1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Czy przyjemnie spędzasz czas wolny?

Czy przyjemnie spędzasz czas wolny?

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Badania udowadniają, że odpowiednie spędzanie wolnego czasu wpływa na funkcjonowanie ciała i duszy. Jak to robić? Przede wszystkim ma być przyjemnie.

Autorzy badań odkryli, że im więcej czasu spędzamy na wykonywaniu przyjemnych zadań, tym jesteśmy zdrowsi. Nasza forma fizyczna i psychiczna jest znacznie lepsza. Wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie w Journal of Biobehavioral Medicine.

W trakcie badań zarejestrowano reakcje 1400 dorosłych, którzy brali udział w różnorodnych zajęciach rekreacyjnych, takich jak relaks, odwiedzanie znajomych lub rodziny, uprawianie sportu. Osoby, które z przyjemnością spędziły więcej czasu, miały lepsze ciśnienie krwi i pomiary kortyzolu. Udział w różnorodnych działaniach pozytywnie wpływa na stosunki społeczne, wzmacniając więzi z ludźmi i pogłębiając zaangażowanie w relacje społeczne. To daje wyższą satysfakcję z życia i lepszy nastrój. Pozytywnie wpływa również na sen. Okazało się, że najwięcej korzyści zdrowotnych przynoszą ćwiczenia fizyczne.

- Mimo, że każdy ma bardzo indywidualne zapotrzebowanie na ilość wolnego czasu, każdy z nas potrzebuje przyjemności, by obniżyć poziom życiowo stresu i wieść zdrowe, szczęśliwe życie - powiedziała Karen Matthews, profesor psychiatrii na University of Pittsburgh.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Jak uzdrawia spacerowanie?

Chodzenie to lek na wiele dolegliwości. (Fot. iStock)
Chodzenie to lek na wiele dolegliwości. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Niby nic. Stawiasz krok za krokiem, a korzyści są nieocenione. Nie tylko dla zdrowia. Podczas spaceru możesz medytować, praktykować uważność, otworzyć się na inspirację.

Dla zdrowia

Spacerowanie sprzyja sprawnemu działaniu układu sercowo-naczyniowego, zapobiega chorobom cywilizacyjnym, wzmacnia stawy, mięśnie i system odpornościowy, poprawia jakość snu, przyspiesza metabolizm i usuwanie toksyn, pomaga dotlenić organizm, zachować mobilność, no i prawidłową wagę.

Są też korzyści dla psychiki. Obniża się poziom stresu, uwalniają hormony szczęścia. Poprawia się koncentracja i myślenie. Następuje odświeżenie umysłu, swoisty reset, a to sprzyja stanom spokoju, otwartości, nowym rozwiązaniom.

By spacerować, nie potrzebujesz sprzętu, trenerów, sali czy specjalnych warunków atmosferycznych. Z nikim nie rywalizujesz. Nie grożą ci kontuzje. Podążasz za ciałem, z łatwością dopasowujesz „trening” do własnego harmonogramu. Warto zadbać o regularność (niektórzy mówią o co najmniej trzech godzinnych spacerach w tygodniu, inni o pięciu półgodzinnych). I o to, by poruszać się dość dynamicznie. Sprawdź – to nic nie kosztuje, a zmiana w samopoczuciu może być znaczna.

Lekarze z Szetlandów w Szkocji mogą (w ramach brytyjskiego programu prozdrowotnego) przepisywać spacery na receptę.

Forma medytacji

Spacery to też znakomity sposób na ćwiczenie uważności. Polecają je nauczyciele mindfulness. „Medytacja w marszu służy odczuwaniu przyjemności chodzenia. Nie dojścia, lecz właśnie chodzenia. Celem jej jest bycie w chwili, świadomość oddechu i marszu, satysfakcja płynąca z każdego postawionego kroku” – tłumaczy Thich Nhat Hanh w książce „Każdy krok niesie pokój”.

Mnich zaleca, by podczas spacerów medytacyjnych odstawić na bok przeszłość i przyszłość. Poruszać się nieco wolniej niż zwykle i koordynować oddech ze stawianymi krokami (jak w ćwiczeniu obok). „Jeśli idąc, czujesz się szczęśliwy, spokojny i wesoły, to znaczy, że praktykujesz właściwie” – zapewnia.

„Bądź świadom kontaktu stóp z ziemią. Chodź tak, jakbyś stopami składał na niej pocałunki” – prosi nauczyciel. Twierdzi, że w ten sposób zasiewamy ziarna radości i pokoju.

Rytuał geniuszy

Aktywności, podczas których poruszamy się w określonym, monotonnym rytmie, takie jak jazda na rowerze czy właśnie chodzenie, sprzyjają kreatywności.

Wiedzieli o tym wybitni pisarze, dla których przemierzanie przestrzeni wiązało się z wytchnieniem i inspiracją. Weźmy Charlesa Dickensa – chodził nie tylko dużo, ale też bardzo szybko. Wiele wskazuje na to, że dziennie pokonywał około 20 kilometrów w dwie i pół godziny! Podczas przechadzek gromadził pomysły do swoich powieści. Virginia Woolf uwielbiała spacerować po Londynie, układając w głowie zdania i historie, a w trudnych chwilach potrafiła stwierdzić: „Muszę pozbyć się tego nastroju za pomocą spaceru po wzgórzach”.

Zwykliśmy mówić, że z problemami trzeba się przespać. Ale możemy je też rozchodzić.

  1. Materiał partnera

Jaki zachęcić dziecko do jazdy na rowerze?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Jazda na rowerze to jedna z tych aktywności sportowych, które rodziny z dziećmi lubią i wybierają najczęściej. Jak zachęcić i swoje dziecko do jazdy na  rowerze?

Jeździmy na rowerach coraz częściej, dla zdrowia i dobrego humoru

Weekendowe aktywności sportowe to najlepszy sposób każdego rodzica na przyjemne wypełnienie czasu wolnego swoich dzieci. Nie ma właściwie ograniczeń wiekowych, by z takiej aktywności skorzystać. Młodsze dzieci można przewozić w wygodnym foteliku, starsze poradzą sobie na własnych rowerkach.

Tymczasem, im więcej czasu rodzice i dzieci spędzą razem na świeżym powietrzu, tym lepiej dla jednych i drugich. Jazda na rowerze należy do tego rodzaju aktywności, które ani nie kosztują (oczywiście poza koniecznością jednorazowego zakupu roweru i akcesoriów), ani też nie wymagają posiadania szczególnych umiejętności. Wystarczy wsiąść na dobry rower, obrać trasę rowerową, spakować drobny ekwipunek i cieszyć się pięknymi widokami.

To wszystko sprawia, że wycieczki rowerowe stają się coraz bardziej modne, a uprawiają je zarówno mieszkańcy dużych miast, jak i rodziny zamieszkujące wsie. Jak zachęcić dziecko do jazdy na rowerze, by wyeliminować grymaszenie? Oto najlepsze sposoby.

Wybieraj takie trasy rowerowe, które jest w stanie pokonać Twoje dziecko

Choć w Polsce tras rowerowych jest naprawdę sporo to nie każda sprawdzi się w przypadku uczęszczania przez rodziny z dziećmi. Dłuższe trasy i w dodatku o nierównym podłożu lepiej pokonać we dwójkę z małżonkiem, gdy tylko czas na to pozwoli. Dzieci nie tylko będą zniechęcone, gdy przyjdzie im pokonać kilkadziesiąt kilometrów trudnej trasy, ale mogą na zawsze zaprzestać wsiadania na rower.

Trasa powinna być zatem stosunkowo łagodna, najlepiej kilkukilometrowa oraz z możliwością przystanku w ciekawym miejscu. Wypoczynek w kawiarni na lodach lub przy stawie, gdzie można rozłożyć koc i zjeść zabrane smakołyki to zawsze spora frajda dla najmłodszych wycieczkowiczów.

Najpiękniejsze trasy rowerowe są usytuowane w miejscowościach wakacyjnych. Jeśli zatem lubicie wolny czas spędzać aktywnie to koniecznie spakujcie rowery na wyjazdy rodzinne.

Wyposaż dziecko w odpowiedni rower oraz spersonalizowane akcesoria

To prawda, że wygodna może być jazda wyłącznie na rowerze miejskim dopasowanym do określonego wzrostu dziecka. Pamiętasz czasy, kiedy dziecko dostawało rower na pierwszą komunię świętą, zwykle za duży, by starczał na długi czas, a potem męczyło się jazdą w pozycji na wpół wyprostowanej? Dziś mamy tak spore możliwości zakupu odpowiedniego roweru dla dziecka, że szkoda byłoby zamęczać malucha za dużym lub za małym rowerem.

Jak sprawdzić, czy kultowy rower MTB pasuje do wzrostu dziecka? Jeśli podczas jazdy na nim, jest w stanie wyprostować nogę w kolanie to możesz mieć pewność, że ten model się sprawdzi. W razie wątpliwości wystarczy poprosić sprzedawcę o poradę i dopasować wraz z nim wielkość kół do wzrostu naszego dziecka.

Rower to jednak nie jedyny sprzęt, w który należy wyposażyć naszego malucha w czasie wycieczki. Aby jazda była bezpieczna, a dziecko poczuło się na rowerze, jak prawdziwy profesjonalista, koniecznie zadbaj o to, by posiadało pakiet niezbędnych akcesoriów rowerowych. Tutaj, kluczowy z punktu bezpieczeństwa będzie kask, czy nakolanniki, bądź rękawice. W sklepach rowerowych kupisz takie wyposażenie w różnych kolorach i ciekawych wzorach. Dziecko też lubi wyglądać dobrze, a jeśli jest ku temu możliwość to warto zapewnić mu taką możliwość.

  1. Materiał partnera

Podaruję Ci relaks i witalność. Wygraj walentynkowy pobyt w Studio Sante

Zobacz galerię 8 Zdjęć
Miłość wyraża się przez czułość, wzajemną troskę i drobne gesty. Dbajmy o siebie - walentynki można mieć każdego dnia.

Od roku żyjemy w napięciu, a większość naszych życiowych przyjemności, takich jak: spotkania z przyjaciółmi, podróże, kino, teatr, chodzenie na fitness, zostało zawieszonych. Tym bardziej relaks powinien się stać ważnym elementem codzienności. Wypoczynek jest nam niezbędny do życia - jak oddech. Życie w napięciu sprawia, że rzadziej się uśmiechamy, częściej chorujemy i szybciej się starzejemy. Dlatego warto wziąć sprawy w swoje ręce i świadomie o siebie zadbać! Dziś trudniej myśleć o dalekich wyjazdach, ale nie trzeba pokonywać setek kilometrów, by z czułością potraktować swoje ciało, zrestartować głowę, odprężyć się. Wystarczy weekend, by poczuć lekkość, przypływ sił witalnych i energię do działania. Studio Sante Uzdrowisko Miejskie to miejsce, gdzie można całościowo zadbać o regenerację. To ekskluzywna przestrzeń terapeutyczno-wellnessowa, położona w Warszawie, stworzona przez firmę Sante. Holistyczne podejście do regeneracji, czyli odpowiednia dieta, aktywność fizyczna, i troska o sferę psychiczną (relaks, czas na przyjemności) daje najlepsze efekty. Kompleksowe ujęcie dbania o siebie i bliskich, zmienia jakość życia na lepszą. I podnosi odporność organizmu, co zwłaszcza w dobie pandemii ma znaczenie.

(Fot. Studio Sante Uzdrowisko Miejskie) (Fot. Studio Sante Uzdrowisko Miejskie)

Studio Sante - holistyczna regeneracja na wyciągnięcie ręki

Karta Podarunkowa do Studio Sante to doskonały pomysł na prezent dla bliskiej osoby, którą chcesz obdarować wszystkim, czego teraz potrzebuje - relaksem i czułością. A troska o siebie i ukochane osoby, wyrażona w drobnych gestach, wcale nie jest trudna. I co najważniejsze - dodaje sił witalnych. Można i warto się o tym przekonać.

W Studio Sante w komfortowych i bezpiecznych warunkach zregenerujesz ciało, wyciszysz umysł i osiągniesz stan głębokiego relaksu. To wyjątkowe SPA & Wellness, w którym wzmocnisz siły życiowe i poprawisz samopoczucie. Jeśli marzysz o rozluźniającym i rozpieszczającym zmysły zabiegu - idealny o tej porze roku będzie masaż balijski wykonywany przez Balijki. Rytuał ten pozwoli chociaż przez chwilę poczuć się jak na egzotycznych wakacjach.

(Fot. Studio Sante Uzdrowisko Miejskie) (Fot. Studio Sante Uzdrowisko Miejskie)

Walentynki to dobra okazja do zadbania o wasz związek. Jeśli ciągle nie masz pomysłu jak je spędzisz - podpowiadamy. Romantyczny wieczór walentynkowy w SPA Studio Sante to idealny pomysł na prezent dla zakochanych.

W miejskim uzdrowisku czeka na Ciebie wiele rytuałów, które możesz przeżyć z ukochanym - masaż Bora Bora, masaż balijski, kapsuła floatingowa, masaż jaśminowy. Przy wyborze kilku zabiegów rabaty nawet do -15%.  Sprawdź ofertę!

„Studio Sante może być nie tylko ważnym wsparciem dla naszej regeneracji, lecz także przypomnieniem, że regeneracja i doładowanie energetyczne są niezbędne do życia – nie wolno ich lekceważyć” - mówi Wojciech Eichelberger, znany psychoterapeuta, twórca Instytutu Psychoimmunologii. Ma to znaczenie zwłaszcza w trudnych pandemicznych czasach.

(Fot. Studio Sante Uzdrowisko Miejskie) (Fot. Studio Sante Uzdrowisko Miejskie)

Walentynki każdego dnia - miłość wyrażona w drobnych gestach

By zmienić swój świat na lepszy, wcale nie trzeba wiele. Miłość i poczucie bezpieczeństwa rodzi się z małych, drobnych rzeczy, działań, gestów. Mężczyzna, który masuje swojej ukochanej stopy i przynosi jej kwiaty, sprawia, że ona czuje się zaopiekowana. Kobieta, która dba, by jej mężczyzna codziennie rano zjadł na śniadanie zdrową owsiankę i zabrał do pracy zdrową przekąskę, daje mu najcenniejszą rzecz — troskę o jego zdrowie. Przepływ prostych, małych gestów i działań to właśnie miłość i wzajemne wsparcie.

Pomysł na zdrową słodkość od serca - wegańska panna cotta z chałwą 

(Fot. Sante) (Fot. Sante)

Składniki: 400 ml napoju roślinnego migdałowego Sante Organic 100 g chałwy wegańskiej 3 łyżki syropu z agawy 1/3 łyżeczki pasty waniliowej 1 płaska łyżeczka agaru Do podania: owoce, łyżeczka pokruszonej chałwy

Przygotowanie: napój roślinny z agarem zagotowujemy cały czas mieszkając. Odstawiamy do delikatnego ostudzenia i miksujemy z chałwą, pastą waniliową i syropem z agawy. Przelewamy do pojemniczków do panna cotty lub małych miseczek i studzimy w lodowce minimum godzinę, do stężenia. Miseczki przykładamy do talerzyków, obracamy. Posypujemy chałwą i przyozdabiamy owocami.

UWAGA KONKURS!

Weź udział w konkursie i wygraj kartę podarunkową do Studio Sante wraz z zestawem produktów Sante do przygotowania walentynkowej kolacji albo śniadania. Nagrodzimy 5 osób. 

Co trzeba zrobić?

1. Wyślij odpowiedź na pytanie „Jakie są Twoje sprawdzone sposoby na relaks w mieście?” na adres mailowy konkurs@zwierciadlo.plw treści maila wpisując nazwę "Sante konkurs”. 2. Na odpowiedzi (maksymalnie w pięciu zdaniach) czekamy w terminie od 10 do 20 lutego 2021 roku. 3. Biorąc udział w konkursie, akceptujesz REGULAMIN KONKURSU 4. Wygrane trafią do autorów najciekawszych odpowiedzi.

 

  1. Styl Życia

Dlaczego powinniśmy pokochać spacerowanie?

– Tylko piesze wyprawy uwalniają nas w tym sensie, że pokazują, jak wiele rzeczy w istocie jest nam zbędnych – pisze Frédéric Gros w książce „Filozofia chodzenia”. (Fot. iStock)
– Tylko piesze wyprawy uwalniają nas w tym sensie, że pokazują, jak wiele rzeczy w istocie jest nam zbędnych – pisze Frédéric Gros w książce „Filozofia chodzenia”. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Dlatego że jest proste, przyjemne, naturalne. I potrzebujesz do niego tylko dwóch sprawnych nóg. – Dla tych, którzy chcą zwolnić, nie wymyślono nic lepszego niż chodzenie – twierdzi filozof Frédéric Gros. Ale korzyści jest znacznie więcej…

Wolność od trosk dnia codziennego

Wychodzisz z domu i idziesz. Po prostu. Bez konkretnego celu – choć możesz też urządzić sobie spacer do ulubionej kawiarni, wokół jeziora czy na szczyt pagórka. Najważniejsze jest to, że nie zabierasz na ten spacer pracy ani wkurzającego sąsiada, uciekasz myślami od wczorajszej kłótni z partnerem czy zepsutego kranu. Nigdzie się nie śpieszysz, z nikim się nie ścigasz, niczego nikomu nie udowadniasz. – Tylko piesze wyprawy uwalniają nas w tym sensie, że pokazują, jak wiele rzeczy w istocie jest nam zbędnych – pisze Frédéric Gros w książce „Filozofia chodzenia”. Liczy się tylko droga, ładna pogoda, widoki, które podziwiasz z każdym krokiem. To nauka prostych przyjemności. Spacerując, jesteś sobą, a jednocześnie nikim. Na chwilę przestajesz być prężną bizneswoman, matką, przyjaciółką, żoną czy zawsze dająca sobie radę najstarszą córką. Ty tylko idziesz przed siebie.

Wyciszenie umysłu

Ruch oczyszcza myśli i wypełnia umysł nową jakością, poczuciem harmonii i spójności. Często nosimy w sobie jakiś problem, który bezskutecznie omawiamy ze znajomymi, nie znajdując rozwiązania, a wystarczy półgodzinny spacer po parku, by rozwiązanie rozbłysło przed naszymi oczami niczym jasny neon. To dlatego, że nasza kreatywność lubi ciszę, ale właśnie taką ciszę jak podczas spaceru. Kiedy nie produkujemy nowych słów czy teorii, a nastawiamy się na odbiór. Cisza lasów czy parków jest specyficzna, z jednej strony bardzo głośna, wypełniona odgłosami natury, z drugiej – odświeżająca, bo wolna od hałasu dnia codziennego. W tej ciszy pojawiają się odpowiedzi, ale i pytania, których w biegu nie jesteśmy w stanie usłyszeć. Nie bez powodu Sokrates tak uwielbiał pytać i spacerować jednocześnie.

Przebywanie na świeżym powietrzu

Kontakt z naturą jest potrzebny wszystkim ludziom, a zwłaszcza współczesnym mieszczuchom, przebywającym godzinami w klimatyzowanych lub ogrzewanych pomieszczeniach, przemieszczających się do i z pracy samochodami, metrem czy tramwajem. Dlatego spacer – zwłaszcza ten w otoczeniu zieleni, wody i przestrzeni – jest jak przewietrzenie pokoju: to, co dusiło i nie pozwalało odetchnąć, ulatuje gdzieś w dal i wypełniamy się nową energią. Choć spacer też nas przemieszcza, to nie pokonany dystans ma w jego wypadku największe znaczenie, lecz sama decyzja, by wyjść na dwór. W dzieciństwie po prostu to robiliśmy – wychodziliśmy na dwór, teraz, jeśli wychodzimy z domu, to zwykle dlatego, że musimy gdzieś się dostać, z kimś spotkać, zrobić coś innego. Tymczasem spacer jest właśnie tym pierwotnym wyjściem na dwór dla samego wyjścia i odetchnięcia świeżym powietrzem.

Zwolnienie tempa życia

– W chodzeniu prawdziwym świadectwem pewności siebie jest powolność – twierdzi Gros. Nie chodzi oczywiście o to, by snuć się bez energii, ale by wędrować w swoim rytmie, nie śpiesząc się, nie bijąc żadnych rekordów, a raczej dostosowując się do rytmu otaczającej nas przyrody. To najprostsza praktyka mindfulness, czyli umiejętności skupienia się na chwili. Gdy idziesz w swoim tempie, minuta ma dokładnie tyle sekund, co powinna mieć, twój umysł się oczyszcza, ciało nabiera werwy, mięśnie się rozluźniają, wzrok odpoczywa. Odbierasz świat wszystkimi zmysłami – słyszysz nawołujące się dzieci, śpiew ptaków, szelest liści, czujesz powiew wiatru, solidność ziemi pod nogami, widzisz piękno otaczającego cię świata. – Wędrówka pozwala nam odnaleźć czyste doznanie bycia, odkryć na nowo prostą radość istnienia, którą cieszyliśmy się w dzieciństwie – pisze Frédéric Gros.

Poczucie jedności ze sobą i światem

Nawet jeśli spacerujesz w pojedynkę, to nigdy samotnie. Jest z tobą wszystko to, co świat ma ci do zaoferowania. Błękitne niebo, zielona trawa, strzeliste pagórki, ptaki, kwiaty, nawet deszcz. Wszystko to coś do nas mówi i domaga się uwagi. Jak pisze Gros, kto czułby się samotny, kiedy ma na własność cały świat?! Czasem pojawia się w nas nawet czysto fizyczna potrzeba odwiedzenia ulubionych, „naszych” zakątków, nasycenia się znów tymi samymi widokami, sprawdzenia, co zmieniło się w tak znanej okolicy. Spacerując, nie jesteśmy nigdy sami, bo jest z nami też nasze ciało. Mówią o tym wszyscy zapaleni piechurzy, że umysł staje się wtedy świadkiem ciała. Aktywnym i czujnym. Podąża za jego rytmem i jest dumny z tego, jak sobie radzi.

Energia i dobre samopoczucie

Idąc, odczuwamy energię swojego ciała, energię płynącą z ziemi, ale też z naszego miarowo uderzającego serca. Energią wypełniają nas też krajobrazy, dźwięki i wonie, które czujemy podczas wędrówki. – W chodzeniu odnajdujemy momenty czystej przyjemności, uwarunkowanej tym, co spotykamy na swej drodze – pisze Frédéric Gros. – Gdy chodzimy, czujemy również radość, rozumianą tutaj jako uczucie związane z działaniem. Piechur doświadcza jeszcze uczucia, które można by nazwać „szczęściem” – dodaje filozof. Jeśli dołączymy do tego zestawu także poczucie dojmującego spokoju, relaksu i pełni – mamy idealny przepis na dobre samopoczucie.

Większa kreatywność

Podczas spacerów powstała niejedna książka i niejedna koncepcja filozoficzna. Dla filozofa Fryderyka Nietzschego chodzenie było wręcz warunkiem tworzenia. Nie tylko pozwalało odpocząć ciału całymi dniami zgiętemu wpół przy biurku, ale było istotnym składnikiem jego dzieł. Nietzsche chodząc, myślał i pisał. Podobnie i my podczas wędrówki możemy wpaść na doskonały pomysł, wymyślić zgrabny wiersz, ułożyć plan raportu, jaki mamy oddać pod koniec dnia, czy zaplanować letni wypoczynek. I możemy być pewni, że we wszystkim tym będzie radość, świeżość i prostota – bo taki właśnie jest nasz umysł po solidnej dawce spaceru.

Kontakt z Absolutem

Tradycja pielgrzymowania to jedna z podwalin naszego chrześcijańskiego świata. Pielgrzymuje się po to, by dać świadectwo wiary, by odkupić winy, wybłagać coś u Boga, ale też podziękować za łaskę – jakąś konkretną albo ogólnie – łaskę życia. Pielgrzymka to metafora ludzkiego życia. Nie wiesz, jaki jest jej cel, po drodze wiele rzeczy i osób witasz, by chwilę potem je pożegnać, doświadczasz trudów i znoju wędrówki, ale i zachwytu nad jasnymi porankami i ciepłymi wieczorami. Poprzez kontakt z naturą, ale i z samym sobą, jesteś w stanie dotknąć Absolutu, czymkolwiek on dla ciebie jest, odebrać siebie i świat na bardzo duchowym poziomie, na którym nic nie ma swojej przyczyny i skutku, bo jest jednością.

Dłuższe i zdrowsze życie

Jesteśmy stworzeni do tego, by być w ruchu, a chodzenie to najbardziej naturalna i dostępna nam wszystkim forma ruchu. A do tego bardzo zdrowa. Jak podają naukowcy, 40-minutowy spacer trzy razy w tygodniu zwiększa objętość hipokampu, czyli obszaru w mózgu związanego z pamięcią. Na dodatek w wyniku badań nad mieszkańcami tzw. niebieskich stref, czyli rejonów świata, w których mieszka najwięcej stulatków, okazało się, że jednym z warunków długowieczności jest umiarkowany i regularny wysiłek fizyczny, taki jak kopanie ogródka czy właśnie spacer. Kris Verburgh, lekarz i naukowiec zajmujący się tematyką starzenia się, w swojej książce „Klepsydra żywienia” pisze: „Marsz to jedna z najzdrowszych form ruchu, jaką sobie można wyobrazić. Za jego korzystnym wpływem na ludzki organizm przemawiają stulecia historii”.

Silne i gibkie ciało

Prosty kręgosłup, zdrowe stawy, silne nogi, energiczne ruchy – nie sposób przecenić czysto fizycznych korzyści, jakie płyną ze spacerowania. Nietzsche wędrówkami leczył się z dokuczających mu migren, lekki marsz przynosi ulgę osobom zmagającym się z depresją, ta forma ruchu jest też idealna w stanach osłabienia organizmu po chorobie czy kontuzjach. A na dodatek wzmaga apetyt na dobre jedzenie i… życie.

  1. Styl Życia

Sesja z gongami i misami tybetańskimi – dobry sposób na relaks

Jedna z teorii mówi, że odgłosy mis i gongów wprowadzają fale mózgu w stan alfa, a nawet theta, które naturalnie pojawiają się na moment przed zaśnięciem i w sytuacjach tzw. świadomego śnienia. (Fot. iStock)
Jedna z teorii mówi, że odgłosy mis i gongów wprowadzają fale mózgu w stan alfa, a nawet theta, które naturalnie pojawiają się na moment przed zaśnięciem i w sytuacjach tzw. świadomego śnienia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Muzyka łagodzi obyczaje. Ale też emocje tak silne, że uniemożliwiają odpoczynek... Czy sesja z gongami tybetańskimi to dobry sposób na seans relaksacji – sprawdziła dziennikarka Marta Urbaniak. 

Wśród moich bliskich koncerty gongów i mis tybetańskich zyskują na popularności. Nic dziwnego – czasy mamy niepewne, a sesje muzykoterapii należą do najbardziej znanych sposobów na relaks całego ciała.

Terapia dźwiękiem, podobnie jak ziołolecznictwo, znana jest w wielu rejonach świata i sięga tysięcy lat. Australijscy Aborygeni leczyli instrumentem zwanym didgeridoo. W medycynie chińskiej stosuje się kamertony, w hinduskiej – śpiewa mantry, a szamani wchodzą w transowe doznania dzięki rytmicznym uderzeniom bębnów. Tradycja koncertów mis i gongów w Nepalu i Tybecie ma już ponad trzy tysiące lat. Przeczytałam, że tybetański gong ma najsilniejsze wibracje spośród wszystkich instrumentów znanych ludzkości, a przez to najmocniej rezonuje z naszym ciałem. Natomiast misy, ręcznie wykute ze stopu 12 metali, wydają dźwięki o wszystkich częstotliwościach, których potrzebujemy. Co ciekawe, większe znaczenie dla naszego dobrostanu ma nie melodia, a rytm. To on sprawia, że koncerty gongów i mis tybetańskich dają niezwykłe wrażenie otulenia, które prowadzi do poczucia absolutnego relaksu. Tak silnie oddziałują na ciało i umysł, że nazywa się je wręcz kąpielami w gongach. Postanowiłam sprawdzić, jak taka kąpiel zadziała na mnie.

Mój eksperyment

W listopadzie, jak często wtedy się zdarza, czułam się zmęczona i przygnębiona. Do tego doszedł lęk spowodowany pandemią i sytuacją kobiet w Polsce, który sprawiał, że od dłuższego czasu nie przesypiałam w spokoju całej nocy. Gdy jednak weszłam do studia Akademia Sound Therapy na warszawskim Żoliborzu, od razu poczułam się bezpiecznie. Światło było przygaszone, pachniało kadzidłem, a z głośników sączyła się łagodna muzyka.

W centralnym punkcie sali stały instrumenty, rozpoznałam wśród nich imponujący tybetański gong oraz misy. Rozłożyłam własną matę do jogi i otuliłam się kocem (również własnym, w końcu trwa pandemia). Dźwięki niosły się pojedynczo i nie tworzyły linii melodycznej. Każdy wybrzmiewał powoli i w końcu przechodził w ciszę. Leżałam z zamkniętymi oczami, czekając na śmiałe wizje albo stan zen. Ale nie nadchodziły, zamiast tego jedna myśl goniła drugą. Zaskakujące dźwięki kolejnych instrumentów za każdym razem sprowadzały mnie jednak do tu i teraz. Stopniowo uspokajałam się, gonitwa myśli mijała, a ja zaczęłam zwracać uwagę na doznania z ciała. Każdy instrument wybrzmiewał przez kilkanaście sekund i mogłam go nie tylko usłyszeć, ale i poczuć. Misy mają niską tonację, a prowadząca, Beata Aussenberg, dyplomowana masażystka dźwiękiem, chodziła z nimi po całej sali. Gdy uderzała w nie, stojąc blisko mnie, miałam gęsią skórkę.

Najmocniej odebrałam głęboki dźwięk tybetańskiego gongu, czułam, jakbym unosiła się w przestrzeni, a nie leżała na podłodze. Po chwili dźwięk rozpłynął się, ustępując łagodnemu dzwoneczkowi, który brzmiał słodko i kojąco. A potem w całej sali rozniósł się odgłos kropel deszczu uderzających o drewniany dach, zupełnie jak podczas czerwcowej ulewy. Moje myśli płynęły teraz bardzo wolno, zaś przed oczami pojawiały się obrazy. Pozwalałam im się zmieniać, jakbym powoli obracała kalejdoskop. Na moment znalazłam się w innej czasoprzestrzeni, skąd wróciłam na odgłos gongu, tym razem cichszy i spokojniejszy.

Gdy otworzyłam oczy, czułam się odprężona i wypoczęta. W ciele czułam błogość, jakby ktoś mnie długo przytulał. To trwało przez cały wieczór, a w nocy spałam głęboko i miałam barwne sny. Nie wybudziłam się nawet o piątej nad ranem, co ostatnio notorycznie mi się zdarzało. Zmęczenie, z którym borykałam się od dłuższego czasu, minęło, przez kilka dni miałam więcej energii, lepszą koncentrację i wszystko mi się chciało.

Gdy opowiedziałam o swoich wrażeniach Beacie, nie była zdziwiona. Jak mi wytłumaczyła, każdy z nas ma swój niepowtarzalny kod dźwiękowy i dzięki regularnym koncertom gongów jesteśmy w stanie go zharmonizować. A to wpływa na całe życie: jakość naszych relacji i sfery zawodowej, zdrowie, poczucie sprawczości i bycia w zgodzie ze sobą.

Uzdrawiające fale

Według fizyki dźwięk to fala. Tym samym jest ona odbierana nie tylko przez zmysł słuchu, ale też dotyku. Współcześni naukowcy zbadali jej wpływ na organizm człowieka już w ponad 400 badaniach. – Według kultury Wschodu człowiek powstał z dźwięku, a więc jest dźwiękiem – mówi ekspertka.

Jedna z teorii mówi o tym, że dźwięki mis i gongów synchronizując działanie obydwu półkul mózgu, wprowadzają fale mózgowe w stan alfa, a nawet theta, które naturalnie pojawiają się na moment przed zaśnięciem i w sytuacjach tzw. świadomego śnienia. To stan głębokiego relaksu, ale jednocześnie wyostrzonej świadomości, o czym wie każdy, kto w łóżku wpada na najlepsze pomysły i dlatego zawsze trzyma przy nim notes. Często się więc zdarza, że taki terapeutyczny koncert przynosi uczestnikom rozwiązanie trapiących ich problemów albo niezwykłe olśnienie.

Bywa też, że wracają wspomnienia. – Pamiętam uczestniczkę, która przeniosła się za którymś razem do miejsca z dzieciństwa, o którym dawno zapomniała. Nie tylko widziała je oczami wyobraźni, ale czuła też związane z tym miejscem zapachy. Za każdym razem jest niesamowicie poruszona, w jaki sposób dźwięki potrafią obudzić to, co w nas uśpione – opowiada Beata Aussenberg.

Badanie opublikowane w „Journal of Evidence-Based Integrative Medicine” wykazało, że już godzinna sesja gongów pomaga zredukować napięcie, niepokój, zmęczenie, a nawet depresję, pozostawiając uczestników ze zwiększonym poczuciem duchowego dobrostanu. Niskie tony dźwięków ułatwiają wejście w stan zbliżony do medytacji, pomagając ukoić stres i potęgując wewnętrzny spokój. Pozwalają też zatrzymać gonitwę myśli, co jest wspaniałym odpoczynkiem dla głowy.

Koncerty gongów mogą również otworzyć emocjonalnie − w trakcie sesji często pojawiają się łzy smutku lub złości. Jak tłumaczy masażystka, warto odpuścić kontrolę i pozwolić sobie je przeżyć, a wtedy będzie to dla nas prawdziwie uwalniające i oczyszczające doznanie. Czasem czujemy, że coś się z nami dzieje, ale nie potrafimy tego nazwać. Po terapeutycznej kąpieli w dźwiękach dochodzimy do sedna swoich problemów i możemy się od nich wyzwolić.

Pozytywne wibracje

Naukowcy sugerują, że terapeutyczne działanie dźwięków spowodowane jest wibracjami, w które wprawiają one komórki naszego ciała (mamy ich w końcu aż cztery biliony!). To dla nich nie tylko fantastyczny masaż, ale też możliwość, by uwolnić toksyny. Wszystko po to, żeby zainicjować w ciele proces samouzdrawiania.

– Koncert może wręcz wywołać chwilowy ból w organie, który wymaga leczenia. Sama, gdy gram, często czuję kolano, które niedawno operowałam. Po koncercie ból mija – przyznaje masażystka. – Zwłaszcza dźwięki mis tybetańskich pomagają uwolnić napięcia mięśniowe w ciele (i z tego powodu czasem wykonuje się nimi masaże, przykładając rozwibrowaną misę do spiętego miejsca). Wielokrotnie słyszałam, jak po koncercie komuś odpuściła blokada w barku czy ból pleców – dodaje.

Dźwięki gongów przynoszą ukojenie pacjentom hospicjów i domów opieki społecznej. Mówi się o ich obiecującym wpływie na spowalnianie choroby Alzheimera oraz demencji. Sprawdzają się też w przygotowaniach do porodu i w jego trakcie. Łagodzą ból menstruacyjny. Obniżają ciśnienie krwi, poprawiają krążenie. Z dobroczynnego działania dźwięków mogą korzystać nawet dzieci.

Istnieją też oczywiście przeciwwskazania do kąpieli w gongach. To wszelkiego rodzaju urządzenia elektroniczne wszczepione w ciało, przede wszystkim rozruszniki serca, ale też np. aparaty słuchowe. Ostrożność powinny zachować osoby leczące się neurologicznie, bo dźwięki mogą wywołać u nich niespodziewaną reakcję organizmu, jak również kobiety w pierwszym trymestrze ciąży. Wszystkim pozostałym terapia dźwiękami przynieść może same korzyści.

Warto jedynie pamiętać o tym, by przed koncertem i zaraz po nim pić dużo wody, z której w końcu głównie składa się nasz organizm. Oczywiście to wszystko nie przychodzi po jednej sesji, ale z czasem. To naturalne, że na początku ciężko opanować natłok myśli, a zamiast medytować układamy w głowie listę rzeczy do zrobienia. Jednak z sesji na sesję coraz łatwiej osiągnąć stan odprężenia. Jak zapewnia Beata Aussenberg, im częściej będziemy kąpali się w dźwiękach, tym głębsze staną się nasze doznania.