1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Na ile skutecznie wykorzystujesz swoją życiową energię? - test

Na ile skutecznie wykorzystujesz swoją życiową energię? - test

fot.123rf
fot.123rf
Naszą energię przetwarzamy zgodnie ze sposobem, w jaki wyrażamy uczucia, wykorzystujemy inteligencję, świadomość, działanie, kreatywność. Stawką jest dużo więcej niż tylko spalanie kalorii. Energię warto rozważać w sposób holistyczny, słuchając i ciała, i psychiki.

Wilk, lampart albo mysz polna instynktownie wiedzą co mogą jeść, jak przetrwać trudności i jak podporządkować się rytmom przyrody. Zwierzęta używają energii życiowej w optymalny sposób. My, ludzie, możemy dowolnie kierować naszą energią. Mamy wybór - możemy życie przeżyć, a możemy je trwonić.

Aby zyskać lepszą świadomość tego, co oznacza skuteczność energii, przeprowadź poniższy test. W przypadku każdego punktu oceń siebie w skali od 1 do 3, zgodnie z tym, jak dobrze opisuje cię dane stwierdzenie.

1. Codziennie wychodzę z pracy punktualnie. Nie zostaję po godzinach więcej niż jeden dzień w tygodniu. 2. Wstaję i chodzę spać codziennie o tej samej porze. 3. Moje biurko w pracy jest uporządkowane. Nie ma na nim wielu zaległych spraw. 4. Nie odkładam nic na później. Wierzę, że najlepszym sposobem radzenia sobie z nieprzyjemnymi zadaniami jest zmierzenie się z nimi od razu. 5. Nie przechowuję negatywnych uczuć przez długi czas. Czekanie na możliwość wyrównania rachunków nie jest w moim stylu. 6. Moja szafa jest uporządkowana. Mogę z niej łatwo wyjąć to, co potrzebuję. 7. Moja lodówka nie jest pełna resztek. 8. Wiem, jaki mam emocjonalny stosunek do ludzi w moim życiu. Jesteśmy otwarci i szczerzy wobec siebie. 9. Znam moje słabości i mam plan pokonywania ich. Jutro będę silniejszy, niż byłem wczoraj. 10. Dobrze wykorzystuję pieniądze. Nie gromadzę ich i nie wydaję nierozważnie. Nie martwię się o stan mojej karty kredytowej. 11. Moja pensja zaspokaja moje teraźniejsze i przyszłe potrzeby. Dobrze planuję finanse. 12. Moje podwórko lub balkon jest zadbane we wszystkich sezonach. 13. Radzę sobie z utrzymaniem domu. Nie staję w obliczu starego kurzu i brudu, które gromadziły się tygodniami. 14. Kiedy idę na zakupy, wracam z tym, czego potrzebuję. Rzadko muszę zawrócić, bo czegoś zapomniałem. 15. Mam dobre rozeznanie w tym, co dzieje się z członkami mojej rodziny. 16. Nie muszę śpieszyć się, żeby zdążyć coś zrobić w ostatniej chwili. Dobrze planuję sobie czas. 17. Czuję, że w moim życiu istnieje dobra równowaga pomiędzy pracą a zabawą.

Analiza wyniku

43 -51 punktów Prowadzisz efektywne życie i masz dużą szansę czuć się bezpiecznym i zadowolonym. Nie ma braku równowagi w tym jak wykorzystujesz swój czas i energię. Każdy aspekt twojej egzystencji otrzymuje odpowiednią ilość uwagi.

36-42 punkty Twoje życie jest w większości pod kontrolą i przebiega wystarczająco dobrze. Ale posiadasz niewielkie zaniedbane obszary i są momenty, kiedy czujesz się trochę przytłoczony przez wszystkie rzeczy, których jeszcze nie zrobiłeś. Jeśli przyjrzysz się temu bliżej, odkryjesz gdzie mógłbyś być bardziej skuteczny, wykorzystując lepiej swój czas i energię. Zajęcie się tymi aspektami zwiększy twoje poczucie komfortu. 26-35 punktów Twoje życie jest nieskuteczne. Masz poczucie, ze raczej stąpasz po ruchomych piaskach niż posuwasz się do przodu. Zbyt wiele pozostaje poza twoją kontrolą a twoja zdolność do radzenia sobie z codziennymi wyzwaniami jest zaledwie adekwatna. Potrzebujesz zdyscyplinowania się i zmiany swoich przyzwyczajeń. Spójrz realistycznie na swoje nieskuteczne sposoby załatwiania spraw, ponieważ nieuporządkowanie, wypieranie, odwlekanie czy impulsywność wyczerpują naszą energię.

17-25 punktów Twoje życie jest z ledwością twoje własne, ponieważ bardzo wiele pozostaje poza twoją kontrolą. Codzienne życie polega na walce o zwykłe powiązanie końca z końcem, a ty przez większość dni czujesz, że przegrywasz tę walkę. Na peryferiach twojej psychiki prawdopodobnie dzieje się coś bardzo złego. Aby wrócić na właściwy tor, potrzebna ci zewnętrzna profesjonalna pomoc.

Więcej w książce Deepaka Chopry, „Odbudowa ciała, ożywianie duszy. Jak stworzyć nowego siebie.”, wydawnictwo Laurum

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak rozpoznać wampira energetycznego i uwolnić się od szkodliwych relacji?

Najsłabiej „opancerzonych” wampir emocjonalny może doprowadzić do całkowitej utraty poczucia własnej wartości i braku sił potrzebnych do angażowania się w życie. (Fot. iStock)
Najsłabiej „opancerzonych” wampir emocjonalny może doprowadzić do całkowitej utraty poczucia własnej wartości i braku sił potrzebnych do angażowania się w życie. (Fot. iStock)
Wampir emocjonalny wysysa z ciebie siły witalne, dobre samopoczucie i spokój. Każdy z nas spotyka w swoim życiu takie osoby. Dobrze wiedzieć jak z nimi postępować. 

Zasoby energetyczne każdego z nas są ograniczone i raz na jakiś czas potrzebujemy doładowania akumulatorów. Rozsądne gospodarowanie swoją energią życiową to ważny kawałek emocjonalnej edukacji, rozpoczynającej się już w dzieciństwie. Ekstrawertycy uczą się, że energii przybywa im w towarzystwie innych ludzi. Introwertycy stopniowo zdobywają umiejętność regularnego izolowania się od otoczenia, bo potrzebują samotności, by regenerować siły. Większość ludzi zalicza także lekcje rozpoznawania i zaspokajania swoich potrzeb oraz budowania poczucia własnej wartości i tożsamości. Ale tylko większość. Ci, którzy z jakichś powodów nie nauczyli się o siebie dbać, po jakimś czasie stają się monstrum – wampirami emocjonalnymi wysysającymi energię z innych ludzi, zagubionymi we własnych deficytach i problemach. Umiejętność obcowania z nimi to ważny element sztuki radzenia sobie w życiu.

Jak rozpoznać wampira energetycznego?

Ogólna definicja mówi, że wampirem emocjonalnym jest każdy, kto w jakiś sposób uprzykrza ci życie, kto nie wspiera cię, kogo nie cieszą twoje sukcesy, kto nie życzy ci dobrze. Kontakt z taką osobą sprawia, że część energii przeznaczasz na siłowanie się: trzymanie dystansu, walkę z poczuciem winy, tłumaczenie się ze swoich czynów i korzystanie z wielu innych czynności obronnych. A potem masz poczucie straconego czasu i energii. W najlepszym wypadku. Najsłabiej „opancerzonych” wampir emocjonalny może doprowadzić do całkowitej utraty poczucia własnej wartości i braku sił potrzebnych do angażowania się w życie. Najniebezpieczniejszym skutkiem zbyt częstego przebywania w jego otoczeniu jest tzw. zatrucie zwrotne, czyli przyjęcie na siebie roli ofiary. Użalanie się nad sobą, wieczne obwinianie siebie i innych oraz agresja – to najczęstsze symptomy. W ten sposób wampir pozbawia nas obiektywnego osądu sytuacji, przestajemy brać odpowiedzialność za własne życie.

Często okazuje się, że najlepszym i najmniej kosztownym sposobem na wampira jest zerwanie z nim wszelkich kontaktów. Odcięcie się. To bardzo trudne, ale w wielu przypadkach jedyne wyjście

Wampir energetyczny a psychologia

Doktor Albert J. Bernstein, psycholog kliniczny i autor książki „Wampiry emocjonalne”, wyróżnia pięć odmian wampiryzmu: antyspołeczną, aktorską, narcystyczną, obsesyjno-kompulsywną i paranoidalną. Rozpoznanie konkretnego typu pozwala wybrać dobrą strategię obrony.

Wampir antyspołeczny w żaden sposób nie respektuje społecznych norm i ograniczeń. Uważa, że zasady są po to, by je łamać, i zazwyczaj doświadcza mniejszych lub większych problemów z prawem. W jego obecności niebezpiecznie jest zanadto się zrelaksować, stracić kontrolę nad sytuacją.

Wampir aktor to ucieleśnienie dramatyzmu. Uwielbia plotki, tryska entuzjazmem, potrafi rzucić się na szyję osobom, które widzi po raz pierwszy w życiu. Do tego nie dotrzymuje obietnic i słabo orientuje się w wymaganiach szarej codzienności. Jego życie przypomina operę mydlaną. Można ją oglądać, ale lepiej nie należeć do jej obsady.

Wampir narcystyczny uważa się za lepszego od innych, nawet jeśli jeszcze niczego nie osiągnął. Zazwyczaj zresztą ma na koncie więcej sukcesów niż rówieśnicy, co stanowi pożywkę dla jego narcystycznych przekonań. Uwielbia rywalizację, ale nie potrafi przegrywać i radzić sobie z porażkami. Lubi i rozumie ludzi, ale tylko jeśli pozwala mu to osiągnąć jego własny cel. We współpracy z nim warto wymagać, żeby najpierw wypełnił mniej przyjemną część zobowiązań, a skuteczność sądzić według czynów, a nie słów.

 
Wampir obsesyjno-kompulsywny to zazwyczaj pracoholik, przekonany o tym, że istnieje  prawidłowy i nieprawidłowy sposób na wszystko. Rzadko kiedy zmienia przekonania. Na najprostsze pytania nie potrafi odpowiedzieć prostym „tak” lub „nie”. Wszędzie potrafi znaleźć jakąś wadę, usterkę, błąd. Jest najbardziej kompetentny z kompetentnych i gardzi tymi mniej kompetentnymi. Najlepiej umawiać się z nim na konkretne rezultaty, unikać wspólnego wykonywania zadań.

Ostatni z typów wyodrębnionych przez doktora Bernsteina to wampir paranoik. Jest wyjątkowo podejrzliwy, potrafi zrobić wielką aferę z błahego powodu. Nigdy nie przebacza. Niewielkie potknięcia postrzega jako dowód braku szacunku i lojalności. Z błahego powodu potrafi zrywać wszelkie kontakty. Wizjoner. Często widzi coś, czego nie ma. W kontaktach z nim przyda się umiejętność rozpoznawania szalonych pomysłów oraz nieodpowiadania dwa razy na to samo pytanie.

Sposoby na wampira energetycznego

Kiedy już rozpoznasz, a nawet sklasyfikujesz wampira emocjonalnego w swoim otoczeniu, możesz ustalić ogólne zasady, którymi będziesz się kierować w waszych wzajemnych kontaktach. Oto kilka wskazówek, na czym się skupić:

1. Dobrze wiedzieć, jak znane ci wampiry postępowały w przeszłości. Mało prawdopodobne, by w przyszłości zachowywały się inaczej, a przynajmniej nie można w to wierzyć bez wyraźnych dowodów. Jeśli bez przerwy dajesz wampirowi „drugą szansę”, zastanów się, dlaczego to robisz.

2. Wampiry lubią, gdy słuchasz ich w samotności. Dlatego uważaj na próby odcięcia cię od ludzi, z którymi zazwyczaj konsultujesz to, co dzieje się dookoła. Weryfikuj swoje sądy i wrażenia, rozmawiaj z przyjaciółmi.

3. Zwróć uwagę na słabe strony wampirów. W momencie konfrontacji mogą bardzo ułatwić ci zadanie. Trenuj mówienie wprost, przestrzeganie kontraktów, komunikowanie własnych potrzeb i wiarę w siebie.

4. Nie wierz w to, co mówią, lecz patrz na to, co robią. Sam wybieraj najważniejsze bitwy do rozegrania z nimi. Niech będą zgodne z twoimi celami. Z wampirami nie ma sensu walczyć o drobiazgi.

5. Pamiętaj, że kiedy coś idzie nie po myśli wampira – on wszczyna awanturę. Najlepiej to zignorować.

6. Naucz się szybko rozładowywać napięcie. Dr Lillian Glass, autorka książki „Toksyczni ludzie”, opisuje prostą i skuteczną technikę: „Przez dwie sekundy robisz wdech. Zatrzymujesz powietrze na trzy sekundy, myśląc o danej osobie. Nadal o niej myśląc, wydychasz powietrze aż do utraty tchu, z całej siły. Po czym wstrzymujesz oddech na dwie sekundy. Zaczynasz od początku, do momentu kiedy czujesz, że zachowanie i słowa tej osoby przestały ci przeszkadzać”.

7. Nie wracaj myślami do nieprzyjemnych sytuacji. Nie planuj odwetu, nie generuj nowych myśli i emocji – w ten sposób tylko umacniasz „związek” pomiędzy wami. Kiedy natrętne, nieprzyjemne wspomnienie powraca, wystarczy powiedzieć sobie po cichu: „nie myśl o tym”. Można przy tym wykonać jakiś mały gest towarzyszący, np. klaśnięcie czy zaciśnięcie pięści.

8. Określ granice swojej wytrzymałości. – Często okazuje się, że najlepszym i najmniej kosztownym sposobem na wampira jest zerwanie z nim wszelkich kontaktów. Odcięcie się. To bardzo trudne, ale w wielu przypadkach okazuje się jedynym wyjściem – mówi Agata Giermakowska-Węgiełek, psycholog i coach specjalizujący się w zarządzaniu energią.

Odcięcie się to tak jakby wyjmowało się wtyczkę z gniazdka. Ważne, by wyzbyć się przy tym wszelkich emocji. Odsuwasz się całkowicie i nie dbasz już, co się stanie z wampirem. Nie życzysz mu ani dobrze, ani źle, wybaczasz i pozwalasz, by wszystko toczyło się swoją drogą. Nie oglądasz się za siebie.

Bardzo często bezpośrednim następstwem odcięcia się jest huśtawka emocjonalna. Bo to przecież niełatwe zerwać nagle kontakty z sąsiadem, przyjacielem, kochankiem, rodzicem… Pozostaje emocjonalny galimatias i pustka. Dobrze pozwolić sobie przeżyć te emocje i przygotować plan na zapełnienie pustki.

9. Weź odpowiedzialność za swoje życie. Wyznaczaj sobie cele i z dążenia do ich realizacji czerp siły życiowe. Spełnianie marzeń dodaje skrzydeł i pozwala cało wychodzić z największych nawet życiowych zawirowań. Także spotkań z emocjonalnymi wampirami.

  1. Psychologia

Jak podnieść energię życiową?

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Jeśli energii pozbawia cię obecna praca, zmień ją, jeśli partner chce, żebyś dostosowała się do jego trybu życia, negocjuj – radzi psychoterapeutka Ewa Chalimoniuk, komentując przypadki Basi, Agnieszki i Eweliny.

Jeśli energii pozbawia cię obecna praca, zmień ją, jeśli partner chce, żebyś dostosowała się do jego trybu życia, negocjuj – radzi psychoterapeutka Ewa Chalimoniuk.

Czym właściwie jest energia, jaką mamy w sobie? Energia to życie. W szerokim tego słowa znaczeniu: fizycznym i emocjonalnym. Optymalny jej poziom daje poczucie dobrostanu. W miarę starzenia się, różnego rodzaju dysfunkcje odbierają nam tę energię życiową i ostatecznie umieramy. Jeżeli dobrze nią gospodarujemy i ją szanujemy, to może się odnawiać. Energia to ruch. Zbyt długi bezruch paradoksalnie nie magazynuje energii, tylko ją wyjaławia. Stąd na przykład osoby, które długo są bezrobotne, mają coraz mniej siły i energii, by znaleźć pracę. Z drugiej strony, nadmierne wydatkowanie energii na ruch czy pracę też może się źle skończyć, i doprowadzić do wyczerpania.

Co pozwala utrzymać energię na stałym poziomie? Ruch, ten czysto fizyczny, ale też psychiczny, czyli satysfakcjonujące życie emocjonalne, ciągle pracujący mózg, zdrowa dieta plus odpowiednie dawka odpoczynku, w tym snu.

Każdy z nas miewa jednak takie dni, gdy czuje się jak coś, co morze wyrzuciło na brzeg. I to często bez powodu… Jeśli odczuwamy zmęczenie i ospałość, których źródeł nie potrafimy ustalić, powinniśmy zacząć od podstawowych badań, jak morfologia. Powodem spadku energii może być bowiem anemia lub inna choroba. Kolejny krok to przeanalizowanie swojego trybu życia. Czy jest w nim harmonia, czy z czymś ostatnio nie przesadziliśmy. Jeśli już to ustalimy, należy robić odwrotnie niż do tej pory. Czyli jeśli za dużo pracowaliśmy, pracować mniej, jeśli za dużo odpoczywaliśmy, wziąć się do roboty.

Może się jednak zdarzyć, że wyniki są dobre, tryb życia higieniczny, a czujemy się bezsilni. Wtedy dobrze jest przyjrzeć się swojemu życiu wspólnie z coachem lub terapeutą. Może się okazać, że jesteśmy w głębokim wewnętrznym konflikcie, który jest na tyle destrukcyjny, że pozbawia nas siły, lub żyjemy z osobami, u boku których nie możemy realizować siebie, swoich potrzeb, do których za bardzo się dostrajamy. Może dla bycia w relacji zrezygnowaliśmy z siebie i trwamy w trudnych związkach z obawy przed zmianą.

Drugi obszar to praca zawodowa. Może przez dłuższy czas robimy rzeczy, które nie sprawiają nam radości, a dotychczasowa motywacja, dla której się tego podjęliśmy, jest już niewystarczająca. Wtedy należy dokonać jakichś zmian. Na przykład jeśli robimy coś, co nas nuży, a gratyfikacja finansowa, którą za to otrzymujemy, już nas nie satysfakcjonuje. Może lepiej za mniejsze pieniądze robić coś, co jest bardziej zgodne z naszym charakterem, a mniej frustrujące? Bo jeśli poświęcasz energię czemuś, co cię nie nakręca, to nie dostajesz jej z powrotem. A podstawą jest wymiana energii.

To się przekłada także na relacje. Tu też powinna być wymiana energii między partnerami. Jeśli jedno ciągle bierze, a drugie ciągle daje, powstaje nierównowaga i tak naprawdę energii nie ma ani osoba dająca, bo nie dostaje nic w zamian, ani ta, co bierze, bo ciągle jest jej mało. Dzieje się tak zwykle wtedy, gdy jesteśmy z partnerem, który oczekuje, że będziemy „jacyś”. Tak nam na nim zależy, że dopasowujemy się do jego oczekiwań.

Podobnie wyczerpujące mogą być relacje przyjacielskie. Z drugiej strony, bycie pomocną daje też dużą satysfakcję, trudno zauważyć, że jest się wykorzystywanym. Tak, i czasem nie obędzie się bez pomocy psychoterapeuty. Bo często jest tak, że inni dookoła to widzą, a nie dostrzega tego sama zainteresowana osoba. To prawie jak uzależnienie. Najczęściej taka podatność na wykorzystywanie ma swoje korzenie we wczesnodziecięcych zachowaniach, kiedy jako maluch musieliśmy się dostosować do potrzeb opiekuna, najczęściej matki, żeby ta była zadowolona. Bo lęk, złość czy smutek matki jest dla dziecka zagrażający. W ten sposób maluch uczy się, że musi być „dla kogoś”, żeby czuć się bezpiecznie. I powtarza to w dorosłym życiu, bo nie wierzy, że będąc sobą, może być kochany i akceptowany. Że odmowa nie będzie oznaczała końca relacji.

Wszyscy chcemy być z kimś w bliskości. I jesteśmy w stanie dla tego dużo poświęcić. I tak tkwimy w związkach, które ranią i stopniowo wysysają z nas energię. Często skrzętnie ukrywamy własne nieszczęście i smutek. Nie komunikujemy ich, a wtedy jest jeszcze gorzej, bo obraca się to przeciwko nam, w postaci autodestrukcji, czyli świadomego pozbawiania się sił, poprzez popadnięcie w alkoholizm, uzależnienie, nerwice czy choroby.

Jak rozpoznać, czy ktoś nie chce się doładować naszą energią? Są osoby, przy których czujemy, że coś się dzieje kosztem naszej energii. Niby się umawiamy na współpracę, ale tak naprawdę wszystko się odbywa naszym nakładem sił. Dzieje się tak wtedy, gdy ktoś, wprost lub nie, oczekuje, że to my będziemy odpowiedzialni za relację, za to, by dać drugiej stronie coś, co ona chce dostać. Na przykład koleżanka, która opowiada o swoim problemie i absorbuje nas tak bardzo, że nie możemy jej odmówić. Z drugiej strony, cokolwiek byśmy zrobili, i tak jej nie zadowolimy, bo ona ma ciągłą potrzebę uwagi. Takie manipulacje często odczuwamy na poziomie ciała, a symptomy to ból głowy, ochota na coś słodkiego, zmęczenie. To oznaka, że ktoś przejął nad nami kontrolę, że nie zadbaliśmy o siebie. Ale taki sprzeciw wymaga też ogromnej siły.

Zwłaszcza jeśli taką wiecznie niezadowoloną osobą jest ktoś bliski, na przykład rodzic. A szczególnie rodzic dorosłego dziecka. W tym wypadku zdrowym mechanizmem jest zbuntowanie się, powiedzenie: „Trudno, nigdy ciebie nie uszczęśliwię”. Czyli trzeba nazwać sytuację i odejść, by dać rodzicowi czas na zreflektowanie się, ale może też to się nigdy nie zdarzyć. Wtedy trzeba zaakceptować ten smutny fakt, że mama czy tata nigdy nie będą szczęśliwi i usatysfakcjonowani, i się z tym pogodzić. Przestać się dalej starać i zająć sobą, pracować na własny dobrostan.

Niestety, często też sami siebie pozbawiamy energii… Czego efektem są na przykład depresje. Może się tak dziać, kiedy jesteśmy na tyle niedojrzali, że nie potrafimy radzić sobie z porażkami i obwiniamy się za wydumane nieszczęścia. Uczucie porażki, bycia gorszym zaczyna nam podcinać skrzydła.

Jak zatem ochronić siebie? Jeśli stwierdzimy, że energii pozbawia nas obecna praca, zmieńmy ją, jeśli partner chce, byśmy dostosowali się do jego trybu życia, negocjujmy. Może bez żalu zostanie sam w domu, skoro nie chce iść na imprezę do znajomych. Wszelkie manipulacyjne opinie o nas, wygłaszane przez koleżanki, pracodawców czy rodziców, kwitujmy: „Naprawdę tak myślisz?”, po czym od razu zmieniajmy temat lub pomieszczenie. Jeśli jednak czujemy, że matka, partner czy szef są toksyczni – uciekajmy. Zakończmy związek, ograniczmy kontakt, wyjedźmy. Bywa, że rozstanie jest jedynym rozwiązaniem, by ratować siebie.

Ewa Chalimoniuk, certyfikowana psychoterapeutka i trener Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, prowadzi terapię w Laboratorium Psychoedukacji, www.ips.pl

 

  1. Psychologia

Energia z kamienia – na czym polega litoterapia?

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Śpiewając, że brylanty są najlepszymi przyjaciółkami kobiety, Marilyn Monroe myślała prawdopodobnie o ich pięknie. Średniowieczna mniszka Hildegarda z Bingen przypisywała im jednak także działanie lecznicze.

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. Najbardziej znana jest dziś praca Hildegardy z Bingen, w której średniowieczna mniszka polecała m.in. szmaragd na atak padaczki czy silne bóle głowy. Historycy przywołują również zapiski Pliniusza Starszego, powstałe w I wieku naszej ery.

Litoterapia, czyli leczenie kamieniami (od lithos – kamień i therapeuo – leczenie, pielęgnacja) opiera się na zasadzie przepływu energii. Kamienie pochodzenia mineralnego zawierają te same pierwiastki co ciało człowieka i mogą uregulować biochemiczny niedobór albo nadmiar w organizmie.

Terapeutyczne działanie kamieni, odrzucane przez medycynę akademicką jako naukowo niepotwierdzone, ma jednak wielu zwolenników. „Dlaczego na przykład korale bledną, gdy osoba je nosząca choruje na niedokrwistość, a odzyskują barwę, gdy wraca do zdrowia?” – pyta prezes polskiej filii światowej federacji medycyny alternatywnej Zbyszko Patyk i zwraca uwagę, że z przeprowadzonych kiedyś badań wynikło, że ułożone wokół głowy kryształy zmieniają zapis encefalogramu.

Mimo niechęci naukowców do litoterapii (która być może wzięła się po części stąd, że sama nazwa powstała w kręgach newage'owskich w latach 70. XX wieku) ma ona jednak wielu praktyków, którzy rozwijają ją jako uzupełnienie medycyny zachodniej.

Jak stosować litoterapię?

Zwolennicy metody radzą, żeby wybrać kamień, który do nas przemówi, i stworzyć własne rytuały z jego udziałem: przytrzymać co rano przez kilka chwil w dłoni czy przykładać do punktów energetycznych na ciele.

Ważna jest również odpowiednia pielęgnacja kamienia, trzeba go czyścić zgodnie ze wskazówkami, czasem w czystej wodzie, w innych przypadkach np. w roztworze soli.

Terapeutyczne znaczenie będzie miało ponadto noszenie biżuterii z wybranym kamieniem czy nawet postawienie go w swoim pokoju.

O kilka wskazówek poprosiliśmy prowadzącą sesję terapii kryształami Alicję Radej (@alicja_radej). Oto, co poleciła na nękające nas często schorzenia fizyczne i psychosomatyczne:

  • na bezsenność: ametyst, celestyn, czaroit, howlit, hematyt, lapis lazuli, sodalit, malachit;
  • na otyłość: czarny onyks, turmalin, kamień księżycowy, cytryn;
  • na wzmacnianie odporności: heliotrop, ametyst, czarny turmalin, zielony kalcyt, karneol, kwarc;
  • na bóle miesiączkowe: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menstruacją: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menopauzą: cytryn, granat, lapis lazuli, perła, kwarc różowy, rubin, heliotrop.

Wszystkie te kamienie są do kupienia w Polsce.

Kamienie lecznicze wg Hildegardy z Bingen

  • szmaragd
  • hiacynt
  • onyks
  • beryl
  • sardoniks
  • szafir
  • sard
  • topaz
  • chryzolit
  • jaspis
  • praz
  • chalcedon
  • chryzopraz
  • karbunkuł
  • ametyst
  • agat
  • diament
  • magnetyt
  • liguriusz
  • kryształ
  • perła rzeczna
  • karneol
  • alabaster
  • wapień
  1. Psychologia

Przyszłość małżeństwa – monogamia symetryczna

Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Pisze się o zdradach, rozwodach, poliamorii itp. Czy jest więc sens zastanawiać się nad monogamią i wiernością albo nad spełniającym te kryteria małżeństwem? Tak, Helen Fisher, amerykańska antropolożka i badaczka miłości, przepowiada im wielką przyszłość. Nowy rodzaj związku nazywa symetrycznym.

Gdyby kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej miała opowiedzieć o swojej seksualności, to co by powiedziała? Jak brzmiałoby jej wyznanie? Zainspirowane przez Helen Fisher, amerykańską antropolożkę, napisałyśmy z Izabelą Jąderek, warszawską seksuolożką i psychoterapeutką, wyznanie takiej kobiety: Naga? Jestem otwarta i naturalna w miłości. Nie wstydzę się swojego ciała. Lubię je. Piersi za małe, pupa za duża? Akceptuję swój wygląd, niedoskonałości nie spędzają mi snu z powiek. Jestem taka, jaka jestem. A jeśli coś mi przeszkadza, czuję zawstydzenie czy zakłopotanie, to przyglądam się temu. Zastanawiam się: „Czy tego nie chcę, czy może uważam, że nie powinnam chcieć, bo tak mnie wychowano?”. Naga w seksie, ale też naga w emocjach, w marzeniach, w fantazjach, w pragnieniach: uległości czy dominacji nad tobą. Nie czuję się zmuszona do bierności! Inicjuję seks bez obawy, że powiesz: „Jesteś zbytnio wyzwolona”, albo nawet: „wyuzdana!”. Oddaję ci się też bez wstydu, jeśli tylko mam takie pragnienie. W łóżku mogę śmiać się, krzyczeć albo śpiewać. To zależy, co czuję i jak przeżywam miłość. Mam oczekiwania i chcę, byś je spełnił. Spotkałam cię po kilku bardziej lub mniej nieudanych związkach i nareszcie mogę być sobą, będąc z mężczyzną. Ufam ci. Dajesz mi poczucie bezpieczeństwa.

Cudne? Ba! Ale czy takie pogodzenie ze swoją cielesnością i seksualnością to dla wielu kobiet nie utopia? Czy każda z nas, jeśli tylko zachce, może stać się kimś takim?

Poznaj samą siebie

Myślimy, że serce i miłość to synonimy, mówimy: „Oddałam mu serce”; „Złamał mi serce”. Izabela Jąderek przekonuje, że najważniejsze jest zbudowanie relacji z samą sobą. Poznając siebie, kobieta odkrywa, jak chce się kochać, i znajduje w sobie śmiałość, by właśnie tak to robić. Czy jednak każda z nas może zacząć kochać i żyć w zgodzie ze swoją zmysłowością, seksualnością? I czy jest to aż tak ważne? – W moim osobistym przekonaniu każda może i ma do tego potencjał – stwierdza Izabela Jąderek. – Oczywiście, napotka na tej drodze mnóstwo wybojów, ale kluczem jest słowo „chcieć”: przyglądać się sobie po to, by zrozumieć siebie i swoje potrzeby również w tym aspekcie, jakim jest seksualność. Potem można ją przyjąć albo coś w niej zmienić.

A czy to ważne? Tak, jeśli marzy nam się symetria we dwoje, a nawet małżeństwo symetryczne. Zakłada ono równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. Żeby być równą mężczyźnie w realizacji swoich pragnień, kobieta musi wiedzieć, jakie one są, czego chce od kochanka. A to wcale nie jest takie oczywiste, nawet dla niej samej. Dlaczego? Związek monogamiczny dziś oznacza często tradycyjny podział ról i zależności. Wynika to z wychowania, a często i ekonomii. – Kobieta ekonomicznie zależna bywa też zależna mentalnie – wyjaśnia Jąderek. Powściąga się w łóżku i dostosowuje do partnera, i to w sposób całkiem bezwiedny.

Nie zawsze tak jest, ale jeśli mamy wątpliwości, czy realizujemy swoją seksualność, warto się zastanowić, jak nas wychowano. Czy moi rodzice okazywali sobie nawzajem czułość? Czy ja lubię swoje ciało? Czy potrafię wskazać, gdzie pojawiają się w nim uczucia? A może chcę się upodobnić do modelek, aby poczuć się atrakcyjna? A seks? Czy kojarzy mi się z przyjemnością, czy ze skrępowaniem? To pomoże nam odnaleźć drogę do zrozumienia swojej seksualności i do ewentualnej erotycznej zmiany siebie.

Szczęśliwi we dwoje

Równość ekonomiczna jest ważna, bo zdaniem badaczy monogamia symetryczna to powrót do archaicznego związku, w którym panowało partnerstwo! W czasach łowców i zbieraczy, a więc przed wynalezieniem pługu, kobieta i mężczyzna wnosili tyle samo do wspólnej spiżarni. Czyli byli ekonomicznie równi i dlatego mieli równe prawa erotyczne. Małżeństwo symetryczne wraca, bo kobiety stają się na powrót równe swym partnerom. Ale też mężczyźni mają dziś do wykonania wewnętrzną pracę. Do gabinetu seksuologów trafiają ci, którym przeszkadza, że żona zarabia więcej lub po prostu dużo. Mężczyzna chce czuć się potrzebny, mieć co dać kobiecie. Nie muszą to jednak być pieniądze. A co? Warto nad tym pomyśleć.

Dziś ludzie są ze sobą z różnych powodów i na różnych zasadach. Ale jeśli łączy ich miłość romantyczna (prawie 90 proc. par), czują się sobie równi także w seksie i są wierni, taki rodzaj związku to właśnie monogamia symetryczna. Sposób na szczęście we dwoje. Trwałe szczęście.

To zachęcające! Gdyby więc chcieć stworzyć taki związek, to od czego zacząć? Od udanego seksu? A co jeśli do tej pory seks nie był naszą mocną stroną? Nie wszystkie kobiety nawet go lubią. Można odblokować ukrytą, nawet przed samą sobą, energię seksualną.

– Pomagają w tym rytuały niemające wiele wspólnego z seksem – mówi Izabela Jąderek. – Bo też radość w łóżku znajdziemy, jeśli wejdziemy do niego prowadzeni intymnością i uczuciem. Miłością. Staroświeckie? Może, ale skuteczne – dodaje seksuolożka. Czerpanie radości z seksu opiera się na intymności. Udany seks nie wydarzy się bez udanej relacji, dlatego to, co wzmacnia bliskość, uwalnia także seksualną energię. Kobieta i mężczyzna czasem jej nie odczuwają tylko dlatego, że nie łączy ich intymność.

Miłosne rytuały

Siadamy naprzeciw siebie na łóżku czy dywanie. Dłonie kładziemy w okolicach serca partnera. Próbujemy dostosować oddech do jego oddechu: z jego wydechem bierzemy wdech, tworząc oddechowe koło. Patrzymy sobie w oczy.

– Jedno i drugie z dużą dozą prawdopodobieństwa może się rozpłakać, bo też rzadko kiedy ludzie okazują sobie czułe zainteresowanie przez kilka minut, bez przerwy patrząc na siebie – mówi psychoterapeutka. Po tym czasie, jeśli poczują taką potrzebę, mogą się przytulać, całować, ale nie kochać. Chodzi o odczucie bycia razem blisko, ale bez seksu. To doświadczenie intymne. Czułe bycie razem zbliża bardziej niż seks i przygotowuje do seksu, który buduje intymność. Bo też często brakuje nam właśnie tej czułości. Dlatego taki rytuał czasem wystarczy, by kobieta, która uważała, że nie ma libido, odczuła nagle ochotę na seks. Uważność mężczyzny jako afrodyzjak? Ochota na seks maleje wskutek jej braku. Odwrotnie działa poczucie bycia widzianą. Samo jednak ćwiczenie nie wystarczy.

– Potrzeba uważności w codziennym życiu – dodaje Jąderek. – Ale i na to jest sposób: nauka uważnej komunikacji. Ona lub on mówią przez trzy do pięciu minut. Drugie słucha bez przerywania, a potem powtarza to, co usłyszało, własnymi słowami. „Czy o to chodziło?” Następnie zamieniają się rolami.

– Para dodatkowo może skorzystać z rytuałów, które oparte są już na kontakcie cielesnym, ale nie seksualnym. Dzięki nim można doświadczyć tego, że w seksie nie chodzi o sam mechaniczny akt – dodaje Jąderek.

Kobieta opiera nogi na biodrach partnera, on wprowadza członek do jej pochwy. I tu podobieństwa do stosunku seksualnego się kończą. Bo oboje są tak spleceni przez pięć do dziesięciu minut. Patrzą sobie w oczy. Dłonie trzymają na klatce piersiowej, oddychają w podobnym tempie. A potem on wychodzi z niej i ją przytula. Mówią, co czują. Z seksu lepiej na tę chwilę zrezygnować, a zyska się coś, co będzie pomagało i w nim, i w byciu razem, i w miłości… Genitalia nie służą tylko do seksu, ale też byśmy poczuli, co to znaczy być Jednym. To już jest bardziej emocjonalny czy duchowy wymiar seksu. Przekroczenie jednostkowego bytu.

Mężczyzna w monogamii

– I tu jest sedno sprawy – mówi Izabela Jąderek. – Kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej może tak się zachowywać, ponieważ spotkała właściwego mężczyznę – takiego, przy którym czuje się bezpiecznie i do którego ma zaufanie. Tworzą związek partnerski, począwszy od podziału obowiązków domowych, poprzez opiekę nad dziećmi, jeśli je mają, a skończywszy na seksie. To, jacy jesteśmy, ma związek z relacjami, jakie tworzymy.

A gdyby tak dla odmiany miał się nam zwierzyć mężczyzna żyjący w monogamii symetrycznej, to jak brzmiałoby jego wyznanie? Puśćmy znów wodze wyobraźni: Pożądam cię, kiedy masz ogień w oczach. Jesteś pełna energii. A więc kiedy zajmujesz się tym, co cię pasjonuje. Pożądam cię, gdy robimy razem coś nowego, niecodziennego. Jedziemy do jaskiń obejrzeć nietoperze, gotujemy mule na ognisku, a nigdy tego nie robiliśmy. Pragnę cię, kiedy czuję, że mogę się przy tobie swobodnie zachowywać. Chcę cię zdobywać. Zgadywać, kim jesteś. Chcę, byś ciągle wzbudzała moją ciekawość.

Gdy pokochamy i poczujemy się kochane – nie rezygnujmy więc ze swoich pasji. Z siebie. A często tak robimy. Bardziej zajmują nas nowe rolety niż to, co pasjonowało przed ślubem, na przykład taniec współczesny. – Pożądanie karmi się innymi emocjami niż stabilność – dodaje Izabela Jąderek.

Pozwalajmy więc sobie na świeżość, ekscytację, tajemniczość – tam mieszka pożądanie. Pożądanie związane jest z poziomem dopaminy, a ta wydziela się, gdy robimy rzeczy nierutynowe. Dopamina zaś odpowiada za doświadczanie orgazmu, a ten stymuluje przepływ oksytocyny i wazopresyny, budzących uczucie przywiązania. Dlatego udany seks jest elementem szczęśliwej i trwałej miłości. Utrwala on wierność, która wydaje się nieoceniona w związku symetrycznej pary.

Wierność otwiera ciało

Kobieta, która wierzy, że jej partner jest wierny, mogłaby powiedzieć coś takiego: Jesteś dla mnie najważniejszy, ja dla ciebie – jedyna. To pozwala mi przeżywać naszą bliskość wyjątkowo. Moje ciało przed nikim tak się nie otwiera jak przed tobą. Kiedy się kochamy, jesteśmy jednym ciałem i duchem… A tu nagle: trzask! W twoim telefonie zdjęcie nagiej kobiety i SMS: „Będę jutro w porze lunchu”. Zdradziłeś mnie?! A więc nie jestem jedyną, na którą tak patrzysz? Jest jeszcze ktoś, kto stał się ode mnie atrakcyjniejszy, ważniejszy. Ciało się zamyka. Serce się zamyka. Czuję wstyd, lęk przed oceną, porównywaniem. Już nie patrzę na ciebie z miłością. Patrzę z lękiem i złością. Zastanawiam się, kim ty jesteś, kim ja jestem.

Zdaniem belgijskiej psychoterapeutki i badaczki Esther Perel, kiedy kochamy romantycznie, symetrycznie, zdrada bywa ostateczna właśnie dlatego, że sięga naszej tożsamości, poczucia tego, kim jesteśmy. Kiedy kochamy, wierność jest konieczna. Kiedy jesteśmy z kimś dla złotej karty, nie ma ona takiego znaczenia. Ale też trudniej wtedy o to upragnione szczęście we dwoje. Symetryczna miłość daje głębsze możliwości realizowania siebie we dwoje, ale więcej też wymaga.

Przyszłość małżeństwa

Dla wielu to żart. Wzrasta akceptacja dla rozwodów, ba, pojawił się nawet nowy rodzaj wstydu – związany z tym, że nie odchodzimy od kogoś, kto jest nie taki, jak powinien. Nie sprzyja monogamii także stawianie na siebie.

– Mimo to, a może właśnie z tego powodu, monogamia jako swoista przeciwwaga powraca – stwierdza seksuolożka. Kultura konsumpcyjna, oderwanie seksu od miłości nawet jeśli dają przyjemność, to także nużą. Coraz częściej widać chęć powrotu do takich wartości, jak miłość, partnerstwo, czułość. Zmianie ulega tylko definicja związku i potrzeb z nim związanych. Nie rezygnujemy ze ślubu. Mamy po prostu inną strategię szukania partnera czy partnerki – czekamy, aż będziemy pewni. A pewni bywamy zazwyczaj po kilku związkach. Bliżej 40. niż 20. urodzin. Nadal jednak chcemy kochać i być kochani.

  1. Psychologia

Władza a podległość – jak zmieniają ludzi?

Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. (fot. iStock)
Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. (fot. iStock)
W jaki sposób miejsce w hierarchii służbowej wpływa na kreatywność? O decyzyjności, zarządzaniu i ich oddziaływaniu na pełnienie ról społecznych w organizacji mówi dr Dorota Wiśniewska-Juszczak, psycholożka społeczna z Uniwersytetu SWPS, ekspertka od zagadnień związanych z władzą i przywództwem.

Zrób prosty eksperyment. Narysuj kredką literę „E” na własnym czole. Wykonaj tę czynność i dopiero wtedy zacznij dalej czytać ten tekst. Już? Jeśli na co dzień sprawujesz władzę, to prawdopodobnie narysowałeś literę „E” z kreskami poziomymi skierowanymi w lewo.

No cóż, nie ułatwiłeś zadania obserwatorom. Nic dziwnego. Osoby zarządzające innymi koncentrują się na sobie i swojej perspektywie. Gdy w laboratorium badacze poprosili o narysowanie „E” uczestników, u których za pomocą wspomnień aktywizowano władzę lub podwładność, to aż trzy razy więcej osób kierujących personelem rysowało ją z własnego punktu widzenia. Badacze pod przewodnictwem Adama Galinsky’ego z Columbia Business School udowodnili, że sprawowanie funkcji kierowniczej znacząco podwyższa egocentryzm i zniechęca do patrzenia na rzeczywistość z innej perspektywy niż własna. Osoby uprawnione do kontroli podwładnych (nawet przez chwilę wzbudzoną w badaniach) automatycznie przyjmują założenie, że inni mają taką samą wiedzę, jak oni i taki sam dostęp do informacji. Gdyby przeanalizować sytuację osób pełniących role związane z władzą to często efekt „czołówki E” występuje w codziennej pracy i może prowadzić do uprzedmiotowienia podległych pracowników, niezauważania potrzeb innych oraz realizowania osobistych celów. Władza nie tylko obniża empatię. Prowadzi do wzrostu pewności własnych opinii i ogranicza skłonność do uwzględniania rad innych. Kierując innymi tracimy motywację do tego, aby ich rozumieć. Jak wykazały amerykańskie badaczki Jennifer Overbeck i Bernadette Park, staramy się zrozumieć inne osoby dopiero wówczas, gdy uświadamiamy sobie, że bez ich pomocy nie osiągniemy założonych celów zawodowych.

Podwładność zabija kreatywność

Władza to jednak nie tylko duże ego. Jedną z najbardziej poszukiwanych i najważniejszych kompetencji szefa jest umiejętność wprowadzania zmian i innowacji w firmie. Do tego również potrzebne jest poczucie mocy i wpływu, a przy tym takie postępowanie, by inni nie czuli się podwładnymi. Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. Pozwala widzieć świat czy cele z lotu ptaka, z pominięciem nieważnych szczegółów. Jak z kolei wykazali Keltner, Gruenfeld i Anderson psychologowie społeczni z Uniwersytetu Stanforda przyjmowanie roli podwładnego uruchamia system hamowania, który prowadzi do skupienia na analizie detali, blokuje kreatywne myślenie i utrudnia działania, a tym samym wprowadzanie zmian w swoim otoczeniu.

Dobry kierownik

Aby rozwijać ludzi trzeba znać ich potrzeby i dobrze rozpoznać potencjał. Wiedzieć, do czego ten proces ma doprowadzić w dłuższej perspektywie szefa i jego pracowników. Wtedy pojawia się prawdziwa współzależność celów. Władza jest dobra i warto ją mieć, by skutecznie zarządzać zespołem. Przywództwo też jest ważne, by inni widzieli, że wiesz dokąd i po co razem zmierzacie. Warto pamiętać o słowach Monteskiusza, który mawiał, że „By dokonać wielkich rzeczy, nie trzeba być wielkim geniuszem, nie trzeba być ponad ludźmi, trzeba być z nimi", Najważniejsze jest zarządzanie, które sprawia, że jesteś blisko ludzi, ich problemów.

Jak to osiągnąć w praktyce? Oto kilka rad wynikających z wielu badań. Przede wszystkim nie przestawaj zarządzać, czyli planować, delegować, egzekwować. Bądź blisko ludzi, pamiętaj o ich zawodowej codzienności i ich potrzebach. Nie jesteś sam. Masz zespół. Gdy go budujesz nie rób tego tylko dla siebie, ale też dla jego członków. Przywództwo uwodzi, bo szef lub kierownik czuje, że staje ponad innymi, czuje się lepszy i ważniejszy, co powoduje, że zaczyna myśleć, że może pozwolić sobie na więcej. Uważa, że ma większe prawa, co może prowadzić do łamania norm lub działań niezgodnych z zasadami. To zasługa systemu dążenia, który włącza się w sytuacji sprawowania władzy. Dlatego, gdy pojawi się poczucie wyższości, dla dobra zatrudnionych ludzi warto natychmiast wyjść z gabinetu i pójść do stołówki dwa piętra niżej, by posłuchać jakie problemy mają członkowie zespołu, co ich trapi, co interesuje. Warto dać się wypowiedzieć swoim ludziom i posłuchać o tym jakie mają pomysły. Wziąć pod uwagę perspektywę innych i szukać rozwiązań, które naprawdę wychodzą naprzeciw zgłaszanym przez nich potrzebom. Poddawać się ocenie i reagować konstruktywnie na otrzymywane komunikaty zwrotne. To ochroni szefa przed egocentryzmem, efektem „czołówki E”, przed upadkiem i wreszcie przed samą utratą władzy. Badania pokazują, że zespoły działają najlepiej – to oznacza także efektywność w realizacji zadań - gdy energia, którą daje zwierzchnictwo, połączona jest z treningiem przyjmowania perspektywy – u szefów, nie u podwładnych.

Gdy zatem słyszę, że menedżer zarządzający zespołem twierdzi, że nie chce sprawować władzy, to zaczynam się martwić o jego ludzi. Pozycja w firmie, która umożliwia kierowanie pracą ludzi, daje możliwość wywierania wpływu, a bez tego nie ma skutecznego zarządzania. Władza sprawowana z odpowiedzialnością za innych ma sens.

Dr Dorota Wiśniewska-Juszczak w pracy naukowej koncentruje się na zagadnieniach związanych z władzą i przywództwem. Prowadzi badania nad konsekwencjami stosowania różnych strategii wpływu w relacji z osobami poddanymi władzy. Jako praktyk – trener i konsultant – specjalizuje się w budowaniu efektywnych zespołów i komunikacji w ich obrębie. Jest autorką innowacyjnej metody pomiaru potencjału przywódczego menedżerów, akredytowanym trenerem Insights Discovery oraz trenerem najwyższego stopnia terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach.

Materiały prasowe SWPS