„Tu zamieszkało moje JA” – z wizytą u Dominiki Dondé, artystki ceramiczki

Czarne kuchenne blaty i ramy są świetnym tłem dla białej ceramiki i rzeźb Dominiki Dondé. 
(Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)

Dominika Dondé , dzięki sztuce znalazła nowy pomysł na życie. Okazał się nie tylko twórczy, ale też pozbawiony presji i stresu. Zrealizowała go w miejscu tchnącym spokojem i radością obcowania z pięknem.

 

Dominika Dondé ma słabość do starej porcelany. „Ta filiżanka jest z Sèvres, wie pani, z tej słynnej manufaktury porcelany”. I zaraz okazuje się, że od filiżanki tylko krok do opowieści, pełnej entuzjazmu i radości: „Uwielbiam Sèvres. Tak długo ich męczyłam, aż ostatnio przyjęli mnie na staż, choć właściwie tego nie robią. To było wspaniałe doświadczenie”. Motyw wydarzeń wspaniałych, a jednocześnie niespodziewanych powraca często podczas naszego spotkania.

Dominiki Dondé - ceramiczka, właścicielka galerii sztuki w Warszawie. Dobry duch grupy artystycznej i organizatorka wernisaży. (Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
Dominiki Dondé – ceramiczka, właścicielka galerii sztuki w Warszawie. Dobry duch grupy artystycznej i organizatorka wernisaży. (Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)

Wiele ich w opowieści o samym miejscu: cichym, przestronnym, jasnym, będącym galerią, pracownią i azylem jednocześnie. Dominika Dondé mówi o nim: „Tu zamieszkało moje »ja«”. Na warszawskim Kamionku, w peryferyjnej dzielnicy, zatrzymanej w czasie poza tempem przemian miasta. To kamieniczka – niepozorna, odziedziczona po dziadku – długo stała pusta i czekała na swój moment. Ten przyszedł, kiedy Dominika Dondé znalazła się na życiowym zakręcie. Po wielu latach intensywnej i pełnej sukcesów pracy w marketingu i public relations zrozumiała, że już dłużej nie może. Za dużo bodźców, za dużo wysiłku, za dużo spraw i ludzi, zaangażowania i zmęczenia. Za mało siebie. Poczuła, że wreszcie musi dać samej sobie pierwszeństwo i prawo do zmiany. Musi stworzyć dla siebie nową przestrzeń związaną ze sztuką. Choćby oznaczało to podjęcie ryzyka.

Wnętrza galerii: białe ściany i piece, jasne drewniane podłogi i okna z widokiem na ceglane  praskie kamienice. (Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
Wnętrza galerii: białe ściany, jasne drewniane podłogi i okna z widokiem na ceglane praskie kamienice. (Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)

A ryzyko było spore. Na jednej szali dorobek i pozycja, na drugiej pasja, sztuka i potrzeba życia w całkowitej zgodzie ze sobą. No i decyzja: sztuka, czyli ceramika, wcześniej hobby, nieodwołalnie staje się sposobem na życie. Ale doświadczenie w zarządzaniu firmą przydaje się też w życiowych skokach na głęboką wodę. Więc po kolei. Po pierwsze, kamieniczka i jej remont, czyli duch opatrznościowy tego przedsięwzięcia 
– pan Roland, który okazał się magikiem i robi kolejne rzeczy niemożliwe. Na 600 metrach powstają wnętrza mieszkalne, sale, w których można oglądać dzieła sztuki i odbywają się wernisaże, a w piwnicy profesjonalne pracownie ceramiczne z wielkim piecem.

 W pracowni najważniejsze są piec ceramiczny i stół roboczy. 11. Jedna z namiętności Dominiki: kolekcja porcelany. (Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
W pracowni najważniejsze są piec ceramiczny i stół roboczy. (Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)

Po drugie, studia plastyczne, w tym roku zakończone dyplomem. I praca twórcza, ceramiczne rzeźby i biżuteria. No i sukcesy, i to szybko, jedne komercyjne, inne prestiżowe, zapierające dech w piersi, jak zaproszenie na Biennale w Wenecji czy wystawę w Carrousel du Louv-re. Po trzecie, powstanie galerii i grupy artystycznej zaprzyjaźnionych twórców, rzeźbiarzy, ceramików, grafików, dla których jest ona witryną na świat. Dla wszystkich jest też przestrzenią szczerości twórczej i osobistej. Może dlatego na kolejnych wernisażach grupy niemal wszystkie dzieła Dominiki Dondé, Katarzyny Trzeszczkowskiej, Artema Dmytrenki (z Ukrainy), Agnieszki Barnat, Justyny Góreckiej i Jasi Pereiry ( z Brazylii) znajdują nabywców. To kolejne na liście niespodziewanych, ale szczęśliwych zdarzeń w nowym rozdziale życia. W sumie tworzą sukces.

W domu artystki króluje biel i rządzą koty rosyjskie niebieskie. (Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
W domu artystki króluje biel i rządzą koty rosyjskie niebieskie. (Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)

Jak to wszystko mogło się udać? Dominika Dondé z jednej strony zachowuje racjonalny spokój i ma świadomość, że szczęśliwe odziedziczenie kamieniczki, w której można działać bez konieczności zarabiania na kosmiczny czynsz, ma swoje znaczenie dla galerii. Ale to nie wszystko. Dominika ma też wrażenie, że trafiła do magicznej rzeczywistości, takiej, w której jedni ludzie tworzą piękne rzeczy, inni chcą je mieć, a ona sama jest wolna. „Pierwsza połowa mojego życia była dla innych, druga jest dla mnie. Nie myślałam o sukcesie, chciałam znaleźć spokój i być sobą. I to się udało w tym miejscu, gdzie zamieszkało moje »ja«”, przyznaje artystka.

Najwyraźniej „ja” Dominiki Dondé świetnie się ma w tej spokojnej przestrzeni, w harmonii światła, bieli, czerni i jasnego drewna. A równie dobrze miewa się tam sztuka.

 Jedna z namiętności Dominiki: kolekcja porcelany. (Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
Jedna z namiętności Dominiki: kolekcja porcelany. (Fot. Jakub Pajewski; Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)