1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Sposób na upały? Kuchnia z najgorętszych zakątków świata!

Sposób na upały? Kuchnia z najgorętszych zakątków świata!

 fot. materiały prasowe MSM Mońki
fot. materiały prasowe MSM Mońki
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Fala tropikalnych upałów stanowi nie tyle miłą letnią niespodziankę, ile zupełne zaskoczenie, z którym nie każdy wie, jak sobie poradzić. W myśl zasady, że najlepiej chłodzić się od środka, warto prześledzić sposoby na orzeźwienie z najgorętszych rejonów świata. Mieszkańcy Indii, Meksyku, Maroko, Turcji, a nawet Tybetu, przyzwyczajeni do wysokich temperatur, potrafią sobie też doskonale z nimi radzić, dzięki spożywanym posiłkom i napojom.

Szklanka zimnej wody czy wentylator mogą przynieść w czasie upałów ulgę, niemniej jedynie na chwilę. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, odpowiednio kształtując dietę możemy sprawić, że nasz organizm sam włączy mechanizm chłodzenia, co przyniesie nam ukojenie w najbardziej gorące dni. Co możemy zjeść, by poczuć się bardziej rześko?

Jak skutecznie ugasić pragnienie?

Gdy słupek rtęci niebezpiecznie rośnie o wiele chętniej sięgamy po napoje, a nasz apetyt na solidne porcje obiadowe znacznie maleje. Aby jednocześnie ugasić pragnienie, uchronić się przed odwodnieniem, jak i dostarczyć organizmowi składników odżywczych warto skosztować bardziej treściwych propozycji niż szklanka wody z cytryną. Pochodzącym z Turcji i Bałkanów napojem doskonałym na upały jest ajran – stworzony na bazie kefiru, wody i soli. Receptura może zostać opcjonalnie wzbogacona pieprzem, miętą czy czosnkiem. Wspaniale chłodzi oraz gasi pragnienie, a dzięki obecności soli pozwala na dłużej zatrzymać wodę w organizmie. Ponadto stanowi wyśmienity dodatek do bardzo pikantnych dań, łagodząc wrażenie pieczenia. Innym nieco bardziej wyrafinowanym napojem jest herbata w wersji tybetańskiej. Kluczowym dodatkiem w tym wypadku jest… łyżeczka masła. Sól w połączeniu z dużą dawką tłuszczu to sprawdzone źródło energii, szczególnie wśród mieszkańców wysokogórskich krain. Doskonale znanym na świecie napojem chętnie konsumowanym w upalne dni jest także lassi. Tradycyjny indyjski napój przygotowany z jogurtu, wody i dowolnych dodatków. Zazwyczaj utożsamiany jest z owocami mango. Choć w oryginalnej, indyjskiej recepturze składniki powinny być w zasadzie tylko i wyłącznie wytrawne, kultowe mango lassi stanowi najprawdopodobniej najsmakowitszy i najskuteczniejszy sposób na ugaszenie pragnienia w bardzo gorące dni. Lżejszy napój proponują mieszkańcy Maroka, gdzie w podzwrotnikowym i bardzo suchym klimacie, pomimo wysokich temperatur, zwykło się pić mocną, gorącą herbatę miętową z cukrem – sycącą i orzeźwiającą zarazem.

Lassi migdałowe z kardamonem i szafranem fot. materiały prasowe MSM Mońki Lassi migdałowe z kardamonem i szafranem fot. materiały prasowe MSM Mońki

Pikantne remedium na upał

Nie samymi napojami jednak człowiek żyje. Mniejszy apetyt nie oznacza wcale, że możemy drastycznie ograniczyć ilość spożywanych kalorii. Idealnym wyborem kulinarnym na upalne dni stanie się kuchnia meksykańska. O oryginalności tamtejszych specjałów decyduje wyjątkowe połączenie produktów popularnych w Ameryce Środkowej przed czasami kolonizacji ze składnikami, które przybyły do Meksyku wraz z Hiszpanami. Choć słyną one z bardzo ostrych smaków, wbrew pozorom mogą pozytywnie wpłynąć na nasze samopoczucie w gorące dni. Wybierając zamiast zimnych lodów ostrą w smaku tortillę czy burrito pobudzimy naturalny proces termoregulacji, który pozwoli nam lepiej znieść najgorętsze dni. – Pikantne przyprawy najlepiej smakują w towarzystwie składników, które nieco neutralizują ich silne działanie. Najczęściej wybieranym uzupełnieniem podawanych na ciepło dań jest żółty ser, który załagodzi uczucie pieczenia po zjedzeniu bardzo pikantnych specjałów – doradza Ewa Polińska z MSM Mońki. Oczywiście oryginalne dania kuchni meksykańskiej powinny być przygotowane z użyciem wywodzących się z tamtych rejonów serów, niemniej bardzo wiele z nich ma swoje odpowiedniki wśród gatunków europejskich. I tak, idealne do dań zapiekanych gatunki Chihuahua i Cotija można zastąpić Goudą lub serem Edamskim, które ucieramy na drobnych oczkach.

Aby cieszyć się dobrym samopoczuciem w upalne dni warto pamiętać, by ważną rolę w menu odgrywały też świeże warzywa i owoce, które zawierają dużo wody oraz witamin, soli mineralnych i mikroelementów niezbędnych dla właściwego funkcjonowania organizmu.

Sałatka w tortilli z serem morskim fot. materiały prasowe MSM Mońki Sałatka w tortilli z serem morskim fot. materiały prasowe MSM Mońki

 

Może zainteresuje Cię książka "Zdrowe przetwory" Jolanty Naklickiej-Kleser

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Jak ułatwić sobie codzienne gotowanie?

Robot planetarny Kenwood Prospero+(fot. materiał partnera)
Robot planetarny Kenwood Prospero+(fot. materiał partnera)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Nieważne, czy lubisz gotować i robisz to z pasją, czy wręcz przeciwnie – musisz przyrządzać posiłki dla rodziny, bo zależy ci na tym, żeby twoi bliscy jedli zdrowe, domowe jedzenie – w każdej z tych sytuacji robot kuchenny pomoże tobie zaoszczędzić czas i wysiłek jaki trzeba włożyć w krojenie, mielenie, blendowanie, czy szatkowanie.

Wyrabianie ciasta? Krojenie w równą kostkę? – W tych, a także w wielu innych czynnościach, może wyręczyć cię robot planetarny Kenwood Prospero+. Czas spędzony w kuchni będzie krótszy i przyjemniejszy. Ze względu na swoje liczne funkcje robot umożliwi ci robienie zdrowych koktajli i soków, ekspresowe krojenie surówek, wygniatanie ciasta na tartę, chleb czy ciasteczka, mielenie warzyw lub mięsa na pulpety. Przygotowanie obiadu zajmie dużo mniej czasu!

Robot planetarny Kenwood Prospero KHC29.W0SI - bogate wyposażenie za rozsądną cenę!

Proste, ale niezwykle wszechstronne urządzenie kuchenne z silnikiem o mocy 1000W i pojemną misą (4,3 l). Posiada wiele funkcji: 6 prędkości pracy, pracę pulsacyjną oraz 3 gniazda obrotów. W zestawie: 3 wytrzymałe mieszadła (mieszadło K, trzepaczka, hak do ciasta), szklany blender (1,2 l), który nadaje się także do kruszenia lodu, malakser z 3 tarczami (1,4 l), maszynka do mielenia, wyciskarka do cytrusów, sokowirówka i uniwersalny młynek. Ten robot wyręczy cię we wszystkich kuchennych czynnościach i pomoże przygotować bogaty repertuar dań i deserów!

Mieszadła, w zależności od rodzaju, umożliwią ci przygotowanie ciast (biszkoptowego, piaskowego) różnego rodzaju nadzień i farszów, bez, sufletów, sosów czy majonezów (trzepaczka napowietrza masy, nadając im lekkiej i puszystej konsystencji). Hak do ciasta szybko i skutecznie zagniata ciasta na makarony, pizzę, pierogi, pączki.

Blender szklany wyposażony w wyjmowane ostrza ze stali nierdzewnej umożliwi przygotowanie dużej porcji orzeźwiającego koktajlu owocowego lub soku warzywnego, smoothie, drinków, wszelkich sosów, kremów czy dań dla dzieci. Świetnie kruszy lód.

Malakser wyposażony w stalowe ostrza do szatkowania oraz zestaw 3 tarcz do cięcia i rozdrabniania (na drobno i grubo) oraz do tarcia, jest idealną przystawką do tworzenia sałatek, sosów, dipów, tarcia ziemniaków i sera czy przygotowywania warzyw do zup i gulaszy.

W zestawie znajdziesz przystawki, które wyręczą cię także w mieleniu, wyciskaniu cytrusów, mieleniu przypraw i ziół, rozdrabnianiu, szatkowaniu, siekaniu, blendowaniu, miksowaniu.

Michel Moran, ambasador marki Kenwood (fot. materiał partnera) Michel Moran, ambasador marki Kenwood (fot. materiał partnera)

Roboty planetarne Kenwood poleca szczególnie Michel Moran – ambasador marki. Znany kucharz, juror MasteChef Polska korzysta z nich nie tylko zawodowo (w restauracji czy podczas warsztatów), ale również w domu. Ułatwiają mu one wiele kulinarnych zadań. Z czytelnikami dzieli się poniżej przepisem na owocowy deser z zabajone.

Składniki:

  • 1 jabłko
  • 1 gruszka
  • 125g malin
  • 3 jajka
  • 50g cukru pudru
  • 50g masła
  • sól
  • 100g brązowego cukru
  • świeża mięta

Potrzebne akcesoria kuchenne:

  • robot planetarny Kenwood Prospero+
  • obieraczka
  • nóż
  • foremka do zapiekania
Sposób przygotowania: Obierz jabłko i gruszkę, pokrój je w ćwiartki. Na patelni rozpuść masło, dodaj jabłko i gruszkę. Gdy owoce zaczną się lekko podpiekać, dodaj do nich brązowy cukier. Do misy robota włóż 1 całe jajko i 2 żółtka. Utrzyj je z cukrem pudrem na delikatną puszystą masę - ma być prawie biała. W międzyczasie dodaj szczyptę soli. Do rondelka wrzuć maliny, zalej odrobiną wody, dodaj kilka listów mięty i łyżeczkę cukru pudru (jeśli wolisz bardziej słodkie - dodaj ciut więcej cukru). Po przestudzeniu malin, zblenduj je w kielichu robota (kilka malin zostaw do dekoracji). Włóż skarmelizowane owoce do foremki do zapiekania, polej sosem malinowym i zalej masą jajeczną. Wstaw do piekarnika rozgrzanego do maksimum (funkcja grilla) na 2 minuty - pilnuj, aby się nie przypaliło! Podawaj udekorowane malinami i świeżą miętą.

 

  1. Kuchnia

W kuchni najważniejsza jest różnorodność i słuchanie swojego organizmu – przekonuje Michel Moran

Michel Moran (fot. materiały prasowe Kenwood)
Michel Moran (fot. materiały prasowe Kenwood)
Znany juror MasterChef Polska, francuski kucharz o hiszpańskich korzeniach, ambasador marki Kenwood, ma wreszcie czas na gotowanie w domu. Przynajmniej dopóki nie otworzy nowej restauracji. A to nastąpi już niebawem… Jak prezentuje się kulinarny świat Michela Moran?

Mamy wiosnę. Jak wygląda ta pora roku w Pana kuchni? Wszyscy tęsknią za świeżymi owocami i warzywami. Tymczasem dietetycy odradzają jedzenie nowalijek. Jakie Pan ma podejście?
Nie jestem ekspertem od dietetyki. Uważam jednak, że człowiek powinien jeść to, co akurat rośnie o danej porze roku, co proponuje nam ziemia. Kalendarzowo mamy wiosnę. Musimy jednak dalej spożywać to, co mamy z zapasów. Jeszcze trochę za wcześnie na te wiosenne warzywa i owoce. We Francji czy w Hiszpanii mamy już szparagi, świeże sałaty. U nas musimy jeszcze chwilę poczekać.

Moja kuchnia jest teraz pewną mieszanką. Są takie dni, gdy nadal jemy dania tylko zimowe. Są też dni, kiedy mam już ochotę na coś lekkiego i wiosennego. To jest trudny okres dla kucharza, bo nie jesteśmy już w okresie zimowym, a jeszcze nie ma pełnej wiosny.

Jakiego rodzaju potrawy gotuje więc Pan w tym okresie?
Ta kuchnia domowa, jak wspominałem, jest dość mieszana. Niedawno przyrządzałem np. duszoną kapustę z piersią z kaczki, czyli typowo zimowe danie. Próbuję robić dużo dań warzywnych, bo jem coraz więcej warzyw, a coraz mniej mięsa. Nie znaczy to, że jestem na jakiejś diecie. Po prostu prosi mnie o to mój organizm.

Można więc powiedzieć, że zgodnie z trendami podąża Pan w stronę wegetarianizmu?
Nienawidzę „trendów”. Jestem anty-trendy. To słowo nie istnieje w mojej głowie (śmiech).

Ja po prostu staram się wsłuchiwać w swój organizm. Mam prawie 60 lat. Kiedyś jadłem bardzo dużo masła, piłem litr mleka dziennie i jadłem może 300 g glutenu (w produktach z białej mąki). Już tak nie jem, ale nie ze względu na dietę. Czuję, że to nie jest mi potrzebne. Słucham swojego organizmu.

Pamiętam jak prowadził Pan swoją restaurację Bistro de Paris i rozmawialiśmy o gotowaniu. Wówczas nie miał Pan w ogóle czasu na przyrządzanie posiłków w domu. Rozumiem, że teraz to się zmieniło?
Tak, teraz tego czasu na gotowanie w domu mam aż za dużo. Moja poprzednia restauracja jest już sprzedana, a kolejną remontuję. Myślę, że będzie gotowa dopiero w lipcu albo w sierpniu.

Gotuje więc Pan dla siebie i dla żony. Macie zgodne preferencje kulinarne?
Jesteśmy dosyć zgodni. Żona trochę bardziej uważa na dietę niż ja. Kobiety w ogóle są bardziej skrupulatne jeśli chodzi o odżywianie. Nie ma jednak takiej sytuacji, że nagle na palnikach mamy cztery różne patelnie… Zwykle jemy to samo.

Czy są dania, które szczególnie lubicie i wybieracie najczęściej?
Powiem prawdę: nie mam ulubionych dań. Uwielbiam mięsne czy rybne pulpety. Są jednak takie dni, kiedy mam ochotę na zwykły makaron ze świeżym pomidorem, plus czosnek i dobra oliwa… i jestem szczęśliwy. Bywają dni, że mam ochotę na coś bardziej wyszukanego.

Myślę, że ochota na jedzenie często jest związana z tym, jaką mamy pogodę, jaki humor, jakie plany, ile czasu na gotowanie. Kucharz nie myśli tak mocno o jedzeniu jak każdy. Żyjemy „z gotowaniem” od wielu lat, więc trochę inaczej to u nas działa, mamy inne podejście. Po prostu gotujemy.

W kuchni panuje różnorodność. Czasem mamy ochotę tylko na sałatkę, innym razem gotuję coś orientalnego. Są też dni, gdy piekę całą kaczkę w piekarniku. Nie mamy tu żadnych specjalnych reguł. Na pewno, co najmniej raz lub dwa razy w tygodniu jemy w domu świeżą rybę.

Czyli kwasy omega?
Nie jestem dietetykiem, zawsze to podkreślam, ale myślę, że najzdrowsza dieta polega na różnorodności.

Ludzie w Polsce kojarzą Pana głównie z programem MasterChef. Można powiedzieć, że ten związek jest jak „stare, dobre małżeństwo”.
10 lat już ma to małżeństwo (śmiech).

Czy czerpie Pan od tych kucharzy - amatorów inspirację?
To są ludzie, którzy mocno ewoluują. Może nie tyle czerpię inspirację, co odwagę, którą oni mają. To nie są profesjonalni kucharze. Może dlatego nie mają żadnych zakazów, żadnej reguły, żadnej granicy. I to jest piękne. Robią w kuchni co chcą. Jestem często pełen podziwu, że mają odwagę łączyć różne rzeczy, których ja, jako fachowiec, bym nie łączył, bo tak mnie uczono, bo tak się nie robi…  Potrafią stosować kulinarne połączenia, na które ja bym nie wpadł lub nie miał odwagi spróbować. To jest duża lekcja dla nas, kucharzy profesjonalnych, że czasami jesteśmy zamknięci w regułach, które istnieją w gotowaniu, albo których uczyli nas nasi szefowie wiele lat temu. Świat kulinarny też się zmienia. Przykładem są te łączenia składników, kolorów, produktów. Musimy iść do przodu.

Jest Pan też ambasadorem marki Kenwood. Prowadzi Pan warsztaty z Kenwoodem, które wcześniej odbywały się w gronie dziennikarzy kulinarnych, czy blogerów. Teraz zostały przeniesione do Internetu i są dostępne dla wszystkich. Jak Pan się odnajduje w tej nowej sytuacji?
To zupełnie inna rzeczywistość. Jest to fajne, choćby ze względu na ludzi, którzy się przyłączają online i są aktywni w tym warsztacie. Ma to więc swoje plusy. Mogę pokazać jak używać robota Kenwood, odpowiedzieć na pytania wysyłane w trakcie warsztatów przez internautów. Jest to wygodne. Nie ukrywam jednak, że wolę ten warsztat, gdzie jestem w kuchni razem z ludźmi. Mam wtedy realny kontakt z osobami, nieważne czy to jest pięć – sześć osób, czy pięćdziesiąt, ale ta wymiana jest bezpośrednia.

Jednak z Internetem dobrze Pan sobie radzi. Widoczna jest pana aktywność w mediach społecznościowych.
Nie mam wyboru. Trzeba spróbować być aktywnym. Ja jestem głównie aktywny na swoim profilu na Instagramie.

Zdradzi nam Pan plany kulinarne na najbliższą przyszłość? Wiemy już, że otwiera Pan nową restaurację.
Będzie nowa restauracja, dziesiąta edycja MasterChef, kontynuacja współpracy z Kenwoodem. I tak już dużo (śmiech).

Wracając do tematu inspiracji, o której mówiliśmy, myślę, że jestem teraz w takim okresie życia (i w takiej sytuacji na świecie), że mam zupełnie inne przemyślenia odnośnie tego, co miałbym robić… dotyczą one choćby restauracji, którą mamy otworzyć latem. Ja chcę już zapomnieć o tej kuchni wykwintnej, wyrafinowanej, jaka była w Bisto de Paris. Chciałbym teraz całkowitej zmiany. Czegoś prostego. Zastanawiam się: co powinienem proponować moim gościom na co dzień? To bardzo trudne pytanie dla mnie. Nie wiem, w którym kierunku iść… bo kucharz nie gotuje dla siebie. Kucharz gotuje dla innych. Trudno jest przewidzieć, na co mają teraz ludzie ochotę. Mam więc ogromny stres związany z nową restauracją. Pracowałem przez 40 lat w restauracjach drogich, luksusowych, dedykowanych konkretnym klientom, zwykle biznesowym. Już tego nie chcę. Chcę otworzyć restaurację dla ludzi, żeby każdy mógł wpaść. Dla dzieci, dla wegetarian, wegan, dla wszystkich. To nie jest łatwe. Teraz trzeba dobrać menu, opracować szczegóły. Obawiam się, że goście oczekują ode mnie czegoś więcej. Jak już jednak wspomniałem, mam prawie 60 lat. Restauracja ma być teraz frajdą, a nie samym biznesem.

Michel Moran:
francuski kucharz o hiszpańskich korzeniach. Znany Polakom przede wszystkim z programu MasterChef. Jako ambasador marki Kenwood prowadzi warsztaty kulinarne, podczas których wykorzystuje roboty kuchenne Kenwooda. Jak sam podkreśla: Mam  robot na stałe w mojej kuchni. Ile razy coś blendujemy, robimy ciasto, mielimy pulpety, czy szatkujemy warzywa – robot zawsze ułatwia nam pracę. Jest bardzo wygodny, nawet gdy gotujemy dla dwóch – trzech osób.

Dla miłośników gotowania Kenwood stworzył też na Facebook’u grupę You can Cook. Jeśli należysz do ludzi kochających gotowanie – warto dołączyć.

  1. Zdrowie

Szparagi - ruszył sezon

Szparagi to superfoods - znajdują się na liście 20 najbardziej zagęszczonych pod względem odżywczym pokarmów na świecie (wg. indeksu ANDI) (Fot. iStock)
Szparagi to superfoods - znajdują się na liście 20 najbardziej zagęszczonych pod względem odżywczym pokarmów na świecie (wg. indeksu ANDI) (Fot. iStock)
Szparagi są zdrowe, niskokaloryczne i koją nerwy. Sezon na nie trwa krótko, nie przegap go!

Pierwsze szparagi pojawiają się na warzywnych straganach już na początku marca. Przyjeżdżają do Polski z południowej Europy. Jednak prawdziwi smakosze czekają na zbiory lokalne - bo dobre szparagi, to świeże szparagi, czyli takie, które nie musiały jechać tysięcy kilometrów.

Jak gotować szparagi?

W Polsce nie ma silnych tradycji jedzenia szparagów, ale z roku na rok rośnie liczba gospodarstw, uprawiających zielone i białe pędy. Ich wielbiciele, oprócz walorów smakowych, doceniają fakt, że rośliny te są niezwykle proste w obsłudze. Zwłaszcza zielone, których nie trzeba obierać. Wystarczy opłukać i odłamać zdrewniałą końcówkę. Najlepiej gotować je na stojąco w lekko osolonej wodzie. Chodzi o to, żeby nie rozgotować i nie uszkodzić główki - najdelikatniejszej i najpyszniejszej części szparaga. Ugotowane szparagi podaje się z sosem holenderskim. Można też polać je masłem zasmażonym z bułką tartą.

Jeśli trafisz na cieniutkie zielone szparagi, usmaż je na grillowej patelni. Umyte i osuszone pędy wystarczy lekko skropić oliwą i przytrzymać na patelni do lekkiego zarumienienia z dwóch stron. Potem trzeba je lekko posolić. Można też  posypać parmezanem. Szparagi z patelni mają niezwykle intensywny smak – bardziej "szparagowy" niż te z wody. A do tego są przyjemnie chrupkie i mają ładny kolor.

Można też szparagi upiec. Wystarczy rozłożyć je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, skropić oliwą i wsadzić do piekarnika  rozgrzanego do 210 stopi C. na 10 min.

Dlaczego warto jeść szparagi?

  • Bo to witaminowa bomba. Szparagi są cennym źródłem kwasu foliowego, bez którego nasz układ nerwowy nie działa poprawnie. Prawidłowy poziom kwasu foliowego oraz witaminy B12, poprawia naszą sprawność umysłową oraz szybkości reakcji. Wystarczy zjeść 10 szparagów, by zapewnić organizmowi dzienną dawkę witaminy K, niezbędnej do prawidłowej absorpcji wapnia w kościach. Poza tym zielone i białe pędy pełne są witamin z grupy C, E  i B oraz beta-karotenu, potasu, sodu, żelaza, fluoru, wapnia, magnezu, fosforu.
  • Odtruwają i poprawiają urodę. Szparagi zawierają wiele przeciwutleniaczy, które usuwają z organizmu nadmiar wolnych rodników, chroniąc przed infekcjami, chorobami i przedwczesnym starzeniem. Pełno w nich asparaginy o działaniu moczopędnym. Składnik ten wspomaga pracę nerek - dzięki niej organizm szybciej pozbywa się z organizmu nadmiaru płynów, soli i toksyn. Dodatkowo asparagina obniża ciśnienie tętnicze, rozszerza naczynia krwionośne i usprawnia pracę serca.
  • Pomagają w odchudzaniu. W 100 g szparagów jest zaledwie 20 kcal i aż 2,1 g błonnika, który zapewnia uczucie sytości i reguluje trawienie.
  • Zachęcają do miłości. Już od starożytności falliczny kształt tego warzywa prowokował myśli i wzmagał popęd seksualny. Dziś znamy kilka naukowych faktów, które potwierdzają, że szparagi są afrodyzjakami. Wszystko za sprawą mieszanki odpowiednich witamin i pierwiastków wzmagających libido oraz fitoestrogenów, działających podobnie jak estrogen – jeden z żeńskich hormonów.
 

  1. Kuchnia

Risotto z włoskim akcentem – 3 przepisy

Risotto z dynią (fot. iStock)
Risotto z dynią (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nie będzie lekkostrawnie i niskokalorycznie – pogoda temu nie sprzyja. Będzie jednak smacznie i aromatycznie. O ile Południe Włoch dało nam makaron w sosie pomidorowym, Północ dołożyła risotto. Co powinniśmy wiedzieć na jego temat, zanim przystąpimy do gotowania?

Jak czytamy w książce Kuchnia Dantego (wyd. Nisza): „Miejcie na uwadze, że risotto to nie żadna tam potrawa z ryżem, lecz pewien sposób postępowania z tym zbożem. Ryż bowiem nie zostaje zmieszany z resztą potrawy po jej przyrządzeniu, lecz jest gotowany z innymi składnikami tak, by ziarnka połączył krem z sera, tłuszczu i uwolnionej z ryżu skrobi. Kluczowy jest zatem wybór odpowiedniej odmiany ryżu. We Włoszech najczęściej używa się odmiany nazywanej carnaroli, niekwestionowanej królowej włoskich stołów, uprawianej zwłaszcza w Piemoncie, a także vialone nano, pochodzącej z Veneto. W Polsce często spotyka się odmianę arborio, tylko troszkę mniej szlachetną, ale równie godną. Innych należy unikać...”

Pamiętajmy, że do każdego risotto najlepiej sprawdza się bulion – wystarczy cebula, marchewka i seler naciowy, gotowane przez pół godziny. W ostateczności dajemy kostkę rosołową. Można oczywiście użyć samej wody, ale zawsze kosztem smaku. Istotna informacja: sól najlepiej dodać do bulionu. Wówczas już nie musimy solić risotta.

Risotto przyrządzamy na patelni lub w szerokim rondlu – ważne jest dno, które powinno być pokryte powłoką nieprzywierającą.

Risotto z dynią

Niezbyt tłuste risotto o kremowej konsystencji – idealne na tę porę roku.
  • 1 mała cebula
  • 400 g obranej dyni (może być Hokkaido ze skórą)
  • 60 ml Prosecco (białe wino)
  • 1 - 1,5 l bulionu warzywnego (posolonego)
  • 300g ryżu (na 4 osoby), najlepiej Carnaroli, Arborio lub Vialone Nano
  • 50 g masła
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • starty parmezan
  • natka pietruszki drobno posiekana
  • pieprz opcjonalnie
Bardzo drobno posiekaną cebulę smażymy na oliwie na bardzo małym ogniu, aż zmięknie (nie może się zarumienić). Dodajemy drobno pokrojoną dynię i ryż. Dodajemy białe wino Prosecco, zwiększamy ogień i czekamy, aż będzie parować. Dodajemy stopniowo bulion. Gotujemy około 15-20 minut (dostosowujemy się do czasu gotowania ryżu). Wyłączamy ogień, dodajemy natkę pietruszki, masło i parmezan. Energicznie mieszamy. Zostawiamy 5 minut pod przykryciem.

Uwaga: inna wersja tego przepisu jest wzbogacona o fasolę czerwoną lub Kidney (mamy wtedy bardziej pełnowartościowe danie). Jeżeli wybiera się opcję z fasolą, należy osobno gotować fasolę - około 80 gramów. Dodajemy ją dopiero w trakcie gotowania risotta na patelni. Można ewentualnie dodać fasolę z puszki.

Risotto z krewetkami

Fot. iStock Fot. iStock
  • 300 g ryżu,
  • 300 g krewetek,
  • 2–3 szalotki (50 g) albo ząbek czosnku,
  • oliwa,
  • 60 ml białego wytrawnego wina,
  • 1 l wywaru warzywnego albo rybnego,
  • ewentualnie natka,
  • sól, pieprz
  • odrobina koncentratu pomidorowego (do duszenia krewetek)
Udaje się też z mrożonymi krewetkami, ale świeże to „inna bajka”. Używajmy krewetek bez głowy, najlepiej w skorupce, średniej wielkości. Jeśli są mrożone, rozmrażamy je i zdejmujemy skorupki, na których gotujemy wywar: podsmażamy je przez chwilę na oliwie z ząbkiem czosnku, zalewamy litrem wody, dodajemy listek laurowy i pieprz, gotujemy dwadzieścia minut, po czym filtrujemy i solimy. Kto chce i może pozwolić sobie na odrobinę luksusu, niech zastąpi połowę wody białym winem.

Przygotowujemy jak zwykle podkład pod risotto – tym razem na oliwie, a nie maśle, i z szalotką zamiast zwykłej cebuli, ewentualnie z dodatkiem czosnku. Wsypujemy ryż, podlewamy winem, odparowujemy i zaczynamy stopniowo dodawać wywar. Pamiętajmy, żeby przez pierwsze 10 minut gotowania ryż zawsze był pokryty wodą. Jednocześnie na osobnej patelni podsmażamy przez półtorej – dwie minuty krewetki – muszą pozostać prawie surowe – z odrobiną koncentratu pomidorowego. Ostatnią chochelkę wywaru dodajemy razem z podsmażonymi krewetkami i sosem, jaki się z nich wydzielił. Zagotowujemy wszystko, po czym długo, ale delikatnie mieszamy, na koniec można posypać pietruszką.

Uwaga: dla wzbogacenia smaku i aromatu można dodać (jeszcze do bulionu) małą torebeczkę szafranu (ok. 0,1 g).

Przepis pochodzi z książki „Kuchnia Dantego”.

Risotto z radicchio i gorgonzolą

Fot. iStock Fot. iStock
  • 300 g ryżu
  • 150 g radicchio
  • 120 g gorgonzoli
  • 30 g masła
  • 1 l bulionu
  • 60 ml białego lub czerwonego wina
  • 1 mała cebula
  • pieprz i sól
Podsmażamy cebulę na roztopionym maśle. Dodajemy ryż, wino i stopniowo dolewamy bulion (ryż musi być przykryty bulionem). Radicchio dodajemy po 10 minutach i gotujemy dopóki ryż nie będzie gotowy (powinien być jednak al dente). Wyłączamy i dajemy pokrojoną gorgonzolę oraz pieprz. Mieszamy energicznie. Zostawiamy 5 min. Pod przykryciem.

Smacznego!

  1. Kuchnia

Bezy francuskie z kremem kawowym i karmelem

Połączenie słodkiej bezy z kawą i słonym karmelem to uczta dla zmysłów. (fot. iStock)
Połączenie słodkiej bezy z kawą i słonym karmelem to uczta dla zmysłów. (fot. iStock)
Kto się boi bezy? Ten będzie musiał swój strach okiełznać. Kruchutkie, białe piękności budzą zachwyt i pożądanie, ale nierzadko też mnóstwo obaw, szczególnie u tych, którzy pragną zmierzyć się z nimi po raz pierwszy.

Tymczasem, nie taki diabeł straszny. Odrobina serca wystarczy, by odwdzięczyły się pięknym wyglądem oraz idealną kruchością. W przypływie słodkiej fantazji, wymyśliłam sobie bezy orzechowe z kremem o smaku kawy oraz słodko-słonym sosem karmelowym. Pojawiły się jednak wątpliwości, czy to aby nie za dużo szczęścia na raz. Ostatecznie więc, zamiast orzechowych, zrobiłam klasyczne bezy francuskie. Reszta pozostała bez zmian. Efekt przerósł moje oczekiwania. Beziki wyszły naprawdę fantastyczne.

Składniki

Bezy:
  • 4 białka (w temperaturze pokojowej)
  • 125 g cukru
  • 125g cukru pudru
  • szczypta soli
Krem:
  • 250ml śmietany kremówki
  • 250g mascarpone
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 4-5 łyżeczek bardzo drobno zmielonej kawy lub 2-3 łyżeczki kawy instant (rozpuszczonej w 1 łyżce gorącej wody)
Słony karmel:
  • 200g cukru
  • 2 łyżeczki wody
  • 120ml śmietany min. 12% 
  • 1/2 łyżeczki soli
Białka z dodatkiem soli zaczynamy ubijać na najniższych obrotach miksera, w miarę ubijania zwiększając prędkość. Gdy staną się białe, zaczynamy stopniowo, po łyżce, wsypywać cukier.

Kiedy piana będzie już sztywna i błyszcząca, wyłączamy mikser i delikatnie łączymy ją z cukrem pudrem.

Na papierze do pieczenia rysujemy kółka - ich wielkość uzależniamy od rozmiaru bezików, który chcemy finalnie uzyskać. Papier kładziemy na blasze. Kółka przy pomocy szprycy lub łyżki wypełniamy ubitą pianą. Połowie bezików nadajemy bardziej płaską formę, gdyż będą one stanowiły spody.

Blachę wkładamy do nagrzanego do 120 st. C piekarnika. Pieczemy około 1,5 godziny. Wyłączamy piekarnik, pozostawiając w nim bezy na co najmniej kilka godzin.

Śmietanę ubijamy z cukrem pudrem. Następnie łączymy ją z mascarpone. Dodajemy kawę mieloną lub wlewamy ostudzony kawowy napar. Całość mieszamy.

Do garnuszka wsypujemy cukier. Zalewamy wodą. Mieszanie surowo wzbronione! Całość podgrzewamy, aż cukier się roztopi i lekko zbrązowieje (skarmelizuje). Wówczas wlewamy śmietanę (zawartość garnuszka mocno się wówczas wzburzy) i energicznie mieszamy. Na końcu wsypujemy sól. Sos zdejmujemy z ognia i zostawiamy do wystygnięcia.

Na bezach przeznaczonych na spody kładziemy grubą warstwę kremu. Przykrywamy je bezowymi wierzchami i polewamy sosem karmelowym.