1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Czy można wytrenować mózg?

Czy można wytrenować mózg?

fot.123rf
fot.123rf
Naukowcy zbadali, jak zmienia się sprawność umysłu poddanego regularnym ćwiczeniom. Okazuje się, że sześćdziesięciolatek może podejmować decyzje tak szybko, jak 30 lat wcześniej, a czterdziestolatek może podkręcić pamięć o jedną trzecią i utrzymać ten dobry wynik przez kolejne dekady. Jak ćwiczyć? W treningu mózgu sprawdzają się te same zasady, co przy doskonaleniu ciała na siłowni.

Analiza wyników 5,5 tys. osób, które korzystały ze specjalnych gier służących trenowaniu różnych aspektów działania ludzkiego umysłu: szybkości decyzji, koncentracji uwagi, pamięci i logicznego myślenia wykazała ponad wszelką wątpliwość, że systematycznie ćwiczony mózg poprawia rezultaty w każdej z tych kategorii.

Poprawa „pamięci podręcznej”

Pamięci krótkotrwałej używamy na przykład przy zapamiętywaniu numeru telefonu przed jego wpisaniem na klawiaturze. Jej wyćwiczenie umożliwia gra, w której uczestnicy muszą zapamiętać i powtórzyć sekwencję kilku elementów pojawiających się na planszy. Trenujący na początku utrzymują w pamięci tylko około pięciu elementów, ale po 30 sesjach treningowych mogą zapamiętać w ten sposób już nawet siedem obiektów. W przypadku ćwiczenia pamięci krótkotrwałej największą poprawę wśród dorosłych (34 proc.) odnotowano u grupy w wieku 40-50 lat.

– Dla osób wieku 40+ sprawność umysłu ma szczególne znaczenie – mówi Olaf Furmanek, który we współpracy z naukowcami stworzył aplikację Neurogra. – To często ludzie u szczytu kariery zawodowej, którzy chcieliby przez kolejne lata móc w pełni korzystać ze swojej wiedzy i doświadczeń.

Okazuje się, że czterdziestolatkom służy także trening mózgu w zakresie logicznego myślenia. Przeganiają oni w takich zadaniach młodzież już około 15. sesji treningowej, a swój maksymalny poziom osiągają około 25. sesji. W ćwiczeniu polegającym na zapamiętywaniu i analizie powiązań między ludźmi osoby czterdziestoletnie poprawiają o 28 proc. umiejętność szeregowania i porządkowania informacji, by w razie potrzeby móc wydobyć z pamięci wiedzę niezbędną do wyciągania wniosków. Na co dzień umiejętność ta przydaje się na przykład przy śledzeniu czyjegoś toku rozumowania, czy w kreatywnych zajęciach, gdzie należy poszukiwać zależności między zjawiskami.

Najstarsi z największymi postępami

Wśród osób w wieku 60-70 lat stwierdzono ogromny postęp po ćwiczeniach rozwijających szybkość podejmowanych decyzji. W toku 30 sesji treningowych niemal dorównali oni najlepszym graczom, młodszym od nich nawet o cztery dekady. Przeskok ten doskonale widać w wynikach ćwiczenia polegającego na wskazaniu, czy widziany obiekt pojawił się wśród wyświetlanych wcześniej. W czasie pierwszych sesji treningowych najszybsze reakcje odnotowano wśród dwudziestolatków, a najwolniejsze u osób najstarszych. W miarę ćwiczeń wszyscy poprawiali swoje osiągnięcia, ale największe postępy poczynili… siedemdziesięciolatkowie.

Prof. Hanna Bednarek, psycholog poznawczy z Uniwersytetu SWPS, zwraca uwagę na konstrukcję treningów w formie gier komputerowych, jak i specyfikę poszczególnych ćwiczeń.

– Naukowcy są zgodni, że skuteczność treningów umysłowych zależy od ćwiczonych funkcji i motywacji uczestników. Nie bez znaczenia jest wiek uczestników oraz platforma z której korzystają. Co więcej, na wypracowane rezultaty wpływa nie tylko dobór i atrakcyjność ćwiczeń, lecz także czas trwania treningów, ich częstotliwość oraz intensywność w tygodniu, czyli zaangażowanie ćwiczącego. – wyjaśnia prof. Bednarek.

Psycholog z Uniwersytetu SWPS wskazuje na doniesienia ze świata neuronauki. Zgodnie z nimi różnorodne deficyty poznawcze, na przykład problemy z pamięcią czy koncentracją, można łagodzić poprzez odpowiednio zaplanowany trening. Dzieje się tak dzięki tzw. plastyczności mózgu. – Chodzi o zdolność tego narządu do tworzenia nowych połączeń między komórkami nerwowymi pod wpływem nowych bodźców i zadań. – podkreśla uczona.

Siłownia dla mózgu

Ćwiczenia mózgu powinny być systematyczne, ale dobra wiadomość jest taka, że zajmują mniej czasu niż siłownia (i nie trzeba po nich brać prysznica). Rekomendowane są trzy treningi tygodniowo, po 15-20 minut każdy. W tym czasie użytkownik przechodzi przez sesję składającą się z pięciu gier. Ważne jest, by podczas ćwiczeń zapewnić sobie chwilę spokoju i skupienia. W utrzymaniu systematyczności i wyrobieniu nawyku poświęcania chwili spokoju dla dobra naszego umysłu może pomóc aplikacja mobilna dostępna od niedawna w Internecie. Po podaniu kodu „trenujmozg” można z niej korzystać bezpłatnie przez 1 miesiąc.

Dane pochodzą z analizy wyników 5498 użytkowników serwisu www.Neurogra.pl w okresie wrzesień 2015 – marzec 2016.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Matcha – herbata, która pozwala zachować spokój

Matcha (Camellia sinesis) ma smak odrobinę gorzki, z nutą cierpkości, przypomina lekko orzechową zieloną herbatę; matcha wysokiej jakości może być nawet delikatnie słodka (fot. iStock)
Matcha (Camellia sinesis) ma smak odrobinę gorzki, z nutą cierpkości, przypomina lekko orzechową zieloną herbatę; matcha wysokiej jakości może być nawet delikatnie słodka (fot. iStock)
Doskonale wpływa na koncentrację, a jednocześnie wycisza. Przygotowywanie i sposób picia nie są żadną nowością – od ponad tysiąca lat matcha jest używana do przyrządzania napoju wzmacniającego świadomość. Tradycję zapoczątkowali buddyjscy mnisi, którzy pijali ją, by lepiej praktykować medytację. Potem obyczaj ten rozprzestrzenił się w Japonii, gdzie zielony napój zaczął odgrywać szczególną rolę w ceremoniałach herbacianych – pisze Julie Morris w książce „Smart Plants”.

Jasnozielony proszek matcha wytwarza się z liści zielonej herbaty uprawianej w specjalny sposób. Ostatnich kilka tygodni przed zbiorami są one zacieniane, przez co zwiększa się zawartość chlorofilu. Po zebraniu liście są suszone i dokładnie ucierane na drobny proszek, który następnie jest sprzedawany pod nazwą „matcha”.

Jak działa matcha

W świecie syntetycznych nootropików dużą popularność zyskał „mix” (w tym kontekście mowa o kombinacjach dwóch lub więcej substancji odżywczych o wzajemnie korzystnym działaniu) składający się z kofeiny i l-teaniny. Odczucie, jakie ten mix zapewnia, to „wyciszona koncentracja”, a dzieje się tak dlatego, że kofeinę i l-teaninę łączy współdziałająca relacja. To znaczy, że razem działają sprawniej na rzecz wspierania procesów poznawczych niż każda z nich oddzielnie. Jednak natura ma w  ofercie taki mix  – to właśnie matcha. Zawarta w niej kofeina i ogromna ilość l-teaniny zapewniają pracę umysłu, której nie powstydziłby się James Bond – pozwalają zachować spokój, koncentrację i pełną kontrolę. Jest to możliwe, ponieważ kofeina daje wyostrzoną uwagę i wytrwałość, a l-teanina mityguje jej mniej pożądane efekty, czyli rozedrganie i podwyższone ciśnienie krwi, gdyż jest bardzo skutecznym narzędziem przeciwdziałającym stanom lękowym. Teanina może przenikać barierę krew- -mózg, obniża poziom stresu i łagodzi objawy depresji, ponieważ pobudza aktywność „uspokajającego” neuroprzekaźnika GABA. Naukowcy odkryli też, że teanina wzmacnia fale alfa w mózgu, które są powiązane z koncentracją i twórczym myśleniem. I tu zataczamy koło: innym sposobem wzmocnienia fal alfa są praktyki umysłowe, takie jak medytacja… w ten sposób wracamy do buddyjskich mnichów i ich uznania dla matchy.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat matcha wzięła szturmem północnoamerykański (a ostatnio także europejski – przyp. red.) kontynent, gdzie cieszy się opinią napoju o wszechstronnym dobroczynnym działaniu (fot. iStock) W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat matcha wzięła szturmem północnoamerykański (a ostatnio także europejski – przyp. red.) kontynent, gdzie cieszy się opinią napoju o wszechstronnym dobroczynnym działaniu (fot. iStock)

Matcha jest też bogatym źródłem dobrze poznanych przeciwutleniaczy: polifenoli, tanin, katechin i  galusanu epigallokatechiny (EGCG). Z tego względu przypuszcza się, że picie matchy (oraz zielonej herbaty) chroni neurony przed uszkodzeniami i śmiercią, a tym samym pomaga obniżyć ryzyko zaburzeń mózgu, takich jak choroba Parkinsona czy demencja. Natomiast polifenole dodatkowo wpływają na poprawę nastroju, ponieważ zwiększają dostępność dopaminy, gdy mózg jej potrzebuje.

Wiele korzyści płynących z matchy jest podobnych do tych, jakie cechują typową zieloną herbatę, dlatego jest ona rozsądną alternatywą, jeśli pomysł picia matchy do Ciebie nie przemawia. Warto jednak pamiętać, że między tymi napojami jest pewna istotna różnica: zacienianie liści w okresie wzrostu sprawia, że stają się one ciemniejsze, a to znaczy, że jest w nich większa koncentracja chlorofilu i  l-teaniny (oraz innych aminokwasów). Stąd wniosek, że trudno o  lepsze źródło l-teaniny i  innych nootropowych dobrodziejstw niż matcha. Poza tym proszek matcha może być śmiało wykorzystywany w różnych przepisach (na przykład w napojach czy nawet muffinkach).

Ze względu na zawartość kofeiny niektórzy mogą uznać, że matcha nie może być zaliczana do nootropików (kofeina wywołuje skutki uboczne). Z  drugiej strony związki chemiczne obecne w matchy są synergistyczne, czyli razem działają lepiej niż każdy z nich oddzielnie, dlatego śmiało można wpisać matchę na listę najskuteczniejszych naturalnych nootropików wzmacniających świadomość.

Czym różni się teanina od l-teaniny

W świecie suplementów i wartości odżywczych zazwyczaj oba te pojęcia używane są wymiennie. Zasadniczo l-teanina jest pewną odmianą teaniny o  nieco odmiennej strukturze molekularnej. Choć inne odmiany teaniny również niosą wiele korzyści, przewaga l-teaniny polega na tym, że została najlepiej rozpoznana pod kątem działania uspokajającego i  kompatybilności z  kofeiną, dlatego jej obecność w  zielonej herbacie jest nie do przecenienia. Jeśli chcesz dodatkowo skorzystać z  dobrodziejstw suplementów teaniny, i tak sięgaj po l-teaninę.

Jak stosować matchę?

Matcha powstaje z liści zielonej herbaty, jednak w przeciwieństwie do herbaty, którą parzysz (i następnie wyrzucasz liście), proszek matcha można dodawać do innych potraw. Klasyczna ceremonia parzenia herbaty ogranicza się do filiżanki ciepłej wody i niewielkiej łyżeczki proszku, który należy energicznie wymieszać z wodą. Obecnie matchę wykorzystuje się na znacznie większą skalę w przeróżnych propozycjach kulinarnych – od kremowych napojów i smoothies, po sosy, wypieki i desery – gdzie nie wysuwa się na pierwszy plan, tylko ogranicza do dodawania herbacianej nuty. Jeśli masz ochotę wypróbować prosty przepis z matchą, gdzie znajdziesz wskazówki, jak przygotować „doskonałą matcha latte” (podczas pisania tej książki nie zliczę, ile filiżanek tego napoju wypiłam!).

Kupując proszek, prawdopodobnie spotkasz się z takimi opisami jak „ceremonialna” czy „kulinarna”. Choć matcha ceremonialna ma najłagodniejszy smak i przeszła przez najdelikatniejszy proces przetwarzania, jej koszt jest niebagatelny. Jeśli planujesz wykorzystywanie proszku głównie do smoothies czy granoli, to możesz śmiało sięgać po opcję kulinarną – jej wyraźnie niższa cena przyprawi Cię o dobry nastrój niemal tak skutecznie jak zawarte w niej składniki odżywcze.

Dodatkowe korzyści

Matcha działa przeciwrodnikowo, wzmacnia metabolizm, dodaje energii całemu organizmowi, poprawia pracę układu odpornościowego, ma działanie przeciwnowotworowe, działa ochronnie na serce.

W skrócie:

  • Jest źródłem wyciszonej energii.
  • Łagodzi niepokój i stany lękowe, dobrze wpływa na ogólne samopoczucie.
  • Wzmacnia motywację i koncentrację.
  • Poprawia pamięć i inne funkcje poznawcze.
  • Wspiera twórcze i płynne myślenie.
  • Jest silnym neuroprotektorem.
Fragmenty książki „Smart Plants” Julie Morris.

  1. Zdrowie

Nootropiki – 6 naturalnych produktów, które wspomagają mózg i poprawiają nastrój

Warto sięgać po naturalne nootropiki, jeśli chcemy poprawić pracę mózgu. Na zdj. ususzony różeniec górski (fot. iStock)
Warto sięgać po naturalne nootropiki, jeśli chcemy poprawić pracę mózgu. Na zdj. ususzony różeniec górski (fot. iStock)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Nootropiki to substancje, które pobudzają procesy poznawcze. Mają moc poprawiania sposobu myślenia, odczuwania i funkcjonowania – pisze Julie Morris, autorka książki „Smart Plants”. O czym warto pamiętać, zanim sięgniemy po nootropiki?

Po pierwsze, nie oczekuj, że spektakularne zmiany nastąpią z dnia na dzień. Ramy czasowe u każdej osoby są różne, jednak w większości przypadków zauważalne zmiany następują po okresie kilku dni do kilku tygodni regularnego przyjmowania nootropików.

Po drugie, osiągnięcie pożądanych rezultatów wymaga eksperymentowania. Nootropik, który działa bardzo dobrze na jedną osobę, Tobie może się przysłużyć w znacznie mniejszym stopniu i vice versa. To całkowicie normalne. Na początku trzeba czasu, żeby wypracować optymalne dla siebie kombinacje, ale zdecydowanie warto podjęć ten wysiłek. Jednak zawsze miej z tyłu głowy uniwersalną prawdę dotyczącą substancji o takiej mocy oddziaływania: jeśli będziesz ich używać zbyt mało lub zbyt dużo, ich skuteczność zostanie podważona. Z kolei właściwa ilość może przynieść zmiany, o jakich Ci się nie śniło. Generalna zasada: staraj się przestrzegać dziennych dawek rekomendowanych na opakowaniach używanych produktów.

I na koniec, wybierz dwa nootropiki – lub kilka – z poniższej listy nootropików (nie spiesz się ze stosowaniem wszystkiego naraz, nie ma takiej potrzeby) i przygotuj się na doświadczanie pozytywnych zmian, jakie będą zachodzić w Twoim mózgu.

Kakao – ziarno szczęścia

Fot. iStock Fot. iStock

Jak kakao może Ci się przysłużyć? Okazuje się, że na wiele sposobów. Może się poszczycić zawartością wielu mikroskładników wspierających mózg. Minerał, którego jest w nim szczególnie dużo, to magnez – w tej kwestii należy do światowej czołówki. Poza tym kakao to bogate źródło aminokwasów (szczególnie tryptofanu i tyrozyny), fitozwiązków (jak anandamid i fenyloetyloamina) oraz sporego zestawu witamin (między innymi kilku z grupy B), a także minerałów (na przykład żelaza). Działa też bardzo korzystnie na zdrowie jelit jako prebiotyk, zawiera sporą ilość wolnego od cholesterolu tłuszczu nasyconego, ani odrobiny cukru, a kofeiny zaledwie tyle, by odrobinę Cię doładować (ziarna kakaowca mają w sobie jedną dwudziestą ilości kofeiny występującej w ziarnach kawowca). Jakby tego było mało, w kakao jest też robiąca wrażenie ilość przeciwutleniaczy, głównie polifenoli takich jak flawonoidy i teobromina, która znakomicie wzmacnia koncentrację uwagi. Już sama zawartość substancji odżywczych wystarczy, by zrozumieć, dlaczego kakao jest obecnie przedmiotem wnikliwych badań pod kątem jego korzystnego wpływu na mózg.

Badania dowodzą, że substancje odżywcze w kakao mogą pozytywnie wpływać na emocje, co przekłada się na uczucie spokoju i zadowolenia przy jednoczesnym redukowaniu stanów depresyjnych i lękowych. Prawdopodobnie za takie oddziaływanie odpowiada kilka czynników, między innymi zdolność ziaren kakaowca do stymulowania endorfin w mózgu (związków chemicznych, które potrafią uśmierzyć odczucie bólu i wpływają na poprawę nastroju). Kakao wyposaża też mózg w narzędzia wzmacniające neuroprzekaźniki odpowiedzialne za samopoczucie, ponieważ jest doskonałym źródłem tryptofanu, prekursora serotoniny, a także niemałej porcji tyrozyny, aminokwasowego prekursora dopaminy. Poza tym kakao zawiera związek chemiczny zwany anandamidem, czyli neuroprzekaźnik określany mianem „cząsteczki błogości” – chyba nie trzeba już nic więcej dodawać!

Soplówka jeżowata – grzyb inteligencji

Fot. iStock Fot. iStock

Soplówka jeżowata była od wieków wykorzystywana w medycynie chińskiej, jednak do dziś cieszy się dużą popularnością jako zdrowa żywność w kuchni japońskiej, koreańskiej i indyjskiej. Choć przyciąga oko oryginalną urodą, najprawdopodobniej zapoznasz się z nią w sklepie ze zdrową żywnością, gdzie będzie mieć postać dość ciemnego proszku.

Czy soplówka jeżowata rzeczywiście wspomaga inteligencję? Do pewnego stopnia tak. Ten niezwykły nootropik zawiera wiele związków chemicznych, które wspierają mózg na bardzo wielu poziomach: działają ochronnie i leczniczo, stymulują procesy poznawcze, a nawet wspomagają wzrost neuronów.

Soplówka jeżowata wytwarza kilka nootropowych, neurotroficznych związków (włącznie z wieloma hericenonami i erinacinami), które, wzmacniają wszystkie funkcje mózgu – między innymi różnorodne procesy poznawcze, inteligencję, pamięć, uwagę, koncentrację i nastrój. Jej cząsteczki mogą stymulować otoczkę mielinową, która otacza nerwy. Soplówka jeżowata pomaga też regulować aktywność neuroprzekaźników w mózgu, co przekłada się na bardziej zrównoważony nastrój, łagodzenie depresji i stanów lękowych oraz poprawę jakości snu.

Jagody goji – jagody dobrostanu

Fot. iStock Fot. iStock

Jagody goji – owoce rośliny zwanej kolcowojem chińskim – są od wieków silnie obecne w chińskiej tradycji, zarówno jako środek leczniczy, jak i dodatek kulinarny. Soczyście czerwone, podłużne, suszone owoce można obecnie kupić nie tylko w wszystkich sklepach z azjatycką czy zdrową żywnością, ale nawet w supermarketach.

W niektórych kręgach jagody goji są nazywane „szczęśliwymi jagodami”. Choć na razie nauka nie potwierdziła ich wpływu na nastrój (czyli na zdolności optymalizowania poziomu serotoniny), uczestnicy badań polegających na piciu soku z jagód goji przez 14 dni zauważyli poprawę zarówno na poziomie neurologicznym, jak i psychologicznym, włączając w to odczucie zadowolenia, szczęścia i ogólnego dobrostanu. Inne badania sugerują, że jagody goji mogą być pomocne w poprawie jakości snu, łagodząc jednocześnie stany silnego zmęczenia i stresu.

Jednak jagody goji to nie tylko sposób na przywołanie uśmiechu na twarz – mają też silne działanie neuroprotekcyjne, a nawet mogą wzmacniać sprawność umysłu, poprawiać pamięć i zdolność uczenia się. Jest w nich niebagatelna porcja ważnych aminokwasów, witamin (szczególnie witaminy C), minerałów (zwłaszcza żelaza) oraz cała armia przeciwutleniaczy, które zdają się działać korzystnie na zdrowie oczu, a także na cały układ odpornościowy, wspomagając jednocześnie barierę krew-mózg w konfrontacji z ekscytotoksycznością i wszelką inną aktywnością neurotoksyn. Co ciekawe, jedne z najlepiej poznanych związków chemicznych jagód, zwane kompleksem polisacharydowym (LBP), we wstępnych badaniach na zwierzętach wykazały zdolność nie tylko redukowania symptomów choroby Alzheimera (poprzez redukcję umieralności neuronów), lecz także regenerowania komórek mózgowych w hipokampie.

Różeniec górski – zioło mocy

Fot. iStock Fot. iStock

Różeniec górski, bylina, zwana czasami „złotym korzeniem” lub „arktycznym korzeniem”, jest stosowana jako roślina lecznicza od czasów starożytnych. Był zawsze doceniany przez ludy cechujące się równie niezłomnym charakterem jak ta roślina. Na przykład Wikingowie wspomagali się nim, by przed bitwami wzmacniać siły i łagodzić stres. Różeniec górski jest adaptogenem, czyli pomaga organizmowi utrzymywać stan równowagi – stąd jego szerokie zastosowanie.

Jeśli mowa o skuteczności w pobudzaniu umysłu, to różeniec górski plasuje się w bardzo ścisłej czołówce. Cieszy się ogromną popularnością nie bez powodu – niektórzy odczuwają jego pozytywne działanie niemal natychmiast (innym potrzeba więcej czasu, by osiągnąć pożądany efekt). Wśród szczególnie imponujących oddziaływań różeńca znajdują się: zwiększenie motywacji, wyostrzona koncentracja i zdolność pozostawania „na fali” przez dłuższy czas.

Poza tym jako adaptogen różeniec górski wspomaga odzyskiwanie homeostazy w całym organizmie. Jeśli czujesz, że brak Ci energii i ogarnia Cię przygnębienie, on Cię pozytywnie doładuje; jeśli czujesz nerwowość i targają Tobą niepokoje, on zapewni Ci wyciszenie. Pod pewnymi względami różeniec działa jak antydepresant – oczywiście bez skutków ubocznych – ponieważ poprawia zoptymalizować poziom i aktywność neuroprzekaźników wpływających na nastrój (serotoniny, dopaminy i noradrenaliny). Z kolei w chwilach przeforsowania się lub wypalenia pomoże obniżyć poziom hormonów stresu, takich jak kortyzol, który może wykazywać neurotoksyczność, jeśli jest uwalniany w nadmiernej ilości.

Ashwagandha (Witania ospała) – zioło zadowolenia

Fot. iStock Fot. iStock

Witania ospała, znana też pod nazwą ashwagandha, to roślina z rodziny psiankowatych naturalnie występująca w suchych rejonach Indii, Pakistanu, Sri Lanki i niektórych części Afryki. Rośnie na piaszczystej, pozbawionej wody glebie, najbardziej służy jej umiarkowany, subtropikalny. Korzenie, w których znajdują się aktywne związki chemiczne, zbierane są jesienią, następnie czyszczone, suszone i przerabiane na proszek lub nalewkę. Ashwagandha cieszy się takim poważaniem w medycynie ajurwedyjskiej, że czasami bywa nazywana „królem ajurwedy”.

Posiada rozliczne właściwości korzystnie wpływające na przeróżne aspekty procesów poznawczych. Jednak jedna jej cecha wybija się na pierwszy plan: to przede wszystkim wyciszający adaptogen, który wzmacnia układ hormonalny poprzez wsparcie, jakie daje tarczycy i nadnerczom regulującym pracę hormonów (a więc nastrój przez nie wywoływany). Poza tym ashwagandha pozytywnie wpływa na układ nerwowy, może też zwiększać aktywność GABA, głównego neuroprzekaźnika hamującego, który wytłumia reakcje na stymulację – to kolejny dowód na uspokajające działanie korzenia.

Choć ashwagandha nie jest uznawana za środek pobudzający, może być pomocna w zwalczaniu poczucia wyczerpania i hamować niektóre negatywne skutki stresu wywołanego przez nadmierny poziom kortyzolu, insuliny oraz innych hormonów znajdujących się w stanie nierównowagi. Ze wstępnych badań wynika, że ashwagandha należy do bardzo wąskiego grona produktów żywnościowych, które rzeczywiście wpływają na obniżenie poziomu kortyzolu.

Niektóre badania wskazują, że ashwagandha może wpływać na neurogenezę, czyli zdolność do wytwarzania nowych komórek mózgowych. Dzieje się tak dlatego, że zwiększa ona produkcję BDNF (neurotroficznego czynnika pochodzenia mózgowego), a jest jedną z niewielu jadalnych produktów natury, które w ten sposób oddziałują.

Cytryniec chiński – jagoda koncentracji

Fot. iStock Fot. iStock

Cytryniec chiński naturalnie występuje w Rosji, północnych Chinach, Japonii i na Półwyspie Koreańskim, natomiast największe jego uprawy znajdują się w Korei Południowej i Chinach. Jest to roślina pnąca, wytwarzająca ciemnoczerwone jadalne jagody, które po zebraniu są suszone i ucierane na drobny, ciemnofioletowy proszek. W Rosji i różnych regionach Azji stosuje się go jako przyprawę oraz remedium na wiele różnorodnych dolegliwości. Owoce cytryńca są też cenione w tradycyjnej medycynie chińskiej, a w Nepalu i innych częściach świata (również coraz powszechniej w krajach Zachodu) zalicza się je do superfoodów i używa w charakterze składnika różnych przepisów.

Owoce cytryńca są stosowane głównie do przeciwdziałania bezsenności, a ich korzystne działanie zostało potwierdzone w kilku badaniach przeprowadzonych na zwierzętach. Okazuje się, że pomagają one łagodzić niepokój i stany lękowe, a także wspomagają sen – zarówno jego długość, jak i jakość.

Z badań na zwierzętach wynika, że aktywny składnik wzmacnia pamięć (w niektórych przypadkach zaobserwowano nawet cofnięcie zaburzeń pamięci), ponieważ pomaga regulować poziom acetylocholiny. Poza tym jagody cytryńca wspomagają syntezę adenozynotrifosforanu (ATP) – głównego nośnika energii w komórkach. Co więcej uważa się, że pewne związki chemiczne obecne w jagodach przeciwdziałają starzeniu się i aktywnie chronią mózg przed stresem oksydacyjnym oraz deficytem czynności poznawczych, takich ja demencja.

Jagody cytryńca spełniają niemal wszystkie oczekiwania, jakie można mieć wobec nootropiku: pomagają zachować spokój w sytuacjach stresowych, wyciszają, nie odbierając wyostrzonej uwagi i precyzji myślenia – a więc podnoszą produktywność. Nie da się też zaprzeczyć, że wspomagają bystrość, a przynajmniej poprawiają jakość wykonywanej pracy.

Jaka dawka jest właściwa?

Choć naturalne nootropiki to nie leki tworzone w laboratoriach, siła ich oddziaływania może być na tyle duża, że potrzebne są wytyczne odnośnie do wielkości dawek, które mogą się bardzo różnić: od dużych i luźno zdefiniowanych, jak „duża garść” świeżych czarnych jagód, po małe i precyzyjne, jak 150 g (lub 1/16 łyżeczki) różeńca górskiego (rhodiola) w proszku. Co więcej, skuteczność każdego nootropiku jest u każdego człowieka inna i z czasem może zajść konieczność modyfikacji dawki. Jak już zostało wspomniane, na początku stosuj się do zaleceń podanych na opakowaniu (więcej nie znaczy lepiej), wsłuchuj się w swój organizm, a w razie wątpliwości skonsultuj się ze swoim lekarzem.

Więcej informacji na temat nootropików oraz innych związków chemicznych działających na mózg, a także przepisy na dania i napoje, w których występują nootropiki znajdziecie w książce Julie Morris „Smart Plants”.

  1. Zdrowie

Menu dla mózgu. Co jeść w pracy, by być zdrowym i efektywnym?

To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji. (Fot. iStock)
To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji. (Fot. iStock)
Nikogo nie dziwi, że urządzenia nie pracują bez zasilania, ale od umysłu wymagamy, żeby „na głodnego” był ostry jak brzytwa. Tymczasem bez jedzenia nie jesteśmy w stanie logicznie myśleć ani rozwiązywać problemów. Dietetyczka Aneta Łańcuchowska-Jeziorowska przekonuje, że przygotowywanie zdrowych posiłków do pracy zwyczajnie się nam opłaca!

Co najczęściej jadasz w pracy? To, co wcześniej przygotuję. Nie liczę na to, że gdy już dopadnie mnie głód, szybko wyskoczę do sklepiku. To, co mogę znaleźć w sklepie w pobliżu, nie spełnia moich oczekiwań. Dlatego zawsze zabieram ze sobą jogurt, owoce, nasiona i otręby.

Znowu te otręby. Byłam ostatnio w sklepie ekologicznym. Paczka otrębów kosztuje tyle co dobre kolorowe rajstopy. Można zbankrutować! To błędne myślenie. Właśnie wtedy, gdy jesteś nieprzygotowana, kupisz byle gdzie, byle co, przepłacisz i na dodatek wcale się nie najesz. Zdrowo wcale nie znaczy drogo. Nie musisz kupować otrębów ekologicznych, a poza tym worek otrębów starczy ci na wiele tygodni. Przecież nie zjesz ich od razu.

A już myślałam, że mój ekonomiczny argument będzie trafiony. W takim razie nie rozmawiajmy o pieniądzach, tylko o emocjach i nawykach. Podczas wakacji jadałam regularnie i zdrowo, ale po powrocie z urlopu wszystkie złe nawyki wróciły. Co robić, żeby nie wejść w niezdrowe żywieniowe kapcie? Jeść regularnie, nie ma innego wyjścia.

Masa roboty. W domu trzeba myśleć, co jesz, w pracy też... A może wykorzystać osiem godzin w biurze na naturalną głodówkę, czyli oczyszczenie organizmu? Co sądzisz o takim rozwiązaniu? Fatalne! Ośmiogodzinna głodówka, i to w pracy, podczas wysiłku intelektualnego, gdy zapotrzebowanie energetyczne jest bardzo duże, to najgorsze, co możesz sobie zrobić. Nie będziesz mogła normalnie funkcjonować, a co dopiero myśleć.

A mogę wyjść do pracy bez śniadania? Możesz, ale tylko jeśli masz do niej bardzo blisko i zjesz coś od razu po przyjściu. Śniadanie należy zjeść w ciągu godziny po obudzeniu się. Jeśli wypijesz kawę i przez trzy czy cztery godziny nic nie zjesz, to będziesz tak głodna, że w końcu rzucisz się na jakiekolwiek jedzenie. Zjesz znacznie więcej niż potrzebujesz i pięknie zasilisz swoją tkankę tłuszczową.

Wszystko opiera się na regularnym odżywianiu, ale w pracy czasem nie mam dosłownie chwili, by odejść od komputera. Mogę jeść przy biurku? Posiłki powinno się jeść w spokoju. Bez telewizji, nawet bez radia, bez czytania, powoli i w dobrej atmosferze. Wtedy szybciej się najadamy i jedzenie daje nam satysfakcję. Gdy czytasz coś i jednocześnie jesz, to jakbyś wrzucała jedzenie do worka bez dna. Mózg tego nie rejestruje. Na pewno słyszałaś, że najadamy się dopiero po 20 minutach konsumowania, bo wtedy mózgu odbiera sygnał „było jedzone”. Jeśli mózg nie dostanie takiej informacji, upomni się o pokarm. Gdy więc jemy w pośpiechu lub robimy jednocześnie coś innego, w praktyce zjadamy dużo więcej niż potrzebujemy.

Skoro mamy jeść w spokoju, czy to znaczy, że w pracy powinnam siadać przy stoliku sama? Jeśli będzie nas więcej, na pewno będziemy rozmawiać o pracy i od razu się zdenerwuję. Jeśli wiesz z góry, że się zdenerwujesz, to unikaj drażliwych tematów. Powtarzam: posiłki powinno spożywać się w spokojnej atmosferze, oczywiście miłe towarzystwo jest jak najbardziej wskazane.

Kiedy mam do załatwienia stresującą mnie sprawę, jakiś problem albo chcę tupnąć nogą o podwyżkę, to powinnam to zrobić przed jedzeniem czy po nim? Zdecydowanie po jedzeniu. Takie sprawy załatwiaj po przerwie obiadowej. Mózg jest wtedy odpowiednio odżywiony, reaguje stosownie do sytuacji, poziom stresu również jest na odpowiednio niskim poziomie.

Skoro nie głodówka i nie zjadanie czegoś, co się kupiło w sklepiku blisko pracy, to może najlepszym pomysłem byłoby wykorzystanie czasu w pracy na jedzenie owoców? Ludzie jedzą przecież ich zdecydowanie za mało… To też nie jest dobry pomysł. Owoce nie służą do tego, żeby się nimi zapychać, bo wprawdzie zawierają witaminy, ale też duże ilości cukrów prostych. Ktoś, kto uważa, że zdrowo się odżywia, bo kupuje kilogram gruszek i podjada je przez cały dzień, tak naprawdę źle się odżywia. Nadmiar cukrów prostych doprowadzi do tego, że rozhuśtamy gospodarkę cukrową w organizmie i przez to będziemy nieustannie głodni. Owoce są wskazane na początku dnia, nigdy na kolację. Po pracy koniecznie zjedzmy ciepły posiłek.

Czyli nie ma wyjścia – trzeba po prostu zawczasu pomyśleć o tym, co jutro zabierzemy do pracy… …dodam jeszcze, że najważniejsza jest konstrukcja naszego posiłku. Kto nauczy się prawidłowej konstrukcji, będzie mógł raz na zawsze pożegnać swoje problemy żywieniowe.

Masz na myśli wyznaczanie stałych godzin posiłków? Nie. Mam na myśli prawidłowe komponowanie każdego zjadanego dania. Powinnaś nauczyć się myśleć o swoim posiłku jak dajmy na to – o konstrukcji solidnego budynku, która uniesie wszystkich jego mieszkańców. Każdy twój posiłek powinien składać się z węglowodanów, białka, warzyw i owoców. Węglowodany to na przykład razowe, ciemne, pełnoziarniste pieczywo, nieoczyszczony ryż, makaron z mąki razowej czy wafle z niełuskanego ryżu. Białka dostarczysz do swojej diety z produktów zwierzęcych lub roślinnych, takich jak mięso, ryby, jaja, sery, produkty mleczne czy warzywa strączkowe. Warzywa i owoce są z kolei nie tylko bogate w błonnik, ale też zawierają mnóstwo witamin i składników mineralnych, bez których dieta nie byłaby odpowiednio zbilansowana. W okresie jesienno-zimowym spokojnie możesz wzbogacić menu o kiszonki i mrożone warzywa.

Podasz przepis na szybkie, tanie i dobrze skonstruowane danie do pracy? Wstajesz, nastawiasz wodę i gotujesz kaszę. Na garnku kładziesz sitko, a na nim brokuły. Szykujesz się spokojnie do pracy, a w tym czasie robi się danie. Gotową kaszę i brokuły przekładasz do pudełka, dokładasz tuńczyka, łososia lub mięso drobiowe. Do tego zabierasz dodatkową porcję warzyw. Tanio, szybko i zdrowo.

I stało się jasne, dlaczego nie dałaś się zdenerwować moimi pytaniami… Ty też nie będziesz się niczym denerwować, jeżeli twoja dieta będzie odpowiednio zbilansowana. To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji.

Aneta Łańcuchowska-Jeziorowska specjalistka ds. żywienia, dyplomowana dietetyczka. Właścicielka Poradni Dietetycznej „hälsa”, blogerka kulinarna, propagatorka zdrowego, smacznego jedzenia. Autorka książki „Zdrowe wody, czyli pyszne wody smakowe i izotoniki” (Wydawnictwo Zwierciadło). 

  1. Psychologia

Mistrzostwo rodzi się w głowie - rozmowa z Darią Abramowicz, psycholożką pracującą z Igą Świątek

Igą Świątek jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. BEW)
Igą Świątek jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. BEW)
Jak to możliwe, że młoda tenisistka, jaką jest Iga Świątek, wykazała się tak niesamowitą siłą psychiczną? – Bez trudnych turniejów Igi w Stanach, w Rzymie nie byłoby jej świetnej dyspozycji w Paryżu. Porażka może być źródłem siły. Pod warunkiem że wyciągniemy z niej wnioski. 

Jesteśmy niestabilne, rozchwiane, rozhisteryzowane, a to świadczy o naszej słabości. Jest w takich sądach ziarnko prawdy?
Bywamy emocjonalne, to prawda. Ale czy to nas osłabia? Z moich doświadczeń zawodowych wynika, że zawodniczki są w stanie dochodzić do mistrzostwa w swoich dziedzinach, podobnie jak mężczyźni. I tak jak mężczyźni podczas rywalizacji przejawiają różne cechy, w tym cechy uznawane za stereotypowo męskie. Czasem na przykład wyrażają, używając silnej ekspresji, swoją złość, co przypisuje się mężczyznom. A z kolei mężczyźni niejednokrotnie reagują bardzo emocjonalnie, co przypisywane jest kobietom.

Według innej obiegowej opinii jesteśmy od mężczyzn odporniejsze na ból, stres. Sport to potwierdza?
Widywałam kobiety potrafiące przezwyciężać ból i bardzo silny dyskomfort, nawet podejmować ryzyko związane z zagrożeniem zdrowia, żeby realizować swój cel. I widywałam mężczyzn o – jak to nazywam – niekonstruktywnej relacji z bólem. Ale bywa też odwrotnie. Z moich obserwacji wynika, że kiedy zawodnicy stają przed bardzo długą i żmudną pracą, która wiąże się z pokonywaniem przeszkód, wieloma trudnymi sytuacjami wymagającymi odporności psychicznej, to kobiety często są tu sprawniejsze. Aczkolwiek nie twierdzę, że mężczyźni tego nie potrafią.

Przykład Igi Świątek pokazuje, jak ważna w sporcie jest siła psychiczna. Jako młoda zawodniczka rzucała rakietkami, teraz potrafi trzymać nerwy na wodzy w meczach o najwyższą stawkę. Jak buduje się taką siłę?
Mistrzostwo rodzi się w głowie. I to nie tylko to sportowe. Psychologiczne mechanizmy rządzące sportem są absolutnie takie same jak te w życiu. Siłę i odporność kobiet buduje się poprzez pracę nad samooceną, poczuciem własnej wartości, nad świadomością siebie w różnych obszarach: obrazu własnego ciała, inteligencji emocjonalnej, relacji. No i wreszcie w obszarze umiejętności poznawczych i treningu mentalnego, który daje poczucie sprawczości, skuteczności.

Co jednak musiało się stać, żeby Iga nagle uruchomiła w sobie taką siłę?
Zdecydowanie nie stało się to nagle. To proces związany – co warto podkreślić – z jej ogromną pracą, którą cały czas wykonuje z dużym oddaniem. Wyszła trochę laurka, ale absolutnie prawdziwa. W przypadku Igi nic nie stało się samo. Istotnym elementem jej pracy, przez wiele miesięcy, był trening mentalny, który wciąż trwa, a jego celem jest wykorzystywanie przez Igę swoich zasobów w danym momencie, czy to podczas treningu, czy meczu.

Na czym konkretnie ten trening polega?
Nie ma jednej prostej recepty. Ogólnie mówiąc, polega na stopniowym budowaniu samoświadomości, samooceny, byciu blisko siebie. Bo to wszystko sprawia, że kiedy przychodzi do meczu, czasem bardzo wymagającego, na wysokim poziomie napięcia, można uwierzyć w to, że da się przejąć nad nim kontrolę, czyli zrobić swoje. To jest siła.

Łatwo wyobrazić sobie, że siła może przerodzić się w agresję, a poczucie własnej wartości – w egocentryzm. Nie o taką siłę przecież chodzi.
Rzeczywiście siła bywa czasem utożsamiana z arogancją, agresją, egoizmem. Tę autentyczną buduje się poprzez zaufanie, bliskość, przekazywanie pozytywnych wzorców, co nie jest takie proste, bo żyjemy w czasach kryzysu autorytetów. Młodzi sportowcy też mają coraz mniej idoli, na których patrzą z uznaniem. A pozytywne wzorce są niezwykle ważne.

Co mogą robić rodzice, żeby wychować córki na silne kobiety?
Najważniejsza, choć może brzmi to banalnie, jest bliskość, uważne słuchanie i wola usłyszenia. Dzięki rozmowie mamy szansę poznać córkę, przekazać jej to, co myślimy, no i przede wszystkim zacieśniać z nią relację. Rozmowa sprawdza się także w sporcie. Ja na przykład rozmawiam z zawodniczkami o tym, jak postrzegają swoje ciało, gdzie upatrują źródeł swojej siły, jak ją sobie wyobrażają. I tworzymy razem wizję tego, jak chciałyby funkcjonować, a później dzień za dniem drobnymi krokami staramy się to realizować. Dla wielu kobiet takim filarem siły jest praca, bo daje im poczucie sprawczości, skuteczności, kontroli. Dobrze, żeby rodzice wzmacniali talenty córek. I żeby pracowali nad komunikacją i ich asertywnością, które są absolutnym kluczem do wyrażania własnych potrzeb i emocji w sposób, który nie narusza wolności innych. Tego też uczę intensywnie zawodniczki.

Są do tego jakieś narzędzia?
Czasem takie właśnie pytanie słyszę od zawodniczek: „Co zastosować, żeby od razu zadziałało?”. No, tak się nie da. Zmiana postaw, przekonań, nawyków to wynik procesu, czasem długotrwałego.

Czy takim rodzajem narzędzia może być myślenie pozytywne? Mecz źle idzie, a ja sobie wyobrażam wygraną.
Pamiętam słowa Ewy Woydyłło na jednym z wykładów o traumie: „Każdy z nas na koniec dnia ma wybór, czy chce się trzymać kurczowo przeszłości, czy jednak pomyśleć o pozytywnej wizji przyszłości i iść do przodu”. Co do zasady myślenie pozytywne ma wielką moc. Niemniej zachęcam zawodniczki, żeby pracować z konstruktywnym nastawieniem. Czyli myśleć o tym, ile pracy potrzeba, aby coś osiągnąć. I że nie będzie to zawsze przyjemne. Że czasem będzie mnie wszystko bolało, być może będę płakać z bólu czy z bezsilności, ale wiem, że to zaprocentuje, kiedy będę tego najbardziej potrzebować. Myślenie jednoznacznie pozytywne może przekłamywać rzeczywistość, która nas czeka. Zachęcam, żeby koncentrować wysiłki na pracy, na możliwościach.

Ważne chyba, nie tylko w sporcie, żeby traktować porażki jako lekcje.
Zdecydowanie tak, porażka może być źródłem siły. Pod warunkiem jednak, że wyciągniemy z niej wnioski. Bez bardzo trudnych turniejów Igi w Stanach, w Rzymie nie byłoby jej świetnej dyspozycji w Paryżu. Mogę też powiedzieć, że nie byłabym zawodowo w tym miejscu, gdzie jestem, gdyby nie wiele trudnych doświadczeń.

Ale niepowodzenia czasem mogą nas złamać.
Tak, mogą działać destrukcyjnie, szczególnie wtedy, gdy nie wypracujemy sobie zgody na ich pojawienie się w naszym życiu. Dlatego tak ważna jest akceptacja niepowodzeń.

Jak to osiągnąć?
Chciałabym podkreślić, że nie musimy tego robić sami. Ogromne znaczenie w radzeniu sobie z niepowodzeniami, ale też w budowaniu siły, ma sieć wsparcia społecznego, bliskich, a w sporcie – trenerów, psychologów, lekarzy. Dla sportowców symbolem niepowodzenia jest kontuzja. Jedni potrzebują wtedy silnego wsparcia terapeutycznego, innym wystarczy wsparcie bliskich. Podobnie jest w społeczeństwie. Nie po każdym traumatycznym zdarzeniu i nie każda osoba będzie potrzebowała pomocy terapeutycznej czy psychiatrycznej. Niemniej jeżeli jej potrzebujemy, to nie oznacza, że jesteśmy słabi.

Kobiety przez wieki były uczone, żeby służyć innym, więc budowanie swojej siły muszą zacząć od myślenia, żeby służyć sobie, od polubienia siebie.
Życie w zgodzie ze sobą jest czymś ekstremalnie istotnym dla każdego człowieka. Wszystko zaczyna się w nas i od nas. Trudno mówić o sile, odporności psychicznej, jeżeli nie kochamy siebie. W tenisie bardzo ważne jest skupianie się na sobie, żeby właściwie ustawić ciało, przygotować się do uderzenia. W życiu podobnie. Otworzyć się na siebie bardzo pomaga trening uważności. W pracy ze sportowcami często odwołuję się do metaforycznej skrzynki na narzędzia. Wkładamy do niej wspólnie różne narzędzia treningu mentalnego: młotek, wkrętarkę, klucz francuski, śrubokręt płaski czy krzyżak. Ta skrzynka może być dobrze wyposażona, ale jeżeli nie wiemy, do czego używa się młotka, a do czego klucza francuskiego, to te narzędzia nie do końca są użyteczne. Dlatego trzeba nie tylko mieć świadomość własnych potrzeb, swoich reakcji, postaw, nawyków, lecz także umieć je modelować.

Wydaje się, że Iga nie boi się rywalek. Jak pani pomogła jej to osiągnąć? Pytam, bo wiele z nas wycofuje się z lęku przed trudnościami.
Staramy się skupiać na mocnych stronach, tym zresztą charakteryzuje się praca w sporcie, aby być świadomym swojego potencjału i z niego w pełni korzystać. Rozmawiamy o Igi zasobach, o tym, w czym jest dobra, bo to pomaga redukować potencjalny lęk. A kiedy on się mimo wszystko pojawia, dużo łatwiej zakotwiczyć się w tym, co mocne, dobre, pozytywne.

Mówi się o sile spokoju. Zachowanie zimnej krwi w stresujących sytuacjach to sprawdzian siły?
Myślę, że tak. I znów – ten spokój łatwiej osiągnąć, gdy koncentrujemy się na sobie, na tym, na co mamy wpływ, czyli na pracy, bo na wynik nie zawsze mamy wpływ, a na pracę już tak. Budowanie siły spokoju polega też na regulacji emocji, uczeniu się ich rozpoznawania, nazywania, interpretacji, ekspresji, żeby – co jest niesamowicie ważne – być w stanie je potem regulować. Celowo nie używam słowa „kontrolować”, bo kontrola kojarzy się z powstrzymywaniem się, tymczasem każdy z nas odczuwa emocje i powinien je wyrażać. Trzeba jednak robić to asertywnie, ale w sposób, który nie rani i nie narusza wolności innych. Uczymy sportowców, że adekwatne do sytuacji wyrażanie emocji może pomagać wykorzystywać swój potencjał. Myślę, że dobrze byłoby uczyć tego już małe dzieci, bo to długi proces. Jeśli natomiast z jakichś powodów nie przebiegał on konstruktywnie i takich zasobów brakuje dorosłym kobietom, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby o to zadbały. Bo regulacja emocji stanowi jeden z filarów wewnętrznego spokoju.

Iga otwarcie mówi, jak wiele zawdzięcza pani, podkreśla wpływ wsparcia psychologicznego na jej sukces. Obie zrobiłyście ogromnie dużo dla rozpropagowania znaczenia psychologii w naszym życiu.
Staram się, aby sportowcy, z którymi pracuję, rozumieli, po co coś robią, co to daje. No bo ostatecznie to, jak pracują i jak żyją, to system naczyń połączonych. Bardzo jestem wdzięczna Idze za to, że w swoich wypowiedziach podkreśla wartość pracy mentalnej dla budowania swojej siły. To świadczy o tym, że osiągnęłam jeden z celów mojej pracy. I nadal staram się robić swoje. 

Daria Abramowicz, psycholożka, studiowała także na AWFiS w Gdańsku. Pracuje ze sportowcami, w tym, od ponad półtora roku, z tenisistką Igą Świątek, która jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. Katarzyna Milewska) Daria Abramowicz, psycholożka, studiowała także na AWFiS w Gdańsku. Pracuje ze sportowcami, w tym, od ponad półtora roku, z tenisistką Igą Świątek, która jako pierwsza Polka w historii wygrała wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa w Paryżu. (Fot. Katarzyna Milewska)

 

  1. Psychologia

Psychologia kłamstwa. Co dzieje się w mózgu, gdy nie mówimy prawdy?

W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
Kłamstwo wzbudza całą gamę emocji i to zarówno u osoby, która go doświadcza, jak i tej, która jest jego autorem. Ale to oznacza, że w mózgu wrze! Zatem co dzieje się w mózgu osoby, która jest okłamywana, i tej, która kłamie? – wyjaśnia Lisa Letessier w swojej książce „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Wykrywanie kłamstwa było przedmiotem licznych badań naukowych (Vartanian et al., 2012; Jiang et al., 2015) i dzięki obrazowaniu za pomocą rezonansu magnetycznego można zauważyć, że mózg inaczej reaguje, kiedy kłamiemy, a inaczej, gdy mówimy prawdę.

Mózg kłamcy

Jeśli na zadane pytanie odpowiadamy zgodnie z prawdą, obszary mózgu odpowiedzialne za słuch, następnie za rozumienie, wreszcie: za refleksję – aktywują się w normalny sposób: słuchamy pytania, rozumiemy je i zastanawiamy się nad odpowiedzią. Jeśli oszukujemy, włączają się liczne wyższe funkcje poznawcze. Można zaobserwować silne pobudzenie płata czołowego (odpowiada za refleksję i planowanie), wzrost aktywności kory przedczołowej (odgrywa rolę w kontroli poznawczej i regulowaniu myśli), zwiększenie się aktywności móżdżka (jest związany z funkcjami wykonawczymi) oraz aktywności kory ciemieniowej i śródmózgowia (zaangażowane w funkcjonowanie pamięci roboczej). Do źródeł pamięci roboczej sięgamy między innymi wtedy, kiedy musimy zastosować kontrolę poznawczą i wdrożyć procesy hamowania. Kłamstwo oznacza bowiem konieczność powstrzymania pewnych obszarów mózgu, które chcą powiedzieć prawdę! Im wyższa aktywność obszarów odpowiedzialnych za uruchomienie procesów hamujących, tym lepsza zdolność do kłamstwa! Innymi słowy, sposób komunikacji między poszczególnymi obszarami jest równie ważny, jak ich poziom aktywności i określa taktykę naszego kłamstwa.

Stwierdzono również, że trudności w kłamaniu, czyli poziom aktywacji obszarów mózgu, a także czas odpowiedzi, zależą od cech charakterystycznych bodźca lub formy, jaką przyjmuje kłamstwo, oraz prawdopodobnie typu stawianych pytań. Zresztą przednia część zakrętu obręczy kory aktywuje się mocniej, gdy musimy skłamać spontanicznie w pojedynczej kwestii niż w przypadku okoliczności zapamiętanej i wpisanej w narrację. Zatem większą trudność sprawi kłamstwo w odpowiedzi na nieprzewidziane pytanie, na przykład „Co twoja mama zrobiła wczoraj na kolację?”.

Konflikt emocjonalny spowodowany kłamstwem uaktywni również połączenie między wzgórzem i wyspą. Stąd biorą się tak silne emocje, gdy kłamiemy. Niemniej jednak trzeba być ostrożnym, bo jeśli oskarżysz swojego partnera bezpodstawnie, także odczuje on silne emocje: wyrażanie emocji nie wystarczy do stwierdzenia, czy ktoś kłamie, czy nie.

Żeby uniknąć zdemaskowania, oszukujący musi zatem najpierw obliczyć ryzyko przyłapania, przypomnieć sobie, co mógł powiedzieć wcześniej (czyli odwołać się do zasobów pamięci), powstrzymać obszary mózgu, które popychają go do powiedzenia prawdy, a następnie wybrać najlepszą strategię odpowiedzi. Zachodzące wtedy w mózgu procesy tworzą pełne połączenie między partiami odpowiadającymi za pamięć roboczą, procesami hamującymi odpowiedź i uważnościowymi, rachunkiem mentalnym i działaniem.

Badacz i psychiatra Daniel Langleben należy do pionierów stosowania funkcjonalnego rezonansu magnetycznego do wykrywania kłamstwa. Jego zdaniem automatyczną reakcją mózgu jest mówienie prawdy (Langleben, 2008).

Im bardziej ludzie rozwijają zdolność do kłamstwa, tym bardziej maleją różnice między poziomem aktywności obszarów mózgu zaangażowanych w kłamstwo i mówienie prawdy. Wydaje się więc, że mózg przyzwyczaja się do kłamstwa.

A co dzieje się w naszym mózgu, gdy ktoś nas oszukuje?

Niewiele jest na ten temat badań, jednak prace Matthew Rushwortha, profesora neuronauk, dają pewne wskazówki. Podczas konferencji Cell Press Lab Links, która odbyła się w Londynie w 2010 roku, wykazał on, że myśl, iż jesteśmy oszukiwani, silnie uaktywnia grzbietowo-przyśrodkową korę przedczołową. Jeśli mamy poczucie zaufania, pozostaje ona spokojna. Kiedy te przewidywania okazują się fałszywe (ktoś nas oszukuje, choć myśleliśmy, że mówi prawdę, i odwrotnie), aktywność naszego mózgu znów się zmienia, pokazując, że tworzymy nowy obraz tej osoby. Zatem konfrontacja z kłamstwem wywołuje w mózgu stan wzburzenia!

Jeśli cierpisz na zespół stresu po zdradzie lub kłamstwo partnera (niezależnie od jego rodzaju) wywołało w tobie traumę, twój mózg – co logiczne – blokuje się. A ten stan angażuje: ciało migdałowate, hipokamp i korę przedczołową.

Ciało migdałowate odpowiada na bodziec oznaczający niebezpieczeństwo. Wytwarza ono poczucie strachu i aktywuje reakcję obronną, czyli ucieczkę lub walkę.

Hipokamp to ośrodek pamięci. Przechowuje wydarzenia.

Kora przedczołowa szacuje, racjonalizuje, planuje i podejmuje decyzje. Reguluje emocje.

Sytuacja stresu pobudza cały ten system, połączony z wyrzutem hormonów, jak adrenalina i kortyzol. Jeśli stres związany z daną sytuacją przekracza nasze zasoby i dociera do przechowywanych wspomnień, system się blokuje i kora przedczołowa nie może efektywnie pracować. Mózg i ciało pozostają w stanie permanentnego napięcia, co długoterminowo prowadzi do poważnych zaburzeń psychicznych. Mózg łapie wirusa i nie możemy robić nic innego.

Fragment pochodzi z książki Lisy Letessier „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”