1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. REKLAMA

Uśmiechnij się do technologii, a świat uśmiechnie się do ciebie. Test szczoteczki Oral-B iO

Zdrowe zęby to piękny uśmiech. (Fot. iStock)
Stosowanie najnowszych technologii w higienie jamy ustnej to nie tylko inwestycja w zdrowe zęby, ale też piękny uśmiech – a tego nie da się wycenić żadną walutą.

Współpraca reklamowa

Podobno każdy z nas ma jakiegoś urodowego bzika. Część ciała, o którą szczególnie lubi się troszczy. Wiele moich koleżanek dołącza do grona włosomaniaczek. Inne uwielbiają dbać o paznokcie. A ja lubię zajmować się swoimi zębami.

Wszystko zaczęło się 10 lat temu, kiedy zdecydowałam się na leczenie ortodontyczne. Dentystka postawiła sprawę jasno: „Jeśli nie przyłoży się pani do właściwej higieny, razem z aparatem wyjmiemy pani zęby” ­­– był to żart, ale było w nim sporo prawdy. Plaga próchnicy wśród osób noszących aparaty ortodontyczne to fakt. Jako osoba ciesząca się zdrowym uzębieniem naprawdę się przestraszyłam.
Wiedziałam przecież, co przymocowano do moich zębów, i miałam dość wyobraźni, żeby zdawać sobie sprawę, że tradycyjne czyszczenie to za mało.
Wtedy pierwszy raz sięgnęłam po technologie do higieny jamy ustnej. I nie żałuję. Szczoteczkę elektryczną oraz irygator stosuję do dziś. Każdego dnia, nawet kiedy jadę na spływ kajakowy, gdy liczy się każdy gram. Inaczej już nie potrafię. Choć długo się broniłam przed nowoczesnością. Ja po prostu lubiłam rytuał ręcznego szczotkowania i jestem fanką gęstej miętowej piany wypełniającej buzię.
Po założeniu aparatu posłuchałam jednak ekspertów, kupiłam szczoteczkę elektryczną, wyciory, irygator i wiem, że były to najlepiej zainwestowane pieniądze.
Na każdej wizycie ortodontycznej słyszałam: „Ma pani doskonałą higienę, gratuluję”.
Z kolei w pracy byłam obiektem życzliwych żartów, kiedy po powrocie z obiadu sięgałam po kosmetyczkę ze szczoteczką, wyciorami i płynami do higieny jamy ustnej. Trud się opłacił. Po zdjęciu aparatu mój bilans ubytków wynosił zero.
Masz mocną kość – twierdzili złośliwi. Ja uważam inaczej – to zasługa nowoczesnych technologii i systematyczności w higienie zębów.
Do powstawania próchnicy przyczyniają się bakterie znajdujące się w płytce nazębnej oraz cukry, jakimi te bakterie się żywią. A ubytki próchnicze najczęściej powstają między zębami.
Ciasne przestrzenie i wszelkiego rodzaju zagłębienia oraz rowki na powierzchni zębów trzonowych to idealne warunki do odkładania się płytki nazębnej. Zalegająca przez długi czas płytka bakteryjna stopniowo osłabia szkliwo zębów, ostatecznie doprowadzając do powstania ubytków między nimi.

Szczoteczka jest dostępna w dwóch inspirowanych galaktyką kolorach: kosmiczna czerń i biel gwiezdnego pyłu.


Dlatego oprócz nitkowania zębów kluczowym elementem profilaktyki próchnicy jest stosowanie szczoteczki elektrycznej.
Dlaczego? Bo drgające z dużą częstotliwością włókno szczoteczki wtłacza wytworzone z pasty, wody i śliny malutkie pęcherzyki, które likwidują cukry oraz płytkę nazębną w przestrzeniach międzyzębowych, do których normalna szczoteczka nie ma szansy dotrzeć. Dodatkowo malutka, okrągła główka szczoteczki elektrycznej z celowo nierówno przyciętym włóknem dociera w najmniejsze szczeliny przestrzeni międzyzębowych i mechanicznie je oczyszcza.
Zapobieganie próchnicy przez regularne i skuteczne czyszczenie płytki nazębnej to niejedyna korzyść ze stosowania technologii w higienie jamy ustnej. Likwidowanie osadu to kolejne wyzwanie, z którym mogą poradzić sobie jedynie szczoteczki elektryczne. Przekonałam się o tym na własnych zębach.

Po zakończeniu leczenia ortodontycznego zaobserwowałam, że na moich kłach intensywniej zbiera się osad – zwłaszcza na wewnętrznych powierzchniach, do których przyklejone były zamki aparatu (nosiłam aparat lingwalny, czyli montowany na wewnętrznej stronie zębów). Uważam, że zbierający się osad to efekt mikrouszkodzeń szkliwa po zdjęciu aparatu, choć wszyscy eksperci zapewniają, że odklejenie go odbywa się zupełnie bezinwazyjnie. To chyba jednak niemożliwe.
Tak, piję kawę, herbatę, czasem też czerwone wino – i nie zamierzam przestać. Czyszczenie w gabinecie z piaskowaniem częściej niż raz na rok nie jest wskazane. Dlatego jedynym wyjściem dla mnie jest odpowiednia higiena, a właściwie odpowiednia technologia. Myślę o szczoteczce magnetycznej z linii Oral-B iO.

Szczoteczka Oral-B iO działała 14 dni na jednym ładowaniu, a pełne naładowanie (100 proc.) rozładowanego do zera akumulatora trwa tylko 3 godziny.

To nowość na polskim rynku. Zastosowano w niej technologię magnetyczną, która jest wynikiem 6 lat badań i 250 przyznanych patentów.
Innowacyjny napęd magnetyczny przenosi energię na końcówki włókien, tworząc delikatne mikrowibracje, które wprawiają główkę szczoteczki w intensywny ruch – jest on niemal niewyczuwalny w rączce.
Mikrowibracje rozbijają płytkę bakteryjną i skutecznie usuwają osad, a ruchy oscylacyjno-rotacyjne wymiatają resztki i masują dziąsła. Pierwszy raz, myjąc zęby, mam poczucie, że to się dzieje, właściwie nie dziejąc się. Szczoteczka działa z taką czułością, że mogę bez ryzyka podrażnienia dziąseł czyścić dłużej miejsca, które tego wymagają ze względu na większy osad.

Wibracje są zdecydowanie dużo delikatniejsze, co daje się odczuć nie tylko na zębach, ale również w dłoni.

Delikatność najnowszej Oral-B iO to zbawienie dla osób, które mają problem z dziąsłami.
W sześciomiesięcznym badaniu klinicznym wykazano, że korzystając z niej, użytkownicy mają 14,5 razy większe szanse na przejście ze stanu niezdrowych do zdrowych dziąseł w porównaniu do zwykłej szczoteczki manualnej.

Szczoteczka jest tak delikatna, że można testować ją na delikatnej perle, która podczas pracy nie spada z powierzchni główki szczoteczki.

Magnetyczna technologia to niejedyna innowacja w najnowszej szczoteczce Oral-B iO. Została ona bowiem wyposażona w urządzenie iOSense, które wykorzystuje sztuczną inteligencję.
Rozwiązanie to wymaga korzystania z aplikacji w smartfonie, która łączy się ze szczoteczką. Na szczęście dzięki stacji dokującej iOSense nie trzeba za każdym razem zabierać telefonu do łazienki – większość informacji o szczotkowaniu wyświetla się na ładowarce.

Urządzenie w czasie rzeczywistym podczas mycia zębów przekazuje informacje, które są stale aktualizowane o cele, jakie użytkownik może wyznaczyć w aplikacji mobilnej, jak np. ochrona wrażliwych dziąseł czy bielszy uśmiech – to mój cel.
Te informacje to nic innego jak wskazówki dotyczące tego, gdzie szczotkować – urządzenie w połączeniu z aplikacją śledzi aż 16 obszarów w jamie ustnej w 3D, dzięki czemu nie mamy szans na przegapienie żadnej z nich. Ponadto dostajemy podpowiedzi, jak szczotkować: przede wszystkim są to sygnał ostrzegawcze, że zbyt mocno albo zbyt słabo dociskamy główkę szczoteczki. Bieżąca kontrola pozwala uniknąć ścierania chroniącego zęby szkliwa czy podrażnienia dziąseł.
Aplikacja mierzy też optymalny czas czyszczenia, żeby z czystym sumieniem można było odstawić szczoteczkę bez poczucia, że myliśmy zęby za krótko.

iOSense to jednocześnie magnetyczna ładowarka, która naładuje szczoteczkę tylko w trzy godziny. Specjalnie dla użytkowników, którzy są w ciągłym ruchu – czy to w delegacjach służbowych, czy w podróży – stworzono także etui podróżne z ładowarką Power2Go, które pozwala ładować szczoteczkę w każdej sytuacji.


Dla mnie urządzenie iOSense to gwarancja bezpieczeństwa i spokoju. Ufam sobie, ale lubię widzieć czarno na białym, że zrobiłam dla swoich zębów wszystko, co najlepsze.
I jeszcze za jedną rzecz uwielbiam Oral-B iO od kiedy pojawiła się w naszym domu, nie muszę zaganiać moich dzieci do mycia zębów. Dla nich higiena zębów w połączeniu z aplikacją to coś bardzo naturalnego. I to jeden z niewielu zdrowych objawów ścisłego połączenia młodych z technologią.

W linii Oral-B iO dostępne są również dwa przystępne cenowo modele z serii iO4 i iO5, które – podobnie jak wyższe wersje – wykorzystują innowacyjną technologię magnetyczną.

Współpraca reklamowa

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze