fbpx

Mam 6 lat. Idę na egzamin!

Mam 6 lat. Idę na egzamin!
123rf.xcom

Wymagane kompetencje: doskonała współpraca w zespole, dobre tempo i jakość pracy, koncentracja uwagi, przestrzeganie reguł i zasad, samodzielność, dobra komunikacja interpersonalna, porządkowanie i klasyfikowanie według kilku kryteriów.
Czy to fragment ogłoszenia oferującego pracę w międzynarodowej korporacji, kancelarii prawniczej, agencji marketingowej? Nic z tych rzeczy. To umiejętności jakich oczekuje od przyjmowanych sześciolatków jedna z prywatnych szkół, podwarszawska Szkoła Marzeń.

Nie ona jedna. Wiele prywatnych szkół (osławiona Szkoła Podstawowa Przymierza Rodzin im. Jana Pawła II czy Niepubliczna Integracyjna Szkoła Podstawowa w Mysiadle koło Warszawy, tzw. Szkoła Endo) oprócz spełnienia wymogów finansowych: wpisowego, wysokiego czesnego oczekuje od przyszłych uczniów konkretnych kompetencji i umiejętności oraz … zależności towarzyskich.

Wybierając szkołę, warto wziąć pod uwagę indywidualną konstrukcję psychiczną malucha, jego potrzeby. Czy lepiej odnajdzie się w małej szkole, czy dobrze będzie mu funkcjonować w placówce nastawionej na wyniki? Zanim zdecydujesz się na szkołę Drogi Rodzicu – poznaj dobrze styl funkcjonowania swojego dziecka.

Łańcuszek św. Antoniego

– Pół biedy, jeśli przyjęcie do szkoły odbywa się na warunkach obiektywnych lub przynajmniej takie pozory obiektywności zachowujących – mówi jedna z mam. – Gorzej, że część szkół przyjmując dzieci do szkoły stosuje „kryterium towarzyskie” , czyli przyjmuje uczniów poleconych przez rodziców dzieciaków już do szkoły uczęszczających – dodaje. Taka sprytna procedura ma wyrobić w rodzicu poczucie „bycia wybranym”. Wybrany, dopuszczony do elitarnego grona rodzic będzie szkoły bronił, dbał o jej dobre imię i PR. Często taki rodzic (i uczeń) staje się niejako zakładnikiem szkoły i grupy własnych znajomych. Wybraniec, który z własnej woli poddał się situ rekrutacyjnemu, finansowemu, towarzyskiemu i testowemu, nie będzie krytykował, stawiał się czy zmieniał. Jego kolosalny wysiłek, aby umieścić pociechę w elitarnej szkole byłby wówczas pozbawiony sensu. Zatem, aby zmniejszyć dysonans poznawczy, wymarzoną szkołę chwali i uwielbia.

Test czy obserwacja?

Szkoły mają różne pomysły na sprawdzenie umiejętności i kompetencji swoich przyszłych uczniów. Część z nich organizuje dwa spotkania: z rodzicami i z dziećmi. Pierwsze z nich ma na celu upewnienie się, że dana rodzina pasuje światopoglądowo do „misji i wizji” szkoły. Drugie ze spotkań odbywa się pod czujnym okiem wychowawców, pedagogów i psychologów. Obserwują oni czy maluch pasuje do struktury klasy, umie odnaleźć się w grupie, dobrze komunikuje się z rówieśnikami, aktywnie bierze udział w zabawach itp. Czesne w szkole prywatnej nie obejmuje bowiem zatrudnienia specjalistów do dzieci trudniejszych, niestandardowych. Są dzieci, które wymagają indywidualnego traktowania, zatrudnienia tzw. nauczyciela wspomagającego. Na to, a także na rozbijanie zajęć niesfornym sześcio- czy siedmiolatkiem prywatna placówka nie może sobie pozwolić.

Są szkoły – jak Szkoła Marzeń, które stawiają na uczniów zdolnych, inteligentnych. Dlatego przeprowadzają egzaminy, na których oprócz opisanych we wstępie kompetencji, sprawdzają konkretne umiejętności i możliwości dziecka. Wymagania intelektualne to: znajomość liter, cyfr, dostrzeganie zależności przyczynowo-skutkowych, liczenie, różnicowanie kierunków, orientacja w przestrzeni. Wymagania fizyczne: zwinność, zręczność, skoczność, szybkość. Przyjęcie i praca z uczniami zdolnymi i sprawnymi ma zapewnić szkole dobre wyniki testów dla szóstoklasistów, wysokie miejsca w rankingach, a tym samym nowych klientów placówce. Nie zawsze się to udaje – w końcu nie wszystkie szkoły stosujące wyśrubowane kryteria rekrutacyjne uzyskują dobre wyniki końcowe.

Otwarte pozostaje też pytanie, czy lepsza jest szkoła, która przyjmuje wszystkich uczniów: zdolnych, słabych, przeciętnych, nadpobudliwych i nieśmiałych i po sześciu latach osiąga dobre wyniki nauczania, czy taka, która wybiera sobie uczniów i udaje się jej ich nie zepsuć?

Mój pierwszy egzamin

Są rodzice, którzy nie widzą swojej pociechy w innej placówce, niż prywatna. Są też tacy, których szczególna sytuacja (brak zameldowania w pobliżu wybranej szkoły publicznej, praca szkoły na trzy zmiany) zmusiła do wyboru szkoły prywatnej z egzaminem. Jak pomóc przejść dziecku przez stres egzaminacyjny? – Z moich wieloletnich obserwacji wynika, że istnieją trzy kategorie rodziców – mówi Dorota Milczarek, doświadczony pedagog i terapeuta, obecnie pracownik Zespołu Szkół Specjalnych w Łbiskach. – Typ pierwszy to rodzic zapracowany. Płaci i wymaga. Nie pyta o wysokość czesnego, bez szemrania reguluje rachunki i oczekuje konkretnego, doskonałego produktu. Nie wie, jak przygotować swoje dziecko, bo, pracując ponad miarę, po prostu go nie zna. Prowadzi malucha na egzamin między lodami, kręgielnią a wieczornym kinem. Typ drugi – Matka Polka Nauczycielka. Tutaj najczęściej ojciec ciężko pracuje na wysoki standard rodziny, matka pozostaje w domu. Przed egzaminami prowadzi prawdziwy uniwersytet kuchenny, pracując z dzieckiem przy domowym stole, każdą chwilę wykorzystuje na edukacje. I wreszcie typ trzeci – Inwestor w edukację. To rodzic, który wynajmuje sześciolatkowi korepetytorów, reedukatorów, psychologów mających pomóc dziecku w zdaniu egzaminu. Inwestuje i oczekuje sensownej stopy zwrotu z inwestycji – opowiada.

Według Doroty Milczarek pierwszy sposób jest najlepszy. Dwa kolejne wywierają na dziecku ogromną presję. Rodzice – dużo dziecku dając – oczekują spektakularnych efektów. A dobrze jest powiedzieć maluchowi, że idziemy na lody, potem obejrzymy fajną szkołę, wychowawczynie będą chciały je lepiej poznać, a potem pójdziemy do kina na „Królewnę Śnieżkę” czy „Pingwiny Pana Poppera”, tak by łagodnie wpleść sytuację egzaminacyjną w plan dnia, wejść w sytuację z marszu. – Sztuka polega na tym aby dziecko, nawet osiągając niesatysfakcjonujący wynik, nie odczuło tego jako porażki – konkluduje Milczarek.

Stara dobra podstawówka

Są też rodzice, którzy mimo możliwości finansowych i zdanego egzaminu decydują się na rejonową podstawówkę. Tak jak w przypadku Grześka, taty jedenastoletniej dziś Gabrysi i siedmioletniej Marty. – Baliśmy się wiejskiej podstawówki pod Warszawą. Posłaliśmy córkę do szkoły prywatnej na egzaminy. Zdała. Po wakacjach zdecydowaliśmy się jednak na pobliską publiczną podstawówkę. Gabrysia miała tam koleżanki z przedszkola, były dla niej ważne. Chcieliśmy także, aby w przyszłości mogła wracać ze szkoły sama, piechotą, odwiedzać koleżanki, brać od nich lekcje w czasie choroby bez konieczności 20 – kilometrowej wycieczki samochodem. Uznaliśmy z żoną, ze relacje społeczne wypracowane w środowisku są dla Gabrysi bardzo ważne. Nie żałujemy. A nasza podstawówka, mimo przyjmowania wszystkich dzieci z rejonu, ma całkiem przyzwoite wyniki z testów dla uczniów szóstych klas – tłumaczy tata.

Egzamin dla wszystkich

Istnieje także jeden sprawdzian dla wszystkich maluchów rozpoczynających edukację szkolną tzw. test gotowości szkolnej. Ocenia intelektualną i motoryczną gotowość dziecka do podjęcia edukacji szkolnej, jest przeprowadzany w przedszkolach. Wiele przedszkolnych placówek organizuje także, z własnej inicjatywy, testy – na ryzyko dysleksji, dysgrafii, poziom psychomotoryki, wiadomości ogólnych. Podchodźmy do nich z lekkim dystansem, nie wpędzając się w depresję, że maluch czegoś nie potrafi, a w podanej skali jego wynik mieści się gdzieś pośrodku lub w dolnych granicach. Dzieci rozwijają się w swoim tempie, a zdobywanie wiedzy obywa się indywidualnie. Sześcioletnia córka autorki tego tekstu straciła punkty za … brak świadomości funkcjonowania Polski w strukturach Unii Europejskiej oraz brak wiedzy na temat podstawowych instytucji społecznych. Dziś jest świetną, mądrą, dojrzałą drugoklasistką.

I na koniec, ważna uwaga: zdaniem Doroty Milczarek większość testów przeprowadzonych w przedszkolach nie ocenia emocjonalnej gotowości dziecka do podjęcia nauki w szkole. Tę decyzję musi podjąć rodzic.

?>