fbpx

Księżna Kate i książę William przyjadą w lipcu do Polski

Księżna Kate i książę William przyjadą w lipcu do Polski
fot.123rf

Kate de domo Middleton: zawód księżna. Uosobienie marzeń dziewczynek wychowanych na filmach disneya: piękna, mądra, elegancka i poślubiła księcia. Kate de domo Middleton to zły wzór dla kobiet ceniących niezależność, lecz w zawodzie księżnej nie ma sobie równych. Potwierdzi to w lipcu podczas wizyty w Polsce. Ale czy jej życie to faktycznie beztroska bajka?
Kate czeka teraz nowe wyzwanie. Księżna Cambridge wraz z mężem, księciem Williamem, podróżuje po Europie, aby ocieplić wizerunek Wielkiej Brytanii w dobie brexitu. W marcu odwiedzili Paryż, w lipcu przyjadą do Niemiec i do Polski. Wizyty te odbywają nie w imieniu królowej Elżbiety, tylko na prośbę brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Podczas ich spotkań z głowami państw, organizacjami charytatywnymi czy – jak w Paryżu – z ofiarami zamachów terrorystycznych nie pada, rzecz jasna, ani słowo na temat polityki. William i Kate mają za zadanie pięknie wyglądać, prowadzić uprzejme konwersacje na niezobowiązujące tematy i wyrażać zainteresowanie miejscami, które odwiedzają. W bardziej egzotycznych zakątkach świata sprawnie głaszczą misie koala lub słonie, strzelają z łuku i podziwiają regionalne tańce. Na którymś z oficjalnych przyjęć William wygłasza przemówienie podkreślające bliskie związki kulturowe i historyczne z danym krajem. Kate prezentuje kolejną zachwycającą kreację tego dnia. „To część planu »miękkiej dyplomacji«, który jest następstwem uruchomienia przez Wielką Brytanię procesu wyjścia z Unii Europejskiej. Rząd nie po raz pierwszy podpiera się rodziną królewską, gdy przychodzi do złagodzenia odbioru niepopularnych decyzji” – podsumował dziennik „The Guardian”. Niezależnie od własnych poglądów politycznych – z którymi nigdy się nie ujawniają – nikt z klanu Windsorów nie może odmówić prośbie rządu. Rozliczani co do godziny z publicznych obowiązków zaszczycania i udzielania patronatów grzecznie stawiają się na stanowisku. Nie mają przecież żadnej władzy wykonawczej – rolą monarchy oprócz pełnienia funkcji głowy Kościoła anglikańskiego i 15 państw wspólnoty Commonwealth jest bycie symbolem brytyjskiej jedności, stabilności i tradycji. Dla wszystkich jest też jasne, że księżna Kate stała się najcenniejszym nabytkiem tej rodziny od dwóch pokoleń.

Prymuska

W dniu, w którym dwa miliardy ludzi oglądało jej ślub z Williamem, nikt już nie pamiętał, że chwilę wcześniej prasa pisała o niej ironicznie „Waity Katie” (czekająca Kasia). Od chwili, kiedy poznała Williama na studiach na Uniwersytecie St. Andrews, do momentu, gdy książę dał jej pierścionek zaręczynowy swojej nieżyjącej matki, minęło bowiem osiem lat. O jej istnieniu wiedziano zatem od niemal dekady, ale o niej samej – niewiele. Zadziwiające, jak niewiele od tamtej pory się zmieniło.

Związek z Kate nie był tajemnicą, ale wszyscy, którzy znaliby jakieś szczegóły na jego temat, w kontaktach z mediami nabierali wody w usta. Wiadomo było, że panna Middleton pochodzi z zamożnej rodziny w hrabstwie Berkshire, a jej rodzice to milionerzy, którzy dorobili się majątku na firmie sprzedającej artykuły do urządzania przyjęć. I ona, i dwójka jej rodzeństwa skończyli drogie prywatne szkoły. Kate zawsze była popularną uczennicą i studentką, chętnie udzielającą się w kółkach zainteresowań, przodującą w każdym sporcie, do którego się zabrała. Od flirtów wolała naukę i grę w hokeja na trawie. William był jej pierwszym chłopakiem.

Middletonowie to zżyty, stabilny klan. Rodzina, o której zarówno przedwcześnie osieroceni książęta William i Harry, jak i ich pochodząca z rozbitego domu matka Diana mogli tylko marzyć. Porównania Kate do Kopciuszka były dla dziennikarzy tabloidów zbyt kuszące, żeby zwrócić uwagę na fakt, że cała trójka młodych Middletonów dostała od rodziców mieszkania w drogiej części Londynu i hojne wsparcie finansowe. Gdy Kate i William opuścili mury uczelni i kontynuowali związek, jej rodzicom dorobiono etykietkę społecznych aspirantów. Ona sama – sugerowano – powinna być wdzięczna losowi za zainteresowanie przyszłego dziedzica korony. Mało kto zwracał uwagę na fakt, że to dzięki jej radom William rzucił historię sztuki i przeniósł się na ulubioną geografię. To ona też przekonała go, żeby zrobił dyplom magistra i tym samym został najlepiej wykształconym członkiem rodziny królewskiej.

Gdy książę odbywał służbę wojskową i szkolił się na pilota helikopterów, Kate pracowała w firmie modowej Jigsaw. Jej determinacja zdobycia szlifów zawodowych w wymarzonym biznesie słabła jednak z miesiąca na miesiąc, gdy każde wyjście i powrót z pracy polegały na przedzieraniu się przez tłum paparazzich. Wyprowadzka na wieś i pomaganie rodzicom w rodzinnej firmie były jedyną rozsądną opcją. To wtedy z pewnością dotarło do niej, że bycie dziewczyną księcia to stanowisko, które wymaga wyrzeczeń. Również takich, jak cierpliwe czekanie na ukochanego, kiedy on baluje z kolegami i atrakcyjnymi damami na wynajętym jachcie. Albo cierpienie w milczeniu, kiedy książę zasugerował, żeby „odpoczęli od siebie kilka miesięcy”. Jej cierpliwość została nagrodzona oficjalnymi zaręczynami. „Wszyscy zadawali sobie pytanie, czy Kate wie, co robi. Dlaczego w XXI wieku jakakolwiek kobieta chciałaby wżenić się w rodzinę królewską? Wiemy o dysfunkcyjnych związkach w niej panujących i o anormalnym stosunku, który jej członkowie mają do reszty społeczeństwa” – pisała w „The Guardianie” pisarka i działaczka feministyczna Beatrix Campbell. „Cała historia tej rodziny to prześladowanie i lekceważenie kobiet, mimo że to kobieta stoi na jej czele. A medialna – bo wcale nie społeczna fascynacja Kate – to nic innego jak umacnianie poglądu, że szczytem marzeń kobiety powinno być wyjście za mąż. Dobra partia to to, co nas rzekomo określa? Wolne żarty!” – sekundowała jej dziennikarka Bidisha. Oczywiście, chodziło o miłość. Ale nie tylko. „Korzyść z takiego statusu jest bardzo wymierna: członkowie rodziny królewskiej mają – wbrew temu, co mogłoby się wydawać wszystkim, którzy ignorują lub lekceważą ich istnienie – ogromne wpływy. I we własnym kraju, i na arenie międzynarodowej. Ich nazwiska automatycznie przechodzą do historii, ale w wielu aspektach, szczególnie społecznych, artystycznych czy na niwie charytatywnej, mogą oni tę historię aktywnie kształtować” – podsumowała profesor medioznawstwa i historii Jean Seaton.

Egzaminy na księżną

Kate jest cierpliwa, lojalna i dyskretna, a Windsorowie mieli dekadę, żeby przekonać się do słuszności awansowania jej na księżną i żonę przyszłego monarchy. Po katastrofie z Dianą, po której rozwodzie, niedyskrecjach i tragicznej śmierci monarchia przeżyła największy kryzys od abdykacji Edwarda VIII, pomyłka była wykluczona. – To jasne, że w przeciwieństwie do małżeństw Sarah Ferguson, Sophie Rhys-Jones, żony księcia Edwarda, czy wreszcie Diany – gdzie i ona, i książę Karol byli ofiarami – ten związek nie był pułapką – mówi Jean Seaton. – Kate wiedziała, co ją czeka, i podjęła tę decyzję z pełną świadomością, dobrze do niej przygotowana.

– Przez tak długi czas można naprawdę przetestować i związek, i rodzinę partnera, która będzie miała na twoje życie duży wpływ – zgadza się psycholog Linda Blair. – Ciekawe też, że Kate była relatywnie „nieuformowana” – nie miała za sobą silnej kariery zawodowej, nie miała okazji posmakować, jak to jest żyć tylko na własny rachunek. W oczach rodziny królewskiej był to atut, bo rola księżnej jest najbardziej tradycyjna z możliwych: musi być matką, żoną i wizytówką. Bardziej niezależna kobieta miałaby pewnie problem ze zmieszczeniem się w takich ramach.

– Możemy tylko hipotetycznie żałować, że panna Catherine nie reprezentowała w tym związku własnych osiągnięć – zgadza się Jean Seaton. – Jak inaczej odbieralibyśmy całą tę pompę, gdyby przyszły następca tronu ożenił się z panią doktor medycyny czy prawniczką, kobietą kariery. Można byłoby wtedy mówić o wzorze dla przyszłych pokoleń kobiet. Szale jej mariażu z całym klanem i instytucją monarchii przechyliłyby się też bliżej środka, podczas gdy w przypadku Kate dominujący ton komentatorów był taki, że to tylko ją spotkał niesamowity zaszczyt. Czy to nie uwłaczające dla kobiety?

Windsorowie od lat traktowali Kate jak członka rodziny – nie było dziedziny, w której panna Middleton nie zdałaby u nich egzaminu. W przeciwieństwie do Diany Kate umiała i lubiła jeździć konno, nauczyła się też strzelać i tropić zwierzynę na polowaniach. Lubiła sport i piesze wycieczki, nie przerażało jej, że podczas pobytów w Balmoral wychodzono na spacery nawet w poziomo siekącą ulewę. Przyjaciele i kuzynki Williama i Harry’ego przyjęli ją do swojego grona z otwartymi ramionami, bo umiała bawić się do rana, ostatnia schodziła z parkietu, ale nigdy nie widziano jej w kompromitującej sytuacji. Bywalcy klubów w Chelsea mieli czasami okazję zobaczyć rozchichotaną Kate, sprawnie żonglującą drinkami i rozbawiającą dowcipami wszystkich zebranych, ale żadne zdjęcie z tych imprez nigdy nie przedostało się na łamy prasy. Catherine ma bowiem poczucie humoru, ale wzorem królowej Elżbiety w oficjalnych sytuacjach stara się z nim nie ujawniać.

Po zaręczynach pałac Buckingham zafundował przyszłej księżnej nie tylko prywatne lekcje etykiety i poprawnej wymowy, lecz także spotkania z psychologiem. Nauczeni fatalnymi doświadczeniami Windsorowie nie mogli pozwolić sobie na wrzucenie kolejnej młodej dziewczyny na głęboką wodę życia na dworze i w oko cyklonu mediów bez przygotowania. Kate poszła o krok dalej i sama poprosiła o spotkania z doradcą, który wyjaśniał jej, na czym będzie polegać jej rola, i udzielał korepetycji ze stosunków międzynarodowych. Bez szemrania zaakceptowała też swoje miejsce w szeregu: protokół dworski wymaga, aby Kate, gdy nie jest w towarzystwie Williama, dygała nie tylko przed królową i księciem Filipem, ale również przed teściami, a nawet przed księżniczkami Zarą, Eugenie i Beatrice. Trudno wyobrazić sobie, żeby młodsze pokolenie rodziny królewskiej przestrzegało tego zwyczaju, ale Catherine pilnuje, aby w sytuacjach publicznych nikt nie mógł zarzucić jej nieznajomości konwenansów.

Wichura zmian

Po ślubie William wynegocjował u babci dwa lata wakacji od obowiązków publicznych dla siebie i dla żony. Zamieszkali w północnej Walii, na wyspie Anglesey, gdzie książę pracował jako pilot dla RAF, a Kate zajmowała się ich wynajętym domem, robiła zakupy w miejscowych sklepach i namiętnie gotowała – jej specjalność to pieczony na kilka sposobów kurczak. Nie zatrudniała nikogo do pomocy, a jedyną jej asystą było dwóch ochroniarzy. Gdy William wyjechał z armią na Falklandy, książę Karol wziął synową pod swoje skrzydła: wraz z Camillą kupili jej zestaw strojów i zaprosili do wspólnych warsztatów artystycznych z dziećmi, którymi zajmują się organizacje charytatywne pod ich patronatem. Na kolejnym spotkaniu z pacjentami dziecięcego szpitala w Liverpoolu Kate zachowywała się już, jakby przez całe życie zaszczycała podobne okazje. Zniknęła jej nieśmiałość, okazało się, że potrafi mówić pełnym głosem. Odpowiadała na pytania dzieci: że tęskni za Williamem, który ją rozpieszcza, i że bycie księżną jest bardzo przyjemne.

Zachęcana przez teścia zbudowała własne portfolio organizacji, którym patronuje. Dziś udziela swojego wsparcia i wizerunku dwóm muzeom i kilku organizacjom sportowym, ale przede wszystkim angażuje się we wspieranie prac hospicjów dziecięcych, rodzin borykających się z uzależnieniami i na rzecz opieki psychiatrycznej nad nastolatkami. Ten ostatni wybór spotkał się ze szczególnym uznaniem, bo to problem, o którym mówi się zbyt rzadko. Kate i William zapowiedzieli nawet, że jeśli ich dzieci będą borykały się z problemami natury psychicznej, wyślą je na terapię. Nic nadzwyczajnego?

A jednak u Windsorów nikt nie wpadł wcześniej na to, że bulimię Diany czy depresję Sarah Ferguson należało leczyć. Samo postawienie pod znakiem zapytania postawy akceptacji wszystkiego w godnym milczeniu to jak na tę rodzinę istna wichura zmian. Kate ostatnio w swoim wystąpieniu podjęła też kwestię presji bycia rodzicem idealnym. Przyznała zainteresowanym prawo do wyjścia poza wzory, do słabości i szukania pomocy. Księżna też człowiek. Nieobce jej troski i zmartwienia. Królową ludzkich serc pewnie nie zostanie – Diana promowała jednak tak niepopularne tematy, jak walka z AIDS czy pomoc ofiarom min lądowych. Księżna Cambridge nie jest gotowa pójść równie daleko. Na razie.

Swoje obowiązki wobec monarchii wypełnia bez zarzutu. Pierwszym zadaniem żony przyszłego następcy tronu jest urodzenie dziedzica, a drugim – kolejnego dziecka. Kto nie pamięta medialnej histerii wokół narodzin księcia George’a i jego siostry Charlotte? Kate spisała się na medal: od prezentowania się na oficjalnych paradach z wielkim brzuchem, ale na wysokich szpilkach, po pokazanie fanom noworodków zaledwie kilka godzin po porodzie, kiedy to wyglądała, jakby wróciła ze spaceru po łące. Każda inna kobieta chciałaby się w tych warunkach wyspać lub liczyć w kółko palce dziecka, księżna ani na chwilę nie zapomniała o konieczności uszczęśliwiania Brytyjczyków i mediów. Gdy przychodzi do celebracji okazji wspólnie z rodziną królewską, Catherine regularnie kradnie show. Na tle zwyczajowo skwaszonych Windsorów księżna prezentuje się jak gwiazda filmowa – promienna i idealnie ubrana – nawet kiedy trzyma na rękach zaślinioną od ząbkowania córkę. Czasem wymienia ze szwagrem Harrym jakiś dowcip i oboje starają się powstrzymać chichot. – Kate jest idealną celebrytką: piękną, elegancką, z nienagannymi manierami. Przyjemnie się na nią patrzy, nie trzeba jej słuchać, bo rzadko odzywa się publicznie. Spełnia wszystkie oczekiwania estetyczne mas, a z racji tego, że nie opowiada o kulisach swojego życia, pozostawia niedopowiedzenie, jakąś tajemnicę – mówi Richard Kay, dziennikarz przez dziesięć lat piszący o dworze królewskim do „Daily Mail” i autor biografii Elżbiety II. – Dzięki temu budzi fascynację, podobnie jak gwiazdy Hollywood z lat 30. Mam też solidne przesłanki, żeby sądzić, że jest to w pełni zaplanowana strategia. Kate uczyła się od Williama, że mediów się nie uniknie, ale nie wolno się z nimi kontaktować. Każde słowo może być użyte przeciwko tobie. Nigdy nic nie komentuj, rób swoje. Nuda? A może przyzwoitość i klasa? Tą ostatnią mogłaby obdzielić połowę tych, którzy z racji tytułów i urodzenia uważają, że stoją od niej właśnie o klasę – społeczną – wyżej.

Catherine nigdy nie zaniedbuje spotkań, które wpisała do kalendarza jej osobista sekretarka. Nie może pozwolić, żeby poddani Elżbiety II zarzucili jej status darmozjada. I wcale nie chodzi tu o pieniądze podatników. William odziedziczył przecież po matce 15 milionów funtów, a utrzymanie domu i wiele wydatków Cambridge’ów pokrywane są z prywatnej kiesy księcia Karola. Koszty ich ochrony czy utrzymania pałacu Kensington nie są znane. Jedyna suma podana do wiadomości to wydatki na oficjalne wizyty zagraniczne – w ubiegłym roku było to niecałe 140 tysięcy funtów na ich dwoje. Kate i William nie kosztują więc Brytyjczyków milionów, jak często im się zarzuca. Księżna wie jednak, że jej każde publiczne wystąpienie w zupełnie inny sposób przekłada się na pieniądze. A są to sumy niebagatelne.

Moda za miliard

Wpływ księżnej na biznes modowy doczekał się osobnego terminu – „efekt Kate”. Brytyjski „Newsweek” oszacował, że warta jest ona dla tego segmentu rynku miliard funtów, bo gdy pokaże się w jakimś stroju publicznie, natychmiast skutkuje to zamówieniami na tę rzecz o kilkaset procent wyższymi niż normalnie. Dane te trudno zweryfikować, tym bardziej że Catherine ma frustrujący dla domów mody i projektantów zwyczaj wybierania modeli z poprzednich sezonów, jak również szperania po TK Maxxach i outletach. W Wielkiej Brytanii jej kreacje zawsze spotykają się z uznaniem. Za oceanem ocenia się ją nieco bardziej obiektywnie. – Ikona mody? Nic podobnego! Księżna ma wyczucie stylu, ale zawsze ubiera się zgodnie z trendami, nigdy ich nie wyznacza – zawyrokował Gregg Andrews, dyrektor działu mody sieci amerykańskich sklepów Nordstrom. – Gdyby wyjąć ją z kontekstu rodziny królewskiej i postawić na nowojorskiej ulicy, nikt by nie zwrócił na nią uwagi. To piękna kobieta, ale stapia się z tłumem. – Czy Kate jest taką ikoną mody jak Kate Moss? Absolutnie nie – zgodziła się z nim była szefowa działu newsów modowych amerykańskiej edycji „Elle” Anne Slowey. – Czy wszyscy zwracają uwagę, w co się ubiera, i mają na tym punkcie obsesję? Oczywiście, że tak. Oboje podkreślili, że wiele kobiet uznaje styl księżnej za wzór, szczególnie w ostatnich latach, kiedy Kate zaczęła wybierać odważniejsze kolory i fasony.

Oficjalnie nie zatrudnia stylisty i lubi sama robić zakupy, więc jest nieprzewidywalna – to wyłom w dotychczasowych zwyczajach na królewskim dworze, ale pod tym względem Kate postawiła na swoim. Najwięcej na jej wyborach zyskują marki takie, jak Reiss, Whistles, MaxMara, Jaeger, L.K. Bennett, gdzie kupuje swoje beżowe szpilki, ale również sieciówki Zara i Topshop. Jej ulubieni projektanci to Sarah Burton, szefowa domu mody Alexander McQueen, i Jenny Packham. Gdyby księżna mogła czerpać profity z tego, w co się ubiera, byłaby najsłynniejszą szafiarką świata. Jej pozycja, oczywiście, na to nie zezwala – asystentka codziennie odsyła projektantom torby pełne strojów i dodatków. Proponuje też przekazanie ich na rzecz jednej z organizacji charytatywnych.

Od czasu narodzin George’a i Charlotte „efekt Kate” jest też widoczny na rynku ubrań i artykułów dziecięcych. Wszystko, co mają na sobie dzieci książęcej pary – od bucików po spinki do włosów – powoduje, że tłumy brytyjskich rodziców ruszają do sklepów, aby ich pociechy mogły wyglądać podobnie. Raport Brand Finance twierdzi, że książęce dzieci warte są dla biznesu więcej niż ich mama – razem aż 3,2 miliarda funtów.

Wsi spokojna, wsi dyskretna

Kate zdecydowała, że najlepszym miejscem dla jej małych dzieci będzie dorastanie w wiejskim domu Cambridge’ów Anmer Hall w hrabstwie Norfolk. Mieszczący się na terenie królewskiej posiadłości Sandringham dom i otaczający go rozległy park dostali w prezencie ślubnym od królowej. Po kosztującym półtora miliona funtów remoncie Catherine zajęła się instalowaniem rodziny w nowych warunkach. William zaczął pracę jako pilot helikoptera w służbach ratunkowych, a ona dała ogłoszenie o poszukiwaniu nowej gosposi i ogrodnika. Nie w agencji pośrednictwa – w jej sferach takie anonse zamieszcza się w magazynie „Lady”. Nie wiadomo, jaką oferowała pensję, ale kandydaci nie pchali się drzwiami i oknami. Z pomocą przyszli jej rodzice: przekazali prowadzenie firmy młodszej córce i na kilka miesięcy wprowadzili się do Williama i Kate. Carole Middleton zawiadywała gospodarstwem, a Michael zajął się ogrodem. W opiece nad dziećmi pomaga księżnej hiszpańska niania Maria Teresa Borallo. Państwo Middleton chcą teraz na stałe przenieść się w pobliże córki. Ich status w rodzinie królewskiej to zupełna nowość: rodziny Diany, Sarah Ferguson czy księżnej Sophie znikały z horyzontu natychmiast po zamążpójściu dam. Nic podobnego nie ma miejsca w przypadku Middletonów: są regularnie zapraszani zarówno na oficjalne, jak i prywatne celebracje monarszej rodziny. Przypieczętowaniem tej akceptacji była ich obecność na barce biorącej udział w paradzie rzecznej na Tamizie z okazji urodzin królowej. Nikt już nie wypomina im rzekomych aspiracji do ocierania się o monarsze progi.

Dzień jak co dzień

Codzienność księżnej jest raczej idylliczna: zawozi George’a do przedszkola, jedzie z Charlotte po zakupy, organizuje z gosposią plan posiłków i kiedy może, sama staje przy kuchni. W okolicy wszyscy ją znają i nikt nie robi z tego sensacji. Nikt nie robi zdjęć, nie rozmawia z prasą. O swoich się nie plotkuje.

Kate spędza kilka godzin dziennie ze swoją sekretarką, planując oficjalne wizyty i sprawdzając korespondencję od organizacji, którym patronuje. Raz w tygodniu spotyka się z tutorem, który wykłada jej zarówno historię monarchii, mechanizmy rządzenia państwem, jak i zagadnienia polityki zagranicznej, społecznej i finanse. Chodzi na spacery z psem. Beszta męża, kiedy ten wchodzi do domu w zabłoconych butach. Gdy dzieci zasną, jeśli ma siłę, nałogowo oglądają z Williamem seriale. Na pewno czasem ma kiepski dzień, dzieci ją frustrują i ma ochotę do nikogo się nie odzywać. Ale jej małżeństwo wydaje się udane.

– Oboje są świadomi tego, jak się publicznie prezentują, ale jeśli spojrzy się na ich zdjęcia, widać, jak dobrze się ze sobą czują – mówiła niedawno w wywiadzie telewizyjnym specjalistka od mowy ciała, pisarka i trenerka psychologiczna Judi Jones. – Nie widzimy już ich tak często w czułych uściskach. Częściej podają sobie dzieci, niż padają sobie w ramiona. Ale gdy widzimy ich samych, oboje przybierają takie same pozy, widać między nimi współpracę i porozumienie. Czasem Catherine pozwala sobie na półuśmiech w stronę męża, a on wyraźnie stara się nie roześmiać – jakby przekazywali sobie tylko dla nich zrozumiały żart. To dobrze działający zespół.

Żeńska część tego duetu musi się jednak starać bardziej, bo ciągle się uczy. A zdaje sobie sprawę, że jej pozycja to praca na całe życie. Jej mąż jest drugim pretendentem do tronu po swoim ojcu Karolu. Księżna ma szansę zostać królową.

Podczas pięciodniowej wycieczki książęca para, wraz z dziećmi (księciem George i księżniczką Charlotte), odwiedzi Polskę i Niemcy. Do Warszawy członkowie królewskiej rodziny zawitają 17 lipca.