fbpx

Czy to współuzależniene?

Czy to współuzależniene?
Problem lęku przed bliskością często prowadzi do angażowania się w relacje zlane i bezgraniczne, ze stale podwyższonym progiem czułości wobec potencjalnych sygnałów zagrożenia skrzywdzeniem przez drugą osobę. (Ilustracja: iStock)

Ponad rok temu zakończyłam swój trzyipółletni związek. Nadal utrzymuję kontakt z moim byłym i są to naprawdę dobre stosunki, jednak będąc razem, stale się krzywdziliśmy i nie potrafiliśmy dostrzec, ile warta jest druga strona. Problem w tym, że ostatnio poznałam mężczyznę. Jest między nami duża różnica wieku, 13 lat. Obecnie wyjechał na 5 miesięcy i mamy kontakt jedynie telefoniczny. W tej kwestii akurat nie mam na co narzekać, bo piszemy do siebie codziennie. Jednak martwi mnie fakt, że nasza relacja od początku była dla nas „tym czymś”. Przed jego wyjazdem znaliśmy się jedynie 3 tygodnie, a czuliśmy, jakbyśmy znali się od kilku lat. Oboje wiedzieliśmy, że on zaraz wyjedzie, toteż intensywność naszej znajomości była wzmożona. Cieszyliśmy się każdą wspólną chwilą i dogadywaliśmy się bez słów. Boję się, ponieważ oboje się napędzamy, kibicujemy sobie, wspieramy się, tęsknimy. Potrzebujemy siebie, przynajmniej tak mi się wydaje. Nie ma między nami różnic poglądowych i gdy byliśmy blisko, mieliśmy takie same oczekiwania co do bliskości. Czuję się przy nim bezpieczna, wiem, że mnie poprowadzi, gdy będę tego potrzebować, i pójdzie ze mną, jeśli sama wybiorę jakąś drogę. Jak sprawdzić, czy kolejny raz nie weszłam w toksyczną relację, w której będę jedynie małą dziewczynką potrzebującą kochania?
Martyna, 21 lat

Tomasz Srebrnicki: Witaj! Odnosząc się do Twoich wątpliwości i wynikających z nich pytań, mogę udzielić Ci tylko jednej odpowiedzi: nie wiem. Więcej uwagi poświęciłbym zastanowieniu się nad tym, jakie przekonania kierują Twoim lękiem, który ja interpretuję w kategoriach lęku przed krzywdzącą czy zagrażającą bliskością. Porozumienie dusz, wspólne szybkie plany oraz zachwyt kompletnym poczuciem bezpieczeństwa, które daje nam druga osoba, powinny zapalić lampkę alarmową. Problem lęku przed bliskością często prowadzi do angażowania się w relacje zlane i bezgraniczne („dwie połówki jabłka” itp.) ze stale podwyższonym progiem czułości wobec potencjalnych sygnałów zagrożenia skrzywdzeniem przez drugą osobę. Jest to wzorzec zawsze różny dla różnych osób, jednakże co do zasady skrajnie obciążający obie strony relacji, generujący dużo napięcia i ostatecznie prowadzący do konfliktów. Problemem w takich relacjach jest często pomijanie długiego, żmudnego i pracochłonnego procesu budowania bliskości. Zakładamy po prostu, że ona jest, bo jest dobrze (czyli nie ma lęku). Jak temu zaradzić? Przede wszystkim zwolnić tempo relacji, przyjąć, że budowanie bliskości to długi proces, i przekierować wątpliwości z partnera („Czy jestem dla niego ważna?“) na siebie („Czy jestem ważna przy nim, a nie dzięki niemu?“). Zachęcam także do otwartości na ewentualną terapię par.