1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Osobowość narcystyczna – 9 cech, po których rozpoznasz narcyza

Osobowość narcystyczna – 9 cech, po których rozpoznasz narcyza

Osobowość narcystyczną cechują między innymi krytycyzm i egoizm (Fot. iStock)
Osobowość narcystyczną cechują między innymi krytycyzm i egoizm (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
W nim łatwo można się zakochać. Najczęściej bowiem ma wdzięk oraz charyzmę, obdarzony jest talentami, odnosi sukcesy albo przynajmniej robi takie wrażenie. Zna sposoby, by zmanipulować i zdobyć zainteresowanie kobiety. Jak rozpoznać narcyza?

Narcyz to mężczyzna, w którym łatwo się zakochać. Najczęściej bowiem ma wdzięk oraz charyzmę, obdarzony jest talentami, odnosi sukcesy albo przynajmniej robi takie wrażenie. Facet narcyz zna sposoby, by zmanipulować i zdobyć zainteresowanie kobiety. Co to jest narcyzm oraz jak rozpoznać osobowość narcystyczną?

Narcyza cechuje krytycyzm i egoizm. Oraz brak szacunku do uczuć drugiego człowieka. Przy narcystycznym mężczyźnie źle się czujesz - spięta, zablokowana uczuciowo, zlekceważona, niepewna siebie. Jesteś atakowana nieprzewidywalnymi atakami złości, oburzenia i obojętności. Większość osób narcystycznych to zimni perfekcjoniści, odwołujący się do faktów, nie uczuć. Trudno do nich dotrzeć z tym, co się czuje. Potrafią obwiniać i wpędzać w poczucie niższości. Narcyz nie ma granic - ciebie traktuje jako przedłużenie siebie, służysz mu do tego, by zaspokajał swoje potrzeby. Ale nigdy go nie zadowolisz, jest bowiem jak czarna, zasysająca dziura. Osobowość narcystyczna potrzebuje podziwu, poklasku, dowodów oddania, a nawet poniżenia. Mężczyzna narcystyczny nie lubi słyszeć „nie”, lubi bezwzględnie dominować. Gdy czuje, że traci władzę znowu jest uroczy, obdarowujący miłymi gestami.

Wbrew pozorom narcyz wcale siebie nie kocha. (Fot. iStock) Wbrew pozorom narcyz wcale siebie nie kocha. (Fot. iStock)

Narcyz – cechy osobowości

Darlene Lancer, terapeutka małżeńska i rodzinna, wymienia za Amerykańskim Towarzystwem Psychiatrycznym 9 cech narcystycznych, które określają czym jest narcyzm.

1. Pretensjonalne poczucie własnej ważności, wyolbrzymianie osiągnięć i talentów. 2. Marzenia o: nieograniczonej władzy, sukcesie lub idealnej miłości. 3. Brak empatii dla uczuć i potrzeb innych osób. 4. Wymagania nadmiernego podziwu. 5. Uznanie dla prestiżu. 6. Roszczeniowość wobec swoich życzeń. 7. Wykorzystywanie innych dla osiągnięcia swoich celów. 8. Zazdrości innym lub uważa, że oni są o niego zazdrośni. 9. Arogancja. I choć wydaje się, że narcyz kocha tylko siebie, to nie jest prawda. Za perfekcjonizmem i arogancją osoby z osobowością narcystyczną kryje się wstręt do siebie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Toksyczny facet. Dlaczego łapiemy się na jego sztuczki?

Toksyczni kochankowie dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. (Fot. iStock)
Toksyczni kochankowie dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Czarujący, przystojni, pociągający. Dużo obiecują, niewiele dają, często świadomie krzywdzą. Dlaczego więc łapiemy się na ich lep? Psychoterapeutka Katarzyna Miller przedstawia typologię najbardziej toksycznych partnerów i wyjaśnia, czym różnią się od tych dobrych, normalnych, ale niecieszących się takim powodzeniem.

Niejedna z nas zna ten scenariusz: toksyczny facet, który zmienia relację w toksyczny związek. Jak go rozpoznać? Jest czarujący, przystojny, pociągający. Dużo obiecuje, niewiele daje, często świadomie krzywdzi. Dlaczego więc łapiemy się na jego lep? Psychoterapeutka Katarzyna Miller przedstawia typologię najbardziej toksycznych partnerów i wyjaśnia, czym różnią się od tych dobrych, normalnych, ale niecieszących się takim powodzeniem. Pomaga zrozumieć, kiedy i dlaczego facet jest toksyczny oraz jakie są jego cechy.

W swojej książce „Instrukcja obsługi faceta” razem z Suzan Giżyńską odpowiadacie na wiele pytań kobiet. Mnie najbardziej zaintrygowało jedno: „Jak się czuje kobieta w związku z dobrym facetem?”. No i zobacz, jakie to wzruszające i smutne pytanie. Dziewczyna, która je zadaje, myśli, że może jest jakiś przepis, którego ona nie zna. A dlaczego tak myśli? Bo nie miała szansy ani popróbować, ani porozmawiać o tym z kimkolwiek. Oczywiście koleżanki w szkole gadają o facetach, ale ponieważ przeważnie mają ten sam poziom doświadczeń, więc to gadanie niewiele wnosi, nie mają się od kogo dowiedzieć, co powinno się robić, jak powinno się czuć. No, chyba że któraś wcześniej się całowała albo poszła z facetem do łóżka. To teraz ona strasznie dużo wie. Ale co ona tak naprawdę wie? Najwyżej może powiedzieć, jak jej było, jeśli w ogóle umie to nazwać. I nie przyzna się pewnie, że była rozczarowana, bo inne nie będą jej już tak zazdrościć. A nawet jeśli powie, że to nie jest taka bajka, jak innym się wydaje, to usłyszy: „No coś ty?! Czyli nie warto?”. I może nawet sama takie wnioski wyciągnie.

Dziś już na szczęście jest większe przyzwolenie na to, by mówić, że bywa też niedobrze. Że są mężczyźni, którzy krzywdzą. Psychopaci, socjopaci, sadyści, narcyzy, maminsynki - po prostu toksyczny mężczyzna. Jakiegoś pominęłam? Nie, nie, bardzo dobrze wymieniasz…

Co ich odróżnia od tzw. normalnych partnerów? W sumie te wszystkie typy są w jakimś sensie normalne. I występują w przyrodzie dość często. Czyli normalne w znaczeniu: powszechne.

A jak odróżnić normalnego od powszechnego, ale jednak toksycznego? W książce piszesz, że przeważnie najpierw trzeba się na takim przejechać, żeby nauczyć się go na przyszłość rozpoznawać. Ale też trzeba chcieć się tego nauczyć, umieć korzystać z życiowego doświadczenia. Może się zdarzyć, że dziewczyna jest tak uszkodzona, że za każdym razem daje się złapać na tych kilka dobrych słów. A potem, gdy facet zacznie ją maltretować psychicznie i, nie daj Boże, fizycznie, to jest za późno, bo już się dała wciągnąć. Oczywiście nigdy nie powinno być za późno, żeby się uratować, ale bywa różnie. Kiedy mówię o nabraniu doświadczenia, mam na myśli taką refleksję, że jeśli ten chłopak zachowuje się podobnie do poprzedniego, to wysnuwasz wniosek, że coś ich łączy. Zwykle chodzi o to, jak oni zachowują się potem. Bo na początku każdy ci powie „ach, och” i obieca, czego to ci nie zrobi dobrego. I czekasz, i czekasz na to, co obiecał.

Te wszystkie „typy“ albo „typki“ podświadomie wyczuwają, na jakie słowa jesteśmy najbardziej łase? Oczywiście, bo oni wszyscy, a zwłaszcza narcyzy i maminsynki, są zepsuci przez matki. Świetnie się orientują, na co mamusia najbardziej się nabierze, i ćwiczą to już od małego. Jak taki synek wraca późno do domu, a mamusia jest zła, to robi piękne oczy i mówi: „Ale ja nie mogę patrzeć, kiedy tobie jest przykro“. I ona od razu topnieje niczym masło: „Ale ten mój synek mnie kocha“. Oni wiedzą, jak babkę zbajerować.

A my, z naszymi dziurami emocjonalnymi, niezapełnionymi w dzieciństwie, jesteśmy dla nich łatwą zdobyczą. Mało tego, silnie reagujemy na takie właśnie typy, bo są podobne do naszych wczesnych oprawców, że użyję tak mocnego słowa, czyli rodziców. Przy nich czujemy się jak w domu, jak u siebie. Rozumiesz? Dziewczyna, która nie była szczęśliwa, czuje się normalnie, kiedy jest nieszczęśliwa. Ona nie wie, co to znaczy być szczęśliwą. Ona wie, co znaczy pragnąć, wyobrażać sobie. Ale to, co ona sobie wyobraża, zwykle jest nierealne. Trzeba by jej na przykład wytłumaczyć, że chłopak, który z nią idzie na spacer i który czasem coś mówi, a czasem milczy, czasem jest wesoły, a czasem niepewny – jest właśnie fajny i normalny. Bo nikogo nie udaje. No a jakie ona ma wrażenie? Że dziwny, bo jej ciągle nie zabawia. Za to taki, który umie się wokół niej zakręcić, zabawia świetnie, tyle tylko że kilka panienek naraz, a potem znika. Bo jego kręci zabawianie kolejnych, a ona jest już ugotowana. Klasyczny lowelas, taki fircyk w zalotach – działa głównie na uszy. Powie dokładnie to, co chcemy usłyszeć, obieca wszystko. Ma to oczywiście swój urok, bo przyjemnie jest słyszeć miłe rzeczy o sobie. A jeszcze jak facet umie cię rozśmieszyć... Najlepiej mieć takiego, co to potrafi cię rozśmieszyć, ale też jak obiecuje, że przyjdzie, to przychodzi. A nie najpierw pozabawia, a potem znika jak kamfora. I kiedy ona pyta, co się stało, on odpowiada, że był strasznie zajęty. „No tak, był zajęty” – myśli ona, zamiast uświadomić sobie, że tak naprawdę on ma ją w dupie. I może nawet za miesiąc umówi się z nią i przyjdzie, ale pewnie dlatego, że żadna inna panienka z tych, które teraz bajeruje, nie będzie miała dla niego czasu. Mówię teraz dość okrutne rzeczy, ale może warto ich posłuchać, by nie cierpieć bardziej. Jest taka świetna książka „Nie zależy mu na tobie” Grega Behrendta i Liz Tuccillo, która pozwala uświadomić wszystkim babkom, że nie spotyka ich nic innego jak to, co spotyka też inne kobiety.

Spróbujmy w kilku słowach określić symptomy, na które warto zwrócić uwagę, żeby zdefiniować swój związek jako toksyczny? Toksyczny facet - zacznijmy od maminsynka. Czym się różni od mężczyzny, który ma dobre relacje ze swoją matką? Na przykład tym, że fajny facet, jeśli zobaczy, że matka jest niezbyt sympatyczna wobec jego dziewczyny czy, nie daj Boże, stałej partnerki, to zawsze weźmie stronę partnerki. Powie: „Przepraszam cię, mamo, ale to jest moja kobieta. Nie musisz jej kochać jak córki, ale powinnaś chociaż szanować“. Najgorzej jeśli facet nie tylko nie staje w twojej obronie, ale się wycofuje, mówiąc: „To wy sobie to między sobą załatwcie” albo wręcz: „Przeproś mamę, wiesz, jaka ona jest wrażliwa”. Maminsynek nie naraża się mamusi i nigdy się jej nie stawia. Przykre to bardzo, ale mamusie nie wychowują odważnych mężczyzn. To znaczy te, które wychowują maminsynków. One nie mogą uczyć ich odwagi, bo wtedy oni będą się im stawiać. Taki maminsynek dla świętego spokoju będzie też ulegał żonie. Ale po cichu zrobi swoje. Będzie zwodził, obiecywał…

A po wszystkim ładnie przeprosi i zamruga oczkami. Ależ jak on zamruga! Tak zamruga, jak rzadko kto. I ona przez lata będzie się nabierała na te jego oczka, aż dotrze do niej, że tylko oczka tak naprawdę od niego dostaje.

Bywają teściowe, które ciągle czegoś chcą: a to trzeba im coś naprawić, a to są chore. Gdzie leży ta granica, kiedy jest to za częste? Trzeba powiedzieć, że wiele dziewczyn kompletnie nie wie, gdzie leży ta granica. Gdzie jest współczucie, bliskość, serdeczność. Bo same tego nie zaznały. Ale jeśli jego matka jest serdeczna wobec ciebie, zwykle to czujesz i mówisz wtedy: „Jedź do mamy” albo „Chodź, razem pojedziemy”.

Jak się czuje partnerka maminsynka? A do dupy (śmiech). Czuje się, jakby miała w domu dziecko. Do tego kompletnie bezradne. Bo on zwykle nie wie, co w takiej sytuacji zrobić, chce z nią być, ale jakże ma ugryźć dłoń, która przez lata go karmiła?

I wszystko jest na jej głowie? Oczywiście. No, chyba że tego wszystkiego nie weźmie. No ale jak chce się popisać przed teściową, że jest świetną żoną, to weźmie. Tylko że jeśli naprawdę ma do czynienia z matką maminsynka, to ona i tak nie da się przekonać, bo swoje wie. Baba zabrała jej dziecko i koniec.

Czy opór wobec matki i więzi, która łączy ją z synem, może zmienić maminsynka? Moja pierwsza teściowa potrafiła zadzwonić do mnie rano z pytaniem, czy Pawełek zjadł śniadanie. Z tym że ona była dla mnie bardzo miła i ją lubiłam, ale te telefony i matkowanie dorosłemu facetowi było dla mnie bardzo przesadzone i śmieszne. Kiedy przynosiła mu kanapki, to pytałam, czemu mu nie pogryzła, bo miałby jeszcze łatwiej. Polecam książkę „Mężczyzna pozwala kochać. Głód kobiety” Wilfrieda Wiecka. Napisana przez maminsynka, który przeszedł metamorfozę. Dzięki drugiej żonie, która była mądrą kobietą, bardzo wyraźnie stawiającą granice i jak sam pisze – bezwzględną. Dokładnie wiedział, czego ona chce, co jej się podoba, a co nie. I to go uratowało, ona go uratowała. Niektóre feministki powiedzą teraz: „Czyli znów cała robota spada na nas”. No a kto jak nie my ma to zrobić? Ja tam się bardzo dobrze czuję z tym, że jestem mądrą kobietą, oczywiście wolałabym, żeby mój facet też był mądrym facetem, ale skoro tak nie jest, to co mam zrobić?

Ale umówmy się: rzadko się zdarza, żeby spotkało się dwoje zdrowych, dorosłych i mądrych ludzi. Choć się zdarza. Tacy ludzie pochodzą ze zdrowych, ciepłych domów, w których drugiego się szanuje i kocha. Nie ma zbyt wielu takich domów. Czasem trafi się, że jedna osoba jest mądrzejsza i może podciągnąć drugą do swojego poziomu, jeśli ta ma wystarczająco dużo zasobów i motywacji. Ale większość to pogubieni w lesie Jaś i Małgosia.

Czyli toksyczny facet - maminsynek może się zmienić? Może, czasem sam bywa zmęczony dotychczasowym układem sił i pragnie tej zmiany. Mój mąż na przykład podziękował mi, że go uwolniłam od matki. Choć jakoś specjalnie na tym się nie skupiałam, po prostu jasno wyznaczałam granice jemu i jego mamie. Grałam z nią w antygrę. Polega to na tym, że idziesz za tym, co ona pozornie pokazuje. Na przykład teściowa szykowała dla nas stół tylko z dwoma nakryciami, a na pytanie: „No a ty z nami nie zjesz?“, odpowiadała, że nie, skąd, już się najadła, nie chce przeszkadzać. Wiele razy próbowałam ją nakłaniać do zmiany zdania, zapraszać, ale kiedy zobaczyłam, że to nie działa, powiedziałam: „Jeżeli nie chcesz przeszkadzać, to może idź do kuchni…”, i natychmiast usiadła z nami do stołu. Ludzie zwykle mówią: „O, ty to ostra jesteś”. Nie, ja po prostu wyciągam wnioski. Od dziecka czułam, że jeśli się o coś sama nie postaram, to prawdopodobnie nie będę tego miała. Bo dorosłych nie interesuje, czego chcą dzieci. Ich interesuje to, czego oni chcą od dzieci. Tylko przy niani mogłam być w pełni sobą.

Każdy chyba marzy o kimś, przy kim może być sobą. I nie musieć się starać. To pieprzone wieczne staranie się!

A ile się trzeba nastarać, by być z narcyzem... Narcyz to też toksyczny mężczyzna. Jest tak zajęty sobą, że nawet nie zwróci uwagi na to twoje staranie się. Jeśli go podziwiasz, to jeszcze jesteś potrzebna. A kiedy zaczynasz się zajmować sobą, następuje śmiertelna obraza i dostajesz po łapkach.

Ale na początku potrafi być uroczy i uwodzący? On nie uwodzi, a jedynie pokazuje: „Zobacz, kogo możesz mieć, jakiej dostąpić wspaniałości“. Jak w tym żarcie. Dziewczyna jest z chłopakiem na pierwszej randce i w pewnym momencie mówi: „Słuchaj, mam wrażenie, że ciągle mówisz o sobie“. On na to: „Przepraszam, zmieńmy temat i porozmawiajmy o tobie. Co o mnie myślisz?“.

No ale dlaczego dziewczyny i kobiety na to idą? Misiu, one się zwyczajnie łapią na wszystko. WSZYSTKO. Byle je ktoś chciał. Byle im się wydawało, że je chce. I zrobią dużo, żeby nie zobaczyć, jak on je chce, za jaką cenę je chce – cenę, którą one zapłacą. Co nie znaczy, że mężczyźni nie płacą ceny. Są przecież babki, które świetnie wiedzą, na co faceta rwać i czego od niego chcieć. Jeśli były od dziecka śliczne, wdzięczne i słodkie, to są wyedukowane w kwestii tego, co mogą w ten sposób zdziałać. Część traktuje więc seks bardzo instrumentalnie, a część bardzo go unika. Co może, ale nie musi znaczyć, że były też molestowane. A to są za trudne tematy, by je teraz w kilku zdaniach streścić. Dla osób, które tego nie doświadczyły, mogą być w ogóle niezrozumiałe. Ale ludzie wielu rzeczy nie rozumieją. Na przykład tego, jak można tkwić latami w toksycznym związku, gdzie jest facet, który obraża kobietę

W książce podajesz przykład dwóch myszek wrzuconych do beczki z wodą. Pierwsza męczy się, męczy, aż się utopi. Druga też się męczy, ale co jakiś czas dostaje patyczek, którego może się na chwilę uchwycić... ...i dostaje go bardzo nieregularnie. Raz po pięciu minutach, a raz po miesiącu. I ona ten miesiąc wytrzyma. Będzie się męczyć, ale wytrzyma. Przekładając to na związek: jeden facet zawodzi stale, umawia się i nie przychodzi. Ona się z nim pomęczy chwilę, ale ostatecznie odejdzie. Drugi facet najpierw umówi się z nią kilka razy i będzie przeuroczy, będzie ją bawił, komplementował i na koniec rzuci, że w sobotę zadzwoni. Ona czeka na darmo, wreszcie daje sobie z nim spokój. Aż tu nagle on znów dzwoni i obsypuje komplementami, kwiatami. I ona się cieszy: „Ach, jak cudownie, że się w końcu odezwał“. Nie dotrze do niej, że ją zawiódł i jeszcze nieraz zawiedzie. Nie mówię, że ona musi od razu go skreślać, może z nim co jakiś czas wyjść, nawet iść do łóżka, pod warunkiem że wie, że do poważnego związku on się nie nadaje, bo to toksyczny facet. Ja w ogóle zachęcam dziewczyny, żeby spotykały się z wieloma facetami, niekoniecznie z nimi jednocześnie sypiały, ale chodziły na randki, do kina, do knajpy. Żeby tak się strasznie nie nastawiały na tego jedynego, co ma im do końca życia wystarczyć i poza którym świata mają nie widzieć. I jeszcze się starać, żeby się nimi nie znudził.

Wracając do naszych typów, z tego, co mówisz, narcyz niewiele różni się od maminsynka. Bo znów wszystko jest na twojej głowie. I nie jesteś ważna. Choć dla maminsynka możesz być ważna, zwłaszcza gdy mamusi zabraknie, dla narcyza – nigdy. Dla niego ludzie nie są ludźmi, tylko cieniami. Jesteś najwyżej jego poduszeczką, wózeczkiem, na którym on jeździ.

Strasznie smutne musi być życie takiego narcyza. Owszem, ale ponieważ on jest bardzo zajęty sobą, a jeszcze może być do tego inteligentny, ładny i odnosić sukcesy, to w taki sposób tego nie odczuwa. Choć może być bardzo nieszczęśliwy, jeśli się nim nie będą zachwycać. Może wręcz znienawidzić ludzi.

Czyli jest jednak zależny od tych cieni. Ależ oczywiście, i to bardzo. Jeśli sama jesteś narcyzką i wspólnie dbacie o swój wizerunek, może wam być razem bardzo dobrze… Co się dziwisz? Nie widziałaś takich par, dwojga zapatrzonych w siebie narcyzów? A bo to wszystkie dziewczyny są normalne? One są tak samo pokrzywione jak faceci. Też bywają córeczkami tatusia lub mamusi, narcyzkami, egocentryczkami, psychopatkami... Jest oczywiście jakaś pula względnie normalnych i względnie zdrowych dziewczyn, tak jak i mężczyzn.

Przyznam, jest w tym jakaś sprawiedliwość, jak narcyz trafia na narcyzkę, a psychopata na psychopatkę. Tylko wtedy oboje muszą się ustawić w tym samym kierunku. On będzie prezydentem, a ona panią prezydentową, jak w „House of Cards“. I tak dochodzimy do kolejnego typu: toksyczny mężczyzna - psychopata i bardzo podobny do niego charakterologicznie socjopata. Na tle innych wyróżnia ich to, że nie znają uczuć wyższych. Z tym, że socjopatia to coś, co zostało wykształcone w trakcie wychowania lub raczej jego braku, a psychopatia to, jak wskazują badania, cecha, którą się ma już od urodzenia.

Czym pociąga toksyczny mężczyzna - psychopata? On wie, czego chce i jak ma to dostać. Postrzega innych ludzi, inaczej niż narcyz, jako tych, od których można dostać wszystko, co tylko się chce. Pod warunkiem, że się ich dobrze zażyje. A on świetnie wie, jak ich zażyć, bo psychopaci to często bardzo inteligentne osoby. Psychopaty nic nie boli, więc nie bardzo przejmuje się bólem innych. Dlatego może cię zwyczajnie wykorzystać. Ma władzę nad tobą i się nią upaja.

Umie być uroczy? Kupić kwiaty, recytować wiersze? Na początku tak. Potem odbierze sobie to, co zainwestował, i to w trójnasób. Jego nie da się zreformować, narcyza zresztą też. Przy narcyzie możesz tkwić, pod warunkiem że za bardzo cię nie niszczy i masz z nim jakieś wspólne cele, a razem łatwiej będzie wam je zrealizować. Natomiast psychopata cię zeżre. I powie jeszcze, że mało albo że byłaś żylasta.

Przy psychopacie czujesz się... ...jak ścierka. On jest właśnie tym, co daje te patyczki.

W książce piszesz: „w związku z psychopatą kobieta próbuje być idealna, cały czas pokazać się z dobrej strony, nie mówi, że czegoś nie zrobi czy nie ma na to ochoty, bo boi się jego reakcji“. Bo wtedy on huknie albo fuknie, albo złośliwie powie: „Nie no, ja myślałem, że ty jesteś wrażliwsza”. I jeśli ona nie jest pewna siebie, to strasznie się tym przejmie. Na dodatek często odcina ją od znajomych i przyjaciół, bo mu się nie podobają lub nie lubi, jak ona spędza bez niego zbyt dużo czasu, a tak naprawdę chce mieć nad nią kontrolę. Już on zadba o to, żeby być całym jej światem, a potem nie będzie miała komu się pożalić. W związku z psychopatą charakterystyczne jest też wieczne poczucie winy i przekonanie, że to z tobą jest coś nie w porządku. W takiej relacji kobieta traci swój blask, więdnie. Ile znasz pięknych kobiet, które przy mężusiu ledwo nogami powłóczą? On rośnie w siłę i muskulaturę, a one marnieją, tak jakby wysysał z nich życiową energię. I zostają tylko odruchy: wstać, uprać, kupić, ugotować, odwieźć dzieci, wyprasować mu koszulę.

Może zatem jeśli ktoś mówi ci, że więdniesz w tym związku – posłuchaj go i zastanów się, czy nie jesteś z kimś, kto cię niszczy. Oczywiście taka kobieta, żeby uratować iluzję, w której żyje, może sobie powiedzieć: „Mówi tak, bo mi zazdrości“, może też tak powiedzieć jej partner: „Nie słuchaj koleżanek, popatrz, jak na mnie lecą, przecież ja w każdej chwili mógłbym zamienić cię na każdą z nich” i ona czuje, że to prawda. Bo ani w szkole, ani w domu nikt nie zaszczepił jej nawyku myślenia o sobie ani dbania o siebie. Ma być zwierzątkiem, które jest na usługi.

A jaki jest ten normalny, nietoksyczny partner? Przede wszystkim jest wystarczająco miły, spokojny, zapobiegliwy, inteligentny i pracowity. Żaden heros czy George Clooney. Po prostu zwykły Grzesiek albo pan Czesiek.

A ty przy nim czujesz się jaka? W porządku, zwyczajna. Dobry związek to taki, w którym czujesz się normalnie, przeciętnie. Nie jesteś księżną Monako. I z tym najtrudniej się pogodzić. Że nie zabrał cię do Paryża i nie obsypał różami z helikoptera. Dlaczego babom tak się Grey podobał? Bo był przystojny i nieziemsko bogaty. A ona czuła się przy nim zawsze wyjątkowo.

To pragnienie wyjątkowości pcha nas tak w ramiona toksycznych kochanków? Samo pragnienie nie jest takie szkodliwe, tyle tylko że nie można czuć się wyjątkowo cały czas. Fajnie, jak mamy to od święta i umiemy się wtedy tym nakarmić, by starczyło też na ten czas, kiedy czujemy się zwyczajnie. A zwyczajnie znaczy bezpiecznie, normalnie, spokojnie, średnio, po prostu dobrze. Dużo ludzi nie zna tego stanu w ogóle, a te kobiety, które znają chaos uczuciowy lub lęk, nawet nie wiedzą, jak w nim można chcieć być, bo to dla nich nudne. Na szczęście można się tego nauczyć.

Jak rozpoznać, czy jesteś w dobrym, a nie toksycznym związku?

  • czujesz się psychicznie bezpieczna, co nie oznacza, że jesteś szczęśliwa 24 godziny na dobę, że nie ma kłótni i momentów samotności, tylko że ogólnie odczuwasz przy partnerze bezpieczeństwo emocjonalne;
  • możesz pokazywać swoje emocje, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, możesz mówić prawdę, nawet jeśli jest ona dla partnera niemiła, nie boisz się, że go stracisz, umiesz się przed nim pokazać taka, jaka jesteś;
  •  czujesz się wartościowa, oczywiście czasami popełniasz błędy i nie jesteś idealna, ale twój rdzeń – poczucie bycia ważną – się nie zmienia;
  •  wasza relacja jest stabilna, nie chodzi o to, że zawsze odczuwacie fascynację, zazwyczaj jest „średnio“ z ewentualnymi romantycznymi momentami, ale na pewno nie ma w waszym związku skrajności;
  •  umiecie rozmawiać o kryzysach i przyznać się, jeśli coś się wypaliło, nie lubicie zadawać sobie bólu i się niszczyć, a kiedy uznacie, że związek nie czyni was szczęśliwymi, umiecie rozstać się po koleżeńsku;
  •  masz swoją wolność: możesz wychodzić z koleżankami, możesz zostawić z nim dzieci i spędzić czas tylko we własnym towarzystwie, pozwalasz też partnerowi na kontakty z innymi ludźmi i rozumiesz, że on także musi czasem samotnie spędzić czas, ludzie często i chętnie do was przychodzą, bo dobrze się czują w waszym towarzystwie;
  •  w waszym domu jest dobrze z finansami, nie chodzi o luksus, ale o to, że nikt nikogo nie utrzymuje, każdy ma własne pieniądze, lub macie je wspólne i od czasu do czasu robicie sobie jakieś miłe prezenty;
  •  masz ochotę dbać o siebie, czasem założyć szpilki, pomalować na czerwono usta, czujesz się lekko i dobrze także fizycznie;
  •   związek jest tylko częścią twojego życia, nawet jeśli najważniejszą.
Toksyczny mężczyzna to niestety pułapka, z której trudno się uwolnić. Tacy partnerzy tylko z pozoru wydają się idealni, w rzeczywistości jednak niszczą psychicznie i emocjonalnie, wypalają od środka. Powyżej Katarzyna Miller pomogła znaleźć odpowiedź na to, kiedy i dlaczego facet jest toksyczny oraz jak go rozpoznać, ale żeby zerwać taką relację, kobieta musi znaleźć na to siłę – choćby i z pomocą psychoterapeuty, przyjaciół czy rodziny.

Źródło: Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska, „Instrukcja obsługi faceta”, Wydawnictwo Zwierciadło 2017

 

  1. Psychologia

Jak poradzić sobie z narcyzem, czyli co na temat narcystycznych osobowości mówi Katarzyna Miller

Czy można wychować do narcyzmu? Tak, jeśli się nie wymaga, nie stawia granic, nie uczy odpowiedzialności, zachwyca dzieckiem bez powodu. (fot. iStock)
Czy można wychować do narcyzmu? Tak, jeśli się nie wymaga, nie stawia granic, nie uczy odpowiedzialności, zachwyca dzieckiem bez powodu. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Jest taki dowcip. Na randce dziewczyna mówi do faceta: "Wiesz co, od dwóch godzin rozmawiamy i ty wciąż mówisz o sobie. Może dla odmiany pomówimy o mnie". Na co on: "Oczywiście. Powiedz mi, czy ci się podobam". On oddaje specyfikę związku z narcyzem.

A jednak kobiety, które nie są przyzwyczajone do tego, że mogą być ważne, często są narcyzem zachwycone. Taki mężczyzna ma prezencję, kasę, pozycję i najczęściej pracuje w show-biznesie, jest więc uwielbiany. Wiele obiecuje, ale nic nie daje. Przed narcyzem należy uciekać. Jednak dużo młodych dziewczyn, które nudzą się tym, że ktoś jest dla nich dobry, pociąga to, że nigdy nie można narcyza zdobyć.

Narcyzm to zaburzenie osobowości, a współczesna kultura, niestety, w dużym stopniu tworzy je i lansuje. Dzięki postępowi psychoterapii i psychologii doceniliśmy indywidualizm. Nawołujemy do rozwoju, asertywności, skupienia na sobie, mamy wręcz obowiązek zająć się sobą. Niestety, część ludzi sprowadza to do jednego nakazu - myśl tylko o sobie. To strywializowanie, wręcz wypaczenie tego przekazu. Nie uświadczysz już pracy nad sobą, bo ma być fajnie. Narcyzm potęguje również powszechny kult urody. Kiedyś wiadomo było, że ona przeminie, a zastąpi ją dojrzałość, doświadczenie. Dziś robimy wszystko, żeby uroda trwała, mało tego, staramy się, by ci, którym jej brakuje, stali się urodziwi. Masz być nie coraz mądrzejsza, tylko coraz młodsza i ładniejsza. To, że ktoś jest udany fizycznie, często zwalnia z wielu obowiązków, a swój udział mają w tym media. Uważa się, że każda piękna osoba powinna być pokazywana tak, jakby uroda sprawiała, że jest kimś szczególnym. Pozór staje się najważniejszy.

W latach 90. furorę zrobiła genialna książka Karen Horney "Neurotyczna osobowość naszych czasów", niemal wszystkich podejrzewano o neurotyzm. Dziś panuje narcystyczna osobowość naszych czasów. A przy narcyzie neurotyk to jest prawie całkiem zdrowa i społeczna jednostka. Neurotyk się strasznie przejmuje. Zastanawia się czy spełnia oczekiwania innych, ale przede wszystkim, czy jest wystarczająco kochany. Ważni są dla niego ludzie i relacje, np. czy jest dla kogoś wystarczająco ważny. Charakteryzuje go rodzaj nadwrażliwości i przynależność do społeczności. To podstawowa różnica między nim a narcyzem, bo ten ostatni społeczności nie widzi, nie czuje, ludzie są dla niego nieważni, a ich oceny istotne o tyle, o ile jest z nimi związany jakiś zysk. Inni mają narcyzowi służyć lub się do niego dostosować. Osoba narcystyczna chce być najważniejsza, podziwiana, wręcz ma poczucie, że taka jest, a jednocześnie brakuje jej empatii. Dla narcyza inni to są cienie, nie potrafi przyjąć ich perspektywy. Wymaga specjalnych praw: "Ja mogę, ale inni nie". Często krytykuje zachowania, które sam przejawia. Można by pomyśleć, że to nieszczęśliwa, samotna osoba, podczas gdy on czasem zakłada rodzinę. Piękny dom z piękną żoną lub mężem może być częścią wizji, która potwierdza jego wartość. Choć w tym związku nie będzie więzi i bliskości.

Czy można wychować do narcyzmu? Tak, jeśli się nie wymaga, nie stawia granic, nie uczy odpowiedzialności, zachwyca dzieckiem bez powodu. Gdy mamusia uwielbiała, a jednocześnie najchętniej by zżarła, dziecko musi się przed nią bronić. Na ogół ucieka, czyli w konsekwencji w dorosłym życiu ucieka przed związkiem, przed ludźmi, bliskością, wymaganiami. Można tu mówić o "kulcie dziecka". Niebezpieczne jest zresztą zarówno nadmierne chwalenie, jak i poniżanie, podkreślanie niedostatków lub wymaganie doskonałości. Właściwie wychowane dziecko potrafi przekroczyć fazę zainteresowania sobą samym, zauważyć swą odrębność i obecność innych. Dziecko nadmiernie zadufane w sobie lub nadmiernie poniżane, cierpiące nie widzi innych, zostaje tylko przy sobie.

Wielka sława i wielkie pieniądze, które przychodzą na osobę nieukształtowaną, muszą ją zniszczyć i pchnąć w stronę narcyzmu, ponieważ zaczyna wierzyć, że jest wyjątkowa, że jej się z tego tytułu wszystko należy, jak ktoś nie daje, to won. Taka osoba ma dwór, a więc nie ma bliskich, tworzą go ludzie, którzy chcą coś zyskać. Bez wstydu powiedzą każde pochlebstwo, a narcyz właśnie się tym karmi.

Jeżeli ktoś jest przeżarty narcyzmem, trudno go zmienić, bo dla takiej osoby nie ma sankcji. Dla neurotyka tą sankcją jest odrzucenie, ponieważ on się boi, że ktoś go nie zechce, że się wyda, jaki on jest niefajny, że ludzie się odwrócą. Narcyz się tym nie przejmie, powie: "To ty jesteś do dupy", choć to wcale nie znaczy że on się szczególnie ceni. Bo narcyz nie tylko nie szanuje innych, ale także siebie. Charakteryzuje go rozmazane poczucie tożsamości. Żyje fantazjami na swój temat, tworzy mity w rodzaju "my przeciwko światu" albo "tylko my jesteśmy wyjątkowi". Jeśli ktoś nie podziela tego przekonania, to znaczy, ze nie jest wyjątkowy, bo przecież narcyza mogą zrozumieć tylko wyjątkowe osoby.

Więcej na temat dojrzałości, samotności, wolności i tego, jak poradzić sobie ze zdradą znajdziecie w książce "Życie od A do Z" Katarzyny Miller i Dariusza Janiszewskiego, Wydawnictwo Zwierciadło.

  1. Psychologia

Bezinteresowna dobroć wywołuje poczucie spełnienia - podziel się sobą

Szczodrość i szczęście wzajemnie wywołują się i wzmacniają, odzwierciedlając naszą najgłębszą istotę. Dlatego właśnie, gdy dajemy 
 z serca, wydaje nam się to tak naturalne. (Fot. iStock)
Szczodrość i szczęście wzajemnie wywołują się i wzmacniają, odzwierciedlając naszą najgłębszą istotę. Dlatego właśnie, gdy dajemy z serca, wydaje nam się to tak naturalne. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Czy w czasach kryzysu można być szczodrym? Można, gdyż najważniejsze przejawy szczodrości są niematerialne.

Rozmowy o szczodrości są ogromnie pouczające. Jak ją rozumiemy? Jakiej szczodrości doświadczyliśmy i doświadczamy od ludzi? Czym my się dzielimy? Jakich ludzi uważamy za szczodrych? Czy ktoś może w ten sposób powiedzieć o nas? Hojność rozumiemy najczęściej jako dzielenie się dobrami materialnymi, szczodrość – niematerialnymi. Próbowałam rozmawiać i o szczodrości, i o hojności, jednak rozmowy zawsze schodziły na dzielenie się… sobą. Źródeł szczodrości upatrujemy najczęściej w otwartym byciu z drugą osobą. To tak, jakby było w nas pęknięcie – z jednej strony chcielibyśmy doświadczać od ludzi hojności materialnej, z drugiej – najbardziej cenimy te subtelne, niematerialne dowody wsparcia, troski i miłości. W naszym chaotycznym świecie, w tych niełatwych czasach to jest odkrycie naprawdę budujące – kryzys może pozbawić nas części dochodów, obniżyć standard życia, ale przecież nie odbiera nam wewnętrznej szczodrości, którą – jak się okazuje – cenimy najbardziej. Możemy więc zbudować nowy świat na czymś, co nic nie kosztuje. Szczodrością dysponujemy wszyscy. Nie traci na giełdzie, nie dewaluuje się i nie ulega przecenie, nie kruszy się i nie rdzewieje, nie trzeba jej strzec. Nikt nie może jej ukraść, jest wolna i bezpieczna.

Znana piosenkarka Eleni powiedziała mi kiedyś, że nigdy nie czuje się tak spełniona i spokojna jak wówczas, gdy dzieli się sobą, swoją twórczością i pieniędzmi z innymi: „Skoro tak, to o cóż innego mogłoby w życiu chodzić?”. A jednak doświadczenie uczy, że nie zawsze czujemy się dobrze, dając coś innym albo przyjmując czyjąś hojność.

Polne goździki prześwietlone słońcem

Szczodrość nie ma nic wspólnego z handlem, zyskiem i stratą. Być szczodrym to być bezinteresownym, działać z pobudek serca. Jeśli dając, czujemy, że coś tracimy, nie ma energii w takim dawaniu. Jeśli dając, czujemy się skrzywdzeni (z powodu poświęcenia czy rezygnacji z siebie) – to także nie jest szczodrość. Dawanie w oczekiwaniu na wzajemność nie nakarmi tego delikatnego miejsca w nas, które tęskni za bezinteresownym dzieleniem się radością istnienia. Paradoksalnie jednak, gdy jesteśmy hojni bez oczekiwania wyrównania, życie tę hojność wyrównuje.

– To, co dasz innym, wróci do ciebie, być może nie od razu, ale za to na pewno – mówi aktorka Anna Nehrebecka, postrzegana przez ludzi jako bardzo szczodra osoba. – To tak jak z ziemią, jeśli o nią dbasz, uprawiasz, zasiewasz, doglądasz wzrostu nasion, ona hojnie odpłaca.

– Pod koniec lat 80. byliśmy biedakami po studiach, w wynajętym mieszkaniu, z sąsiadem alkoholikiem za ścianą, z bardzo chorym dzieckiem. Anna Nehrebecka była sławną aktorką, występowała w filmach i grała w teatrze. Mieszkaliśmy niedaleko Ani, w pobliskim budynku – opowiada Grażyna. – Pomagała nam, woziła do szpitala, uczyła mnie opieki nad dzieckiem, obdarowała mnóstwem rzeczy, mąż Ani Iwo specjalnie jeździł do stolarza, żeby ze starej półki, którą dostaliśmy od księdza Ziei, zrobić komodę, a potem dźwigał ją dla nas po schodach… A gdy wyjechali na miesięczny urlop, pozwolili nam zamieszkać w swoim mieszkaniu. Zawsze będę jej wdzięczna – mówi Grażyna. – Przecież w artystycznym środowisku Ani byliśmy nikim.

Dużo by pisać o tego typu działaniach aktorki. Ona nie chce o nich mówić: – Jeśli daję, to spontanicznie, nie rozmyślam o tym ani przed, ani po.

– Dawanie przyjaciołom, ludziom bliskim jest naturalne i łatwe – twierdzi. – O wiele trudniej o szczodrość codzienną i dla obcych. Jak pisał Hemar: „Bo nam najbardziej dni powszednie ciążą”. Szczodrość codzienna to przeprowadzenie przez jezdnię starszej osoby, przytrzymanie jej drzwi w sklepie, serdeczny uśmiech do ekspedientki, zrobienie zakupów samotnej osobie, bez wystawiania rachunku, bez oczekiwania wdzięczności, po prostu.

Jest przekonana, że takie drobne gesty, których zazwyczaj nie doceniamy, mają siłę. – Żadne dobre słowo nie ginie; nawet jeśli w pierwszej chwili ktoś nie zareaguje na naszą życzliwość, ona zapisuje się w nim i wraca, gdy człowiek potrzebuje pocieszenia. A wszyscy potrzebujemy, bo daje siłę na przetrwanie, chroni przed zgorzknieniem i zamknięciem, pozwala żyć. Często przypomina mi się obraz z dzieciństwa. Miałam pięć lat i patrzyłam na oświetlone słońcem maleńkie, różowe, rozsiane w trawie polne goździki, i taka radość we mnie. Nie przywiązujemy wagi do tych sekundowych uniesień, a to z nich właśnie budujemy siebie. Nie wiadomo kiedy wspomnienie naszego uśmiechu rozjaśni komuś życie.

Sama także zaznała ludzkiej szczodrości. Druga połowa lat 80., oboje z mężem bez pracy, stan wojenny, problemy zwykłe dla tego czasu. – Stałam przed dylematem, czy cena za moją postawę nie jest zbyt wysoka, czy nie płacą jej moi bliscy. Byłam podłamana – opowiada aktorka. – I nagle przychodzi ktoś, kto mówi: „To jest nagroda Solidarności z Brukseli za to, kim pani jest”. Pamięta, że się rozpłakała.

Lata 2001–02, z mężem na placówce w Brukseli. Po wyborach i zmianie rządu w kraju brutalne i kłamliwe ataki brukowej prasy, przed którymi nie sposób się bronić. Nie przetrwaliby bez życzliwych ludzi; wieczorem zawsze telefon: „Czekamy na was”.

– Byli z nami, po prostu byli.

Kilka lat temu ukazała się fascynująca książka „Nowa Ziemia” Eckharta Tolle (autora bestsellerowej „Potęgi teraźniejszości”), będąca zapowiedzią zmian świadomości, którym będziemy podlegać w następnych latach, jeśli oczywiście otworzymy się na te zmiany. Jaka będzie nowa Ziemia? „Źródło wszelkiej Obfitości nie znajduje się na zewnątrz – pisze Tolle. – Jest ono częścią tego, kim jesteś”.

Proponuje, aby zacząć od dostrzegania i doceniania bogactwa na zewnątrz. Zauważenia pełni życia w cieple słońca na twarzy, w soczystym owocu, w pięknie gwałtownej wiosennej ulewy, w śpiewie ptaków. Ta pełnia życia obecna jest na każdym kroku. Uznanie i wdzięczność dla niej budzą drzemiącą w nas szczodrość. A wtedy wystarczy pozwolić jej wypłynąć.

„Gdy uśmiechasz się do nieznajomego, już następuje krótki wypływ tej energii – pisze Tolle. – Stajesz się dawcą. Często zadawaj sobie pytanie: »Co mogę dać? Jak mogę przysłużyć się tej osobie, tej sytuacji?«”.

Wyzdrowiałam, bo byłam dla siebie hojna

– Los był dla mnie hojny, bo zesłał mi chorobę. Nie mówię tak dlatego, że to fajnie brzmi, ale dlatego, że tak czuję. Warto było zachorować, nie było łatwo, ale było warto – mówi Urszula Jaworska, szefowa fundacji swojego imienia zajmującej się badaniem potencjalnych dawców szpiku i pomaganiem chorym.

O tym, że to białaczka, dowiedziała się jesienią 1994 roku. Przyszła do domu i zobaczyła coś strasznego: na środku pokoju klęczał mąż i płakał, obejmowała go ich czteroletnia córeczka. To wtedy postanowiła, że najbliżsi płaczą przez nią ostatni raz.

O operacji przeszczepienia Uli szpiku od dawcy niespokrewnionego, pierwszej tego typu w Polsce, pisały niemal wszystkie gazety. Stała się popularna. Postanowili z mężem, że ich doświadczenie w walce z chorobą nie może pójść na marne. Założyli Fundację Urszuli Jaworskiej i Bank Dawców Szpiku, jakiego dotąd u nas nie było.

Z Urszulą spotykam się w siedzibie jej fundacji o dziewiątej rano. Wczoraj była w Gdyni, jutro jedzie do Poznania. W trakcie naszej rozmowy odbiera telefony, a dzwonią co kilka minut. Będzie rozmawiała ze mną tak długo, jak zechcę, ale bez telefonów nie da rady, czekają sprawy i chorzy.

– Myślałam o tym, jak podziękować za hojność wszystkim, którzy zbierali pieniądze na moje leczenie i byli ze mną, a przede wszystkim mojej holenderskiej dawczyni, 45-letniej kobiecie z czwórką dzieci. Jak miałam to zrobić? Powiedzieć: dziękuję? To za mało!

Po trzech latach od operacji napisała list do Holenderskiego Rejestru Dawców Szpiku, że założyła fundację i Bank Dawców i w ten sposób dziękuje, pomagając innym. Bo hojność jest zaraźliwa.

W swoim postanowieniu, że się nie podda, że będzie walczyć, utwierdzała się wiele razy. Po operacji leżała w szpitalu, a mąż i zaprzyjaźnieni artyści zorganizowali dla niej charytatywny koncert w teatrze Syrena.

– Płakałam, gdy zaśpiewali napisaną dla mnie piosenkę „Poczekajmy na Urszulę…” i połączyli się ze mną telefonicznie. Powiedziałam tylko: „witajcie, kochani”, i usłyszałam brawa na widowni. Jak po tym wszystkim miałabym się poddać? Wy mi tyle daliście, to ja wyzdrowieję!

– Ich energia, serce, miłość w żadnym razie nie mogą być zmarnowane – mówi dobitnie. – Dlatego teraz uczciwie i rzetelnie jestem dla tych, którzy potrzebują pomocy, spłacam dług.

Kilka lat temu dzięki Fundacji Urszuli Jaworskiej po raz pierwszy w Polsce spotkał się dawca szpiku z jego biorcą, dziesięcioletnim chłopcem. Obaj płakali. – Nigdy nie zapomnę tych łez – zwierzała się Urszula dziennikarzom. – Ryczałam z nimi.

Bank Dawców już jest. Teraz jej pomoc polega na czymś innym: – Chorzy w Polsce czują się bezradni i samotni, nie znają swoich praw, więc mówię im, co im się należy i że mają egzekwować prawo do leczenia, wymagać, być asertywni, walczyć o siebie. Nikt ich tego nie uczy, a to podstawowa sprawa.

Daje sobie prawo do rozmów z chorymi, ponieważ przeszła przez to, przez co oni przechodzą, i wygrała z chorobą.

– Jak chory jest oporny, nie chce być hojny dla siebie i wyzdrowieć, to ja nim potrząsnę: jeśli jesteś takim egoistą, że nie walczysz o siebie dla siebie, to walcz dla innych, bo nie jesteś sam na świecie! Najłatwiej się poddać, umrzeć i zostawić najbliższych w rozpaczy! Nie może cię zabraknąć dla tych, których kochasz i którzy cię kochają.

Mówi im też: – Może choroba jest ci potrzebna? Spróbuj pochylić się nad nią nie jak nad karą czy grzechem, ale jak nad szansą, hojnością od losu. Po co choroba? Może po to, by być bliżej z rodziną, może żeby pomagać innym, może żeby się zmienić, być lepszym człowiekiem. Każdy musi to swoje „może” znaleźć po swojemu.

– Choroba dała mi wszystko – mówi Urszula. – Dzięki niej mogę być lepsza. Nauczyła mnie pokory i małych oczekiwań, mam wszystko, co jest mi potrzebne.

Przypomina jej się taki fragment z pism Platona: – Żyjemy tak, jakbyśmy siedzieli w ciemnej jaskini i widzieli tylko odbicie ogniska na ścianie. Nie stać nas na to, by wyjść z jaskini i zobaczyć świat takim, jaki jest naprawdę, w jego bogactwie, pełni.

- Kiedy wyszła pani z jaskini? – pytam.

– Ciągle w niej siedzę! – odpowiada ze śmiechem.

Pisarz Matthieu Ricard w książce „W obronie szczęścia” przytacza wyniki badań naukowych nad pozytywnymi doświadczeniami ludzi. Są jednoznaczne: radość towarzysząca aktowi bezinteresownej dobroci wywołuje poczucie spełnienia, trwałej satysfakcji. Szczodrość rodzi szczęście. Mamy wtedy wrażenie, że iluzoryczne bariery stworzone przez „ja” rozpuszczają się i doświadczamy poczucia wspólnoty, współzależności wszystkich istot. Szczodrość i szczęście wzajemnie wywołują się i wzmacniają, odzwierciedlając naszą najgłębszą istotę. Dlatego właśnie, gdy dajemy z serca, wydaje nam się to tak naturalne.

  1. Psychologia

Prawdziwa przyjaźń pozwala na ujawnienie swojej wrażliwości

Wrażliwość - wspólny mianownik w przyjaźni i test dla relacji (fot. iStock)
Wrażliwość - wspólny mianownik w przyjaźni i test dla relacji (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Niezależnie od tego, czy jesteś introwertykiem, ekstrawertykiem czy ambiwertykiem, jednym z najważniejszych elementów przyjaźni jest pozwolenie sobie na okazanie wrażliwości. W ciągu ostatnich kilku lat pojęcie wrażliwości zostało szerzej zrozumiane i uznane za istotną część składową rozwijania bliskości emocjonalnej – zaznacza Hope Kelaher, psychoterapeutka, autorka książki „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Terapeuci od lat omawiają tę kwestię w swoich gabinetach, ale pojęcie wrażliwości upowszechniło się dzięki badaczce prac socjalnych Brené Brown. Wyjaśnia ona, że wrażliwość oznacza niepewność, ryzyko i odsłonięcie emocji. Twierdzi również, że wrażliwość „to rdzeń wszystkich emocji i uczuć”. Ma całkowitą rację. Jeśli chcesz zbudować więź z innymi i naprawdę ich poznać, musisz wpuścić ich do swego wewnętrznego kręgu. Mam tu na myśli nie tylko ścisłe grono przyjaciół, ale rdzeń twojego wewnętrznego ja, twoje serce i duszę. Brzmi to jak frazes, ale jednocześnie przeraża większość z nas. Zostaliśmy uwarunkowani tak, by chronić serce i  duszę przed odrzuceniem, i  nie jesteśmy otwarci na wrażliwość.

Aby pomóc lepiej zrozumieć pojęcie wrażliwości i jej potrzebę w każdej relacji, chętnie posługuję się metaforą rycerza ubranego w stalową zbroję. Jego głowę osłania stalowy hełm, wyposażony jedynie w wąską szparę na oczy i nos, a jego nogi i ręce są chronione przez stalowe rękawice i buty, tarczę i miecz. Zbroja ma chronić go przed wszelkimi ciosami z zewnątrz. Przebicie jej może zakończyć się śmiercią rycerza. My często zakładamy metaforyczną zbroję w chwilach, kiedy mamy okazać słabość lub wrażliwość. Na przykład w pewnej częstej wymianie zdań odpowiedź na pytanie „Jak się masz?” brzmi zwykle „Dobrze” lub „W porządku”. W gruncie rzeczy prawda może być bardziej złożona i emocjonalna. Przyswoiliśmy sobie jednak, że okazywanie wrażliwości lub naszego prawdziwego ja wiąże się z ryzykiem, a co więcej, zniechęca innych.

Okazywanie wrażliwości to delikatna kwestia. Prowadząc terapię relacyjną, przekonałam się, że ujawnianie od razu naszego prawdziwego, wrażliwego, czującego ja jest wbrew ludzkiej naturze. Nic dziwnego – wiąże się z ryzykiem odrzucenia, wstydu i porzucenia, jeśli to, czym usiłujemy się podzielić, nie zostanie dobrze przyjęte przez osoby, na których nam zależy. Aby się chronić, zaczynamy grać w  grę myślową: „Okażę przy tobie wrażliwość, tylko jeżeli ty najpierw okażesz ją przy mnie”. Okazanie wrażliwości jako pierwszy wymaga odwagi. Moim zdaniem dlatego właśnie wiele potencjalnych relacji, zarówno romantycznych, jak i platonicznych, rozpada się już na starcie.

Sama niedawno znalazłam się w sytuacji, kiedy ktoś zdobył się na odwagę, by zrobić pierwszy krok. Poznałam tę osobę przelotnie prawie pięć lat temu i, jak przystało na millenialsa, zaprosiłam ją do znajomych na Facebooku. Po pięciu latach klikania „Lubię to” pod jej zdjęciami ta osoba, która wiele podróżuje po kraju, skontaktowała się ze mną i odważnie przyznała, że chciałaby mnie lepiej poznać i przekonać się, jak wyglądałaby nasza przyjaźń. Byłam zaskoczona –  nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Jak mogłabym odrzucić taki gest? Musiałam przyjąć kogoś, kto jako pierwszy okazał wrażliwość!

Przekonałeś się, jak wielką wagę ma wrażliwość w rozwijaniu więzi międzyludzkich. Czy jesteś gotów rzucić samemu sobie wyzwanie, by częściej ją okazywać? (…) Być może potrzeba ci więcej czasu na autorefleksję.

Gorąco polecam wszystkie wykłady TED Talks, wygłoszone przez Brené Brown i jej książkę o wrażliwości i kondycji ludzkiej Z wielką odwagą. Jak odwaga bycia wrażliwym zmienia to, jak żyjemy i kochamy, jakimi jesteśmy rodzicami i jak przewodzimy.

https://www.youtube.com/watch?v=iCvmsMzlF7o

Wskazówka: kluczowe elementy wrażliwości

Prowadząc terapię relacyjną, odkryłam, że najbardziej udane są relacje, zarówno platoniczne, jak i romantyczne, w  których pielęgnuje się intymność emocjonalną. Podstawowe osobiste przekonania niezbędne do okazywania wrażliwości to:
  • Poczucie własnej wartości: Jeśli wierzysz, że jesteś godny miłości i więzi z  innymi, pozwolisz sobie na okazywanie wrażliwości.
  • Serce: Jeśli naprawdę czegoś pragniesz, sięgnij po to. Pozwól swemu sercu dawać i otrzymywać miłość.
  • Odwaga: Bez odwagi nie skorzystasz z możliwości, jakie otwierają przed tobą miłość i więzi.
  • Dążenie do rozwoju: Przestań patrzeć na wszystko z jednej perspektywy. Zastanów się, co mogłoby się stać, gdybyś wykazał większą otwartość.
  • Gotowość do odczuwania dyskomfortu: To ona umożliwia rozwój. Okazywanie wrażliwości może wiązać się z niewiedzą lub niezdolnością do zmiany bądź naprawienia czegoś, sprzecznymi z naturą większości ludzi. Jednak jeśli wytrwasz, może czekać cię przyjemne zaskoczenie!
Fragment pochodzi z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”. Książka przeznaczona jest przede wszystkim dla osób, które pragną budować szczere i bliskie relacje z ludźmi. Wyposażona w wiele ćwiczeń pomoże poznać i pożegnać rozmaite blokady, stojące na drodze do życia pełnego prawdziwych przyjaciół.

  1. Psychologia

Przemoc słowna w związku - co robić, kiedy najbliższa osoba miesza cię z błotem

Przemoc słowna jest jak trucizna – powoli wyciągnie z ciebie całe życie i pozbawi radości. (Fot. iStock)
Przemoc słowna jest jak trucizna – powoli wyciągnie z ciebie całe życie i pozbawi radości. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Jeżeli jest coś, bez czego związek na pewno nie przetrwa, jest to szacunek. Szacunek pozwoli przetrwać wiele burz, wiele przeszkód w życiu i nieszczęść, a jeśli istnieje coś, co zawsze prowadzi do rozpadu, jest to pogarda i przemoc. Nigdy nie pozwalaj na to, żeby facet cię źle traktował i brzydko do ciebie mówił.

Przykre jest to, że często dochodzi do takiego momentu - gorzej, że na tym jednym się nie kończy. Niektórzy mężczyźni oswojeni ze zdobytą już kobietą zaczynają pozwalać sobie na agresję. Tak im się to "wymyka". I jeśli ona nie zaprotestuje skutecznie, eskalują to zachowanie. Może być też tak, że chłopa zezłości JEJ bycie ofiarą, bycie zawłaszczającą, roszczeniową lub zupełnie bezmyślną. Nie jest to jednak ŻADEN powód ani pretekst usprawiedliwiający okazywanie przemocy i chamstwa.

Facet ma prawo powiedzieć o swoim niezadowoleniu. Można się z nim nie zgodzić, dyskutować. Na pewno warto posłuchać i zastanowić się. Warto być na tyle otwartą wobec siebie, żeby nauczyć się rozróżniać, czy agresja jest właściwością tego mężczyzny, jego zwyczajem, czy jest związana z tym, czego on u ciebie nie znosi. I wtedy trzeba poprosić, żeby formułował to inaczej. Można powiedzieć: "Słuchaj, mogę cię pewnym moim zachowaniem zawodzić - powiedz mi o tym, ale inaczej - bo przed chamstwem będę się bronić i na nie NIE POZWALAM".

Oto kilka konkretnych uwag jak się zachować w sytuacji agresji słownej. 

  • Zaczekaj z reakcją, zdaj sobie sprawę z tego, co czujesz; może ci być smutno, możesz się bać, bo to bardzo przykre, możesz być wściekła, rozczarowana albo wszystko razem.
  • Jeżeli poczujesz to, co czujesz - nazwij sobie te uczucia.
  • Ponieważ zdarzyło się to pierwszy raz - naprawdę szczerze się zdziw.
  • Zapytaj: "Kochanie, co ci się stało?".
  • Powiedz: "Jakiś nowy ton słyszę, nie znałam cię od tej strony".
  • Nie bierz tego absolutnie do siebie.
  • Nie odwzajemniaj agresji.
  • Jeśli już wpadłaś w emocje, smutno ci, powiedz: "Jest mi przykro".
  • Jeśli jest to złość, powiedz: "Nie podoba mi się to, jak się do mnie odezwałeś".
  • Nie bądź ksobna, czyli nie podkładaj się - to nie jest o tobie (jego zachowanie świadczy o nim).
  • Obejrzyj sytuację z jego punktu widzenia, może jest czymś podenerwowany, rozzłoszczony, a ciebie to nie dotyczy.
  • Wtedy możesz powiedzieć: "Rozumiem, dlaczego masz zły humor i że jest ci źle, ale nie wylewaj tego na mnie".
  • W końcu powiedz: "Bardzo potrzebuję, żebyś mnie przeprosił, gdy już poczujesz się lepiej" lub "Nie wątpię, że jak poczujesz się lepiej, to mnie przeprosisz".
  • Pamiętaj! Przemoc słowna wobec kobiet jest bardzo częsta - nie można pozwolić na to, żeby stała się stałym punktem waszego związku.
  • Przemoc słowna jest jak trucizna - powoli wyciągnie z ciebie całe życie i pozbawi radości.
Więcej w książce " Instrukcja obsługi faceta" Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, Wydawnictwo Zwierciadło.