1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Jak się pozbyć nadmiaru plastiku? – Nadzieją może być nowy superenzym

Jak się pozbyć nadmiaru plastiku? – Nadzieją może być nowy superenzym

Okazało się, że enzym o nazwie PETaza może atakować twardą, krystaliczną powierzchnię plastikowych butelek. Jednak dodanie kolejnego enzymu, podwaja szybkość działania PETazy. (fot. iStock)
Okazało się, że enzym o nazwie PETaza może atakować twardą, krystaliczną powierzchnię plastikowych butelek. Jednak dodanie kolejnego enzymu, podwaja szybkość działania PETazy. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Rozkłada plastik sześć razy szybciej niż do tej pory robiły to inne enzymy! Badania nad nowym super-enzymem przeprowadzili naukowcy z University of Portsmouth w UK, a także z kilku amerykańskich instytucji. Opublikowano je w czasopiśmie Proceedings of the National Academy of Sciences.

Co udało się wynaleźć? – Otóż po połączeniu dwóch enzymów, wytwarzanych przez bakterię o nazwie Ideonella sakaiensis, otrzymano jeden niezwykle aktywny enzym. Działa on w temperaturze otoczenia, a obie jego cząsteczki wytwarzane są przez tę samą (zjadającą plastik) bakterię. Została ona odkryta w 2016 roku na japońskim składowisku odpadów. Pierwsza modyfikacja enzymu, w 2018 roku, pozwoliła na rozkładanie plastiku w ciągu kilku dni. Obecna – w ciągu kilkunastu - kilkudziesięciu godzin. Przypomnijmy, że naturalna degradacja może zająć kilkaset lat. Wystarczy więc, jak się okazało, połączyć dwa enzymy – PETazę z MHETazą – aby uzyskać super-efekt.

Kiedy połączyliśmy enzymy, dość nieoczekiwanie, nastąpił dramatyczny wzrost aktywności – powiedział prof. John McGeehan z University of Portsmouth w Wielkiej Brytanii, dyrektor Center for Enzyme Innovation (CEI).  – To droga ku próbom wytwarzania szybszych enzymów, które są bardziej przydatne w przemyśle. Ale to także jedna z tych historii o uczeniu się od natury, a następnie przenoszeniu jej do laboratorium (źródło: The Guardian).

Naukowcy pracujący w Centrum Innowacji Enzymów mają nadzieję, że super-enzym może rozwiązać kryzys zanieczyszczenia.

Plastik zalega na całej planecie – od Arktyki po najgłębsze oceany. W Polsce, w ciągu roku, każdy wyrzuca około 66 butelek PET (gdy pomnożymy to przez liczbę mieszkańców wynik będzie przytłaczający). Chociaż staramy się segregować śmieci i pozyskiwać surowce wtórne, trudno jest rozbić plastikowe butelki na składniki chemiczne… a to pozwoliłoby znacznie przyspieszyć proces recyklingu i ograniczyć wytwarzanie nowych opakowań z ropy naftowej.

Jest szansa, że enzym zostanie wykorzystany w recyklingu już w ciągu 1-2 lat. Zespół pracuje nad modyfikacjami, które będą mogły jeszcze przyspieszyć jego działanie, a także poszukuje takich połączeń enzymów, które umożliwią recykling odzieży. W końcu mamy co rozkładać…

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

LPP stawia na zrównoważony rozwój

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Myśląc o modzie często mamy przed oczami wystawy sklepowe lub wybiegi, na których prezentowane są nowe kolekcje. Tymczasem to efekt końcowy, na który składa się konieczność zadbania wcześniej o wiele elementów procesu powstawania i dystrybucji odzieży. Przykładem spółki, która w tych kwestiach stawia na zrównoważony rozwój, jest LPP. Ta polska firma odzieżowa, do której należy m.in. Reserved i Mohito, sukcesywnie wdraża nowe rozwiązania i realizuje kolejne plany w tym zakresie. Jak wygląda to w praktyce?

Choć nasze codzienne wybory – również te konsumenckie – mają dla środowiska znaczenie, niezwykle ważny jest też sposób funkcjonowania dużych przedsiębiorstw. Ze względu na skalę działania mogą one przyczynić się do zachowania naszej planety w jak najlepszym stanie dla kolejnych pokoleń. Dostrzega to także branża fashion. W ramach przewidzianej na lata 2020-2025 pod hasłem „For People For Our Planet” swojej Strategii Zrównoważonego Rozwoju LPP sukcesywnie wdraża działania mające na celu ograniczenie wpływu spółki na środowisko w czterech kluczowych obszarach: projektowanie i produkcja, opakowania, bezpieczeństwo chemiczne, a także infrastruktura i budynki.

Zielone metki i eko dżinsy – czyli co oznacza odpowiedzialna produkcja?

W branży odzieżowej niezwykle ważną kwestią związaną ze zrównoważonym rozwojem jest dbałość o każdy etap procesu produkcji, począwszy od pozyskiwania materiałów. LPP w ramach swojego programu Eco Aware Production w 2020 roku skupiło się na wypracowywaniu jakościowych i ekologicznych standardów dotyczących ograniczania zużycia wody i energii w procesie obróbki tkanin i produkcji odzieży, a także wdrażaniu ich przez dostawców. W 2021 roku opierać ma się na nich już 30% wszystkich fabryk szyjących dla LPP w południowej Azji, a do 2023 roku – 100% fabryk dżinsów. Ponadto w 2020 roku LPP jako pierwsza polska firma dołączyło do globalnej inicjatywy ZDHC (Zero Discharge of Hazardous Chemicals), przyczyniającej się do poprawy bezpieczeństwa chemicznego w produkcji branży odzieżowej.

O zrównoważony rozwój LPP dba także poprzez konsekwentne zwiększanie udziału kolekcji Eco Aware w ofertach swoich marek. Od 2019 roku opatrzona tym znakiem odzież produkowana z materiałów bardziej przyjaznych środowisku, czyli organicznych, pochodzących z recyklingu lub wykonanych w zrównoważonym procesie, jest obecna w propozycjach wszystkich brandów spółki, czyli Reserved, House, Mohito, Cropp i Sinsay. Obecnie już 23% dostępnych w nich rzeczy jest przyjazna środowisku, co oznacza, że LPP już w pod koniec 2020 roku jest blisko realizacji celu założonego dopiero na 2021 rok (25%). Prym wiedzie tu Reserved, gdzie 33% asortymentu to rzeczy z zieloną metką Eco Aware.

525 ton plastiku mniej

Ważną kwestią, którą mają na uwadze przedsiębiorstwa stawiające na zrównoważony rozwój, jest również eliminowanie nadmiaru tworzyw sztucznych w obiegu. LPP konsekwentnie ogranicza wykorzystywanie opakowań i wypełniaczy wykonanych z jednorazowego plastiku. Dzięki podjętym działaniom ta polska firma odzieżowa już wyeliminowała ten surowiec z opakowań do wysyłki zamówień online marek Mohito i Reserved, redukując w ten sposób w 2020 roku zużycie jednorazowego plastiku o 255 ton. Do zamówień online marek House, Cropp i Sinsay od 2020 roku w 100% wykorzystywana jest z kolei folia z recyklingu. Przewidywany na koniec roku zakres redukcji plastiku zsumowany z wynikiem z trzech ubiegłych lat ma pozwolić spółce na wyeliminowanie z obiegu łącznie aż 525 ton tego tworzywa w ciągu ostatnich czterech lat. Do końca 2025 roku ta polska firma odzieżowa z Gdańska planuje natomiast w pełni wyeliminować opakowania niepodlegające obiegowi zamkniętemu z sieci sprzedaży i łańcucha dostaw.

Biura i salony przyjazne środowisku

Choć mogłoby się wydawać, że zrównoważony rozwój w branży odzieżowej odnosi się tylko do procesu odpowiedzialnej produkcji, to LPP jest przykładem na to, że przedsiębiorstwo z tego sektora może działać proekologicznie na różne sposoby. Dla tej polskiej firmy odzieżowej bardzo istotna jest też bowiem kwestia energii wykorzystywanej w sklepach oraz biurach. W zmniejszaniu jej zużycia pomaga spółce wdrażanie nowego konceptu salonów, którego podstawą jest inteligentny i energooszczędny system zarządzający m.in. oświetleniem, ogrzewaniem, wentylacją czy klimatyzacją. LPP planuje też, że w 2021 roku wszystkie serwery i sklepy internetowe spółki będą zasilane wyłącznie poprzez „zieloną energię”. Dodatkowo nowe budynki spółki są projektowane i budowane według zasad zrównoważonego rozwoju, a także zgodnie z nimi będą eksploatowane.

Jak widać zrównoważony rozwój w przypadku polskiej firmy odzieżowej może opierać się na różnych filarach i odnosić się nie tylko do procesu produkcji ubrań. Długofalowa perspektywa działalności przedsiębiorstwa z myślą o kolejnych pokoleniach, a zarazem konsekwentna realizacja konkretnych prośrodowiskowych działań wynikających ze Strategii Zrównoważonego Rozwoju LPP to dla spółki pomysł na biznes prowadzony w sposób odpowiedzialny wobec ludzi i środowiska. Dla naszej planety niezwykle ważne jest, by zarówno nasze codzienne decyzje, jak i aktywności dużych przedsiębiorstw miały wspólny kierunek – dążenie ku zrównoważonej działalności.

  1. Styl Życia

Biodegradowalne wynalazki i jadalne opakowania

Startupy, których celem jest zero waste, a także ochrona środowiska przed zanieczyszczeniem, z pewnością zasługują na wsparcie i uwagę. Na zdjęciu jeden z nich: Notpla, czyli „not plastic” (fot. profil FB Notpla).
Startupy, których celem jest zero waste, a także ochrona środowiska przed zanieczyszczeniem, z pewnością zasługują na wsparcie i uwagę. Na zdjęciu jeden z nich: Notpla, czyli „not plastic” (fot. profil FB Notpla).
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Biotechnologia to przyszłość. Specjaliści z tej dziedziny, a także chemicy, biofizycy będą mieli w najbliższych dekadach pełne ręce roboty. Dlatego rzetelna wiedza, pomysłowość i chęć ochrony planety, na której żyjemy – to główne wyznaczniki ich dalszej pracy.

W 2021 roku przyjdzie nam się wreszcie pożegnać z jednorazowymi „plastikami”. Zgodnie z uchwalonymi przepisami unijnymi plastikowe talerzyki, kubeczki, słomki czy patyczki wyjdą z obiegu i przestaną być produkowane. Trzeba będzie je zastąpić albo papierowymi i drewnianymi jednorazówkami, albo opracować nowe tworzywa biodegradowalne. Wyzwaniem będzie poza tym „strawienie” zalegającego na planecie plastiku. To dopiero początki coraz większych zmian, do których zmusza nas sytuacja klimatyczna, energetyczna, czy ekonomiczna na świecie. Tony produkowanych opakowań z tworzyw sztucznych i chęć zastąpienia ich naturalnymi, biodegradowalnymi produktami to poważne przedsięwzięcie dla wielu firm. Ekologicznych rozwiązań poszukują m.in. liczne koncerny.

Nad czym pracują różni naukowcy na świecie, aby zminimalizować szkody związane z zanieczyszczeniem środowiska? Oto kilka ciekawostek:

Papierowa butelka coca-coli

Kilka dni temu koncern coca-cola zaprezentował prototyp papierowej butelki. PlantBottle to butelka, która w 30% wytworzona jest z surowców pochodzenia roślinnego, a w 100% nadaje się do recyklingu. Jednym z ostatnich przedsięwzięć koncernu Coca-Cola jest dołączenie do grona firm (m.in. Carlsberg, L’Oreal, Absolut ) współpracujących z Paboco (Paper Bottle Comapny) - wynalazcą i producentem papierowych butelek.

Paboco to duński start up, który prace nad innowacyjną papierową butelką, rozpoczął w 2015 roku. Ambicją Paboco jest stworzenie pierwszej w swoim rodzaju w pełni biodegradowalnej i nadającej się do recyklingu butelki papierowej, którą można wykorzystać jako opakowanie do napojów czy produktów kosmetycznych.

Cechą charakterystyczną papieru jest m.in. jego elastyczność i wytrzymałość, dlatego papierową butelkę będzie można wykorzystać zarówno do napojów gazowanych i niegazowanych.

Technologia wytwarzania papierowych butelek jest jeszcze na wczesnym etapie rozwoju. Z pewnością będą wprowadzane jeszcze ulepszenia zarówno w samym projekcie, jak i materiałach. Jednym z najważniejszych wyzwań jest dostosowanie wszystkich parametrów do produkcji na dużą skalę.

W 2018 roku Coca-Cola ogłosiła globalną inicjatywę „Świata Bez Odpadów”, w ramach której do 2030 chce pomóc zebrać i poddać recyklingowi ekwiwalent wszystkich butelek i puszek trafiających do konsumenta. Chce także, aby do 2030 r. co najmniej 50% składu opakowań stanowiły surowce wtórne. Koncern  zobowiązał się również, że do 2025 roku wszystkie jego opakowania na całym świecie w 100% będą nadawać się do recyklingu.

Notpla – jadalne woreczki z wodą lub sokiem

Pierwsze skojarzenie? – Barwione napoje sprzedawane w czasach PRL-u w foliowych torebeczkach. Wystarczyło przekłuć słomką i gotowe. Różnica w stosunku do produktów zrobionych z Notpla jest jednak taka, że woreczek Notpla można zjeść... i nie zaszkodzi!

Co może być doskonałą alternatywą dla tradycyjnych plastikowych pojemników?  -  Otóż wynalezione parę lat temu Ooho to biodegradowalne, elastyczne opakowania do napojów i sosów wykonane z galaretowatej membrany. Materiał Notpla to połączenie wodorostów i roślin. Na to innowacyjne rozwiązanie wpadli Rodrigo Garcia Gonzalez, Pierre Paslier i Guillaume Couche. Pomysł przyniósł autorom m.in. nagrodę Lexus Design Award. Woda czy soki w jadalnych butelkach są chronione przez trwały materiał wykonany z alg brunatnic i chlorku wapnia. Łatwo go przegryźć i zaspokoić pragnienie. Sam woreczek, chociaż jadalny, nie posiada większych walorów smakowych. Nie musimy jednak konsumować jadalnej powłoki – i tak rozłoży się w ciągu 4-6 tygodni!

Produkt został zresztą sprawdzony przy okazji różnych imprez biegowych czy festiwali. Może być też doskonałą alternatywą dla plastikowych pojemniczków napełnianych sosami w daniach Take-away. Dla potrzeb tego przemysłu, twórcy Notpla zaprojektowali również powłokę do papierowych pojemników, w które pakowane jest jedzenie na wynos. Chociaż o pierwszych Ooho (algowe torebeczki napełniane tylko wodą) można było usłyszeć nawet parę lat temu, produkowana w Londynie Notpla „nabiera rozpędu”.

Zespół pracuje nad kolejnymi rozwiązaniami, takimi jak folie termozgrzewalne do pakowania, siatki na warzywa i owoce, czy saszetki na śruby, gwoździe i inne drobne elementy (dodawane w foliowych torebeczkach do kupowanych mebli i różnych akcesoriów).

„Serowy” plastik

Projekt BIOCOSÌ narodził się w regionie Apulia. To przełomowe rozwiązanie umożliwia odzyskiwanie odpadów mlecznych, poprzez przekształcenie ich w zasoby, z których pozyskuje się biotworzywa.

We Włoszech (kraj parmezanu, mozzarelli, czy ricotty) ze względu na powszechną obecność mleczarni i dużą produkcję, ścieki wytwarzane przez sektor mleczarski są jednym z głównych problemów przemysłu rolnego. Ścieki te są trudne do utylizacji ze względu na wysoki ładunek zanieczyszczeń. Według szacunków ISTAT i APAT we Włoszech, podobnie jak w innych krajach o znaczącej tradycji mleczarskiej, ilość serwatki produkowanej każdego roku jest bardzo wysoka i wynosi 8 × 106 ton na rok.

Jednak te ścieki, odpowiednio oczyszczone, mogą stać się w perspektywie źródłem bogactwa dla gospodarki o obiegu zamkniętym. Celem projektu "Biocosi" było rozwiązanie problemu ścieków w sektorze mleczarskim, które nie są już postrzegane jako odpady, ale jako surowiec do produkcji bioplastiku, w 100% biodegradowalnego i biokompatybilnego. Uzyskane w opracowanej technologii produkty nadają się do wytworzenia sztywnych opakowań do użytku spożywczego i mogą być używane w tym samym łańcuchu dostaw. Zainspirowany zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym "Biocosi" pozwala na całkowite zredukowanie zanieczyszczeń w sektorze mleczarskim i ich przekształcenie w ramach idei zero waste. To, co jest ciekawe przy tym projekcie to ilość zaangażowanych instytucji. Partnerami projektu byli ENEA, Uniwersytet w Bari oraz firmy EggPlant, CSQA, RL Engineering, Caseificio Colli Pugliesi, Compost Natura i Microtronic Public Research Laboratories Network, koordynowane przez Instytut Fotoniki i Nanotechnologii Cnr.

Innowacyjne technologie i procesy produkcji w 100% biodegradowalnych i kompostowalnych opakowań (fot. materiały prasowe) Innowacyjne technologie i procesy produkcji w 100% biodegradowalnych i kompostowalnych opakowań (fot. materiały prasowe)

Opracowana technologia, w całości wyprodukowana w Apulii, wykorzystuje dwa podstawowe procesy: odzyskiwanie i przetwarzanie składników organicznych (białka serwatki i laktozy) z odpadów mlecznych w celu uzyskania wysokowydajnych sztywnych opakowań (butelki na mleko, czy taca na nabiał).

Kosmetyki w biodegradowalnych opakowaniach od polskiej marki

Lovish jako pierwsza firma w Polsce i jedna z nielicznych na świecie wprowadziła w pełni ekologiczne produkty kosmetyczne. W ich misję wpisana jest idea eco inside & outsider. Dlatego ekologiczny jest nie tylko skład kosmetyków. Również opakowania  kremów i scrubów do ciała wykonane są z materiałów biodegradowalnych pochodzenia roślinnego (są kompostowalne przemysłowo - przy udziale mikroorganizmów rozkładają się do wody, dwutlenku węgla i biomasy). Ten autorski projekt marki chroniony jest prawem patentowym.

Pozostałe produkty Lovish także mają ekologiczne opakowania –  wykonane są ze szkła i papieru.

W celu ograniczenia ilości produkowanych odpadów opakowania zaprojektowane są w taki sposób, aby posiadały wymienny wkład (refill), którym samodzielnie uzupełni się opakowanie bazowe.

Te roślinne kosmetyki nie zawierają syntetycznych środków zapachowych. Etykiety produktów są wykonane z papieru i zawierają atramenty wodne. (fot. materiały prasowe) Te roślinne kosmetyki nie zawierają syntetycznych środków zapachowych. Etykiety produktów są wykonane z papieru i zawierają atramenty wodne. (fot. materiały prasowe)

Jak pisze na swojej stronie Ewelina Niedzielska – chemiczka i twórczyni marki Lovish:

„Kosmetyki przygotowywane są przeze mnie z pasji i miłości do natury. Ideą marki było stworzenie w pełni naturalnego produktu: naturalne składniki i opakowania. Praca w laboratorium i tworzenie nowych receptur daje mi dużo radości i satysfakcji. Doświadczenie i wiedza laboratoryjna pozwala mi na dobieranie odpowiednich składników i procesów, tak aby stworzyć kosmetyki roślinne o wysokiej jakości i skuteczności działania.”

  1. Styl Życia

Living Planet Report 2020 – w jakiej kondycji jest Ziemia i żyjące na niej gatunki?

Wśród uwzględnionych w LPI (Living Planet Index – Wskaźnik Żyjącej Planety) zagrożonych gatunków znajduje się między innymi wschodni goryl nizinny, którego szacowana liczebność populacji w Parku Narodowym Kahuzi-Biega w Demokratycznej Republice Konga zmniejszyła się w okresie 1994–2015 o 87%, głównie za sprawą nielegalnych polowań. (fot. iStock)
Wśród uwzględnionych w LPI (Living Planet Index – Wskaźnik Żyjącej Planety) zagrożonych gatunków znajduje się między innymi wschodni goryl nizinny, którego szacowana liczebność populacji w Parku Narodowym Kahuzi-Biega w Demokratycznej Republice Konga zmniejszyła się w okresie 1994–2015 o 87%, głównie za sprawą nielegalnych polowań. (fot. iStock)
W niecałe pół wieku liczebność światowych populacji ssaków, ptaków, płazów, gadów i ryb zmniejszyła się średnio o dwie trzecie. Według raportu WWF Living Planet Report 2020, opublikowanego we wrześniu, za ten stan rzeczy w dużej mierze odpowiada degradacja środowiska naturalnego, która jest także przyczyną pojawiania się nowych chorób odzwierzęcych takich jak COVID-19.

Living Planet Report 2020 pokazuje katastrofalny wpływ postępującej destrukcji środowiska naturalnego przez człowieka nie tylko na populacje dzikich zwierząt, ale także na nasze zdrowie i wszystkie pozostałe aspekty naszego życia  – mówi Marco Lambertini, dyrektor generalny WWF International.

Co ujawnia Raport?

Wielkich niespodzianek nie znajdziemy… Główną przyczyną dramatycznego spadku liczebności populacji gatunków lądowych, badanych w ramach LPI (Living Planet Index), jest niszczenie ich naturalnych siedlisk, w tym lasów – a to z kolei jest konsekwencją m.in. sposobu, w jaki produkujemy żywność. Największy wpływ na tak złą sytuację mają:
  • sposób, w jaki wykorzystujemy grunty (do celów rolniczych i hodowli zwierząt),
  • wylesianie,
  • zmiana klimatu,
  • niszczące pożary,
  • gatunki inwazyjne.

Od 1970 r. 75% niepokrytej lodem powierzchni Ziemi zostało znacząco przekształcone przez człowieka, większość oceanów została zanieczyszczona i utracono ponad 85% obszarów podmokłych. Jakie elementy przyczyniły się do tego? - Można wymienić trzy główne:

  • podwojenie populacji człowieka na świecie,
  • czterokrotne zwiększenie się globalnej gospodarki,
  • dziesięciokrotny wzrost handlu.
Takie zniszczenie ekosystemów doprowadziło do sytuacji, w której ok. milion gatunków jest zagrożonych wymarciem w ciągu najbliższych dekad i stuleci.

I co ciekawe, te same czynniki, które są główną przyczyną  spadku (o  68% !) średniej liczebności badanych populacji kręgowców w latach 1970–2016, wpływają również na zwiększające się ryzyko wystąpienia pandemii. Nasze działania  nie tylko przyczyniają się do utraty różnorodności biologicznej, ale również poważnie zagrażają naszemu zdrowiu. Wycinka lasów, powiększanie terenów rolniczych, intensyfikacja hodowli zwierząt oraz zwiększony poziom pozyskiwania zasobów bezpośrednio z dzikich siedlisk (w tym nielegalny handel dzikimi zwierzętami)  - to główne czynniki powodujące pojawianie się chorób zakaźnych pochodzenia odzwierzęcego, w tym COVID-19.

Źródło: WWF Polska Źródło: WWF Polska

Living Planet Report 2020 to wszechstronna analiza stanu środowiska naturalnego tworzona we współpracy z ponad 125 ekspertami z całego świata, której najważniejszym elementem jest Wskaźnik Żyjącej Planety (Living Planet Index - LPI) – odzwierciedla on globalne trendy w liczebności populacji dzikich zwierząt.

Wskaźnik Żyjącej Planety to jeden z najbardziej kompleksowych mierników globalnej różnorodności biologicznej” – wyjaśnia dr Andrew Terry, dyrektor ds. ochrony środowiska w ZSL. – Średni spadek na poziomie 68% w ostatnich 50 latach to katastrofa i bezsprzeczny dowód na to, jak ludzka działalność dewastuje środowisko naturalne. O ile nic się nie zmieni, spadek liczebności populacji z całą pewnością będzie postępował, przyspieszając wymieranie dziko żyjących gatunków i zagrażając ekosystemom, bez których nie możemy funkcjonować. Z drugiej strony widzimy jednak, że działania w zakresie ochrony środowiska przynoszą wymierne rezultaty i że możliwe jest odtworzenie nawet tych gatunków, które stoją na krawędzi zagłady. Przy odpowiednim zaangażowaniu, finansowaniu i pracy ekspertów negatywne trendy można odwrócić.

Trendy dotyczące populacji gatunków odzwierciedlają ogólny stan zdrowia naszej planety. Wyraźne spadki liczebności wskazują, że przyroda zmierza ku katastrofie i że nasza planeta wysyła nam sygnały SOS. Czy na nie odpowiemy – to zależy już od nas. Jeśli nie odpowiemy, możemy w końcu znaleźć się na liście gatunków zagrożonych wymarciem.

Źródło: WWF Polska/ podsumowania Living Planet Report 2020

  1. Styl Życia

Artykuły wymyślonej potrzeby - konsumpcjonizm w Polsce. Rozmowa z autorem "Książki o śmieciach"

W
W "Książce o śmieciach" Stanisław Łubieński demaskuje nasz konsumpcyjny styl życia(Fot. Albert Zawada)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nie da się nie śmiecić, właściwie każdy aspekt ludzkiej egzystencji ma związek z zanieczyszczaniem planety. Stanisław Łubieński, autor „Książki o śmieciach”, wierzy jednak, że konsumpcyjny styl życia można ograniczać, i podpowiada, co zrobić, żeby zapobiegać bezsensownemu produkowaniu odpadków.

W kryminałach bardzo często detektyw przeszukuje śmieci, żeby dowiedzieć się czegoś o podejrzanym. Co o nas mówią nasze śmieci?
Że wszyscy jesteśmy do siebie bardzo podobni. Może jedni głosują na Krzysztofa Bosaka, a inni na Roberta Biedronia, ale nasze śmieci w żaden sposób nas nie wyróżniają i nie są szczególnie ciekawe. Niemal wszyscy kupujemy to samo, mamy podobny tryb życia. W czasie pisania swojej książki natknąłem się na informację o tym, jak francuscy fotografowie Bruno Mouron i Pascal Rostain robili zdjęcia śmieci różnych znanych osób dla pisma „Paris Match”, najpierw we Francji, a potem w Hollywood. Strasznie się zapaliłem, pomyślałem sobie, ale to będzie ciekawe, to wgląd w życie sław, które są przecież trochę jakby bogami. Okazały się dosyć zwykłe, taki Nicholson wyrzuca dużo listów i kopert, po jego odpadkach widać, że podjada sobie czipsy Fritos, popija je piwem Corona, używa płynu zmiękczającego Downy.

Konsumpcjonizm opanował świat. Wszyscy ulegamy konsumpcyjnemu stylowi życia?
Kupujesz sobie nowe rzeczy, nowe ubrania, dużo podróżujesz, konsumujesz. To współczesna wizja bycia szczęśliwym człowiekiem i jeśli jej nie przyjmiesz, masz poczucie braku. Wrażenie, że czegoś nie mamy albo że to, co mamy, nam nie wystarczy – nie odstępuje nas na krok. To skutek funkcjonowania w gospodarce opartej na mrzonce nieustannego wzrostu, gromadzeniu dóbr i iluzji, że wszystkim będzie coraz lepiej. Z drugiej strony – definicja śmiecia jest nieskończenie rozszerzalna, właściwie na każdy aspekt naszego życia możemy spojrzeć przez pryzmat tego, że wiąże się on z wytwarzaniem śmieci, czy to będzie pompowany przez elektrownie dwutlenek węgla, czy to będą śmieci komunalne. Nie da się nie śmiecić.

Skąd się wziął pomysł na taki temat książki?
Kiedy pisałem felietony o śmieciach do „Dwutygodnika”, nie byłem jeszcze pewien, czy to jest temat na książkę. I wtedy przydarzyła mi się historia z plastikową kulką, którą prawie zjadłem w restauracji we Włoszech. Znalazłem ją w morskiej rybie. Jadłem tę rybę i nagle poczułem, że gryzę coś, co nie jest ani ością, ani rybim mięsem. Trudno o bardziej druzgocący dowód na skalę zanieczyszczenia mórz.

Być może w restauracji La Cambusa na wyspie Lipari codziennie ktoś zjada plastikowe kulki, ale mnie się to przydarzyło pierwszy raz. Pomyślałem, trochę z przymrużeniem oka, że ten temat to może być moje przeznaczenie. Kulkę zabrałem ze sobą do domu i poszedłem z nią do dr Agnieszki Dąbrowskiej z Wydziału Chemii UW, badającej plastikowe odpady w środowisku morskim. Poddaliśmy ją tzw. badaniu spektrograficznemu, okazało się, że trudno powiedzieć ze stuprocentową pewnością, z czego jest zrobiona. Mówimy plastik, ale plastików są tysiące, zawierają składniki wymieszane w różnych proporcjach i domieszki, które zmieniają ich właściwości.

materiały prasowe materiały prasowe

To właśnie plastik jest jednym z głównych bohaterów twojej „Książki o śmieciach”. Wśród współczesnych lęków dotyczących zanieczyszczenia środowiska wysoką pozycję zajmuje strach przed mikroplastikiem, tym, że jest w nas.
Zwykłe pranie polarowej kurtki skutkuje zanieczyszczeniem wody tysiącami mikrocząsteczek plastiku, które spłyną do morza. Oczywiście, można popaść w paranoję, że plastik jest wszędzie, że spada w śniegu i jest w wodach podziemnych, i w miodzie, i w soli, nawet w naszych organizmach, ale niewiele z tym możemy zrobić. To już się dzieje i jest nie do zatrzymania. Od plastiku już nie uciekniemy, nasz świat jest od niego uzależniony, część postępu zawdzięczamy tworzywom. Prawdziwym absurdem jest to, że rzeczy jednorazowe, których używamy przez chwilę, robione są z niezniszczalnego materiału. Szał jednorazówek jest efektem rozrostu przemysłu tworzyw sztucznych, produkuje się je szybko i tanio, są łatwo dostępne, ale to one tworzą główną masę plastikowych śmieci, np. na plażach czy w lasach.

Rewersem mikrocząsteczek jest Wielka Pacyficzna Plama Śmieci.
O niej się dużo mówi, bo jest największa, jej powierzchnia to 1,5 mln km kw. Ale podobnych plam jest na oceanach przynajmniej pięć. Mówi się już nawet o Plastisferze, kontynencie z plastiku. Wizja tych skupisk, gdzie spotykają się prądy morskie, nie napawa optymizmem. Rocznie trafia do oceanu 8 mln ton plastiku. Tworzywa wydzielają różne toksyczne substancje. Jeden z raportów mówi, że wkrótce masa plastiku będzie większa niż masa pływających w oceanie ryb.

Nie potrafimy dojść do prostego dosyć wniosku, że świat, w którym żyjemy, nawet jeśli podzielony na kraje i kontynenty, to jedna całość.
Widać to najlepiej właśnie na przykładzie oceanu. To jest jeden zbiornik podzielony dla ludzkiej wygody różnymi nazwami, ale jak wrzucę piłkę na plaży w Japonii, to ona za jakiś czas może wypłynąć u brzegów Kalifornii albo Alaski. Nie myślimy o tym, że to, co dotyka inną część świata, w pewnym sensie dotyka też nas. W tym sensie rzadko czujemy solidarność z ludźmi doświadczonymi kataklizmami w innych częściach świata. Przejmuje nas powódź na Podkarpaciu, a nie mamy pojęcia, że to samo, tylko na gigantyczną skalę, dzieje się w północnowschodnich Indiach. Klimat zmienia się na całym świecie, ale przyjmuje to różne formy.

Czy w czasie poszukiwań informacji do książki zdarzyły ci się jakieś niespodziewane odkrycia?
Nie zapomnę, jak poznałem doktora Krzysztofa Kolendę, wrocławskiego herpetologa badającego wpływ śmieci na przyrodę. Przyglądaliśmy się razem odpadkom, które zbieraliśmy w lesie we Wrocławiu. W butelkach i puszkach były tysiące trupów leśnych owadów.

To uderzające, że głupia butelka czy puszka po pepsi porzucone w lesie zamieniają się w cmentarzyska. Utkwiła mi w pamięci historia o żukach, które ukochały sobie brązowe butelki po napoju.
Butelki przypominały im partnerki, działały na nie jak superstymulanty. Samce pozostawały obojętne na wdzięki prawdziwych samic, wybierały butelki, próbowały z nimi kopulować, a ich zaloty kończyły się śmiercią w pułapce. Smażyły się na tych butelkach. Ich chutliwość była zagrożeniem dla gatunku. Rozwiązanie było bardzo proste, wystarczyło zmienić kolor butelek, żeby pobudliwe żuki straciły nimi zainteresowanie. Równie proste jest rozwiązanie w wypadku leśnych śmieciowych pułapek. Wystarczy nie śmiecić. Tak, wiem, to się wydaje nierealne, ale zadziwiające jest, jak olbrzymie konsekwencje dla lasu mają te odpadki. Porzucone butelki zamienią się w masowe groby żyjących w nim owadów, małych gryzoni i płazów. Zwierząt niepozornych, ale często kluczowych dla zachowania zdrowia tego ekosystemu.

Twoja książka uświadamia, że metki „eko” czasem wprowadzają w błąd. Kiedy zagłębiamy się w badania, okazuje się, że robienie zakupów w taki sposób, żeby oszczędzać planetę, jest jak szukanie drogi w labiryncie.
Bardzo mnie bawią zabiegi pewnej dużej firmy sprzedającej wodę mineralną w plastikowych butelkach. Wymyśla ciągle nowe ekologiczne akcje, które mają pokazać, jak to bardzo troszczy się o planetę: sadzi las z leśnikami albo przekonuje, że lepsza jest woda w plastiku niż woda w szkle. Trzeba się bardzo nagimnastykować, żeby przedstawić się jako zbawca planety i jednocześnie zajmować się produkcją plastikowych butelek. Był też szampon, który się reklamował tym, że ma opakowanie w 30 proc. zrobione z recyklatu. To nie jest wielkie osiągnięcie, bo te butelki można byłoby zrobić w stu procentach z przetworzonego materiału. Wszyscy próbują się tanim kosztem podłączyć do tych ekotrendów. Naprawdę ekologiczna byłaby seria w butelkach, które można ponownie napełniać.

(Fot. Studio Fru) (Fot. Studio Fru)

Kupujemy bambusowe przedmioty, sądząc, że są ekologiczne, a one często są klejone syntetycznymi żywicami, z których uwalniają się niebezpieczne substancje.
Pułapek jest wiele. Niestety, nie można już być ufnym. Dobrze weryfikować różne podejrzane doniesienia, wszyscy czasem padamy ofiarą fake newsów. Folia biodegradowalna, w naszym przekonaniu nieszkodliwa dla środowiska, rozkłada się na przykład tylko i wyłącznie w specjalnych instalacjach, więc jeśli wrzucimy ją do śmieci zmieszanych, to nie łudźmy się, że ona się rozłoży. Ale o tym niech mówią ludzie, którzy od lat drążą ten temat. Jest na przykład Julia Wizowska, która ma blog Na Nowo Śmieci, napisała też książkę. Jeździ po kompostowniach, wysypiskach, sortowniach i dowiaduje się, jak to działa.

Mam wrażenie, że o inicjatywach takich, jak: trash challenge, czyli spontaniczne zbiórki śmieci, którym obowiązkowo towarzyszy selfie, albo plogging, połączenie zbierania odpadków i poczciwego joggingu, czy praktyki zero waste – piszesz z lekkim przekąsem.
Na początku mój stosunek do takich inicjatyw był rzeczywiście trochę ironiczny. Wydawało mi się, że to taki festiwal próżności, że te śmieci zbiera się dla zdjęcia. Może nie rozumiałem jeszcze, że takie akcje mogą mieć skalę masową właśnie dzięki mediom społecznościowym. Zbieranie śmieci jest bardzo niewdzięczne i każdy, kto to robi w wolnym czasie, jest bohaterem. W Polsce to, niestety, bardzo rzadkie, żeby przejmować się dobrem wspólnym, ale także przyszłością miejsca, w którym się żyje. W każdym lasku, w każdym rowie przydrożnym można znaleźć sterty śmieci.

Kibicuję wszystkim ruchom zmierzającym do ograniczenia ilości opakowań czy modyfikowania ich tak, by dawały się łatwo przetworzyć. Żeby zaszły jakieś realne zmiany, potrzebna jest masa krytyczna. Możemy sobie indywidualnie tupać na różne rzeczy, ale to, niestety, mało kogo obchodzi. Dopiero kiedy tupnie masa, zostanie to dostrzeżone przez wytwórców, producentów. Ale problemu zanieczyszczenia nie da się załatwić dobrą wolą producentów i zaangażowaniem konsumentów. Tutaj potrzebne są trudne, odważne regulacje prawne, żeby zapobiegać bezkarnemu, bezsensownemu produkowaniu śmieci. Czy nam się to podoba, czy nie, temat ochrony środowiska jest dziś najważniejszy i będziemy to odczuwać coraz boleśniej.

Dlaczego odpowiedzialność producentów za produkcję odpadów jest taka ważna?
Za granicą jest tak, że to producenci w większej mierze odpowiadają za finansowanie zbiórki wyprodukowanych materiałów, które powinny trafiać do recyklingu. Dzięki temu cały ten biznes, ten obieg zamknięty, staje się bardziej opłacalny, więc wszyscy się bardziej starają i efektywność zbierania, ale i przetwarzania jest dużo większa. W Czechach za wytworzenie tony odpadów plastiku producent musi wpłacić do systemu 206 euro, w Polsce – około 0,6 euro. Te opłaty muszą być wyższe. Poza tym uważam, że powinno się wprowadzić na przykład obowiązek stosowania recyklatu w nowych opakowaniach. Musi istnieć jakiś bodziec do ponownego wykorzystania materiałów.

W tym momencie recykling nie wydaje się szczególnie opłacalny. Spadły ceny ropy, więc produkcja plastiku stała się jeszcze tańsza. W czasach pandemii zamknęło się wiele zakładów recyklingu (znam przykłady z Francji) w obawie przed plagą zachorowań u pracowników. Do tego doszedł pandemiczny kryzys, kiedy to baliśmy się, że wszystko będzie przenosić wirusa, więc nastąpił powrót do jednorazówek. Rękawiczki i maseczki zużywane są w hurtowych ilościach. Producenci tworzyw rozgrywają nieprawdziwy argument, że tylko jednorazowe rzeczy są bezpieczne. Sprawa wygląda jednak tak, że nie stać nas już na jednorazowość. Od 50 lat żyjemy na kredyt Ziemi, nasza eksploatacja przekracza możliwości naturalnego odnawiania zasobów planety.

Uważasz, że jedna z najważniejszych umiejętności współczesnego człowieka to nauczyć się odmawiać, także sobie. Ty nie masz z tym problemu?
Mnie jest o tyle łatwiej, że nigdy specjalnie dużo nie potrzebowałem. Moją partnerkę denerwuje, że potrafię nosić te same ubrania przez wiele lat i nie odczuwam w ogóle potrzeby wyglądania jak poważny pisarz w średnim wieku. Mięsa nie jem przede wszystkim ze względów moralnych. Jest mi lżej na sercu, że się nie przykładam do czegoś, co jest strasznie złe i głęboko mnie niepokoi. Niestety, jeżdżę samochodem, ale w mieście wybieram rower. Nie mam potrzeby dalekich, egzotycznych podróży, bo nigdy nie znudzi mi się Polska. A jeśli już raz na jakiś czas wybiorę się gdzieś dalej, to też, wydaje mi się, nie będzie wielki dramat. Nie mówię, że wszyscy mamy się stać świętymi, mieszkać w eremie i żywić mchem. Jest taka bardzo trafna myśl, którą napisała jedna z zerowaste’owych kucharek Anne-Marie Bonneau:

„Nie potrzebujemy kilku osób, które robią stuprocentowy zero waste, tylko milionów, które robią to w sposób niedoskonały”.
Chodzi o to, żeby ludzie zadali sobie czasem pytanie, czy muszą mieć nowe, czy mogą kupić używane. Albo czy w ogóle nie wymyślają sobie jakichś fikcyjnych potrzeb.

Stanisław Łubieński rocznik 1983; pisarz i publicysta, przyrodnik amator, ptasiarz, autor „12 srok za ogon” nominowany do Paszportu „Polityki” i do Nike. Właśnie ukazała się jego „Książka o śmieciach”.

  1. Moda i uroda

Orska kocha Ziemię - nowa kolekcja New Stone made by Homo Sapiens

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Anna Orska jest znana z eksperymentalnego podejścia do tworzenia biżuterii. Tym razem sięgnęła po odpady plastiku. A z nich, dzięki współpracy ze specjalistami od innowacji, stworzyła syntetyczny kamień. To on gra w tej kolekcji pierwsze skrzypce.

Anna Orska jest znana z eksperymentalnego podejścia do tworzenia biżuterii. Tym razem zaeksperymentowała z odpadami plastiku. I stworzyła z nich, dzięki współpracy ze specjalistami od innowacji,  syntetyczny kamień. To on gra w tej kolekcji pierwsze skrzypce.

Czarne bryły o tęczowym połysku i fakturze przywodzącej na myśl krystalizację naturalnych minerałów zostały wykonane z recyklingowanego plastiku z dodatkiem opiłków mosiądzu przez Weronikę Banaś i zespół Boomplastic w pracowni Orska. Każdy kamień jest opatrzony pieczęcią „made by Homo Sapiens” i ma przypominać o tym, że ludzkie dzieła to również nasza odpowiedzialność, gdyż planeta nie poradzi sobie sama z tym, co po nas zostanie.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

 

„Powstanie kolekcji New Stone, której sercem jest syntetyczny kamień w 100% stworzony z materiałów odpadowych, zainspirował niepokój o to, co pozostawimy po sobie na świecie. Idea narodziła się w oparciu o przekonanie, że wydobycie czy nawet wytwarzanie, docelowo można zastąpić przetwórstwem. Tak powstało coś nowego. Kolekcja nie rozwiąże globalnego problemu utylizacji i zagospodarowania odpadów z tworzyw sztucznych. Mam jednak nadzieję, że zainspiruje innych do poszukiwania kolejnych ciekawych pomysłów na wykorzystanie surowca, który wciąż jest dla nas wyzwaniem.” - mówi Anna Orska.

 

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

 

Czarny syntetyczny kamień znajduje się prawie we wszystkich projektach z kolekcji. Oprawiony w mosiądz w kolorze złotym lub ciemnoszarym tworzy pierścienie, obrączki, piny, naszyjniki i kolczyki. Jest również coś typowo dla panów - spinki do mankietów.

Oprócz biżuterii z kamieniem są również oryginalne projekty z samego mosiądzu. Ich formy przywodzą na myśl nadtopiony, lekko zniekształcony plastik.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Ceny produktów z kolekcji New Stone. Made by Homo Sapiens wahają się od 140 zł do 1960 zł. Całkowity dochód ze sprzedaży pinów z kolekcji New Stone wesprze działania Fundacji MARE, która chroni Morze Bałtyckie przed szkodliwym wpływem działalności człowieka.