Na wybiegu usłanym różami Magda Butrym pokazała w Nowym Jorku kolekcję „Natalia” – swój debiut na nowojorskim wybiegu i zarazem otwarcie pierwszego butiku marki przy Mercer Street w SoHo. Nie zabrakło polskich akcentów – mniej i bardziej zaskakujących.
Butrym od lat żongluje sprzecznościami – siłą krawiectwa i kruchością bielizny. W „Natalii” skórzany bluzon ociera się o wysmuklony ogon sukni z przejrzystej tkaniny, a czarny trencz z mocno zarysowanymi ramionami osłania koronkę i prześwitujące podszycie, jakby płaszcz przeciwdeszczowy narzucono wprost na bieliznę. Obok tego zdyscyplinowania na wybiegu pojawiły się też wzory kwiecistych tapet z dzieciństwa i koronkowe lamówki sukienek-fartuchów przywołujące na myśl babcię krzątającą się po kuchni. Ten odruch odświętnego przebierania się w czterech ścianach projektantka żartobliwie nazywa „słowiańską Marilyn” – i trudno o trafniejszy skrót myślowy dla estetyki, w której peniuar staje się kreacją wieczorową. Wieczorowe looki utrzymane są właśnie w tej bieliźnianej tonacji bieli pościeli i beżu naparzonej herbaty, a w kieszeniach czeka niespodzianka: garść płatków róż, spinająca całą kolekcję jednym powracającym gestem.
Polskie odniesienia są tu równie mocne co erotyzm. Warszawska syrenka podpowiedziała syrenie sylwetki, a kwietne dywany ze Spycimierza, układane na Boże Ciało, odbijają się w usianym różami wybiegu. Perły na szyi, nadgarstkach i kostkach przywołują kształt różańca, łącząc niewinność ze zmysłowością.
Sam tytuł to wyimaginowany dialog z Natalią LL, polską artystką, której cykl „Sztuka konsumpcyjna” rozbijał konwencje kobiecości i męskiego spojrzenia. Do Nowego Jorku przyjechała w 1977 roku – Butrym pokazuje tu swoją pierwszą kolekcję prawie 50 lat później.
– Spojrzenie zawsze jest kobiece. Dotyk zawsze należy do kobiety. Obraz należy do niej – tłumaczy projektantka, dla której kontrola kobiety nad własnym wizerunkiem jest sednem kolekcji.
– Ona walczyła o kobiety w sztuce, przyjechała tutaj i nic nie było łatwe, a ja czasem czuję to samo – mówi Butrym o Natalii LL, artystce zza żelaznej kurtyny, mierzącej się z patriarchatem i komunizmem naraz.
Tym razem projektantka odważyła się też na lekkość – rzadki gest u twórczyni kojarzonej ze skórą i sztywno skrojoną talią. Spory fragment kolekcji to przepracowany fartuch, inspirowany wspomnieniem babci przy kuchni: przezroczyste warstwy jedwabiu, najlepsze tam, gdzie spotykały się ze współczesnością, jak sukienka midi pod przejrzystym trenczem z kieszeniami pełnymi róż. Ostatni look, z fryzurą z lat 60., grzecznymi rajstopami i perłami, miał w sobie coś niepokojącego, niemal widmowego.
Fanki marki znalazły też to, za co ją kochają: żakiet i sukienkę z piórami, rajstopy z koronkową bielizną, sukienki na guziki noszone z halkami – echo strojów z kolekcji resortowej.
Butrym wciąż szuka sposobu, by pełen rozmachu język strojów wieczorowych przełożyć na codzienność. Nowojorska siedziba, jak mówi, nauczyła ją myśleć o tym głębiej niż wcześniej.
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)