1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Pochwała spaceru

Pochwała spaceru

123rf.com
123rf.com
To nic nowego, że wszelka aktywność fizyczna niesie ogromne korzyści dla psychiki. Co robić jednak, gdy nie chcesz, nie możesz, nie masz w sobie na tyle determinacji, by trenować? Spaceruj.

Chodzenie jest przyjemne dla większości ludzi, ponieważ to aktywność niezbyt wymagająca. Można się w nią zaangażować bez wskazówek specjalisty. Udowodniono, że na spacer warto wybrać się rano. Poranny spacer, kiedy umysł i ciało nie są jeszcze zmęczone, daje niezwykłe korzyści psychologiczne.

Naukowcy zbadali że chodzenie zmniejsza poziom lęku i depresji, a wpływa pozytywnie na rewitalizację, pozytywne zaangażowanie w życie i odczuwanie spokoju. Jest to zwłaszcza potrzebne osobom, które żyją w wielkich miastach. Spacery mają na nie uspakajający i relaksujący wpływ. Ważne jest, gdzie spacerujemy. Im bliżej natury jesteśmy, tym lepiej. Spacery po lesie, parkach są jak najbardziej pożądane. Wykazano, że najwięcej korzyści dają spacery w samotności. Osamotnienie bowiem daje nam szansę na cichą medytację czy kontemplację, które pozwalają nam poczuć się w tu i teraz. Regularne spacery zwiększają motywację do działania i podnoszą energię życiową.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Kiedy idziesz, czas zwalnia - jakie są korzyści ze spacerów?

każda wędrówka pozwala lepiej poznać świat i samego siebie. (Fot. iStock)
każda wędrówka pozwala lepiej poznać świat i samego siebie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Spacer po okolicy to nie to samo co samotna wyprawa na biegun. Jednak każda wędrówka pozwala lepiej poznać świat i samego siebie. Zdaniem norweskiego podróżnika i autora książek Erlinga Kaggego, chodząc, medytujemy, doświadczamy emocji i więcej dostrzegamy.

Ma pan na koncie między innymi zdobycie pieszo dwóch biegunów i wspinaczkę na Mount Everest. Czy podróżnik z takim dorobkiem mógłby zamieszkać na stałe w dużym mieście, np. w Nowym Jorku? Mógłbym żyć gdziekolwiek. Ale z mieszkaniem w dużym mieście wiąże się popełnianie największego błędu, jaki my, ludzie, dziś robimy – życie w odcięciu od natury. Matka Ziemia ma już ponad pięć miliardów lat, a nasze pokolenie ma głównie styczność ze środowiskiem stworzonym przez człowieka: drogami, autobusami, metrem, budynkami. Epidemia koronawirusa powinna nas skłonić do większego wsłuchania się w naturę i przypomnienia sobie, skąd pochodzimy. Właśnie dostajemy od niej wskazówkę, by żyć w znacznie prostszy sposób niż dotychczas. Według mnie sekret dobrego życia tkwi w tym, by ono było jak najprostsze – wtedy umiemy cieszyć się z pozornie banalnych rzeczy. Ludzie tak żyli przecież przez tysiące lat.

Czyli ograniczenia, w jakich teraz żyjemy, mogą być okazją do zdobycia nowych doświadczeń?  Praca, biznes i system edukacji skłaniają nas do życia na wysokich obrotach, uzyskiwania coraz wyższych płac, lepszych wyników... Z powodu tej pogoni wielu ludzi zapomniało o zwyczajnym chodzeniu, wędrówkach, które skłaniają do ciszy, refleksji i uspokojenia.

Wrócę jeszcze do myśli o zamieszkaniu w Nowym Jorku. Zaskoczyła mnie ta odpowiedź, bo pańska poprzednia książka mówiła o poszukiwaniu ciszy. Odnalazłby pan ją w wielkim mieście? Tak, bo najbardziej istotna cisza to ta, która jest w nas. Pana cisza może się różnić od mojej. W wielkim mieście nie można czekać, aż cisza przyjdzie do ciebie, trzeba jej szukać w swoim wnętrzu. Choć w Nowym Jorku, gdzie prawie wszystko jest stworzone przez człowieka, to na pewno trudniejsze.

Na razie nie możemy latać po świecie i być może długo nie będziemy chcieli. Może rozsmakujemy się w spacerach po najbliższej okolicy, co promuje pan w książce "Idź krok po kroku".  Teraz wielu ludzi nie może lub nie chce jeździć autobusem czy metrem, więc częściej chodzą po mieście. Spacery przeżywają swój renesans. I to jest bardzo dobre nie tylko dla ludzi, ale też dla świata.

Erling Kagge, 'Idź krok po kroku' (Wydawnictwo Muza 2020) Erling Kagge, "Idź krok po kroku" (Wydawnictwo Muza 2020)

Chodzenie pochłania ogromną ilość czasu. A przecież czas to pieniądz... (śmiech) Szanuję ludzi, którzy mają zbyt mało czasu na chodzenie, ale jednocześnie wielu z nich spędza co najmniej trzy, cztery godziny dziennie w mediach społecznościowych. Nic więc dziwnego, że skarżą się na brak czasu. Marnujemy swój czas, a przynajmniej jego istotną część, a potem twierdzimy, że życie jest za krótkie. Tymczasem życie jest długie, jeśli się je dobrze wykorzystuje. Gdy chodzisz, to wydłużasz swój czas i przestrzeń. Bo dostrzegasz, słyszysz, dotykasz i czujesz. Kiedy się poruszasz, tak wiele się dzieje, więc masz wrażenie, że czas zwalnia. Jego upływ staje się więc czymś względnym.

Pisze pan, że stawianie jednej nogi przed drugą to jedna z najważniejszych czynności, jakie wykonujemy w życiu. Czy dlatego, że to tak dobre dla zdrowia, jak twierdził już Hipokrates?  Gdyby tylko o to chodziło, to nie napisałbym całej książki na ten temat. Homo sapiens nie wymyślił chodzenia na dwóch nogach, tak robi wiele zwierząt. Jednak przez kilkaset tysięcy lat robiliśmy to z upodobaniem, teraz przestaliśmy. Przez większość dnia siedzimy na tyłku, odkrywając świat poprzez ekran monitora. To nas zmienia jako ludzi.

W poprzedniej książce pisał pan, że chodzenie to bliski partner ciszy. Czy spacery można traktować jako formę medytacji lub ćwiczenie mindfulness?  Zdecydowanie tak. To też powód, dla którego tak lubię wędrówki. Gdybym się urodził w Indiach, to prawdopodobnie uprawiałbym jogę, siedząc w kucki. Ale jestem Norwegiem, który ma dużo przestrzeni do chodzenia, no i ma góry. Dla nas chodzenie to właśnie forma medytacji w ruchu. Nawet podczas spacerów w dużym mieście, choć to trudniejsze. Mieszkam na obrzeżach Oslo i dziś rano poszedłem odebrać swój samochód z warsztatu. Stawiałem krok za krokiem i wsłuchiwałem się w śpiew ptaków, w to, jak bije mi serce... Raptem dwudziestominutowy spacer o poranku bardzo mnie zrelaksował. Kiedy jesteś w ruchu, twój umysł pracuje zdecydowanie lepiej, rodzą się nowe pomysły, pojawiają się emocje. To ma swoje odzwierciedlenie nawet w naszym języku, na przykład po angielsku „motion” oznacza ruch, a emocje to „emotion”. Podobnie jest w norweskim czy sanskrycie. Niektórzy to czują podświadomie – gdy chcą coś wymyślić albo odbyć ciekawą rozmowę przez telefon, to spacerują.

O głębsze refleksje pewnie łatwiej na samotnych wyprawach niż spacerze po mieście i najbliższej okolicy.  W mieście, z dala od natury, jest na pewno inaczej, ale zasada „w ruchu umysł lepiej działa” nadal obowiązuje. Może to frazes, ale bardzo wiele interesujących rzeczy znajdziesz na swoim podwórku. Zdecydowanie warto wędrować po okolicy.

Proszę mnie przekonać do takiej mikropodróży. Mieszkam w tym samym miejscu od 21 lat i nadal znajduję coś interesującego w okolicy. To drobne rzeczy, obserwuję na przykład, jak wieje dziś wiatr, w jakim nastroju są ludzie, których mijam podczas przechadzki. Dzięki tym wędrówkom zauważam też powoli dokonujące się zmiany, choćby to, na których budynkach niszczeje farba, a które są odnawiane. Takie spacery nie wzbogacają tak bardzo jak wyprawa na biegun, ale nadal są interesujące. Bo jesteśmy częścią tego, co spotykamy na swojej drodze. Zresztą mógłbym pana przez pół dnia przekonywać, że warto chodzić, ale byłoby to marnowaniem czasu. Lepiej, aby pan się w tym czasie przeszedł i sam o tym przekonał. Bez telefonu, skupiając się na tym, co wokół.

Erling Kagge podczas samotnej wyprawy na biegun (fot. materiały prasowe) Erling Kagge podczas samotnej wyprawy na biegun (fot. materiały prasowe)

Dobrze, zrobię to po naszej rozmowie. W książce wspomina pan o swoich córkach. Początkowo nie były przekonane do wspólnych spacerów. Nadal tak jest? Dziś już nie muszę ich namawiać. Poznały wartość spacerowania, doceniają towarzyszącą im wtedy ciszę i same bardzo dużo chodzą. A jeszcze kilka lat temu młodsza, dziś 17-letnia, uważała, że „wszystko to gówno prawda”, a cisza jest „bardzo dziwna”.

Czy ma pan jeszcze jakieś marzenia związane z wędrówkami? Samo życie to bardzo długa wędrówka, a ja nie jestem nawet w jej połowie. Ciągle marzę. Teraz na przykład o tym, że piechotą pójdę do Anglii. Tam jest moja przyjaciółka, z którą z powodu pandemii nie mogę się teraz spotkać. Są jeszcze miejsca, do których chciałbym dotrzeć pieszo, te nieodkryte jeszcze przez ludzi. Czasami rozmawiam z Markiem Kamińskim i namawiam go, byśmy wyruszyli gdzieś razem. Ale ciągle nie mamy sprecyzowanego planu. Obydwaj mamy już na koncie ekstremalne wyprawy i obydwaj też jesteśmy na tym etapie życia, że wolimy zwolnić. Zatem nie będziemy podejmować żadnych wielkich wyzwań. Raczej chcemy w takiej wędrówce poznać nowe wartości, podejść do czegoś pod innym kątem.

Co chciałby pan, aby czytelnik zrobił po przeczytaniu pana książki? Po prostu wyszedł na spacer. Życie polega na poszukiwaniu swoich biegunów południowych. Wędrówki, także te krótkie, to odkrywanie siebie podczas odkrywania świata.

Erling Kagge, norweski, podróżnik, pisarz, wydawca, kolekcjoner sztuki, filozof i polityk. Zdobywca biegunów północnego i południowego oraz Mount Everestu. Jako pierwszy człowiek osiągnął pieszo tzw. trzy bieguny. "New York Times" napisał o nim, że jest "filozoficznych poszukiwaczem przygód" lub "poszukującym przygód filozofem".

  1. Zdrowie

Sezon na kleszcze - jak zabezpieczyć siebie i swojego pupila przed kleszczami

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Ciepła pogoda sprzyja wychodzeniu z psem na spacery i wędrówki po lesie. Należy jednak pamiętać, że z takiego spaceru możemy wrócić z pasażerem na gapę - kleszczem. Kleszcze to pajęczaki niewielkich rozmiarów, które trudno zauważyć w trawie czy zaroślach. Mogą atakować zarówno zwierzęta, jak i ludzi, dlatego ważne jest by stale pamiętać o profilaktyce i ochronie przeciwkleszczowej siebie i swojego pupila. Dowiedz się więcej na temat kleszczy i sprawdź w jaki sposób najprościej się przed nimi chronić!

Co powinieneś wiedzieć o kleszczach

Zmiany klimatu, bezmroźne zimy przyczyniły się do tego, że kleszcze mogą być aktywne praktycznie przez cały rok (wystarczy im temperatura wyższa niż 5-7 st. Celsjusza). Najczęściej spotyka się je od początku  marca. Kleszcze występują w wysokich trawach, zaroślach, lasach i na łąkach. Mogą pojawić się nawet na przydomowych trawnikach, placach zabaw i parkach miejskich. Bardziej niż ludzie na ukąszenie przez kleszcza narażone są psy, które ocierają się o trawy podczas spacerów. Kleszcze wyczuwają zapach i wibracje, potrafią chwycić się sierści lub wejść po naszym ubraniu i szukać miejsca odpowiedniego do wkłucia się. Najczęściej wkręcają się tam, gdzie skóra jest cienka i ciepła, czyli w okolicach uszu, szyi, pachwin, brzucha czy ogona. Rzadziej spotyka się je na grzbiecie lub boku psa, to tam skóra ma niższą temperaturę i jest mniej ukrwiona. 

Dlaczego ważna jest ochrona przeciwkleszczowa

Kleszcze po znalezieniu dla siebie odpowiedniego miejsca na ciele żywiciela wkłuwają się, jednocześnie wydzielając substancję znieczulającą, dzięki czemu jest to bezbolesne i czasem może minąć nawet kilka godzin aż zorientujemy się, że ugryzł nas kleszcz. U psów jeszcze trudniej jest je od razu zauważyć ze względu na gęstą sierść. Kleszcze przenoszą mnóstwo chorób, które zagrażają nie tylko ludziom, ale i zwierzętom. Należą do nich m. in.: borelioza, babeszjoza, anaplazmoza, odkleszczowe zapalenie mózgu i hepatozoonoza. Pojawienie się tych chorób ciężko jest od razu zdiagnozować, ponieważ mogą one rozwijać się w organizmie nie dając żadnych objawów, a zmiany powstałe w ich skutek w narządach są zwykle nieodwracalne. 

Jak zabezpieczyć się przed ugryzieniem kleszcza

Kleszcze są najbardziej aktywne w godzinach porannych i popołudniowych, a najmniej w okolicach południa, gdy temperatura powietrza jest najwyższa. Dobrym nawykiem jest, by po powrocie ze spaceru porządnie wytrzepać ubranie i dokładnie obejrzeć siebie oraz naszego pupila. Warto również korzystać z preparatów ochronnych - przeciwkleszczowych. Na rynku znajdziemy ogromny wybór skutecznych repelentów i sprayów na bazie naturalnych składników, które odstraszają kleszcze. Dla psów również mamy spory wybór. Możemy wybrać obrożę przeciwkleszczową, krople, spraye, tabletki lub zawieszkę odstraszającą kleszcze. Trzeba pamiętać że wszystkie te metody są skuteczne, jednak nie dają 100% ochrony a jedynie zbliżają się do tego wyniku. Ich wybór zależy od naszych predyspozycji, a jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości, najlepiej skonsultować się z weterynarzem lub doświadczonym specjalistą w dobrym sklepie zoologicznym i zadecydować, który sposób ochrony naszego pupila będzie najbardziej skuteczny. 

Ochrona przed kleszczami - obroża przeciwkleszczowa

ma najdłuższe działanie ze wszystkich preparatów ochronnych. Swoją skuteczność zachowuje nawet przez 6- 8 miesięcy, co oznacza że wystarcza na cały sezon. Obrożę przeciwkleszczową zakłada się na szyję psa dopasowując ją do obwodu szyi, tak by nie była za luźna ani zbyt ciasna. Obroża powinna być noszona przez psa cały czas z wyjątkiem kąpieli (chyba, że kupimy obrożę wodoodporną). Obroże przeciwkleszczowe najlepiej sprawdzają się u psów z krótką sierścią.

Ochrona przed kleszczami - krople przeciwkleszczowe typu spot-on

Krople przeciwkleszczowe stosuje się bezpośrednio na skórę zwierzęcia - na karku i wzdłuż tułowia (tak, by uniemożliwić psu zlizywanie preparatu). Substancja działa powierzchniowo, nie przenika do organizmu. Trzeba pamiętać, że 2 dni przed i po zakropleniu pies nie powinien być kąpany. Krople stosuje się co 4 tygodnie. Z podaniem kolejnej dawki nie należy czekać do ostatniego dnia, można ją podać trochę wcześniej.

Ochrona psa przed kleszczami - preparaty przeciwkleszczowe w sprayu

Spraye, podobnie jak krople również stosuje się bezpośrednio na skórę. Nie jest to sposób długotrwały i najczęściej stosuje się go u małych psów, które są za młode na inne metody ochrony. Stosuje się ok. 5-10 psiknięć na kilogram masy psa.

Ochrona psa przed kleszczami - tabletki przeciw kleszczom

Skuteczność tabletek to około 1 - 3 miesięcy. Substancje zawarte w tabletkach rozchodzą się po organizmie psa skąd są systematycznie uwalniane. Nie zaleca się podawania tabletki przeciw kleszczom psom z problemami układu pokarmowego, nie należy ich również rozdrabniać (pies powinien połknąć ją w całości). Dzięki działaniu tabletki, kleszcze znajdujące się na skórze psa są całkowicie unieszkodliwiane. Ta metoda ochrony przed kleszczami jest jednak mocno kontrowersyjna. Tabletki przeciwkleszczowe powodują bowiem wiele skutków ubocznych u psów (m. in. padaczka, niewydolność nerek, problemy z trzustką i skórą), mogą nawet prowadzić do śmierci zwierzęcia. Dlatego też wielu weterynarzy i specjalistów pracujących ze zwierzętami i w dobrych nie zaleca jej stosowania.

Ochrona psa przed kleszczami - ultradźwiękowe odstraszacze kleszczy

Ultradźwiękowe odstraszacze kleszczy to nowość na rynku. Dostępne w formie zawieszek, działają na baterie. Emitują ultradźwięki, które wpływają na narząd Hallera u kleszczy - nie wyczuwają one bliskości psa. Działanie tych urządzeń szacuje się na ok. od 10 miesięcy do nawet dwóch lat.

O czym pamiętać przed wyborem konkretnej metody ochrony przed kleszczami

Zanim zdecydujesz o zamówieniu konkretnych kropli czy obroży przeciwkleszczowej, pamiętaj o sprawdzeniu następujących rzeczy:
  • waga psa
  • alergie (czy jest uczulony na któryś składnik preparatu)
  • inne zwierzęta w domu (niektóre środki ochrony przed kleszczami dla psa, mogą być szkodliwe dla innych zwierząt, które mieszkają z nami w domu)
  • środki ochrony przed kleszczami a kontakt z wodą (obrożę przeciwkleszczową czy zawieszkę lepiej zdjąć przed kąpielą psa i założyć ponownie na suchą sierść)
  • mycie rąk (jeśli pies ma obrożę przeciwkleszczową należy pamiętać o myciu rąk po zabawie z nim).

  1. Psychologia

Energia z kamienia – na czym polega litoterapia?

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Śpiewając, że brylanty są najlepszymi przyjaciółkami kobiety, Marilyn Monroe myślała prawdopodobnie o ich pięknie. Średniowieczna mniszka Hildegarda z Bingen przypisywała im jednak także działanie lecznicze.

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. Najbardziej znana jest dziś praca Hildegardy z Bingen, w której średniowieczna mniszka polecała m.in. szmaragd na atak padaczki czy silne bóle głowy. Historycy przywołują również zapiski Pliniusza Starszego, powstałe w I wieku naszej ery.

Litoterapia, czyli leczenie kamieniami (od lithos – kamień i therapeuo – leczenie, pielęgnacja) opiera się na zasadzie przepływu energii. Kamienie pochodzenia mineralnego zawierają te same pierwiastki co ciało człowieka i mogą uregulować biochemiczny niedobór albo nadmiar w organizmie.

Terapeutyczne działanie kamieni, odrzucane przez medycynę akademicką jako naukowo niepotwierdzone, ma jednak wielu zwolenników. „Dlaczego na przykład korale bledną, gdy osoba je nosząca choruje na niedokrwistość, a odzyskują barwę, gdy wraca do zdrowia?” – pyta prezes polskiej filii światowej federacji medycyny alternatywnej Zbyszko Patyk i zwraca uwagę, że z przeprowadzonych kiedyś badań wynikło, że ułożone wokół głowy kryształy zmieniają zapis encefalogramu.

Mimo niechęci naukowców do litoterapii (która być może wzięła się po części stąd, że sama nazwa powstała w kręgach newage'owskich w latach 70. XX wieku) ma ona jednak wielu praktyków, którzy rozwijają ją jako uzupełnienie medycyny zachodniej.

Jak stosować litoterapię?

Zwolennicy metody radzą, żeby wybrać kamień, który do nas przemówi, i stworzyć własne rytuały z jego udziałem: przytrzymać co rano przez kilka chwil w dłoni czy przykładać do punktów energetycznych na ciele.

Ważna jest również odpowiednia pielęgnacja kamienia, trzeba go czyścić zgodnie ze wskazówkami, czasem w czystej wodzie, w innych przypadkach np. w roztworze soli.

Terapeutyczne znaczenie będzie miało ponadto noszenie biżuterii z wybranym kamieniem czy nawet postawienie go w swoim pokoju.

O kilka wskazówek poprosiliśmy prowadzącą sesję terapii kryształami Alicję Radej (@alicja_radej). Oto, co poleciła na nękające nas często schorzenia fizyczne i psychosomatyczne:

  • na bezsenność: ametyst, celestyn, czaroit, howlit, hematyt, lapis lazuli, sodalit, malachit;
  • na otyłość: czarny onyks, turmalin, kamień księżycowy, cytryn;
  • na wzmacnianie odporności: heliotrop, ametyst, czarny turmalin, zielony kalcyt, karneol, kwarc;
  • na bóle miesiączkowe: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menstruacją: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menopauzą: cytryn, granat, lapis lazuli, perła, kwarc różowy, rubin, heliotrop.

Wszystkie te kamienie są do kupienia w Polsce.

Kamienie lecznicze wg Hildegardy z Bingen

  • szmaragd
  • hiacynt
  • onyks
  • beryl
  • sardoniks
  • szafir
  • sard
  • topaz
  • chryzolit
  • jaspis
  • praz
  • chalcedon
  • chryzopraz
  • karbunkuł
  • ametyst
  • agat
  • diament
  • magnetyt
  • liguriusz
  • kryształ
  • perła rzeczna
  • karneol
  • alabaster
  • wapień
  1. Psychologia

Przyszłość małżeństwa – monogamia symetryczna

Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Pisze się o zdradach, rozwodach, poliamorii itp. Czy jest więc sens zastanawiać się nad monogamią i wiernością albo nad spełniającym te kryteria małżeństwem? Tak, Helen Fisher, amerykańska antropolożka i badaczka miłości, przepowiada im wielką przyszłość. Nowy rodzaj związku nazywa symetrycznym.

Gdyby kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej miała opowiedzieć o swojej seksualności, to co by powiedziała? Jak brzmiałoby jej wyznanie? Zainspirowane przez Helen Fisher, amerykańską antropolożkę, napisałyśmy z Izabelą Jąderek, warszawską seksuolożką i psychoterapeutką, wyznanie takiej kobiety: Naga? Jestem otwarta i naturalna w miłości. Nie wstydzę się swojego ciała. Lubię je. Piersi za małe, pupa za duża? Akceptuję swój wygląd, niedoskonałości nie spędzają mi snu z powiek. Jestem taka, jaka jestem. A jeśli coś mi przeszkadza, czuję zawstydzenie czy zakłopotanie, to przyglądam się temu. Zastanawiam się: „Czy tego nie chcę, czy może uważam, że nie powinnam chcieć, bo tak mnie wychowano?”. Naga w seksie, ale też naga w emocjach, w marzeniach, w fantazjach, w pragnieniach: uległości czy dominacji nad tobą. Nie czuję się zmuszona do bierności! Inicjuję seks bez obawy, że powiesz: „Jesteś zbytnio wyzwolona”, albo nawet: „wyuzdana!”. Oddaję ci się też bez wstydu, jeśli tylko mam takie pragnienie. W łóżku mogę śmiać się, krzyczeć albo śpiewać. To zależy, co czuję i jak przeżywam miłość. Mam oczekiwania i chcę, byś je spełnił. Spotkałam cię po kilku bardziej lub mniej nieudanych związkach i nareszcie mogę być sobą, będąc z mężczyzną. Ufam ci. Dajesz mi poczucie bezpieczeństwa.

Cudne? Ba! Ale czy takie pogodzenie ze swoją cielesnością i seksualnością to dla wielu kobiet nie utopia? Czy każda z nas, jeśli tylko zachce, może stać się kimś takim?

Poznaj samą siebie

Myślimy, że serce i miłość to synonimy, mówimy: „Oddałam mu serce”; „Złamał mi serce”. Izabela Jąderek przekonuje, że najważniejsze jest zbudowanie relacji z samą sobą. Poznając siebie, kobieta odkrywa, jak chce się kochać, i znajduje w sobie śmiałość, by właśnie tak to robić. Czy jednak każda z nas może zacząć kochać i żyć w zgodzie ze swoją zmysłowością, seksualnością? I czy jest to aż tak ważne? – W moim osobistym przekonaniu każda może i ma do tego potencjał – stwierdza Izabela Jąderek. – Oczywiście, napotka na tej drodze mnóstwo wybojów, ale kluczem jest słowo „chcieć”: przyglądać się sobie po to, by zrozumieć siebie i swoje potrzeby również w tym aspekcie, jakim jest seksualność. Potem można ją przyjąć albo coś w niej zmienić.

A czy to ważne? Tak, jeśli marzy nam się symetria we dwoje, a nawet małżeństwo symetryczne. Zakłada ono równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. Żeby być równą mężczyźnie w realizacji swoich pragnień, kobieta musi wiedzieć, jakie one są, czego chce od kochanka. A to wcale nie jest takie oczywiste, nawet dla niej samej. Dlaczego? Związek monogamiczny dziś oznacza często tradycyjny podział ról i zależności. Wynika to z wychowania, a często i ekonomii. – Kobieta ekonomicznie zależna bywa też zależna mentalnie – wyjaśnia Jąderek. Powściąga się w łóżku i dostosowuje do partnera, i to w sposób całkiem bezwiedny.

Nie zawsze tak jest, ale jeśli mamy wątpliwości, czy realizujemy swoją seksualność, warto się zastanowić, jak nas wychowano. Czy moi rodzice okazywali sobie nawzajem czułość? Czy ja lubię swoje ciało? Czy potrafię wskazać, gdzie pojawiają się w nim uczucia? A może chcę się upodobnić do modelek, aby poczuć się atrakcyjna? A seks? Czy kojarzy mi się z przyjemnością, czy ze skrępowaniem? To pomoże nam odnaleźć drogę do zrozumienia swojej seksualności i do ewentualnej erotycznej zmiany siebie.

Szczęśliwi we dwoje

Równość ekonomiczna jest ważna, bo zdaniem badaczy monogamia symetryczna to powrót do archaicznego związku, w którym panowało partnerstwo! W czasach łowców i zbieraczy, a więc przed wynalezieniem pługu, kobieta i mężczyzna wnosili tyle samo do wspólnej spiżarni. Czyli byli ekonomicznie równi i dlatego mieli równe prawa erotyczne. Małżeństwo symetryczne wraca, bo kobiety stają się na powrót równe swym partnerom. Ale też mężczyźni mają dziś do wykonania wewnętrzną pracę. Do gabinetu seksuologów trafiają ci, którym przeszkadza, że żona zarabia więcej lub po prostu dużo. Mężczyzna chce czuć się potrzebny, mieć co dać kobiecie. Nie muszą to jednak być pieniądze. A co? Warto nad tym pomyśleć.

Dziś ludzie są ze sobą z różnych powodów i na różnych zasadach. Ale jeśli łączy ich miłość romantyczna (prawie 90 proc. par), czują się sobie równi także w seksie i są wierni, taki rodzaj związku to właśnie monogamia symetryczna. Sposób na szczęście we dwoje. Trwałe szczęście.

To zachęcające! Gdyby więc chcieć stworzyć taki związek, to od czego zacząć? Od udanego seksu? A co jeśli do tej pory seks nie był naszą mocną stroną? Nie wszystkie kobiety nawet go lubią. Można odblokować ukrytą, nawet przed samą sobą, energię seksualną.

– Pomagają w tym rytuały niemające wiele wspólnego z seksem – mówi Izabela Jąderek. – Bo też radość w łóżku znajdziemy, jeśli wejdziemy do niego prowadzeni intymnością i uczuciem. Miłością. Staroświeckie? Może, ale skuteczne – dodaje seksuolożka. Czerpanie radości z seksu opiera się na intymności. Udany seks nie wydarzy się bez udanej relacji, dlatego to, co wzmacnia bliskość, uwalnia także seksualną energię. Kobieta i mężczyzna czasem jej nie odczuwają tylko dlatego, że nie łączy ich intymność.

Miłosne rytuały

Siadamy naprzeciw siebie na łóżku czy dywanie. Dłonie kładziemy w okolicach serca partnera. Próbujemy dostosować oddech do jego oddechu: z jego wydechem bierzemy wdech, tworząc oddechowe koło. Patrzymy sobie w oczy.

– Jedno i drugie z dużą dozą prawdopodobieństwa może się rozpłakać, bo też rzadko kiedy ludzie okazują sobie czułe zainteresowanie przez kilka minut, bez przerwy patrząc na siebie – mówi psychoterapeutka. Po tym czasie, jeśli poczują taką potrzebę, mogą się przytulać, całować, ale nie kochać. Chodzi o odczucie bycia razem blisko, ale bez seksu. To doświadczenie intymne. Czułe bycie razem zbliża bardziej niż seks i przygotowuje do seksu, który buduje intymność. Bo też często brakuje nam właśnie tej czułości. Dlatego taki rytuał czasem wystarczy, by kobieta, która uważała, że nie ma libido, odczuła nagle ochotę na seks. Uważność mężczyzny jako afrodyzjak? Ochota na seks maleje wskutek jej braku. Odwrotnie działa poczucie bycia widzianą. Samo jednak ćwiczenie nie wystarczy.

– Potrzeba uważności w codziennym życiu – dodaje Jąderek. – Ale i na to jest sposób: nauka uważnej komunikacji. Ona lub on mówią przez trzy do pięciu minut. Drugie słucha bez przerywania, a potem powtarza to, co usłyszało, własnymi słowami. „Czy o to chodziło?” Następnie zamieniają się rolami.

– Para dodatkowo może skorzystać z rytuałów, które oparte są już na kontakcie cielesnym, ale nie seksualnym. Dzięki nim można doświadczyć tego, że w seksie nie chodzi o sam mechaniczny akt – dodaje Jąderek.

Kobieta opiera nogi na biodrach partnera, on wprowadza członek do jej pochwy. I tu podobieństwa do stosunku seksualnego się kończą. Bo oboje są tak spleceni przez pięć do dziesięciu minut. Patrzą sobie w oczy. Dłonie trzymają na klatce piersiowej, oddychają w podobnym tempie. A potem on wychodzi z niej i ją przytula. Mówią, co czują. Z seksu lepiej na tę chwilę zrezygnować, a zyska się coś, co będzie pomagało i w nim, i w byciu razem, i w miłości… Genitalia nie służą tylko do seksu, ale też byśmy poczuli, co to znaczy być Jednym. To już jest bardziej emocjonalny czy duchowy wymiar seksu. Przekroczenie jednostkowego bytu.

Mężczyzna w monogamii

– I tu jest sedno sprawy – mówi Izabela Jąderek. – Kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej może tak się zachowywać, ponieważ spotkała właściwego mężczyznę – takiego, przy którym czuje się bezpiecznie i do którego ma zaufanie. Tworzą związek partnerski, począwszy od podziału obowiązków domowych, poprzez opiekę nad dziećmi, jeśli je mają, a skończywszy na seksie. To, jacy jesteśmy, ma związek z relacjami, jakie tworzymy.

A gdyby tak dla odmiany miał się nam zwierzyć mężczyzna żyjący w monogamii symetrycznej, to jak brzmiałoby jego wyznanie? Puśćmy znów wodze wyobraźni: Pożądam cię, kiedy masz ogień w oczach. Jesteś pełna energii. A więc kiedy zajmujesz się tym, co cię pasjonuje. Pożądam cię, gdy robimy razem coś nowego, niecodziennego. Jedziemy do jaskiń obejrzeć nietoperze, gotujemy mule na ognisku, a nigdy tego nie robiliśmy. Pragnę cię, kiedy czuję, że mogę się przy tobie swobodnie zachowywać. Chcę cię zdobywać. Zgadywać, kim jesteś. Chcę, byś ciągle wzbudzała moją ciekawość.

Gdy pokochamy i poczujemy się kochane – nie rezygnujmy więc ze swoich pasji. Z siebie. A często tak robimy. Bardziej zajmują nas nowe rolety niż to, co pasjonowało przed ślubem, na przykład taniec współczesny. – Pożądanie karmi się innymi emocjami niż stabilność – dodaje Izabela Jąderek.

Pozwalajmy więc sobie na świeżość, ekscytację, tajemniczość – tam mieszka pożądanie. Pożądanie związane jest z poziomem dopaminy, a ta wydziela się, gdy robimy rzeczy nierutynowe. Dopamina zaś odpowiada za doświadczanie orgazmu, a ten stymuluje przepływ oksytocyny i wazopresyny, budzących uczucie przywiązania. Dlatego udany seks jest elementem szczęśliwej i trwałej miłości. Utrwala on wierność, która wydaje się nieoceniona w związku symetrycznej pary.

Wierność otwiera ciało

Kobieta, która wierzy, że jej partner jest wierny, mogłaby powiedzieć coś takiego: Jesteś dla mnie najważniejszy, ja dla ciebie – jedyna. To pozwala mi przeżywać naszą bliskość wyjątkowo. Moje ciało przed nikim tak się nie otwiera jak przed tobą. Kiedy się kochamy, jesteśmy jednym ciałem i duchem… A tu nagle: trzask! W twoim telefonie zdjęcie nagiej kobiety i SMS: „Będę jutro w porze lunchu”. Zdradziłeś mnie?! A więc nie jestem jedyną, na którą tak patrzysz? Jest jeszcze ktoś, kto stał się ode mnie atrakcyjniejszy, ważniejszy. Ciało się zamyka. Serce się zamyka. Czuję wstyd, lęk przed oceną, porównywaniem. Już nie patrzę na ciebie z miłością. Patrzę z lękiem i złością. Zastanawiam się, kim ty jesteś, kim ja jestem.

Zdaniem belgijskiej psychoterapeutki i badaczki Esther Perel, kiedy kochamy romantycznie, symetrycznie, zdrada bywa ostateczna właśnie dlatego, że sięga naszej tożsamości, poczucia tego, kim jesteśmy. Kiedy kochamy, wierność jest konieczna. Kiedy jesteśmy z kimś dla złotej karty, nie ma ona takiego znaczenia. Ale też trudniej wtedy o to upragnione szczęście we dwoje. Symetryczna miłość daje głębsze możliwości realizowania siebie we dwoje, ale więcej też wymaga.

Przyszłość małżeństwa

Dla wielu to żart. Wzrasta akceptacja dla rozwodów, ba, pojawił się nawet nowy rodzaj wstydu – związany z tym, że nie odchodzimy od kogoś, kto jest nie taki, jak powinien. Nie sprzyja monogamii także stawianie na siebie.

– Mimo to, a może właśnie z tego powodu, monogamia jako swoista przeciwwaga powraca – stwierdza seksuolożka. Kultura konsumpcyjna, oderwanie seksu od miłości nawet jeśli dają przyjemność, to także nużą. Coraz częściej widać chęć powrotu do takich wartości, jak miłość, partnerstwo, czułość. Zmianie ulega tylko definicja związku i potrzeb z nim związanych. Nie rezygnujemy ze ślubu. Mamy po prostu inną strategię szukania partnera czy partnerki – czekamy, aż będziemy pewni. A pewni bywamy zazwyczaj po kilku związkach. Bliżej 40. niż 20. urodzin. Nadal jednak chcemy kochać i być kochani.

  1. Psychologia

Władza a podległość – jak zmieniają ludzi?

Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. (fot. iStock)
Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. (fot. iStock)
W jaki sposób miejsce w hierarchii służbowej wpływa na kreatywność? O decyzyjności, zarządzaniu i ich oddziaływaniu na pełnienie ról społecznych w organizacji mówi dr Dorota Wiśniewska-Juszczak, psycholożka społeczna z Uniwersytetu SWPS, ekspertka od zagadnień związanych z władzą i przywództwem.

Zrób prosty eksperyment. Narysuj kredką literę „E” na własnym czole. Wykonaj tę czynność i dopiero wtedy zacznij dalej czytać ten tekst. Już? Jeśli na co dzień sprawujesz władzę, to prawdopodobnie narysowałeś literę „E” z kreskami poziomymi skierowanymi w lewo.

No cóż, nie ułatwiłeś zadania obserwatorom. Nic dziwnego. Osoby zarządzające innymi koncentrują się na sobie i swojej perspektywie. Gdy w laboratorium badacze poprosili o narysowanie „E” uczestników, u których za pomocą wspomnień aktywizowano władzę lub podwładność, to aż trzy razy więcej osób kierujących personelem rysowało ją z własnego punktu widzenia. Badacze pod przewodnictwem Adama Galinsky’ego z Columbia Business School udowodnili, że sprawowanie funkcji kierowniczej znacząco podwyższa egocentryzm i zniechęca do patrzenia na rzeczywistość z innej perspektywy niż własna. Osoby uprawnione do kontroli podwładnych (nawet przez chwilę wzbudzoną w badaniach) automatycznie przyjmują założenie, że inni mają taką samą wiedzę, jak oni i taki sam dostęp do informacji. Gdyby przeanalizować sytuację osób pełniących role związane z władzą to często efekt „czołówki E” występuje w codziennej pracy i może prowadzić do uprzedmiotowienia podległych pracowników, niezauważania potrzeb innych oraz realizowania osobistych celów. Władza nie tylko obniża empatię. Prowadzi do wzrostu pewności własnych opinii i ogranicza skłonność do uwzględniania rad innych. Kierując innymi tracimy motywację do tego, aby ich rozumieć. Jak wykazały amerykańskie badaczki Jennifer Overbeck i Bernadette Park, staramy się zrozumieć inne osoby dopiero wówczas, gdy uświadamiamy sobie, że bez ich pomocy nie osiągniemy założonych celów zawodowych.

Podwładność zabija kreatywność

Władza to jednak nie tylko duże ego. Jedną z najbardziej poszukiwanych i najważniejszych kompetencji szefa jest umiejętność wprowadzania zmian i innowacji w firmie. Do tego również potrzebne jest poczucie mocy i wpływu, a przy tym takie postępowanie, by inni nie czuli się podwładnymi. Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. Pozwala widzieć świat czy cele z lotu ptaka, z pominięciem nieważnych szczegółów. Jak z kolei wykazali Keltner, Gruenfeld i Anderson psychologowie społeczni z Uniwersytetu Stanforda przyjmowanie roli podwładnego uruchamia system hamowania, który prowadzi do skupienia na analizie detali, blokuje kreatywne myślenie i utrudnia działania, a tym samym wprowadzanie zmian w swoim otoczeniu.

Dobry kierownik

Aby rozwijać ludzi trzeba znać ich potrzeby i dobrze rozpoznać potencjał. Wiedzieć, do czego ten proces ma doprowadzić w dłuższej perspektywie szefa i jego pracowników. Wtedy pojawia się prawdziwa współzależność celów. Władza jest dobra i warto ją mieć, by skutecznie zarządzać zespołem. Przywództwo też jest ważne, by inni widzieli, że wiesz dokąd i po co razem zmierzacie. Warto pamiętać o słowach Monteskiusza, który mawiał, że „By dokonać wielkich rzeczy, nie trzeba być wielkim geniuszem, nie trzeba być ponad ludźmi, trzeba być z nimi", Najważniejsze jest zarządzanie, które sprawia, że jesteś blisko ludzi, ich problemów.

Jak to osiągnąć w praktyce? Oto kilka rad wynikających z wielu badań. Przede wszystkim nie przestawaj zarządzać, czyli planować, delegować, egzekwować. Bądź blisko ludzi, pamiętaj o ich zawodowej codzienności i ich potrzebach. Nie jesteś sam. Masz zespół. Gdy go budujesz nie rób tego tylko dla siebie, ale też dla jego członków. Przywództwo uwodzi, bo szef lub kierownik czuje, że staje ponad innymi, czuje się lepszy i ważniejszy, co powoduje, że zaczyna myśleć, że może pozwolić sobie na więcej. Uważa, że ma większe prawa, co może prowadzić do łamania norm lub działań niezgodnych z zasadami. To zasługa systemu dążenia, który włącza się w sytuacji sprawowania władzy. Dlatego, gdy pojawi się poczucie wyższości, dla dobra zatrudnionych ludzi warto natychmiast wyjść z gabinetu i pójść do stołówki dwa piętra niżej, by posłuchać jakie problemy mają członkowie zespołu, co ich trapi, co interesuje. Warto dać się wypowiedzieć swoim ludziom i posłuchać o tym jakie mają pomysły. Wziąć pod uwagę perspektywę innych i szukać rozwiązań, które naprawdę wychodzą naprzeciw zgłaszanym przez nich potrzebom. Poddawać się ocenie i reagować konstruktywnie na otrzymywane komunikaty zwrotne. To ochroni szefa przed egocentryzmem, efektem „czołówki E”, przed upadkiem i wreszcie przed samą utratą władzy. Badania pokazują, że zespoły działają najlepiej – to oznacza także efektywność w realizacji zadań - gdy energia, którą daje zwierzchnictwo, połączona jest z treningiem przyjmowania perspektywy – u szefów, nie u podwładnych.

Gdy zatem słyszę, że menedżer zarządzający zespołem twierdzi, że nie chce sprawować władzy, to zaczynam się martwić o jego ludzi. Pozycja w firmie, która umożliwia kierowanie pracą ludzi, daje możliwość wywierania wpływu, a bez tego nie ma skutecznego zarządzania. Władza sprawowana z odpowiedzialnością za innych ma sens.

Dr Dorota Wiśniewska-Juszczak w pracy naukowej koncentruje się na zagadnieniach związanych z władzą i przywództwem. Prowadzi badania nad konsekwencjami stosowania różnych strategii wpływu w relacji z osobami poddanymi władzy. Jako praktyk – trener i konsultant – specjalizuje się w budowaniu efektywnych zespołów i komunikacji w ich obrębie. Jest autorką innowacyjnej metody pomiaru potencjału przywódczego menedżerów, akredytowanym trenerem Insights Discovery oraz trenerem najwyższego stopnia terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach.

Materiały prasowe SWPS