1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zdradziłam i zostałam zdradzona. Jak wygląda zdrada z obu perspektyw?

Zdradziłam i zostałam zdradzona. Jak wygląda zdrada z obu perspektyw?

Zostałem zdradzony przez żonę. Zostałam zdradzona przez męża. Co czuje kobieta zdradzona? Jakie emocje targają kobietą zdradzającą? (Fot. iStock)
Zostałem zdradzony przez żonę. Zostałam zdradzona przez męża. Co czuje kobieta zdradzona? Jakie emocje targają kobietą zdradzającą? (Fot. iStock)
Zawsze świadczy o poważnym kryzysie w związku. Zawsze boli. Ale otwiera też przestrzeń do dialogu i zmian. Jak ją dostrzec, radzi psychoterapeuta Janusz Wiśniewski.

Zawsze świadczy o poważnym kryzysie w związku. Zdradzona żona, zdradzony mąż... Zawsze boli. Ale otwiera też przestrzeń do dialogu i zmian. Jak ją dostrzec, radzi psychoterapeuta Janusz Wiśniewski.

Ewa: zdradziłam

Ktoś mi kiedyś powiedział, że zdrada to bilet w jedną stronę. Nie ma powrotu.

Myślałam, że jesteśmy z Michałem dobrym małżeństwem. Połączyło nas podobne poczucie humoru i pasja do historii. Oboje bardzo chcieliśmy założyć rodzinę. Miłość zmysłowa nigdy nie była najmocniejszą stroną naszego związku, ale mieliśmy dla siebie dużo sympatii, szacunku i czułości. I zawsze mogłam na Michała liczyć.

Przez lata działaliśmy jak najlepiej zgrany tandem. Założyliśmy i rozwinęliśmy firmę, zbudowaliśmy dom, mamy dwóch synów. Tyle rzeczy robiliśmy wspólnie, że w pewnym momencie zaczęłam się czuć bardziej jak kumpel, wspólnik niż żona. Michał widział we mnie kobietę jedynie wieczorem. A i to coraz rzadziej. Poza tym to nie ten typ mężczyzny, co potrafi bez okazji przynieść kobiecie bukiet kwiatów. Prędzej kupi pęczek koperku i jeszcze będzie oczekiwał pochwał, że jest taki zapobiegliwy.

Pół roku temu wybrałam się na spotkanie ze znajomymi ze studiów. Wieczorem do naszego grona dołączył Andrzej. Po wielu latach nieobecności wrócił z Kopenhagi, gdzie mieszkał z żoną i córką.

Na początku studiów chodziliśmy ze sobą. Ale trwało to krótko, bo Andrzej wyjechał. Od tamtej pory nie widzieliśmy się. Kiedy go teraz spotkałam, zauroczenie powróciło. Aż mi było głupio, bo trzęsły mi się ręce i nie mogłam zebrać myśli.

Następnego dnia zadzwonił, proponując kawę. Po spotkaniu nie przestawałam o nim myśleć. Widywaliśmy się kilka razy w tygodniu, chociaż na kwadrans. Czułam się jak drzewo na wiosnę, w którym po zimie znów zaczynają krążyć soki, odżywa.

Początkowo wmawiałam sobie, że to tylko niewinne spotkania dawnych przyjaciół. Przecież nie robię nic złego. A trochę radości od życia też mi się należy.

Po paru tygodniach Andrzej zamiast tradycyjnej kawy zaproponował wyjazd za miasto. Skończyło się w przydrożnym motelu. Dawno nie byłam tak szczęśliwa. Czułam się kobieco, znowu miałam piersi, biodra, brzuch, uda. Znów ktoś patrzył na mnie z zachwytem. Andrzej był tak czuły i namiętny, jak tylko może to sobie kobieta wymarzyć.

Wracałam do domu miotana mnóstwem skrajnych uczuć – rozpierająca radość, zdziwienie, że do tego doszło, strach, co będzie dalej, ekscytacja, że mam taką cudowną tajemnicę, złość na Michała, że nigdy nie był wobec mnie tak namiętny i uważny.

Ta ukrywana miłość dodawała mi skrzydeł, byłam wesoła, pełna energii, wspaniale się czułam.

Zostałem zdradzony przez żonę

Któregoś wieczora Andrzej napisał esemesa, że mnie kocha i żałuje, że nie udało nam się przed laty być razem. Chociaż bardzo się pilnowałam, tym razem zostawiłam swój telefon w jadalni na stole – usłyszałam płacz młodszego synka i pobiegłam sprawdzić, co się stało. Kiedy wróciłam do jadalni, Michał siedział przy stole. Po jego minie domyśliłam się, że przeczytał wyznanie Andrzeja.

To był koszmarny wieczór. Michał dokładnie o wszystko wypytywał. Kto to jest? Czy z nim spałam? Jak długo trwa nasz romans? Mąż "widział" jak go zdradzam. Powiedziałam prawdę, nie było sensu kłamać. Po tej rozmowie przestał się do mnie prawie odzywać. Jedynie przy dzieciach odpowiada monosylabami na pytania i zdawkowo omawiamy plany na dany dzień.

Kilkakrotnie próbowałam Michałowi coś wytłumaczyć, ale nie chce mnie słuchać. Trwamy w takim zawieszeniu już od wielu tygodni. Nie wiem, co robić. Ciężko mi, że go zawiodłam. Podjęliśmy z Andrzejem decyzję, że będziemy się starali ratować nasze rodziny i przestaniemy się spotykać.

Żona Andrzeja, Dorota, też się dowiedziała o naszym romansie. Jej znajoma widziała nas w restauracji. Andrzej przyznał się do wszystkiego, a ona definitywnie zażądała rozwodu.

Dorota: zostałam zdradzona

Od dłuższego czasu czułam, że coś jest nie w porządku. Andrzej był nieobecny myślami i roztargniony. Początkowo sądziłam, że może ma kłopoty w pracy. Kiedy jednak zaczął konsekwentnie unikać zbliżeń, zaczęłam się niepokoić. Zawsze znalazł pretekst, by się położyć spać dużo później niż ja. Czułam się tym dotknięta, ale nie reagowałam. Nie mam zwyczaju prosić o bliskość, tym bardziej, że był coraz bardziej rozdrażniony i nerwowy. Ciągle narzekał na brak czasu, odmawiał wspólnych wyjść do kina czy znajomych. Zaczęłam podejrzewać, że w grę może wchodzić inna kobieta. Jednak duma nie pozwalała mi o to zapytać. Odsuwał się ode mnie coraz bardziej, ja odpowiadałam tym samym. Nie nalegałam, nie dopytywałam o nic.

Kiedy przyjaciółka powiedziała mi, że widziała go w restauracji z jakąś wysoką szatynką, poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. Zaczęłam wypytywać o szczegóły. Podobno ich zachowanie nie zostawiało żadnych złudzeń co do intymności relacji. Przez kilka dni byłam jak sparaliżowana.

Wreszcie zapytałam go wprost, czy to prawda, że ma inną kobietę. Nie chciałam znać szczegółów ich relacji. Chciałam wiedzieć tylko, czy mnie zdradził.

Teraz, jako zdradzona żona, cały czas zastanawiam się – jaka ona jest. Czy ładniejsza, bardziej kobieca, w czym ode mnie lepsza? Na usta ciśnie mi się tysiące pytań, ale żadnego z nich nie jestem w stanie zadać. Każdego ranka po obudzeniu z całych sił zaciskam oczy, pragnąc, żeby to był tylko zły sen. Nie mogę uwierzyć, że Andrzej mnie zdradził. Najchętniej kazałabym mu się natychmiast wynosić. Jedynie z powodu naszej córki powstrzymuję się przed taką decyzją. Powiedziałam, że chcę rozwodu. Nie jestem w stanie dalej z nim żyć. Po tym, co zrobił, całkowicie straciłam do niego zaufanie.

Patrzę na Andrzeja i wciąż się zastanawiam, ile razy mnie zdradził, ile razy zrobił ze mnie idiotkę. Chociaż zapewnia, że nigdy wcześniej nie był z inną kobietą, nie wierzę w ani jedno jego słowo. To już nie jest mój Andrzej, tylko obcy, zimny facet, który mnie zawiódł i oszukał.

Chwilami jednak bardzo żal mi tych wszystkich dobrych lat, które razem spędziliśmy. Wtedy mam ochotę wrzeszczeć i przeklinać, ale milczę jak skamieniała. Wokół mnie jest rumowisko, a ja, zdradzona żona, nie wiem, w którą dalej iść stronę. Zostać czy odejść.

Zdradzona żona, zdradzony mąż - jak skorzystać z szansy?

Jeśli w związku dochodzi do zdrady, można powiedzieć, że od dłuższego czasu trwał on w pogłębiającym się kryzysie.

Kiedy bilans zysków i strat staje się ujemny, wówczas otwiera się droga do poszukiwania kogoś, kto da to, czego nie daje nam partner, a więc bliskość, ciepło, akceptację czy zrozumienie. Nie znaczy to jednak, że odczucie deficytu ma zawsze źródło w tym, że partner jest obiektywnie niedobry. Bywa, że dana osoba czuje się zaniedbana i niedoceniona, ponieważ jej potrzeby emocjonalne są zbyt duże, by ktoś był w stanie im sprostać. Często dlatego, że nie otrzymała wystarczająco miłości, akceptacji i opieki w dzieciństwie.

Jakakolwiek droga nie prowadziłaby do zdrady, świadomość bycia zdradzonym jest zawsze źródłem ogromnego stresu. Na początku pojawia się szok i niedowierzanie, że sprawy zaszły tak daleko. Niektóre zdradzone osoby reagują wybuchem gniewu i pretensjami. Awantura daje przynajmniej upust trudnym emocjom. Gorzej, gdy zdradzona żona lub mąż zamyka się w sobie i biczuje samokrytycyzmem, myśląc: „To było do przewidzenia. Nie nadaję się do niczego. Wreszcie wyszło to na jaw”. Zdradzone kobiety zazwyczaj uważają, że ich rywalka jest dużo ładniejsza i bardziej kobieca. Mężczyźni zaś sądzą zwykle: zostałem zdradzony przez żonę, bo jestem słabym kochankiem.

Jeśli, pomimo zdrady, para podejmie decyzję o dalszym byciu razem, ale zdradzona żona lub mąż będzie próbować opierać dalszy związek na nieustannym wzbudzaniu poczucia winy w partnerze – nieuchronnie doprowadzi to do kolejnej zdrady. Najtrudniejszą, ale najwłaściwszą drogą dla związku, którego dotknął kryzys z powodu braku wierności, jest próba znalezienia jakiegoś sensu zdrady. Od osoby zdradzonej wymaga to dojrzałości – mimo zranienia i poczucia krzywdy musi dostrzec swój wkład w to, co się stało. Od osoby, która zdradziła – szczerości i odwagi, by przyznać, że popełniła wykroczenie, nie dotrzymała umowy i głęboko zraniła partnera. Gdy osoba zdradzona zrezygnuje z przywiązania się do swojej krzywdy i roli ofiary, a ta, która zdradziła, uwierzy, że jest jeszcze w stanie wnieść do związku coś pozytywnego, wówczas otwiera się przestrzeń do dialogu. Bo przecież niewierność nie musi oznaczać przekreślenia wartości partnera.

Zdrada zawsze jest poważnym kryzysem, który niejednokrotnie kończy się rozstaniem. I nie da się tego kryzysu pokonać bez głębokiej zmiany jakości związku. Zazwyczaj potrzebna jest w tym celu interwencja terapeutyczna, bo siły związku są niewystarczające na to, by wyjść z tak głębokiego impasu.

Każdy kryzys ma potencjalnie szansę zaowocować czymś dobrym. Żeby jednak tak się stało, trzeba otworzyć się na zmianę, odkryć w sobie i związku nowe potencjały, sięgnąć do niewykorzystanych dotąd doświadczeń. Przestać sprowadzać siebie i partnera do ustalonego latami układu.

W związkach, które przeżywają kryzys, partnerzy zwykle nie rozmawiają ze sobą, lecz ze swoimi wyobrażeniami o sobie. Tymczasem spojrzenie w nowy sposób na siebie, drugą osobę i relację daje szansę na wyjście z kryzysu, ale też na głębszy związek, lepszą komunikację i nowy wymiar bliskości erotycznej.

Aby uniknąć tak głębokich kryzysów w związku jak zdrada, warto uświadomić sobie, że dbałość o dobrą relację jest zadaniem obojga partnerów. Jeśli chcemy wziąć odpowiedzialność za związek, to kiedy pojawiają się problemy z bliskością, gdy inni zaczynają być bliżsi niż partner – powinniśmy mu o tym otwarcie powiedzieć, wspólnie spróbować coś z tym zrobić, a nie czekać, aż sprawy wymkną się spod kontroli.

Tymczasem często okazuje się, że wielu osobom trudno przychodzi szczera rozmowa o niezaspokojonych potrzebach. I tak długo, jak związek funkcjonuje poprawnie, czyli nie kłócą się, zgodnie wychowują dzieci, razem jeżdżą na wakacje i robią zakupy – uważają, że wszystko jest w porządku. Tymczasem pod pozorami normalności coraz bardziej zanika bliskość, partnerzy oddalają się od siebie, a wtedy już tylko krok dzieli ich od zdrady. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jaka jest cena podwójnego życia?

Wyniesione z domu wzory i matryce, które mówią nam, czym są miłość, bliskość, zaufanie, często sprawiają, że choć bardzo tego pragniemy, nie umiemy tworzyć bliskich relacji. Czasem niezbędnym krokiem jest samo uświadomienie sobie, co się działo w życiu naszych rodziców i jaki to ma wpływ na nas dzisiaj. (Fot. iStock)
Wyniesione z domu wzory i matryce, które mówią nam, czym są miłość, bliskość, zaufanie, często sprawiają, że choć bardzo tego pragniemy, nie umiemy tworzyć bliskich relacji. Czasem niezbędnym krokiem jest samo uświadomienie sobie, co się działo w życiu naszych rodziców i jaki to ma wpływ na nas dzisiaj. (Fot. iStock)
Co zdrady mojego ojca i milcząca zgoda na nie matki mają do tego, czy jestem szczęśliwa w małżeństwie? Czasem wolimy nie znać rodzinnych tajemnic. Jednak bywa, że odkrycie tego, co działo się między rodzicami, to droga do szczęścia w miłości.

Sto razy bardziej wolałabym widzieć swojego ojca szczęśliwego z inną kobieta niż przez lata patrzeć, jak warczą na siebie z matką – mówi Anna, lekarka. – Widzieć, jak siadają na dwóch końcach wersalki tak, żeby się przypadkiem nie dotknąć. Jak mijają się w kuchni czy przedpokoju, nie patrząc sobie w oczy. Jak matka wścieka się lub płacze, bo nawet kiedy ojciec jest w domu, to siedzi w swoim gabinecie. A ona ze mną, moim bratem i naszym kotem…

Jak to, że ojciec matki nie kochał, ale mimo to mieszkali razem, wpłynęło na jej życie, Anna zdała sobie sprawę po rozwodzie. Jej mąż był zimny i krytyczny, ale odeszła od niego z powodu mężczyzny, który był… taki sam.

– Miałam szmergla na punkcie mojego kochanka Pawła. Zdradziłam z nim męża, ale dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę z tego, że Paweł całkiem mnie lekceważył.

Zabolało ją i otrzeźwiło, kiedy usiadł na kanapie tak, żeby przypadkiem jej nie dotknąć. Wtedy zobaczyła, że powiela życie matki i ojca. Zrozumiała też, jak cierpiała matka i dlaczego była taka nieczuła wobec niej i brata.

Anna, rozbita i załamana, trafiła na terapię. Zrobiła wszystko, co mogła, żeby być szczęśliwa. Żeby nie powtórzyć losu rodziców. Efekt? Nieudane małżeństwo, zdrada, rozstanie.

– Psychoterapeuta wyjaśnił mi, że nie jestem masochistką. Powielam w życiu wzory wyniesione z domu. A że są traumatyczne, to pech! Jasne stało się, dlaczego wyszłam za mąż za mężczyznę, który był jak jeż, i czemu go zdradziłam z podobnym, dlaczego moje życie było pogonią za niemiłymi facetami. Dlaczego? Bo, jak mi wyjaśnił psycholog, miłość to dla nas to, co łączyło tatę i mamę, nawet jeśli z prawdziwą miłością nie miało to wiele wspólnego.

Anna dowiedziała się przez przypadek, skąd wynikały chłód i napięcie panujące w ich domu. Zdarzyło się to w czasie, kiedy rozstała się z mężem i kochankiem. – Dobrze zrobiłaś – usłyszała od znajomej mamy, którą znała od urodzenia. – Szkoda, że twój ojciec nie odszedł od twojej mamy do Ewy. Nie wiedziałaś, że przez 16 lat prowadził podwójne życie?

Anna znała Ewę: miła brunetka, która często u nich bywała. Ewa czekała na ojca Anny 16 lat.

Matryce emocjonalne

Ksiądz doktor Grzegorz Kudlak, psycholog: – Anna jak każda dziewczynka patrzyła na to, jak tata odnosi się do mamy, i w dorosłym życiu szukała mężczyzny, który traktowałby ją w taki sam sposób. Szczęśliwa z nimi być nie mogła, ponieważ jej rodzice szczęśliwi nie byli… Ale wybierała to, co znane, bo w takiej relacji czuła się pewniej. Choć świadomie pragnęła czego innego, nie mogła przekroczyć tej smutnej emocjonalnej matrycy, póki nie zyskała świadomości, że taką ma.

Skąd się bierze emocjonalna matryca? „Dziecko nie rozumie, jest jeszcze za małe” – myślą rodzice. – Może nie rozumie, ale czuje: zamieszanie, pustkę, napięcie, lęk – dodaje dr Grzegorz Kudlak. Chłód emocji i odrzucenie. Do nich się przyzwyczaja i ich potem nieświadomie szuka. Dziecku trzeba mówić, co się dzieje, bo inaczej żyje w ciągłym napięciu, które je demoluje. Przywyka do napięcia i dlatego w relacjach w dorosłym życiu czuje się jak domu wtedy, kiedy to napięcie odczuwa.

Być jak ojciec

Na tę audycję w radiu Rafał trafił przypadkiem. „Każde uzależnienie – usłyszał – a więc i to od uwodzenia czy od seksu, ma swoje fazy. Najpierw przynosi więcej korzyści niż strat, potem, kiedy potrzebujemy coraz mocniejszych bodźców, żeby dostarczyć sobie takiej samej jak na początku stymulacji, zaczynamy odczuwać negatywne skutki: wstyd i poczucie winy. Ale wtedy już nie udają się próby zaprzestania flirtów, zdrad itp. Nasze myślenie opanowało planowanie i fantazjowanie o seksualnych doświadczeniach. Spędzamy coraz więcej czasu na poszukiwaniu seksu. Zaniedbujemy bliskich, pracę. Pojawiają się jeszcze silniejsze poczucie winy i lęk. By je zagłuszyć, sięgamy po jeszcze bardziej niebezpieczne zachowania seksualne. A poczucie pustki i upodlenia rośnie”.

Rafał opowiedział swojemu terapeucie, że słuchając o uzależnieniu od seksu, poczuł, jak włosy stają mu dęba. To było o nim! Przed oczami ciągle miał twarz swojej partnerki: płaczącą, krzyczącą, że to chore, proszącą, żeby przestał – to jego chowanie telefonu i komputera, mówienie jej o tym, że to ona ma iść się leczyć, bo chce go kontrolować! A przecież wiedział, że ukrywa przed nią zdrady. Wiedział i nie wiedział. Nie chciał przecież tak żyć, a znów to robił. Dlaczego? Aż tak nie kontroluje swojego życia?! Tym razem nie miał wątpliwości, że sam sobie nie poradzi. Zdecydował się na terapię.

Piotr Gumienny, seksuolog: – W modelu mężczyzny Rafał ma wpisane uwodzenie. Jego ojciec, z którym spędzał wiele wolnego czasu, uwodził na jego oczach właśnie poznane kobiety. Matka Rafała udawała, że nie widzi zdrad męża. Bała się, że go straci, że w wypadku konfrontacji odejdzie do którejś z kochanek. Zostawała więc w domu razem ze starszą o pięć lat od Rafała córką.

Piotr Gumienny: – Rafał chciał żyć inaczej niż ojciec, nie uniknął jednak nieświadomego powielania. Świadomie starał się być wierny, zwłaszcza że to była czwarta partnerka. Czuł się jednak źle w atmosferze otwartości, miłości i akceptacji. Przywykł w domu rodzinnym do napięcia, milczenia, atmosfery tajemnicy, lęku. Zaczął więc czuć brak, nudę, irytację. Szukając sposobu, by je zniwelować, zaczął  flirtować na Facebooku. „Przecież to nie portal randkowy, co w tym złego?” – tak sobie tłumaczył. Do czasu, aż pierwszy raz poczuł, że Messenger w nocy to za mało, i poszedł do łóżka z poznaną w necie kobietą.

Seksproblemy po zdradach

– Gdzie zaczyna się seksualność dziecka? W sypialni rodziców – mówi dr Kudlak. Tymczasem rodzice Anny nie spali razem. Dla niej więc stały partner nie był kimś, z kim łączy intymna, seksualna więź, co źle wpłynęło na jej małżeństwo i pchnęło ją samą do romansu. Podobnie rodzice Rafała nie mieli wspólnej sypialni. A więc i dla niego związek nie był przestrzenią dla bliskości i zmysłowości. I on tracił ochotę na seks z każdą kobietą, która się stawała jego stałą partnerką. Co więcej, zaczynał swoje kobiety traktować chłodno i trzymać na dystans.

Powodów było wiele, ale żaden nie wynikał z tego, co do nich czuł i co one zrobiły. Jego relacje niszczyła emocjonalna matryca.

– Chłopiec obserwuje, jak tata odnosi się do mamy, a jak do pani w kawiarni czy koleżanki w pracy. W domu w stosunku do mamy jest chłodny, a w kawiarni do obcej pani miły? Tam niechętny, a tu czuły?! To rodzi chaos, który jest destrukcyjny dla przyszłości dziecka. Bo kto jest bliski, kto obcy? Jak się zachowywać? Chłopiec czuje się zagubiony i nieświadomie zaczyna postępować tak jak ojciec – wyjaśnia dr Grzegorz Kudlak. – A to niszczy przyszłe związki, gdyż czyni go niezdolnym do stworzenia bliskości.

Rafał miał żal do swojej matki, która jak większość zdradzanych kobiet nie radziła sobie z zazdrością i wybuchała agresją wobec syna. Ta niechęć promieniowała na wszystkie kobiety, z którymi był. Nie wiedział jednak o tym do czasu, aż trafił na psychoterapię. Nie była ona jednak prosta, bo Rafał musiał dostrzec, że wzór bycia mężczyzną może się różnić od tego, który wyniósł z rodzinnego domu. Co więcej, zaczął walczyć ze swoim uzależnieniem.

Razem aż do bólu

Dla dobra dzieci! Co inni powiedzą?! Dla majątku! Są różne intencje, jakimi uzasadniamy życie w tylko pozornie udanym i dobrym związku.

Ksiądz dr Grzegorz Kudlak: – O miłości można mówić eschatologicznie, że to piękne uczucie itp. Ale z punktu widzenia psychologii miłość to poczucie bezpieczeństwa, akceptacja, równowaga, stałość. Tam, gdzie nie ma miłości między rodzicami, dzieci nie mają poczucia bezpieczeństwa. A to klucz do tego, aby zrozumieć, co tracą dzieci wychowywane w atmosferze kłamstw. Podobnie bywa ze zdradą.

Rodzice się nawet nie lubią, nie rozmawiają ze sobą, kłócą się? Dziecko myśli: „Tak funkcjonuje świat”. I ma dwa wyjścia: albo uznać, że z nim jest coś nie tak, albo że coś nie tak jest z rodzicami. Co wybiera? Że winno jest ono. A więc jego samoocena spada, co staje się podwaliną pod to, by w dorosłym życiu nie wierzyć, że zasługuje się na miłość. Dlatego łatwiej godzi się na bycie wykorzystywanym, lekceważonym, zdradzanym lub też samo wykorzystuje, lekceważy i zdradza.

– Psycholodzy mówią, że bycie razem tylko dla dobra dzieci może być błędem. Bo w gruncie rzeczy dzieci krzywdzi. Pokazuje im w niewerbalny sposób, że można oszukiwać, ściemniać. To buduje mur niedostępności – mówi Piotr Gumienny.

A jaką cenę płaci zdradzający? – Nie potrafi zbudować bliskości z nikim – skoro nie umie z żoną, to tym bardziej nie zbuduje jej z kochanką – tłumaczy seksuolog.

Tu będzie prawdziwy podczas seksu. Tam przy stole. Ale nigdzie całkowicie. Ucierpią na tym jego dzieci – z nimi też nie będzie umiał być blisko, bo wciąż będą go trzymały na dystans jego tajemnice, to, co musi ukrywać. Lęk, czy się nie wyda. Bo telefon został na wierzchu. Czy nie spotka przypadkiem na ulicy kochanki, kiedy będzie spacerował z dzieckiem i żoną…

– Zdradzający nie jest blisko ani z partnerem, ani sam ze sobą. Tajemnice to niewola ustawicznego lęku przed ich ujawnieniem – dodaje ksiądz doktor Kudlak. – Podwójne życie to ciężar, który daje znać o sobie także fizycznie – w bólach kręgosłupa, stawów, ścięgien, zapaleniu korzonków itd. Może też objawiać się depresją, nerwicą. Albo uzależnieniem od alkoholu czy narkotyków, bo to często metoda radzenia sobie z napięciem.

Sam mężczyzna czuje się także bardzo samotny. Te uczucia maskuje jednak fałszywym poczuciem mocy i kontroli, czyli trzymaniem wszystkich sznurków, a także manipulowaniem ludźmi. Po jakimś czasie stres sprawia, że zaczyna szwankować to, co jest dla niego sensem życia, czyli męskość. Niedomaga, bo nagromadziło się za dużo napięcia. Bo nałogi niszczą zdrowie. Co wtedy? Pustka.

Mężczyzna, który ma kochanki, może traktować kobiety jak trofea, kłamstwo uznaje za myśliwskie narzędzie. Ale są mężczyźni, którzy nie potrafią odejść od żony, bo są emocjonalnie związani i z nią, i z kochanką. To tragedia dla niego i dla tych kobiet.

– Zapytałam ojca, dlaczego nie odszedł od matki. Powiedział, że nie mógł, bo byliśmy ja i mój brat – opowiada Anna. – Nie uwierzyłam mu, myślę, że po prostu było mu tak wygodnie!

Piotr Gumienny: – Mężczyzna, który żyje podwójnym życiem, traci stabilizację emocjonalną, marzenie o dobrej relacji. Musi się ze szczęściem pożegnać. Może nigdy nie zaznać szczęścia, wiecznie za nim goniąc. Działa często w dobrej wierze, ale w złej sytuacji. Nie ma tu dobrych rozwiązań.

Ksiądz doktor Kudlak: – Jeśli ludzie decydują się być razem mimo zdrady, trzeba, by zawalczyli o odzyskanie dobrej relacji między sobą. Jeśli to niemożliwe, jeśli podwójne życie trwa i brak obopólnej woli do współpracy, czyli brak szans na zmianę, bywa, że lepiej się rozstać niż udawać przed dziećmi. To je krzywdzi na całe życie, ponieważ wypacza postrzeganie zdrowych relacji. Co innego dzieci widzą, co innego im się mówi, a co innego czują. Takie dziecko zazwyczaj ma trudności w budowaniu szczęśliwego związku, choćby bardzo tego pragnęło, dlatego właśnie, że nie doświadczyło szczerej, opartej na prawdziwej  bliskości relacji i nie wie, czym ona jest. Taka osoba jako dorosły często obiecuje sobie, że w jego życiu będzie inaczej. Tymczasem tkwi często w związkach, które nie dają szczęścia lub po serii nieudanych prób nie wiąże się z nikim i żyje samotnie.

Żadna matryca nie oznacza jednak wyroku. Dorosłym lekiem na trudne dziedzictwo jest zdanie sobie sprawy z tego, co tak naprawdę przeszkadza nam żyć w pełni, odkłamanie i rozwikłanie tych wzorów. Pomaga świadoma już tym razem nauka kochania siebie i dzięki temu też innych. Wyleczenie emocjonalnych ran jest możliwe, ale wymaga czasu, pracy i odwagi do zbudowania bliskości.

Wyniesione z domu wzory i matryce, które mówią nam, czym są miłość, bliskość, zaufanie, często sprawiają, że choć bardzo tego pragniemy, nie umiemy tworzyć bliskich relacji. Czasem niezbędnym krokiem jest samo uświadomienie sobie, co się działo w życiu naszych rodziców i jaki to ma wpływ na nas dzisiaj. Ten krok otwiera nam drogę do wolności i szczęścia.

  1. Psychologia

Jak się zachować będąc przyjacielem, krewnym lub współpracownikiem osoby zdradzonej?

Zdrada dotyczy nie tylko osoby zdradzonej i zdradzającej. Żyjemy w sieci połączeń z innymi, dlatego w krąg oddziaływania niewierności często zostają wciągnięci również przyjaciele, rodzina, czy współpracownicy. (Fot. iStock)
Zdrada dotyczy nie tylko osoby zdradzonej i zdradzającej. Żyjemy w sieci połączeń z innymi, dlatego w krąg oddziaływania niewierności często zostają wciągnięci również przyjaciele, rodzina, czy współpracownicy. (Fot. iStock)
Czy mówić koleżance, że jej mąż ma kochankę? Komu się zwierzać ze swojego bólu? Jak reagować, gdy zdrada staje się publiczna? Niewierność nie tylko łamie serce partnera, ale i narusza układ społeczny, w którym para funkcjonuje, oraz jest wyzwaniem dla przyjaźni.

Zdrada i ból nią spowodowany dotyczą nie tylko dwóch osób – zdradzonej i zdradzającej. Zdrada ma swoich towarzyszy spoza miłosnej relacji, bo żyjemy w sieci połączeń z innymi. Przyjaciele, rodzina, wspólni znajomi czy współpracownicy często zostają wciągnięci w krąg oddziaływania niewierności, która – choć wydarzyła się po kryjomu – nieuchronnie wychodzi na światło dzienne, stając się wydarzeniem rodzinnym czy wręcz w różnej mierze publicznym.

Jeśli ktoś zdradza, to nie robi tego po to, żeby od razu się przyznać. Podświadomie często jednak pragnie, żeby tajemnica się wydała, bo zdrada ma zwykle głębszy sens, ujawnia wypierany status związku. I najczęściej sekret się wydaje, bo na przykład życzliwa osoba uprzejmie donosi, że on czy ona byli widziani w niedwuznacznej sytuacji. Pierwszym towarzyszem zdrady jest więc posłaniec.

Złe wieści

Wyobraź sobie, że wieloletni partner zdradza twoją najlepszą przyjaciółkę, a ty to odkryłaś. Już na samą myśl, że to ujawnisz, niemal czujesz jej ból. Zaraz potem zaczynasz myśleć, że jeśli powiesz, rozbijesz związek przyjaciółki i nie chcesz brać tego na siebie. A za chwilę sama sobie jednak odpowiadasz, że przecież to jej partner to robi, nie ty. No i w końcu ona ma prawo wiedzieć!  Chcesz jej bronić, ujawnić prawdę, która, choć jest bolesna, wyzwoli ją ze złudzeń. Ale czy masz prawo wchodzić z butami w jej życie? Mówić czy nie mówić o zdradzie?

Odpowiedź wydaje się skomplikowana, a decyzja trudna, bo rola posłańca nowiny, która niesie cierpienie, jest niewdzięczna. Można też wybrać opcję porozmawiania najpierw z osobą, która zdradza. Terapeutka i life coach Joanna Godecka uważa, że to może być rozwiązanie najbardziej fair, zwłaszcza jeśli na zdradę nic wcześniej nie wskazywało. W zależności od tego, co usłyszymy, łatwiej nam będzie podjąć decyzję, czy i co powiedzieć przyjaciółce. Jeżeli jednak wiemy, że to relacja toksyczna, a niewierność partnera zdarza się już nie pierwszy raz, lepiej jak najszybciej jej powiedzieć, co wiemy.  – Moim zdaniem udawania, że nic się nie dzieje, podczas gdy widzimy, że druga osoba jest celowo wprowadzana w błąd, nie można zaakceptować. Jeślibym wiedziała, że moją przyjaciółkę zdradza jej partner czy mąż, myślę, że bym jej to powiedziała. Bo gdyby później wydało się, że wiedziałam, a nie powiedziałam – czułabym się współwinna. I nie zdziwiłabym się, gdyby przyjaciółka poczuła się i przeze mnie zdradzona – mówi ekspertka, ale przyznaje, że powiedzenie o zdradzie może być ryzykowne, bo nikt nie lubi posłańców złych wieści. Tym bardziej że zdradzana strona może wcale nie chcieć widzieć, co się dzieje, i ignorować oczywiste sygnały niewierności. Jeśli tak jest, możemy spotkać się z nieprzyjemną reakcją i warto mieć tego świadomość, zanim zdecydujemy się działać.

A co jeśli to my jesteśmy ofiarą  przemilczenia? Jeśli bardzo cenimy sobie szczerość i odkryjemy, że przyjaciel lub ktoś z rodziny wiedział, że byłyśmy zdradzane, a zachował milczenie – na pewno wzbudzi to w nas dodatkowe emocje – smutku, rozczarowania, gniewu... Jednak zamiast atakować, lepiej zapytać, co tą osobą kierowało. Być może zabrakło jej odwagi? Albo z jakichś powodów uznała, że tak będzie dla mnie lepiej?

Powiernicy

Jeśli pojawia się informator, oznacza to, że już nie tylko my wiemy o zdradzie. Sami też możemy czuć potrzebę, żeby komuś zwierzyć się ze swojej trudnej sytuacji i bolesnych emocji, które jej towarzyszą.

– W gabinecie obserwuję, że na początku przechodzenia przez proces zdrady osoba zdradzona mierzy się z nagłym wewnętrznym poczuciem osamotnienia. Ktoś bliski był obok, ktoś, do kogo przynależeliśmy, kogo obdarzyliśmy zaufaniem i to zaufanie właśnie zostało nadużyte, zniszczone – wyjaśnia Joanna Godecka. –  Potrzebujemy wsparcia i może dlatego szybko zaczynamy szukać sprzymierzeńców. Najlepsze, czego możemy od nich oczekiwać, to deklaracja „Niezależnie od tego, co się wydarzy i jaką decyzję podejmiesz, będę po twojej stronie”.

A wcale nie jest takie oczywiste, że właśnie to otrzymamy!  Terapeutka przypomina sobie klientkę, którą mąż nie tylko zdradzał, ale jeszcze stosował wobec niej przemoc psychiczną. Kiedy poprosiła o pomoc rodziców, usłyszała, że jeśli złoży pozew o rozwód, to oni nie będą w sądzie zeznawać na jej korzyść.

Pamiętajmy zatem, że nie mamy obowiązku spowiadania się ludziom ze wszystkiego, nawet tym najbliższym. Nie narażamy się też w ten sposób na rady: „Zastanów się, możesz sobie już życia nie ułożyć. Machnij na to ręką, bo jak ty sobie sama teraz dasz radę?”. Zdrada budzi emocje i czasem arbitralne postawy. Możemy na przykład czuć nacisk ze strony przyjaciółki, która uważa, że kto raz zdradził, będzie zdradzał zawsze, podczas gdy my same nie jesteśmy gotowe, by odejść. Komunikat: „Zrób z tym coś wreszcie. Nie daj się  tak traktować” może spowodować niepotrzebne napięcie i poczucie winy. I w rezultacie tylko nas osłabić.

Podwójny ból

Istnieje też bardziej bolesna konfiguracja – mąż zdradza cię z twoją przyjaciółką, siostrą, wspólną koleżanką... I wbrew pozorom, to wcale nie jest wyłącznie filmowy scenariusz, bo jak wskazuje sondaż serwisu randkowego IllicitEncounters.com – niewierności dopuszczamy się zwykle w najbliższym gronie. Na pierwszym miejscu tego niechlubnego rankingu znalazła się szwagierka i inni członkowie rodziny (aż 15 proc. aktów niewierności dotyczy naszego rodzeństwa). Taką zdradę trudno wykryć, bo nigdy nie wiadomo, czy dobry kontakt wynika wyłącznie z rodzinnej sympatii, czy może jednak z pożądania. Drugie miejsce na liście kochanek zajęła najlepsza przyjaciółka partnerki. Co dziesiąty zdradzający mężczyzna decyduje się na przygodę właśnie z nią. To ona przecież często pojawia się w waszym domu, więc znajomość może się rozwijać. Wie też od ciebie, kiedy przeżywacie kryzys i może wykorzystać sytuację.

Podwójna strata dotkliwiej boli, bo nie dość, że zdradził nas partner, to jeszcze ktoś drugi też bliski, czasem nie mniej ważny. Już nie pójdziemy do tej przyjaciółki, żeby zwierzyć się ze smutków lub poprawić sobie nastrój przy kawie. Czujemy, że dwie najbliższe osoby zawiązały porozumienie za naszymi plecami i zrobiły coś przeciwko nam, więc podwójnie cierpimy.

– Taką zdradę trudniej przeżyć, bo siostra czy najlepszy przyjaciel wiele o nas wiedzieli, znali naszą wrażliwość, nasze sekrety – mówi Joanna Godecka. Radzi, żeby powoli do tej sytuacji się zdystansować, nie wypierając jednocześnie swoich uczuć. Nie sposób nie mieć poczucia zranienia, niesprawiedliwości, krzywdy, bólu, złości, ale na końcu warto zdać sobie sprawę, że te osoby, choć były nam tak bardzo bliskie, są zwykłymi ludźmi ze swoimi ułomnościami. Nie zlikwiduje to naszych trudnych emocji, ale może przynieść ulgę.

Jeśli same mamy pokusę, żeby pozwolić sobie na skok w bok z przyjacielem partnera, miejmy świadomość, że celujemy jednocześnie do dwóch tarcz. Jeśli on dowie się o tym, poczuje się zdradzony jeszcze bardziej. – Zdrada istnieje jak świat światem, ale ważne jest, żeby wziąć za nią odpowiedzialność – dodaje ekspertka. – Partner będzie miał prawo być wściekły, zraniony, zawiedziony, bo naturalne jest, że oczekiwał lojalności od dwóch stron.

Wszyscy wiedzą

Czasem zdrada staje się publiczna. Para pracuje razem i on zdradza ją z koleżanką z biura, a romans zostaje ujawniony. Okoliczności są równie trudne, co sama zdrada, którą odbieramy jako upokarzającą.

Joanna Godecka uważa, że najlepszym wyjściem z twarzą z takiej sytuacji jest powiedzenie głośno: „Wiem, że wszyscy wiedzą to, co ja wiem. Nie gadajmy o tym, bo nie chcę”. Jasny komunikat powinien zadziałać. Natomiast udawanie, że nic się nie stało, do niczego nie doprowadzi.

Możemy jednak mieć pokusę, żeby rozegrać to inaczej, na przykład krytykować, obgadywać osobę, która nas skrzywdziła. Terapeutka zwraca uwagę, że publiczne pranie brudów nigdy nie jest eleganckie, a w dłuższej perspektywie może obrócić się przeciwko nam, bo my przestaniemy te brudy prać, a inni jeszcze długo będą.  Niektórzy decydują się na przykład odejść z pracy. Przedtem jednak warto się zastanowić, czy naprawdę tego chcemy, bo właściwie to z jakiego powodu mam się wstydzić, że ktoś mnie zdradził.

– Koniec końców, towarzysze zdrady są na drugim planie – podsumowuje Joanna Godecka. – Jeśli po zdradzie chcemy odbudować swoje życie i ruszyć dalej, potrzebne jest poczucie, że to my wiemy, dokąd zmierzamy.

  1. Psychologia

Jak podnieść się po bolesnym rozstaniu? O wychodzeniu z porozwodowej traumy

Rozwód jest uznawany za jeden z najtrudniejszych okresów w życiu. Emocje, jakie wywołuje, porównywane są z tymi, jakie towarzyszą śmierci bliskiej osoby czy też diagnozie poważnej choroby. (Fot. iStock)
Rozwód jest uznawany za jeden z najtrudniejszych okresów w życiu. Emocje, jakie wywołuje, porównywane są z tymi, jakie towarzyszą śmierci bliskiej osoby czy też diagnozie poważnej choroby. (Fot. iStock)
Jak podnieść się po bolesnym rozstaniu z wieloletnim partnerem i jak odbudować świat? Psycholog pozytywny Jolanta Burke opowiada o swoim wychodzeniu z porozwodowej traumy.

Jak podnieść się po bolesnym rozstaniu z wieloletnim partnerem i jak odbudować świat? Jolanta Burke, psycholog, opowiada o swoim wychodzeniu z porozwodowej traumy.

Artykuł archiwalny

Roztrzęsiona siedziałam w fotelu, zastanawiając się, czy to dzieje się naprawdę. „Czemu to zrobiłeś? – szeptałam – Czemu mnie tak skrzywdziłeś?”. Ale jedyne słowa, jakie był w stanie wypowiedzieć to: „Nie wiem, naprawdę nie wiem… Tak mi przykro”. Wiedziałam, że to koniec, oboje wiedzieliśmy, że przekroczył granicę i nie ma już powrotu. Nadszedł czas rozstania, życia bez niego. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Po wielu latach małżeństwa był dla mnie nie tylko partnerem, ale również przyjacielem, najbliższym człowiekiem, który… zdradził mnie z inną kobietą. Czułam, że jestem w stanie mu wybaczyć, ale bałam się, że pamięć o tym zdarzeniu będzie mnie dręczyć przez lata, niszcząc resztki zaufania. Rozwód był jedyną opcją.

Wyjście z dołka

Kolejne miesiące stały się udręką. Nigdy wcześniej nie byłam w takim dołku. Jako psycholog wiedziałam, że rozwód jest uznawany za jeden z najtrudniejszych okresów w życiu. Emocje, jakie wywołuje, porównywane są z tymi, jakie towarzyszą śmierci bliskiej osoby czy też diagnozie poważnej choroby. Czytałam o badaniach, według których satysfakcja z życia w przypadku rozwódek i wdów spada o 10 proc. i nigdy nie powraca do normy. A może jednak powraca? Tradycyjna literatura psychologiczna rzadko pisze o rozwoju po traumie. A przecież dla niektórych ludzi sytuacje stresujące, jak w moim przypadku, są platformą do rozwoju.

Według psycholog pozytywnej dr Barbary Fredrickson, by dobrze się czuć, powinniśmy dążyć do odczuwania trzech pozytywnych emocji na jedną negatywną. W długoterminowych badaniach psychologicznych odkryto, że 10 lat po rozwodzie 40 proc. rozwódek potwierdziło, iż czuje się lepiej niż przed rozwodem. Z innych badań wynika, że rozwódki doświadczyły większego rozwoju w życiu niż kobiety, które nie przechodziły przez rozpad małżeństwa. Po przeanalizowaniu tych badań pomyślałam, że jest dla mnie jeszcze jakaś szansa, tylko muszę ją odnaleźć.

Pewnego wieczoru, kiedy siedziałam przy kominku otulona ciepłym kocem, płacząc nad kubkiem gorącego kakao, zdałam sobie sprawę, że jestem już zmęczona swoim smutkiem. Mam dosyć płaczu, bycia przygnębioną i wspominania wszystkiego od nowa. Przyszedł czas, żebym zmieniła swoje podejście do życia, żebym powróciła do dawnej siebie.

Mój nowy projekt nazwałam „Programem na zdrowie”. Miałam dwie możliwości, by wyjść z dołka: mogłam skorzystać z pomocy psychoterapeuty albo samodzielnie uporać się ze swoimi problemami. Ponieważ miałam dość ograniczony budżet finansowy – mieszkałam za granicą, z dala od rodziny i musiałam oszczędzać – zdecydowałam się na drugą opcję i rozpoczęłam poszukiwania. Zaczęłam czytać artykuły i książki na temat tego, co jest naprawdę istotne w życiu. I tak odkryłam psychologię pozytywną.

 
To nauka o dobrostanie emocjonalnym, o tym, jak go osiągnąć i polepszać. Tradycyjna psychologia skupia się bardziej na tym, czego nam w życiu brakuje. A także na terapii, która ma nas wyleczyć z kompleksów, ograniczeń, zahamowań. Natomiast psychologia pozytywna koncentruje się na zdrowiu i „kwitnieniu psychologicznym”, bada wszystko, co w życiu dobre, i radzi, jak możemy to jeszcze bardziej ulepszyć. Ale najbardziej interesujące, że dla ludzi w stresie i stanie depresji jej działanie jest dłużej skuteczne niż tradycyjnej terapii. To odpowiadało mi bardziej niż banalne poradniki, pełne „złotych rad”, co powinno się robić w sytuacji kryzysowej. Postanowiłam zacząć mój „Program na zdrowie” od prostych interwencji.

Interwencja pierwsza – przyjaciele

Tuż po rozstaniu pragnęłam samotności. Odrzucałam wszystkie zaproszenia na kolacje, spotkania, weekendowe wypady. Chciałam „popływać w moich łzach i smutku”. Niestety, to, co robiłam, specjaliści psychologii pozytywnej uznają za wielki błąd. Przyjaźń nie tylko poprawia samopoczucie, ale również zmniejsza ryzyko chorób i przedłuża życie. Wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałam ludzi, izolowałam się od nich, a to nie wyszło mi na dobre. Dlatego też, nie zwlekając, pewnego wieczora rozesłałam wiadomości do znajomych, których wcześniej unikałam, i umówiłam się z nimi na kawę.

Nasze spotkanie było bardzo udane. Ale ponieważ nie widzieliśmy się od dłuższego czasu, znajomi oczekiwali, że zobaczymy się znowu za kilka tygodni. A przecież, żeby nawiązać bliski kontakt z kimkolwiek, ważne są regularne i częstsze spotkania. Zamiast więc czekać na zaproszenie – jak normy społeczne nakazują – wyrzuciłam moje ego do kosza i dwa dni później zadzwoniłam do przyjaciół, żeby znów umówić się z nimi na kolację.

Upłynęło kilka tygodni… Pewnego wieczora, sącząc włoskie wino podczas miłej pogawędki ze znajomymi na tarasie naszej ulubionej restauracji, zdałam sobie sprawę, że od dawna nie czułam smutku! Moje życie zaczęło się zmieniać... Kilka szczerych rozmów, kilkoro bliskich mi ludzi i... poczułam się bardziej szczęśliwa. Mój „Program na zdrowie” zaczął działać!

Interwencja druga – pozytywne emocje

Według psycholog pozytywnej dr Barbary Fredrickson, żeby dobrze się czuć, powinniśmy dążyć do odczuwania trzech pozytywnych emocji na jedną negatywną. Kiedy nadejdzie zły dzień, zamiast siedzieć i słuchać przygnębiającej albo agresywnej muzyki, dużo lepiej poczytać dobrą książkę, porozmawiać z przyjaciółką czy zrobić coś, co naprawdę sprawi ci przyjemność, a czego z różnych względów na co dzień sobie odmawiasz. Dla mnie tą przyjemnością okazało się malowanie.

Nie jestem artystką i, prawdę mówiąc, bardzo brzydko maluję, ale to nieważne. Malując zapominam o całym świecie. Pół godziny przy sztalugach relaksuje mnie tak, jak innych cały dzień spędzony w spa. W tamtym okresie starałam się znaleźć wiele sposobów, by wzbudzić w sobie jeszcze więcej pozytywnych uczuć. Chodziłam do galerii, pisałam wiersze, kupowałam ulubione wino, mimo że było drogie, i sączyłam je przez cały tydzień.

Żeby polepszyć sobie nastrój, raz w tygodniu, w niedzielę, pisałam listę wszystkich rzeczy, za które byłam życiu wdzięczna. Na początku szło mi to ciężko, bo jedyne, co przychodziło do mojej głowy, to: „Nie jestem za nic wdzięczna! Nie mam męża, żyję daleko od domu, jestem smutna!”. Ale za każdym razem, gdy tak pomyślałam, szybko starałam zmusić się do znalezienia jakichkolwiek pozytywnych stron mojego położenia, np.: „Jestem wdzięczna za dach nad głową, jestem wdzięczna za tego miłego kierowcę, który zatrzymał dla mnie autobus, jestem wdzięczna, że mam pracę…”. Psychologowie pozytywni twierdzą, że wystarczy napisać trzy istotne rzeczy, ważne, by wykonywać to ćwiczenie regularnie przez wiele tygodni – wtedy poprawa samopoczucia i dobrostan psychiczny będą długotrwałe.

Interwencja trzecia – pisanie

Badania amerykańskiego psychologa dr. Jamesa W. Pennebakera wskazują, że pisanie przez minimum 20 minut dziennie w ciągu kolejnych czterech dni znacząco poprawia odporność na choroby, polepsza samopoczucie, a efekt prowadzenia pamiętnika, w którym zapisuje się własne przeżycia, odczucia i przemyślenia, porównywany jest do działania krótkoterminowej psychoterapii.

Ja wybrałam formę pisania polecaną przez dr Sonję Lyubomirsky, zdaniem której należy skupić się na opisywaniu swojego życia w przyszłości, kiedy smutek odejdzie, a w sercu zagości radość i spokój. Codziennie więc siadałam i spisywałam moje rozważania i marzenia. Wyobrażanie sobie mojego życia w momencie, gdy wszystko się ułoży, wprowadzało mnie w tak wspaniały nastrój, że czułam się pełna energii do końca dnia. Nawet kilka miesięcy później dodawało mi to odwagi i zapału do życia.

Interwencja czwarta – sposób myślenia

Mimo że spotkania z przyjaciółmi, pisanie pamiętnika i inne zajęcia poprawiły mi samopoczucie, to nadal zdarzało mi się miewać negatywne myśli. I denerwowałam się, gdy ktoś mi czasem mówił: „myśl pozytywnie, wszystko będzie dobrze”. Przecież wiem, że poczuję się lepiej, jeśli będę nastawiona optymistycznie, tylko nie wiem, jak to zrobić!

Z pomocą przyszedł ojciec psychologii pozytywnej – dr Martin Seligman. Zamiast mówić: „myśl pozytywnie”, radzi: „zmień sposób myślenia, postrzegaj negatywne, nieprzyjemne zdarzenia jako tymczasowy okres w życiu, który każdy przeżywa, ale który szybko minie”.

Postanowiłam zastosować jego sugestie w praktyce. Powtarzałam sobie: „Moja sytuacja jest tymczasowa, za kilka dni, tygodni odnajdę dawną radość i spokój!”, ale inny głos podstępnie szeptał: „A jeśli ta sytuacja nie jest tymczasowa... Może zawsze będziesz samotna i nieszczęśliwa?”. Nie poddawałam się: „Ależ nie, miałam przecież męża, znajdę kogoś... może kogoś bardziej wartościowego, ciekawszego, bardziej przystojnego... Mój smutek jest tymczasowy, a brak partnera nie może przesłonić mi radości życia!”. „A co jeśli nie znajdziesz nikogo?” – dręczył mnie ten upiorny głos! Odpowiadałam mu uparcie: „Znajdę, znajdę! Skoro byłam kiedyś szczęśliwa, będę też szczęśliwa w przyszłości”.

I tak przez kilka tygodni walczyłam z własnymi skrajnymi myślami, dopóki nie nauczyłam się zatykać uszu na te negatywne, nie słyszeć tego upiornego głosu. Im dłużej i wytrwalej ćwiczyłam nowy sposób myślenia, tym łatwiej mi to przychodziło.

Kolejny klucz do optymizmu, według doktora Seligmana, to ograniczanie stresu i smutku. Optymiści widzą nieszczęście jako kroplę w morzu szczęścia. Zaczęłam więc sama sobie tłumaczyć: „No dobrze, rozpadł się mój związek, ale przecież praca daje mi ogromną satysfakcję, mam przyjaciół i mieszkam w spokojnym, pięknym kraju”. Im bardziej zdawałam sobie sprawę z dobra wokół mnie, tym czułam się i mniej samotna, i mniej smutna.

Daję radę

Minęło już osiem lat od rozstania z mężem. W tym czasie przeżyłam śmierć taty, rozpadło się kilka moich kolejnych związków, spotkało mnie wiele różnych perypetii życiowych, ale zyskałam pewność, że cokolwiek się stanie, mam worek pełen narzędzi do naprawy sytuacji. Wiem, że zawsze sobie poradzę!

  1. Psychologia

Doświadczenie kłamstwa wpływa negatywnie na naszą samoocenę. Jak uzdrowić trudne emocje?

Gdy stajemy się ofiarami kłamstwa, tracimy nie tylko zaufanie do innych, ale również poczucie własnej wartości. (Fot. iStock)
Gdy stajemy się ofiarami kłamstwa, tracimy nie tylko zaufanie do innych, ale również poczucie własnej wartości. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
- Kłamstwo wzbudza całą gamę emocji i to zarówno u osoby, która go doświadcza, jak i tej, która jest jego autorem. Ważne, aby dokładnie określić, jakie to emocje, żeby następnie móc je przepracować, przetrawić i rozwinąć  - pisze Lisa Lettesier, autorka książki „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Mocny koktajl emocjonalny

Podczas mojego sondażu poprosiłam uczestników o opisanie, co odczuli, gdy zostali okłamani przez osobę, z którą są w związku (lub byli w związku, ale aktualnie już nie są). Najczęściej wskazywali oni takie emocje lub uczucia, jak poczucie zdrady i utrata zaufania do partnera.

Pojawiły się również: poczucie zranienia, irytacja, obraza, niezrozumienie, uraza, pogarda, ból, poczucie wykluczenie, upokorzenie, niesmak.

Wielu respondentów zwróciło uwagę też na utratę zaufania do siebie i spadek samooceny, czemu towarzyszyły myśli w rodzaju „nie zasługuję na zaufanie”, „nie ufają mi”, „biorą mnie za imbecyla”, „traktują mnie jak dziecko, które nie jest w stanie sprostać rzeczywistości albo infantylizują mnie”, „uważają, że nie uniosę prawdy”, „nie szanują mnie”.

W rzeczywistości to, czy kłamstwo uważamy za poważne, czy nie, wiąże się z konsekwencjami, jakie ma ono dla nas, i z tym, w jaki sposób odbija się na naszej samoocenie. Stanie się ofiarą kłamstwa ze strony kogoś bliskiego, do kogo mieliśmy zaufanie; ze strony osoby, dla której wydawaliśmy się być kimś ważnym – jest zranieniem narcystycznym. Poza wspomnianym koktajlem emocjonalnym cierpi nasze ego, gdy dowiadujemy się, że inni byli na bieżąco, a my nie. Tracimy dobre zdanie o drugiej stronie, ale i na własny temat. Niekiedy umniejszanie własnej wartości jest tak mocne, że prowadzi do poczucia winy: „To moja wina, że ktoś mnie okłamał; jestem tak beznadziejną osobą, że musiał mnie okłamać albo nie zasługuję na jego szacunek”. Niektórzy mogą doświadczyć także poczucia utraty punktów zaczepienia. „Kotwice” zbudowane wspólnie z drugą osobą, we wzajemnym zaufaniu i szacunku, zrywają się.

Gdy przytłaczają nas negatywne emocje, ból może stać się nadzwyczaj uciążliwy i nasze myśli zmienić w obsesję. Wtedy wszystkimi środkami staramy się zminimalizować napięcie, odrzucając te myśli, unikając ich i starając się rozwiązać problem.

Zdrada w związku

Psycholog Dennis Ortman zidentyfikował syndrom zespołu stresu po zdradzie na tej samej zasadzie co zespół stresu pourazowego (Ortman, 2011). Jeśli dotknął cię ten zespół, prawdopodobnie czujesz przytłoczenie, wściekłość i nie potrafisz stawić czoła całej sytuacji. Nieustannie rozpamiętujesz zdradę, masz koszmary i doświadczasz retrospekcji. Możesz również odczuwać emocjonalne znieczulenie albo wprost przeciwnie: tak bardzo przepełniają cię emocje, że masz wrażenie, że za chwilę oszalejesz. Dławi cię lęk i łatwo się irytujesz. Wydaje ci się, że nie możesz nikomu ufać ani cieszyć się życiem. Rozpada się wszystko, na czym zbudowałaś obraz samego siebie lub partnera. Druga strona wydaje się nagle obca. Całkowicie kwestionujesz sposób, w jaki postrzegasz swój związek.

Poczucie zaufania i poczucie bezpieczeństwa w relacji z drugim człowiekiem należy do podstawowych potrzeb, które pozwalają budować swoją tożsamość od najmłodszych lat. Utrata tego bezpieczeństwa prowadzi do wyjątkowo głębokiego zranienia psychologicznego. Może wywołać strach, niemoc, czyli poczucie zagrożenia życia. Tak jakby to, co było postrzegane w związku jako solidne, nagle stało się iluzją.

Podobnie jak w przypadku zespołu stresu pourazowego, osoba doświadczająca stresu po zdradzie bezustannie przeżywa na nowo moment, gdy się dowiedziała prawdy lub sama ją odkryła, i wizualizuje obrazy zdrady. Może również wejść w proces unikania, żeby nigdy nie skonfrontować się ze wspomnieniem wydarzenia: odrzuca wszystkie emocje i unika ich, żeby zamknąć się w bezpiecznej wieży. W efekcie odrywa się od tego, co odczuwa, i mówi bliskim osobom: „Jest dobrze, mam to za sobą”. Christophe André pisze: „Wyjątkowy ból całkowicie zamyka świadomość na cokolwiek innego poza powstrzymaniem bólu” (André, 2015).

W rzeczywistości (i – zgadzam się – całkowicie wbrew intuicji) po to, żeby poczuć się lepiej, trzeba pozwolić sobie poczuć się gorzej. Przyjęcie bolesnych emocji i pozostawienie sobie czasu na ich odczucie to pierwszy krok w stronę dobrostanu. Całą energię, którą tracimy na walkę przeciwko emocjom, warto przeznaczyć na szukanie rozwiązania, wyjścia z sytuacji.

Przyjmowanie emocji - ćwiczenie inspirowane praktyką mindfulness

  • Usiądź wygodnie na krześle, stopy postaw płasko na podłodze, wyprostuj plecy, połóż ręce na udach, kierując wnętrze dłoni ku górze. Przyjmij pełną godności, wyprostowaną podstawę wyrażającą otwarcie na chwilę obecną.
  • Zamknij oczy i zacznij skupiać się na oddechu, oddychaj naturalnie, przez nos, nie wymuszaj zmiany rytmu.
  • Obserwuj swój oddech, to, jak powietrze wchodzi i wychodzi, oraz co czujesz w nosie, płucach, w brzuchu.
  • Obejmij uwagą całe ciało, przyjmując wrażenia przyjemne i nieprzyjemne, napięcie i odprężenie – nie próbuj niczego zmieniać, tylko obserwuj to, co już się dzieje.
  • Obserwuj poczucie uziemienia w stopach, wrażenia płynące z krzesła, na którym siedzisz, z powietrza, które otacza twoje ciało. Oddech po oddechu, moment po momencie, zakotwiczasz się mocniej w chwili obecnej, w tu i teraz.
  • Za każdym razem, gdy twój umysł zaczyna błądzić, zanotuj, w którą stronę się skierował, nie odrzucając myśli, lecz odsuwając w tył głowy, i połącz się ponownie z ciałem, które oddycha tu i teraz.
  • Gdy poczujesz wystarczające skupienie, przyjrzyj się emocjom, myślom związanym z doświadczonym kłamstwem. Oddychaj tymi emocjami, przyjmij je, aż być może poczujesz je w pewnych partiach ciała. Jeśli pojawią się obrazy, wyobraź sobie, że wyświetlasz je na ekranie kinowym i obserwujesz – tak jak oglądamy filmy.
  • Nadal oddychaj tymi trudnymi emocjami, ewentualnie powtarzaj „akceptuję, że to czuję, i tyle na razie”.
  • Postaraj się praktykować to ćwiczenie przez 20 minut.
Fragment książki „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”

  1. Psychologia

Zdradzają, bo czują się niespełnione. Kochanek i mąż zaspokajają dwie skrajne potrzeby

Kobieca niewierność dużo bardziej zagraża związkowi, niż męska. Mężczyzna wyszaleje się i wraca na łono rodziny, natomiast kobieta coraz bardziej się zapętla. Przez kilka miesięcy ma klapki na oczach, a po tym czasie nagle okazuje się, że żyje na zgliszczach i nie ma już powrotu do tego, co było. (Fot. iStock)
Kobieca niewierność dużo bardziej zagraża związkowi, niż męska. Mężczyzna wyszaleje się i wraca na łono rodziny, natomiast kobieta coraz bardziej się zapętla. Przez kilka miesięcy ma klapki na oczach, a po tym czasie nagle okazuje się, że żyje na zgliszczach i nie ma już powrotu do tego, co było. (Fot. iStock)
Zdradzają, bo czują się niespełnione lub nie potrafią być blisko. Kochanek i mąż zaspokajają dwie skrajne potrzeby. Czują się winne, chociaż czasem właśnie dzięki romansowi poznają siebie i rozumieją, co jest dla nich ważne.

Zdradzają, bo czują się niespełnione lub nie potrafią być blisko. Kochanek i mąż zaspokajają dwie skrajne potrzeby. Czują się winne, chociaż czasem właśnie dzięki romansowi poznają siebie i rozumieją, co jest dla nich ważne.

Małżeństwo z kilkuletnim stażem zadzwoniło do gabinetu psychoterapeuty z prośbą o spotkanie. Problem: kryzys. Powód: zdrada. Nie, nie jego. To ona od prawie roku miała romans. Mieli dom, dwójkę dzieci. Później – już podczas wizyty – ona jak mantrę powtarzała: „zakochałam się”, on prosił, by dała im szansę, pomyślała o dzieciach.

Taka sytuacja w gabinetach terapeutycznych nie jest dziś już żadnym wyjątkiem. – Coraz więcej zdradzanych mężczyzn i zdradzających kobiet szuka profesjonalnej pomocy – uważa Inka Frajnt, psycholożka i terapeutka rodzin oraz małżeństw z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii, współzałożycielka centrum Totum.

W badaniach przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii dla dziennika „Daily Telegraph” do zdrady przyznało się cztery na dziesięć kobiet i jedynie trzech na dziesięciu mężczyzn. W Polsce statystyki nie są aż tak zatrważające – według danych profesora Zbigniewa Izdebskiego do niewierności przyznaje się 15 procent kobiet żyjących w stałych związkach. Jednak psycholodzy i terapeuci mówią: liczba zdradzających jest wyższa. Ale Polkom wciąż trudno mówić o tym głośno. Poradniki, jak uporać się z niewiernością partnera – głównie dla zdradzonych kobiet. Teksty w gazetach, programy telewizyjne: prawie zawsze o zdradach mężczyzn.

Kim jesteś, kobieto?

Agnieszka: 36 lat, dziewięcioletni syn. Mężatka z dziesięcioletnim stażem, od pięciu lat w równoległym związku z żonatym mężczyzną, kolegą z pracy.

Hanna: 39 lat, 16-letnia córka. Wyszła za mąż w wieku 24 lat. Od dwóch lat zakochana w mężczyźnie poznanym na Facebooku.

Anna: 30 lat, mama dwóch dziewczynek: siedmioletniej i pięcioletniej. Kilka miesięcy temu zakończyła półtoraroczny romans z kolegą z firmy. Mężatka od ośmiu lat.

Weronika: 43 lata. Dwa miesiące temu zaczęła romans z mężczyzną spotkanym na przyjęciu u znajomych. Mężatka, jej córka niedawno zdała maturę.

– Pani bohaterki idealnie potwierdzają obraz widoczny w statystykach – stwierdza dr Katarzyna Popiołek z katowickiej filii SWPS. – Kobiety mają mniej kochanków niż mężczyźni, ale ich romanse trwają dłużej. W relacji pozamałżeńskiej szukają zrozumienia, bliskości, wsparcia. Zdrada rzadziej zaczyna się od namiętnego seksu, częściej od długich rozmów z kolegą z pracy czy mężczyzną poznanym właśnie w Internecie. Zresztą według najnowszego amerykańskiego raportu na temat małżeńskiej wierności powszechność Internetu uchodzi za jedną z przyczyn wzrastającej liczby kobiecych zdrad.

Cechy zdradzających? Według niektórych badań są to kobiety atrakcyjne, ekstrawertyczne, otwarte, lubiące ryzyko. – Ale to nie oznacza, że zamknięte, niepewne siebie osoby nie zdradzają – uważa Inka Frajnt.

Agnieszka (ta, która od pięciu lat prowadzi podwójne życie): – Kiedyś na imprezie znajoma rzuciła: „Ty, Aga, nigdy byś nie zaszalała, co? Nigdy się nie zbuntujesz. Tylko praca, dom, praca”.

Dlaczego to robisz?

Weronika: – Z pierwszym mężem rozwiodłam się w wieku 35 lat. Powód: niezgodność charakterów. Zdradzałam męża, tłumacząc sobie, że to dlatego, że jesteśmy niedopasowani. Po rozwodzie powiedziałam: „nigdy więcej”. Ale z nowym partnerem szybko zaczęliśmy żyć obok siebie. Walczyłam, proponowałam terapię. On powtarzał: „Jestem ojcem dla twojej córki, dałem ci dom. O co ci chodzi?”. A chodziło o wszystko: brak seksu, ciepła, uwagi. Trzy miesiące temu na przyjęciu, na które jak zwykle poszłam sama, poznałam K. Wreszcie ktoś słuchał, co do niego mówię, interesował się moimi sprawami.

Agnieszka: – Wyszłam za mąż za starszego mężczyznę, doktora historii.  Nigdy nie pomyślałam, że przyjdzie czas, gdy będzie przeszkadzać mi jego pensja 2500 złotych i absolutny brak chęci, żeby zarabiać więcej. Jednocześnie jest czułym, wspaniałym ojcem dla naszego syna. Ale od  zawsze wszystko na mojej głowie, on nie ma nawet prawa jazdy.

Po kolejnej nieudanej próbie dogadania się z mężem poznałam Darka. Ja architekt, on budowlaniec, wspólnie robiliśmy projekt. Przebojowy, wesoły. Po pierwszym spotkaniu przysłał SMS-a: „Nie mogę przestać o tobie myśleć”. Spotkaliśmy się na kawie, jednej, drugiej. Opowiadał o problemach z żoną, słuchałam. Seks? Po kilku miesiącach znajomości. Owszem, fantastyczny, ale z mężem też było mi dobrze. Chodzi o coś więcej.

Darek jest też przyjacielem i opiekunem. Pyta: „zmieniłaś opony?”. Mąż nigdy tego nie robił.

Anna: – Brakowało mi w życiu fajerwerków. Miałam 23 lata, gdy urodziła się Maja, dwa lata później pojawiła się Pola. Na kilka lat zrezygnowałam z pracy, poświęciłam się wychowaniu córek. Kochaliśmy się z Kamilem. Ale myślałam: „Daczego nic w naszym związku nie dzieje się spontaniczne”. Ja, tak mi się wydawało, bardzo się starałam. Czekałam z kolacją, pisałam liściki, kupowałam prezenty. Gdy Pola miała trzy lata, wróciłam do pracy. Adam pracował ze mną w zespole, był dwa lata młodszy. Dużo rozmawialiśmy. Na wyjeździe integracyjnym powiedział: „zakochałem się w tobie”. Obruszyłam się: „Mam męża, dzieci, nic z tego nie będzie”. Oddalił się ode mnie. Po dwóch tygodniach sama do niego zadzwoniłam. Wiesz, co mówi jeden z moich kolegów? Że nie ma mężatki, której nie da się zdobyć. A najlepsza strategia to nie przestraszyć jej, tylko stać się przyjacielem. Smutne, bo to dowód, jak bardzo jesteśmy w swoich związkach samotne.

A może boisz się bliskości?

Teoria socjologów i antropologów: kobiety zawsze zdradzają z kimś lepszym od partnera: bogatszym, sprawniejszym seksualnie, inteligentniejszym. Jednak zdaniem Inki Frajnt niewierność zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn ma głębsze podłoże. Często osoby zdradzające nie wierzą, że mogą być kochane, w dzieciństwie nie dostały miłości. Teraz szukają potwierdzenia, że są atrakcyjne, ważne, potrzebne.

Frances Cohen Praver, psycholog kliniczny, w swojej książce „Niewierne żony” pisze, że są kobiety, które odczuwają lęk przed głęboką relacją. Romans jest idealny, bo oddala je od partnera. Gdy mają dwóch mężczyzn, czują się bezpiecznie, bo z żadnym nie są naprawdę. Czasem mąż i kochanek realizują dwie zupełnie skrajne potrzeby.

Hanna (ta, która ma romans z mężczyzną poznanym na Facebooku): – Na terapię trafiłam pół roku temu po tym, jak mój kochanek kolejny raz zniknął z mojego życia. Nie rozumiałam siebie. W domu wspaniały mąż, a ja uganiam się za bezrobotnym, chwiejnym i depresyjnym facetem. U psychologa wciąż powtarzałam, że udało mi się to, o czym marzyłam – stworzyć szczęśliwą rodzinę. Ojciec zostawił mamę w ciąży, potem jeszcze czasem z nią sypiał. Przysięgłam sobie, że nie powtórzę jej losu. Wyszłam więc za mąż za fajnego, odpowiedzialnego faceta. A potem jeden wpis na Facebooku zmienił wszystko. Zaczepił mnie R., znajomy znajomych. Próbowałam się go pozbyć, ale był wytrwały, pisał codziennie. Po trzech miesiącach spytał: „masz Skype’a?”. R. uwodził mnie jak nikt. Po trzech miesiącach znajomości zniknął po raz pierwszy. Obraził się, bo coś źle powiedziałam. Po tygodniu wrócił, wtedy po raz pierwszy poszliśmy do łóżka. Od tej pory nasza relacja toczyła się według stałego rytmu – kłótnie i namiętne godzenia się. Podczas terapii zrozumiałam, że całe życie identyfikowałam się z mamą i na męża wybrałam przypominającego mi ją mężczyznę, oddanego i kochającego. Ale brakowało mi atmosfery, w której dorastałam – wiecznego napięcia. Romans z niebezpiecznym mężczyzną mi to dał. R. był dokładnie taki jak mój ojciec: nieprzewidywalny, egoistyczny. Terapeutka pytała: „Czy potrafi pani pogodzić bezpieczeństwo z namiętnością? Miłość z pożądaniem?”. Nagle okazało się, że ja tego nie umiem.

Jak to wpływa na życie twojej rodziny?

– Z jednej strony, wzrastająca liczba kobiecych zdrad jest dość oczywista: bo emancypacja, bo niezależność finansowa. Z drugiej – kobiety nie mają na nią społecznego przyzwolenia – uważa dr Katarzyna Popiołek. – Wciąż tkwi w nas przekonanie, że rolą kobiety jest bycie żoną i matką. Mężczyzna zdradza, bo jest interesujący. Ona dlatego, że jest nieodpowiedzialna i egoistyczna.

Anna: – Ale to prawda, że romans bardzo wpływa na życie kobiety. Do dziś potrafię obudzić się zlana potem, bo przypominają mi się sceny z tamtego czasu. Jestem zakochana, coraz bardziej nieprzytomna. Uciekam z kochankiem do hotelu, wyjeżdżam w delegację. Wieczorem czytam bajkę dziewczynkom i jednocześnie odpisuję na namiętne SMS-y. Czuję się jak schizofreniczka. Zapominam o obowiązkach. Wyleciało mi z głowy, że mam przygotować z Mają rysunek na zajęcia, w środku dnia dzwonią do mnie z przedszkola, gdzie Pola ma strój na bal karnawałowy, bo dzieci właśnie się przebierają.

Hanna: – Nie potrafiłam skupić się na pracy. Moja wydajność spadła o połowę. Bagatelizowałam oceny córki. To ona próbowała zwrócić moją uwagę. Krzyczała: „jesteś uzależniona od Internetu!”. Kochanek zawsze mniej ingeruje w życie kobiety, gdy sam jest żonaty. – To najczęściej on wyznacza granice. Mężczyźni, nawet jeśli się zakochują, bardziej potrafią oddzielić dwa światy – uważa dr Katarzyna Popiołek.

Agnieszka: – Spotykamy się raz w tygodniu. Przynajmniej jedna noc w miesiącu jest nasza. Na wspólnym wyjeździe byliśmy tylko raz, dwa lata temu. Ale zdarza nam się wynająć hotel, spędzić w nim popołudnie i wieczór, na noc wrócić do domu, a potem rano, przed pracą, znów spotkać się w tym samym hotelu. Seks? Niekoniecznie. Namiastka normalności, wspólny prysznic, śniadanie, przytulenie. Ale zasady są jasne: nie dzwonimy do siebie w weekend. Jeśli już, to służbowy SMS. „Pani Agnieszko, pilnie proszę o telefon”. Ja nigdy nie zaniedbywałam syna. Jestem do bólu racjonalna. Jeśli płakałam, to w nocy.

Dlaczego twój partner czeka?

Stereotypowy mężczyzna, gdy dowiaduje się o zdradzie swojej kobiety, reaguje ostro. Tymczasem jest coraz więcej mężów, którzy podobnie jak kiedyś kobiety udają, że nie widzą, nie chcą widzieć, boją się, czekają, aż „ona zrozumie”. – To w dużej mierze wynika z zamiany ról, już nic nie jest do końca męskie i kobiece. My zarabiamy, robimy karierę, czyli weszłyśmy w świat do tej pory zarezerwowany dla mężczyzn, tak samo oni przejęli część naszych, kobiecych zachowań. Jest coraz więcej mężczyzn, dla których najważniejsza jest rodzina, stabilizacja – uważa dr Katarzyna Popiołek.

– Czekanie czy brak reakcji na zdradę często też wynika z lęku przed zmianą. Bezpieczniej tkwić w letargu, niż reagować – dodaje Inka Frajnt. Agnieszka: – Nie wierzę, że on nie wie. Nie chodzi o to, że znikam z domu, ale mam inny świat. To zabawne, ja wciąż myślę o sobie jako o monogamistce. Nie potrafię kochać się z mężem. Robię to raz na miesiąc, dwa. Dlaczego? Bo mi go żal. Bo go lubię. Ale zawsze wcześniej piję. Weronika: – Mój obecny partner zawsze powtarzał: „Romans jest dla mnie końcem związku”. Niedawno, kolejny raz, wróciłam do domu później. Tak, zrobił awanturę. Zaczął krzyczeć, że na pewno się z kimś spotykam. Ale gdy nie zaprzeczyłam, po prostu się obraził. A następnego dnia zachowywał się tak, jakby nic się nie stało.

Anna: – Wciąż esemesowałam, mejlowałam, kłamałam, że idę na noc do koleżanki. Ale ukrywałam się. On dopiero po tym, jak skończyłam ten romans, powiedział: „Czy ty naprawdę myślisz, że byłem głupi? Wiedziałem od początku”.

I co dalej z tym zrobisz?

Magistrantka dr Katarzyny Popiołek pisała pracę na temat zdrady. Podczas zbierania materiału wyraźnie wyszło, że kobieca niewierność dużo bardziej zagraża związkowi. Bo statystyczny mężczyzna się wyszaleje i wraca na łono rodziny. Statystyczna kobieta coraz bardziej się zapętla. Klapki na oczach ma kilka miesięcy, rok. Po tym czasie nagle dokładnie widzi sytuację, w której się znalazła. I okazuje się, że żyje na zgliszczach. Bo już nie ma powrotu do tego, co było. A nowego też nie ma.

Agnieszka: – Związek z Darkiem przechodził wzloty i upadki. Przeżywałam stany zazdrości o jego żonę. Nienawidziłam świąt i sylwestrów. Regularnie wtedy ze sobą zrywaliśmy. A potem zawsze dzwoniliśmy. Dziś? Nie potrafię skończyć tego romansu, ale też wiem, że nie umiem odejść od męża. Nie chcę zabrać synowi ojca. Mamy wspólny dom, ogród, czasem rozmowy przy winie. Traktuję go jak kumpla. A może też nie robię tego, bo Darek wciąż powtarza: „nie teraz”. A ja już nie wierzę, że kiedyś będzie nasze „teraz”. Nauczyłam się nie analizować, inaczej bym zwariowała.

Anna: – Po półtora roku namiętnego romansu spotkałam się z Adamem. Powiedziałam, że dłużej tak nie potrafię. To było po kolejnej głupiej akcji w przedszkolu, gdy znów zawiodłam swoje dzieci. Następnego dnia złożyłam wypowiedzenie w pracy. Wiedziałam, że nie dam rady, jeśli będę go codziennie widzieć. Robiłam wszystko, żeby odnaleźć się z mężem. Tyle że nagle zorientowałam się, że on się pogodził z tym, że mnie nie ma, że żyjemy obok. Kilka miesięcy później sam oznajmił, że odchodzi. Po półtora roku mojej nieobecności już po prostu nie było czego ratować.

Weronika: – Już wiem, że przekroczyłam pewną granicę. I w sumie spodziewam się tego, co będzie dalej: w końcu mój kochanek powie „wybieraj”. I stanę pod ścianą. Bo albo stracę mężczyznę, w którym jestem zakochana, albo to, co udało mi się zbudować – rodzinę. Kiedyś uważałam, że w każdej sytuacji będę przegrana. Dziś myślę, że kolejny raz dowiem się czegoś ważnego o sobie.

Hanna: – Nie potrafię definitywnie skończyć z R., ale nasz romans powoli się rozluźnia, bo przestaję brać udział w jego grze: nie gonię, gdy ucieka, przestałam przepraszać. Biorę leki psychotropowe, chodzę do psychologa. Cierpię, ale pewnie gdyby nie R., nigdy nie poszłabym na terapię, nie sięgnęła do dzieciństwa. Znów doceniam męża, choć już nie patrzę na niego przez różowe okulary. On też potrzebuje terapii, bo nasza namiętność zamieniła się w relację ojciec – córka. Oboje ponosimy za to odpowiedzialność.

Inka Frajnt: – Zdrada jest bolesnym, często traumatycznym przeżyciem. Nie wszystkie pary potrafią się z tym zmierzyć, wtedy najczęściej dochodzi do rozwodu. Ale choć trudno w to uwierzyć, są sytuacje, gdy zdrada jest szansą na przyjrzenie się sobie i swoim relacjom. To tak jakbyśmy przebudzili się w związku, zaczęli brać odpowiedzialność za siebie, swoje zachowania, kształtowanie i budowanie więzi.