1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Asertywność w związku - kiedy warto o nią zawalczyć? Rozmowa z Katarzyną Miller

Asertywność w związku - kiedy warto o nią zawalczyć? Rozmowa z Katarzyną Miller

Być asertywną to stać za sobą, ale nie przeciwko komuś. Dbać o własne sprawy, o poszanowanie swojego zdania. (Fot. iStock)
Ona chce, żeby w weekend odmalowali kuchnię. On odmawia, bo wybiera się na tor wyścigowy. No i co? Czy w miłości można (a jeśli tak, to kiedy i jak) być asertywnym? O tym, jak być asertywnym w związku rozmawiamy z Katarzyną Miller, psychoterapeutką.

Partner życiowy znajomej zażyczył sobie, aby na urodziny zadbała o jego samochód i oddała go do myjni ręcznej.
Coś ty, mężczyzna nie wyśle kobiety ze swoim samochodem!

Ten mężczyzna wysłał i się obraził, kiedy odmówiła.
No to powiem tak: bywa, że partner poczuje się „obrażony”, kiedy kobieta nie robi tego, czego on chce. Asertywna kobieta ma jednak wliczone w koszty to, że jej postawa może się mężczyźnie nie podobać.

Nie miała wliczone. Uległa mu i pojechała…
Nie jest więc asertywna, skoro nie mogła znieść tego, że on się obraził. Bo też kobiety mają z tym duży kłopot. Często czują się wtedy przerażone i odrzucone, jak małe dziewczynki, nawet kiedy mają 40 lat i są właścicielkami firm sprzedających sprzęt do survivalu. A to dlatego, że wciska się nam od urodzenia, że mamy żyć dla innych, a nie dla siebie. Służyć bliskim, zwłaszcza ojcom, braciom, a potem mężom. Dlatego trudno nam powiedzieć „nie”, przyjąć tego konsekwencje i przetrzymać: irytację partnera, ciche dni, czasem brak seksu.

Nawet Regina Brett, amerykańska autorka poradników, sama siebie kiedyś uspokajała: „Regino, masz 50 lat, pokonałaś raka, jesteś znaną pisarką, dasz radę wytrzymać to, że twój mężczyzna się na ciebie gniewa”.
Pyszne i słuszne! Problem tkwi w tym, że kobieta musi się uważać za tak samo ważną jak jej partner. Wtedy nie boi się mówić otwarcie, co czuje i myśli, czego pragnie, a czego nie zrobi. Jest też wtedy przygotowana na krytykę czy próby manipulacji i wymuszenia. Stoi z podniesioną głową i nie pozwala sobą manipulować fochami. Jeśli kobieta nie ma tego przekonania – a nie ma bardzo często – to naukę bycia asertywną trzeba zacząć od początku.

Od początku, czyli?
Od zweryfikowania zaszłości z domu rodzinnego. Poznałam kiedyś kobietę, która zarabiała niewiarygodnie duże pieniądze. Zajmowała się marketingiem i robiła to w sposób genialny. Była w stanie sprzedać wszystko każdemu. Pewna siebie, odważna, profesjonalna i nieustępliwa. Ale kiedy wracała do domu, kończyła się jej pewność siebie. Tam rządził jej facet.

Jak to możliwe?
Ona się na to zgadzała. Taki miała wzór związku wyniesiony z rodzinnego domu, tak żyli jej matka i ojciec. No i niestety była niezwykle sztywna w tym schemacie – podobnie jak we wszystkich innych. To, co w życiu zawodowym było zaletą, czyli ta jej nieustępliwość, w domu uniemożliwiało jej zmianę postawy. I choć przyszła do mnie, bo czuła się niespełniona – jako kobieta i jako partnerka – nie dałyśmy rady znieść tego jej domowego niewolnictwa.

Chcesz powiedzieć, że jeśli brak nam asertywności, powinniśmy przyjrzeć się relacji naszych rodziców?
Tak, bo dopiero gdy kobieta odrobi pracę domową, czyli zdiagnozuje i zechce zmienić podstawowe strategie życiowe, jakimi nasiąkła w dzieciństwie, będzie mogła stać się osobą niezależną. Dorosłą. Asertywną. Jeśli jej podstawową strategią jest to, że facet to ten, który mordę drze i się rządzi, to ona zakłada taki porządek świata. I będzie chodzić wokół niego na paluszkach, prasować mu koszule i udawać radość, kiedy on powie, że dziś idą do restauracji i nie musi gotować. Ludzie żyją według swoich starych przekonań, bo to im daje poczucie bezpieczeństwa, bo to znają i wiedzą, co ich czeka, nawet jak to jest opresyjne.

I nie interesuje ich wtedy asertywność.
No bo po co? Dopóki kobieta się nie zainteresuje tym, skąd ma depresje, lęki, wybuchy wściekłości albo czemu nie może zajść w ciążę. Różne mogą być konsekwencje wiecznego ukrywania złości i smutku, życia nie takiego, jakiego by chciała. Kobieta może też zapragnąć stać się asertywna, kiedy dojdzie do jakiegoś dramatu: zdrady, pobicia. Musi więc poczuć, że coś jest bardzo nie tak, że mężczyzna ją za bardzo wykorzystuje, za bardzo lekceważy, żeby zacząć coś zmieniać w tym, jak przywykła postępować. A to trudne, kiedy ma się uległość na wyposażeniu podstawowym i na niej buduje się poczucie wartości i bezpieczeństwa.

Trudne, ale możliwe?
Jasne! Zgłosiła się do mnie kobieta, która pracowała u swojego faceta przez wiele lat. Bardzo się starała i chciała być potrzebna i niezbędna. A że była w tej pracy świetna, to i firma coraz więcej zarabiała, i on coraz więcej zarabiał, ale ona – nie. Co więcej, partner nie zrobił z niej ani wspólnika, ani udziałowca. Nawet premii nie było, bo przecież są razem! I pewnego dnia w niej się po prostu przelało. Zeźliła się, powiedziała, że chce te udziały i te premie. Że lubi tę pracę, wkłada w nią wiele starań, ale teraz chce też za to ekwiwalent.

Zgaduję, że odmówił asertywnie?
Jasne, że odmówił, ale nie asertywnie, tylko bezwzględnie. No to ona zwolniła się z pracy i wyprowadziła od niego. Trafiła do mnie na terapię i zaczęłyśmy pracować nad tym, czego nie widziała. A więc że chciała czuć się ważna, potrzebna i dlatego godziła się na to, że nie było premii ani udziałów. Przedtem się tego nie domagała. A więc on się przyzwyczaił, że może na niej jechać, niewiele dając w zamian za jej pracę. I jechał!

On się na tym związku dorobił, a ona straciła nie tylko kasę, lecz także poczucie bycia ważną.
Straciłaby, gdyby wreszcie nie stanęła za swoimi prawami, czyli nie zachowała się asertywnie. Bo kiedy postawiła sprawę jasno, to po jakimś czasie on się zorientował, ile stracił, i zaczął o nią zabiegać. Wrócili do siebie. Ale wtedy było jej najtrudniej. Musiała trzymać się tego, czego chciała dla siebie, i to z dużą uważnością przez długi czas, aby znów nie zostać jego wyrobnicą.

Kiedy jesteśmy razem, trudno wykłócać się o złotówkę.
Czyli asertywność powinnyśmy zostawiać na progu domu, jak zabłocone kalosze? Właśnie tam jest nam najbardziej potrzebna. Być asertywną to stać za sobą, ale nie przeciwko komuś. Dbać o własne sprawy, o poszanowanie swojego zdania.

Taka postawa w rodzinie nazywana bywa egoizmem!
Tego argumentu zazwyczaj używają ci, którzy chcą widzieć kobietę uległą, chcą jej używać. Narcystyczni partnerzy są mistrzami we wmawianiu kobietom swoich wad, dzięki czemu mogą nimi manipulować. Boją się asertywności, bo to zestaw narzędzi, który pozwala się przed nimi obronić. Asertywność nie jest wyrazem egoizmu, bo każe innym dawać te same prawa, które daję sobie! Mam bronić swojego zdania, ale także posłuchać, co ma do powiedzenia partner. Poznać jego punkt widzenia.
No i powiem ci, że jeśli w związku zadbamy o to, żeby być wysłuchanymi, i o to, żeby partner czuł się wysłuchany, to będzie nam razem dobrze. Jeśli uznamy, że warto siebie nawzajem słuchać, a potem ustalać wspólnie, co robimy – to jesteśmy na najlepszej drodze, jaką dwoje ludzi może iść przez życie. Nie trzeba nam wtedy kursu asertywności.

Zawsze mam wysłuchać partnera? A kiedy wiem, że na przykład musi przestać palić, to po co mam słuchać, dlaczego chce nadal to robić? Czy wymagając, by rzucił ten nałóg, nie postępuję asertywnie?
Nie postępujesz asertywnie, jeśli zmuszasz kogoś do zmiany zachowania. Jesteś wtedy kontrolująca i się rządzisz. Kiedy uważasz, że wiesz lepiej, też nie jesteś asertywna. Wszelkie autorytaryzmy, wszelkie próby wymuszania zmiany na drugim człowieku to przemoc, a nie asertywność. Asertywnie jest, kiedy powiesz: „Nie akceptuję palenia, z tego, co wiem, jest szkodliwe, i nie chcę, żebyś w domu palił”. Jeśli jednak partner zapali na balkonie, to trzeba to zaakceptować.

Nawet jeśli jestem przekonana, że to bez sensu?
Jeśli uważam, że mój mężczyzna gada i robi głupoty, to warto się zastanowić, czy chcę być z kimś, kogo tak nisko oceniam. Jeśli nie chcę patrzeć, jak umiera na raka, a jestem pewna, że tak się stanie, bo pali, to zastanawiam się, czy chcę być z kimś, kto skazuje mnie na taką tragedię. Dorosły człowiek decyduje o swoim życiu, kierując się własnym systemem wartości, ale nie narzuca go nikomu.

Rozstania boi się sporo kobiet i dlatego zgadza się na wiele.
Czego warto się bać: zmarnowanego życia czy rozstania z kimś, kto nie daje mi tego, czego żywotnie potrzebuję? Jeśli wciśnięto nam do głowy, że kobieta bez mężczyzny się nie liczy, to boimy się bardziej rozstania. Ale czy trwanie w związku z lęku jest dla kobiety dobre, da jej szczęście?

„Nie pójdę do twojej mamy na obiad, bo ona mnie oskarża i ocenia”. Mówić czy przemilczeć? Przecież to jego matka.
Komu to powiedzieć, jeśli nie najbliższej osobie? Nie trzeba oceniać: „jędza”, wystarczy: „Dla spokoju lepiej zostanę w domu”. Albo iść z tej miłości do niego, ale jasno powiedzieć: „Robię to dla ciebie, ale jeśli mnie zaatakuje, wrócę do domu”.
Kobiety, które wolą przemilczeć problem, uzasadniają to tak: „Jego i tak nie obchodzi, co ja czuję”. Nawet jeśli mężczyznę to nie obchodzi, to powinno obchodzić kobietę! Jeśli ona godzi się na to, że mąż jej nie słucha, to tak, jakby sama siebie przestawała słuchać. Dlatego powinna powiedzieć: „Jeśli ty będziesz się tak wobec mnie zachowywał, to ja przestanę robić dla ciebie te pierogi z serem”. I jeśli jego zachowanie się nie zmieni – przestać je lepić! Albo: „Skoro mnie nie słuchasz i włączasz głośno muzykę, choć powiedziałam, że potrzebuję teraz ciszy, to wychodzę”. I wyjść.

Negocjować twardo warunki wspólnego życia, tak jak negocjujemy umowy w pracy?
A dlaczego nie? Jak wchodzisz w związek, to tracisz swoje prawa? Tracisz swoją wartość? Tracisz prawo do dbania o swój dobrostan? No nie! To jest definicja współuzależnienia, a nie bycia we dwoje. Dla wątpiących w prawo do mówienia „nie” powtórzę jeszcze raz: asertywność to stanie za sobą. To fundament szczęścia we dwoje. Nie ma mowy, żebym się zgadzała na to, czego nie chcę, na to, żeby on mi robił coś, co mnie męczy, coś, co mnie wyniszcza, coś, co mi szkodzi.

No ale prosi o to i ja go kocham!
A on zawsze robi to, co ty chcesz? Mężczyźni nawet w dysfunkcyjnych domach wychowywani są inaczej. Daje się im prawo do chuliganienia, do łobuzowania i do mówienia „nie”. Dla mężczyzny powiedzenie: „Nie pójdę do twojej matki, bo jej nie lubię”, to zazwyczaj żaden problem. Mężczyzna rzadko kiedy ma wbite w głowę, że miłość to zgoda na wszystko. Bo też miłość to zgoda, ale na: szanowanie się obopólne, bycie po swoich stronach, zaangażowanie i namiętność. Owszem, chcę, żeby ukochanemu było dobrze i miło, ale nie moim kosztem. Mogę coś zrobić dla niego, ale nie może to być moja jedyna zasada.

Bo to przepis na utyraną życiem matkę Polkę: „Ja dla ciebie wszystko, a ty mnie – nic”.
Dokładnie tak.

Jednak trudno wytrwać w tym, czego chcemy, kiedy słyszymy, że idąc do pracy czy na dodatkowe studia, krzywdzimy kogoś, na przykład dzieci.
Jeśli mężczyzna uderza w bolesne miejsce, to kobieta nie ma zwijać się z bólu i odpuszczać. Ma wiedzieć, że to, co on robi, zazwyczaj nie jest przeciwko niej, ale po to, żeby zostało, jak jest. Żeby on nic nie musiał zmieniać. Na przykład więcej czasu poświęcić dzieciom. Asertywność pomaga kobiecie trwać przy tym, co dla niej ważne, niezależnie od tego, jakimi epitetami zarzuci ją partner. Jeśli odpuści i zacznie cierpieć w milczeniu, mężczyzna nie będzie zainteresowany zmianą. Jemu tak jest dobrze, wygodnie… Korzysta z tego, że kobieta ulega z lęku przed odrzuceniem. Wiele kobiet tak postępuje, przegrywają na tym możliwość realizacji prawdziwych głębokich potrzeb, ale też – intymność i bliskość z mężem.

Ustąpić nigdy nie można?
Oczywiście, że można, ale świadomie, kiedy leży to w interesie kobiety i jest to jej decyzja. Jawnie i otwarcie mówiąc o tym. Jeśli więc kobieta czegoś nie chce, ale jest ogarnięta i używa rozumu, to kiedy uzna, że może i że to będzie dla niej dobre, mówi: „Okej, zrobię to, ale w zamian pójdziesz ze mną na kurs tańca”.

Do tej pory nie chciał, to teraz zechce?
Może być taki mąż, który odmawia, bo mu się nic nie chce. Kobieta może się wtedy zastanowić, czy jest jakiś sposób, by go z tej kanapy „podnieść”. Asertywność polega na tym, że chcesz do czegoś dojść, coś uzyskać, i dlatego tego pilnujesz. Tymczasem kobiety odpuszczają i pozwalają facetom wierzyć, że to, co odpuściły, nie ma dla nich znaczenia. No i mężczyzna zaczyna lekceważyć kobietę, lekceważyć to, czego ona chce i czego nie chce. Bo skoro dla niej to nie ma znaczenia, to dlaczego ma mieć dla niego?

Powinien o nią zadbać?
Nie jest jej tatusiem. Tylko mężczyzną. Jest już dorosła i sama ma dbać o siebie i swoje sprawy. Jeśli odpuszcza, robi to, czego nie chce – jedzie do myjni, choć czuje się tym upokorzona – to rezygnuje z siebie. Asertywność kobiet jest teraz dla nas bardzo ważna, jeśli chcemy odzyskać to, cośmy straciły, i zachować to, co zyskałyśmy. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze