1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Uwolnić się od ograniczających przekonań

Uwolnić się od ograniczających przekonań

123rf.com
123rf.com
Podstawową informacją jest ta, że Twój umysł nie zawsze mówi Ci prawdę! Na szczęście mamy wpływ na to, co pojawia się w naszej głowie. Możemy się nauczyć myślenia w sposób bardziej realistyczny, otwarty i skuteczny.

Twoim umysłem rządzą przekonania na temat świata i Ciebie samego, które mogły powstać w Twojej głowie, gdy miałeś kilka lat. Może partnerka czy „przyjaciel” ciągle mówi o Twoich wadach i błędach, które robisz, nie widząc sukcesów i zmian, które w Tobie zaszły? Może jesteś szefem „nieprzemakalnym”, który nigdy się nie myli, zawsze ma rację i mimo oczywistych dowodów, że jego metody nie działają, stoi w tym samym miejscu, czekając, aż wszyscy wartościowi współpracownicy odejdą, a on zostanie z przytakującymi mu miernotami. Czasem słyszę: „Próbowałem już wszystkiego i nic się nie da zrobi ”. W swoim umyśle taki ktoś uważa, że wykorzystał wszystkie możliwości i nic nie działa. Ale co to znaczy „wszystkie”?

Oczywiście nie mówimy tutaj o pewnych nieodwracalnych zdarzeniach w życiu, jak np. śmierć. Na to nie mamy wpływu, ale wpływ mamy już na sposób, w jaki do tego podejdziemy. Czy uznamy, że dalsze życie nie ma sensu i spędzimy je, patrząc w sufit, czy w cierpieniu weźmiemy się za jakieś zajęcie (np. pomoc potrzebującym), które nam ten sens odbuduje.

Kolejne zdanie zamykające drzwi to: „Nie dam rady”. Negatywne nastawienie skutecznie zniechęca do podjęcia działania, aby dokonać zmiany. Sprawdź, jakie wymówki wykorzystujesz, i poczuj, jak to krzesło z wymówkami zaczyna Cię parzyć . Wtedy możesz się przesiąść do pojazdu, którym będziesz samodzielnie kierować.

Badania, które przeprowadzono na temat negatywnego myślenia, dowiodły, że dotyczy ono trzech aspektów: siebie samego, świata i przyszłości. „Jestem nieszczęśliwy i dotyka mnie zły los”. „Świat jest nieprzyjazny, przyszłość jest beznadziejna i nic nie może się zmienić”.  Vadim Zeland, fizyk kwantowy, mówi, że świat jest lustrem tego, co masz we własnej głowie. Zresztą mówi o tym w różnej formie cały czas.

Jeżeli widzisz siebie jako bezdomnego na ulicy, masz dużą szansę, że Twoja myśl się zmaterializuje. Tak samo jak myśl, że kochasz swoją pracę , która przynosi Ci wysokie dochody.

Popatrz na siebie z pokorą. Pokora jest oznak wielkości. Jeżeli mówisz, że jesteś beznadziejny, to sprawiasz, że wzmacniasz się w tym przekonaniu i takim się rzeczywiście stajesz. To sprawia także, że wyróżniasz się z tłumu ludzi, którzy lepiej lub gorzej, ale radzą sobie z rzeczywistością . Nadajesz sobie ważności poprzez podkreślanie swojej beznadziejności. Przestań sądzić , że Twoje problemy są wyjątkowe, a Twoje ograniczenia i przeszłość mają nad Tobą tak wielką władzę. Krótko mówiąc: spojrzyj na siebie zupełnie inaczej, zdobądź się na pokorę, która sprawi, że uwierzysz, że możesz lepiej żyć.

Fragment pochodzi z książki „Terapia duszy. Przywrócenie jej związku z ciałem”, Alicja Grzesiak, Wydawnictwo Sensus 2016, s.304

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Fantazjowanie pomaga nam w życiu - przekonują twórcy psychologii zorientowanej na proces

Fantazjowanie wpływa na empatię i kreatywność, niesie też wiele cennych dla nas informacji. (fot. iStock)
Fantazjowanie wpływa na empatię i kreatywność, niesie też wiele cennych dla nas informacji. (fot. iStock)
Zdarza ci się odpływać myślami podczas zebrania? Nie karć się za dziecięce roztargnienie. Według Amy i Arnolda Mindellów, propagatorów psychologii procesu, śnienie na jawie sprawia, że stajemy się bardziej kreatywni i lepiej rozwiązujemy konflikty.

Według badań naukowców z Izraela ludzie, którzy dużo fantazjują, są bardziej empatyczni. Arnold: Ja bym ujął to tak: ludzie, którzy dużo śnią na jawie i cieszą się z tego, mają wysoki poziom empatii. Generalnie wszyscy śnimy na jawie, chociaż większość z nas ten fakt wypiera. Amy: Nie wszyscy też zauważają swoje śnienia albo dochodzą do wniosku, że nie mają one żadnego znaczenia. Arnold:
Powiem więcej, im mniej fantazjujemy, tym bardziej jesteśmy podatni na różne uzależnienia. Narkotyki czy alkohol pomagają oderwać się od rzeczywistości tym, którzy nie potrafią tego zrobić w inny sposób.

Czy sytuacja, w której zawieszam się, gapiąc się bezmyślnie w jakiś punkt, to także śnienie na jawie? Arnold:
Tak. Twój mózg wyłącza się i zaczynasz fantazjować.

Jak często to robimy? Arnold:
Wielokrotnie w ciągu dnia. Prawdopodobnie przynajmniej raz na dwie godziny.

A czy nie jest tak, że śnimy na jawie wtedy, gdy się nudzimy? Arnold:
To prawda. Śnienie może przegonić nudę. Dodałbym też, że każdy śni na jawie, bez względu na to, czy lubi swoją pracę, czy też nie. Fantazjowanie jest spontaniczne. Ktoś może być bardzo zainteresowany pisaniem artykułu na komputerze i nagle, nie zdając sobie z tego w pełni sprawy, zacząć bujać w obłokach. W efekcie tego np. sprawdza coś na Facebooku.

Dlaczego to robimy? Arnold:
Ponieważ jesteśmy świadomymi istotami ludzkimi. Część z nas robi to notorycznie, cały długi dzień.

Jak to cały!? Arnold:
Jeśli żołądek boli cię od rana i myślisz, że to tylko ból i nic więcej, to jesteś w błędzie. To może być związane z kwasem żołądkowym, zaś ten może wydzielić się w wyniku śnienia w nocy o czymś ostrym, spiczastym, wręcz bolesnym. Czujesz ten sen w swoim żołądku, więc śnisz na jawie cały ten czas. Jeśli nie spoglądasz w swoje sny, nie analizujesz ich, to szybko przekształcają się one w sygnały płynące z ciała.

Czy to sny wywołują dolegliwości w organizmie, czy też problemy zdrowotne wywołują sny? Arnold:
I tak, i tak. Czasami trudno stwierdzić, co było pierwsze.

O czym ludzie fantazjują? Amy:
Jest wiele odpowiedzi na to pytanie. Postrzegamy siebie jako osobę, która np. w danej chwili jest bardzo zajęta albo zmęczona. Proces śnienia wywołuje w głowie stany lub rzeczy, których w danej chwili potrzebujemy. Przykładowo po naszym wywiadzie pan może zacząć fantazjować o obiedzie albo o pięknych kwiatach, które przypadkowo zwróciły pana uwagę.

Czyli fantazjujemy o zwykłych, codziennych rzeczach? Amy:
Tak. Tych, których w danej chwili potrzebujemy. Część naszego ja może być zmęczona albo głodna – stąd ten obiad czy coś wesołego, relaksującego. A część, której nie jesteśmy świadomi, może mieć potrzebę piękna – stąd te kwiaty. Tego, czego nam brakuje, próbujemy doświadczyć właśnie poprzez śnienie na jawie.

Jestem zaskoczony, bo myślałem, że śnimy na jawie o rzeczach, które są dla nas nieosiągalne. Że śnienie na jawie to także forma wyrzucania z siebie jakichś złych emocji – jako dziecko kiedyś fantazjowałem o sprawiedliwości wymierzonej starszym chłopakom, którzy krzywdzili słabszych. Arnold:
Niektórzy fantazjują o rozwiązaniu problemów, np. ktoś został okradziony i fantazjuje o tym, że odzyskuje te rzeczy w zdecydowany sposób. Ale śnienie na jawie wychodzi daleko poza to myślenie życzeniowe. Jest ono kształtowane przez pierwsze sny z dzieciństwa. Najwcześniejszy sen, jaki pamiętasz, organizuje – jak jakiś system w mózgu – wiele snów i śnień na jawie. Aż po ostatnie pięć minut twojego życia. I w ten sposób na nie wpływa.

Naprawdę? Skąd pan to wie? Arnold:
Bo pracujemy z ludźmi, którzy są bardzo bliscy śmierci. Oni wspominają wówczas te pierwsze sny z dzieciństwa. Przykład: pewien mężczyzna pamiętał, że w jego pierwszym śnie dwie siostry podeszły do jego łóżka, a on się wtedy obudził. Jak pan sądzi, co wydarzyło się tuż przed śmiercią tego mężczyzny?

Pewnie coś, co ma związek z tymi siostrami. Arnold:
Tylko on nie miał sióstr. Sprowadził więc dwie kobiety do swojego łóżka tylko po to, by potrzymać je za ręce. I krótko potem zmarł. Byliśmy przy tym z Amy. Podobnych sytuacji widzieliśmy wiele. Stąd wniosek – pierwszy sen, który pamiętasz, organizuje wiele z twoich fantazji, śnień. Jest jak mityczny wzorzec.

Byłem kiedyś na warsztatach Instytutu Eriksonowskiego, organizowanych dla menedżerów, biznesmenów. Tam powiedziano mi, że sytuacje, w których nagle zapatrujemy się ślepo w przestrzeń, odpływamy od rzeczywistości, można wykorzystać do zwiększania swojego potencjału, np. w pracy. Czy psychologia zorientowana na proces także potrafi spożytkować takie chwile do zwiększania naszych możliwości? Amy: Oczywiście. Pracujemy często z terapeutami. Jeśli są mocno zablokowani, to wprawdzie starają się dobrze wykonywać swoją pracę, ale im się to nie udaje. Muszą coś zmienić w sobie. W takiej sytuacji prosimy ich, by na chwilę dali odpocząć swojemu mózgowi, poczuli Ziemię, Wszechświat, to, co krąży wokół ich umysłów. By wyłapywali te myśli, marzenia, fantazje, które się pojawią, wszelkie nowe pomysły, idee, które do nich napłyną. Takie ćwiczenie jest dobrym źródłem kreatywności. Arnold:
Podam przykład ćwiczenia, które zastosowałem, pracując z wysokiej rangi urzędnikami. Chcieli mojej pomocy, bo narastał pomiędzy nimi konflikt. Poprosiłem, by co najmniej przez minutę rozluźniali mięśnie szyi i ramion, zrelaksowali się. Takie warunki sprzyjają śnieniu na jawie. Powiedziałem im, by zwrócili uwagę na myśli, jakie pojawiają się w ich głowach podczas tej chwili relaksu. Jeden z nich stwierdził, że faktycznie rozmarzył się i zobaczył siebie siedzącego nad rzeką. Wtedy poprosiłem wszystkich, by zaczęli udawać, że są nad rzeką i łowią ryby. Podczas tego ćwiczenia z przyjemnością udawali wędkarzy i zapomnieli na pewien czas o konflikcie. Dopiero wówczas wróciliśmy do tematu i w dyskusji znaleźliśmy rozwiązanie problemu.

Jeśli dobrze rozumiem, opowiadając innym o swoich snach na jawie, otwieramy się na nich i zacieśniamy relację, bo mówimy o rzeczach bardzo prywatnych? Arnold:
Śnienie jest dla ciebie, ale jeśli używasz go w biznesie albo innych relacjach, to wtedy otwierasz przestrzeń między sobą a innymi.

Dzieci fantazjują znacznie częściej niż dorośli. Dlaczego? Amy: Gdy dorastamy, zakładamy, że będziemy taką a taką osobą. Dzieci jeszcze tego w sobie nie zbudowały, więc mają łatwiejszy dostęp do snów, dość swobodnie płyną od jednego śnienia do drugiego. Robią to szybko i bardziej świadomie niż dorośli. Arnold:
Dlatego też odmianą rodzicielskiego napomnienia „dorośnij wreszcie” jest: „przestań marzyć”. Czyli: bądź realistą, stań twardo na ziemi! W Australii nauczyciele zwykli karać aborygeńskie dzieci za to, że te śniły na jawie. Bo, w przeciwieństwie do Aborygenów, kultura europejska nie rozumie potrzeby fantazjowania.

Czyli rodzice powinni pozwalać dzieciom na bujanie w obłokach, bo to im pomaga? Arnold:
Nie tylko im. Także rodzicom. Oni również potrzebują takich fantazji. Śniąc na jawie, dzieci otwierają przestrzeń między sobą a rodzicami. Dzieci mogą też pokazać dorosłym, jak to robić – to także może poprawić ich relacje.

W latach 50. w USA mówiono rodzicom, by nie pozwalali dzieciom na fantazjowanie, bo to może doprowadzić je do psychozy lub neurozy. Amy:
Pamiętam przypadek małego dziecka, które leczyliśmy w naszej klinice na wybrzeżu w stanie Oregon. Kilkulatek miał tak ciężką astmę, że gdy dostawał ataku, od razu musiał jechać do szpitala. Posadziliśmy go w środku koła dużej grupy i poprosiliśmy, by bawił się zebranymi tam zabawkami. Wybrał pacynkę Dartha Vadera (negatywny bohater „Gwiezdnych wojen”, usosobienie zła i siły – przyp. red.). Z początku trochę się bał. Zachęcaliśmy go do fantazjowania, że jest Darthem Vaderem, że ma w sobie dużo siły. I tak się stało – podczas śnienia na jawie poczuł tę siłę. Po tym ćwiczeniu jego napady astmy osłabły. Doświadczał tej choroby jako siły, która naciskała na jego klatkę piersiową, utrudniała mu oddychanie. Dzięki śnieniu na jawie w trakcie zabawy odzyskał swoją siłę i uwolnił się od tego nacisku.

Czytałem, że śnienie na jawie może także pomóc w utrwalaniu nauki. Arnold:
Stan zrelaksowania na pewno pomaga w nauce. Zanim stworzyłem POP, moim terapeutą był siostrzeniec Junga. Nim został lekarzem, strasznie obawiał się egzaminów na studiach. Zapytał więc wuja, co zrobić, by się nie denerwować. „Weź apteczkę i połóż ją pod poduszką”. Zrobił tak i zdał wszystkie egzaminy z doskonałymi notami. Ale nie zapewniam, że ten sposób daje 100 proc. gwarancji sukcesu (śmiech).

Dr Arnold Mindell: amerykański fizyk i psychoterapeuta, w latach 70. stworzył psychologię zorientowaną na proces (POP), obecnie popularną metodę psychoterapeutyczną. O POP, snach i pracy z ludźmi napisał 21 książek, które przetłumaczono na 27 języków.

Dr Amy Mindell: psychoterapeutka, propagatorka POP, znana z pracy z ludźmi w stanie śpiączki oraz wykorzystywania sztuki w terapii. Poświęciła temu kilka książek. Prywatnie żona Arnolda Mindella. Razem prowadzą warsztaty i szkolenia na całym świecie.

  1. Psychologia

Nie bójmy się zmian, puszczajmy się!

Czy nie lepiej się puścić w nieznane, zamiast pozwolić, by naszym życiem rządził lęk? (Fot. Getty Images)
Czy nie lepiej się puścić w nieznane, zamiast pozwolić, by naszym życiem rządził lęk? (Fot. Getty Images)
Jedna z zabawnych grafik Marty Frej przedstawia siedem kobiet wiszących na drążkach. Napis głosi: „Puszczamy się, kiedy chcemy!”. To stan postulowany. W rzeczywistości trzymamy się kurczowo byle czego niczym ostatniej deski ratunku.

O lęku przed zmianą pewnie już nieraz pisałam, ale co jakiś czas uderza mnie na nowo nasza wytrwałość w bronieniu się przed nią. Jest nam źle, cierpimy, ale zmienić to? Brr! Nie ma takiej możliwości. Tkwimy w kiepskich sytuacjach, choć z zewnątrz dobrze widać wyjście. Siedząc wewnątrz, nie chcemy go zobaczyć. A jeśli już widzimy, to nie wydaje nam się atrakcyjne. Jakby to wyjście prowadziło w pustkę, a nie na wolność.

Spotykam się ostatnio z grupą młodych kobiet, które chcą się nauczyć tworzyć dobre związki. Marzą o tym, żeby w końcu założyć rodzinę, mieć męża i dzieci, a ciągle są same albo ładują się w historie bez przyszłości.

Paula ma 33 lata, duże sukcesy w pracy, własne mieszkanie i wielu przyjaciół, ale od lat nie ma chłopaka. Jest bardzo atrakcyjna, łatwo nawiązuje kontakty, dużo podróżuje, obraca się w wielu środowiskach, więc dlaczego jest sama, skoro nie chce? Historia tajemnicza, ale Paula ją w końcu wyjaśnia. Od lat kocha mężczyznę, który wkrótce po zawarciu znajomości powiedział jej, że jest gejem. Nadal jednak okazywał jej zainteresowanie, a któregoś dnia wyznał, że ją kocha. Kocha również swojego partnera, z którym jest w szczęśliwym związku, ale z Paulą chętnie spędza czas. Czasem ją przytula; gdy Paula płacze, głaszcze po głowie, pociesza, ale nigdy nie zrobił nic, co wykraczałoby poza przyjacielskie gesty. Jego partner również lubi Paulę, więc ona często przebywa z nimi dwoma, patrzy na ich cudowny związek i cierpi, że jest poza nim, choć obaj otaczają ją przyjaźnią. Paula wie, że tu się pewnie nic nie zmieni i przeżywa tragedię.

– Dlaczego z tego nie zrezygnujesz? – pytają dziewczyny z grupy. – Jak mogę zrezygnować?! To największa miłość mojego życia!

Paula jest wściekła na dziewczyny, że nie widzą tragizmu sytuacji, która jest osią jej życia. Żałuje, że zdradziła nam swoją tajemnicę. Nie chce słyszeć, że on jej nie kocha, że to ślepy zaułek, choć w zainscenizowanej scence znacznie lepiej się czuje, gdy stoi dalej od tych dwóch chłopaków, niż wtedy, gdy jest z nimi. Lekceważy własne odczucia, bo za nic nie chce zrezygnować z tej iluzji związku.

– A jak z niego zrezygnuję, to co? Czy mogę mieć gwarancję, że jeszcze kogoś pokocham? I że on mnie pokocha? – pyta ze złością. – Nie możesz mieć gwarancji, ale możesz dać sobie szansę – odpowiadam. – Tu za to masz gwarancję, że będziesz cierpieć. – Odejdę, jak pokocham kogoś innego.

Ale jak ma pokochać kogoś innego, skoro swoje uczucia lokuje w tym mężczyźnie?

Na następnym spotkaniu Paula mówi o tym, że boi się być sama. Nie chciała tego zobaczyć, bo jest dzielną podróżniczką, kawał świata zjeździła w pojedynkę, a tu co? Strach przed samotnością, który kompletnie nie pasuje do jej obrazu siebie. Ale w końcu uznaje, że on jest. I że to on każe jej trwać w sytuacji, w której ciągle liczy na to, czego nie ma.

– Przyszłam na tę grupę po to, żebyście mi pomogły go zdobyć, a wy co?! – rzuca oskarżycielsko, a dziewczyny zaczynają się śmiać. Po chwili Paula śmieje się razem z nimi. Balon tragizmu pęka.

– A kto będzie zostawał z ich kotami? – pyta Beata. – Poradzą sobie – mówi Paula ze śmiechem, jakby już jedną nogą była na wolności.

Historia Pauli poruszyła 36-letnią Gabrysię, która od sześciu lat jest w związku ze swoim szefem.

On ma żonę, ale oczywiście jest nieszczęśliwy i zamierza się rozwieść. Mówił tak od początku ich znajomości, dwa lata później żona zaszła w ciążę i urodził im się syn, teraz żona spodziewa się córeczki. Gabrysia nadal tkwi w relacji starannie ukrywanej przed światem, choć coraz trudniej jej wierzyć, że ten mężczyzna kiedyś naprawdę będzie z nią. Ale on ciągle zapewnia, że to Gabrysia jest kobietą jego życia, i jak tu się oprzeć? Gabrysia kilka razy zrywała, nawet myślała o tym, żeby odejść z pracy, ale nim coś znalazła, znowu byli razem. To „razem” oznacza jeden wieczór w tygodniu, czasem jakąś wspólną delegację. Gabrysia codziennie robi wszystko, żeby mu się podobać, całe dnie w pracy na szpilkach, ostry makijaż, bo on tak lubi, a żona chodzi w kapciach i bez makijażu. Wszystkie myśli Gabrysi są wypełnione nim i nadzieją na wspólne życie. Gabrysia kończy opowiadać, dziewczyny milczą. W końcu odzywa się Paula:

– Witaj w klubie! – Nie musicie nic mówić. Sama wiem – stwierdza Gabrysia. Na następne spotkanie przyszła bez makijażu i w butach na płaskim obcasie. Wygląda świetnie. – A żebyście wiedziały, jak się czuję bez tej maski! Od kilku dni żyję swoim życiem!

Beata, lat 32, ma zupełnie inny problem, tak się wydaje na pierwszy rzut oka. Beata jest bardzo związana ze swoją rodziną. Od czasu studiów nie mieszka w domu, ale jeździ tam w każdy weekend. Kilka razy dziennie rozmawia z mamą przez telefon, bo mama jest chora i Beata bardzo się o nią troszczy. Zresztą rodzice także troszczą się o nią. Kupili jej mieszkanie i dali pieniądze na meble. Te meble też sami wybrali. Beata wolałaby inne, ale nie chciała im robić przykrości, zresztą skoro to ich pieniądze, to oni mają prawo decydować. Rodzice decydują także o wakacjach, na które jeżdżą w trójkę, bo bez niej by się nudzili. Beata jest grzeczną córeczką i spełnia ich oczekiwania.

W zainscenizowanej sytuacji Beata cały czas patrzy na rodziców, zapomina o istnieniu mężczyzny, którego sama wybrała i który stoi kilka kroków za nią. Gdy próbuje się od nich odsunąć, czuje lęk.

– Jak oni sobie poradzą? – pyta. – Poradzą sobie – odpowiadają dziewczyny. Beata robi krok i staje. – A czy ja sobie bez nich poradzę? – Nie dowiesz się, póki tego nie sprawdzisz – mówię.

Każda kobieta w tej grupie ma inną opowieść, ale jedno je łączy. Trzymają się tego, czego mogą się złapać, i nie sprawdzają, czy potrafią same chodzić. Czy nie lepiej się puścić w nieznane, zamiast pozwolić, by naszym życiem rządził lęk?

  1. Psychologia

Czy masz odwagę zmieniać swój charakter? Dlaczego warto to robić?

Nasze cechy charakteru nie muszą być wyznacznikiem na całe życie. Warto pracować nad ich zmianą, jeśli jest nam ze sobą niewygodnie. (fot. iStock)
Nasze cechy charakteru nie muszą być wyznacznikiem na całe życie. Warto pracować nad ich zmianą, jeśli jest nam ze sobą niewygodnie. (fot. iStock)
Nie bój się porzucić człowieka, którym jesteś, na rzecz człowieka, którym chcesz być. To ukoronowanie skutecznego działania.

Magda ma 29 lat, jest z wykształcenia filologiem, pracuje w firmie importującej środki chemiczne. – Rok temu spotkałam kolegę z liceum – opowiada. – To był zawsze taki typ clowna – leń i zgrywus. Tymczasem teraz robi doktorat, ożenił się, buduje dom. Nie mogłam uwierzyć, że to ten sam człowiek. Co się stało ze „starym” Piotrem albo raczej: skąd się nagle wziął ten nowy? Dało mi to do myślenia, a wręcz wytrąciło mnie z równowagi. Ja też tak chcę!

Kto powiedział, że całe życie masz być tą samą osobą? Coś ci się w sobie nie podoba, zmieniaj się do woli! Zwłaszcza jeśli zmiana ma dotyczyć złych nawyków, które utrudniają ci życie. Pomyśl: skąd pewność, że właśnie teraz jesteś prawdziwą sobą, może musisz ją dopiero odkryć…?

Jaka jesteś? - Często mylimy prawdę o sobie z wymyślonym wizerunkiem

Zacznij od tego, kim jesteś dziś. Z wymienionych poniżej określeń wybierz i zakreśl kluczowe cechy swojego charakteru: miła, ładna, mądra, przyjacielska, rozsądna, punktualna, pracowita, prawdomówna.

To, co przed chwilą zrobiłaś, to nie jest twój portret, tylko twoja wizja samej siebie. Nie jesteś taka, ty tylko tak siebie widzisz. Nauczyłaś się i przyzwyczaiłaś tak siebie postrzegać. Te cechy automatycznie z siebie wydobywasz, jesteś biegła w ich używaniu. Tak o sobie myślisz, ale czy wiesz, na ile jest to zgodne z prawdą? Każdy z nas – w zależności od wypadkowej wielu zmiennych w rodzaju: okoliczności, bieżących rezerw psychicznych, kondycji fizycznej i zdrowotnej, aktualnego paradygmatu postrzegania sytuacji, siły motywacji – wykazuje najróżniejsze cechy, czasem nawet takie, których w ogóle nie kojarzy ze sobą, jak: agresja, zrzędliwość, upór, złośliwość, egoizm.

Magda: – Do siebie nie ma człowiek takiego dystansu, ale patrzyłam kiedyś na mojego męża. Kiedy ma umyć samochód, to aż kipi energią. Jest taki zorganizowany i pełen wigoru. Lubi o sobie mówić, że niczego nie zostawia na ostatnią chwilę, i rzeczywiście nie zostawia.

Mąż Magdy wyraźnie unaocznia psychologiczną prawdę: Jesteś taki, jaki myślisz, że jesteś. Zachowujesz się zgodnie z wizją siebie samego. W każdym jest wszystko: odwaga i tchórzostwo, pewność siebie i nieśmiałość, wrażliwość i grubiaństwo. To od nas zależy, na co nastawimy reflektor własnej uwagi. Cechy, na których się skupiamy, silniej wykształcamy, czyniąc z nich filary postrzegania siebie, a inne „leżą odłogiem”. Niektórych używamy nawykowo, innych bardzo rzadko. Dlatego, jeśli chcesz być szczęśliwa, nie blokuj się myślą, że pewne cechy są ci dane, wdrukowane, trwale zaszczepione. Ludzie się zmieniają. Jaskrawym przykładem jest realizacja roli ojca. W pierwszej relacji z dzieckiem mężczyzna może być archetypem złego rodzica, podczas gdy w nowej relacji z kolejnym dzieckiem staje się nagle mądrze kochającym ojcem. Mówimy, że ludzie się zmieniają, ale w rzeczywistości chodzi o to, że przeformatowali wizję samych siebie. Jeśli zgadzasz się z poglądem, że człowiek nie musi być całe życie uwięziony w jednej osobowości, że ma prawo porzucić swoją starą wersję dla nowej, lepszej – możesz zrobić kolejny krok.

Porzuć swoją starą wersję i stań się tym, kim chcesz

– Moim wielkim życiowym celem jest poprawa relacji z bratem – stwierdza Magda. – Dręczę się tym od lat, ale do tej pory nie umiałam ruszyć z miejsca. Grzebałam się wciąż w przyczynach tego stanu rzeczy, w urazach i próbach zmiany zachowania brata. Wiedziałam, oczywiście, że sporo winy jest po mojej stronie, w końcu zrozumiałam, że zmiana musi zacząć się ode mnie. No dobrze, tylko od czego zacząć?

Z perspektywy skutecznego działania droga do zmiany osobowości wiedzie poprzez twój osobisty cel. W przypadku Magdy wizja jest jasna: dobre relacje z bratem. Ty, jeśli już umiesz odróżniać wizje od toksycznych fantazji, wybierz jedną, najbliższą ci dziś wizję. Co byś chciała skutecznie zrealizować w swoim życiu? Wybierz jedną rzecz. Teraz następny krok: zapomnij, że ten cel dotyczy ciebie. Stań z boku i odpowiedz na pytanie: Jaka osoba może to osiągnąć? Zachowaj się jak pracodawca czy dyrektor castingu. Osoby o jakich cechach szukasz? Potraktuj ten problem abstrakcyjnie i wypisz te cechy. W ten sposób stworzysz portret psychologiczny osoby, która bez trudu osiągnie cel, który wybrałaś.

Magda: – Po zadaniu sobie pytania, kto skutecznie poprawi relacje z bratem, wypisałam: „ktoś tolerancyjny, nieoceniający, ale słuchający; ktoś, kto pierwszy podejmuje kontakt; ktoś, kto w ogóle wie, w jakiej rzeczywistości żyje jego brat; ktoś umiejący zamknąć za sobą drzwi przeszłości; ktoś chwalący się bratem, chętnie pokazujący go znajomym; ktoś lubiący i akceptujący ważne dla niego sprawy”.

Kiedy przestajesz myśleć w kategorii: „co JA muszę zrobić”, a zaczynasz zadawać sobie pytanie: „Co TRZEBA zrobić?”, od razu widzisz, czego do tej pory zaniechałaś.
Kolejny krok to hierarchizacja. Wybierz jedną, twoim zdaniem kluczową, cechę, która skutecznie umożliwi realizację wyznaczonego celu. Ponownie zapomnij o sobie. Myśl abstrakcyjne o problemie, a nie o swoim przypadku. Jakie konkretne zachowania trzeba podjąć, żeby w sobie tę cechę rozwinąć? Nie jest ci potrzebna żadna fachowa wiedza. Ty to wiesz. Wyobraź sobie, że chcesz wychować dziecko, żeby wyraźnie tę cechę manifestowało.

Magda: – Cecha, która według mnie jest bardzo pożądana w relacjach z tak trudnym i tak nieodpowiedzialnym człowiekiem jak mój brat, to tolerancja. Co bym robiła, gdybym u kogoś miała rozwinąć tolerancję? Starałabym się, by poznawał kultury i religie inne niż moja. Poszerzyłabym jego środowisko społeczne o ludzi, z którymi do tej pory się nie zadawał. Sprawiłabym, by słuchał zamiast mówić. Pytał, dlaczego, a nie mówił, że to głupie. Oglądał filmy, czytał książki, nie odrzucał czegoś tylko dlatego, że to nie jego klimaty. Zainteresował się czymś kompletnie nowym. Potem przełożyłam to na swój przykład. Zaczęłam od tego, że kupiłam pismo na temat motorów i je przeczytałam od deski do deski.

Zmiana jednej cechy charakteru może przynieść ogromne korzyści

Mimo że jeszcze długa droga przed tobą, jeśli teraz zaczniesz powoli robić coś, aby wypielęgnować w sobie jedną wybraną cechę, to z czasem wyraźnie przełoży się to na realizację celu.

Magda: – Przez lata przerażała mnie myśl: „Muszę wreszcie naprawić kontakty z bratem”. To mnie przytłaczało. Skupiłam się na podniesieniu u siebie poziomu tolerancji i dobre relacje przyszły same. Po prostu idąc do brata, nie odczuwam już żadnego napięcia. Jest dziś u nas w domu częstym gościem. To może dla kogoś nic wielkiego, ale dla mnie to całkowita zmiana mojego życia. I na dodatek wiele osób mi mówi, że się zmieniłam. Jestem weselsza, bardziej cierpliwa, spokojniejsza, pomysłowa – słowem: inna. Ja też to czuję. Skuteczna rewolucja w osobowości, a co za nią często idzie – rewolucja w życiu, nie musi być związana z napięciem. Zacznij od jednej cechy i po prostu sprawdź, co się stanie. Powodzenia!

  1. Psychologia

Gimnastyka szarych komórek, czyli jak zmusić mózg do kreatywnego myślenia

Czy każdy mózg można zmusić do twórczego myślenia? Wiele wskazuje na to, że tak. (Ilustracja: iStock)
Czy każdy mózg można zmusić do twórczego myślenia? Wiele wskazuje na to, że tak. (Ilustracja: iStock)
Masz kłopoty z nowymi pomysłami, kreatywnością? To znaczy, że zapuściłaś swój mózg. Winny jest brak nowych bodźców, wygodnictwo i rutyna. Ale koniec z nudą! Ruszaj na neurobik. Dzięki tej gimnastyce zachowasz młodość umysłu.

Budzik. Łazienka. Śniadanie. Kawa. Radio. Samochód. Praca. Komputer. Telefon. Wieczór. Samochód. Dom. Telewizor. Książka. Łazienka. Spać. Codziennie tak samo, tymi samymi mentalnymi ścieżkami. Rutyna i nuda. Oto, co wykańcza twój mózg. Kawałek po kawałeczku czyści go z kreatywności, pomysłowości i fantazji.

Tymczasem dziś bez kreatywności żyć niełatwo. To kreatywni awansują, mają ciekawą pracę, lepiej zarabiają. Każdy chce być kreatywny. Nic więc dziwnego, że kursy uczące, jak stać się taką osobą, cieszą się ciągle niesłabnącym powodzeniem. Ale co to takiego ta kreatywność? Bardzo długo uważano, że to po prostu inteligencja. Dziś wiemy, że wysoki poziom IQ nie gwarantuje wcale umiejętności twórczego myślenia, choć oczywiście pewne minimum wiedzy jest do tego konieczne.

Pozwól gadać półkulom

Czy zatem każdy mózg można zmusić do twórczego myślenia? Wiele wskazuje na to, że tak. W jaki sposób? By to wiedzieć, trzeba nieco (ale tylko trochę) znać się na jego topografii. Otóż uważa się, że nasz mózg podzielił kompetencje pomiędzy swoje dwie półkule. Lewa ma być surową guwernantką – obsługiwać rozum, analityczne myślenie, prawa – szaloną artystką – pełną duchowych uniesień, twórczej weny i nieposkromionych pomysłów. Dziś wiadomo, że aby naprawdę twórczo myśleć, obie półkule muszą być w ten proces zaangażowane w równym stopniu. Ludzie, którym operacyjnie lub na skutek urazu rozłączono półkule mózgowe, stają się znacznie mniej kreatywni – a więc to, jak myślimy, zależy w ogromnym stopniu od połączenia między półkulami. Muszą intensywnie komunikować się ze sobą, wymieniać poglądy, dyskutować. Dlatego wiele treningów kreatywności kładzie duży nacisk na wzmacnianie połączeń między półkulami.

Jednym z nich jest specjalna gimnastyka zwana kinezjologią lub gimnastyką mózgu. Wymyślił ją Amerykanin, dr Paul Dennison. Opiera się na odkryciach neurobiologów, którzy stwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że do organizowania pracy mózgu niezbędna jest... aktywność fizyczna. Dlatego małe dzieci, których mózg rozwija się najintensywniej, bez przerwy się ruszają i dlatego psycholog na dysleksję może zalecić taniec albo pływanie. I z tego samego powodu nasza umysłowa wydajność siada, kiedy całe godziny spędzamy za biurkiem, a jedyną gimnastyką jest stukanie palcami w klawiaturę komputera. Nie macie się jednak czego obawiać. Kinezjologia nie zagoni was na siłownię. Ruch, jaki propaguje ten rodzaj treningu, nie jest wysiłkowy, opiera się na naturalnej aktywności człowieka. Naciągnięcie mięśni wam nie grozi. A korzyści? Ogromne! Gimnastyka umysłu korzystnie wpływa na stan równowagi psychicznej, poczucie własnej wartości, organizację pracy, koncentrację.

Proste ćwiczenia dr. Dennisona poprawią koordynację wzrokowo-ruchową, zwiększą zdolności manualne, usuną zmęczenie, odprężą i zrelaksują. No i napompują umysł nowymi pomysłami i energią. Jest wiele (także po polsku) książek z zestawami kinezjologicznych ćwiczeń. Bez problemu możesz stosować je sama. Przykład? Proszę: do najbardziej klasycznych należą tak zwane leniwe ósemki. Polegają na wodzeniu oczami za przedmiotem o kształcie położonej ósemki (znaku nieskończoności) lub jego rysowaniu ręką w powietrzu. Ruch zaczynaj zawsze od środka w lewo do góry – lewą ręką, następnie prawą ręką i kończ obydwoma rękoma połączonymi razem. Modyfikacją tego ćwiczenia jest „słoń” – wykonujemy te same ruchy co przy „leniwych ósemkach”, ale tak, jakby robił to słoń. Kładziemy lewe ucho na lewym ramieniu i patrzymy wzdłuż wyciągniętego ramienia-trąby słonia (grzbietem dłoni do góry), nogi w kolanach lekko ugięte, mały rozkrok. Rysuj ręką w powietrzu obszerne „leniwe ósemki” (ucho przyklejone do ramienia). Całe ciało prostuj. Proste? Proste.

Mózgowy fitness

Kinezjologia to tylko jedna z metod ćwiczenia umysłu. Jest wiele rozmaitych szkół „mentalnej gimnastyki”. Inną – święcącą zresztą na Zachodzie największe sukcesy – jest neurobik. Początek tej metodzie dała – wydana także u nas – książka „Neurobik. Zadbaj o kondycję mózgu” autorstwa Larry’ego Katza i Manninga Rubina, dwóch neurologów z Duke University. Spotkała się z tak entuzjastycznym przyjęciem, że w Stanach Zjednoczonych powstają zainspirowane nią „mózgowe fitness cluby”, do których możesz chodzić, by uprawiać mentalną gimnastykę. Działają też agencje, które oferują specjalne szkolenia dla firm i osób prywatnych. Nie trzeba jednak wydawać wielu pieniędzy, by zacząć trening. Możesz to zrobić już teraz.

 

Cała sztuka polega na tym, by różne codzienne czynności wykonywać tak, aby przełamać towarzyszącą im rutynę. Pomysłów na to jest bez liku. Piszesz długopisem – zmień go na pióro albo ołówek. Jesteś praworęczna? Spróbuj umyć zęby lewą ręką. Biorąc prysznic, nie planuj w głowie dnia. Zamknij oczy. Skup się na zapachu mydła, strumieniu wody, fakturze gąbki. Bierzesz kąpiel w wannie, dodaj do wody aromatyczny olejek. Poszerz sobie skalę doznań. Jak? Na przykład dotykaj językiem kamieni i nieobrobionego drewna. Po obudzeniu się, zanim zrobisz sobie poranną kawę, wąchaj zapach wanilii, mięty czy rozmarynu (albo jakiś inny zapach, który pobudzi nowe rejony odpowiedzialne za przetwarzanie bodźców zmysłowych). Zmień drogę, którą codziennie jeździsz do pracy. W windzie biurowca naucz się rozróżniać liczby na przyciskach za pomocą alfabetu Braille’a (w większości nowoczesnych budynków są takie oznaczenia). Potem odnajduj numery pięter, posługując się dotykiem. Odwróć obrazek będący tapetą na ekranie swojego komputera do góry nogami. Każdego ranka czeka cię w pracy przegląd prasy? Spróbuj choć jeden krótki artykuł przeczytać, trzymając gazetę do góry nogami.

Nawet pozornie proste zachowania, które rozbijają codzienną rutynę, powodują, że „poruszamy” nowe obszary mózgu, które do tej pory leżały odłogiem. Dzięki temu powstają nowe połączenia między komórkami nerwowymi, nasz mózg staje się bardziej plastyczny.

Śpij i twórz

Kolejny pomysł na poruszenie niemrawych neuronów to zaproszenie do towarzystwa osób, które myślą inaczej niż ty. Recepta jest prosta: pracujesz nad jakimś zagadnieniem i nic ci z tego nie wychodzi? Poproś o pomoc kolegów z pracy, męża, ba! Nawet własne dzieci. To nie muszą być specjaliści. Może nawet lepiej, żeby nimi nie byli. Genialny fizyk Albert Einstein podsumował to tak: – Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić – tłumaczył – aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi. Kreatywność w ludziach wyzwala także nieskrępowana możliwość przerzucania się rozmaitymi, nieraz nawet niezbyt mądrymi pomysłami. Czy zastanowiło cię kiedyś, dlaczego najlepsze rozwiązania przychodzą zwykle w czasie snu?

Poczucie humoru, absurdalne skojarzenia uruchamiają w naszej głowie połączenia neuronalne, których nie używamy na co dzień. Żartowanie, zabawa sprawiają, że nasz mózg staje się bardziej plastyczny. Bo wtedy nasz umysł zrzuca ograniczenia codziennej, zdroworozsądkowej logiki. Wiedział o tym dobrze na przykład Salvador Dali. Zapadał w drzemkę, którą doprowadzał do stanu przed I fazą snu. Wtedy następuje proces zasypiania, stan rozluźnienia na granicy jawy i śnienia. Tętno wyrównuje się, oddech staje się regularny, temperatura ciała opada. Codzienne problemy i wrażenia zmysłowe płynące z otoczenia stają się przyjemnie odległe. Świadomość zasypiającego pogrąża się w tak zwanych wyobrażeniach hypnagogicznych, są to fragmenty obrazów, elementy snów i wizji. W mózgu rejestruje się wtedy fale o częstotliwości alfa, czemu towarzyszy wrażenie przyjemnego relaksu, gdy myśli przepływają przez umysł niezakłócone koncentracją, swobodnie jak chmury na niebie.

Dali zasypiał tak na fotelu, trzymając w dłoni łyżeczkę opartą o szklankę. Gdy wchodził w głębszy sen i jego mięśnie rozluźniały się, budził go hałas opadającej łyżeczki. Dzięki temu artysta pamiętał obrazy jawiące mu się przed chwilą pod powiekami i uwieczniał je na płótnie.

Żartuj i nie bój się marzyć

Naukowcy odkryli, że podświadomość jest znacznie bardziej kreatywna niż świadomość. Dlatego od czasu do czasu oderwijmy się od obowiązków i pozwólmy myślom poszybować w krainę niebieskich migdałów. W tym czasie pomysły stają się wolne, zaczynają rekombinować ze sobą według nowych wzorów i nieprzewidywalnych połączeń. Jesteśmy bardziej otwarci na głosy z wewnątrz, gdy nie myślimy o czymś wprost, dlatego relaks służy kreatywności.

Na jawie barierę logiczności próbuje się też pokonywać w tak zwanej burzy mózgów. Warunek: trzeba mówić wszystko, co tylko przyjdzie do głowy, żadna wypowiedź nie może być oceniana negatywnie, nie należy także samemu cenzurować swoich wypowiedzi. Takie wyładowania umysłów przynoszą czasami zdumiewająco dobre rezultaty. Zwłaszcza jeśli przebiegają w miłej, sprzyjającej i bezpiecznej atmosferze. Poczucie humoru, absurdalne skojarzenia uruchamiają w naszej głowie połączenia neuronalne, których nie używamy na co dzień. Żartowanie, zabawa sprawiają, że nasz mózg młodnieje.

Bogate umysły

Swój mózg możesz także ćwiczyć, zapisując się na kursy, które rozwijają jakieś nietypowe umiejętności, na przykład szybkiego czytania, technik pamięciowych. A może naucz się języka migowego? Warto. Niedostatki ciała pozbawionego ruchu widać w lustrze. Zastały umysł powoduje, że tracisz radość życia. Szybciej się starzejesz. Tymczasem trenowany umysł młodnieje. Dzieje się tak dzięki wzmożonej produkcji neurotrofin, małych cząstek białka w naszym mózgu, które odżywiają nerwy – odmładzają komórki nerwowe, naprawiają powstałe w nich zniszczenia, przywracając ich funkcje. Pod wpływem neurotrofin odradzają się nawet te komórki, które uznawano za stracone. Większa ilość neurotrofin opóźnia proces psychicznego starzenia.

Neurolog Robert Freidland z zespołem z Case Western Reserve University School of Medicine w Cleveland przeprowadził badania, z których wynika, że ludzie, którzy byli w ciągu życia bardziej aktywni umysłowo, podejmowali nowe wyzwania, rzadziej chorują na chorobę Alzheimera niż ci, których jedyną kreatywnością było przełączanie programów w telewizorze. Wpływ nowych bodźców na mózg potwierdzają też badania przeprowadzone na zwierzętach. Stwierdzono na przykład, że u szczurów żyjących w pustych i ciemnych klatkach, w których ograniczono do minimum liczbę bodźców zmysłowych, kora mózgowa osiąga mniejsze rozmiary i ma znacznie uboższą sieć połączeń niż u szczurów hodowanych w środowisku pełnym różnego rodzaju dźwięków, obrazów, zapachów, smaków.

Mówi się, że na co dzień wystarcza nam zaledwie 10 procent naszego umysłowego potencjału. Co się stanie, gdy zdołamy obudzić choć promil więcej? Wszystko tkwi w głowie. Spróbuj.

  1. Psychologia

Żyj na własnych zasadach

Warto uświadomić sobie,że większość z tego, co wywołuje nasze obawy, nie ma znaczenia. (Fot. Getty Images)
Warto uświadomić sobie,że większość z tego, co wywołuje nasze obawy, nie ma znaczenia. (Fot. Getty Images)
Według nauczyciela Johna C. Parkina problem większości z nas polega na tym, że martwimy się mnóstwem rzeczy, na które nie mamy wpływu. Pora wszystkim lękom i fałszywym przekonaniom powiedzieć dwa dosadne, ale jakże uwalniające słowa: „pieprzę to!”

John C. Parkin 20 lat życia poświęcił na tropienie kolejnych ścieżek rozwoju. Pewnego dnia doznał oświecenia – uświadomił sobie, że mówienie „pieprzę to” przynosi taki sam efekt jak wschodnie praktyki duchowe. Tyle że bez wieloletniego siedzenia w pozycji kwiatu lotosu i bezustannych prób uciszenia umysłu. „To metoda idealna dla naszych czasów” – pomyślał Parkin i wziął się do roboty. Pierwsza książka „Filozofia f**k it”, będąca opisem jego nowo odkrytej drogi rozwoju, została przetłumaczona na 22 języki i stała się międzynarodowym bestsellerem. Ostatecznie Parkin rzucił dobrze płatną pracę w Londynie i kupił uroczą górską posiadłość we Włoszech, do której przeniósł się wraz z żoną i bliźniętami. Odtąd żyją tam i prowadzą obozy rozwojowe pod wiele mówiącym szyldem „Pieprz to”.

Przerwać opowieść

Filozofia Parkina w skrócie oznacza robienie tego, na co ma się ochotę. Czyli życie na własnych zasadach, w pełnej wolności. Bez strachu i obaw. Zanim jednak dotrzemy do tego jakże zachęcającego punktu, należy sobie uświadomić, że tkwimy w więzieniu. Czym ono jest? Tak zwanym sensem życia, którego szukamy bezowocnie, skazując się na przytłaczającą szarą egzystencję. Przebłysk bezgranicznej bezcelowości życia, który zdarza się nam miewać, zazwyczaj wywołuje panikę. Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim. Martwimy się rzeczami, które z nawet nieznacznie dalszej perspektywy w ogóle nie mają znaczenia. Parkin twierdzi, że jesteśmy w tym, niestety, żałośni.

Główny problem polega na tym, że mamy swoją historię, czyli wszystkie te rzeczy, które nam się przytrafiły. Ktoś nas skrzywdził, uratował, wzruszył, zainspirował. Może przeszliśmy przez depresję albo mieliśmy ojca, który wyjeżdżał bez pożegnania i permanentnie zdradzał matkę. Zajmujemy się tym, kim byliśmy, jesteśmy i kim chcielibyśmy się stać. Zadręczamy się myślami na ten temat. Życie jawi się nam jako miejsce pełne magii albo jako jeden wielki padół rozpaczy. To są nasze opowieści, w które usiłujemy zamknąć przepływ życia. Ono zdążyło przemieścić się już znacznie dalej, a my nadal tkwimy w więzieniu tkanej pracowicie przez nas opowieści. Jesteśmy jak pisarz uwięziony we własnej książce. Dlatego Parkin gorąco namawia, żeby pieprzyć swoją historię. Ona zawsze będzie nasza, ale my nie jesteśmy nią.

Historia to ego, karma, iluzja, nazwij ją, jak chcesz. Nie jest jednak prawdą, więc pieprz ją. Podobnie jak parę najbardziej przeszkadzających w życiu emocji i nawyków.

Na pohybel lękom

Wschodni mistrzowie mówią, że strach jest bezużyteczny, a oni wiedzą, co mówią. U podstaw każdej ludzkiej obawy leży lęk przed śmiercią i stratą. Cóż to za cholerny ból – konkluduje Parkin. I przekonuje: staw czoła swoim lękom. Czego się boisz? Jutrzejszego zebrania w pracy, tego, że przytyjesz, uderzenia meteorytu czy może tego, że ktoś powie ci coś przykrego? Kiedy przyjrzysz się swoim lękom, odkryjesz, że u podstawy każdego z nich tkwi utrata czegoś. Ale każdy z nas musi stawić czoła kwestii utraty wszystkiego. Wszystko musi odejść, bo nic do nas nie należy. Dlatego powiedz: „pieprzę strach”, by wreszcie spojrzeć mu w ślepia. Gdy spotkanie z nim okaże się straszne, nie wycofuj się. Dla pocieszenia powtarzaj: „To też minie”.

Po cóż ta powaga?

Podchodzimy do życia odpowiedzialnie i uważamy, że tak właśnie zachowują się dorośli. Śmiertelna powaga bierze się z tego, że nam zależy, uważa Parkin. Zależy nam na stabilizacji finansowej, więc poważnie podchodzimy do pracy. Na fajnych wakacjach też nam zależy, więc praca staje się jeszcze bardziej poważna. Zależy nam na zdrowiu, wyglądzie i tym sweterku w odcieniu pudrowego różu. A jak ciężko i poważnie się robi, kiedy zależy nam na reputacji, budowaniu CV, na byciu wyluzowaną, ale spójną wewnętrznie matką i empatyczną przyjaciółką. Problem w tym, że zależy nam na zbyt wielu rzeczach. Na dodatek żyjemy w przekonaniu, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Wątpimy, rezygnujemy, ale potem znowu podkręcamy śrubę. Jesteśmy na zmianę apatyczni i surowi dla siebie oraz innych. Tkwimy w przeklętym cyklu.

Co robić? Parkin podpowiada – powiedzieć „pieprzę to” temu oprogramowaniu, na które składają się oszczerstwa Wewnętrznego Krytyka. Tak jak jest, jest wystarczająco dobrze. Nie musimy się starać, nie musimy się zmieniać. Wystarczy, że jesteśmy!

W niewoli celu

Mamy cele. Kiedy jesteśmy zorganizowani i zdeterminowani, to je nawet spisujemy i przydzielamy im terminy do realizacji. No bo przecież chcemy zdać te egzaminy, zmienić wystrój salonu, cieszyć się życiem, doświadczyć swojej kobiecości w relacji oraz seksu tantrycznego, wyzdrowieć, rzucić fajki, awansować. Cierpimy dla sztuki, nie zważamy na ciosy, brniemy w to dalej. Po to, aby zrealizować cele. Czy nie stają się one jednak naszym więzieniem?

Warto wiedzieć, że życie ma w zwyczaju mieć gdzieś nasze plany. Najpewniejsza jest nieprzewidywalność. Cele mogą być pożyteczne, jeśli poprawiają nam humor. Jeśli jednak trzymamy się ich zbyt mocno, ograniczają. Dlatego odpuść to, co ściskasz zbyt kurczowo. Pieprz to!

Nazywaj rzeczy po imieniu

Świadomość, pełna świadomość wymaga sporego wysiłku. A skutkuje życiem na własny rachunek. Łatwiej jest spełniać rodzinne oczekiwania i podporządkowywać się społecznym normom. Prościej jest zbagatelizować pragnienia duszy i włączyć telewizor. Wygodniej jest milczeć, niż głosić swoją prawdę. Bo lepszy jest diabeł, którego znasz. Ale czy go lubisz? Większość z nas wybiera nieświadomość – uważa Parkin. Lepiej nie wiedzieć, nie czuć, nie myśleć po swojemu. Tak jest jakoś przyjemniej.

Świadomość polega na nazywaniu rzeczy po imieniu, na spoglądaniu tam, gdzie jest trudno. Na początku mogą boleć oczy od oślepiającego światła świadomości, powiedz wtedy: „Pieprzę to, stawię czoła faktom”. Nie napinaj się jednak. Miej odwagę sięgać po to, czego pragniesz, ale z drugiej strony, odpuszczaj, gdy tego jest zbyt wiele. Postaraj się też podważyć swoje założenia dotyczące tego, kim jesteś i jak działa wszechświat. Przyjmij, że wszystko, co cię otacza, łącznie z tobą, jest energią. Tak twierdzą fizycy, różni guru i mistrzowie qigong. Powiedz betonowej rzeczywistości: „pieprzę cię”, a otworzą się przed tobą wrota magii. Nie wierz w nic stałego, nie ufaj swoim myślom ani temu obrazowi, który masz przed oczami.

To nie ma znaczenia

No dobrze, powiesz, ale jak przełożyć to na swoje życie? Zacząć mówić wszystkiemu: „pieprzę to”? Czemu nie?! Ale tak naprawdę chodzi o to, by pokazać środkowy palec rzeczom, które cię męczą, stresują, pozbawiają radości życia.

Od czego zacząć? Stań przed lustrem i spójrz na siebie. Przypuszczalnie zobaczysz tam kogoś, kto za dużo pracuje, za dużo się martwi, za dużo myśli, za dużo kalkuluje. Może jest to ktoś zestresowany, zmęczony, niezrealizowany.

Teraz uświadom sobie, że większość z tego, co wywołuje twoje obawy, nie ma kompletnie znaczenia. Możesz odrzucić przyczynę twojego bólu, robić mniej, bardziej się zrelaksować i podążyć z nurtem rzeki, jaką jest życie, zamiast starać się nad wszystkim panować. Przestać podchodzić do tej podróży tak bardzo poważnie. Zwolnić.