fbpx

Emigranci: co charakteryzuje ich osobowość?

Emigranci: co charakteryzuje ich osobowość?
Emigracja: tragiczna konieczność czy szansa? Dlaczego Polacy decydują się na wyjazd? Od kilku lat emigracja zarobkowa nie jest już jedynym powodem. (fot. iStock)

Rozwój zawodowy, lepsza płaca, możliwość otwarcia nowej karty, ale też tęsknota za domem, samotność, czasem depresja, no i Brexit. O specyfice życia na emigracji z psycholożkami pracującymi z angielską Polonią – Renatą Górską i Katarzyną Sobkowicz – rozmawia Agnieszka Burton.

Dużo nas na obczyźnie. Ci, którzy spróbowali żyć za granicą, wiedzą, że nie jest to jednak takie łatwe, i nie chodzi tylko o nostalgię za krajem. Słyszałam nawet o depresji emigracyjnej…
Katarzyna Sobkowicz: Stres, z jakim codziennie musimy sobie radzić na emigracji, jest ogromny. Porozumiewamy się w obcym języku, jesteśmy daleko od rodziny, często nie mamy grupy wsparcia lub nie pracujemy w swoich zawodach, a jeszcze w Polsce coś się dzieje! Normalnie jedno takie wydarzenie mogłoby kogoś przeciążyć emocjonalnie, a tu dochodzi do kumulacji czynników stresujących.

Co prawda nie ma w terminologii takiej jednostki chorobowej jak „depresja emigracyjna”, istnieje natomiast wiele badań potwierdzających, że emigranci są bardziej skłonni do zaburzeń psychicznych niż rdzenni mieszkańcy.

Renata Górska: Są dwa typy depresji – kliniczna, co do której nie zawsze wiadomo, skąd się bierze, prawdopodobnie jest genetyczna, i depresja reaktywna, która jest reakcją na stres i pojawia się zwykle wtedy, kiedy w życiu dużo się dzieje. Jeśli ktoś wyemigrował i bardzo źle sobie radzi z tą sytuacją, mogą wystąpić u niego objawy depresyjne. Jednak nigdy nie spotkałam się z przypadkiem depresji, która pojawiłaby się u kogoś tylko i wyłącznie z tego powodu, że zamieszkał w innym kraju.

Co zrobić, aby nie poddać się stanom depresyjnym?
R.G.: Przede wszystkim trzeba mieć świadomość tego, jak wygląda emigracja. Warto poczytać o danym kraju, zastanowić się, jaka jest motywacja wyjazdu. Czy chcę wyemigrować, bo wszyscy znajomi to robią? Może wujek, który mieszka w Anglii, mówi, że jest fajnie? Albo jadę po rozwój zawodowy, chcę robić coś, co jest moją pasją? Warto też pojechać tam na rekonesans, pochodzić po ulicach miast i miasteczek, także z dala od turystycznych szlaków, gdzie oprócz atrakcji będą i śmieci. Zastanowić się, co wiem o kulturze, języku i mentalności mieszkańców danego kraju, czy łatwo mi będzie wejść w obce społeczeństwo i zrozumieć tamtejszych ludzi.

Trzeba również zdawać sobie sprawę, że są różne fazy, przez które przechodzi się na emigracji. Jedni reagują na początku entuzjazmem, a potem jest spadek nastroju; inni najpierw wszystko negują, a entuzjazm pojawia się powoli. Dlatego warto poszukać stowarzyszeń rodaków o podobnych zainteresowaniach, aby nie czuć się za granicą odizolowanym. Pewnie najtrudniej poradzić sobie z tęsknotą, ale zawsze mamy Skype, mejle czy komunikatory, tanie loty umożliwiają w miarę częste odwiedziny w Polsce. Pamiętajmy też, że część kontaktów – mimo naszych starań – może się zwyczajnie urwać.

Co zrobić kiedy dopadnie nas nostalgia?
R.G.: Kiedy nastrój leci na łeb na szyję, dobrym pomysłem jest znalezienie czegoś, co oderwie nas od czarnych myśli. To mogą być proste rzeczy czy zajęcia, jak gotowanie czy pójście na siłownię. Uchodźcom jest oczywiście ciężej, wtedy doradzałabym skontaktowanie się z psychologiem lub grupami wsparcia z tego samego kręgu kulturowego.

K.S.: Musimy też dać sobie przyzwolenie na pewną stale powracającą nostalgię. To naturalne, że przez kilka dni po powrocie z wakacji w Polsce, gdzie była rodzina i byli przyjaciele, możemy czuć się gorzej. Potrzebujemy czasu na przystosowanie się do realiów życia na emigracji, chwilowe obniżenie nastroju to nie jest jeszcze nic złego.

Jakie są fazy adaptacji na emigracji?
R.G.: W przypadku osób, które wybrały emigrację same, zazwyczaj najpierw jest duży zachwyt jak przy zakochaniu, potem bardzo często następuje gwałtowny spadek, może to być po roku, a nawet po kilku latach. Odkrywamy, że wcale tu nie jest aż tak fajnie. Potem dopiero następuje faza stabilizacji, kiedy zdajemy sobie sprawę zarówno z pozytywów, jak i negatywów. U osób, które zostały niejako wrzucone w obcą im kulturę, bo nie miały innego wyjścia albo niewiele na temat nowej kultury wiedziały, zwykle najpierw jest spadek nastroju, a potem powolny wzrost i stabilizacja.

K.S.: Nie mam zbyt często do czynienia ze starszą emigracją, czyli ludźmi, którzy wyjeżdżali, bo w Polsce nic ich nie trzymało. Częściej pracuję z tzw. nową emigracją, która jest świadoma swojego wyboru, zna języki obce, potrafi się poruszać na rynku pracy. Mimo to nawet u nowych emigrantów po jakimś czasie zaczynają pojawiać się różne problemy: czują się niedocenieni w pracy, dochodzą zawirowania mieszkaniowe albo w związku – i może wystąpić obniżenie nastroju. Potem coś dobrego się wydarza i znów nastrój idzie w górę.

Bardzo dobrze oceniono na Wyspach Brytyjskich reklamę serwisu aukcyjnego, w której dziadek uczy się angielskiego, aby odwiedzić swoją wnuczkę w Anglii. Reklama jest nie tylko wzruszająca, ale porusza też ważną kwestię dotyczącą rodziców współczesnych polskich emigrantów, którzy zostają w kraju, nie mogąc na co dzień uczestniczyć w życiu dzieci.
K.S.: Ta reklama łamie różne stereotypy i porusza ważne zagadnienia, które dla nas, emigrantów, są bardziej oczywiste niż dla mieszkających w Polsce. Stereotyp pierwszy: to na osobach, które wyemigrowały, powinien ciążyć obowiązek utrzymywania relacji z rodziną w kraju, stąd procent ludzi latających do Polski w odwiedziny jest dużo większy niż procent osób odwiedzających bliskich w Wielkiej Brytanii. Stereotyp drugi: starsze osoby nie są w stanie przyswoić nowej wiedzy. W reklamie pojawia się też ciemnoskóre dziecko, co otwiera dialog na temat tolerancji, w Polsce nadal trudny.

R.G.: Widzimy, że starszy pan po raz pierwszy jedzie do syna do Anglii, co znaczy, że nie widział swojej wnuczki przez dwa czy trzy lata. Pokonuje jednak opór przed nowym językiem, podróżą, a może i partnerką syna, która pochodzi z innego kręgu kulturowego. Według mnie ta reklama pokazuje podział, jaki istnieje pomiędzy młodszym i starszym pokoleniem, które zostało w Polsce, ale też możliwość jego przełamania.

Było już zjawisko związków na odległość, teraz mamy pojęcie rodziny na odległość?
K.S.: Owszem, w Polsce pojawił się nowy model rodziny, której członków dzieli też bariera geograficzna. Co ciekawe, emigracja czyni nas dużo bardziej otwartymi na zacieśnianie relacji. Dzięki technologii, takiej jak na przykład Skype, mimo większej odległości tak naprawdę emocjonalnie możemy być bliżej.

Emigracja zarobkowa, niejako z przymusu, zwykle objawia się w pierwszej fazie nostalgią. Dopiero później przychodzi stabilizacja. (fot. iStock)

Sama jestem na emigracji ponad dwadzieścia lat i uważam, że istotne jest, aby dążyć do stania się człowiekiem „dwóch kultur”, tak by czerpać z obu to, co najlepsze. Nie wstydzić się polskości, uczyć dzieci języka, ale też nie zamykać się w dusznych enklawach polonijnych, tylko być otwartym na nowe. Nie trzymać się kurczowo błędnego koła zarabiana i odkładania, tylko robić to, co daje nam spełnienie.
R.G.: Ja też mam podobne przemyślenia związane z moją dziesięcioletnią emigracją i nazywam to „osobowością emigranta”. Nie czuję się Angielką, jestem Polką, ale po tylu latach nie wiem, czy w Polsce bym się odnalazła. „Osobowość emigranta” to właśnie takie bycie trochę tu, a trochę tam. Ważne, aby nie starać się jednoznacznie określać, niejako na siłę, bo czasem ludzie przychodzą do mnie i zadają sobie w kółko pytanie: „Kim ja właściwie jestem?”. Trzeba mieć poczucie wspólnoty, kontakt z rodakami na emigracji, ale także z ludźmi, którzy hołdują podobnym do naszych wartościom.

Na pewno dużo lepiej odnalazłam się na emigracji, kiedy zaczęłam pracować w swoim zawodzie. To pozwoliło mi skontaktować się z tutejszym społeczeństwem, poczuć się docenioną.

Fajnie powiedziałaś o tym, by nie określać siebie na siłę. Dla emigranta najlepsze wyjście to chyba właśnie być pomiędzy kulturami?
R.G.: Znów porównam to do miłości – możemy mieć do naszego kraju pochodzenia duży sentyment, ale też jednocześnie zakochać się w nowym kraju. To nie jest złe, to buduje nasz charakter, wtedy mamy większą inteligencję emocjonalną, jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć drugiego człowieka.

Dwukulturowość wzmacnia naszą inteligencję emocjonalną?
R.G.: Generalnie szeroko pojęta wielokulturowość powoduje, że nasza zdolność do empatii i mentalizacji wzrasta. Mentalizacja to stan, kiedy rozumiem, jak moje czyny wpływają na innego człowieka.

Czy zauważyłyście spadek nastrojów wśród Polaków po decyzji odejścia Wielkiej Brytanii z Unii?
R.G.: Polacy obawiają się o przyszłość, gdyż do końca nie ustalono, jak właściwie ma wyglądać ich sytuacja. Wiele osób aplikuje o rezydenturę lub naturalizację – jeśli mają ku temu podstawy, czyli na przykład są w Wielkiej Brytanii ponad sześć lat. Myślę, że po samym głosowaniu część osób bała się dyskryminacji, a nawet jej doznała, choć głównie poza granicami Londynu. Niektórzy moi klienci mówią, że Brexit w nich uderzył, dwie czy trzy osoby wspomniały, że w pracy usłyszały komentarz, który miał być zabawny, na zasadzie: „To co, już pakujesz walizki?”. Ale tego typu zachowania były w mniejszości. Ja i mój mąż mamy wręcz pozytywny odzew, nasi koledzy z pracy mówią, że Brexit jest jakimś absolutnym idiotyzmem, w ogóle nie ma rozmów na temat tego, skąd jesteśmy.

Jest też mała część Polaków, która mieszka tu długo, ponad dziesięć lat, ma obywatelstwo angielskie i częściowo popiera Brexit, o ile zostaną wprowadzone odpowiednie przepisy prawne oraz ekonomiczne pozwalające na rozwój rynku oraz swobodne poruszanie się po Europie. Myślę, że ta część Polaków nie różni się znacząco w swoich poglądach od obywateli Wielkiej Brytanii, którzy głosowali za Brexitem, jakkolwiek jest to nadal mniejszość Polonii.

K.S.: Ponieważ nie ma jeszcze konkretnych uzgodnień, panuje duża niepewność. W takich sytuacjach uwidaczniają się indywidualne cechy osobowości: jedni będą skłonni do zamartwiania się, inni będą próbować uniknąć tematu, jeszcze inni zmotywują się do zmian, do działania. Ponieważ decyzja o Brexicie i tzw. hate crimes udowodniły wrogość wobec emigrantów, wśród Polaków w Wielkiej Brytanii pojawiały się wątpliwości. Czy ja chcę mieszkać w miejscu, gdzie mnie nie chcą? Czy kupować mieszkanie, czy może już wracać do Polski?

W Londynie sytuacja wygląda trochę inaczej, bo zawsze był kosmopolityczny. Słyszałam opinie, że w mniejszych miejscowościach Brexit dał przyzwolenie na zwiększenie nietolerancji, a to mogło wpłynąć na samoocenę oraz zaburzyć ustabilizowaną tożsamość emigranta, który dobrze zaaklimatyzował się w Wielkiej Brytanii.

Z psychologicznego punktu widzenia Brexit może rodzić uczucia niepokoju i lęku co do przyszłości. Z drugiej strony dużo osób ma tu ułożone życie, znajomych, dzieci w szkołach, ciężko pracowało na osiągnięcie obecnej pozycji. Jeżeli jest więc możliwość zostania, to czemu z niej nie skorzystać?

Na pewno nie możemy wykluczyć, że nie będziemy mieli do czynienia z „syndromem Brexitu” i na to trzeba również przygotować służbę zdrowia lub organizacje udzielające pomocy psychologicznej.

Renata Górska od kilku lat prowadzi prywatną praktykę terapeutyczną, a od 2009 roku koordynuje działanie Children and Family Advice Centre PPA (Poradni Rodzinnej PPA) w Londynie. Jest rekomendowaną specjalistką oraz byłą dyrektorką ds. konsultacji Polish Psychologists’ Association.

Katarzyna Sobkowicz psycholożka i trenerka, ukończyła szkolenia z zakresu pomocy psychologicznej oraz systemowej psychoterapii rodzinnej w Polsce, Londynie i w Indonezji. Członkini British Psychology Society oraz Polish Psychologists’ Association. Założycielka centrum terapii Mind-Treat w Londynie.

Polacy na emigracji często czują się rozdarci. Ważne jednak, żeby w najtrudniejszych chwilach szukali grup wsparcia lub pomocy psychologicznej. (fot. Getty Images/ Gallo Images)

Polacy na emigracji: dokąd najczęściej wyjeżdżamy?

Dane Głównego Urzędu Statystycznego z września 2016 roku pokazują, że w 2015 roku za granicą Polski przebywało około 2 mln 397 tys. Polaków, w tym niemal 2,1 mln w Europie. Liczba polskich emigrantów wzrosła w Niemczech o 7 proc. i w Wielkiej Brytanii o 5,1 proc. Niewielki wzrost zaobserwowano również w Belgii, Holandii, Szwecji, Austrii, Danii oraz we Francji, a także w Norwegii. Spadek liczby emigrantów z Polski w stosunku do roku poprzedniego odnotowano w krajach o wysokiej stopie bezrobocia: Hiszpanii (o 6,3 proc.) i Grecji (o 11 proc.). Nieco mniej Polaków przebywało również w Irlandii (spadek o 1,8 proc.). Ministerstwo Spraw Zagranicznych podaje, że pod koniec I kwartału 2016 roku na Wyspach przebywało około 984 tys. Polaków.

Emigracja zarobkowa? Dlaczego wyjeżdżamy?

Według psycholog Katarzyny Sobkowicz najnowsza emigracja przyjeżdża do Wielkiej Brytanii z trzech powodów:

  • zmiana stylu życia – ktoś już był w Anglii wcześniej, spodobało się i teraz chce tam zamieszkać;
  • pragnienie spróbowania czegoś nowego – zwłaszcza gdy jakieś wydarzenie (np. rozwód) zakończyło pewien życiowy rozdział;
  • emigracja zarobkowa związana z poszukiwaniem pracy w konkretnej branży.

– Już nie jest tak, że Polacy jadą za granicę „w ciemno” – twierdzi Katarzyna Sobkowicz. – Na pewno zdarza się jeszcze emigracja zarobkowa, ale rynek pracy po Brexicie się zmienił i jest coraz bardziej brutalny. Wymagana jest dobra znajomość języka angielskiego i doświadczenie w zawodzie. Nowa emigracja spełnia już te warunki.

Wyjeżdżamy sami czy z rodziną?

– Od dwóch lat obserwuję rosnącą liczbę bardzo młodych ludzi, prosto po szkole, którzy przyjeżdżają tu sami, ale mają już znajomych lub rodzinę w Anglii – mówi Reneta Górska. – Nie zawsze mają wyuczony zawód, idą więc do pracy fizycznej, która ich frustruje, w Polsce może by poszli na studia. Część z nich podkreśla, że wyjeżdżają, bo nie podoba im się sytuacja polityczna w kraju.

– Coraz częściej spotykam się z takim modelem, że matka wyemigrowała kilka lat temu zarobkowo i teraz sprowadza dzieci – zauważa Katarzyna Sobkowicz. – Dzieci wychowywane w Polsce i adaptowane w okresie dorastania do nowego środowiska mogą jednak przeżyć szok. Pojawia się tęsknota za krajem i za dziadkami – to duże obciążenie psychiczne.

?>