1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Agnieszka Cegielska: Pochwała pozytywności

Agnieszka Cegielska: Pochwała pozytywności

archiwum prywatne
archiwum prywatne
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Agnieszka Cegielska nie chce tracić życia na niezdrowe jedzenie, stresującą pracę i niewłaściwych doradców. Jej dom to jej twierdza.

archiwum prywatne archiwum prywatne

Żyje pani w zgodzie ze sobą?

Gdy przekroczyłam wiek chrystusowy, przewartościowało się moje życie. Od tego, magicznego dla mnie, momentu wiem już, czego chcę. Chcę być zdrowa, szczęśliwa, chcę mieć siłę do opiekowania się swoim dzieckiem i mężem. Żeby tak było, muszę o siebie dbać. I na tym etapie życia wiem już, jak to robić.

Gdy jesteśmy młodzi, mamy prawo szaleć i czujemy się z tym dobrze, mamy też czas na popełnianie błędów. W późniejszym wieku też mamy do tego prawo, tylko już dostrzegamy konsekwencje. Bardziej cenimy sobie spokój i bezpieczeństwo. Szkoda nam życia na niezdrowe jedzenie, stresującą pracę, niewłaściwego partnera życiowego czy złych doradców. Pragniemy każdą chwilę celebrować. Im mniej nam czasu zostało, tym lepiej to rozumiemy…

Co jest na pierwszym miejscu w pani świecie?

Dom. To moja twierdza. Czuję się tu bezpiecznie, tu doładowuję baterie i jestem szczęśliwa. Tu mogę posłuchać ciszy i cudownych dźwięków: „Mamo, już jesteśmy, wróciliśmy…”. Tu gotuję obiady i te chwile też są dla mnie bezcenne, na przykład gdy wrzucam główki czosnku na patelnię i czuję rozchodzący się aromat… Myśl o powrocie do domu daje mi siłę i wytchnienie podczas intensywnej pracy. Wyobrażam sobie, że zobaczę na stole piękne cięte kwiaty, które kupuję

w każdy piątek, moją kuchnię, moje przyprawy i rondelki… O każdej rzeczy, na jaką patrzę, myślę: „Jakie to piękne…”.

Piękne rzeczy poprawiają pani nastrój?

Tak, ale najbardziej relaksują mnie zakupy spożywcze. Traktuję jako luksus to, że mogę pozwolić sobie na kupowanie dobrego jedzenia i nie zastanawiam się, czy makaron orkiszowy jest droższy od zwykłego. Wyznaję zasadę, że jesteśmy tym, co jemy, więc jedzenie jest dla mnie ogromnie ważne. I tak jak gotowanie mnie relaksuje, tak stresuje mnie jedzenie w restauracjach. Zastanawiam się, czy mięso było świeże i czy sałata nie była krojona od razu na tej samej desce...

Mamy niedaleko domu delikatesy, w których szczęśliwym trafem mój telefon gubi zasięg. Czasem spędzam tam godzinę między regałami, wybierając sproszkowany imbir i chleb z suszonymi

pomidorami… Dużo większą frajdę sprawiają mi takie zakupy niż para nowych czerwonych szpilek. Odkąd mam dziecko, wolę inwestować w dresy. Zresztą, zawsze ceniłam wygodę. I ciszę. Coraz bardziej jej potrzebuję. Skończyłam szkołę muzyczną i muzyka jest ważna w moim życiu, ale po ośmiu godzinach pracy w hałasie i z odsłuchem w uchu nie chcę mieć włączonego telewizora ani radia. Chcę tylko ciszy. To dla mnie najpiękniejsza muzyka.

Jakim zasadom jest pani wierna w pracy?

Mam prostą zasadę – traktuję widzów tak, jak sama chciałabym być traktowana: z życzliwością. Nikogo nie udaję i zakładam, że mam do czynienia także z kimś mi życzliwym. Od razu płynie dobra energia. Niestety nie nauczyłam się, by pozostawiać odrobinę tej energii dla siebie. Wydaje mi się, że jak dawać serce, to całe. Więc praca mnie wyczerpuje, szczególnie że zderzam się w niej z różnymi opiniami.

W Polsce mamy wyjątkową łatwość krytykowania, a słowo ma wielką siłę. Dlatego uważam, że jeśli komuś mamy powiedzieć, że robi coś źle, najpierw pokażmy mu, co robi dobrze, a dopiero potem dodajmy: „A nad tym mógłbyś popracować”. Trzeba dostrzegać i wzmacniać jasne strony. Ja znajduję szczególną przyjemność w mówieniu miłych rzeczy. A kiedy ktoś przy mnie chwali jakąś osobę, od razu myślę: „Ale będzie się cieszyć, jak jej to przekażę”. Kula dobrej energii ma niesamowitą moc…

Staram się unikać wampirów energetycznych, choć niekiedy współpraca z nimi to koszt uzyskania przychodu. Ale jeśli nie ma takiej konieczności, nie spędzam czasu z osobami, z którymi nie chcę go spędzać. Staram się również nie podejmować dodatkowej pracy z takimi osobami. Uważam, że pieniądze nie są tego warte. Dopóki mogę do swoich garnków wrzucać, co chcę, to życie staram się przyprawiać pozytywną energią. Ale to kwestia etapu, do jakiego dotarłam i asertywności, którą

wyćwiczyłam. Dla mnie wolne godziny są zbyt cenne, by tracić je w niewłaściwym miejscu z niewłaściwymi ludźmi.

Na co je pani przeznacza?

Odkąd Franio jest na świecie, lista dodatkowych zajęć jest krótka: sen, porządki, czytanie. Snu wiecznie mi mało. Gdy się wysypiam, czuję, jakbym dotknęła raju. W sumie dość szybko po urodzeniu Frania wróciłam do pracy i nieraz zdarzyło mi się zasnąć na klawiaturze. Wtedy

wchodziłam na antenę z odciśniętym klawiszem „Enter” na policzku…

Sprzątać lubię, bo to uspokaja, wprowadza ład również we wnętrzu. A czytać chciałabym więcej, szczególnie prasę, która daje mi praktyczną wiedzę, i książki o medycynie naturalnej, chińskiej i zdrowym żywieniu. Jak długo mogę, chcę być lekarzem dla siebie i swojej rodziny. Ale nie obrażam się na medycynę konwencjonalną, uważam, że trzeba po nią sięgać, ale bez przesady. Codzienna troska o siebie nawzajem i dzielenie się pozytywną energią to dla mnie najważniejszy element dbania o siebie. Uważam, że większość poważnych chorób bierze się tak naprawdę

z zawiści i zazdrości.

Mimo obowiązków znajduje pani czas na społeczne działania…

Bo one dają niesamowitą energię. Poza tym, co to znaczy: „nie mam czasu”? Zawsze powtarzam: „Jak nie masz czasu, to dołóż sobie jeszcze jedno zajęcie”. Piszę sobie codziennie na kartce, co mam do zrobienia. I, oczywiście, czasem przepisuję to na drugą stronę… Ale na działania społeczne zawsze znajdę czas. Szczególnie jeśli dotyczą najsłabszych. Odkąd zostałam mamą,

krzywdę dzieci odczuwam wręcz fizycznie. A ich radość sprawia, że góry mogę przenosić. Dlatego zostałam ambasadorką Szkoły Otwartych Serc, integracyjnej szkoły w Malborku, z którego pochodzę. Założyła ją i prowadzi moja „druga mama”, która przygotowywała mnie do matury. To dla mnie wielkie wyróżnienie być pomocnikiem takiego Anioła. Mogę przecież wykorzystać to, że jestem w telewizji, zadzwonić do producenta ubrań dla dzieci i zaproponować, że poprowadzę konferencję w zamian za 30 par butów czy kurtek na zimę. Jaka to radość, gdy te dzieci je potem dostają! Kiedyś przeczytałam takie zdanie: „Ktoś, komu zostało dane więcej, niż tego potrzebuje, powinien w sposób inteligentny dzielić się tym z innymi”. Staram się to robić.

Niedawno byłam w Indiach. To był wstrząs. Prosto ze studia telewizyjnego przeniosłam się na wysypiska śmieci na przedmieściach Delhi, gdzie pracują kilkuletnie dzieci. Wydłubują zdatne części z  elektrośmieci – lodówek, telewizorów, telefonów. Siedzą nad oparami, które są piekielnie szkodliwe dla układu oddechowego, i dostają za to dolara dziennie. Siedmioletnia dziewczynka, która od tej pracy ma czarne, spalone ręce, zapewniała: „To nie boli”. Matka czworga dzieci, która miała w chuście półroczne niemowlę, mówiła: „Tak jest lepiej niż wtedy, kiedy nie miałam pracy”. My żyjemy w jakimś plastikowym świecie. Nie widzimy, jak istotna jest kwestia ekologii.

Stara się pani żyć ekologicznie?

Nie jestem stuprocentową ekomamą. Doceniam takie wynalazki jak pampersy i mokre chusteczki. Nie możemy dać się zwariować, ale róbmy, ile możemy na rzecz natury. Segreguję śmieci, zakręcam wodę, wyjmuję wtyczki, używam telefonu, dopóki się nie rozpadnie i oddaję go tam, gdzie jest bezpiecznie recyklingowany. Dbam o otoczenie i w ten sposób – o siebie. Z myślą o tym, w jakim świecie będą żyły moje dzieci…

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

 „Nie ma planety B. Czytała Krystyna Czubówna.” 

(Fot. materiały prasowe Levi's)
(Fot. materiały prasowe Levi's)
Nie uratujemy planety kupując tę czy inną - bardziej ekologiczną - parę dżinsów, ale wybierając świadomie, możemy szkodzić mniej. Marka Levi’s zachęca: kupuj lepiej, noś dłużej, przekazuj, naprawiaj. A w ramach swoich proekologicznych działań zaprasza do współpracy głos, którego nie można pomylić z żadnym innym.

Nie ma planety B - hasło, które na dobre weszło do słownika osób, którym nie jest obojętny los Ziemi, stało się punktem wyjścia do scenariusza dwuminutowego filmu utrzymanego w konwencji dokumentu przyrodniczego, którego narratorką jest Krystyna Czubówna - polska dziennikarka, prezenterka programów informacyjnych oraz kultowa lektorka filmów przyrodniczych i audycji radiowych.

Fot. Roman Kotowicz/ForumFot. Roman Kotowicz/Forum

Wideo „Nie ma planety B. Czytała Krystyna Czubówna” pokazuje jakie działania podejmuje marka Levi’s w ramach tzw. zrównoważonej produkcji. Marka nieustannie wprowadza nieszablonowe rozwiązania dotyczące zmniejszenia negatywnego wpływu branży na klimat, inwestuje w materiały i technologie takie jak Cottonized Hemp i Organic Cotton, korzysta z technologii, w których zużywa się mniej wody, pracuje nad tym, aby zredukować zużycie zasobów naturalnych i sprawić, aby przemysł odzieżowy stał się bardziej przyjazny dla naszej planety.

Czy wiesz, że… średni cykl życia ubrania to jedynie 3 lata.

Czy wiesz, że… pranie ubrań, odpowiada za 23 proc. śladu wodnego w całym cyklu życia produktu?

Czy wiesz, że… globalnie, ⅓ mikroplastiku w środowisku naturalnym pochodzi z prania materiałów syntetycznych.

Czy wiesz, że… globalnie, mniej niż 1proc. ubrań jest poddawanych recyklingowi.

Czy wiesz, że... jeśli założysz ubranie tylko 5 razy zamiast 50, jego ślad węglowy związany z produkcją wzrośnie o 400%?

12 maja, w największych polskich miastach - Warszawie, Krakowie, Katowicach i Trójmieście ruszyła kampania plakatowa mająca na celu zwrócenie uwagi na problem nieświadomej konsumpcji odzieży oraz naszych przyzwyczajeń, jak również uświadomienie i zaciekawienie tematem wpływu branży odzieżowej na środowisko naturalne. Plakaty zostały wydrukowane na ekologicznym papierze pochodzącym w 100% z makulatury, zaś klej użyty do ich naklejenia, nie zawiera szkodliwych dla zdrowia i środowiska naturalnego związków chemicznych. 10 plakatów zawierających hasła i infografiki dedykowanych całej akcji zaprojektowała Martyna Wędzicka-Obuchowicz, jedna z czołowych polskich graficzek.

  1. Styl Życia

Dziś Światowy Dzień Pszczół

Aby zebrać nektar potrzebny do wytworzenia 1 kg miodu jedna pszczoła musiałaby odwiedzić ok. 4 milionów kwiatów, dlatego na słoik miodu w rzeczywistości pracuje 20 000 pszczół przez okres trzech tygodni. (Fot. iStock)
Aby zebrać nektar potrzebny do wytworzenia 1 kg miodu jedna pszczoła musiałaby odwiedzić ok. 4 milionów kwiatów, dlatego na słoik miodu w rzeczywistości pracuje 20 000 pszczół przez okres trzech tygodni. (Fot. iStock)
Nie tylko raz w roku warto pamiętać o pszczołach i doceniać rolę jaką odgrywają w naszym życiu wszystkie zapylacze. Bez niech nie byłoby kwiatów, owoców i warzyw. Czy wyobrażacie sobie taki świat?

Światowy Dzień Pszczół to nowe święto - zostało oficjalnie ogłoszone dopiero w 2018 roku przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Od trzech lat 20 maja przypominamy sobie jak ważne dla planety są gatunki zapylające, a zwłaszcza pszczoły. To one zapylają 90 proc. wszystkich drzew i krzewów owocowych - pełnią kluczową rolę w ekosystemie. Aby zachować równowagę w przyrodzie konieczne jest, aby żyły w zdrowiu i wykonywały swoją wciąż niedocenianą, ciężką pracę.

Dzień z życia pszczoły

Gdy świat budzą pierwsze promienie słońca, do pracy szykują się pszczoły zbieraczki. Nie wiedzą co to weekendy ani święta, pracują codziennie. Bez pośpiechu opuszczają ciepłe schronienie. Przed nimi długi, męczący dzień, w czasie którego zrobią 7-15 wyczerpujących kursów. Brak długiej przerwy na lunch sprawia, że latają właściwie bez wytchnienia, z krótkimi chwilami na „złapanie oddechu”. Z każdej „wyprawy” przynoszą nektar, a w koszyczkach, umieszczonych przy tylnych nóżkach, ciężkie kulki pyłku. Z trudem lądują przy zatłoczonym wejściu do domku, gdzie zostawiają swój cenny ładunek, aby po kilku minutach znów wyruszyć w trasę. Znają ją doskonale, bo nauczyły się jej na pamięć podczas pierwszego oblotu ula. Gdy tylko dobrze poznają otaczające je środowisko, chętnie wybierają drogę na skróty. Wszak robota sama się nie zrobi, a każda minuta dnia jest na wagę złota. Nie potrzebują przy tym nawigacji, aby bezbłędnie trafić do swojego ula. A nawet gdyby zmysł orientacji w terenie zawiódł, to i tak nie uda się im wejść do cudzego domu. Lepiej więc nie tracić czasu i pilnować obranego kierunku. Gdy norma dzienna zostanie już wyrobiona, przychodzi czas na zasłużony odpoczynek. Panujące w ulu ciemności sprzyjają zapadnięciu w regenerujący sen. Zmęczone ciężką pracą owady śpią ok. 5-8 godzin. Dzięki temu rano znów mogą zacząć pracowity dzień. Kolejny z krótkiego życia pracowitej pszczoły. Pszczoła robotnica w okresie wiosenno-letnim żyje ok. 5-6 tygodni. Najdłużej żyje matka pszczela, bo dożywa nawet 5 lat

Źródło: Pasieki Rodziny Sadowskich. Żyje tam 100 milionów pszczół. Pszczelarze dbają, aby pszczołom żyło się tam jak najlepiej - unikają ingerencji w środowisko, nie używają chemii i antybiotyków. Własne 3 hektary gospodarstwa obsadzają miododajnymi roślinami, przez co wspierają ekosystem i stwarzają pszczołom przyjazne warunki do życia. Zachęcają też każdego, komu zależy na przyszłości planety, do wspierania pszczół w prosty i przyjazny sposób. Od kwietnia do czerwca do zakupów miodu w Pasiekach Rodziny Sadowskich dołączana jest paczuszka z wyselekcjonowanymi nasionami takich roślin jak: facelia, czarnuszka, koniczyna biała, nostrzyk, chaber i ogórecznik. Wystarczy je wysiać nawet na niewielkim skrawku ziemi na osiedlu, w doniczce na balkonie lub niezagospodarowanym fragmencie ogrodu, aby powstała pełna pachnących kwiatów miododajna łąka, z której będą mogły korzystać pszczoły i inne zapylacze.

  1. Moda i uroda

Ekologiczna paczka Nutridome w trosce o środowisko

(Fot. materiały prasowe Nutridome)
(Fot. materiały prasowe Nutridome)
Sklep z kosmetykami NUTRIDOME włącza się w propagowanie ekologicznych i zrównoważonych rozwiązań i stawia na ekopaczkę – sposób pakowania zamówień przyjazny środowisku. Nutridome ma na celu wspieranie proekologicznych zachowań, redukcję śladu węglowego oraz zwrócenie uwagi na wyzwania branży e-commerce.

Firma postawiła na tekturowe pudełka z certyfikowanego papieru pozyskiwanego z odpowiedzialnych źródeł, a także z recyklingu. Zrezygnowano z niektórych dotychczasowych rozwiązań pakowania na rzecz biodegradowalnych i nadających się do recyklingu materiałów. Usunięto powszechnie stosowaną folię bąbelkową oraz zrezygnowano z foliowych kopert kurierskich. Wprowadzono trzy rozmiary paczek, aby ograniczyć zużycie surowców.

Po otworzeniu kartonowego pudełka widzimy w 100% biodegradowalną czarną bibułkę, której brzegi spina naklejka z certyfikowanego papieru. Dookoła znajdziemy wypełnienie z wiórków – to całkowicie ekologiczna wełna drzewna. Natomiast szklane słoiczki, puszki owinięte są papierem nacinanym, który skutecznie zastępuje sztuczną folię. Do tego zadbaliśmy o dobry design, aby doświadczenia naszych klientów były na najwyższym poziomie – tłumaczy Paulina Makowiecka, Head of Marketing w Nutridome.

Bibułka spełnia wymagania europejskiej normy EN 13432. Wytwarzana jest z celulozy i jej pozyskiwanie dokonuje się bez uszczerbku dla naturalnych zasobów Ziemi. Może być poddawana spalaniu z odzyskaniem energii oraz ponownemu przetwarzaniu – nawet siedem razy. Kartonowe pudełko i naklejki wykorzystywane do zapieczętowania zamówienia powstają z papieru certyfikowanego. Natomiast wełna drzewna jest naturalna i nie zawiera sztucznych barwników oraz impregnatu. Może być wykorzystywana nawet w przypadku produktów spożywczych czy jako element kompostu. W paczce znajduje się również wrap – materiał w pełni nadaje się do recyklingu.

Wykorzystanie papierowych, odnawialnych materiałów nie oznacza, że paczka jest bardziej podatna na niszczenie – jest wytrzymała na tyle, że nie wymaga folii zabezpieczającej. Bibułka wewnątrz pełni funkcje higieniczne i chroni produkty przed czynnikami zewnętrznymi takimi jak światło, temperatura, wilgoć czy zanieczyszczenia. Natomiast papier nacinany jest elastyczny i można nim szczelnie okręcić każdy kształt. Amortyzuje uderzenia, a do tego wyróżnia się dużą wytrzymałością.

Prezentujemy rozwiązania eko w Nutridome, by zwrócić uwagę na to, że można szukać dobrych, czyli ekologicznych i ekonomicznych realizacji. Wierzymy, że uda nam się zainspirować inne firmy. Przy postępującej degradacji środowiska coraz istotniejsza staje się inwestycja w proekologiczne rozwiązania. To wielkie wyzwanie dla całej branży. – apeluje Paulina Makowiecka, Head of Marketing w Nutridome.

Nutridome to sklep z wyselekcjonowanymi kosmetykami, który prężnie rozwija się na polskim rynku od 2017 roku. Stawia na jakość kosmetyków, w rozsądnej cenie stosując filozofię holistycznego podejścia w dbaniu o urodę. Sklep oferuje swoje produkty w internecie na stronie nutridome.pl oraz w dwóch lokalizacjach stacjonarnych: Galeria Słoneczna Radom oraz Galeria Mokotów w Warszawie.

  1. Styl Życia

Plogging: połącz bieganie ze sprzątaniem

Plogga (nazywana również ploggingiem) to ruch i społeczność, który chce zmieniać otoczenie i sprawić, by wszyscy stali się “dumnymi zbieraczami odpadków”. (Fot. iStock)
Plogga (nazywana również ploggingiem) to ruch i społeczność, który chce zmieniać otoczenie i sprawić, by wszyscy stali się “dumnymi zbieraczami odpadków”. (Fot. iStock)
Wystarczy worek na śmieci, para rękawiczek i odrobina chęci - przekonują ploggersi na całym świecie. Międzynarodowy trend, który pozwala zadbać o kondycję i środowisko jednocześnie, zdobył uznanie zarówno wśród ekologów, jak i entuzjastów fitnessu. Plogga to wyraz troski nie tylko o kondycję fizyczną, ale również o środowisko naturalne.

Pomysłodawcą idei połączenia joggingu ze zbieraniem śmieci (plocka upp) jest Erik Ahlström, który w 2016 roku przeprowadził się z Åre, małej miejscowości na północy Szwecji do Sztokholmu i dopiero w stolicy zdał sobie sprawę ze skali problemu. “W trakcie codziennych dojazdów do pracy widziałem góry odpadków i byłem zszokowany ich ilością. Wiele z nich leżało przy drodze przez kilka tygodni, nikt ich nie sprzątał, dlatego postanowiłem się tym zająć” - tłumaczył Ahlström w wywiadzie dla serwisu plasticrunner.com. “Szwecja staje się coraz bardziej zaśmiecona. Każdego dnia na naszych ulicach ląduje 2,7 mln niedopałków papierosów, a jesteśmy 10 milionową społecznością. Od kilku lat staram się zmieniać zachowanie, które jest moim zdaniem oznaką dysfunkcyjnego społeczeństwa, pozbawionego szacunku do siebie nawzajem i w stosunku do natury, czyli śmiecenia”.

Podczas jazdy na rowerze oraz w trakcie biegania Ahlström zatrzymywał się i zbierał po drodze śmieci. Sprzątanie, tak samo jak aktywność fizyczna, stało się jego codzienną rutyną. Od 2016 roku do Erika zaczęli dołączać inni amatorzy sportu, a biegi ploggingowe, podczas których ludzie spotykali się, aby biegać i jednocześnie zbierać śmieci, stały się oficjalnymi wydarzeniami w Szwecji.

W ten sposób narodziła się plogga (nazywana również ploggingiem), ruch i społeczność, który chce zmieniać otoczenie i sprawić, by wszyscy stali się “dumnymi zbieraczami odpadków”. “Ludzie stracili szacunek dla przyrody, wyrzucają śmieci do lasów, rzek i oceanów, zostawiają odpadki na plażach. Chcemy odwrócić negatywny trend i pomóc w stworzeniu zrównoważonego społeczeństwa. Chcemy pokazać, że zbieranie śmieci pozostawionych tam przez innych ludzi nie powinno być traktowane jak tabu.” - tłumaczą na oficjalnej stronie plogga.se popularyzatorzy nowatorskiego trendu.

“To nie moje śmieci, ale moja planeta”

Dziś plogga to międzynarodowy ruch, który zrzesza biegaczy z ponad 40 krajów na świecie, także z tak odległych, jak Ekwador czy Tajlandia. Ploggersi działają także w Polsce i od kilku lat organizują się w grupy, aby działać na rzecz lokalnych społeczności. Jedna z nich działa w 90- tysięcznym Jaworznie, którego mieszkańcom zależy nie tylko na kondycji, ale także pięknym otoczeniu. W maju 2019 roku Przemek Starzycki, trener związany z jedną z jaworzyńskich siłowni, zorganizował pierwszy w mieście bieg ploggingowy i zaczął zachęcać do aktywności kolejne osoby. Plogging Jaworzono to prężnie działająca grupa, która aktywnie współpracuje z Miejskim Zarządem Nieruchomości Komunalnych w Jaworznie. Organizując kolejne akcje ploggingowe, grupa informuje o miejscu, w którym zostaną pozostawione posegregowane śmieci, a MZNK pomaga w wywiezieniu zebranych odpadów.

Ekologiczne biegi odbywają się od kilku lat w wielu polskich miejscowościach, najczęściej z okazji przypadającego 22 kwietnia Dnia Ziemi albo innych wydarzeń związanych z ochroną przyrody. Jednak jeden dzień w roku to za mało, aby posprzątać to, co zalega w parkach, lasach, nad brzegami rzek i jezior. Stanisław Łubieński, autor “Książki o śmieciach”, w rozmowie z Łukaszem Pilipem na łamach magazynu “Wolna Sobota” Gazety Wyborczej zauważył, że koronawirus uśmiercił oddolne inicjatywy sprzątania śmieci i przyczynił się do powrotu produktów jednorazowych - maseczek, rękawiczek, cienkich foliowych woreczków na warzywa i pieczywo. Anna Jaklewicz, eko-aktywistka i inicjatorka akcji “Książka za worek śmieci” tłumaczy, że śmieci porzucone w lasach czy nad wodą są niebezpieczne zwłaszcza dla zwierząt. “W Azji cierpią żółwie, wieloryby, albo ptaki morskie, które zamiast pożywienia mają w żołądkach plastik. W Polsce śmieci stanowią zagrożenie dla zwierzyny leśnej. Nasz odpady bywają dla zwierząt śmiertelną pułapką.”

Ploggersi przekonują, by plogging uprawiać codziennie. Nie chodzi o to, kto wyniesie z lasu największą ilość śmieci czy przebiegnie najwięcej kilometrów. Siłą ploggingu jest jego prostota i fakt, że można uprawiać go codziennie i wszędzie. Kiedy następnym razem wyjdziesz pobiegać w pobliskim parku czy lesie, weź ze sobą plastikowy worek i parę gumowych rękawiczek. Śmieci mogą nie należeć do ciebie, ale na pewno twoim domem jest planeta, na której żyjesz. A że mamy tylko jedną, to musimy zadbać o nią wspólnie.

  1. Styl Życia

Ekomisja Katarzyny Bosackiej

Dziennikarka Katarzyna Bosacka zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów. Prowadzi również kanał EkoBosacka na YT. (Fot. archiwum prywatne Katarzyny Bosackiej, materiały prasowe)
Dziennikarka Katarzyna Bosacka zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów. Prowadzi również kanał EkoBosacka na YT. (Fot. archiwum prywatne Katarzyny Bosackiej, materiały prasowe)
Dziennikarka Katarzyna Bosacka od lat odkrywa tajemnice, które kryją się na etykietach ogólnie dostępnych produktów spożywczych. Przekonuje, że świadome zakupy to nie tylko warunek zdrowia, ale i sposób na niemarnowanie żywności.

Dziś coraz więcej osób czyta etykiety i bardzo się z tego cieszę, ale kilkanaście lat temu była to rzadkość. Ja nauczyłam się tego z konieczności, bo moja kilkuletnia wtedy córka za każdym razem, gdy zjadła coś słodkiego ze sztucznym barwnikiem, natychmiast wyglądała jak jaszczurka plamista. Kiedy po zrobieniu testów potwierdziło się, że jest alergiczką, jeszcze mocniej uświadomiłam sobie, jakie znaczenie ma to, co jemy.

Przełomowym momentem był dla mnie 2007 rok, kiedy pojechaliśmy całą rodziną do Stanów Zjednoczonych na kilka lat. Wyjeżdżałam z przekonaniem, że w Polsce mamy bardzo dobrą żywność, ale kiedy przyjeżdżaliśmy raz w roku na wakacje, miałam większy dystans i zauważyłam, że chleb się kruszy, bo jest naszpikowany chemicznymi dodatkami, szynka w sklepie wygląda porządnie, ale pokrojona w plasterki i opakowana w torebkę foliową zaraz po włożeniu do lodówki zaczyna puszczać wodę... Pracowałam już wcześniej jako dziennikarka, m.in. zajmująca się tematyką zdrowia, znałam wielu specjalistów od odżywiania i zaczęłam się ich dopytywać o różne oznaczenia na etykietach. Okazało się, że tym się nie zajmują. Napisałam więc moją pierwszą książkę, a potem zaczęłam prowadzić programy „Wiem, co jem” i „Wiem, co kupuję”, przy których jeszcze wiele się nauczyłam.

W stronę zero waste

Myślę, że pandemia poza tym, że wyrządziła wielkie szkody w psychice i straty w biznesach czy w pracy, skłoniła wiele osób do samodzielnego gotowania i powrotu do prostych smaków z dzieciństwa. Zmieniło się też nasze podejście do wykorzystania żywności; uświadomiliśmy sobie, jak wiele jej wcześniej marnowaliśmy i wyrzucaliśmy.

Jest wiele sposobów na to, żeby to ograniczyć, na początek proponuję trzy kroki. Po pierwsze, sezonowość. Jeżeli kupujemy produkty sezonowe, czyli w Polsce truskawki latem, a nie zimą, to są one tanie, dużo zdrowsze, zawierają więcej składników odżywczych, a przy tym są dojrzałe i smaczniejsze, więc zjemy je do końca. No i nie podróżują z drugiego końca świata, czyli są bardziej przyjazne dla środowiska naturalnego. Po drugie, powinniśmy jeść prosto, używając uniwersalnych składników. Po trzecie, kupujmy produkty dobrej jakości, przynajmniej wędlinę i chleb. Jeśli chleb będzie dobrej jakości, to go nie wyrzucimy, a z zeschniętego możemy np. zrobić grzanki. Dobrej wędlinie najwyżej obeschną brzegi, a wtedy możemy ją wykorzystać choćby do jajecznicy. W mojej nowej książce „Cuda w kuchni” proponuję wiele przepisów na dania „z resztek”.

Katarzyna Bosacka, dziennikarka, zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów, prowadzi kanał EkoBosacka na YT. Właśnie ukazała się jej książka „Cuda w kuchni”.

Polecamy książkę: Katarzyna Bosacka, „Cuda w kuchni”Polecamy książkę: Katarzyna Bosacka, „Cuda w kuchni”