Po co nam rodzeństwo?

Ilustracja Tomasz Wawer

Niezależnie od tego, czy utrzymujemy ze sobą kontakt, czy nie – brat i siostra są częścią nas. Jeśli choć trochę się o to zatroszczymy, dostaniemy lojalność oraz miłość. Rodzeństwo to wielka siła biologicznie uwarunkowana, nawet jeśli czasami wydaje nam się inaczej – tłumaczy psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

W dzieciństwie zabierają nam zabawki, a kiedy dorośniemy – spadek. Widziałam to w rodzinie mojej matki i dlatego nie żałowałam, że jestem jedynaczką, choć wszyscy mi współczuli. Ale z analizy amerykańskiej psychoterapeutki Jeanne Safer wynika, że 43 procent rodzeństw mogłoby się podpisać pod moim stwierdzeniem.

Ale większość jest za rodzeństwem. Bo rodzeństwo nie jest po to, by nam zabierać zabawki czy spadek. Odwrotnie – jest po to, żebyśmy się nauczyli dzielić, współpracować, żebyśmy mogli uniezależnić się od rodziców i od autorytetów. Zacznijmy od tego, że dzięki rodzeństwu szybko wybijamy sobie z głowy, że jesteśmy najważniejsi na świecie, że wszystko nam się należy. Rodzeństwo daje nam lekcję dzielenia się tym, co dla nas najważniejsze – czyli miłością i troską rodziców. Kiedy pojawia się brat czy siostra, to starsze dziecko nagle odkrywa, że inne dziecko staje się dla rodziców tak samo ważne, a nawet okresowo ważniejsze. Ma trudniej niż to młodsze, które nie urodziło się jedynakiem, bo musi ustąpić z tronu. Ale trudniej nie znaczy gorzej.

Wszystko się we mnie burzy, kiedy słyszę: przestać być najważniejszą, uczyć się dzielić! Ja zabawki i słodycze oddawałam innym dzieciom!

No właśnie! Oddawałaś – bo zapewne chciałaś się wkupić w łaski innych dzieci, a nie dzieliłaś się. A co najważniejsze – nie dzieliłaś się rodzicami. Prawda jest taka, że jedynacy mają w życiu trudniej, bo słabo sobie radzą w kontaktach z ludźmi. Niezależnie od tego, czy mieli w domu jak w puchu anielskim, czy jak w szkole przetrwania. Kiedy mieli w dzieciństwie za dobrze, wchodzą w dorosłość wypieszczeni i wychuchani, to potem są najczęściej wiecznie rozczarowani i nie potrafią współpracować. A jeśli rodzice byli, jak to się elegancko mówi, dysfunkcyjni, to ich jedyne dziecko musiało radzić sobie samo. Ponieważ nigdy nie miało w innych oparcia, więc nie umie go przyjąć nawet wtedy, gdy jest mu ono oferowane. Obie sytuacje skazują jedynaków na trudności w kontaktach z ludźmi, a często na samotność.

(…)

 

Więcej w grudniowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 12/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.