Leśne przedszkola – dzieci wracają stąd brudne, ale wolne i szczęśliwe

Podstawą programową leśnych przedszkoli jest podążanie za naturalnym rozwojem dziecka i jak najwięcej czasu spędzanego na świeżym powietrzu. (Fot. iStock)

Podstawą programową jest podążanie za naturalnym rozwojem dziecka i jak najwięcej czasu spędzanego na dworze. Jak przekonuje Anna Płuska, założycielka warszawskiego przedszkola „Leśna Droga”, dzieci wracają stąd brudne, ale wolne i szczęśliwe.

Czym jest leśne przedszkole?
Przedszkolem, które opiera się na dwóch założeniach: maksymalizacji czasu, który dzieci spędzają w naturze, i wychowywaniu ich zgodnie z tzw. podejściem bliskościowym. Chodzi o to, by nie wkładać kilkulatka w sztywne ramy, tylko by podążać za nim, podchodzić do niego z uważnością, przyglądać się jego możliwościom, potrzebom i zainteresowaniom. Pedagogika leśnych przedszkoli należy do grupy pedagogik zreformowanych, podobnie jak montessoriańska czy waldorfska i ma wspólne z nimi korzenie.

Ile czasu dzieci spędzają na dworze?
W skali roku jest to 80 proc. Od wiosny do jesieni dzieci są cały dzień na powietrzu, późną jesienią i zimą – są to mniej więcej 4 godziny dziennie. Ten czas spędzamy głównie w lesie. Dużo wędrujemy i nie śpieszymy się przy tym. Jeśli dziecko chce wejść w błoto, popatrzeć na robaka czy kwiatek, to zatrzymujemy się i zostajemy tak długo, jak potrzeba. Jeśli przez to nie dotrzemy do celu wycieczki, nic się nie stanie. Ważną częścią dnia jest tzw. swobodna zabawa. Dzieci robią to, co podpowie im fantazja, jeśli jedna aktywność im się znudzi, mogą zmienić ją bez problemu na inną, bo żadna sala lekcyjna nie jest tak różnorodna i nie daje tylu możliwości co las. Czasem posługuję się taką metaforą, że jeśli z kogoś wychodzą emocje w pomieszczeniu, to się odbijają od ściany i trafiają w inne osoby, a w lesie łatwiej jest się od tych trudnych emocji uwolnić. Podczas swobodnej zabawy dzieci uczą się też budować relacje społeczne i samodzielnie rozwiązywać konflikty. Nauczyciel jest oczywiście obecny przez cały czas i w razie potrzeby pomaga dzieciom się usłyszeć. Obserwuje je, by potem zaproponować zajęcia zgodne z ich zainteresowaniami.

Czy w takim niebanalnym przedszkolu są też niebanalne zajęcia?
Ponieważ jesteśmy placówką, która działa w ramach polskiego systemu edukacji, obowiązuje nas podstawa programowa, więc mamy angielski, zapoznajemy dzieci także z cyframi i literami. Ale nie sadzamy przedszkolaków przy stoliczku, nie każemy łączyć kropek czy kolorować obrazków, tylko wykorzystujemy do nauki naturalne przedmioty, często te, które dzieci znajdą w lesie. Jeśli chcemy coś policzyć – liczymy szyszki lub patyki; jeśli chcemy poznać różne faktury czy struktury – dotykamy kory różnych drzew czy ziemi w różnych miejscach. Z błota robimy figurki albo biegamy po nim bosymi stopami. Ćwiczymy uważność, słuchając różnych leśnych odgłosów. Mamy też zajęcia z majsterkowania, robimy dużo eksperymentów chemicznych i fizycznych.

Jak dostać się do takiego miejsca?
Najpierw spotykamy się z rodzicami, żeby sprawdzić, czy podobnie podchodzimy do kwestii wychowania, ponieważ jeśli w domu obowiązują inne zasady niż w przedszkolu, nie jest to dobre dla dziecka. Potem 2–3 razy spędzamy po pół dnia z rodzicami i dzieckiem, żeby zobaczyć, jak ono zareaguje na nasze pomysły. Następnie rozpoczyna się okres adaptacyjny, kiedy rodzice przez część dnia zostają z dziećmi w przedszkolu, ale stopniowo się z niego wycofują, i miesięczny okres próbny, podczas którego przyglądamy się, czy rzeczywiście dziecku to wszystko służy. Nie ma więc żadnego napięcia w rodzinie spowodowanego tym, że rodzicom na przykład nie odpowiadają nasze metody wychowawcze czy dajmy na to fakt, że dziecko wraca do domu brudne. Czasem dopiero na tym etapie okazuje się, że wyobrażenia dorosłych o leśnym przedszkolu były inne. W dzisiejszych czasach jako dorośli coraz częściej tęsknimy za naturą, wolniejszym tempem życia i to właśnie chcemy zapewnić swoim dzieciom.