fbpx

Hanna Samson: Życie jako zadanie

Hanna Samson: Życie jako zadanie
fot.123rf

Często widzimy przeszłość jako ciężar, z którym należy się uporać. Wypłakać żale, przepracować bolesne wspomnienia, uwolnić się. A gdyby przeszłość potraktować jak skarb? Posplatać różne nitki naszego doświadczenia i zacząć nowy etap życia.
Na spotkaniu grupy kobiet Zośka wraca do swojego dzieciństwa. Okrutne sceny z jej rodzinnego domu poruszają inne uczestniczki. Olga wybucha: – Dlaczego nas to wszystko spotkało? Czy uda nam się w końcu uwolnić od przeszłości? Zapomnieć o tym, co było?

Świat nie jest sprawiedliwy. Dobrze to widać w grupach kobiet dotkniętych przemocą. Ale czy to oznacza, że należy zapomnieć swoją przeszłość? Gdybyśmy o niej zapomniały, kim byśmy były? Skąd byśmy wiedziały, dokąd iść? I właściwie, kto idzie? Nasza tożsamość to wynik naszych doświadczeń i myślenia. Patrzenia na siebie i świat z coraz to nowej perspektywy, która wyłania się wraz z kolejnym etapem życia.

W niektórych grupach proponuję, by uczestniczki narysowały matrioszki. To takie laleczki wkładane jedna w drugą. Najpierw trzeba podzielić swoje życie na etapy. Początkiem nowego etapu bywa pójście do szkoły lub jej zmiana albo jakieś zdarzenie losowe, poznanie kogoś czy wyjście za mąż. Każda z nas ma za sobą kilka takich etapów, w których zmienia się nasza sytuacja i my jesteśmy już inne niż wcześniej. Na rysunkach wyraźnie to widać, różna kolorystyka, wyraz twarzy, akcesoria. Ale to ciągle jesteśmy my. To nasza droga przez życie. Każda kolejna matrioszka skrywa w sobie poprzednie. Z ich doświadczeń czerpie mądrość i siłę, ale widzi już więcej, bo patrzy z dystansu. A pozostałe uczestniczki patrzą razem z nią, słuchają kolejnych historii i opowiadają własną.

I zwykle przychodzi olśnienie. Nagle kobiety zauważają podobieństwo zdarzeń, które dotąd wydawały się różne i niepowtarzalne, bo przecież każda historia jest inna. A tu widzą, że to nie jest tak, że tylko tej dziewczynie trafił się ojciec, który bił ją i matkę. To nie przypadek, że wujek tamtej był potworem, który wykorzystywał ją seksualnie. Nagle dociera do nich, że te wszystkie matrioszki to nie jest tylko indywidualny los, lecz wspólne doświadczenie kobiet.

– Naprawdę tak wygląda świat? – pyta Olga, ta sama, która kilka tygodni wcześniej chciała zapomnieć o przeszłości, a teraz zobaczyła ją inaczej.

– Co czujesz? – pytam.

– Jestem wściekła – odpowiada. I nagle zaczyna się śmiać. Ten śmiech jest zaraźliwy, po chwili śmiejemy się wszystkie. Wspólnym śmiechem rozpoczynamy nowy etap.

– Czuję ulgę – dopowiada Olga, gdy udało nam się uspokoić. – Już wiem, z czym muszę się zmierzyć. I wiem, że nie jestem w tym sama.

Te zdarzenia w grupie zbiegły mi się w czasie z czytaniem nowej książki Agnieszki Graff „Jestem stąd”, która zrobiła na mnie wrażenie. To zapis rozmowy z Michałem Sutowskim, w której Graff opowiada o swoim życiu, doświadczeniach, poglądach. Czytałam z podziwem dla umysłu autorki, która pamięta tysiące przeczytanych książek, potrafi wydobywać z nich esencję, łączyć je, porównywać, wyciągać z nich to, co chce wziąć ze sobą na dalszą drogę. Mądrość poparta wiedzą niedostępną dla zwykłych śmiertelników, których mózg też coś zapisał, ale… gdzie to było? Kto o tym mówił? Coś kiedyś czytałam… I jak to się ma do tego, co teraz czytam? Nie mam pojęcia. A Agnieszka wie i potrafi z tego zrobić użytek, by coraz lepiej rozumieć świat i to, co nam się przydarza.

Zrobiła za nas niezłą robotę – stworzyła przewodnik po świecie, w którym i my żyjemy. Nazwała to, o czym jakoś wiemy, i to, co dopiero przeczuwamy. Ujawniła wspólnotę przeżyć. Myślałam, że to specyfika grup terapeutycznych, ale nie… Wystarczy, że kobiety poczują się bezpiecznie i zaczną rozmawiać o swoich doświadczeniach, aby doszło do zmiany świadomości. W różnym czasie, w różnych miejscach wydarza się niemal to samo, o czym Agnieszka Graff mówi tak: „To ma wymiar indywidualny: zaczynasz dostrzegać polityczny wymiar codzienności, polityczny wymiar tego, co prywatne. Widzisz władzę, podległość, niesprawiedliwość tam, gdzie przedtem była kłótnia małżeńska albo biurowy flirt. Żeby dojść do tego wglądu, do tego kliknięcia w głowie – click to jest określenie z takiego słynnego tekstu z lat 70. The Housewife’s Moment of Truth, czyli »Moment prawdy dla gospodyni« autorstwa Jane O’Reilly’s – trzeba wiele godzin przegadać z innymi kobietami”. I dalej mówi o tym, że „to musi być osobiste, własne, przeżyte. Trzeba inaczej zobaczyć swoje życie. Ta codzienność, te wszystkie drobne upokorzenia – podział prac domowych, „komplementy”, dowcipy seksistowskie, gwizdy na ulicy, lekceważenie przemocy seksualnej – układają się w pewną rzeczywistość, która nagle da się opisać w kategoriach politycznych, jako pewien system władzy i wyzysku oparty na pogardzie wobec kobiet”. I „nagle widzisz wrogi, niesprawiedliwy świat”.

Ale ta książka – niezwykle osobista i szczera – to także zapis własnej drogi Agnieszki Graff, kolejne etapy jej życia, na których czerpie z poprzednich, i wciąż jest otwarta na zmiany. Gdy czytałam „Jestem stąd”, widziałam kolejne matrioszki tworzące tożsamość autorki. Każda z nich jest bogatsza od poprzedniej o tysiące lektur, dyskusji i osobistych przeżyć, każda z nich tworzy własne syntezy, które następna może zakwestionować. Agnieszka Graff nie rozsiada się w swoich poglądach, lecz wciąż je weryfikuje. „Mam to do siebie, że rewiduję swój stan umysłu co kilka lat” – stwierdza. Wszystko, co zdarza jej się w życiu, poddaje refleksji: „Tak już mam, że opowiadam sobie swoje życie, jednocześnie wysnuwając z tego wnioski dla mojego światopoglądu, dobierając odpowiednio lektury, filmy, kształtując wokół tego zajęcia, które prowadzę na uczelni. Moje życie emocjonalne jest integralną częścią mojego rozwoju intelektualnego”.

Kiedy osoba, która pracuje z matrioszkami, skończy swoją opowieść, pytam ją, jaka będzie jej następna matrioszka. To jest pytanie o to, co chcemy zmienić w swoim życiu. Dokąd zmierzamy. Bo skoro wiemy, że nasze życie dzieli się na etapy, w każdej chwili możemy zacząć następny.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>