1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Moc intuicji

Moc intuicji

fot.123rf
fot.123rf
Łamiesz sobie głowę, rozkładasz problem na czynniki pierwsze, rozpisujesz na plusy i minusy, tabele... A potem nagle chwila. Olśnienie. I już wiesz, wszystko jasne. To błysk intuicji.

„Intuitio” znaczy po łacinie „podszept, przeczucie”. Dla Junga to rodzaj instynktowego pojmowania, całkowite rozumienie, bez potrzeby wyjaśniania, inni badacze nazywają intuicję „bezpośrednim przeżyciem rzeczywistości”. To przede wszystkim jedna z czterech podstawowych zdolności człowieka (obok myślenia, odczuwania i woli). Kiedy dochodzi do głosu intuicja, widzimy całą sytuację oczyma duszy. Ale dusza nie zwykła nam wyświetlać pełnometrażowych filmów – to flesz, migawka. Impuls, żeby zrobić coś inaczej niż zwykle, na przykład zmienić trasę przejazdu do pracy albo w ostatniej chwili zrezygnować z lotu, unikając w ten sposób wypadku, katastrofy. Któż nie doświadczył wewnętrznego podszeptu, który uchronił nas przed zagrożeniem, błędną decyzją? Albo sytuacji, gdy myśleliśmy o kimś i zaraz potem ten ktoś dzwoni. Bliskie sobie osoby (np. bliźnięta jednojajowe) wyczuwają swoje stany emocjonalne niezależnie od odległości, jaka je dzieli, matka „widzi” niebezpieczeństwo grożące dziecku, w niektórych plemionach afrykańskich wciąż praktykuje się przesyłanie komunikatów drogą myśli.

Intuicyjne postrzeganie (zwane też pozazmysłowym), przekazywanie myśli na odległość (telepatia) czy przewidywanie przyszłych zdarzeń (prekognicja) zwykło się uważać za zdolności paranormalne. Tymczasem intuicja wraz z jej najbardziej spektakularnymi przejawami jest normalną ludzką umiejętnością – to nieprawda, że są nią obdarzeni uprzywilejowani. Nie jest też – wbrew obiegowym opiniom – cechą stricte kobiecą, choć rzeczywiście kobiety wykazują się nią częściej niż mężczyźni. Prawdopodobnie dlatego, że są bardziej empatyczne (choćby ze względu na przywileje macierzyństwa), a intuicja wiąże się z empatią. Nie jest za to związana z miejscem ani z czasem, pozwala świadomie poruszać się po przeszłości, nawet odtwarzać minione zdarzenia. Niektórzy ludzie potrafią opisać jaskinię na podstawie znalezionego w niej odłamka kości, opowiedzieć historię właściciela biżuterii...

Dżin w butelce

Odkąd człowiek odkrył u siebie zdolność myślenia, zaczął w coraz większym stopniu odwoływać się do rozumu. Ale rozwijając umysł, daliśmy mu tyle miejsca, że inne zdolności zostały zepchnięte na dalszy plan, zamknięte niczym dżin w butelce. „To, czego człowiek od razu nie potrafił pojąć, dostrzec, zrozumieć lub udowodnić, ignorował” – pisze w książce „Superintuicja” Kurt Tepperwein. „Na takiej podstawie rozwijał się ograniczony obraz świata oparty na naukach przyrodniczych”. Nasz umysł wykrywa jedynie fragment całości, nasze oczy dostrzegają zaledwie 8 procent istniejącego widma promieniowania. Dopóki więc ograniczamy się do tego, co można sprawdzić naocznie, 92 procent rzeczywistości pozostaje poza naszą percepcją.

I intuicja, i intelekt są niezwykle cenne, zwłaszcza kiedy ze sobą współpracują. Zwykle jednak pozostają w opozycji. Stawiany na piedestale rozum wysuwa argumenty próbujące obalić przesłanie intuicji. Intelekt może przeciwstawiać się intuicji albo po prostu nie dopuszczać jej do głosu. Tepperwein objaśnia to bardzo obrazowo: wyobraź sobie, że rozmawiasz ze swoim rozumem przez telefon. Kiedy linia jest wciąż zajęta, informacja od intuicji się nie przebije. Rezultat? Zawężamy własne horyzonty, dochodzimy do wszystkiego okrężną drogą (albo w ogóle), nie wykorzystujemy naszego potencjału.

Często utożsamiamy intelekt z inteligencją. A przecież – tłumaczy hinduski nauczyciel duchowy Osho – intelekt to tylko część inteligencji. To pozbawiony spontaniczności ekspert usadowiony między instynktem (spontanicznym odruchem ciała) a intuicją (spontanicznym odruchem duszy). Osho porównuje intelekt do mostu pomiędzy instynktem i intuicją – jest niezbędny, tyle że trzeba umieć go przekroczyć: „Ale wiele milionów ludzi nigdy nie przekracza tego mostu. Siedzą na nim i myślą, że dotarli na miejsce. Jeśli chcesz, możesz budować swój dom na moście, ale to błąd”. Utknięcie pośrodku, na poziomie umysłu, rodzi napięcie, poczucie bezsensowności... Bo umysł wciąż analizuje, kombinuje, komplikuje. A to, czego nie rozumie, klasyfikuje jako „duby smalone”.

Na skróty

„Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko” – takie motto przyświeca tym, którzy doceniają intuicję. Osho łączy ją z sercem: „Ludzie kierujący się sercem – malarze, poeci, muzycy, tancerze, aktorzy – oni wszyscy są irracjonalni”. Dziś nawet menedżerowie potężnych korporacji oczekują od swoich pracowników zdolności intuicyjnych, w mniejszym lub większym stopniu korzystają z niej biznesmeni (nazywając ją nosem do interesów). Świat przyśpieszył, coraz częściej stawiani jesteśmy przed koniecznością podejmowania szybkich decyzji, a czysto rozumowe przesłanki – fakty, statystyki, analizy – okazują się niewystarczające.
 
Intuicja bywa kapryśna. Oryginalna, nieprzewidywalna, nigdy się nie powtarza. Posługując się intelektem, porządkujemy dane, zagłębiamy się w szczegóły, szukamy schematu – wszystko po to, by w przyszłości w podobnych sytuacjach mieć nad nimi kontrolę. Rozum wyciąga wnioski, korzystając z pewnego procesu. W intuicji – tłumaczy Osho – nie ma procesu: „Jest skok od problemu do konkluzji. To droga na skróty. To błysk”.

Intuicja odgrywa istotną rolę w badaniach uczonych i ich odkryciach. Już Einstein powiedział: „Nie istnieje żadna logiczna reguła, według której można odkryć podstawowe prawa przyrody. Zdolna jest do tego tylko i wyłącznie intuicja”. Oczywiście rola umysłu jest nieoceniona – to on tworzy myśli, idee, przeprowadza dogłębną analizę problemu. Przygotowuje pole dla intuicji – po to, by mogła połączyć w jednej chwili wszystkie elementy łamigłówki. Maria Skłodowska -Curie przez trzy lata łamała sobie głowę nad pewnym naukowym problemem. Po tym jak jej umysł przeanalizował wszystkie dane, rozwiązanie przyszło we śnie. Intuicja może działać (a właściwie przydarzyć się), kiedy jesteśmy w stanie głębokiego relaksu, odprężenia. Kiedy zmęczony rozum zamilkł, gdy przestajemy szukać odpowiedzi, może nawet zapominamy o sprawie. Nie bez powodu Archimedes dokonał swojego słynnego odkrycia podczas kąpieli w wannie.

Drogi do intuicji

Zdaniem Osho nie sposób rozprawiać o tym, jak obudzić intuicję, bo „jak” to prośba o więcej wiedzy, czyli zadanie dla umysłu. Nie da się powiedzieć komuś „bądź intuicyjny”, przejście od myślenia do intuicji jest bardzo trudne. Można zbliżyć się do niej poprzez uczucia – wchodząc w głąb siebie, odczuwając własne emocje. Niewątpliwie drogą do intuicji jest medytacja – możemy na przykład wyobrażać sobie czubek głowy otwierający się na informacje, koncentrować się na trzecim oku. Intuicja to inny wymiar – twierdzi Osho – może istnieć, ponieważ istnieją rzeczy niepoznawalne. To sygnał, znak od nadświadomości, naszej wewnętrznej boskości. Jest wiele sposobów na to, by wejść z nią w kontakt. Niektórych z nich uczą warsztaty – na przykład Terapia Wyższego Ja amerykańskiej trenerki Laureli Blyth (przyjeżdżającej co jakiś czas do Polski na zaproszenie Instytutu Ewy Foley).

Intuicja często objawia się w metaforach, symbolach, snach. Najważniejsze, by dać jej przestrzeń do działania, wyciszyć myśli, nastawić się na odbiór. Bo – jak mówi Kurt Tepperwein – „kto jest w ciągłym ruchu, nie może niczego poruszyć”. Autor „Superintuicji” sugeruje też, żeby obudzić pięć świadomych zmysłów – wtedy rozwinie się również intuicja. Pomogą w tym wizualizacje, świadome dotykanie różnych materiałów, wąchanie, smakowanie, koncentrowanie się na jakimś odgłosie... Inne ćwiczenie to oddychanie najpierw do jednej, potem do drugiej strony ciała, by następnie połączyć je głębokim oddechem w harmonijną całość. Pomaga to zsynchronizować półkule mózgowe: lewą – logiczną (o której mówi się, że widzi drzewo), i prawą – intuicyjną (która obejmuje cały las). Intelekt i intuicja mogą dzięki temu zgodnie współpracować, nasz potencjał rośnie. Intuicji nie sprzyja natomiast sceptycyzm, blokuje jej przepływ.

Oczywiście nie każdy spontaniczny pomysł pochodzi od intuicji. Niektórzy uważają, że może nas wpuścić w maliny. Inni – że nigdy się nie myli i jeśli rozwiązanie okazuje się niewłaściwe, znaczy to, że wtrącił się inny głos. Kiedy poprawia się nasze samopoczucie, pojawia się głęboka pewność i poczucie bezpieczeństwa – oznacza to, że podążamy za tym właściwym. Z czasem nauczymy się go rozpoznawać.

Osho twierdzi, że osoba posługująca się intuicją nie zawsze odnosi sukces w powszechnym rozumieniu tego słowa, ale zawsze jest szczęśliwa. Zdaniem Tepperweina ludzie korzystający z intuicji cieszą się wewnętrzną wolnością, są elastyczni i spontaniczni, odporni na krytykę i otwarci na nowe rozwiązania. Chętnie badają nowe obszary, stawiają sobie wyzwania. Ich życie staje się dzięki temu bogatsze. Intuicja pozwala przewidzieć zagrożenie, zapobiec wielu trudnościom. Uniknąć błędów. Bo to nieprawda, że musimy je popełniać, żeby się uczyć i doświadczać życia.

Trenuj intuicję

Według Tepperweina okazją do treningu może być niemal każda sytuacja:
  • Słysząc telefon, zapytaj siebie, kto dzwoni, postaraj się to wyczuć.
  • Spróbuj przeczuć, która winda przyjedzie jako pierwsza.
  • Wyłącz głos w telewizorze i spróbuj zorientować się, o czym mowa.
  • Ćwicz podejmowanie szybkich decyzji na błahych rzeczach – jakie włożyć buty, co kupić na kolację.
  • Rozbudzaj świadome zmysły – smak, węch, dotyk, słuch i wzrok.
  • Koncentruj się na odgłosach – dokonuj wizualizacji.
  • Pozwól poprowadzić się podczas szukania miejsca do parkowania.
Warto przeczytać Kurt Tepperwein; Superintuicja;KOS 2003; Osho, Intuicja; Wiedza wykraczająca ponad logikę,Nowy Horyzont 2008

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Inteligencja percepcyjna to nasza tajna broń

Gdy korzystamy z inteligencji percepcyjnej nie damy się łatwo omamić. Widzimy więcej, a nie tylko to, co chcemy. (Fot. iStock)
Gdy korzystamy z inteligencji percepcyjnej nie damy się łatwo omamić. Widzimy więcej, a nie tylko to, co chcemy. (Fot. iStock)
Dzięki niej odróżniamy iluzję od rzeczywistości, prawdę od fikcji. Uruchamiamy krytyczne myślenie, logikę i umiemy wyciągać trafne wnioski z naszych obserwacji i doświadczeń. O tym, co się dzieje, kiedy z niej nie korzystamy, pisze psycholożka Hanna Samson.

Niedawno przeczytałam książkę dr. Briana Boxera Wachlera „Inteligencja percepcyjna. Jak mózg tworzy iluzje i złudzenia”. Autor definiuje inteligencję percepcyjną jako „sposób, w jaki interpretujemy nasze doświadczenia i okazjonalnie manipulujemy nimi, aby odróżnić fantazję od rzeczywistości”. Tak jak w przypadku innych rodzajów inteligencji ludzie różnią się poziomem IP. Osoby, które mają za sobą traumatyczne przeżycia, mogą dokonywać odmiennych wyborów życiowych, w zależności od tego, jak postrzegają przeszłość. Od ich inteligencji percepcyjnej zależy, czy staną się walecznymi „bohaterami”, czy bezsilnymi „ofiarami”. Pocieszające jest jednak to, że zdaniem Wachlera inteligencja percepcyjna to umiejętność nabyta, którą możemy rozwijać. Wychodzić poza automatyczne reakcje, sprawdzać, jaka interpretacja zdarzeń nam służy, i tę wybierać. Możemy też wpływać świadomie na swoje przeżycia i podnosić poziom IP.  Kiedy na przykład w drodze na rozmowę kwalifikacyjną wdepniemy w psią kupę, możemy uznać, że to „na szczęście”, a nie pech, dzięki czemu nie będziemy się złościć i stresować, a przede wszystkim nie stracimy wiary w sukces.

Myślenie pozytywne to ważny składnik inteligencji percepcyjnej, która opiera się na naszych zmysłach i instynktach, ale wpływają na nią też nasze emocje i wspomnienia oraz myśli, które w jakimś stopniu zależą od nas.

Coś na kształt intuicji

Książkę Wachlera czytałam z mieszanymi uczuciami, bowiem moja inteligencja percepcyjna szeptała mi, że wprowadzanie tego pojęcia nie jest konieczne, żeby zrozumieć siebie i innych. Co rusz do głosu dochodził mój sceptycyzm – który świadczy zresztą o wysokim poziomie IP – i próbował ochronić mnie przed uleganiem złudzeniu, że nowa nazwa oznacza coś więcej niż nową nazwę dla znanych procesów. I pewnie szybko zapomniałabym o koncepcji dr. Briana Boxera Wachlera, choć ma on na swoim koncie wiele sukcesów i zna sławnych ludzi, o czym często informuje nas w książce, gdyby nie przyszła do mnie Elwira – żywy dowód na to, że inteligencja percepcyjna jest nam potrzebna do życia i nie warto jej tracić pod wpływem pragnień.

Elwira ma 37 lat i 15-letnią córkę, z której ojcem rozwiodła się przed 10 laty. Od tego czasu była sama, praca i dziecko wypełniały jej życie. – Długo nie myślałam o związku, leczyłam rany po małżeństwie – opowiada. – Rok temu przyjaciółka namówiła mnie, żebym założyła profil na portalu randkowym. Spotkałam się z kilkoma facetami, ale to nie było to, po jednej kawie wiedziałam, że drugiego spotkania nie będzie. Aż w końcu umówiłam się z Piotrem.

Piotr ma 54 lata, jest przystojny, inteligentny, wysportowany, świetnie sobie radzi w życiu, prowadzi firmę, zbudował piękny dom, od kilku lat jest rozwiedziony. Nie lubię oceniać wyglądu kobiet, ale w przypadku tej historii muszę dodać, że Elwira jest bardzo atrakcyjna. Wysoka, szczupła, blondynka, długie włosy, duże oczy, piękna twarz, jest świetnie ubrana, nie widać na niej żadnych znaków czasu, wygląda jak marzenie niejednego faceta, a już na pewno marzenie Piotra, o czym szybko się mogła przekonać.

– I potoczyło się jak w harlequinie… A teraz nie mogę się po tym pozbierać, przynajmniej chciałabym zrozumieć, co się stało. – Elwira płacze, potem wyciera oczy, patrzy na mnie wyczekująco, jakbym ja mogła jej coś wytłumaczyć, choć nie wiem, o co chodzi.

– Proszę mi opowiedzieć tę historię – proponuję i Elwira opowiada o dziwnych początkach znajomości z Piotrem i chyba jeszcze dziwniejszym zakończeniu. Już na pierwszym spotkaniu Piotr był pewien, że Elwira jest kobietą jego życia. Ona nie była nim zachwycona, widziała, że są z różnych światów, mają inne poglądy, on mówił z pełnymi ustami, robił błędy językowe, ale był nią tak oczarowany i w tym oczarowaniu przekonujący i tak natarczywy, że zgodziła się na następne spotkanie. Na drugim spotkaniu Piotr rzucił się na kolana i poprosił Elwirę o rękę, ofiarowując jej pierścionek z brylantem. – I co pani wtedy pomyślała? – zapytałam. – Że to jakiś wariat, szaleniec. Intuicja mówiła mi, że powinnam uciekać… – Nie posłuchała jej pani? – Nie.

Sceptycyzm, logiczne myślenie, inteligencja emocjonalna budują naszą inteligencję percepcyjną i pozwalają adekwatnie interpretować sytuację, co ważne: zwłaszcza wtedy, gdy jest niejasna. Inteligencja percepcyjna pozwala oprzeć się cudzym naciskom i kierować własnym rozsądkiem. Równie cenna jest intuicja, która wynika z naszych wrażeń, nawet jeśli nie umiemy ich jasno określić, i podpowiada, co robić. Umiejętność słuchania intuicji to ważny składnik inteligencji percepcyjnej, której poziom w przypadku Elwiry już na drugim spotkaniu z Piotrem spadł do zera.

Zbiorowa iluzja

W wielu innych sytuacjach Elwira umiała trafnie ocenić rzeczywistość, a tu ignorowała sygnały ostrzegawcze, choć były dobrze widoczne. Dlaczego? Najlepiej sprawdzić u źródła.

– Dlaczego nie posłuchała pani intuicji? – pytam. – Piotr był tak pewny, że mnie kocha. A ja tak bardzo nie chciałam już być sama…

Nasze pragnienia mogą wpływać na nasz obraz świata i obniżać poziom IP. Dlatego warto zdawać sobie z nich sprawę i świadomie włączać krytycyzm. Myślenie pozytywne nie oznacza, że można przestać widzieć rzeczywistość. Ale jeszcze nic złego się nie stało, po prostu Piotr rzucił się na kolana i chciał zaręczyć z zaskoczoną Elwirą, która go ledwie znała. – I co z tym pierścionkiem? – dopytuję. – Nalegał, żebym przyjęła, nie chciał słyszeć o odmowie. Powiedziałam, że musimy się lepiej poznać, a on na to, że mnie kocha, poczeka, aż ja go pokocham, że jesteśmy dla siebie stworzeni, więc go wzięłam. A potem mnie odwiózł do domu, rano czekał pod moją klatką, żeby mnie zawieźć do pracy. – Pani nie ma samochodu? – Mam, ale on chciał jak najwięcej czasu spędzać ze mną, po pracy mnie odwiózł do domu, w drodze wspomniałam, że zepsuła mi się pralka, po dwóch godzinach przyjechał z nową, podłączył, czułam, że wreszcie ktoś się mną opiekuje. Wtedy poznała go też moja córka, więc nie musiałam go ukrywać, zaczął u nas bywać codziennie. Po tygodniu zaprosił mnie na weekend do Rzymu, potem na kilka dni do Lizbony, w pracy miałam wtedy ważne zadania i nie powinnam brać urlopu, ale on już wszystko zorganizował, więc pojechałam i było cudownie. – Nic już pani w nim nie przeszkadzało?  – próbowałam dopytać.  – No może to, że on był ciągle podekscytowany, wciąż domagał się, żebym mu powiedziała, że go kocham, kiedy zwracałam mu uwagę, że robi coś nie tak, złościł się, że nie akceptuję go bezwarunkowo, choć tylko tego ode mnie oczekuje, więc przestałam mu mówić, jak coś mi nie pasowało, przecież nie ma ludzi idealnych.

Przyjaciele Elwiry, którzy znali Piotra z opowiadań, byli wobec niego bardziej sceptyczni. Ale kiedy Elwira przyszła z nim na urodziny przyjaciółki, ich poziom IP również znacznie się obniżył. Może przyczynił się do tego wspaniały bukiet, który przyniósł jubilatce, a może drogie perfumy, które do niego dołączył? Albo butelka whisky dla pana domu? A może krótkie przemówienie, jak bardzo jest szczęśliwy, że może ich poznać, bo wie od Elwiry, że są wspaniali i ważni dla niej? Z pewnością mógł wystąpić tu efekt wdzięczności, który wpływa na nasze IP. Ale może ważniejsze było to, że Piotr w ich obecności rzucił się przed Elwirą na kolana i poprosił o rękę, dając jej drugi pierścionek z brylantem? „Moja kobieta będzie cała w brylantach”– powiedział. Wszyscy się wzruszyli i zgodnie uznali, że to musi być miłość, choć Elwira nie była jeszcze pewna, czy go kocha. Niemniej akcja nabierała tempa. Po miesiącu znała już jego rodziców, którzy przyjęli ją z otwartymi ramionami, jej córka też go polubiła, nadszedł czas na zaproszenie go do domu rodzinnego. Przy rodzicach znów rzucił się na kolana i poprosił o rękę Elwiry, ofiarowując trzeci pierścionek, co brzmi groteskowo, ale okazało się skuteczne. Elwira w końcu się zgodziła.

Widzisz to, co chcesz

Piotr po tygodniu już kupił obrączki i zarezerwował termin ślubu, choć zaczęły pojawiać się zgrzyty.

– Poprosiłam go, żeby zakręcał wodę, kiedy myje zęby, bo lała się bez sensu – opowiada Elwira o jednej z sytuacji. Odpowiedział, że go na to stać, a gdy usłyszał, że nie chodzi o jego pieniądze, a o środowisko, tylko się zaśmiał. „Ale z ciebie idealistka” – skomentował. A potem jeszcze dorzucił, że w swoim domu to on ustala zasady. – W tym domu, w którym miała z nim pani zamieszkać? – upewniłam się. – Tak. – I co pani wtedy pomyślała? – Że Piotr ma braki w edukacji, ale gdy zamieszkamy razem, to go wszystkiego nauczę – mówi Elwira, a ja mam ochotę wykrzyknąć: „A gdzie jest pani inteligencja percepcyjna, do cholery?! Czy on wygląda na chłopca, który chce się uczyć, czy na faceta, który chce być podziwiany?”.

Jesteście ciekawe, jak skończyła się ta historia? Włączcie swoją inteligencję percepcyjną. Czy Piotr naprawdę kochał Elwirę? Czy chciał ją bardziej poznać? A może miał jakąś wizję związku, w którą ona powinna się zgrabnie wpasować? Jakich jego oczekiwań Elwira nie spełniła? Jak wyglądałoby ich wspólne życie, do którego na szczęście nie doszło? W tej opowieści jest kilka przesłanek, które pozwalają zrozumieć sytuację. Dla porządku dodam tylko, że Piotr skończył z Elwirą równie gwałtownie, jak zaczął i znów jest aktywny na portalu randkowym. Elwira już nie rozpacza i dziwi się sobie, że to ona wcześniej nie zerwała. A ja dziwię się jej, że w ogóle w to weszła. W końcu po to mamy inteligencję percepcyjną, żeby widzieć nie tylko to, co chcemy.

Hanna Samson, psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak „Dom wzajemnych rozkoszy” i „Sensownik”.

  1. Psychologia

Intuicja - powinni uczyć jej w szkole

Często jesteśmy wspierani przez emocjonalne sygnały z naszego ciała. Nie powinniśmy ich lekceważyć. To właśnie jest intuicja. (Fot. iStock)
Często jesteśmy wspierani przez emocjonalne sygnały z naszego ciała. Nie powinniśmy ich lekceważyć. To właśnie jest intuicja. (Fot. iStock)
Nie można robić tego, co każą emocje. Trzeba je odczytać i z nimi podyskutować. Dopiero potem podjąć decyzję – radzi Antonio Damasio, profesor neuronauki, psychologii i filozofii na Uniwersytecie Południowej Kalifornii.

Za pomocą drogiej aparatury do neurooobrazowania mózgu i pomiaru ciepłoty ciała udowodnił pan, że intuicja istnieje. Coś, co od tysiącleci uznawane było w religiach jako „wewnętrzny głos”, „trzecie oko”, zostało potwierdzone przez naukę. Czyli co? W dobie lotów kosmicznych mamy słuchać nieracjonalnych skurczów żołądka, które mówią nam czasami: „Uciekaj stąd”?
Tak. Uważam, że mechanizm intuicji jest piękny i wyjątkowy.

I tani.
Oczywiście. Zamiast zlecać kosztowne analizy jakiegoś przedsięwzięcia, można po prostu posłuchać, co mówi nam ten nasz szósty zmysł. Intuicja to skutek nieświadomego kumulowania doświadczeń całego życia. Podobnie jak komputer korzysta ona z naszych doświadczeń z przeszłości, analizuje je w nieświadomy sposób, poza racjonalnym myśleniem, znajduje reguły nimi rządzące. Kiedy mamy podjąć jakąś decyzję, pamięć dawnych doświadczeń zostaje automatycznie przywoływana. Zanim nasz racjonalny umysł zacznie zastanawiać się nad rozwiązaniem problemu, na pytanie „robić to czy nie robić” odpowiada ciało. Jeśli pamięć podobnych doświadczeń, jakie mamy za sobą, jest zła – doznajemy nieprzyjemnych odczuć, gdy zaś zapis w mózgu jest pozytywny – odczucia są przyjemne. Tę odpowiedź ciała nazwałem markerem somatycznym. On pomaga dostrzec pełny obraz sytuacji. W odróżnieniu od racjonalnego umysłu, który potrzebuje czasem wielu dni na powiedzenie „tak” albo „nie”, intuicja działa szybko, podpowiada nam: „Stop – tu musisz się zastanowić”.

Na przykład?
Dostaje pani zlecenie, żeby zrobić ze mną wywiad, ale coś się pani nie podoba. Coś nie gra. Jakiś dyskomfort. Wtedy dobrze jest usiąść i przeanalizować za i przeciw. Może pani pomyśleć: „No dobra, ten Damasio jest znany, ale to, o czym mówi, jest skomplikowane, nie wiadomo, czy jakaś gazeta to kupi” albo „Zajmuje się skomplikowanymi zagadnieniami, ale to jest ciekawe – może da się na tym zarobić?”. Pani wybrała to drugie – zobaczymy, czy pani na mnie zarobi.

Intuicja przydaje się w pracy?
Zdarza się, że ktoś podpisuje umowę o pracę, a ciało i trzewia mówią mu: „Uciekaj, to nie jest miejsce dla ciebie!”. W ten sposób nasze ciało próbuje nas ostrzec przed ukrytymi złymi zamiarami człowieka, z którym się spotykamy. Słuchajmy intuicji, nie lekceważmy jej, raczej przeanalizujmy, co tak naprawdę chce nam powiedzieć.

Gdzie w naszych mózgach umiejscowiona jest intuicja? Ktoś kiedyś zażartował, że dokładnie w takim miejscu, w które pukamy się w głowę, kiedy się nad czymś zastanawiamy...
To nie jest jedno wydzielone miejsce. To hipokamp, ale także inne obszary naszego mózgu. Intuicja to wynik kooperacji obszarów pamięci mózgu z emocjami.

Dzwonek alarmowy mówiący, że coś jest nie tak, pochodzi z najstarszej części mózgu. Jest umiejscowiony w ciele migdałowatym nad rdzeniem kręgowym. Tam rodzą się przeczucia. Za pomocą obwodów nerwowych docierają potem do ośrodka wykonawczego mózgu znajdującego się w brzuszno-przyśrodkowej części kory przedczołowej mózgu. Tam właśnie zachodzi proces analizy i podejmowania decyzji. Przez połączone z ciałem migdałowatym drogi nerwowe, które prowadzą do organów wewnętrznych, odczuwamy reakcje somatyczne, np. „ból w trzewiach” wywołany zdenerwowaniem.

Czyli de facto podejmujemy decyzje, kierując się emocjami, a nie chłodną kalkulacją?
Tak, to emocje pozwalają nam efektywnie podejmować życiowe decyzje. To, co na pierwszy rzut oka wygląda na działanie rozumu, to właśnie owe markery somatyczne, o których mówiłem. To one w sposób niekontrolowany dokonują za nas wstępnej selekcji informacji, zawężając pole możliwego działania. Sprawiają, że skrupulatne rozważanie każdej z opcji pod względem jej plusów i minusów nie jest konieczne do podjęcia dobrej decyzji. Pamiętajmy, że odczytywanie emocji, słuchanie ich jest nieodłącznym elementem dyskusji z samym sobą i podejmowania decyzji. Nie można robić tego, co każą emocje. Trzeba je odczytać i z nimi podyskutować. Dopiero potem podjąć decyzję.

Czy pomaga nam w tym ciało?
Bardzo często jesteśmy wspierani przez emocjonalne sygnały z naszego ciała, których nie powinniśmy lekceważyć. To właśnie intuicja. Wszystko to, co nas zastanawia, powstrzymuje, i to zarówno przed złymi, jak i dobrymi rzeczami, to właśnie jest ten szósty zmysł. Moim zdaniem umiejętności odczytywania sygnałów z ciała powinno się uczyć w szkole. Podobnie jak refleksji i analizy tego, co się nam przydarza. Pamiętajmy, że de facto nigdy nie jesteśmy sami w podejmowaniu decyzji – partneruje nam zawsze intuicja. Od nas zależy, czy uznamy ten sygnał za pomocny, czy nie.

Dlaczego niektórzy mają dobry kontakt ze swoją intuicją, a inni słaby albo wręcz w ogóle go nie mają?
Świetny kontakt ze swoją intuicją mają ci, którzy w ogóle mają dobre połączenie ze swoimi uczuciami. Myślę, że tak jak mamy różne twarze, wzrost i predyspozycje psychiczne, tak również mamy różną zdolność do odczytywania sygnałów z podświadomości. Wszystko wskazuje na to, że intuicja jest dziedziczna, że można ją przekazać w genach. Ale także w procesie wychowania: jeśli matka odczytuje sygnały płynące z podświadomości, z emocji, uważa je za cenne, wsłuchuje się w nie, to najprawdopodobniej jej dzieci będą działały w podobny sposób.

Pan uważa, że możemy się nauczyć kontrolować emocje?
Tak. Ale nie zawsze jest to łatwe. Kiedy są zbyt mocne, po prostu nie jesteśmy w stanie nad nimi zapanować. Jednak możemy się nauczyć nimi zarządzać. Mówiąc „zarządzać”, mam na myśli, że wiemy, dlaczego właśnie takie emocje powstają, jakie uczucia ze sobą niosą i co konkretnie możemy z nimi zrobić. Wtedy oszczędzimy sobie cierpienia.

Dowiaduję się, że mój partner mnie zdradza. Jak mam skontrolować swoje emocje i oszczędzić sobie cierpienia?
Wytoczyła pani najcięższe działa [śmiech]. Nie będę przekonywać, że nauka znalazła jakieś szczególne remedium na takie emocje, bo nie znalazła. W takim przypadku może tylko powiedzieć: „Tak, te silne emocje są uzasadnione, ale nie pozwól, żeby tobą zawładnęły”.

Jak?
Może medytacja? Na pewno wyciszenie. Wielu naukowców na przestrzeni ostatnich 20 lat interesowało się, jak funkcjonują emocje, jaki mają wpływ na nasze ciała, fizjologię. Wiemy i możemy zobrazować, jak one działają na poszczególne części naszego ciała. A przede wszystkim na mózg, jego ciało migdałowate. To, czego jeszcze nie wiemy, to jaka jest chemia emocji.

Czy naukowców interesuje różnica między emocjami kobiety i mężczyzny, czy uznaliście, że są jednakowe?
To ciekawe pytanie. Jako naukowcy uznajemy, że i kobiety, i mężczyźni mają dostęp do tego samego wachlarza emocji, nie ma tutaj żadnych różnic. Bardzo ciekawy jest fakt, w jaki sposób te emocje są pokazywane: kobiety i mężczyźni różnią się w okazywaniu złości, strachu. Poza tym naukowo udowodniono, że panowie – żeby rozwiązać konflikt – częściej uciekają się do agresji. Im silniejszy jest mężczyzna, tym częściej ucieka się do przemocy. To logiczne. Kobiety są bardziej skłonne do kooperacji niż mężczyźni. Oczywiście, to stereotyp, bo bywa także odwrotnie.

Czy neurobiologia może odpowiedzieć na pytanie, dlaczego kobiety są bardziej skłonne do wyrażania swoich emocji niż mężczyźni?
Biologia i ewolucja to tłumaczą. Kobiety są matkami i już z tego powodu ich emocje muszą być bardziej czytelne. Dla dziecka, ale i dla otoczenia, przede wszystkim dla innych kobiet. Kobiety od samego początku ćwiczyły odczytywanie ekspresji innych, bo musiały budować relacje. Jeżeli opiekowały się dziećmi, były skazane na funkcjonowanie w grupie. Musiały nieźle sobie z tym radzić, bo gdy ojciec dzieci ginął w czasie polowania, od tego, czy zaakceptowała ją grupa, zależał jej byt. Dlatego kobiety są bardziej skłonne do ustępstw i kompromisów.

Antonio Damasion profesor neuronauki, psychologii i filozofii na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, pracownik Instytutu Badań Biologicznych im. Jonasa Salka, członek wielu prestiżowych gremiów naukowych. Napisał kilka bestsellerowych książek, w Polsce ukazały się: „Błąd Kartezjusza”, „W poszukiwaniu Spinozy”, „Tajemnica świadomości”, „Jak umysł zyskał jaźń”. Jego publikacja pt. „Błąd Kartezjusza: emocje, rozum i ludzki mózg” była nominowana do nagród „Los Angeles Timesa” i została przetłumaczona na ponad 30 języków. Jego „Tajemnica świadomości” została uznana za jedną z najlepszych książek 2001 roku przez ranking „New York Timesa”.

  1. Psychologia

Nasza broń kobieca: intuicja. Co, jeśli okaże się omylna?

"Nie powstał jeszcze program, który potrafiłby wybrać najlepszą dla nas opcję. Wygląda na to, że intuicja pozostaje najbardziej precyzyjnym narzędziem przy podejmowaniu decyzji." (fot. iStock)
Nie, wcale nie seksapil, ale intuicja. Coś, czego nie da się zmierzyć. Coś, czym chciałybyśmy się poszczycić. A jednocześnie boimy się temu zaufać... Bo co, jeśli jednak okaże się omylna? Co, jeśli popchnie nas w całkiem nieoczekiwanym kierunku?

Jedni (jak hinduski nauczyciel Osho) uważają, że intuicja nie myli się nigdy. W końcu to głos duszy... Inni (jak niemiecki terapeuta Kurt Tepperwein) podchodzą do niej nieco bardziej technicznie – uważają, że można (i należy) ją ćwiczyć. Na pewno warto jej używać. A raczej – jak podpowiada autorka „Biegnącej z wilkami”, Amerykanka Clarissa Pinkola Estés – nieustannie karmić ją, podsycać. Jak? Słuchając jej. Bo jaki pożytek z głosu, którego nikt nie słucha? A kiedy wyczulimy ucho na podszepty intuicji, zacznie żywiej reagować na nasze pytania, badać otoczenie...

Na skraju lasu

„Intuicja to skarb kobiecej psychiki” – mówi Pinkola Estés, psychoanalityczka jungowska i cantadora (kolekcjonerka i badaczka legend latynoskich). „Jest jak wahadełko w rękach różdżkarza, jak kryształ, przez który patrzymy tajemniczym wewnętrznym wzrokiem. Jak stara mądra kobieta, która zawsze jest obok, gotowa doradzić, co należy zrobić, czy pójść w prawo, czy w lewo”. Słuchanie intuicji to wyzwanie, przynajmniej na początku. Powód? Intuicja niechętnie uznaje racje intelektu (i vice versa). Zdarza się, że wchodzą w konflikt. Powstają napięcia, dylematy. Trzeba wybierać. Więc – żeby nie przeżywać rozterek – gotowe jesteśmy wyciszyć jeden z głosów. Tak się składa, że najczęściej jest to głos intuicji. Może dlatego, że ostatnie pokolenia rozwinęły kult rozumu, myślenia.

A intuicja pochodzi z krainy czucia – to coś mało racjonalnego, trudnego do uzasadnienia. Ile z nas ma odwagę powiedzieć „wybieram to, bo tak czuję”? I już, koniec dyskusji. Żadnych tłumaczeń, zdroworozsądkowej argumentacji, którą można by podważyć równie racjonalnymi kontrargumentami. Po prostu „tak mi podpowiada intuicja”. Jak cię nazwą? Neurotyczką? Histeryczką? Może wiedźmą? A przede wszystkim: jak się z tym poczujesz?

Patriarchat zanegował kobiecą intuicję – właśnie dlatego, że kobiety wiedziały. Nie z głowy – z brzucha. Albo z serca. Osho tłumaczy to w bardzo prosty sposób: kobieta to serce, mężczyzna głowa. Nasza cywilizacja w dużej mierze odrzuciła serce. Dopóki nie zostanie ponownie przyjęte, kobieta nie będzie w pełni akceptowana. Ze swoją emocjonalnością. Z intuicją.

W jednym z rozdziałów „Biegnącej z wilkami” Pinkola Estés, odwołując się do starej rosyjskiej baśni o mądrej Wasylisie, pokazuje kolejne etapy sięgania po intuicję, oswajania jej, dopuszczania do głosu. Uznawania. Tak naprawdę chodzi o uznanie własnej mocy, odrzucanej przez całe generacje, kwestionowanej. Budzącej lęk albo i niechęć. Trochę jak krew miesięczna... Zwykło się mówić, że mężczyźni boją się siły kobiet. Ale przecież wiele kobiet boi się własnej siły – nie szanują jej, odwracają się od niej. Zastanawiają się, w jakim stopniu mogą jej zaufać. Pierwszy symboliczny etap w opisanej przez psychoanalityczkę inicjacji jest szczególnie trudny. Umiera matka Wasylisy. Co to oznacza? Że trzeba pozwolić odejść „zbyt dobrej matce”. Że ta część psychiki, która nas broniła, chroniła, roztaczała opiekę, musi się usunąć. Wychodzimy spod klosza czy ze strefy komfortu. To podstawowy warunek, by mierzyć się z wyzwaniami, wzrastać. „Coś na nas czeka na skraju lasu, a naszym przeznaczeniem jest wyjść temu naprzeciw” – zachęca obrazowo Amerykanka.

Nobliści i Pigmeje

Na temat roli intuicji w swoim życiu i badaniach wypowiadają się również naukowcy. Einstein powiedział: „Nie istnieje żadna logiczna reguła, według której można odkryć podstawowe prawa przyrody. Zdolna jest do tego tylko i wyłącznie intuicja”. Podobno aż 72 z 83 laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie nauk ścisłych i medycyny przyznało, że odegrała ona istotną rolę w ich pracy i odkryciach. Oczywiście, nie da się tu niczego zaplanować, wymusić. Ale można stworzyć sprzyjające warunki do zaistnienia zdarzenia. Pamiętasz Archimedesa? Niewykluczone, że z własnego doświadczenia wiesz, że „eureka” może się przydarzyć podczas relaksu w wannie...

Nie jest też tajemnicą, że wielu odkrywcom pewne rozwiązania po prostu się przyśniły. Ponoć do tego szacownego (szalonego?) grona należy również pierwsza dama polskiej nauki, Maria Skłodowska-Curie. Co więcej, ów sen nawiedził ją, gdy – zrezygnowana brakiem wyników – postanowiła się poddać. Na podobnej zasadzie doznał oświecenia Budda. Gdy odkładasz na bok głowę, zaczyna działać w tobie coś głębszego – mówi Osho. Nie chodzi o to, by odrzucać umysł – bynajmniej! Jest on nieoceniony, kiedy trzeba przeprowadzić szczegółową analizę problemu, przygotować pole dla intuicji – po to, by mogła w jednym błysku geniuszu połączyć wszystkie elementy łamigłówki. Najpierw faza inkubacji, potem eksplozja! „Rozsądek musi być zrównoważony przez szaleństwo; logika musi być zrównoważona przez brak logiki” – podsumowuje Hindus.

Kurt Tepperwein zauważa, nie bez racji, że jesteśmy jednocześnie dostawcami intuicji i jej odbiorcami. Ale przecież nie jest to obieg zamknięty. A w każdym razie nie kończy się na nas. Wszyscy jesteśmy podłączeni do uniwersalnej nieświadomości, do ogromnego pola informacji. Nic dziwnego, że w różnych częściach świata ludzie wpadają w tym samym czasie na podobne pomysły. Albo że niektóre plemiona afrykańskie (choćby Pigmeje) wciąż komunikują się w określonych sytuacjach za pośrednictwem myśli. Jeśli ktoś zapuścił się w głąb dżungli, a potrzebny jest w osadzie, starszyzna zasiada w wybranym miejscu i koncentruje się, by przesłać mu stosowną wiadomość.

Trzy razy „in”

W swojej książce „Intuicja. Wiedza wykraczająca poza logikę” Osho mówi, że intuicja to najwyższy stopień drabiny świadomości. Dwa pozostałe to – patrząc od dołu – instynkt i intelekt. Zwraca też uwagę, że we wszystkich tych trzech słowach występuje cząstka „in”, oznaczająca po angielsku „w”. Jakie to ma znaczenie? Takie, że wszystkie trzy cechy są wrodzone. A oto, jak wschodni mędrzec tłumaczy zależności między nimi: Gdy ciało działa spontanicznie, mówimy, że to instynkt. Gdy dusza działa spontanicznie, nazywamy to intuicją. Instynkt związany jest z ciałem – z tym, co pospolite; a intuicja z duszą – z tym, co subtelne. Pomiędzy nimi znajduje się intelekt, ekspert, który nigdy nie jest spontaniczny.

Oczywiście, nie zawsze musimy być spontaniczne, ale życie bez instynktu jest martwe, a bez intuicji pozbawione sensu. Dlaczego? Bo będziesz się błąkać. Sprawdzać różne koncepcje metodą prób i błędów. I nie do końca wiedzieć po co. „Intuicja nadaje znaczenia, splendoru, radości, błogosławieństwa. Ujawnia ci tajemnice egzystencji, przynosi ciszę, spokój, których nie można zakłócić ani odebrać” – czytamy u Osho.

Również Clarissa Pinkola Estés łączy tę tajemniczą siłę, jaką jest intuicja, z czymś bardzo konkretnym – celem. Uważa, że każda kobieta powinna wsłuchać się w siebie, by nazwać to, o czym marzy. Podjąć ryzyko, dążyć do tego za wszelką cenę. Przez całą tę drogę możemy pozwolić się prowadzić – to wyjątkowa szansa na wyostrzenie naszych intuicyjnych zdolności. One są, tyle że często przyczajone. Niepewne, nienarzucające się. Czekające na nasze zaproszenie. Co więcej, ty też często zwlekasz, opierasz się przed sięgnięciem po więcej, przed pójściem za wewnętrznym głosem. Tworzysz strategie, wzdychasz, że nie jesteś gotowa... Nigdy nie jest się w pełni gotową.

Pozwól sobie odkrywać swoją drogę w trakcie podróży. Intelekt będzie domagał się dokładnej mapy, intuicja – twojego zaufania i pasji. Podpowiedzi mogą się pojawić w nagłówku prasowym, w zasłyszanej rozmowie, choćby w dialogu filmowym. W słowach piosenki. Z czasem nauczysz się rozpoznawać składniki swojej intuicji: wewnętrzny wzrok, słuch, wewnętrzne czucie, wewnętrzną wiedzę. Zwróć uwagę, czy jesteś bardziej wyczulona na obrazy, głosy czy odczucia w ciele. Czasem wskazówką jest dreszcz, czasem wrażenie gorąca. A niekiedy po prostu pewność: ta osoba nie mówi prawdy, temu człowiekowi warto zaufać. Przydadzą się ciekawość, otwartość – bez nich intuicja nie ujawni się w pełni, z nimi – będzie rozkwitać. Ta ostatnia sprawia, że – choć wytyczyłaś sobie kierunek – nie trzymasz się kurczowo żadnego rozwiązania. Stawiasz kolejne kroki, wciąż przyglądając się, co życie ma ci do zaoferowania. Wyjątkowo trafnie ujął to autor „Superintuicji”, Kurt Tepperwei02n: „Poszukiwacz złota, który skoncentrowany jest wyłącznie na złocie, być może znajdzie też złoto. Lecz diamenty przypuszczalnie przegapi”.

Odczuwanie zamiast myślenia

Intuicja łączona jest w dużej mierze z płcią. Z kobiecością. Czy słusznie? Po części tak, ale wynika to głównie z przyjmowanych przez kobiety ról. Z bycia matką i konieczności odczytywania sygnałów niewerbalnych. Ze społecznego przyzwolenia na wyrażanie uczuć, wreszcie – z określonego statusu społecznego. Bardzo długo podległe mężczyznom, kobiety nauczyły się rozpoznawać w lot nastroje i potrzeby innych. Być może z tego samego powodu jesteśmy bardziej empatyczne. Osho ubolewa, że intuicja mężczyzn jest niemal całkowicie zepsuta. Kobiety mają przynajmniej to, co zwykło się nazywać przeczuciem. Ale wiadomo, w jakiej kondycji są nieużywane mięśnie... Na szczęście – zapewnia Clarissa Pinkola Estés – intuicji (nawet, jeśli nadpsutej) nie sposób nie mieć. Nie można skorzystać z niej jednorazowo. Nie można się jej pozbyć. Jak wszystkie inne zdolności, może być rozwijana i pielęgnowana. Jak? Trudno tu o recepty. Nie jest to wiedza, którą można by przyswoić... Każda z nas ma własną mądrość, którą musi odszukać. Ale spróbujmy.

Estés zwraca uwagę na pytania weryfikujące. Bo czasem wybieramy coś (albo kogoś!) tylko dlatego, że akurat znajduje się w naszym zasięgu. Nie wiemy, czego naprawdę potrzebujemy. Warto więc pytać: Co zaspokoi mój głód? Za czym tęsknię? Czego pragnę? Według hinduskiego mędrca droga do intuicji wiedzie poprzez uczucia. Przełączasz się z myślenia na odczuwanie – stąd już tylko krok do intuicji. Możesz wreszcie pójść za sugestią Kurta Tepperweina i sporządzić listę błędów, które popełniłaś w ciągu roku, podejmując czysto racjonalne decyzje. To dobry sposób na to, by podważyć dyktaturę umysłu, tylko czy nie dostanie ci się za bardzo od Wewnętrznego Krytyka? Może bardziej przekonają cię ćwiczenia na synchronizację półkul mózgowych – lewej (logicznej) i prawej (intuicyjnej). Jedno z nich polega na świadomym oddychaniu najpierw do prawej, potem do lewej strony ciała (niekoniecznie trzeba zatykać dziurki nosa), wreszcie do obu jednocześnie.

Czy naprawdę potrzebujemy dziś intuicji? Tak! Niby mamy do dyspozycji zaawansowaną technologię, ale nie powstał jeszcze program komputerowy, który potrafiłby wybrać najlepszą dla nas opcję, sporządzić bilans potencjalnych zysków i strat. A nawet, gdyby kiedyś powstał, czy potrafiłby uwzględnić wszystkie zmienne? Czy byłby wiarygodny? Wygląda na to, że intuicja pozostaje najbardziej precyzyjnym narzędziem przy podejmowaniu decyzji. Na Wschodzie mówi się o niej „wewnętrzny guru”. Osho zapewnia, że kiedy pozwolisz jej działać, nie będziesz już potrzebować nauczycieli.

  1. Psychologia

Zakazany romans – dlaczego kobiety pożądają żonatych mężczyzn?

Choć zakazany owoc jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. (Fot. iStock)
Choć zakazany owoc jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. (Fot. iStock)
Zakazany owoc jest słodki i chrupki. Ceną za posmakowanie była utrata raju! A jaka może być cena zakazanego romansu przyjaciółki?

Oscar Wilde mawiał, że najlepszym sposobem na zwalczenie pokusy jest jej ulec – bo kiedy się opieramy, dusza choruje z pożądania, a niedostępne nabiera na atrakcyjności. Justyna w pełni popiera opinię Wilde’a. Od lat podkochuje się w mężach i partnerach przyjaciółek.

– Czasem mam z nimi romanse, czasem nie, ale jeśli kogoś pragnę, podziwiam, uwodzę – to prawie zawsze jest to czyjś mąż. Wolni faceci mnie nie kręcą. Czemu? Nie wiem – wyznaje.

Dziwne? Z pozoru. Antropolog i badaczka ludzkich zachowań, Helen Fisher, w swojej książce „Anatomia miłości” opisała to zjawisko. Fakt, że „cudzy” mężczyźni wydają się kobietom ponętni, nie jest wcale rzadkością, a raczej… normą!

– Pociągają nas mężowie innych kobiet, ponieważ są „sprawdzeni” – mówi Joanna Twardo-Kamińska, seksuolog i psycholog. – Wiele kobiet, widząc, że mężczyzna jest pożądany przez inne, zaczyna uważać go za atrakcyjnego. To ewolucyjna część postrzegania: wydaje nam się, że fajne osoby są na rynku matrymonialnym najszybciej rozchwytywane i tworzą dobre związki.

Bo, paradoksalnie, im bardziej udany związek obserwujemy, tym bardziej pociągający wydaje się mężczyzna. To tak, jakby inna kobieta dawała mu certyfikat wysokiej jakości. Twardo-Kamińska: – Mamy tu do czynienia z mechanizmem projekcji: ponieważ przyjaciółka wybrała danego mężczyznę, to musi coś w nim być. Nie wiemy dokładnie, co to takiego, więc przypisujemy mu cechy pożądane. Idealizujemy.

To fajne, mieć romans z ideałem. A czy można skuteczniej nakarmić kompleksy i poczuć własną atrakcyjność? Zdaniem seksuologa Justynie romanse dają poczucie bezpieczeństwa. Żyje w świecie fantazji i to jej wystarcza. – To, że dziewczyna nie robi kroku dalej i nie myśli o stałym związku, wynika prawdopodobnie z lęku przed bliskością i odrzuceniem – mówi Twardo-Kamińska. Podobnie rasowe łowczynie – są zainteresowane mężczyzną, dopóki go nie podbiją. A żonaci faceci to idealny cel: można ich upolować, skonsumować i pójść dalej. Choć łowczynie wydają się drapieżnymi kocicami bez skrupułów, tak naprawdę są, podobnie jak Justyna, uciekającymi od bliskości, pełnymi lęku rozbitkami. Co można im poradzić?

Twardo-Kamińska: – Najlepiej terapię, dzięki której nauczą się wchodzić w prawdziwe relacje i odkryją, czemu od nich uciekają. Bo kiedy czterdziestka zastanie łowczynię w pustym mieszkaniu, satysfakcja z dotychczasowych trofeów nagle okaże się mniejsza niż poczucie pustki i samotności.

Wbrew wszystkim

Zośka zbliża się do czterdziestki. Przez kilka lat była sama, zraniona po nieudanym związku. Niedawno pojawił się Adam. Powoli i cierpliwie torował sobie drogę do jej serca i łóżka. – To wspaniały mężczyzna, dba o mnie i naprawdę mnie kocha – mówi Zośka. – W łóżku – ideał: czuły, namiętny otwarty na moje potrzeby. W dodatku kręci nas to samo.

Dobrze im razem. Zośka pierwszy raz jest szczęśliwa, a jednak ukrywa ten romans przed światem. A już najbardziej przed najbliższymi. Dlaczego? – Adam jest byłym mężem mojej starszej siostry. Wprawdzie rozwiedli się 15 lat temu, ich dziecko już jest dorosłe, a siostra jest od lat z kim innym, ale moja rodzina i tak wpadłaby w histerię na samą myśl, że sypiam z Adamem. Nikt, dosłownie nikt tego nie zaakceptuje – zwierza się Zośka. Dlatego to sekretny romans. Ale Zośka nie ma zamiaru rezygnować z Adama. Wprost przeciwnie! Desperacko pragnie z nim i sypiać, i żyć…

Zdaniem Twardo-Kamińskiej możemy mieć tu do czynienia z efektem Romea i Julii. – Zjawisko to polega na tym, że obiekt pożądania jest atrakcyjny właśnie dlatego, że stanowi tabu i nie wolno nam się z nim związać – wyjaśnia seksuolog. – Nie mogąc z nim być, pragniemy go z całych sił. Możemy go też idealizować. Nie widzimy jego wad, przypisujemy mu różne zalety, wiele interpretujemy na korzyść. Im bardziej świat staje między nami, tym bardziej pragnienie rośnie. Ono karmi się oporem rzeczywistości.

Zośka łamie swego rodzaju tabu. To może podniecać, dawać zastrzyk energii, nastrajać do walki o „swoje”. Ale czy kochankom się uda? Twardo-Kamińska uważa, że obiektywnie nic nie stoi na przeszkodzie: oboje są wolni, mają poukładane życie, pozamykane poprzednie związki. Nie ma nic złego w tym, że kobieta wiąże się z byłym mężem siostry, jeśli tamta relacja jest zakończona. Co więcej, to mógłby być bardzo udany związek, bo Zośka i Adam znają się od lat, wiedzą o sobie dużo, przyjaźnią się. Odpada więc element niepewności i zaskoczenia. – Ale to może się okazać za mało. Otóż efekt Romea i Julii ma też drugi komponent: kiedy już przełamiemy bariery i jesteśmy razem; gdy wreszcie dane jest nam funkcjonować w związku ze wszystkimi jego blaskami i cieniami, Romeo… rozczarowuje. Dlaczego? Bo okazuje się tylko człowiekiem. Ale przede wszystkim dlatego, że znika przeżywanie tęsknoty i pragnienia – cała emocjonalna huśtawka, która towarzyszyła walce o miłość. A bez tej ekstazy nawet seks, choć udany, staje się równie codzienny jak reszta – podsumowuje seksuolog.

Krzyżowy ogień uczuć

Karina czuje, że się strasznie zaplątała. Ona i jej mąż, Jarek, co roku wyjeżdżali do Włoch wspólnie z zaprzyjaźnioną parą małżeńską. Tak było weselej i taniej. Podczas ostatnich wakacji między Kariną a mężczyzną z drugiej pary zaiskrzyło. I to jak! Nie opanowali tego, nawet nie próbowali – toskańskie wieczory uderzyły im do głów. Ukradkowy, wakacyjny romans przetrwał jesień i zimę. Kochali się coraz bardziej.

– A seks? Seks był naprawdę nieziemski! Pełen pasji i zatracenia w sobie nawzajem, że na samą myśl o nim kręciło mi się w głowie. Nigdy z nikim tak mi nie było, należałam tylko do niego – wspomina Karina. Postanowili być razem. Pierwsze miesiące: ekstaza. A potem… porażka. Pretensje, wyrzuty sumienia, kłótnie i awantury – a do tego obustronne poczucie, że spaprali sobie życie… Nie wytrzymali nawet roku.

– Zadziałała tu odwrócona teoria niedostępności i zasada reaktancji – tłumaczy seksuolog. – Pierwsza: kiedy już coś zdobędziemy, to nam powszednieje i przestaje przedstawiać wartość. Druga: ludzie mają tendencje do zawyżania wartości i podążania za tym, do czego mają utrudniony dostęp. Obie dotyczą nie tylko życia seksualnego, ale także dóbr materialnych... Potrzebujemy odmienności, ekscytacji. Wiele osób nie potrafi docenić tego, co ma i szuka czegoś, co zapewnia silne bodźce.

Bardzo łatwo wpaść w tę pułapkę. Dlatego lepiej się zatrzymać i pomyśleć: „Co z tego, że inny mężczyzna jest bardziej przystojny? Dobry seks to dobra relacja – a tę buduje się latami”.

– Zamiast gonić wrażenia, lepiej jest docenić fakt, że partner też ma wiele zalet, np. jest opiekuńczy, w łóżku uważny, wrażliwy – radzi Twardo-Kamińska.

Dojrzały kochanek

Młodość jest atrakcyjna? Nie dla każdego. Na pewno nie dla Krystyny. Jako 20-latka związała się z dwa razy starszym od siebie kochankiem. – Byliśmy niedopasowani życiowo, co innego nas interesowało, ale łóżko wszystko rekompensowało – opowiada Krystyna. – W sypialni dogadywaliśmy się idealnie. Wprowadzał mnie w świat seksu i dawał mi dokładnie to, czego potrzebowałam. Po prostu uwielbiałam się z nim kochać.

Dziś jest związana z Jackiem, swoim rówieśnikiem – też ma 26 lat. Kocha go, ale… jest zafascynowana jego 40-letnim ojcem! Ilekroć go spotyka, czerwieni się, jąka i spuszcza oczy – jak pensjonarka. To jego twarz i ciało sobie wyobraża, gdy zamyka oczy, kochając się z Jackiem.

Krystyna nie jest wyjątkiem. Kobiety, które pociągają nawet sporo starsi mężczyźni, wchodzą w relacje z młodszymi, bo tak chcą rodzice, tak wypada… Ale nie są szczęśliwe – podziemny strumyczek pożądania płynie w innym kierunku.

– Niektóre koncepcje psychologiczne wiążą fascynacje kobiet starszymi parterami z tzw. deficytem ojca – tłumaczy seksuolog. – Element seksualnej ekscytacji odgrywa tu rolę, ale nie jest pierwszorzędny. Takie dziewczyny uwielbiają towarzystwo starszych mężczyzn, lubią pławić się w ich cieple i opiekuńczości, podziwiać życiową mądrość i doświadczenie. Partner symbolizuje ojca, którego brakowało im całe życie.

– Należy jednak podkreślić, że to tylko jedna z teorii. Część kobiet preferuje starszych partnerów, bo są bardziej odpowiedzialni, dają poczucie bezpieczeństwa i w związku z tym są dla nich atrakcyjni – zaznacza seksuolog.

Co można poradzić kobiecie zapatrzonej w dojrzałych mężczyzn? – Niech wiąże się ze starszymi mężczyznami, jeśli jest z nimi szczęśliwa. Relacje, w których partner jest starszy, nawet dużo, są społecznie akceptowane – uważa Twardo-Kamińska.

Mniejsze zło

Anka ma swój mały sekret: podkochuje się w kuzynie. Niby to tylko krewny drugiego stopnia, ale jednak. – Nie odważyłabym się iść z nim do łóżka – wyznaje Anka. – Ale na samą myśl, że mogłabym się z nim kochać, dostaję gęsiej skórki.

To, czego nie wolno, kręci, ekscytuje i podnieca. Im bardziej zakazane, tym bardziej ekscytujące. Jedni oprą się chętce łamania tabu, ale inni nie. – Silniejszą potrzebę łamania barier mają… grzeczne dziewczynki – uważa seksuolog. – Te, od których przez całe życie wymagano, by były poukładane, miłe i potulne. Te, które zawsze wracały do domu przed 22.00. Mogą odczuwać impuls, by się wyrwać z tego ugrzecznionego świata. Instynkty nie zostają bowiem przez takie wychowanie usunięte, a jedynie wyparte – i pewnie kiedyś dojdą do głosu. Może się to objawiać właśnie pokusą łamania tabu.

Program dla grzecznych dziewczynek? Jeśli chcecie się uchronić przed pokusami robienia czegoś musicie być choć trochę niegrzeczne na co dzień. Bo choć zakazany owoc (a w tym wypadku seks) jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. Może nią być społeczne odrzucenie i samotność, na jaką nas skaże. Dlatego szukajmy wrażeń, łamiąc drobniejsze zakazy. Film tylko dla dorosłych? Dzika przejażdżka motocyklem? Taniec w klubie do rana? To zdrowe sposoby na to, by rozładować napięcie pomiędzy grzeczną a tą dzikszą częścią nas samych.

  1. Psychologia

Zazdrość o partnera? – Przyjrzyj się swoim uczuciom

Zanim zazdrość zatruje na dobre twoje samopoczucie, postaraj się najpierw wykonać kilka ćwiczeń. (fot. iStock)
Zanim zazdrość zatruje na dobre twoje samopoczucie, postaraj się najpierw wykonać kilka ćwiczeń. (fot. iStock)
Jak wygląda twoja zazdrość? Jaką niesie informację? - Rozmowa z trudnymi emocjami może przynieść wiele korzyści. Dlatego, jeśli nie możesz poradzić sobie z odczuwaną zazdrością, spróbuj wykonać poniższe ćwiczenia.

Jeśli odczuwanie zazdrości zaburza twoje dobre samopoczucie, jeśli zbyt dużo czasu poświęcasz na bycie zazdrosną o swojego partnera, przeprowadź mały eksperyment. Pomyśl przez chwilę, jak mogłaby wyglądać twoja zazdrość. Wyobraź ją sobie, nie otwierając oczu. Stoi naprzeciwko ciebie. Przyjrzyj się jej, zobacz, co to za postać. Kobieca czy męska? Ludzka czy zwierzęca? W co jest ubrana? Jaki ma wyraz twarzy, jak się czuje?

Teraz stań na miejscu zazdrości, wciel się na chwilę w tę postać. Jak to jest być zazdrością? Co jako zazdrość chciałabyś sobie powiedzieć? Dlaczego czujesz to, co czujesz? Czego naprawdę potrzebujesz? Kiedy poczujesz, że wyraziłaś wszystko, co było do wyrażenia na ten moment, wróć na swoje miejsce i spójrz na postać, która reprezentuje twoją zazdrość. Czy ma taki sam wygląd? Czy jej wyraz twarzy się zmienił? Czego się nauczyłaś o sobie od swojej zazdrości?

Na koniec ćwiczenia sprawdź, czy czujesz potrzebę powiedzenia czegoś tej postaci. Powiedz jej to i podziękuj za współpracę.

O co tak naprawdę jesteś zazdrosna?

Powiedzmy, że jesteś zazdrosna o czas, jaki twój partner poświęca pracy. Zadaj sobie kilka pytań:

  • Czy mam realny wpływ na to, co robi mój partner? Obiektywnie patrząc – nie, ponieważ to jego wybór.
  • Co zatem mogę zrobić? Mogę zapytać go, czy jest możliwe, by wcześniej wracał do domu, abyśmy mieli więcej czasu dla siebie. Mogę też zająć się swoimi sprawami, szanując jego wybór.

Inny przykład: Jesteś zazdrosna o jego nową koleżankę z pracy, ponieważ to bardzo atrakcyjna osoba i podejrzewasz, że twojemu partnerowi również się podoba. Zadaj sobie kilka pytań:

  • Czy mam realny wpływ na to, kto podoba się mojemu partnerowi? Obiektywnie patrząc – nie, tak samo jak on nie ma wpływu na to, kto mnie się podoba.
  • Co mogę zatem zrobić? Mogę powiedzieć wprost: „Czuję zazdrość, kiedy myślę o twojej nowej koleżance z pracy, czuję obawę, że mógłbyś się z nią umówić”. Mogę się skupić na tym, dlaczego porównuję się do innej kobiety. Dlaczego zużywam swoją energię na rozmyślania, co by było gdyby? Mogłabym zamiast tego wzmocnić poczucie własnej wartości i powiedzieć do siebie kilka miłych słów.

Komu zazdrościsz?

Osoba, której zazdrościsz, pokazuje ci, jak wielki potencjał jest w tobie. Potencjał, którego jeszcze nie odkryłaś, nie przebudziłaś. Kiedy następnym razem uświadomisz sobie, że odczuwasz zazdrość wobec jakiejś kobiety, która jest atrakcyjna i odnosi sukcesy, podziękuj jej w myślach, ponieważ jest twoim lustrem. Projektujesz na nią coś, czego nie dostrzegasz w sobie. Pomyśl o wszystkich osobach, którym czegoś zazdrościsz, i zapytaj siebie, czego dobrego o tobie uczy cię zazdrość.

Dagmara Gmitrzak: trenerka rozwoju osobistego, socjolożka, terapeutka technik holistycznych, autorka książek.