nagle nic nie musisz. Skuteczną metodą na okiełznanie mózgu jest ruch, dlatego na początku przeplataj leniuchowanie ze sportem. Wybierz formę aktywności, którą lubisz, nie zmuszaj się do dyscyplin, tylko dlatego, że akurat są w zasięgu ręki. Nie musisz! To najważniejsze hasło dobrego urlopu. Nie musisz wstawać rano, żeby skorzystać z pogody, nie musisz jeździć konno tylko dlatego, że w ośrodku jest stadnina... Nicnierobienie przyjdzie samo.

Piękno i smak

Sztuka i przeszłość

Jeśli należysz do osób skazanych na monotonną pracę – w wakacje obcuj z pięknem, sztuką, z przeszłością. Wybierz urlop w miejscu, gdzie odbywa się festiwal teatralny albo w takim jak Florencja, gdzie można kontemplować renesansowe obrazy i freski na plenerze ceramicznym. Zaspokoisz potrzebę rozwoju osobistego, intelektualnego, manualnego. Codzienność pozostanie gdzieś daleko...

Jeśli uczta ducha cię nie pociąga, jedź tam, gdzie świętem jest każdy posiłek, by delektować się smakiem świeżych lokalnych potraw – do Toskanii. Rozkoszuj się smakiem różnych odmian sera pecorino czy szynki prosciutto. Zapisz się na szczególny kurs gotowania, a zarazem sztuki zakupów na miejscowym targu, degustuj i spędzaj czas na długich rozmowach przy stole. Spowolnione tempo życia pozwoli delektować się szczegółami, na które na co dzień nie ma czasu. Spowoduje też wzmocnienie więzi z bliskimi. Na nowo przyjrzysz się partnerowi, zaznasz radości wspólnego biesiadowania przy wielkim, suto zastawionym stole...

Recepta Jarosława Kreta

Szukam słońca

Mój zawód to moje hobby, więc uwielbiam pracować. A że praca dokumentalisty, fotografa reportera jest związana z licznymi podróżami, pracując, zwiedzam świat. Ciężka praca to paradoksalnie także mój odpoczynek. Wieczorem, zmęczony upałem, lubię położyć się w hamaku lub rozsiąść wygodnie w fotelu i nic nie robić, po prostu delektować się ciszą i ciepłem. Moje ulubione miejsca to te, gdzie prawie zawsze świeci słońce. Są dwie kategorie miejsc, które odwiedzam – zamieszkane przez ludzi, ale jak najdalsze od zachodniej cywilizacji, i bezludne, gdzie rządzi dzika przyroda. Te drugie kocham najbardziej. I uwielbiam chodzić. Potrafię łazić godzinami, włóczyć się, zajść do miejscowej pijalni herbaty, cukierni czy palarni fajek wodnych, posmakować lokalnego jedzenia. Uświadomić sobie, że donikąd mi się nie spieszy.

Sądzę, że kiedy wyjeżdżamy, uciekamy z miejsc, które generują stres, zmieniamy otoczenie, chcemy, by jak najbardziej różniło się od tego, w którym na co dzień zmagamy się z problemami. Chwilowa ucieczka od stresu jest jednak tylko ułudą. Wracamy bowiem w to samo otoczenie i środowisko. Jeszcze tam, gdzie odpoczywamy, głęboko w podświadomości, stres atakuje, gdy nasz odpoczynek się kończy. Takiego złudnego odpoczynku staram się unikać...

Jarosław Kret, dziennikarz telewizyjny, egiptolog, podróżnik i autor książek.

  1. Psychologia

Przyszłość małżeństwa – monogamia symetryczna

Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Pisze się o zdradach, rozwodach, poliamorii itp. Czy jest więc sens zastanawiać się nad monogamią i wiernością albo nad spełniającym te kryteria małżeństwem? Tak, Helen Fisher, amerykańska antropolożka i badaczka miłości, przepowiada im wielką przyszłość. Nowy rodzaj związku nazywa symetrycznym.

Gdyby kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej miała opowiedzieć o swojej seksualności, to co by powiedziała? Jak brzmiałoby jej wyznanie? Zainspirowane przez Helen Fisher, amerykańską antropolożkę, napisałyśmy z Izabelą Jąderek, warszawską seksuolożką i psychoterapeutką, wyznanie takiej kobiety: Naga? Jestem otwarta i naturalna w miłości. Nie wstydzę się swojego ciała. Lubię je. Piersi za małe, pupa za duża? Akceptuję swój wygląd, niedoskonałości nie spędzają mi snu z powiek. Jestem taka, jaka jestem. A jeśli coś mi przeszkadza, czuję zawstydzenie czy zakłopotanie, to przyglądam się temu. Zastanawiam się: „Czy tego nie chcę, czy może uważam, że nie powinnam chcieć, bo tak mnie wychowano?”. Naga w seksie, ale też naga w emocjach, w marzeniach, w fantazjach, w pragnieniach: uległości czy dominacji nad tobą. Nie czuję się zmuszona do bierności! Inicjuję seks bez obawy, że powiesz: „Jesteś zbytnio wyzwolona”, albo nawet: „wyuzdana!”. Oddaję ci się też bez wstydu, jeśli tylko mam takie pragnienie. W łóżku mogę śmiać się, krzyczeć albo śpiewać. To zależy, co czuję i jak przeżywam miłość. Mam oczekiwania i chcę, byś je spełnił. Spotkałam cię po kilku bardziej lub mniej nieudanych związkach i nareszcie mogę być sobą, będąc z mężczyzną. Ufam ci. Dajesz mi poczucie bezpieczeństwa.

Cudne? Ba! Ale czy takie pogodzenie ze swoją cielesnością i seksualnością to dla wielu kobiet nie utopia? Czy każda z nas, jeśli tylko zachce, może stać się kimś takim?

Poznaj samą siebie

Myślimy, że serce i miłość to synonimy, mówimy: „Oddałam mu serce”; „Złamał mi serce”. Izabela Jąderek przekonuje, że najważniejsze jest zbudowanie relacji z samą sobą. Poznając siebie, kobieta odkrywa, jak chce się kochać, i znajduje w sobie śmiałość, by właśnie tak to robić. Czy jednak każda z nas może zacząć kochać i żyć w zgodzie ze swoją zmysłowością, seksualnością? I czy jest to aż tak ważne? – W moim osobistym przekonaniu każda może i ma do tego potencjał – stwierdza Izabela Jąderek. – Oczywiście, napotka na tej drodze mnóstwo wybojów, ale kluczem jest słowo „chcieć”: przyglądać się sobie po to, by zrozumieć siebie i swoje potrzeby również w tym aspekcie, jakim jest seksualność. Potem można ją przyjąć albo coś w niej zmienić.

A czy to ważne? Tak, jeśli marzy nam się symetria we dwoje, a nawet małżeństwo symetryczne. Zakłada ono równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. Żeby być równą mężczyźnie w realizacji swoich pragnień, kobieta musi wiedzieć, jakie one są, czego chce od kochanka. A to wcale nie jest takie oczywiste, nawet dla niej samej. Dlaczego? Związek monogamiczny dziś oznacza często tradycyjny podział ról i zależności. Wynika to z wychowania, a często i ekonomii. – Kobieta ekonomicznie zależna bywa też zależna mentalnie – wyjaśnia Jąderek. Powściąga się w łóżku i dostosowuje do partnera, i to w sposób całkiem bezwiedny.

Nie zawsze tak jest, ale jeśli mamy wątpliwości, czy realizujemy swoją seksualność, warto się zastanowić, jak nas wychowano. Czy moi rodzice okazywali sobie nawzajem czułość? Czy ja lubię swoje ciało? Czy potrafię wskazać, gdzie pojawiają się w nim uczucia? A może chcę się upodobnić do modelek, aby poczuć się atrakcyjna? A seks? Czy kojarzy mi się z przyjemnością, czy ze skrępowaniem? To pomoże nam odnaleźć drogę do zrozumienia swojej seksualności i do ewentualnej erotycznej zmiany siebie.

Szczęśliwi we dwoje

Równość ekonomiczna jest ważna, bo zdaniem badaczy monogamia symetryczna to powrót do archaicznego związku, w którym panowało partnerstwo! W czasach łowców i zbieraczy, a więc przed wynalezieniem pługu, kobieta i mężczyzna wnosili tyle samo do wspólnej spiżarni. Czyli byli ekonomicznie równi i dlatego mieli równe prawa erotyczne. Małżeństwo symetryczne wraca, bo kobiety stają się na powrót równe swym partnerom. Ale też mężczyźni mają dziś do wykonania wewnętrzną pracę. Do gabinetu seksuologów trafiają ci, którym przeszkadza, że żona zarabia więcej lub po prostu dużo. Mężczyzna chce czuć się potrzebny, mieć co dać kobiecie. Nie muszą to jednak być pieniądze. A co? Warto nad tym pomyśleć.

Dziś ludzie są ze sobą z różnych powodów i na różnych zasadach. Ale jeśli łączy ich miłość romantyczna (prawie 90 proc. par), czują się sobie równi także w seksie i są wierni, taki rodzaj związku to właśnie monogamia symetryczna. Sposób na szczęście we dwoje. Trwałe szczęście.

To zachęcające! Gdyby więc chcieć stworzyć taki związek, to od czego zacząć? Od udanego seksu? A co jeśli do tej pory seks nie był naszą mocną stroną? Nie wszystkie kobiety nawet go lubią. Można odblokować ukrytą, nawet przed samą sobą, energię seksualną.

– Pomagają w tym rytuały niemające wiele wspólnego z seksem – mówi Izabela Jąderek. – Bo też radość w łóżku znajdziemy, jeśli wejdziemy do niego prowadzeni intymnością i uczuciem. Miłością. Staroświeckie? Może, ale skuteczne – dodaje seksuolożka. Czerpanie radości z seksu opiera się na intymności. Udany seks nie wydarzy się bez udanej relacji, dlatego to, co wzmacnia bliskość, uwalnia także seksualną energię. Kobieta i mężczyzna czasem jej nie odczuwają tylko dlatego, że nie łączy ich intymność.

Miłosne rytuały

Siadamy naprzeciw siebie na łóżku czy dywanie. Dłonie kładziemy w okolicach serca partnera. Próbujemy dostosować oddech do jego oddechu: z jego wydechem bierzemy wdech, tworząc oddechowe koło. Patrzymy sobie w oczy.

– Jedno i drugie z dużą dozą prawdopodobieństwa może się rozpłakać, bo też rzadko kiedy ludzie okazują sobie czułe zainteresowanie przez kilka minut, bez przerwy patrząc na siebie – mówi psychoterapeutka. Po tym czasie, jeśli poczują taką potrzebę, mogą się przytulać, całować, ale nie kochać. Chodzi o odczucie bycia razem blisko, ale bez seksu. To doświadczenie intymne. Czułe bycie razem zbliża bardziej niż seks i przygotowuje do seksu, który buduje intymność. Bo też często brakuje nam właśnie tej czułości. Dlatego taki rytuał czasem wystarczy, by kobieta, która uważała, że nie ma libido, odczuła nagle ochotę na seks. Uważność mężczyzny jako afrodyzjak? Ochota na seks maleje wskutek jej braku. Odwrotnie działa poczucie bycia widzianą. Samo jednak ćwiczenie nie wystarczy.

– Potrzeba uważności w codziennym życiu – dodaje Jąderek. – Ale i na to jest sposób: nauka uważnej komunikacji. Ona lub on mówią przez trzy do pięciu minut. Drugie słucha bez przerywania, a potem powtarza to, co usłyszało, własnymi słowami. „Czy o to chodziło?” Następnie zamieniają się rolami.

– Para dodatkowo może skorzystać z rytuałów, które oparte są już na kontakcie cielesnym, ale nie seksualnym. Dzięki nim można doświadczyć tego, że w seksie nie chodzi o sam mechaniczny akt – dodaje Jąderek.

Kobieta opiera nogi na biodrach partnera, on wprowadza członek do jej pochwy. I tu podobieństwa do stosunku seksualnego się kończą. Bo oboje są tak spleceni przez pięć do dziesięciu minut. Patrzą sobie w oczy. Dłonie trzymają na klatce piersiowej, oddychają w podobnym tempie. A potem on wychodzi z niej i ją przytula. Mówią, co czują. Z seksu lepiej na tę chwilę zrezygnować, a zyska się coś, co będzie pomagało i w nim, i w byciu razem, i w miłości… Genitalia nie służą tylko do seksu, ale też byśmy poczuli, co to znaczy być Jednym. To już jest bardziej emocjonalny czy duchowy wymiar seksu. Przekroczenie jednostkowego bytu.

Mężczyzna w monogamii

– I tu jest sedno sprawy – mówi Izabela Jąderek. – Kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej może tak się zachowywać, ponieważ spotkała właściwego mężczyznę – takiego, przy którym czuje się bezpiecznie i do którego ma zaufanie. Tworzą związek partnerski, począwszy od podziału obowiązków domowych, poprzez opiekę nad dziećmi, jeśli je mają, a skończywszy na seksie. To, jacy jesteśmy, ma związek z relacjami, jakie tworzymy.

A gdyby tak dla odmiany miał się nam zwierzyć mężczyzna żyjący w monogamii symetrycznej, to jak brzmiałoby jego wyznanie? Puśćmy znów wodze wyobraźni: Pożądam cię, kiedy masz ogień w oczach. Jesteś pełna energii. A więc kiedy zajmujesz się tym, co cię pasjonuje. Pożądam cię, gdy robimy razem coś nowego, niecodziennego. Jedziemy do jaskiń obejrzeć nietoperze, gotujemy mule na ognisku, a nigdy tego nie robiliśmy. Pragnę cię, kiedy czuję, że mogę się przy tobie swobodnie zachowywać. Chcę cię zdobywać. Zgadywać, kim jesteś. Chcę, byś ciągle wzbudzała moją ciekawość.

Gdy pokochamy i poczujemy się kochane – nie rezygnujmy więc ze swoich pasji. Z siebie. A często tak robimy. Bardziej zajmują nas nowe rolety niż to, co pasjonowało przed ślubem, na przykład taniec współczesny. – Pożądanie karmi się innymi emocjami niż stabilność – dodaje Izabela Jąderek.

Pozwalajmy więc sobie na świeżość, ekscytację, tajemniczość – tam mieszka pożądanie. Pożądanie związane jest z poziomem dopaminy, a ta wydziela się, gdy robimy rzeczy nierutynowe. Dopamina zaś odpowiada za doświadczanie orgazmu, a ten stymuluje przepływ oksytocyny i wazopresyny, budzących uczucie przywiązania. Dlatego udany seks jest elementem szczęśliwej i trwałej miłości. Utrwala on wierność, która wydaje się nieoceniona w związku symetrycznej pary.

Wierność otwiera ciało

Kobieta, która wierzy, że jej partner jest wierny, mogłaby powiedzieć coś takiego: Jesteś dla mnie najważniejszy, ja dla ciebie – jedyna. To pozwala mi przeżywać naszą bliskość wyjątkowo. Moje ciało przed nikim tak się nie otwiera jak przed tobą. Kiedy się kochamy, jesteśmy jednym ciałem i duchem… A tu nagle: trzask! W twoim telefonie zdjęcie nagiej kobiety i SMS: „Będę jutro w porze lunchu”. Zdradziłeś mnie?! A więc nie jestem jedyną, na którą tak patrzysz? Jest jeszcze ktoś, kto stał się ode mnie atrakcyjniejszy, ważniejszy. Ciało się zamyka. Serce się zamyka. Czuję wstyd, lęk przed oceną, porównywaniem. Już nie patrzę na ciebie z miłością. Patrzę z lękiem i złością. Zastanawiam się, kim ty jesteś, kim ja jestem.

Zdaniem belgijskiej psychoterapeutki i badaczki Esther Perel, kiedy kochamy romantycznie, symetrycznie, zdrada bywa ostateczna właśnie dlatego, że sięga naszej tożsamości, poczucia tego, kim jesteśmy. Kiedy kochamy, wierność jest konieczna. Kiedy jesteśmy z kimś dla złotej karty, nie ma ona takiego znaczenia. Ale też trudniej wtedy o to upragnione szczęście we dwoje. Symetryczna miłość daje głębsze możliwości realizowania siebie we dwoje, ale więcej też wymaga.

Przyszłość małżeństwa

Dla wielu to żart. Wzrasta akceptacja dla rozwodów, ba, pojawił się nawet nowy rodzaj wstydu – związany z tym, że nie odchodzimy od kogoś, kto jest nie taki, jak powinien. Nie sprzyja monogamii także stawianie na siebie.

– Mimo to, a może właśnie z tego powodu, monogamia jako swoista przeciwwaga powraca – stwierdza seksuolożka. Kultura konsumpcyjna, oderwanie seksu od miłości nawet jeśli dają przyjemność, to także nużą. Coraz częściej widać chęć powrotu do takich wartości, jak miłość, partnerstwo, czułość. Zmianie ulega tylko definicja związku i potrzeb z nim związanych. Nie rezygnujemy ze ślubu. Mamy po prostu inną strategię szukania partnera czy partnerki – czekamy, aż będziemy pewni. A pewni bywamy zazwyczaj po kilku związkach. Bliżej 40. niż 20. urodzin. Nadal jednak chcemy kochać i być kochani.