Praca? Kochaj albo rzuć!

Praca? Kochaj albo rzuć!
fot.123rf

Chcesz być szczęśliwy? Pracować z pasją, dobrze zarabiać, nie męczyć się w swoim zawodzie? Każdy chce. I jest to słuszne marzenie!
W biurach Google życie pracownikom umilają bilard, ścianka do wspinania i pralnia! A w twojej firmie? Dyscyplina i kamery w każdym kącie? Z bilardem czułbyś się szczęśliwszy? Powiedz szefowi, może zrozumie, że nawet tablica do strzałek poprawiłaby atmosferę i kreatywność zespołu. Nawet jak powie „nie”, wykazałeś się inicjatywą. Warto, bo sposób, w jaki podchodzimy do pracy, to podstawa szczęścia i zadowolenia z tego, co robimy.

– Szczęśliwi w pracy? Zacznijmy od tego, czy w pracy naprawdę trzeba być szczęśliwym? – zastanawia się Renata Pająkowska-Górniak, psychoterapeutka z warszawskiego Ośrodka Rozwoju i Psychoterapii „Przemiany”. – Mamy poczucie, że musimy, bo żyjemy w kulturze, która wciąż zmusza nas do pogoni za szczęściem. Ale ta obsesja szczęścia to pomysł ostatnich dekad.

Jeszcze w latach 80. nikt się nie zastanawiał, czy w pracy jest szczęśliwy. Ważny był etos: rzetelne wykonywanie obowiązków, użyteczność społeczna, uczciwość itp. One nadal liczą się dla 40- i 50-latków. Ale już 20-latkowie pracę traktują jako środek do spełniania marzeń – za pieniądze, jakie w niej zarobią, mogą kupić rower i wybrać się na wycieczkę dookoła Europy.

– Dla pokolenia Y (urodzeni w latach 80.) praca jest w dużym stopniu sposobem zapewnienia sobie wysokiego standardu życia – potwierdza Magdalena Robak, psycholog organizacji pracy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

– To pokolenie wychowywało się samo. Rodzice często byli zajęci zarabianiem pieniędzy i mieli mało czasu na pełną opiekę nad dziećmi. Zamiast swojej uwagi oferowali modne gadżety, choćby nowy smartfon zamiast weekendu z mamą i tata. Młodzi nauczyli się myśleć o swoim zawodzie w kategoriach zaspokajania własnych potrzeb. Są zadowoleni, o ile praca umożliwia ich spełnianie. A czy to wystarczy?

– Łatwiej zarobić na wymarzoną podróż do Indonezji, robiąc coś, co się lubi. Dlatego warto poświęcić trochę czasu, żeby znaleźć w pracy więcej radości – dodaje Renata Pająkowska-Górniak. – Jeśli osiem godzin, które spędzamy w biurze, wycinamy z życia, odbębniamy, myśląc tylko o tym, że po pracy wsiądziemy na rower i pojedziemy do przyjaciół – uniemożliwiamy sobie doświadczenie szczęścia (a nawet narażamy na utratę pracy, bo zbywanie obowiązków źle wpływa na efektywność). Lepiej skupić się na tym, co robimy. Sięgnąć np. do poradnika Thicha Nhata Hanha „Cud uważności”, zacząć być tu i teraz oraz kultywować tę postawę w pracy. No bo czym jest szczęście? Umiejętnością czerpania satysfakcji z chwili. Uczmy się uważności – jeśli nie odnajdziemy szczęścia na co dzień, możemy je w ogóle przegapić.

5 czynności „na szczęście”

– To, czy jesteśmy szczęśliwi w pracy, zależy w znacznym stopniu od nas – mówi psycholog Magdalena Robak. – Jeśli chcemy być szczęśliwi, to zaczynamy zauważać jej pozytywne elementy i skupiać się na nich. Rozwijamy się zawodowo. Poznajemy ludzi, którzy mogą inspirować nas do nowych wyzwań. Jesteśmy w kontakcie z przełożonymi, prosimy o informacje dotyczące naszej pracy i przekazujemy informacje o tym, co sami robimy. Pamiętamy, że istotne jest, by praca była zgodna z naszymi poglądami, wartościami i potrzebami.

– To, czy jesteśmy szczęśliwi w pracy, zależy od tego, czy jesteśmy szczęśliwi w życiu – twierdzi z kolei Renata Pająkowska-Górniak. – Jeśli nie wiemy, czego chcemy w życiu i co chcemy osiągnąć w pracy, to nie będziemy czuli satysfakcji, nawet jak wszystko będzie się nam udawać.

Niezadowoleni z życia ludzie rzadko znajdują satysfakcję w pracy – potwierdzają to badania psychologów z Wright State University (opublikowane w „Journal of Occupational and Organizational Psychology”). Jak zatem podnieść swój poziom satysfakcji z życia?

– Sonja Lyubomirsky z Uniwersytetu w Kalifornii wyróżnia 5 czynności, które mają na to wpływ
– mówi Magdalena Robak. – Okazuje się, że poziom szczęścia skutecznie podnosi wdzięczność wobec kogoś za okazaną pomoc. Dobrze też wyobrażać sobie idealną przyszłość (np. dom za miastem) i spisywać te wyobrażenia w dzienniku. Podobnie ważne jest odnotowywanie pozytywnych wydarzeń. Warto też poznać swoje mocne strony i pomyśleć, jak je wykorzystać. No i ostatnia rada: pomagajmy innym, bo to uszczęśliwia.

Teoria satysfakcji z pracy

Z badań zamieszczonych na CareerWomen.com (za „Psychologies”) wynika, że kobiety najbardziej cenią świadomość, że dobrze wykonują swoją pracę. Ważna jest też jej użyteczność i ciągłe wyzwania. A także świadomość, że to, co robią, ma wpływ na rzeczywistość. Dlatego, drogie Czytelniczki, nie szukajcie miłej i nudnej posadki bez ambicji! – Bywa, że szef chwali i chwali, a frustracja pracownika narasta – zauważa Magdalena Robak. – Pracownik zna swoją wartość, ale może na przykład potrzebować elastycznego czasu pracy.

Tymczasem szef działa jak strażnik, który obiecał głodnemu więźniowi, że da mu jeść, jak ten wypije dwa wiadra wody. Zagłodzony więzień pił i pił, aż wypił tyle, że nie mógł już nic zjeść. A wówczas strażnik powiedział: „No widzisz, tobie chciało się pić, a nie jeść…”.

O zadowoleniu człowieka decydują potrzeby wyższego rzędu, jak właśnie uznanie, rozwój, samorealizacja. Ale żeby mogły naprawdę mieć znaczenie, muszą najpierw zostać zaspokojone potrzeby niższe. Teoria satysfakcji z pracy Hackmana i Oldhama, mówi, że należą do nich m.in.: poczucie bezpieczeństwa, przynależności, dobre relacje, dobry sposób zarządzania, odpowiednie wynagrodzenie. Można więc zostać pracownikiem roku i być nieszczęśliwym, bo syn mówi: „tato, wszyscy koledzy mają laptopy, a ja nie…”, bo nie stać cię na taki prezent dla dziecka. Morał? Trzeba wiedzieć, co nam niezbędne, a co tylko potrzebne. I do tego dążyć.

Nie pozwól, by kuzynka…

– Na zadowolenie z pracy ma wpływ także rodzina i przyjaciele – dodaje Magdalena Robak.
– Bardzo często odnosimy swoją sytuację zawodową do tego, co mówią bliscy, bo porównujemy się z nimi – nie patrzymy na zagadnienie obiektywnie.

Zarabiasz dwa tysiące na rękę i do tej pory to ci wystarczało. Ale kiedy kuzynka mówi, że ma pięć tysięcy – twoje zadowolenie pęka jak bańka mydlana. Zgodnie z teorią satysfakcji z pracy, nie należy się porównywać. Jesteśmy tak różni, że szczęście z rozdzielnika nie ma sensu, jak dwa czerwone goździki i rajstopy na 8 marca. Odnośmy swoją sytuację do własnych potrzeb.

Inaczej – sfrustrowana słowami kuzynki – możesz zacząć pracować gorzej, mniej przykładać się do obowiązków, ale nie jest to droga do szczęścia. Ugruntuje w tobie niechęć, obniży wartość działań.

Po pierwsze nie porównuj, po drugie realnie spójrz na sytuację. Pomyśl: kuzynka co prawda zarabia więcej, ale ty masz dużo wolnego czasu, a na nim ci szczególnie zależy. No i przy następnym rodzinnym spotkaniu uśmiechasz się do kuzynki: „Męcz się słodziutka, ja idę po pracy na rolki!”.

Ale jeśli dojdziesz do wniosku, że to, co masz, nie jest tym, czego potrzebujesz, możesz pójść do szefa i mu o tym powiedzieć: „Chciałabym więcej zarabiać, bo uważam że moja praca jest więcej warta”. Pamiętaj tylko, żeby mówić o sobie i swoim punkcie widzenia. Zaproponować szefowi jakieś rozwiązanie. Ważne, żeby twoje działanie było świadome, by przemyśleć jego konsekwencje.

Trzy ważne listy

– Zanim rzucisz pracę, w której – mimo starań – jesteś nieszczęśliwy i pojedziesz w Bieszczady albo do Indii szukać siebie, idź na psychoterapię, warsztaty rozwojowe albo poszukaj mądrego duchowego przewodnika – mówi Renata Pająkowska-Górniak. – Musisz wiedzieć, czego chcesz w zamian. A do tego potrzebne ci marzenia i wiara w to, że można je zrealizować.

Ale o to u nas trudno, bo na skutek wychowania boimy się myśleć o tym, że marzenia są potrzebne i że można je urzeczywistnić. W filmie w „W pogodni za szczęściem” jest piękna scena, kiedy to ojciec uczy syna, jak chronić marzenia, jak nigdy nikomu nie pozwolić sobie ich zabrać: „Ludzie będą ci mówić, że czegoś się nie da zrobić tylko dlatego, że oni tego nie zrobili. Musisz strzec swoich marzeń i sam decydować, co jest dla ciebie ważne”. Obejrzyj ten film, odrzuć ludzi, którzy krytykują i wyśmiewają. Uwierz w to, że możesz znaleźć swoją pracę marzeń.

Jak to zrobić? Na początek zrób trzy listy. Na pierwszej wypisz wartości, które są dla ciebie najważniejsze (np. bliskość, bezpieczeństwo). Na drugiej – twoje cechy charakteru (np. towarzyski, domatorka). Trzecia lista powinna zawierać to, co chciałbyś tworzyć, do wzrostu czego się przyczyniać (magia, miłość). A teraz przeczytaj każdą z list i pomyśl: jeśli jesteś ceniącą spokój i dyskrecję domatorką, która chce dawać miłość – możesz poczuć się dużo szczęśliwsza jako niania niż jako strażniczka miejska. A więc czas na zmianę!

Przejrzeć na oczy

Elżbieta, właścicielka prywatnej szkoły językowej, miała cudowną rodzinę, odniosła sukces finansowy, ale jakoś nie czuła się szczęśliwa. Poszła do psychologa. Chciała zamknąć szkołę, zacząć robić coś nowego, ale nie wiedziała co. Po kilkunastu sesjach nie zmieniła pracy, nie zmieniła męża, ani domu, ale mimo to spojrzała na swoje życie inaczej i dostrzegła w nim szczęście.

Psycholog poradził jej, żeby przypomniała sobie, co chciała osiągnąć, kiedy jeszcze była na studiach. Kim chciała być? Czy chciała mieć rodzinę? Jakie miała aspiracje zawodowe? Okazało się, że w sumie osiągnęła wszystko, czego pragnęła. Chciała założyć prywatną szkołę językową i ją ma. Chciała mieć rodzinę i ją ma. Chciała kochającego partnera i takiego też ma. Dlaczego więc nie czuje zadowolenia?

– Problem tkwi w tym, że większość ludzi nawet gdy osiągnie szczęście, nie potrafi go rozpoznać.
Bo nikt nas tego nie uczył. Za to potrafimy bezbłędnie wychwycić niedostatki. Nie dostrzegamy szczęścia także dlatego, że przysłaniają je nam problemy dnia codziennego – mówi Renata Pająkowska-Górniak.

– Tak było w wypadku Elżbiety. Nie potrafiła dojść z mężem do porozumienia w sprawie podziału obowiązków domowych. To powodowało wielkie napięcia. A wystarczyło, żeby tupnęła nogą i powiedziała: „Kochanie, zrobimy plan, kto czym się zajmuje”, żeby odzyskała poczucie szczęścia i pomyślała o rozbudowie swojej szkoły.

Siedem poziomów Diltsa

Nie czujesz się dobrze w pracy? Może lepiej odejść? – Z tym zawsze zdążysz – mówi Magdalena Robak. – Najpierw spróbuj zobaczyć, co cię unieszczęśliwia. Pomoże w tym analiza Diltsa. Dzięki niej przyjrzysz się swojemu zajęciu na siedmiu poziomach – od najbardziej powierzchownego (czy lubisz samo miejsce pracy), do najgłębszego (poczucia, kim jesteś).

Poziom 1. Środowisko. Pomyśl: co w moim otoczeniu mi się nie podoba, a co podoba? Np. okna się nie otwierają, bo jest klimatyzacja i te kamery… – to minusy. A plusy? Ludzie są fajni, nastawieni nie na rywalizację, ale na współpracę.

Poziom 2. Zachowania. Jakie moje zachowania w pracy mi się nie podobają, a jakie podobają? Np. kiedy szef mi zwraca uwagę, strasznie się irytuję. Nie znoszę robić w kółko tego samego. Lubię spotkania z klientami. Zawsze czymś mnie zaskoczą…

Poziom 3. Umiejętności. Jakie masz i w jaki sposób możesz je doskonalić. Np. czuję się specjalistą w swojej dziedzinie, ale przeszkadza mi brak asertywności.

Poziom 4. Postawy, czyli przekonania na temat pracy. Pomyśl nad pozytywami i negatywami. Np. na nikogo nie mogę liczyć, ale jestem lojalny wobec szefa.

Poziom 5. Wartości. Np. ważne jest dla mnie to, by czuć, że moja praca daje mi prestiż i jest po coś.

Poziom 6. Misja, czyli, po co ja to wszystko robię? Co chcę osiągnąć? Nie tylko w pracy, ale w życiu? Np. chcę czuć się niezależny, mieć pieniądze na dom na Mazurach.

Poziom 7. Tożsamość, czyli, kim jestem i jak to się ma do tego, co robię? Jeśli jestem wegetarianką, a pracuję w wydawnictwie przygotowującym książki o potrawach z mięsa, nie będę czuła się na swoim miejscu.

Taka analiza pozwoli zdać sobie sprawę z tego, co ci się nie podoba w twoim miejscu pracy i jak możesz to zmienić. – Ważne, by zmiany przeprowadzać, zaczynając od najgłębszego poziomu, czyli od tożsamości – mówi Magdalena Robak. A więc np. złożyć w wydawnictwie projekt książki kucharskiej na wegetariańskie potrawy z grilla…

Renata Pająkowska-Górniak kulturoznawczyni i psychoterapeutka, pracuje w Ośrodku Rozwoju i Psychoterapii „Przemiany” oraz w Gimnazjum z Oddziałami Integracyjnymi nr 95 w Warszawie

Magdalena Robak psycholog organizacji pracy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie

Praca Polaków stresuje

Polak jest mniej zadowolony ze swojej sytuacji zawodowej niż statystyczny Europejczyk. Z badań TNS OBOP wynika, że, mimo narzekań, najbardziej zadowoleni są pracownicy sektora edukacyjnego! Badania Extended DISC mówią, że jesteśmy najbardziej zestresowanym narodem na świecie, co świadczy o tym, że w pracy nie czujemy się bezpieczni.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze