1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Odporność psychoimmunologiczna – czym jest i jak ją wzmacniać. Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem

Pierwszym etapem procesu formatowania naszego ciała i jego zdolności do przeżycia – czyli odporności – jest genetyczne kasyno, gdzie na loterii zapłodnienia losujemy nasz genotyp. (Fot. iStock)
W czasach pandemii to słowo budzi wiele emocji i nadziei. Czym jest odporność, którą nazywamy psychoimmunologiczną? Dlaczego współbrzmienie umysłu i ciała jest do niej kluczem? – w nowym cyklu wyjaśnia psychoterapeuta i twórca Instytutu Psychoimmunologii Wojciech Eichelberger.

Czym jest odporność psychoimmunologiczna, o której będziemy rozmawiać przez najbliższe miesiące?
To wpływ psychiki, umysłu na kształtowanie i funkcjonowanie organizmu, a w szczególności na jego zdolność do radzenia sobie z patogenami. Zanim jeszcze rozwinie się psychika, odporność zależy od wielu czynników związanych z różnymi środowiskami kształtującymi architekturę naszych ciał – także poprzez modyfikowanie DNA. Mało tego, eksperymenty genetyków ujawniły, że na liście tych czynników znajdują się też stan umysłu i emocje matki w czasie ciąży i porodu. A być może także umysłu rodziców w momencie zapłodnienia.

Pierwszym etapem procesu formatowania naszego ciała i jego zdolności do przeżycia – czyli odporności – jest genetyczne kasyno, gdzie na loterii zapłodnienia losujemy nasz genotyp. Do niedawna myśleliśmy, że rozwijający się w brzuchu matki nowy organizm, wprawdzie w formie zarodkowej, jest już skończonym projektem. Że jego przyszłość została całkowicie zdeterminowana.

A tak nie jest? DNA rodziców nas nie determinuje?
Znaczenie ma także to, że wraz z DNA dziedziczymy samych rodziców z dwoma systemami rodzinnymi, z ich zaletami i obciążeniami, z ich duchową, mentalną i emocjonalną historią. Nasz organizm rozwija się w ciele matki, czerpiąc z tego, co matka je i pije, a także czym oddycha. Za pośrednictwem jej krwi, a szczególnie obecnych w niej hormonów, reaguje na stan jej ducha, serca i umysłu. Hormonalnie wręcz uczestniczymy w troskach, tragediach, radościach i chwilach szczęścia matki. Poznajemy jej emocje i świat, zanim jeszcze ją zobaczymy. Ma to, zdaje się, ogromny wpływ na architekturę mózgu dziecka i jego przyszłą odporność na stres. Po dziewięciu miesiącach wyodrębniamy się jednak z organizmu matki i porywamy na pierwsze odruchy autonomii. Zaczynamy samodzielnie oddychać, jeść i wydalać. Ale zanim się to stanie, musimy przejść przez doświadczenie porodu. W zupełnie odmiennym środowisku akcji porodowej przebywamy na ogół krótko, lecz zaskakująco wiele w sprawach naszego ciała, jego zdrowia i odporności w tym czasie się decyduje.

Na własny poród nie mamy wpływu. Co ważnego dla naszej odporności dzieje się potem?
W miarę uzyskiwania coraz większej autonomii zaczynamy też coraz bardziej podlegać bezpośrednim wpływom zewnętrznego środowiska, w którym żyjemy. Coraz większe znaczenie dla naszego zdrowia i odporności mają jakość jedzenia, jakość wody i powietrza, ilość ruchu, światła i hałasu, stresu, a także poziom zaufania do rodziców, do bezwarunkowej troski i wsparcia z ich strony. Aż w końcu, gdy odseparujemy się od nich i uzyskamy wystarczającą autonomię, by zacząć samodzielnie i refleksyjnie myśleć – gdy zaczniemy być świadomi sami siebie – ujrzymy, jak wiele w sprawie naszego zdrowia i odporności zależy od sformatowania naszego umysłu. Od jego interpretacji zdarzeń, nawykowych sądów, przesądów, przekonań, wiary, emocji – szczególnie tych związanych z ciałem. A także od preferowanego stylu życia. Tak więc wszystkie zasygnalizowane powyżej zjawiska i mechanizmy psychiczne mają wpływ na naszą odporność, a tym samym są istotne z perspektywy psychoimmunologicznej.

Czyli odporność nie jest wcale wrodzoną cechą organizmu, z którą się rodzimy?
Nie jest to takie proste. Zawartość biologicznego spadku po przodkach, czyli przekaz genetyczny, nie zależy od nas. Ale funkcjonowanie organizmu i sprawność układu odpornościowego modyfikuje bardzo wiele czynników i zdarzeń, na które możemy mieć mniej lub bardziej istotny wpływ. Warto wiedzieć, co i jak działa poza naszą kontrolą, a także jak naszym postępowaniem możemy pozytywnie lub negatywnie wzmacniać zdrowie i odporność innych ludzi. Szczególnie dzieci.

Zacznijmy więc od tego, co warunkuje odporność człowieka, zanim jeszcze się on urodzi.
W fazie przedurodzeniowej, prenatalnej dziedzictwo przodków, czyli nasze DNA, modyfikowane jest nie tylko przez stan umysłu i emocji matki, o czym już wspomniałem, ale także przez zanieczyszczenia jej organizmu toksycznymi substancjami zawartymi w pokarmie, wodzie i powietrzu, którym matka oddycha. W fazie rozwoju płodowego toksyny te mogą przeczulająco wpłynąć na system odpornościowy dziecka. Nauka mierzy się dzisiaj z tą hipotezą, dostrzegając silną korelację pomiędzy narastającym zatruciem naturalnego środowiska a pandemicznym wzrostem przypadków wrodzonych uczuleń wśród noworodków. A więc tendencją do nadmiarowego, paradoksalnego reagowania układu odpornościowego na różnorakie substancje znajdujące się w środowisku i w pokarmach.

A w jaki sposób stan umysłu matki w ciąży może wpływać na ciało dziecka i jego funkcjonowanie?
Emocje i stan umysłu powodują wydzielanie się hormonów, które wraz z krwią matki krążą w krwiobiegu rozwijającego się płodu. To z kolei powoduje wtórne, epigenetyczne modyfikacje w DNA rozwijającego się organizmu. W bardzo rzetelnie prowadzonych badaniach na ciężarnych myszach stwierdzono, że potomstwo matki, której zapewniono komfortowe, bezstresowe warunki w okresie ciąży, różniło się od potomstwa jej bliźniaczej (zapłodnionej przez tego samego samca) siostry, lecz poddawanej w trakcie ciąży wielu sytuacjom stresowym.

Na czym polegała ta różnica?
Potomstwo zestresowanej matki – w porównaniu z potomstwem matki bezstresowej – miało znacznie większe tyłomózgowie (rdzeń przedłużony i móżdżek), czyli pierwotną, genetycznie „starą” część mózgu. Tam – także u ludzi – znajduje się ośrodek decydujący o przełączaniu organizmu w tryb walki lub ucieczki. Badacze wysnuli z tego interesujący wniosek, że wydzielane przez matkę w okresie płodowym hormony stresu (adrenalina i kortyzol) wyzwoliły wtórną, epigenetyczną modyfikację DNA służącą przystosowaniu organizmu dziecka do trudnej sytuacji, jaka czeka je w otoczeniu, w którym się urodzi. Można więc przypuszczać, że dzieci rodzone przez matki przeżywające w okresie ciąży długotrwały stres będą sobie lepiej radzić z wyzwaniami i stresami czekającego je życia.

To obala pogląd, że najważniejszy dla matek w ciąży jest spokój, ale też uwalnia z poczucia winy te kobiety, które nie były w stanie w tym czasie uciec od stresu.
Na to wygląda. Ale żeby być tego pewnym, trzeba by zweryfikować te wnioski w badaniach na ludziach. Dane epidemiologiczne wydają się wskazywać, że ludzie żyjący tam, gdzie warunki są znacznie trudniejsze, są statystycznie bardziej odporni na wirusy i inne patogeny. Ale na razie w sprawie stresowania matek w ciąży doradzam zachować zdrowy rozsądek i umiar. Niemniej warto się zastanowić, czy nadmiar komfortu, bezstresowe i wygodne życie nie szkodzą zdrowiu.

A co się dzieje z naszą odpornością, kiedy się rodzimy?
Mimo że nasz pobyt w strefie okołoporodowej, czyli czas przejścia ze środowiska ciała matki do świata zewnętrznego, nie przekracza na ogół kilku godzin, to przydarza nam się wtedy kilka ważnych z punktu widzenia odporności przygód. Po pierwsze, istotne jest, jak odbywa się to przejście: czy naturalnie i samodzielnie – przez kanał rodny, czy poprzez cesarskie cięcie. Wiele w tej sprawie wskazuje na to, że naturalny poród jednak bardziej sprzyja budowaniu odporności. Zdaniem holistycznie i naturalistycznie nastawionych specjalistów długotrwałe przepychanie się przez kanał porodowy daje dziecku unikalną okazję do pobrania z tej przestrzeni wielu ważnych bakterii umożliwiających – na zasadzie szczepionki – trening układu odpornościowego, czyli wyprodukowanie pierwszych przeciwciał.

Po drugie, źródło i jakość naszego podstawowego pokarmu. I znowu wiele wskazuje na to, że karmienie piersią z punktu widzenia budowania optymalnego zdrowia i odporności dziecka jest jednak niezastąpione. W mleku matki – prócz substancji budulcowych i energetycznych – znajdują się ważne przeciwciała, enzymy i bakterie. Wszystko skomponowane w idealnych proporcjach i składzie – po to, aby budować odporność i mikrobiom niemowlaka. Nie wymyślono dotąd i nie da się wymyślić odżywki, która zbliżyłaby się choć trochę do tego ideału. Tak jak nie sposób zsyntetyzować sztucznie ludzkiej krwi. Dodajmy, że karmienie piersią przyczynia się w sposób oczywisty do budowania trwałej więzi z dzieckiem, a tym samym do jego poczucia bezpieczeństwa.

Czy jeszcze coś powinniśmy wiedzieć jako rodzice?
Bardzo ważne jest budowanie w świadomości dziecka fundamentu adekwatnego odczuwania własnego ciała. Rodzicielski troskliwy, czuły dotyk, zabawy związane z kontaktem cielesnym, a także pierwsze zadania i wyzwania ruchowe znakomicie tworzą fundament pod przyszłe dojrzałe traktowanie swojego ciała i jakość kontaktu z nim. Szczególnie ważny w tej sprawie jest klimat akceptacji, szacunku i zaufania dla ciała dziecka. Dawanie mu okazji do doświadczania możliwości organizmu w radzeniu sobie z infekcjami, z bólem, skaleczeniami i kontuzjami. A w późniejszym czasie, w okresie zainteresowania własnym ciałem i jego możliwościami, powstrzymanie się przed tendencją do stygmatyzowania, czyli silnie negatywnego oznaczania sfery analnej i genitalnej dziecka oraz wszelkiego rodzaju wydzielin produkowanych przez jego organizm.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze