Demna bardzo poważnie potraktował swoje nowe stanowisko i nie omieszkał podkreślać tego w mediach. Na łamach dziennika Women's Wear Daily opowiadał, że przeprowadził „gruntowne badania” nad marką, by pogłębić swoje „rozumienie guccizmu Gucci”, które ukształtowało jego wizję jako dyrektora kreatywnego. Powiedział też, że jest na takim etapie swojej kariery, w którym może „naprawdę budować swoją wizję od podstaw, nie musząc odwoływać się do Gucci ani zastanawiać się, co by pomyślał Tom [Ford] albo Alessandro [Michele]”.
Czyżby?
Dzisiejszy pokaz, wyczekiwany z zapartym tchem przez całą branżę, otworzyła modelka odziana w przylegającą jak druga skóra minisukienkę, której biel (symbol nowego rozdziału?) kontrastowała z agresywnie zmysłowym makijażem w stylu lat 90. Po niej przyszedł czas na całą paradę ultra-seksownych stylizacji: modele w t-shirtach tak obcisłych, że wyglądały na mokre; kobiety-wampy w kostiumach w stylu office siren kuśtykające na niebotycznych szpilkach. Przyznam, że ta uwodzicielska energia, która jak grot strzały przedarła się przez dość senny nastrój trwającego Mediolańskiego Tygodnia Mody zadziałała na mnie jak zastrzyk adrenaliny – ale choć soundtrack był na wskroś współczesny, wizualnie była to raczej... melodia przeszłości.
Trzy czwarte kolekcji wydawało się być bardzo dosłownym hołdem dla Toma Forda (na czele, a może raczej na tyle, z Kate Moss w wydekoltowanej na plecach sukni odsłaniającej stringi z logotypem). Odrobina Alessandro Michele przewinęła się przez wybieg w postaci kwiecistych sukienek. Pozostałe stylizacje – na przykład lawendowy t-shirt w wężowe wzory, zestawiony z metalicznymi spodniami i nerką przewieszoną przez tors – niestety przywodzą na myśl bardziej Philippa Pleina.
Nie mam wątpliwości, że nowe Gucci będzie sprzedawać się jak świeże bułeczki. Żałuję tylko, że „nowe” to określenie umowne.
Zobacz sylwetki z pokazu Gucci jesień-zima 2026/27