1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Inteligencja emocjonalna u liderów grup

Inteligencja emocjonalna u liderów grup

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Badania wskazują, że zdolność rozumienia emocji jest kluczowym wyróżnikiem ludzi, którzy są liderami nieformalnych grup. Zarządzanie strukturą nie wymaga tak wysokiego poziomu inteligencji emocjonalnej.

Naukowcy podczas badań szukali odpowiedzi na pytanie co leży u źródła sukcesu przywódców grup. Okazało się, że inteligencja emocjonalna jest tu istotniejsza niż zdolności poznawcze, kreatywność czy odpowiedzialność. Nie chodzi też o wysokie IQ. Te cechy przydają się u szefów korporacji, u tych osób które zarządzają formalną strukturą. Natomiast liderzy grup mniej sformalizowanych mają zdecydowanie wyższą inteligencję emocjonalną, co w uproszczeniu oznacza, że prawidłowo odczytują emocje innych ludzi i potrafią na nie odpowiadać swoimi. Naukowcy są zdania, że nie ma to nic wspólnego z manipulacją, ponieważ grupa jest na tyle silna, że rozpozna ją i wyeliminuje takiego szefa.

Badanie zostało opublikowane w czasopiśmie Quarterly Leadership

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Inteligencja percepcyjna to nasza tajna broń

Gdy korzystamy z inteligencji percepcyjnej nie damy się łatwo omamić. Widzimy więcej, a nie tylko to, co chcemy. (Fot. iStock)
Gdy korzystamy z inteligencji percepcyjnej nie damy się łatwo omamić. Widzimy więcej, a nie tylko to, co chcemy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Dzięki niej odróżniamy iluzję od rzeczywistości, prawdę od fikcji. Uruchamiamy krytyczne myślenie, logikę i umiemy wyciągać trafne wnioski z naszych obserwacji i doświadczeń. O tym, co się dzieje, kiedy z niej nie korzystamy, pisze psycholożka Hanna Samson.

Niedawno przeczytałam książkę dr. Briana Boxera Wachlera „Inteligencja percepcyjna. Jak mózg tworzy iluzje i złudzenia”. Autor definiuje inteligencję percepcyjną jako „sposób, w jaki interpretujemy nasze doświadczenia i okazjonalnie manipulujemy nimi, aby odróżnić fantazję od rzeczywistości”. Tak jak w przypadku innych rodzajów inteligencji ludzie różnią się poziomem IP. Osoby, które mają za sobą traumatyczne przeżycia, mogą dokonywać odmiennych wyborów życiowych, w zależności od tego, jak postrzegają przeszłość. Od ich inteligencji percepcyjnej zależy, czy staną się walecznymi „bohaterami”, czy bezsilnymi „ofiarami”. Pocieszające jest jednak to, że zdaniem Wachlera inteligencja percepcyjna to umiejętność nabyta, którą możemy rozwijać. Wychodzić poza automatyczne reakcje, sprawdzać, jaka interpretacja zdarzeń nam służy, i tę wybierać. Możemy też wpływać świadomie na swoje przeżycia i podnosić poziom IP.  Kiedy na przykład w drodze na rozmowę kwalifikacyjną wdepniemy w psią kupę, możemy uznać, że to „na szczęście”, a nie pech, dzięki czemu nie będziemy się złościć i stresować, a przede wszystkim nie stracimy wiary w sukces.

Myślenie pozytywne to ważny składnik inteligencji percepcyjnej, która opiera się na naszych zmysłach i instynktach, ale wpływają na nią też nasze emocje i wspomnienia oraz myśli, które w jakimś stopniu zależą od nas.

Coś na kształt intuicji

Książkę Wachlera czytałam z mieszanymi uczuciami, bowiem moja inteligencja percepcyjna szeptała mi, że wprowadzanie tego pojęcia nie jest konieczne, żeby zrozumieć siebie i innych. Co rusz do głosu dochodził mój sceptycyzm – który świadczy zresztą o wysokim poziomie IP – i próbował ochronić mnie przed uleganiem złudzeniu, że nowa nazwa oznacza coś więcej niż nową nazwę dla znanych procesów. I pewnie szybko zapomniałabym o koncepcji dr. Briana Boxera Wachlera, choć ma on na swoim koncie wiele sukcesów i zna sławnych ludzi, o czym często informuje nas w książce, gdyby nie przyszła do mnie Elwira – żywy dowód na to, że inteligencja percepcyjna jest nam potrzebna do życia i nie warto jej tracić pod wpływem pragnień.

Elwira ma 37 lat i 15-letnią córkę, z której ojcem rozwiodła się przed 10 laty. Od tego czasu była sama, praca i dziecko wypełniały jej życie. – Długo nie myślałam o związku, leczyłam rany po małżeństwie – opowiada. – Rok temu przyjaciółka namówiła mnie, żebym założyła profil na portalu randkowym. Spotkałam się z kilkoma facetami, ale to nie było to, po jednej kawie wiedziałam, że drugiego spotkania nie będzie. Aż w końcu umówiłam się z Piotrem.

Piotr ma 54 lata, jest przystojny, inteligentny, wysportowany, świetnie sobie radzi w życiu, prowadzi firmę, zbudował piękny dom, od kilku lat jest rozwiedziony. Nie lubię oceniać wyglądu kobiet, ale w przypadku tej historii muszę dodać, że Elwira jest bardzo atrakcyjna. Wysoka, szczupła, blondynka, długie włosy, duże oczy, piękna twarz, jest świetnie ubrana, nie widać na niej żadnych znaków czasu, wygląda jak marzenie niejednego faceta, a już na pewno marzenie Piotra, o czym szybko się mogła przekonać.

– I potoczyło się jak w harlequinie… A teraz nie mogę się po tym pozbierać, przynajmniej chciałabym zrozumieć, co się stało. – Elwira płacze, potem wyciera oczy, patrzy na mnie wyczekująco, jakbym ja mogła jej coś wytłumaczyć, choć nie wiem, o co chodzi.

– Proszę mi opowiedzieć tę historię – proponuję i Elwira opowiada o dziwnych początkach znajomości z Piotrem i chyba jeszcze dziwniejszym zakończeniu. Już na pierwszym spotkaniu Piotr był pewien, że Elwira jest kobietą jego życia. Ona nie była nim zachwycona, widziała, że są z różnych światów, mają inne poglądy, on mówił z pełnymi ustami, robił błędy językowe, ale był nią tak oczarowany i w tym oczarowaniu przekonujący i tak natarczywy, że zgodziła się na następne spotkanie. Na drugim spotkaniu Piotr rzucił się na kolana i poprosił Elwirę o rękę, ofiarowując jej pierścionek z brylantem. – I co pani wtedy pomyślała? – zapytałam. – Że to jakiś wariat, szaleniec. Intuicja mówiła mi, że powinnam uciekać… – Nie posłuchała jej pani? – Nie.

Sceptycyzm, logiczne myślenie, inteligencja emocjonalna budują naszą inteligencję percepcyjną i pozwalają adekwatnie interpretować sytuację, co ważne: zwłaszcza wtedy, gdy jest niejasna. Inteligencja percepcyjna pozwala oprzeć się cudzym naciskom i kierować własnym rozsądkiem. Równie cenna jest intuicja, która wynika z naszych wrażeń, nawet jeśli nie umiemy ich jasno określić, i podpowiada, co robić. Umiejętność słuchania intuicji to ważny składnik inteligencji percepcyjnej, której poziom w przypadku Elwiry już na drugim spotkaniu z Piotrem spadł do zera.

Zbiorowa iluzja

W wielu innych sytuacjach Elwira umiała trafnie ocenić rzeczywistość, a tu ignorowała sygnały ostrzegawcze, choć były dobrze widoczne. Dlaczego? Najlepiej sprawdzić u źródła.

– Dlaczego nie posłuchała pani intuicji? – pytam. – Piotr był tak pewny, że mnie kocha. A ja tak bardzo nie chciałam już być sama…

Nasze pragnienia mogą wpływać na nasz obraz świata i obniżać poziom IP. Dlatego warto zdawać sobie z nich sprawę i świadomie włączać krytycyzm. Myślenie pozytywne nie oznacza, że można przestać widzieć rzeczywistość. Ale jeszcze nic złego się nie stało, po prostu Piotr rzucił się na kolana i chciał zaręczyć z zaskoczoną Elwirą, która go ledwie znała. – I co z tym pierścionkiem? – dopytuję. – Nalegał, żebym przyjęła, nie chciał słyszeć o odmowie. Powiedziałam, że musimy się lepiej poznać, a on na to, że mnie kocha, poczeka, aż ja go pokocham, że jesteśmy dla siebie stworzeni, więc go wzięłam. A potem mnie odwiózł do domu, rano czekał pod moją klatką, żeby mnie zawieźć do pracy. – Pani nie ma samochodu? – Mam, ale on chciał jak najwięcej czasu spędzać ze mną, po pracy mnie odwiózł do domu, w drodze wspomniałam, że zepsuła mi się pralka, po dwóch godzinach przyjechał z nową, podłączył, czułam, że wreszcie ktoś się mną opiekuje. Wtedy poznała go też moja córka, więc nie musiałam go ukrywać, zaczął u nas bywać codziennie. Po tygodniu zaprosił mnie na weekend do Rzymu, potem na kilka dni do Lizbony, w pracy miałam wtedy ważne zadania i nie powinnam brać urlopu, ale on już wszystko zorganizował, więc pojechałam i było cudownie. – Nic już pani w nim nie przeszkadzało?  – próbowałam dopytać.  – No może to, że on był ciągle podekscytowany, wciąż domagał się, żebym mu powiedziała, że go kocham, kiedy zwracałam mu uwagę, że robi coś nie tak, złościł się, że nie akceptuję go bezwarunkowo, choć tylko tego ode mnie oczekuje, więc przestałam mu mówić, jak coś mi nie pasowało, przecież nie ma ludzi idealnych.

Przyjaciele Elwiry, którzy znali Piotra z opowiadań, byli wobec niego bardziej sceptyczni. Ale kiedy Elwira przyszła z nim na urodziny przyjaciółki, ich poziom IP również znacznie się obniżył. Może przyczynił się do tego wspaniały bukiet, który przyniósł jubilatce, a może drogie perfumy, które do niego dołączył? Albo butelka whisky dla pana domu? A może krótkie przemówienie, jak bardzo jest szczęśliwy, że może ich poznać, bo wie od Elwiry, że są wspaniali i ważni dla niej? Z pewnością mógł wystąpić tu efekt wdzięczności, który wpływa na nasze IP. Ale może ważniejsze było to, że Piotr w ich obecności rzucił się przed Elwirą na kolana i poprosił o rękę, dając jej drugi pierścionek z brylantem? „Moja kobieta będzie cała w brylantach”– powiedział. Wszyscy się wzruszyli i zgodnie uznali, że to musi być miłość, choć Elwira nie była jeszcze pewna, czy go kocha. Niemniej akcja nabierała tempa. Po miesiącu znała już jego rodziców, którzy przyjęli ją z otwartymi ramionami, jej córka też go polubiła, nadszedł czas na zaproszenie go do domu rodzinnego. Przy rodzicach znów rzucił się na kolana i poprosił o rękę Elwiry, ofiarowując trzeci pierścionek, co brzmi groteskowo, ale okazało się skuteczne. Elwira w końcu się zgodziła.

Widzisz to, co chcesz

Piotr po tygodniu już kupił obrączki i zarezerwował termin ślubu, choć zaczęły pojawiać się zgrzyty.

– Poprosiłam go, żeby zakręcał wodę, kiedy myje zęby, bo lała się bez sensu – opowiada Elwira o jednej z sytuacji. Odpowiedział, że go na to stać, a gdy usłyszał, że nie chodzi o jego pieniądze, a o środowisko, tylko się zaśmiał. „Ale z ciebie idealistka” – skomentował. A potem jeszcze dorzucił, że w swoim domu to on ustala zasady. – W tym domu, w którym miała z nim pani zamieszkać? – upewniłam się. – Tak. – I co pani wtedy pomyślała? – Że Piotr ma braki w edukacji, ale gdy zamieszkamy razem, to go wszystkiego nauczę – mówi Elwira, a ja mam ochotę wykrzyknąć: „A gdzie jest pani inteligencja percepcyjna, do cholery?! Czy on wygląda na chłopca, który chce się uczyć, czy na faceta, który chce być podziwiany?”.

Jesteście ciekawe, jak skończyła się ta historia? Włączcie swoją inteligencję percepcyjną. Czy Piotr naprawdę kochał Elwirę? Czy chciał ją bardziej poznać? A może miał jakąś wizję związku, w którą ona powinna się zgrabnie wpasować? Jakich jego oczekiwań Elwira nie spełniła? Jak wyglądałoby ich wspólne życie, do którego na szczęście nie doszło? W tej opowieści jest kilka przesłanek, które pozwalają zrozumieć sytuację. Dla porządku dodam tylko, że Piotr skończył z Elwirą równie gwałtownie, jak zaczął i znów jest aktywny na portalu randkowym. Elwira już nie rozpacza i dziwi się sobie, że to ona wcześniej nie zerwała. A ja dziwię się jej, że w ogóle w to weszła. W końcu po to mamy inteligencję percepcyjną, żeby widzieć nie tylko to, co chcemy.

Hanna Samson, psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak „Dom wzajemnych rozkoszy” i „Sensownik”.

  1. Psychologia

Ludzie dodają nam skrzydeł. Albo je podcinają

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Relacje z innymi mogą sprawić, że świat wydaje nam się przyjazny, albo wręcz przeciwnie wrogi i obcy. Mają także wielki wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu: na pracę serca, układ odpornościowy, reakcje hormonalne. Czy to nie wystarczający argument, aby dbać o nasze związki z ludźmi i rozwijaniem inteligencji społecznej u dzieci?

Jeszcze dziś mam przed oczami tamtą dziewczynkę, choć widziałam ją tylko raz w życiu. Było tak: Jechaliśmy na szkolną wycieczkę, szkoła podstawowa, piąta, może szósta klasa. Po drodze zatrzymaliśmy się na leśnym parkingu, gdzie zrobili sobie przerwę także inni wycieczkowicze. Usiedliśmy na trawie – my i oni. Po obu stronach śmichy-chichy, dogadywania, takie wzajemne badanie się. W pewnym momencie do tamtych przysiada się dziewczynka cała w pryszczach, z czerwonym, olbrzymich rozmiarów ropniem na czubku nosa. My w śmiech. Ktoś mówi: „ale nochal”, ktoś dodaje: „klaunka”. Śmiejemy się do rozpuku. Nagle dziewczynka odwraca się w naszym kierunku i uśmiecha się do nas. Oniemieliśmy. A ona jak gdyby nigdy nic pyta: „Nie wiecie, co z tym świństwem się robi? Piję bratka, smaruję maścią ichtiolową i nic”.

Kompletnie nas tym pytaniem rozbroiła. Wszystkim zrobiło się potwornie głupio, więc wstydliwie zamilkliśmy. Gdyby nie to, że zaraz się rozjechaliśmy, wiele z nas chciałoby naprawić swoje zachowanie, a może nawet zaprzyjaźnić się z tą pryszczatą dziewczynką.

Towarzyski mózg

Dlaczego dziewczynka zdobyła sobie sympatię innych dzieci? Nie grzeszyła przecież urodą, a to w tym wieku ważny atut towarzyski. Miała za to coś, co okazało się o wiele cenniejsze: rozwiniętą inteligencję społeczną. Czyli swego rodzaju talent polegający na budowaniu dobrych relacji z innymi ludźmi. Osoba inteligentna społecznie rozumie drugiego człowieka, potrafi przewidzieć jego reakcje, intuicyjnie wyczuwa emocje innych, jest empatyczna, umie zareagować adekwatnie do sytuacji.

Jak zauważył już w 1920 roku twórca tego pojęcia Edward Thorndike, psycholog z Columbia University, inteligencja społeczna może ujawnić się i okazać cenna w każdym wieku i w różnych okolicznościach: szkołach, domach rodzinnych, fabrykach, salonach sprzedaży. Decyduje o jakości naszych relacji, ale ma także ogromny wpływ na to, czy odniesiemy sukces w wielu sferach życia, zwłaszcza w sferze przywództwa. „Najlepszy mechanik w fabryce może z powodu braku inteligencji społecznej zawieść jako brygadzista” – twierdził Thorndike, choć nie miał na to żadnych dowodów. Dzisiaj te dowody już istnieją w postaci wyników badań neurobiologicznych. Pokazują one, że kiedy ludzie kontaktują się ze sobą, kontaktują się także ich mózgi, które wysyłają i odbierają płynący bez przerwy strumień wzajemnych sygnałów. Neurobiolodzy używają nawet pojęcia „mózg społeczny”, które nie odnosi się jednak do jakiejś konkretnej części mózgu, ale do zbioru połączeń nerwowych. Aktywność tych połączeń w fenomenalny sposób zostaje skoordynowana w momencie, gdy wchodzimy w kontakt z innym człowiekiem.

Choć mózg kojarzy nam się z czystym racjonalizmem, ten społeczny pracuje poza naszą świadomością. Działa niczym automat, co ma same plusy, bo pozwala na szybkie przesyłanie informacji. Na przykład oznaki strachu na czyjejś twarzy ciało migdałowate (część mózgu) „dostrzega” w ciągu 0,033 sekundy. Świadomy umysł nie zdoła tego nawet zarejestrować, a co dopiero zdać sobie sprawę, że oto synchronizuje swoją pracę z pracą mózgu innego człowieka. I że dzieje się to ze zdumiewającą łatwością.

Daniel Goleman, psycholog i autor „Inteligencji emocjonalnej”, pod wpływem badań neurobiologicznych mózgu ostatnich lat uzupełnił swoje teorie na temat rodzajów inteligencji. W książce „Inteligencja społeczna” przyznaje, że wcześniej skupiał się na zdolnościach kierowania emocjami, podczas gdy pełny obraz naszej inteligencji wyłania się dopiero wtedy, gdy badacz wychodzi poza ramy psychologii jednej osoby i obserwuje to, co się dzieje w czasie interakcji między ludźmi. Pisze: „Neurobiologia odkryła, że sam układ naszego mózgu sprawia, iż jest on towarzyski i nieuchronnie daje się wciągnąć w intymny związek z drugim mózgiem za każdym razem, gdy kontaktujemy się z inną osobą. To połączenie nerwowe pozwala nam wpływać nie tylko na mózg owego człowieka, ale i na jego ciało, a jemu wpływać na nasz mózg i ciało”.

Witaminy i trucizna

Pewna pani profesor uniwersytetu po przejściu na emeryturę znalazła się sama w dużym pustym domu. Jej dzieci mieszkały za granicą, mąż zmarł kilka lat wcześniej, więc w jej otoczeniu nie było nikogo, kto wypełniłby pustkę. Pani profesor zrobiła coś, co wydawało się bardzo ryzykowne – zaoferowała za darmo pokój studentom swojej uczelni. Najchętniej przyjmowała tych pochodzących z Azji, co wydawało się jeszcze bardziej niezrozumiałe. Miała wielu zmieniających się lokatorów z takich krajów, jak Japonia, Korea, Chiny. Przyjmowała także pary. Kiedy jednej z nich urodziła się córeczka, dziewczynka traktowała panią profesor jak swoją babcię. I codziennie przynajmniej trzy godziny spędzała z nią czas na zabawach, przytulaniu, potem na spacerach. Ten układ trwa zresztą nadal, choć pani profesor skończyła niedawno 90 lat. Dzieci pani profesor nie mogły się nadziwić, że ich matka młodniała w oczach. Z perspektywy czasu przyznają, że ruch, jaki zrobiła 30 lat temu, był mądrym posunięciem społecznym. Zapewnił jej żywe kontakty, które okazały się życiodajne. A decyzja, by przyjmować Azjatów darzących wielkim szacunkiem starsze osoby, to swoisty akt inżynierii społecznej!

Badania starszych ludzi pokazały, że ci z nich, którzy utrzymywali pełne ciepła stosunki z innymi, po kilku latach odznaczali się lepszymi zdolnościami poznawczymi niż ci, którzy takiego życia nie wiedli. Okazało się także, że jakość związków – to, czy są zażyłe, serdeczne, przyjacielskie czy nie – przekładała się na ich zdrowie. Im bardziej samotna czuła się badana osoba, tym słabszy był jej układ odpornościowy i sercowo-naczyniowy.

Skóra do skóry

 
Wpływ relacji na zdrowie zaobserwowano także u ludzi młodych. Badaniom poddano nowożeńców, z których wszyscy uważali się za bardzo szczęśliwych. Badanie polegało na obserwowaniu poziomu hormonów podczas 30-minutowej kłótni. I co się okazało? Że zmieniał się wtedy poziom pięciu z sześciu hormonów wydzielanych przez korę nadnerczy, podnosiło się ciśnienie krwi. Po kilku godzinach obserwowano długotrwałe pogorszenie zdolności układu odpornościowego. Im burzliwszy przebieg miała kłótnia, tym większe były te zmiany. Tak więc negatywne stosunki z innymi działają niczym podstępna trucizna.

W innych eksperymentach sprawdzano, w jakim stopniu ludzie, których kochamy, mogą nam zapewnić wsparcie w chwilach stresu. Kilka ochotniczek podłączono do MRI (urządzenie obrazujące rezonans magnetyczny, jedna z technik tomografii służąca diagnostyce) i od czasu do czasu aplikowano im lekkie elektrowstrząsy. Kobiety doświadczały tych niemiłych doznań czasem same, czasem w obecności trzymającej je za rękę obcej osoby, a czasem męża. Wyniki badań wszystkich kobiet były zaskakująco podobne. Kiedy czekały na wstrząs same, wzrastała aktywność rejonów mózgu, które pobudzają układ podwzgórzowo-przysadkowo--nadnerczowy odpowiedzialny za reagowanie na zagrożenie. Zadziwiająco natomiast słabła, gdy badana kobieta trzymała rękę męża. Pomagał jej także uścisk ręki obcej osoby, ale w dużo mniejszym stopniu. Co ciekawe, nie dało się przeprowadzić tego badania tak, by kobiety nie wiedziały, czyją rękę trzymają – zawsze bezbłędnie odgadywały, że dłoń znajdująca się w zasięgu ich dłoni należy do męża. I im bardziej czuły się zadowolone z małżeństwa, tym bardziej ta dłoń okazywała się pomocna.

Naukowcy tłumaczą to następująco: kontakt fizyczny (a więc masaż, przytulanie się, dotyk), podczas którego skóra styka się ze skórą, jest szczególnie kojący, ponieważ pobudza wydzielanie oksytocyny. A ta hamuje wzrost hormonu stresu kortyzolu, obniża poziom ciśnienia krwi. Powoduje też podwyższenie się progu odczuwania bólu, a więc pod jej wpływem stajemy się mniej wrażliwi na dolegliwości. Nawet rany szybciej się wtedy goją.

Niestety, oksytocyna utrzymuje się w mózgu krótko, zaledwie parę minut. Na szczęście mamy stałe źródło jej dostaw – bliskie, pozytywne, długotrwałe związki. Uścisk, przyjazny dotyk, chwila czułości, które działają jak uderzeniowa dawka witamin.

„Nadszedł czas renesansu inteligencji społecznej, która powinna uzyskać taki sam status jak jej siostra, inteligencja emocjonalna” – obwieszcza Daniel Goleman. I nie chodzi mu bynajmniej o odrodzenie tego pojęcia w badaniach naukowych, tylko o praktyczne wykorzystanie go jako wielkiego potencjału człowieka. Jak zapewnia Goleman, inteligencji społecznej można uczyć.

Kocham Cię mimo wszystko

Pewne znajome małżeństwo długo czekało na upragnionego potomka. Kiedy po 11 latach starań na świat przyszedł zdrowy chłopczyk, mama i tata starali się przychylić mu nieba. Od pierwszych dni życia miał wszystko – najdroższe ubranka i odżywki, ciągłą opiekę niań i babć, potem wciąż nowe zabawki i nieustające atrakcje w postaci wyjazdów, gadżetów. Rodzice nie dopuszczali, aby synek choć przez chwilę był sfrustrowany, znudzony lub z czegoś niezadowolony. Gdy więc po kilku dniach pobytu w przedszkolu powiedział: „już tam nie pójdę”, więcej do przedszkola go nie posłali. Z dziećmi kontaktował się na placach zabaw, ale zawsze poprzez rodziców lub opiekunkę: „Powiedz mu, pożycz, zapytaj” – wysługiwał się dorosłymi, a oni skwapliwie spełniali jego prośby. Jak można przewidzieć, problemy zaczęły się w szkole, gdzie nie było pod ręką rodziców ani opiekunki. Szkolna psycholog stwierdziła u dziecka niewykształcone umiejętności społeczne i skierowała na terapię całą rodzinę.

Rodzice chłopca hołdowali zasadzie: jeśli uda się uchronić dziecko przed trudnościami i porażkami, wyrośnie na szczęśliwego człowieka, który będzie miał dobre relacje z ludźmi. Nic bardziej błędnego. Takie wychowanie wypacza obraz kontaktów międzyludzkich, bo przecież nie jest tak, że wszystko toczy się pod dyktando jednego człowieka.

Psychologowie nie mają wątpliwości, że ważniejsze od zapewniania dziecku mitycznego szczęścia jest nauczenie go, jak układać sobie relacje z innymi dziećmi, jak wychodzić z frustracji czy porażki. Rodzice powinni uczyć dziecko radzenia sobie z niepowodzeniami, w które obfituje przecież życie, dogadywania się z kolegami, rodzeństwem i dorosłymi. Dlatego sami muszą najpierw nauczyć się mówić dziecku „nie”, kiedy tego wymaga sytuacja. Najskuteczniejsze jest „nie” konstruktywne. Gdy na przykład syn kopie siostrę, trzeba zareagować stanowczo, ale także zaproponować rozładowanie nadmiaru emocji i energii: „Nie wolno kopać siostry. Pójdźmy na boisko pokopać piłkę”. Najskuteczniej rozwijamy inteligencję społeczną dzieci poprzez własny przykład zachowań i reakcji. Dziecko obserwuje nas w takich chwilach prawdy. Wtedy nic nie musimy mówić. Takie praktyczne komunikaty uczą je, jak odnosić się do innych i czego od nich oczekiwać.

„Dzieci muszą przechodzić wzloty i upadki życia społecznego, a nie trwać w monotonii przyjemności. Kiedy dziecko martwi się albo wpada w przygnębienie, w końcu uzyskuje pewną kontrolę nad tą reakcją i na tym polega wartość takich chwil. Biologiczny cykl pobudzenia, gdy dziecko mierzy się z trudnością, i powrotu do normalnego stanu, gdy sprosta wyzwaniu, żłobi sinusoidę odporności” – pisze Daniel Goleman. I dodaje, że dla rozwoju inteligencji społecznej równie ważna jest bezwarunkowa miłość.

Pięcioletnia dziewczynka w wyraźnie złym nastroju nie chce przywitać się z tatą wracającym z pracy. – Nienawidzę cię – mówi. – A ja cię kocham – odpowiada tata. – Nienawidzę cię – powtarza głośniej i z uporem dziewczynka. – Mimo to kocham cię – mówi spokojnie tata. – Nienawidzę cię! – krzyczy córka. – A ja i tak cię kocham i będę kochał zawsze – zapewnia ojciec. – Kocham cię, kocham, żartowałam – szepcze zawstydzona dziewczynka, jakby topniejąc w ojcowskiej miłości. To jedna z tych lekcji inteligencji społecznej, która zostawia ślad na całe życie. Korzystałam z książek: Daniel Goleman: „Inteligencja społeczna” i „Inteligencja emocjonalna”, Rebis; Howard Gardner „Inteligencje wielorakie”, Media Rodzina.

  1. Psychologia

Typy inteligencji. Który z nich dominuje u ciebie?

Teorię inteligencji wielorakich rozwinął Howard Gardner, psycholog, profesor Harvardu. (Ilustracja: iStock)
Teorię inteligencji wielorakich rozwinął Howard Gardner, psycholog, profesor Harvardu. (Ilustracja: iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Każdy z nas posługuje się co najmniej siedmioma rodzajami inteligencji. Różnimy się jednak stopniem ich rozwinięcia. Dzięki wiedzy na temat tego, które u ciebie dominują, możesz określić na przykład, jaka praca pozwoli ci korzystać ze wszystkich zasobów i talentów. Teorię inteligencji wielorakich, która zrewolucjonizowała podejście do inteligencji, kojarzonej wcześniej głównie z logicznym myśleniem, rozwinął Howard Gardner, psycholog, profesor Harvardu. 

Każdy z nas posługuje się co najmniej siedmioma rodzajami inteligencji. Różnimy się jednak stopniem ich rozwinięcia. Dzięki wiedzy na temat tego, które u ciebie dominują, możesz określić na przykład, jaka praca pozwoli ci korzystać ze wszystkich zasobów i talentów. Teorię inteligencji wielorakich, która zrewolucjonizowała podejście do inteligencji, kojarzonej wcześniej głównie z logicznym myśleniem, rozwinął Howard Gardner, psycholog, profesor Harvardu. 

Inteligencja werbalna

Wyrażasz siebie poprzez słowo mówione i pisane. Swobodnie wypowiadasz się przed publicznością. Potrafisz przyciągnąć uwagę rozmówcy dzięki mieszance wiedzy i błyskotliwości. Z łatwością uczysz się języków obcych.

Zawody dla ciebie: pisarz, dziennikarz, nauczyciel, aktor, nauczyciel języka obcego, wykładowca, psycholog.

Jak rozwijać tę inteligencję? Obserwuj i słuchaj, jak radzą sobie mówcy motywacyjni, stand-uperzy czy prowadzący programy; ćwicz aktywne pisanie, np. prowadząc dziennik; nagraj fragment książki lub artykułu na dyktafon i posłuchaj swojego głosu, jego tembru, frazowania, staraj się doskonalić swój „lektoring”, pracując nad dykcją i modulacją głosu; ćwicz oddech brzuszny, aby twój głos był głębszy.

Inteligencja werbalna logiczno-matematyczna

Świetnie czujesz się w świecie logiki, nauki i techniki. Wierzysz w to, co można zobaczyć i udowodnić naukowo. Przyjmujesz do wiadomości tylko twarde fakty. Trudno ci wyrażać swoje uczucia i emocje. Potrafisz myśleć abstrakcyjnie, lubisz zagadki logiczne i analityczne myślenie. Najlepiej czujesz się w uporządkowanym otoczeniu, tzw. twórczy chaos wyprowadza cię z równowagi.

Zawody dla ciebie: informatyk, naukowiec, prawnik, księgowy, technik.

Jak rozwijać tę inteligencję? Rozwiązuj krzyżówki i łamigłówki, np. sudoku; czytaj artykuły popularnonaukowe, oglądaj programy o tematyce naukowej; naucz się dobrze obsługi urządzenia, którego dotychczas nie byłaś w stanie używać; czy wiesz, na czym polegał wielki wybuch, dlaczego niebo jest niebieskie albo co dzieje się w ciele człowieka w stanie zakochania? Nie? Sprawdź, poszperaj!

Inteligencja przestrzenno-wizualna

Masz bujną wyobraźnię, świetnie orientujesz się w terenie, z łatwością czytasz mapy i diagramy. Łatwo zapamiętujesz twarze poznanych ludzi, szczegóły ich garderoby i miejsca spotkania. Lubisz sztuki wizualne: malarstwo, fotografię, film. Robisz kreatywne notatki, np. mapy myśli, często wykonujesz je nieświadomie podczas rozmowy. Możesz mieć też niezwykłą wrażliwość w dłoniach, która pozwala ci na mistrzowskie operowanie nimi np. podczas masażu.

Zawody dla ciebie: architekt, rzeźbiarz, malarz, fotograf, przewodnik, chirurg, grafik komputerowy.

Jak rozwijać tę inteligencję? Patrz przez chwilę na jakiś przedmiot, zamknij oczy i spróbuj sobie przypomnieć wszystkie szczegóły; narysuj obiema rękami jakiś symetryczny wzór; zamknij oczy i poproś kogoś, aby podał ci jakiś przedmiot, spróbuj odgadnąć, co to jest.

Inteligencja muzyczna

Muzyka relaksuje cię i ładuje wewnętrzne baterie. Z łatwością zapamiętujesz melodię piosenek, rozpoznajesz rytm utworu i potrafisz go powtórzyć. Masz zdolność wyboru odpowiedniego rodzaju muzyki, w zależności od nastroju. Masz łatwość nauki gry na różnych instrumentach, w tym również czytania nut (tutaj przydaje się też inteligencja logiczna).

Zawody dla ciebie: muzyk, wokalista, kompozytor, dyrygent, realizator dźwięku, muzykoterapeuta.

Jak rozwijać tę inteligencję? ucz się słów piosenek i odtwarzaj je z pamięci; słuchając utworu muzycznego, próbuj rozróżniać poszczególne instrumenty; naucz się gry na jakimś instrumencie; pytaj się często, jaka muzyka oddaje twój nastrój.

Inteligencja kinestetyczna

Masz wysoką świadomość swojego ciała, sprawność fizyczną, jesteś zręczna i masz dobry refleks. W czasie rozmowy żywo gestykulujesz, a na twojej twarzy maluje się aktualna emocja. Najlepiej uczysz się i zapamiętujesz poprzez ruch i zabawę. Masz łatwość do prac manualnych, rysowania, masażu, rzeźbienia, szycia, sadzenia roślin.

Zawody dla ciebie: sportowiec, tancerz, aktor, malarz, rzemieślnik, instruktor sztuk walki lub jogi, masażysta;

Jak rozwijać tę inteligencję? Praktykuj jogę lub trenuj jakiś inny sport regularnie; idź na masaż relaksacyjny, komunikując masażyście, czy potrzebujesz delikatniejszego, czy mocniejszego dotyku; dotykaj swojego ciała z czułością, mów mu miłe słowa.

Inteligencja interpersonalna

Nie masz problemu z rozpoczęciem rozmowy z obcą osobą, lubisz inspirować innych. Jesteś lubiana i często zapraszana na różne imprezy. Umiesz zarządzać grupą, negocjować i moderować dyskusję. Zazwyczaj dążysz do pełnego porozumienia między stronami, umiesz rozwiązywać konflikty.

Zawody dla ciebie: psycholog, psychoterapeuta, trener rozwoju osobistego, nauczyciel, sprzedawca, aktor, menedżer.

Jak rozwijać tę inteligencję? Podczas spotkania towarzyskiego obserwuj, czym różnią się uczestnicy, jak są ubrani, jakie mają nastroje, którzy cię irytują lub są ci obojętni; zapisz się na ciekawe zajęcia warsztatowe, aby być w grupie i doświadczać interakcji z ludźmi; zabierz w grupie głos na temat, na jaki się wcześniej nie wypowiadałaś.

Inteligencja intrapersonalna

Lubisz spędzać czas w samotności. Z chęcią sięgasz po literaturę psychologiczną, religioznawczą, filozoficzną. Jesteś zainteresowana rozwojem osobistym, warsztatami, terapią, doszkalaniem się. Najlepiej czujesz się w swoim towarzystwie lub w małym gronie najbliższych osób. Jesteś introwertyczką, która potrzebuje dużo przestrzeni dla siebie. Dzięki dobrej znajomości siebie, potrafisz zrozumieć drugiego człowieka.

Zawody dla ciebie: psychoterapeuta, psycholog, nauczyciel duchowy, pisarz, poeta.

Jak rozwijać tę inteligencję? Zapisuj swoje uczucia, myśli, plany, marzenia; dbaj o codzienną chwilę refleksji i moment zastanowienia się nad minionym dniem; praktykuj świadomy oddech.

Inteligencja emocjonalna

Pojęcie inteligencji emocjonalnej wprowadził amerykański psycholog Daniel Goleman. Inteligencja ta związana jest z umiejętnością odczytywania emocji zarówno swoich, jak i innych osób. Pomaga wyrazić emocje w sposób asertywny oraz zrozumieć stan drugiej osoby.  Jeśli masz ją dobrze rozwiniętą, potrafisz współpracować z innymi, wysłuchać ich i bezinteresownie pomóc. Umiejętność rozpoznawania własnych emocji pomaga ci w zarządzaniu swoim stresem.

Zawody dla ciebie: psychoterapeuta, psycholog, trener, nauczyciel, lekarz, aktor.

Jak rozwijać tę inteligencję? Zadawaj sobie pytania: co teraz czuję? jaka to emocja? Załóż dziennik emocji i zapisuj w nim swoje nastroje; w trakcie spotkania towarzyskiego bądź świadoma, jakie odczucia pojawiają się w twoim ciele; jeśli czujesz trudną emocję, np. lęk, na głos lub w myślach powiedz sobie: „teraz czuję lęk, mimo to w pełni akceptuję siebie, to tylko lęk, który minie”.

Inteligencja serca

Naukowcy uważają, że serce człowieka ma swoją inteligencję i może podejmować decyzje niezależne od mózgu. To intuicyjne odczuwanie tego, co jest dla nas najlepsze, empatycznego rozumienia innych, wybaczania dawnych uraz i pracowania nad harmonią w relacjach międzyludzkich. Rozwinięta inteligencja pozwala doświadczać życia z perspektywy serca, rozumianego jako źródło pozytywnych odczuć, takich jak miłość, wdzięczność czy docenienie.

Zawody dla ciebie: psychoterapeuta, lekarz, masażysta, rehabilitant, pielęgniarka, położna, nauczyciel duchowy, uzdrowiciel.

Jak rozwijać tę inteligencję? Zrób listę osób, którym czegoś nie wybaczyłaś, następnie zapytaj siebie, której z tych osób mogłabyś wybaczyć jako pierwszej i zrób to, po kilku dniach wróć do swojej listy i zadaj to samo pytanie; jak najczęściej kładź dłoń pośrodku klatki piersiowej, zamykając oczy, świadomie oddychając i uświadamiając sobie fizyczne serce oraz jego rytm; praktykuj patrzenie na ludzi z perspektywy serca.

  1. Psychologia

Demony przeszłości pozbawiają cię energii? Sprawdź, jak odkryć w sobie wewnętrzną moc

Historie z przeszłości pętają nas niewidzialną linią. Odzywają się w najmniej odpowiednim momencie, uruchamiają scenariusz wina-krzywda i pozbawiają nas energii. Aby raz na zawsze się z nimi rozprawić, należy odkryć w sobie wewnętrzną moc. (Fot. iStock)
Historie z przeszłości pętają nas niewidzialną linią. Odzywają się w najmniej odpowiednim momencie, uruchamiają scenariusz wina-krzywda i pozbawiają nas energii. Aby raz na zawsze się z nimi rozprawić, należy odkryć w sobie wewnętrzną moc. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Nogi jak z waty, brak energii, uwięzły w gardle głos... Kto lubi tak się czuć? A jednak to dar od ciała, które, skarżąc się na brak oparcia, skłania nas do odkrycia wewnętrznej mocy – pisze psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Każda z nas nosi w sobie wiele historii o krzywdzie: nadopiekuńcza matka, nieobecny ojciec, nieczuła babcia, nielojalna przyjaciółka, partner, który porzucił… Wtedy jakoś dałyśmy sobie radę, przeżyłyśmy, podniosłyśmy się z kolan, choć wydawało się, że gorzej już być nie może. Jednak te historie z przeszłości nadal pętają nas niewidzialną liną. Odzywają się w najmniej odpowiednim momencie, zupełnie jakby ktoś nagle pociągnął za sznur, i uruchamiają scenariusz wina-krzywda, który ujawnia się w stwierdzeniach: „Byłam wyjątkowo niegrzecznym dzieckiem”, „Mój ojciec chciał syna” czy „Znów wybrałam niewłaściwego mężczyznę”. Powroty do przeszłości, w której przecież nic już się nie da zmienić, naprawić – pozbawiają nas energii, a złudna nadzieja, że w dorosłym życiu ktoś da nam to, czego nie dali rodzice, odbiera moc.

Moc przychodzi z niemocy

„Chcę ruszyć do przodu, ale coś mnie zatrzymuje”... „nogi mam jak z waty, brakuje mi energii”... „ostatnio często tracę głos” – to kłopoty, z którymi przychodzą do mnie silne kobiety. Silne, bo w świecie zewnętrznym nie ma na nie mocnych, udaje im się wszystko załatwić, zorganizować, zaplanować, dopilnować. Silne, bo wiedzą, czego potrzebują: „Muszę tylko przepracować dzieciństwo”, „muszę zamknąć ostatni toksyczny związek”, „jestem DDA i dlatego nie mogę stanąć na własnych nogach”. Jak Marta, z którą miałam sesję w zeszłym tygodniu.

– Byłam molestowana seksualnie przez ojczyma – wyznała na samym początku spotkania. – Muszę to wreszcie załatwić. Jak długo można rozpamiętywać przeszłość?! – Ile miałaś lat? – Siedem… to się stało w dzień moich urodzin. Wierzysz mi?

Jasne, że wierzyłam.

Marta kilka razy rozpoczynała terapię. Przerywała, kiedy zbliżał się temat ojczyma, bo nie była gotowa się z nim zmierzyć. Twierdzi, że teraz już jest. – Nie jesteś. Bo wspomnienie przeszłości ciągle wrzuca cię w rolę krzywdzonego dziecka – stopuję ją. – To co mam zrobić? – Wstań z krzesła, stań mocno na ziemi, lekko ugnij kolana, zamknij oczy i poczuj moc swoich ud, bioder, brzucha.

Marta ma mocny brzuch i silne uda, bo od dziecka ćwiczyła lekkoatletykę. Zosia, pacjentka, która zgłosiła się w sprawie „niemocy” po przemocowym związku, nie cierpi swojego brzucha. Jej partner powtarzał, że „spasła się jak świnia”, kilka razy uderzył ją w brzuch, który po ciążach sama nazywa „sflaczałym”.

– Najgorszy był ostatni poród. Dziecko było duże i dwóch lekarzy dosłownie rzuciło mi się na brzuch. Od tamtej pory niewiele czuję od pępka w dół – opowiada.

Biedne te nasze brzuchy, biodra, uda. Bywa, że wiele muszą znosić, ale… „Nasze ciała są jak ziemia, która ma swój krajobraz zmieniający się pod wpływem zabudowywania, parcelowania, kopania i burzenia” – tłumaczy Clarissa Pinkola Estés w „Biegnącej z wilkami”. W historii o Kobiecie Motylu rytualny taniec, na którego pokaz ściągają do Meksyku podróżni z całego świata, wykonuje stara, gruba kobieta. Ma wielki brzuch, cienkie nogi, ciało naznaczone bliznami i rozstępami, szerokie biodra.

„Biodra są szerokie nie bez powodu – w nich mieści się miękko wyścielona kołyska dla nowego życia. Biodra kobiety są dźwignią dla ciała znajdującego się nad i pod nim; są bramą, miękką poduszką, podstawą miłości, schronieniem dla dzieci. Nogi muszą być silne, bo mają dobrze nieść, czasem popędzać, dźwigać w górę, są anillo – obręczą obejmującą kochanków. Natura chce, by ciało czuło, by miało kontakt z przyjemnością, sercem, duszą, dzikością” – wyjaśnia Estés.

Era kobiet bez brzucha

– Och, w naszych brzuchach jest tak wiele: ogień, seksualność, twórczość, energia życia – tłumaczy Ania Rogowska, psycholożka, terapeutka pracująca z ciałem, kobieta zwołująca kręgi, współzałożycielka Szkoły Wrażliwości. – A moc? – Jest moc, ale niekoniecznie rozumiana jako coś mocnego, bywa, że w brzuchu jest coś bardzo delikatnego, wrażliwego, można powiedzieć, że taka mała dziewczynka. Kobiecie trudno jest się spotkać z czymś tak delikatnym. Jedna moja pacjentka odkryła w swoim brzuchu ogień, który miał różne aspekty: był zimny, ale też gorący. Wystarczyło go poznać, zaufać mu, by łatwiej wyrażać siebie.

Zdaniem Ani kobieca moc nie zawsze musi być intensywna, dzika, dynamiczna. Jeśli jest subtelna, czuła – uczy wrażliwości i delikatności wobec siebie. Czucie siebie w ten sposób sprawia, że już nie można się zgadzać na wszystko czy wyrządzać sobie krzywd.

Ania mówi, że żyjemy w kulturze kobiet bez brzucha; „nie wypinaj się”, „wciągnij brzuch”, a przecież brzuch nawet bardzo szczupłej kobiety jest lekko wypukły. Chyba że kobieta żyje na wdechu, np. z lęku, że wypuszczenie powietrza oznacza deformację figury. Życie „na wciągniętym brzuchu” sprawia że nogi są słabe: drżące uda, sztywne kolana, niestabilne kostki. Kulisz się: szyję chowasz w ramiona, zamykasz klatkę piersiową, ręce nie mają odwagi ani sięgać, ani wyznaczać granic. Głos ci drży, każde „nie’’ więźnie w gardle. W twoim ciele „bez brzucha” nie ma mocy. Bez niej nie ruszysz do przodu, bo przeszłość będzie ściągać cię do tyłu. Bez niej nie rozliczysz się z przeszłością, bo będąc w tamtej roli – krzywdzonego dziecka czy krzywdzonej kobiety – nie zrobisz nic więcej, niż zrobiłaś wtedy.

Kiedy puścisz brzuch, poczujesz swoją moc, dogrzebiesz się i do ognia, i do wrażliwości, i do traum małej dziewczynki, która w przeszłości nie mogła się obronić, bo była dzieckiem.

Ja chcę czuć

– Niedawno przyszła do mnie kobieta, która nie mogła wyrazić samej siebie, nie czuła siebie – opowiada Ania Rogowska. – Okazało się, że blokada była właśnie w brzuchu. To był ogień, którego się bała. Po tym odkryciu kobieta zaczęła malować.

Zdaniem terapeutki pierwszym krokiem w procesie odkrywania mocy w brzuchu jest decyzja, że „ja chcę czuć”. To postanowienie, którego już nie da się odwrócić czy zignorować. Drugi krok to ciekawość, która daje odwagę do wyruszenia na spotkanie z brzuchem. Kolejny to wchodzenie w głąb, poczucie siebie od środka i słuchanie tego. To uczy zaufania. Brzuch staje się wtedy czułym narzędziem do nawigowania i portalem do kontaktowania się z różnymi siłami.

– A co z lękiem? – pytam, wspominając te wszystkie dzielne i silne kobiety, które spotkałam na swojej drodze.

Aneta, pilotka samolotu, w wieku 35 lat przestała miesiączkować, a kiedy poprosiłam, żeby położyła dłoń na brzuchu, wybiegła z gabinetu, szlochając. Mirka od 13. roku życia cierpiała na zaburzenia odżywiania, w trakcie sesji oddechowej puściła brzuch, a kiedy jej ciało zaczęło drżeć, powiedziała, że się boi, bo nie wie, co się z nią dzieje.

– Lęk przed schodzeniem w głąb brzucha jest naszym sprzymierzeńcem, ponieważ wymaga niezwykłej uważności na to, czy ja naprawdę mogę już tam wejść, czy jestem gotowa – tłumaczy psycholożka. – Podpowiada, jakie powinny być spełnione warunki: bardzo bezpieczna przestrzeń, odpowiedni czas, wolne tempo. Nie można tego procesu popędzać, a przecież żyjemy w czasach, gdzie wszystko ma być szybciej.

Odkrycie kobiecej mocy wymaga odwagi dotknięcia tego, co boli, i czucia. Czasami łatwiej jest czuć to, co było kiedyś, a nie to, co jest teraz. Dlatego tak bardzo wrzuca nas w role z przeszłości. Bezpieczniej jest czuć rodowe cierpienia niż „tu i teraz”. Trudno jest przytrzymać się w tym: położyć się i czuć, nie robić nic, tylko być.

–Nie pomogą ci w tym żadne superwarsztaty, supermetody terapeutyczne czy superterapeuci, jeśli nie odkryjesz swojego świadomego „chcę”, nie poczujesz gotowości, granic, które możesz przekroczyć, tajemnic, które możesz ujawnić – tłumaczy Ania.

W kontakcie z brzuchem - ćwiczenie

  • Połóż jedną dłoń na brzuchu, a drugą na sercu.
  • Poczuj, czy to już ten czas, żeby posłuchać, co w tobie tu i teraz.
  • Pamiętaj, jeżeli nie będzie w tobie gotowości, żadna metoda nie pozwoli ci skontaktować się z prawdziwą mocą.
  • Jeśli naprawdę chcesz, brzuch cię poprowadzi; nie spiesz się, bądź uważna, delikatna, rób to z miłością.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet; www.terapiavia.com.

Zapraszamy do dzielenia się swoimi opowieściami o budzeniu mocy. Czekamy na listy od kobiet, które odkryły swoje własne metody pracy z mocą, również te, które pracują w tym temacie z innymi kobietami. Piszcie na adres sens@grupazwierciadlo.pl.

  1. Psychologia

Dla kogo jest psychoterapia online?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
We współczesnym świecie wiele osób przejawia różne zaburzenia psychologiczne, odczuwa symptomy depresyjne lub lękowe, a także przejawia fobie, smutek lub uzależnienia. W sytuacji, gdy w życiu pojawiają się poważne problemy, warto zgłosić się na psychoterapię. Obecnie jedną z popularniejszych form jest terapia online, która zapewnia wygodę, komfort i bezpieczeństwo.

Kim jest psychoterapeuta i czym różni się od psychologa?

Osoby poszukujące skutecznej terapii i rozwiązania swoich problemów, czasami zastanawiają się nad tym, czy udać się do psychologa, czy też do psychoterapeuty. Okazuje się, że zawody te mimo pewnych podobieństw, nie są ze sobą tożsame. Innymi słowy psycholog może, ale nie musi, być psychoterapeutą, natomiast psychoterapeuta niekoniecznie jest psychologiem. W praktyce psycholog to osoba, która ukończyła pięcioletnie jednolite studia magisterskie i może działać w zakresie różnych specjalizacji (na przykład psychologii klinicznej, biznesu, rozwojowej). Z kolei psychoterapeuta to osoba, która spełniła następujące warunki:
  • ukończyła studia wyższe, na przykład psychologię, psychiatrię, czy też pedagogikę,
  • ukończyła 4-letni kurs psychoterapii z dowolnego nurtu (na przykład humanistyczny, psychoanalityczny, poznawczo-behawioralny),
  • przeszła przez własną psychoterapię, aby uporać się z różnymi życiowymi doświadczeniami,
  • jest pod kontrolą superwizora, czyli osoby nadzorującej jej działania,
  • odbywa praktykę zawodową i zdobywa doświadczenie.
Psychoterapeuta po zakończeniu 4-letniego kursu otrzymuje specjalny certyfikat od Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Osoby, które cierpią na zaburzenia lękowe, depresję, zaburzenia osobowości, odżywiania lub inne tego typu, powinny zgłosić się do psychoterapeuty, a nie psychologa. To właśnie psychoterapeuta jest specjalistą zajmującym się terapią, natomiast psycholog może udzielić konsultacji.

Dla kogo jest psychoterapia?

Na psychoterapię może zgłosić się każda osoba, która czuje, że jej funkcjonowanie psychiczne pogorszyło się w ostatnim czasie lub po prostu już od dawna czuje się źle pod względem psychologicznym. Czasami obecne trudności wynikają z doświadczeń sprzed lat, na przykład z okresu adolescencji lub dzieciństwa, a czasami pewne zaburzenia spowodowane są niedawnymi wydarzeniami, nieprzyjemnymi doświadczeniami, a nawet traumami lub kryzysami. W praktyce więc psychoterapia jest odpowiednia dla wszystkich osób.

Czym charakteryzuje się psychoterapia online?

W ostatnich latach psychoterapia online staje się coraz popularniejsza. Jest to związane z jednej strony z pandemią, a z drugiej z szybkim rozwojem technologicznym. Taka forma psychoterapii różni się od tej stacjonarnej właściwie tylko miejscem odbywania - z psychoterapeutą można rozmawiać z własnego mieszkania, w bardzo komfortowych warunkach. Psychoterapeuci i psycholodzy online starają się pomóc klientowi w rozwiązaniu jego problemu lub zaburzenia. Taka forma oddziaływania jest tak samo efektywna jak pomoc stacjonarna. Psychoterapia online ma jednak dodatkowe zalety. Przede wszystkim klient nie musi tracić czasu, ani pieniędzy na dojazd, co doceniają przede wszystkim osoby z małych miejscowości, osoby niepełnosprawne. Dodatkowo jest to świetne rozwiązanie dla klientów, którzy mieszkają za granicą lub po prostu są zabiegani i nie mają na nic czasu. Psychoterapia online świetnie sprawdza się także w przypadku osób obłożnie chorych lub na kwarantannie, a także tych, które cierpią na różnego rodzaju fobie, uniemożliwiające wyjście z domu. Oczywiście pacjent zgłaszający się na psychoterapię w formie zdalnej musi mieć zapewniony stały dostęp do Internetu oraz wygodne miejsce, w którym jest w stanie rozmawiać swobodnie. Psychoterapia online jest bezpiecznym, komfortowym i świetnym rozwiązaniem i doskonale się sprawdza w wielu sytuacjach.

Kiedy warto zgłosić się do specjalisty na psychoterapię?

Na psychoterapię, także w formie online, warto się zgłosić w sytuacji, gdy pojawiają się następujące trudności:
  • smutek, obniżenie nastroju, stany depresyjne, brak motywacji do życia,
  • obniżona samoocena, poczucie niezadowolenie z samego siebie,
  • lęk, strach, napady lękowe,
  • fobie, urazy psychiczne,
  • traumy, kryzysy życiowe,
  • problemy w związku partnerskim, rodzicielskim,
  • zaburzenia odżywiania,
  • uzależnienia,
  • poczucie zagubienia w życiu.
Dodatkowo na psychoterapię może zostać skierowanym przez psychologa, psychiatrę, seksuologa, a także lekarzy różnych specjalności. Warto dodać, że przed pierwszą wizytą u psychoterapeuty, warto zdecydować się na bezpłatną konsultację, aby dobrać dla siebie odpowiedniego specjalistę, a także konkretny nurt psychoterapii.