1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Walka ze stresem - kontakt z naturą

Walka ze stresem - kontakt z naturą

Wystarczy weekend za miastem czy spacer w parku, by doładować swoje akumulatory, rozluźnić ciało, dać odpoczynek oczom. (Fot. Getty Images)
Wystarczy weekend za miastem czy spacer w parku, by doładować swoje akumulatory, rozluźnić ciało, dać odpoczynek oczom. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Kontakt z naturą ma moc uzdrawiania. Pisał już o tym w XIX w. Henry Thoreau w książce „Walden”. Jak dziś możemy wykorzystać jego wskazówki w walce ze stresem ?

Coraz częściej jesteśmy otoczeni ścianami z betonu i szkła, a większość dni spędzamy w pracy w klimatyzowanych pomieszczeniach, z dala od naturalnego światła. Ograniczony kontakt z naturą to jedna z przyczyn plagi naszych czasów – stresu. A przecież wystarczy weekend za miastem czy spacer w parku, by doładować swoje akumulatory, rozluźnić ciało, dać odpoczynek oczom. To najtańsza metoda na świecie w walce ze stresem. A do tego na wyciągnięcie ręki.

Amerykański filozof i poeta Henry Thoreau w 1840 roku przeprowadził się do krainy jezior i lasów w pobliżu stawu Walden w Massachusetts. Spędził dwa lata w drewnianej, własnoręcznie zbudowanej chacie, samotnie (choć od czasu do czasu odwiedzając krewnych i znajomych), wiodąc proste życie na łonie natury. Swoje spostrzeżenia opisał w książce „Walden, czyli życie w lesie”, która dziś jest biblią dla ekologów i wyznawców filozofii slow life. Thoreau twierdził, że udał się w leśne zakątki, by przypomnieć sobie o tym, co w życiu najważniejsze, odróżnić oczekiwania innych od własnych pragnień, odzyskać kontakt ze sobą, z naturą, światem i Bogiem. Już wtedy ostrzegał przed pośpiechem, który może doprowadzić nas do zguby, przed wynalazkami, które zamiast ułatwiać nam życie, oddalają od jego esencji. Dziś pewnie ze smutkiem pokiwałby głową nad naszym siedzącym trybem życia, niezdrowym jedzeniem i osłabieniem kontaktów międzyludzkich. Ale też nie ustawałby w dawaniu wskazówek.

Oliver Burkeman, pisarz, felietonista brytyjskiego „Psychologies” twierdzi, że możemy potraktować książkę Thoreau jako klasyczny poradnik psychologiczny, który mówi, jak uprościć swoje życie i docenić kontakt z naturą. Oto lekcje, jakie możemy z niego dzisiaj wynieść:

  1. Otaczajmy się zielenią. Zgodnie z hipotezą biofilii, słynnym odkryciem Edwarda O. Wilson, przyrodnika i socjobiologa, człowiek potrzebuje kontaktu z naturą niczym powietrza. Natura koi nasze nerwy, daje odpoczynek ciału i duszy i wypełnia szczęściem. Nie musimy przenosić się do chaty w lesie, by być bliżej natury, wystarczy, że będziemy starali się otaczać zielenią na co dzień, także w naszych domach i biurach. Spacer po pracy, widok z okna na tereny zielone – to już dobry początek. Świetnym pomysłem będzie także zasadzenie w domu roślin doniczkowych albo założenie małego ogródka zielarskiego na parapecie. Nie tylko ożywią atmosferę, ale też  - co potwierdzają badania – są w stanie przedłużyć nasze życie.
  2. W grafiku zawsze zostawiajmy sobie spory margines czasu wolnego. Nie wypełniajmy naszych dni od rana do wieczora zajęciami, nawet jeśli wszystkie miałyby być pożyteczne i rozwijające. Lekcje angielskiego trzy razy w tygodniu, pomogą nam co prawda lepiej opanować język obcy, ale mogą też sprawić, że zapomnimy podziwiać świat w jego pięknie, nie będziemy zauważać kwitnących lip, intensywności letniego słońca, zmieniających się pór roku. Dlatego postarajmy się choć godzinę dziennie pozostawiać luźną od zaplanowanych zajęć. A kiedy jesteśmy zmęczeni lub zestresowani, usiądźmy na chwile na ławce w parku, zamknijmy oczy i wsłuchajmy się w odgłosy przyrody. Już 5 minut takiej kontemplacji potrafi rozluźnić i zregenerować.
  3. Spędzajmy czas sam na sam ze sobą. Oliver Burkema twierdzi, że pół godziny dziennie spędzone na kontakcie z samym sobą to podstawa harmonii psychiczno-fizycznej. Spędzając czas samotnie nawiązujemy dobry kontakt ze sobą, ale też bardziej doceniamy kontakty z innymi.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak praktycznie radzić sobie ze stresem? Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem

Program „8 razy O” uczy zarządzania swoimi zasobami energetycznymi i radzenia sobie ze stresem. Obejmuje osiem rozdziałów: oddychanie, obecność, oparcie w sobie, odreagowanie, odpoczynek, odpuszczanie, opiekowanie się sobą, odżywianie. (Fot. iStock)
Program „8 razy O” uczy zarządzania swoimi zasobami energetycznymi i radzenia sobie ze stresem. Obejmuje osiem rozdziałów: oddychanie, obecność, oparcie w sobie, odreagowanie, odpoczynek, odpuszczanie, opiekowanie się sobą, odżywianie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
O tym, jak praktycznie radzić sobie ze stresem, mówi specjalista w tej dziedzinie, psychoterapeuta, trener i doradca biznesu Wojciech Eichelberger, współzałożyciel Instytutu Psychoimmunologii, który zajmuje się m.in. profilaktyką przeciążenia i wypalenia stresem.

Mam wrażenie, że wszędzie mówi się o stresie. Jest sens poświęcać temu cały cykl? Wypalenie stresowe staje się udziałem tak wielkiej liczby ludzi, że warto być mądrym przed szkodą. Żyjemy w trudnych czasach. Coraz większa ilość informacji, ogromne tempo życia i zmian, konkurencja i rywalizacja, mieszanie się kultur, ewolucja obyczajów, ról społecznych i partnerskich, zanik bliskich więzi z ludźmi, konieczność ciągłego uczenia się – wszystko to bardzo nas obciąża. Ale obiektywne, zewnętrznie uwarunkowane obciążenie – czyli presja – to jeszcze nie stres. Stres jest stanem subiektywnym, wewnętrznym. Jest jedną z możliwych odpowiedzi naszego ciała i umysłu na tę zewnętrzną presję. Odpowiedź ta pojawia się wtedy, gdy zaczyna nam brakować energii pozwalającej radzić sobie z trudnymi okolicznościami.

Czyli gdy sytuacja nas w jakimś sensie przerasta? Gdy nasze zasoby energetyczne nie wystarczają, by się uporać z presją wywołaną daną sytuacją. Jest to stan groźny, w którym nasz psychiczny i biologiczny potencjał przestaje się odpowiednio regenerować i zbyt szybko go ubywa.

Jedziemy na rezerwach? Których bezkarnie nie możemy nadużywać, jeśli nie chcemy doprowadzić się do stanu wypalenia. Dlatego tak niebezpieczny jest przewlekły stres. Ale nie u każdego trudne okoliczności wywołują stres. Ci, którzy lepiej gospodarują zasobami swojej życiowej energii, potrafią nawet wielką presję przyjmować jako wyzwanie. Wyzwania doświadczamy, gdy mamy wystarczający zapas energii, aby z daną sytuacją się uporać. Z kolei długotrwałe przebywanie w sytuacji zbyt małej presji, zwane rdzewieniem, którego doświadczamy, gdy mamy za mało obciążeń, a za dużo energii, jest dla nas równie niebezpieczne jak doświadczanie stresu. W obu wypadkach słabnie immunologiczna bariera, a więc wzrasta ryzyko zdrowotne i spada nasza emocjonalna i intelektualna wydolność.

Czyli „nic mi się nie chce”? No właśnie. Dobrze widać to na przykładzie osób przez dłuższy czas bezrobotnych, wielu rencistów, emerytów, rentierów. Również sportowców, którzy gwałtownie przerwali karierę i, co za tym idzie, treningi. Podobnie może się czuć człowiek, który jedzie na pierwszy dłuższy urlop po paru latach wytężonej pracy. Gdy znika motywująca presja, mamy znacząco mniej wydatków energetycznych, zaczynamy chorować, wpadamy w depresyjne nastroje, uwiąd woli i bezsilność.

Niektórzy twierdzą jednak, że istnieje dobry stres w przeciwieństwie do stresu złego. Czyli taki, który mobilizuje, a nie demobilizuje. Tak zwany dobry stres to pojęciowe nieporozumienie. Równie dobrze można by mówić o dobrym nowotworze. Stres to stan chorobowy, który prowadzi do wyczerpania energii życiowej, a więc jest groźny dla życia. Zabija nas. To, co potocznie nazywa się dobrym stresem, w istocie jest wyzwaniem. Czyli wspaniałym stanem optymalnego dla nas dociążenia, presji, która nie przekracza z jednej strony granicy wypalenia, a z drugiej rdzewienia. Ludzie tego nie wiedzą, choć wydaje się, że na temat stresu napisano i powiedziano już tak wiele.

To definiuje również przedmiot naszych rozważań. Jak znaleźć ten złoty środek i jak się w nim utrzymać. Czyli jak się nie wypalać i nie popadać w stagnację. Trzeba zachowywać się jak doświadczony sportowiec, który tak dobiera swoje obciążenia startowe i treningowe, by osiągać coraz wyższy poziom możliwości, ale się nie przeciążać.

Ktoś, kto nie ma tej świadomości, może próbować za pomocą jednego ekstremum leczyć drugie i w ten sposób kompletnie się rozchwiać. Dokładnie tak. Będziemy rozmawiać o tym, jak sprawić, by nasze życie było ciekawym i wartościowym wyzwaniem, a nie wieczną udręką lub nudą i marnotrawieniem talentów oraz możliwości.

Rozumiem, że wyzwanie wiąże się zawsze z przekraczaniem jakichś ograniczeń, pomysłów na siebie, lęków... Tak. I dlatego wyzwania uruchamiają w nas zasoby, których istnienia często nie podejrzewamy. Dzięki temu się rozwijamy.

 
Skoro sensem życia jest rozwój i odpowiadanie na wyzwania, skąd w nas ta częsta chęć, żeby nic nie robić? Nicnierobienie to zrozumiała potrzeba człowieka przemęczonego. Organizm krzyczy: dajcie mi czas i okazję do odzyskania sił. Wtedy warto posłuchać jego głosu.

Jeśli po dobroci nie posłuchamy i nie zmienimy stylu życia, to nas coś dopadnie? Nie da się bezkarnie uprawiać rabunkowej gospodarki swoimi zasobami życiowymi. Choroba to kosztowna ostateczność, której należy za wszelką cenę unikać. By potem wyjść z ciężkiej choroby lub wypalenia, potrzeba miesięcy kuracji i starań, a często także rewolucji w stylu życia i w systemie wartości. Inaczej nam nie włączą prądu. Instynkt samozachowawczy zachowuje się jak dyspozytor w elektrowni miejskiej, który wyłącza zasilanie peryferyjnych dzielnic, kiedy są braki w dostawie prądu. Albo jak bank, który wstrzymuje kredytowanie zadłużonej firmy. Żeby nam włączyli prąd czy otworzyli kredyt, musimy przedstawić taki plan restrukturyzacji firmy, który przekona bank, że będziemy przynajmniej spłacać odsetki.

A co zrobić, kiedy próbujemy odpoczywać, ale głowa nam nie pozwala? Zadręczamy się myślami. Da się wyłączyć głowę? Wtedy niezbędne są leki, które wyciszają gonitwę negatywnych myśli, plus psychoterapia. Wyjście z wypalenia jest prawie jednakowo trudne i kosztowne jak wyjście z uzależnienia. Dlatego profilaktyka wypalenia jest tak ważna. By była możliwa, musimy wiele się nauczyć. Np. kontrolować wywieraną na nas presję. Ona tylko do pewnego stopnia jest obiektywna, bo mamy określone obowiązki. O części decydujemy sami. Dlatego musimy się nauczyć używać takich trudnych słów, jak: nie, dosyć, za dużo, nie mogę, nie dam rady, nie zgadzam się.

Z tym się wiąże konieczność i umiejętność odpuszczenia sobie. O to chodzi. Świat nie chce nas wykończyć, to my sami siebie wykańczamy, bo wydaje nam się, że gdy zaczniemy odmawiać, ów świat nas odrzuci, uzna za niepotrzebnych słabeuszy. Trzeba przestać w to wierzyć. Z drugiej strony musimy przyjąć taki styl życia, który będzie odtwarzał i rozwijał nasz energetyczny potencjał. Musimy przyjrzeć się temu, jak jemy, jak oddychamy, jak śpimy, jak się odnosimy do siebie samych i jak się zachowujemy w relacjach z innymi... Wśród czynników ryzyka decydujących o ciężkich zachorowaniach i przedwczesnej śmierci aż 54 procent jest związanych ze stylem życia. To znaczy, że mamy większościowe udziały w firmie „Moje zdrowie”. Pakiet kontrolny. Ponoć przeciętny ludzki genotyp daje możliwość przeżycia 120 lat. Tymczasem średnia życia polskich mężczyzn to nieco ponad 70 lat.

Wszystko, o czym mówimy, bardzo przypomina biznes. Jesteś autorem programu odnowy, który uczy, jak zarządzać sobą, czyli firmą z konkretnym kapitałem początkowym, w której mamy większościowy udział... Bo w metaforze biznesowej jasno widać, o co tu chodzi. Program obejmuje osiem rozdziałów i nazywa się „8 razy O” (bo tak się składa, że wszystkie zaczynają się na literę o). Są to umiejętności decydujące o naszej odporności zarówno na choroby, jak i na przeciążenie. Te rozdziały to: oddychanie – podstawowe zasilanie, bez którego nic się nie wydarzy. A prawie wszyscy źle oddychamy w przeciążeniu, zagrożeniu i walce. Obecność, czyli zdolność bycia świadomym tego, co tu i teraz dzieje się w naszym życiu. To wiąże się z umiejętnością kontrolowania nawykowego zamartwiania się i snucia ponurej wizji przyszłości lub nieustannego przeżuwania tego, co było, przebywania w izbie pamięci i uprawiania swojej martyrologii. Kolejny rozdział to oparcie w sobie – czyli dobry, świadomy kontakt z ciałem, mocne stanie na nogach, wewnętrzna podpora w mocnym kręgosłupie, w mocnym brzuchu i aktywnej przeponie. Następne to odreagowanie i odpoczywanie. Potem: odpuszczanie – czyli trening odmawiania, zdolność do regulowania wewnętrznej i zewnętrznej presji, o której mówiliśmy. Następnie opiekowanie się sobą – czyli zdolność do bycia własnym wymagającym i wspierającym trenerem – i wreszcie – odżywianie.

Z tego, co mówisz, wynika, że pierwsze O, z jakim musimy się zmierzyć, to odpowiedzialność... To dobry zamiennik dla opiekowania się sobą. O to w tym chodzi – o wzięcie odpowiedzialności za jakość własnego życia. To klucz do stworzenia sytuacji, w której nasz pobyt na tym świecie będzie satysfakcjonujący, pożyteczny i radosny.

Program „8 razy O” uczy zarządzania swoimi zasobami energetycznymi i radzenia sobie w sytuacjach dużej presji. Obejmuje osiem rozdziałów: oddychanie, obecność, oparcie w sobie, odreagowanie, odpoczynek, odpuszczanie, opiekowanie się sobą, odżywianie.

  1. Psychologia

Skąd się biorą zestresowane dzieci?

Siłę i odporność psychiczną mogą budować u dzieci rodzice, którzy zbudowali te cechy u siebie. (Fot. iStock)
Siłę i odporność psychiczną mogą budować u dzieci rodzice, którzy zbudowali te cechy u siebie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Za radzenie sobie ze stresem odpowiedzialne są siła i odporność psychiczna. A one nie są dane raz na zawsze. Dlatego rodzice nadwrażliwych dzieci powinni podejść do tego problemu zadaniowo: Co muszę dla dziecka zrobić, żeby sobie lepiej w życiu radziło – mówi Katarzyna Kloskowska-Kustosz, coach i właścicielka firmy badawczo-doradczej 4 Business & People, mama dorosłej Zosi.

Za radzenie sobie ze stresem odpowiedzialne są siła i odporność psychiczna. A one nie są dane raz na zawsze. Dlatego rodzice nadwrażliwych dzieci powinni podejść do tego problemu zadaniowo: Co muszę dla dziecka zrobić, żeby sobie lepiej w życiu radziło – mówi Katarzyna Kloskowska-Kustosz, coach i właścicielka firmy badawczo-doradczej 4 Business & People, mama dorosłej Zosi.

Artykuł archiwalny.

Czy współczesne dzieci są zestresowane? Tak. Czasami słyszy się opinie: Dzieci to mają fajnie, bo żyją bezstresowo. Ja się z tym nie zgadzam. Bo co to jest stres? Reakcja organizmu na stawiane mu wymagania, przy czym dużą rolę odgrywa tu rozbieżność między wymaganiami a wynikami. A wymagania stawiane dzieciom są ogromne. Zdecydowanie więc stres dotyczy również dzieci, i małych, i dużych.

Jakie są jego przyczyny? Presja sukcesu, rywalizacja, zbyt duże nastawienie na wyniki. Drugie źródło to poczucie winy, że nie spełniam oczekiwań. A często spełniać nie mogę, bo te oczekiwania są wygórowane. Kolejna przyczyna stresu – wymaganie od dzieci, że będą się zachowywać, myśleć jak dorośli, co nie daje im szansy na to, żeby pobyły dziećmi.

Szkoła też dostarcza sporej dawki stresu. To prawda. Dzisiaj dzieciom jest trudniej, bo wymaga się od nich nie tylko zwykłego odrabiania lekcji, ale większego zaangażowania, myślenia całościowego. I to dobrze. Szkopuł tylko w tym, że dzieci nie otrzymują wsparcia, że nie uczy się ich, jak się uczyć, że często są pozostawione same sobie.

Jak pomóc dzieciom w radzeniu sobie ze stresem? Moja firma 4 Business & People prowadzi badania nad siłą i odpornością psychiczną. Badamy ich wpływ na różne sfery życia, także dzieci. Okazuje się, że siła i odporność psychiczna przekładają się na sukcesy, na radzenie sobie w życiu. Jeśli są duże, to radzimy sobie ze stresem, a jeśli radzimy sobie ze stresem, to udaje nam się osiągnąć tyle, ile zamierzaliśmy.

Co składa się na naszą siłę i odporność psychiczną? To zdolność do osiągania wyników i szczytowej formy pomimo presji, trudności i przeszkód. Dlatego jest to jeden z ważniejszych sposobów radzenia sobie ze stresem. Na siłę i odporność psychiczną składa się kilka czynników. Po pierwsze, podejście do wyzwań. Osoby z wysokimi wynikami w tym zakresie lubią zmiany, widzą w nich szansę na rozwój, na przeżycie czegoś fajnego. Osoby unikające zmian czują się dobrze w znanym, przewidywalnym środowisku. I tu rodzice mogą zrobić bardzo wiele, bo podejście do wyzwań to jeden z ważniejszych elementów decydujących o radzeniu sobie w życiu.

Jak możemy wpłynąć na dzieci, by chciały podejmować wyzwania? Duże znaczenie ma kształtowanie wzorów właściwych postaw wobec tego, co się dzieje w świecie. Bo jak się na ogół do czegoś ustosunkowujemy? Przyjmujemy postawę krytyków albo wchodzimy w rolę ofiary i biernie obserwujemy albo też stajemy się nawigatorami: jest, jak jest, pomyślę, co w tej sytuacji mogę zrobić. Rodzice powinni pokazywać, że można podchodzić do zadań konstruktywnie.

Czyli zaświadczać to własnym przykładem? Tak. Siłę i odporność psychiczną mogą budować u dzieci rodzice, którzy zbudowali te cechy u siebie. Warto przy tym pamiętać, że zachowania negatywne mogą nam się zdarzać. Chodzi o to, żeby nauczyć się przez nie przechodzić i sobie z nimi radzić. Dziecko płacze, krytykuje nas, bo jest w trudnej sytuacji? Prezentuje dość typową postawę. Nie wolno wtedy robić tego, co ono, czyli na przykład krzyczeć, tylko spokojnie tłumaczyć, co zaszło, i wspólnie szukać wyjścia. Postawa nawigatora, który myśli konstruktywnie i działa, powoduje, że problem udaje się rozwiązać. A kiedy rozwiązujemy problem, znika też stres. Dzieci stresuje to samo, co nas, tylko my mamy wypracowane, mniej lub bardziej skuteczne, sposoby radzenia sobie w takich sytuacjach. Dzieci natomiast ciągle się tego uczą, dlatego bardzo potrzebują wsparcia, przytulenia, powiedzenia: teraz czujesz się skrzywdzony, ale zastanówmy się, co możemy zrobić. Takie kreowanie inicjatywy jest niesłychanie ważne.

Wróćmy do siły i odporności psychicznej. Drugim czynnikiem jest tu poczucie wpływu. Czy mam wpływ na własne życie? Na to, co mnie otacza? Czy umiem kontrolować emocje? Z kontrolowaniem emocji u dzieci może być trudno ze względu na labilny system nerwowy, ale można i trzeba uczyć je spokojnych reakcji. Na przykład zaproponować: Zanim coś powiesz, weź kilka głębszych oddechów, policz do dziesięciu. Osoby z niską siłą i odpornością psychiczną często trzymają emocje na wodzy, ale potem wybuchają i przenoszą złość na innych. Natomiast te z wysoką potrafią zarządzać emocjami, przyglądać się, co się z nimi dzieje. I jeśli chcą, to je wyrzucają na zewnątrz, a jeśli nie, to je powstrzymują. Dzieci często nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Dlatego warto uczyć je nazywania emocji: Wygląda na to, że jesteś zła, rozżalona, zazdrosna i tak dalej. Dajemy im w ten sposób możliwość bardziej świadomego przyjrzenia się swoim reakcjom i porozmawiania o tym, co przeżywają. Trzeba też pokazywać, że są czynniki, na które nie mamy wpływu, więc nie ma sensu się nimi denerwować. Tu natomiast, gdzie wpływ mamy, trzeba podjąć działania. Kolejnym czynnikiem siły i odporności psychicznej jest wytrwałość, zaangażowanie w dążeniu do celu. Osoby z wysokimi wynikami w tym obszarze nie poddają się pod wpływem przeszkód, co więcej – te przeszkody je motywują. I tu znowu ogromna rola rodziców, żeby motywować dzieci do wytrwałości. Najbardziej sprawdzają się pochwały, nagrody.

 
A nam, niestety, na usta zawsze ciśnie się krytyka. Krytyka, nakazy, zakazy zabijają poczucie wpływu, rodzą wyuczoną bezradność. Dzieci przyjmują rozkaz i nie ma już miejsca dla nich, ich inicjatywy, kreatywności. Oczywiście najlepszy jest złoty środek – równowaga pomiędzy dyscypliną a swobodą, wyznaczaniem granic a dawaniem wolności, strefą naszego wpływu a samodzielnym decydowaniem dzieci.

Czy badania mówią coś o wpływie poczucia wartości na to, jak dziecko radzi sobie w szkole i życiu? Tak. Poczucie wartości to czwarty składnik siły i odporności psychicznej – składają się na nie pewność swojej wiedzy i umiejętności oraz pewność siebie w relacjach interpersonalnych. Nasze badania pokazały, że obydwa te rodzaje poczucia wartości bardzo przydają się w życiu. Osoby pewne siebie podejmują się nowych zadań, mimo że często nie mają odpowiedniej wiedzy i umiejętności, ale wierzą, że zdobędą je w trakcie realizacji zadania. Z drugiej strony bywa, że ludzie o wysokich umiejętnościach i kompetencjach wycofują się z działania, bo nie wierzą, że im się uda. Dlatego tak ważne, żeby rodzice wzmacniali w dziecku przekonanie, że potrafi, że w danej dziedzinie jest świetne. Przecież u każdego dziecka można znaleźć taki obszar, w którym się wyróżnia.

Rodzice pilnują, żeby dziecko uczyło się, kształtowało umiejętności. Siłą i odpornością psychiczną raczej nie zaprzątają sobie głowy. I to, niestety, okrutnie się mści. O sukcesie decydują oczywiście wiedza, umiejętności, ale także siła i odporność psychiczna. Słyszymy czasem o sportowcach mających te same umiejętności, na treningach osiągających te same wyniki. Co sprawia, że podczas zawodów jedni potrafią zwyciężyć, a inni przegrywają? Decydują o tym właśnie siła i odporność psychiczna. Podobnie dzieje się w pracy, w szkole. Marzy mi się, żeby rodzice i nauczyciele znali techniki pomagające dzieciom wzmacniać siłę i odporność psychiczną. W Wielkiej Brytanii, z którą współpracujemy, uczy się już tego nauczycieli. To ważne, bo nasze badania pokazują, że dzieci z wyższą siłą i odpornością psychiczną osiągają w szkole lepsze wyniki, są nastawione do życia optymistycznie. Co ciekawe, do pewnego momentu siła i odporność psychiczna rosną wraz z wiekiem tak samo u chłopców, jak i u dziewczynek, ale od 12. roku u chłopców rosną dalej, natomiast u dziewczynek zaczynają spadać.

Dlaczego? Bo chłopcy silni i odporni psychicznie traktowani są jako przedsiębiorczy, przebojowi, a dziewczynki o takich cechach postrzega się jako niegrzeczne, pyskate, takie, które należy usadzić. Dlatego rodzice powinni szczególnie u córek wzmacniać poczucie własnej wartości, a nie strofować ich za asertywność, odwagę, nonkonformizm.

W ten sposób pomogą też córkom w opanowaniu stresu? Kiedy poczucie wartości rośnie, stres maleje. Podobnie jest z poczuciem wpływu i wytrwałością. Jeżeli te czynniki rosną, maleje stres, wszystkie badania nam to potwierdzają.

Nadwrażliwcy bardziej się stresują? Ktoś zdefiniował stres w postaci równania matematycznego – to wrażliwość emocjonalna podzielona przez zasoby plus wsparcie. Dzieci nadwrażliwe muszą mocniej budować swoje zasoby, powinny także otrzymywać większe wsparcie. Rodzice, którzy zauważają, że ich dzieci są nadwrażliwcami, nie powinni się denerwować, tylko podejść do tego zadaniowo: Co muszę dla dziecka zrobić, w co je wyposażyć, żeby sobie lepiej w życiu radziło.

Ograniczać nadwrażliwcom sytuacje stresujące? Nie. Myślenie, żeby chronić takiego wrażliwca, nie jest dobre. Każde dziecko musi nauczyć się radzenia sobie z trudnościami, a nie ich omijania. Dziecko wrażliwe trzeba tylko „poobkładać poduszkami”. Zawsze należy przyjrzeć się własnym pociechom, zastanowić się, w czym powinniśmy im pomóc. Czasem pracy wymaga poczucie wartości, czasem wytrwałość. Nasze badania pokazują, że młodzi ludzie mają bardzo często dużą pewność siebie, ale ich zaangażowanie i wytrwałość są niskie, co przekłada się na niskie efekty działań, a w konsekwencji rodzi stres. Trzeba też pamiętać, że siła i odporność psychiczna nie są dane raz na zawsze – mogą się rozwijać, ale też spadać. W pierwszym przypadku stres maleje, w drugim – rośnie. Dlatego tak ważne jest wzmacnianie psychiki dziecka.

  1. Zdrowie

Osteopatia pomaga na nerwice i zaburzenia lękowe

Zobacz galerię 2 Zdjęć
Osteopatia jest jedną z metod walki ze stresem i zaburzeniami lękowymi. Manipulacje ruchowe i uciskowe szybko przynoszą ulgę i prowadzą do znaczącej poprawy. Napięcia występujące w ciele są bardzo często związane z traumami, silnym stresem, wypadkami, urazami, depresją, a osteopatia przywraca organizm do równowagi i pozwala pozbyć się występujących dolegliwości.

Nerwice i zaburzenia lękowe – problem XXI wieku

Nerwice i zaburzenia lękowe dotyczą coraz większej grupy ludzi. Dzisiejszy styl życia, tłumienie emocji, życie w nieustannym stresie powodują, że coraz więcej osób cierpi na różnego typu zaburzenia psychosomatyczne. WHO szacuje, że zaburzenia lękowe są najbardziej powszechne z występujących zaburzeń psychicznych i dotyczą ponad 10% społeczeństwa. Są często wynikiem przeżytych w przeszłości traum, które nieleczone, powodują wiele niekorzystnych objawów. Brak umiejętności wyrażania swoich emocji sprawia, że w ciele kumuluje się niezdrowa energia, a to wywołuje napięcia oraz liczne dolegliwości fizyczne i psychiczne. Nawarstwiające się problemy powodują pojawienie a się irracjonalnego lęku, utrudniającego normalne funkcjonowanie. Występują bóle głowy, zaburzenia w funkcjonowaniu układu pokarmowego, pocenie się, drżenie ciała, a także uczucie ciągłego poirytowanie. Mogą wystąpić problemy z nawiązywaniem kontaktów społecznych, utrudnienia w wykonywaniu zawodu, problemy z koncentracją oraz brak chęci do jakiegokolwiek działania i nieustanne zmęczenie. Terapia zaburzeń psychosomatycznych jest trudna, wymaga pracy pacjenta i terapeuty. Skuteczną metodą, wspomagającą leczenie stanów lękowych jest osteopatia.

Osteopatia – czym się zajmuje?

Osteopatia jest gałęzią medycyny, posiadająca własną historię i własną filozofię. Osteopatia zajmuje się leczeniem zaburzeń układu ruchu, narządów wewnętrznych oraz układu współczulnego. Podstawą tej metody jest holistyczne podejście do człowieka. Osteopaci traktują organizm ludzki jako całość, tak samo odnoszą się do strefy fizycznej, jak i psychicznej. Wierzą w zależność pomiędzy ciałem, psychiką i umysłem. Dzięki temu osteopatia jest skuteczna w leczeniu różnorodnych zaburzeń emocjonalnych m.in. stanów lękowych i nerwic. W trakcie terapii wykorzystywane są głównie techniki manualne, techniki terapii czaszkowo–krzyżowej, techniki energetyzacji mięśni, terapie miękkotkankowe, manipulacje mięśniowo–powięziowe oraz terapia punktów spustowych. Osteopatia jest skuteczna w leczeniu osób w każdym wieku, również dzieci i młodzieży. To dobre rozwiązanie, pomagające zlikwidować skutki długotrwałego stresu. Szybko eliminuje wszystkie napięcie w ciele, zaczynając od głowy, na stopach kończąc. Jest skuteczna w likwidowaniu dolegliwości somatycznych oraz w eliminacji przeciążenia wywołanego stresem.

Terapia czaszkowo–krzyżowa – skuteczna metoda w walce z zaburzeniami psychosomatycznymi

Terapia czaszkowo–krzyżowa polega na równoważeniu pracy układu autonomicznego. Umożliwia odzyskanie równowagi oraz likwiduje dolegliwości fizyczne, które są często wynikiem zakodowanych w organizmie traum. Terapia czaszkowo-krzyżowa skutecznie uwalnia występujące blokady. W trakcie zabiegów dochodzi do usprawnienia cyrkulacji płynu rdzeniowo–mózgowego. Dzięki temu układ nerwowy ulega wyciszeniu, następuje regulacja napięcia oponowego. Pozostałe układy tj. układ nerwowy, trzewny i hormonalny zaczynają lepiej funkcjonować, dochodzi między nimi do równowagi. Powoduje to zmniejszenia pobudliwości autonomicznego układu nerwowego oraz następuje poprawa pracy układu krwionośnego. Pacjenci odzyskują możliwość normalnego funkcjonowania i życia bez lęku.

Terapia czaszkowo–krzyżowa - wskazania

Terapia czaszkowo–krzyżowa ma nieliczne przeciwwskazania, większość pacjentów potwierdza jej skuteczność. Terapia nie może być stosowana u chorych na zapalenie opon mózgowych, pacjentów z tętniakami i guzami występującymi w czaszce, osób po udarze oraz ze świeżymi urazami, wymagającymi interwencji chirurgicznej. Mogą z niej korzystać dzieci, również noworodki, kobiety w ciąży oraz osoby w podeszłym wieku. Wskazaniem do podjęcia terapii są m.in.:
  • zaburzenia nastroju,
  • stany lękowe,
  • nieustanne poirytowanie,
  • problemy ze skupieniem uwagi,
  • bezsenność,
  • bóle niewiadomego pochodzenia,
  • nadpobudliwość,
  • zaburzenia hormonalne,
  • dolegliwości układu ruchowego, w tym kręgosłupa,
  • wady postawy,
  • wzmożone napięcie mięśniowe,
  • brak energii,
  • bóle głowy.
Osteopatia dowodzi, że choroba jednego organu wpływa na pogorszenie stanu całego organizmu, dlatego terapia nie ogranicza się tylko do jednego obszaru. Brana jest pod uwagę całościowa kondycja pacjenta, zarówno psychiczna, jak i fizyczna. Osteopata wie, że przyczyną bólu w jednym obszarze, mogą być problemy z zupełnie inną strefą. Bóle głowy czy problemy z odcinkiem szyjnym kręgosłupa mogą wynikać z napięć spowodowanych długotrwałym stresem, nie muszą być wynikiem urazu czy kontuzji. Zabiegi stopniowo przywracają równowagę całemu organizmowi. Dochodzi do poprawy krążenia, rozciągnięcia tkanek i likwidacji napięć. Poprzez oddziaływanie na system czaszkowy, mięśniowo-szkieletowy i trzewny oraz stymulację funkcji metabolicznych, biochemicznych i krążeniowych, wzrasta zdolność pacjenta do samouzdrawiania.

Na czym polega terapia czaszkowo-krzyżowa?

Terapia czaszkowo-krzyżowa, zwana inaczej terapią cranio-sacralną to technika manualna, która polega na łagodnej manipulacji oraz ucisku. Jej celem jest zminimalizowanie napięć w obrębie czaszki, miednicy, przepony, klatki piersiowej i kości krzyżowej. W leczeniu problemów psychologicznych tj. stany lękowe, nerwice, stany depresyjne po traumach fizycznych, bardzo istotna jest praca na kościach czaszki, która doprowadza do rozluźnienia struktur łącznotkankowych. Napięcie tam zlokalizowane jest przyczyną wielu dolegliwości bólowych. Czaszka gromadzi wszystkie napięcia, które spływają z różnych miejsc ludzkiego ciała. Wykonywane przez osteopatę zabiegi są subtelne i delikatne. Dotyk jest minimalny, ok. 5-gramowy, ale powięź i układ nerwowy bardzo dobrze i skutecznie na niego reagują. Jedna sesja terapii trwa do 60 do 90 minut. Na początku osteopata rozluźnia struktury poprzeczne, a następnie pionowe. Ostatni etap to rozluźnienie opony twardej rdzenia kręgowego i mózgu. W trakcie zabiegów niektórzy pacjenci odczuwają uczucie intensywnego ciepła lub zimna, mrowienie, drętwienie, skurcze mięśni i drżenie kończyn. Mogą pojawić się zawroty głowy. Zdarza się, że pacjenci zasypiają lub przeciwnie, w wyniku wyzwolenia silnych emocji, płaczą lub krzyczą. Po terapii pacjent jest odprężony i naładowany pozytywną energią. Pierwsze efekty zabiegów widoczne są już po jednej sesji, ale największą skuteczność obserwuje się ok. 5-10 zabiegach. Zaleca się, aby terapia odbywała się co 3-5 dni. Końcowym rezultatem jest całkowite rozluźnienie powięzi i uregulowania rytmu cranio-sacralnego.

Niemal każda osoba może się poddać terapii czaszkowo-krzyżowej, która poprawi ogólny stan zdrowia i podniesie odporności. Osoby cierpiące na stany lękowe oraz przeżywające silne traumy, wskutek oddziaływań osteopaty, odczują znaczną poprawę w codziennym funkcjonowaniu.

Artykuł powstał we współpracy z Centrum Medycznym 3xZdrowie.pl oferującym terapię wykorzystującą unikalne połączenie wiedzy medycznej i wieloletniej praktyki z zakresu osteopatii, psychologii i dietetyki. Celem terapii 3xZdrowie jest jest poprawa i wzmocnienie fizyczne, mentalne i emocjonalne.

  1. Zdrowie

Magnez na stres i poprawę nastroju – co warto wiedzieć?

Najlepszym rozwiązaniem jest dostarczanie magnezu w żywności, ponieważ występują w niej również współdziałające witaminy i minerały, które odgrywają kluczową rolę w przyswajaniu magnezu i które same dzięki magnezowi są łatwiej przyswajalne. (fot. iStock)
Najlepszym rozwiązaniem jest dostarczanie magnezu w żywności, ponieważ występują w niej również współdziałające witaminy i minerały, które odgrywają kluczową rolę w przyswajaniu magnezu i które same dzięki magnezowi są łatwiej przyswajalne. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Magnez to pierwiastek kochany przez Twoje całe ciało. Ma swój wkład w ponad trzystu różnych reakcjach i procesach zachodzących w organizmie, a wysoką pozycję na jego liście bez wątpienia zajmuje mózg.

Magnez ma działanie ochronne na różnych poziomach, szczególnie w obszarze związanym z  ochroną przeciwko ekscytotoksyczności, czyli uszkadzaniu i zabijaniu neuronów przez nadmiernie aktywne neuroprzekaźniki. Panuje przekonanie, że udział magnezu w przeciwdziałaniu temu procesowi to powód, dla którego wydaje się on redukować uszkodzenia mózgu powstające w wyniku udaru, a w przypadku wystąpienia hipertensji (zbyt wysokiego ciśnienia krwi), może on wręcz zapobiegać udarowi.

Poza tym magnez spowalnia reakcję stresową organizmu poprzez redukcję uwalniania hormonów stresu, takich jak kortyzol, oraz ograniczanie ich negatywnego oddziaływania na mózg. Jedna z  najbardziej zauważalnych korzyści działania magnezu polega na tym, że dzięki niemu znacznie łatwiej jest się nam wyciszyć i odprężyć. Z tego właśnie powodu kąpiel w wodzie z solą Epsom przynosi ulgę nie tylko mięśniom, lecz także mózgowi – sól ta ma wysoką zawartość magnezu, który jest wchłaniany do organizmu przez całą powierzchnię skóry. To jeszcze nie wszystko  – magnez działa również jako bardzo skuteczne wsparcie snu i środek przeciwlękowy, a zauważono także silny związek pomiędzy poziomem tego mikroskładnika a poziomem serotoniny (niski poziom magnezu jest ściśle powiązany z niskim poziomem serotoniny). Z tego względu terapia magnezowa została włączona w proces leczenia depresji.

Choć suplementy magnezu są pomocne, najlepszym rozwiązaniem jest dostarczanie jak najwięcej tego mikroskładnika w żywności, ponieważ występują w niej również współdziałające witaminy i minerały, które odgrywają kluczową rolę w przyswajaniu magnezu i które same dzięki magnezowi są łatwiej przyswajalne. Na szczęście na tym polu natura jest bardzo hojna – żywność pochodzenia roślinnego ma w sobie mnóstwo tego cennego minerału.

Roślinne źródła magnezu:

  • tofu i produkty sojowe,
  • warzywa liściaste,
  • orzechy i nasiona,
  • ciemna czekolada/ kakao,
  • rośliny strączkowe,
  • pełne ziarna,
  • wodorosty.
Uwaga: Fityniany, czyli związki chemicznie naturalnie występujące w roślinach strączkowych i zbożach, mogą niemal zatrzymać proces wchłaniania magnezu, dlatego trzeba maksymalnie ograniczyć ich działanie. W tym celu trzeba porządnie namaczać nasiona roślin strączkowych przed gotowaniem i w miarę możliwości sięgać po ziarna porośnięte zamiast ziarna normalne.

Co łączy witaminę D i magnez?

Nasze organizmy potrzebują odpowiedniego poziomu witaminy D, żeby móc należycie wchłaniać magnez. Bliska więź między oboma minerałami występuje też w naturze – magnez to pierwiastek, który umożliwia roślinom przetwarzanie światła (witaminy D) w energię.

Magnez a stres – jak wygląda ta zależność?

Ponieważ magnez jest kofaktorem (działa jak klucz, który otwiera „drzwi” do pewnych reakcji biochemicznych), jego niedobory mogą skutkować różnymi problemami neurologicznymi, takimi jak stany lękowe i zaburzenia snu. Deficyt magnezu to zaskakująco powszechne zjawisko, zazwyczaj powiązane z niewłaściwą dietą. Za ten deficyt odpowiada jeszcze jeden winowajca – stres. Stres uruchamia w organizmie reakcję „walcz lub uciekaj”, która zużywa bardzo dużo magnezu. Przewlekły stres może z czasem doprowadzić do nadmiernego uszczuplenia zasobów tego pierwiastka. Chociaż dziś reakcję „walcz lub uciekaj” wywołuje nie niedźwiedź wychodzący zza drzewa, tylko na przykład perspektywa ciężkiego tygodnia dopadająca nas w niedzielny wieczór, skutki w sensie biologicznym są takie same: magnez zostaje spożytkowany i wydalony. Związek między stresem i niskim poziomem magnezu może z czasem prowadzić do powstania błędnego koła: stres powoduje zmniejszenie zasobów magnezu, co zwiększa stany lękowe, a te prowadzą do kolejnego stresu. Dlatego regularne spożywanie produktów bogatych w magnez (lub w razie nagłej potrzeby wspieranie się suplementami) może być bardzo pomocne w wydostaniu się z tego kręgu niemożności i niewracaniu do niego.

Fragment z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” autorstwa Julie Morris.

  1. Zdrowie

Adaptogeny - wzmacniają odporność i zmniejszają negatywny wpływ stresu

 Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock)
Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Nie zlikwidują zanieczyszczenia środowiska czy hałasu, nie zastąpią dobrej diety czy zdrowego snu. Ale mogą wzmocnić naszą odporność i zmniejszyć negatywny wpływ stresu. Nie bez powodu ich nazwa oznacza „przystosować się”. Pora poznać (i stosować) rośliny o właściwościach adaptogennych.

Po raz pierwszy termin „adaptogen” został użyty w połowie XX wieku przez rosyjskiego uczonego i lekarza Mikołaja Lazarewa, który poszukiwał substancji podnoszących odporność na stres, niekoniecznie naturalnych. Jego prace zwróciły uwagę innego uczonego ze Związku Radzieckiego, Izraela Brekhmana, który zainteresował się adaptogenami pochodzenia roślinnego. Celem naukowca było opracowanie specyfiku, który wzmacniałby wydolność organizmu i pozwalał radzieckim sportowcom osiągać lepsze wyniki, a żołnierzom (w przyszłości zaś i kosmonautom) — być bardziej sprawnymi niż ich zachodni koledzy. Pierwszym ziołem, które badał Brekhman, był żeń-szeń azjatycki, w tradycyjnej medycynie chińskiej od dawna uważany za roślinę długowieczności. Ponieważ jednak nie rósł on w republikach radzieckich, poszukiwano alternatywy dostępnej w kraju. Okazał się nią żeń-szeń syberyjski. Według książki „History of Adaptogens” Davida Winstona i Stevena Maimesa, pierwsze opublikowane przez Brekhmana wyniki jego badań były kamieniem milowym w historii adaptogenów. Wkrótce potem ekstrakt z żeń-szenia syberyjskiego został zatwierdzony przez komitet farmakologiczny ministerstwa zdrowia ZSRR do użytku klinicznego jako środek pobudzający. Przez wiele lat Rosjanie kontynuowali badania nad odkryciem kolejnych roślin o podobnych właściwościach, ale spośród 4000 zbadanych gatunków tylko 12 zidentyfikowano jako adaptogeny. Dzięki pracy Brekhmana i jego licznych następców zachodnia nauka może postrzegać substancje na bazie tych roślin jako klinicznie skuteczną, bezpieczną alternatywę dla powszechnie znanych, farmakologicznych metod redukcji stresu.

Czym jest adaptogen?

Mikołaj Lazarew sformułował trzy postulaty (warunki) dla produktu ziołowego uznanego za adaptogen: powinien on powodować minimalne zmiany w fizjologii organizmu, poprzez szerokie oddziaływanie fizyczne i biochemiczne uodparniać organizm, normalizować i usprawniać różne jego funkcje oraz nie mieć działań niepożądanych. Najważniejszą właściwością roślin adaptogennych jest to, że są nietoksyczne dla odbiorcy i nie wywołują skutków ubocznych (nie zanotowano przypadków klinicznych, aby rośliny wchodziły w interakcję z lekarstwami). Rośliny te nie zredukują stresu wywoływanego egzaminem czy rozmową kwalifikacyjną, ale zminimalizują naszą reakcję na takie stresory, jak pośpiech i trudy codzienności, zanieczyszczone środowisko, zmienna pogoda, duży wysiłek umysłowy oraz presja, w jakiej żyjemy. Adaptogen działa na organizm całościowo, mówi się nawet o budowaniu zapasów energii adaptogenicznej.

Adaptogeny działają normalizująco, co znaczy, że ten sam adaptogen może pomóc wyregulować nadczynność danego narządu u jednej osoby, a niedoczynność u innej. Dlatego niektórzy nazywają adaptogeny „inteligentnymi roślinami”. Kluczową rolę odgrywa ich regulacyjny wpływ na współpracę układu neuroendokrynnego i układu immunologicznego, szczególnie poprzez działanie na podwzgórze i regulację poziomu hormonów stresu, głównie kortyzolu.

Adaptogeny są szczególnie cenne ze względu na zrównoważony i łagodny sposób działania. Jedną z wad tej delikatności jest to, że czasami ich wpływ jest na pozór niedostrzegalny. Niektóre osoby muszą stosować je regularnie przez kilka dni lub tygodni, aby odczuć efekty. Każdy może wybrać odpowiedni dla siebie sposób przyswajania adaptogenów. Są dostępne w formie kropel, tabletek lub kapsułek i herbat, a także jako składniki posiłków oraz proszek, który może być dodawany np. do koktajli czy deserów. Można je łatwo transportować, przechowywać, a odpowiednio przygotowane nie tracą szybko swoich właściwości (np. suszone grzyby czy suszone korzenie). Dzisiejszy stan badań pokazuje, że jest ich 21 (choć niektóre źródła wyróżniają jedynie 16). Najbardziej znane to: żeń-szeń, lukrecja, różeniec górski, ashwagandha, gotu kola, szczodrak krokoszowy, miłorząb japoński oraz traganek.

Korzeń pachnący różą

Jego łacińska nazwa to Rhodiola rosea, bywa też nazywany „złotym korzeniem”. Różeniec górski jest byliną o płatkach zielonych, żółtych lub czerwonych, ma charakterystyczny zapach róży i zawiera aż 140 związków bioaktywnych. Badania na Jiangsu Institute of Nuclear Medicine w Chinach potwierdzają jego silne działanie antyoksydacyjne, które chroni komórki układu nerwowego. Ma również właściwości antydepresyjne, czego dowiodły z kolei sześciotygodniowe badania na Uniwersytecie Pensylwanii oraz w szpitalu uniwersyteckim we Frederiksbergu w Danii. U przyjmujących go osób zaobserwowano znaczną poprawę samopoczucia i samooceny. W wielu innych badaniach, prowadzonych już od lat 60., udowodniono, że działa niezwykle korzystnie w stanach przewlekłego stresu i przemęczenia. Zwiększa koncentrację, pamięć oraz zdolność uczenia się. Uważa się go za sprzymierzeńca osób zmagających się z astenią – chorobowym stanem zmęczenia i amobilizacji. Stwierdzono nawet działanie przeciwnowotworowe i przeciwzakrzepowe jego substancji czynnych. Leczniczymi częściami różeńca są kłącze i korzeń. To z nich pozyskuje się ekstrakt, którego zalecana dzienna dawka wynosi do 0,5 g.

Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock) Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock)

Końskie zdrowie, czyli ashwagandha

Jej nazwa oznacza „zapach i siłę konia”, co sugeruje moc tej rośliny oraz… zapach przypominający woń tego pięknego zwierzęcia. Nazwana przez botaników Withania somnifera, występuje również jako żeń-szeń indyjski, czereśnia zimowa oraz witania ospała. Ajurwedyjskie klasyczne teksty, testy na zwierzętach oraz badania kliniczne opisują ashwagandhę jako bezpieczny i skuteczny adaptogen, który łagodzi stres, zwiększa poziom energii i poprawia koncentrację. Największym dowodem na jej skuteczność jest badanie przeprowadzone w Departamencie Neuropsychiatrii i Psychogeriatrii Asha Hospital  w Indiach. Uczestniczyło w nim 64 pacjentów z historią przewlekłego stresu. Po 60 dniach grupa leczona ashwagandhą wykazała znaczącą redukcję we wszystkich skalach oceny stresu, w stosunku do grupy placebo, a stężenie kortyzolu (hormonu stresu) w surowicy badanych było wyraźnie zmniejszone. W tradycyjnej medycynie indyjskiej ashwagandha jest znana i najczęściej stosowana jako lek na reumatyzm, a także w stanach lękowych, wyczerpania fizycznego lub psychicznego. Do celów zielarskich wykorzystuje się korzeń i owoce rośliny. Inne właściwości to m.in. wspomaganie pracy serca i układu sercowo-naczyniowego, wzrost masy mięśniowej oraz energii życiowej, wsparcie układu oddechowego oraz wspomaganie właściwego funkcjonowania żeńskich narządów rozrodczych, jak również funkcjonowania płciowego mężczyzn. Wpływa też na tworzenie nowych dendrytów, czyli połączeń nerwowych, dzięki czemu znajduje zastosowanie w zapobieganiu chorobom neurodegeneracyjnym, takim jak parkinson, alzheimer, huntington. Jak widać nie bez powodu powszechnie znane jest określenie „końskie zdrowie”. Ashwagandhę przyjmuje się zwykle w kroplach lub tabletkach.

Ashwagandha to bezpieczny i skuteczny adaptogen, który łagodzi stres, zwiększa poziom energii i poprawia koncentrację. (Fot. iStock) Ashwagandha to bezpieczny i skuteczny adaptogen, który łagodzi stres, zwiększa poziom energii i poprawia koncentrację. (Fot. iStock)

Zjeść stres na słodko. Mowa o lukrecji

Kojarzymy ją zwykle z czarnymi cukierkami o słodkim smaku przypominającymi anyż. Co ciekawe, lukrecja ma długą historię zastosowań we wschodnich i zachodnich systemach ziołolecznictwa. Już około 3000 lat p.n.e. cesarz Shen Nung zaliczył ją do roślin leczniczych. Kwas glicyryzynowy zawarty w lukrecji hamuje rozpad kortyzolu i zwiększa jego produkcję, dzięki czemu jest przydatny w leczeniu zmęczenia nadnerczy, spowodowanym przewlekłym stresem. Lukrecja działa także kojąco na błony śluzowe w płucach, dzięki czemu jest korzystna dla palaczy. Korzeń lukrecji ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. Zwalcza wiele rodzajów wirusów, jak wirus zapalenia wątroby, opryszczki, zapalenia płuc oraz na wirusy wywołujące przeziębienie. Lukrecja wzmacnia ścięgna, kości oraz przyśpiesza wzrost mięśni. Można przyjmować ją w postaci herbatek i pastylek.

Lukrecja ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. (Fot. iStock) Lukrecja ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. (Fot. iStock)

Czy to jest bezpieczne?

Dorota Małgorzata Wydro, specjalista patomorfolog, lekarz medycyny estetycznej, doktor nauk ekonomicznych, wykładowczyni, autorka wyjątkowej, powstałej na podstawie kilkuset naukowych doniesień książki „Anti-aging na talerzu”:

Adaptogeny są bardzo bezpieczne, właśnie dlatego, że normalizują objawy stresu, w odróżnieniu od energetyków (np. kofeiny, teiny), które mogą wywoływać również objawy niepożądane, takie jak wzrost ciśnienia, rozdrażnienie, bóle głowy czy kołatania serca. Adaptogeny nie uchronią nas wprawdzie przed stresem, ale pomogą walczyć z jego negatywnymi skutkami. Moim ulubionym jest ashwagandha, zwana również indyjskim żeń-szeniem. Nie tylko neutralizuje objawy stresu, ale także spowalnia procesy starzenia, wzmacnia funkcjonowanie wątroby i nerek, poprawia pamięć i koncentrację, normalizuje sen i uspokaja, reguluje układ hormonalny, zwiększa sprawność seksualną, hamuje siwienie włosów i wspomaga leczenie cellulitu, a wszystko dzięki zawartych w niej witanolidom, które mają również właściwości przeciwbakteryjne i przeciwnowotworowe. Rośliny adaptogenne są znane od tysięcy lat w Azji. W Polsce ich popularność to efekt poszerzania wiedzy. Pamiętam swój pierwszy wykład dla lekarzy w Podyplomowej Szkole Medycyny Estetycznej i Anti-aging w 2013 roku, kiedy żaden z kolegów jeszcze o nich nie słyszał. Oczywiście polscy naukowcy (np. Obidoska i Sadowska z SGGW) pisali o roślinach adaptogennych znacznie wcześniej, bo już w 2004 roku, ale lekarze raczej nie czytają biuletynów Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. Ja też nie. Wystarczy jednak na bieżąco śledzić anglojęzyczne piśmiennictwo.