1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Wielkanoc to początek!

Wielkanoc to początek!

123rf.com
123rf.com
Jajko jest symbolem życia, jego początku. Czas Wielkiejnocy to czas wiosennego odrodzenia się, zaproszenia do życia nowego. Jak otworzyć się na zmiany?

1. Nie zatrzymuj się już nad tym, co było złe. Skoncentruj się na wizji przyszłości i na pozytywach. Patrz do przodu i jako obiekt zainteresowania wybieraj to co dobre, twoje, to czego pragniesz.

2. Miej kontakt ze sobą. To najważniejsze – żeby nie zdradzać siebie. Podczas codziennej krzątaniny, w zwykłej życiowej rutynie łatwo się zagubić. Dlatego poświęcaj sobie czas – medytuj, słuchaj relaksacyjnej muzyki, uprawiaj sport, ćwicz jogę
, spaceruj, kontempluj przyrodę, czytaj książki, które cię wzbogacają. Tymi sposobami lepiej poznasz siebie i zdobędziesz pewność, w którą stronę kroczyć.

3. Uczyń świat lepszym.
Zaangażuj się w sprawę, która ma dla ciebie znaczenie. Kultywuj własne wartości, szerz świadomość, pomagaj potrzebującym, rozwijaj się w relacjach. Dziel się sobą ze światem.

4. Połącz się z siłą większą niż ty. Postanowienia noworoczne czy wiosenne mogą nas stresować. Bo trzeba się spiąć i zacząć działać
.
Tak nam się wydaje, ale tak wcale nie musi być. Jeśli odkryjesz swoją drogę, będzie ona usłana przyjemnościami, bo będziesz robić to, co kochasz, żyć tak, jak chcesz. Warto powziąć wysiłek, żeby to się wydarzyło. Co robić? Zaufać, że jest to jedyne rozwiązanie. Wyśnić swój najwyższy sen o życiu i realizować go najprostszymi sposobami.

5. Kochaj.
Świat pełen bezwarunkowej miłości i współczucia byłby naprawdę fajnym miejscem. Ty odpowiadasz za swoją warstwę życia, możesz w niej kochać. Siebie i kogo chcesz, to twój wybór. Możesz go dokonać w Wielkanoc 2013 roku.

10 kroków do duchowego partnerstwa - TUTAJ

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Peace, love and Crocs

Klasyczny but, kolorowy print i spersonalizowane przypinki Jibbitz - taki zestaw to oryginalny produkt, który zapewnia niepowtarzalność. (Fot. materiały prasowe)
Klasyczny but, kolorowy print i spersonalizowane przypinki Jibbitz - taki zestaw to oryginalny produkt, który zapewnia niepowtarzalność. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Wyobraź sobie świat, w którym ceni się wolność, indywidualność, szerzy pokój i miłość. Brzmi doskonale? 

Działania marki Crocs od dawna skupiają się wokół szerzenia idei równości w każdej dziedzinie życia. Promuje ludzi z każdego zakątka świata bez względu na ich dokonania. Najnowsza kolekcja Tie Dye jest tego odzwierciedleniem. Baw się kolorami, wyraź siebie, pokaż swój sposób patrzenia na otaczający świat.

Technika Tie Dye

Tie Dye czyli dosłownie zawiąż-pofarbuj to technika nieregularnego barwienia, która charakteryzuje się użyciem nasyconych kolorów. Jest modnym trendem z lat 70-tych. Wielu artystów uważa, że jest to rodzaj sztuki, która pozwala wyrazić siebie poprzez zastosowanie abstrakcji. Szybko zagościła w świecie mody, zwłaszcza wśród marek streetwearowych. Tie-dye, czyli nierównomierne farbowanie ubrań, swoje korzenie ma w najciekawszej modowo dekadzie XX wieku, czyli na przełomie lat 60. i 70. Barwny wzór idealnie wpasował się w psychodeliczną estetykę hippie, a poza tym był to świetny sposób do wykorzystania starych ubrań i odkrycia ich na nowo. Czyli dokładnie tak jak jest to modne teraz. My jednak Tie-dye najbardziej kojarzymy z latami 90. Wtedy t-shirty i bluzy farbowane za pomocą tej techniki były na topie. Często trendy z wybiegu nie trafiają na ulice, jednak trendsetterki od razu pokochały ubrania Tie-dye. W sezonie wiosna/lato 2021 marka Crocs przedstawia swój klasyczny produkt w wielobarwnej odsłonie zgodnie z gorącym trendem sezonu.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Spersonalizowany Crocs

Klasyczny but, kolorowy print i spersonalizowane przypinki Jibbitz - taki zestaw to oryginalny produkt, który zapewnia niepowtarzalność. Dzięki łatwości zakładania i zdejmowania zapewnisz swoim butom unikatowy wygląd każdego dnia.

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Crocs to obuwie dające komfort noszenia i wyrażania siebie. Baw się modą niezależnie od panujących trendów czy nowości na światowych wybiegach. Do takich butów idealnie pasują skarpetki w podobny wzór, albo gładkie, spokojne stylizacje z prostymi ubraniami. Jest to idealny wzór na wiosenno-letni sezon.

  1. Styl Życia

Zdrowa dieta na wiosnę

Zdrowa dieta na przedwiośnie powinna zawierać młode rośliny, świeżą zieleninę i kiełki. (Fot. iStock)
Zdrowa dieta na przedwiośnie powinna zawierać młode rośliny, świeżą zieleninę i kiełki. (Fot. iStock)
Podstawą zdrowej diety w okresie przedwiośnia i wiosny są węglowodany złożone: nierafinowane zboża i rośliny strączkowe (fasole, ciecierzyca, soczewica). Przekazy ludowe przypominają o surowej cebuli i czosnku. Jedzone co najmniej przez tydzień miały działać przeciwpasożytniczo.

W okresie przedwiośnia i wiosny jemy mniej niż zimą. To naturalny sposób na oczyszczenie organizmu. Dla niektórych jest to również okres postu, gdy nie jemy tłustego i ciężkostrawnego pożywienia. Przedwiośnie to oznaka kończącej się zimy i początek czegoś nowego, gdy przyroda powoli budzi się ze snu. Dobrze jest wstawać wcześniej i rozpoczynać dzień od aktywności fizycznej. Bieganie czy szybki spacer o poranku, w towarzystwie miłej osoby albo kochanego czworonoga, dostarczy wiele przyjemnych chwil. Nawet w mieście można usłyszeć śpiew ptaków, a pierwsze promienie słońca i łagodny poranny wiatr nastroją pozytywnie na cały dzień.

Zdrowa dieta na przedwiośnie powinna zawierać młode rośliny, świeżą zieleninę i kiełki. Korzystne działanie mają zielone pokarmy, takie jak: pietruszka, kapusta włoska, jarmuż, sałata rzymska, sałata pekińska, szpinak, rukola, seler naciowy, brokuły, brukselka, koper włoski, chrzan, imbir, wszystkie rośliny cebulowate oraz kiełki fasolki mung, lucerny, rzodkiewki. Kiełki bardzo łatwo można hodować w domu. Domowa rzeżucha  jest świetnym dodatkiem do sałat nie tylko na Wielkanoc.

Dobre efekty przyniesie używanie w wiosennej kuchni takich przypraw, jak: bazylia, majeranek, rozmaryn, kminek, koper, pieprz czarny, kurkuma czy liść laurowy. Są to zioła o intensywnym aromacie i smaku, wspomagające proces oczyszczenia organizmu po zimie. Wiosną wspaniale smakuje herbata miętowa z miodem lub pokrzywowa z miodem, lub każda inna lekko doprawiona słodyczą miodu. Przypomnienie: miód ma być wysokiej jakości i dodajemy go, gdy przyrządzony napar ma ok.40˚C.

Wraz z nastaniem wiosny i ciepła powoli zaczną pojawiać się młode rośliny, takie jak: botwinka, buraczki czy marchewka i pozostałe młode warzywa. Dostarczają one świeżości daniom, są wspaniale słodkie i chrupkie. Warto jeść również surowe młode warzywa. Należy jednak zwrócić uwagę na ewentualne dolegliwości żołądkowe, które mogą wskazywać na nadmiar surowych warzyw w codziennym pożywieniu. Rozwiązaniem może być wtedy lekkie gotowanie na parze lub w małej ilości wody, tak by jeść je chrupkie, w środku surowe, takie al dente. W ogóle wiosną gotujemy, dusimy lub smażymy pokarmy krócej, ale w wyższej temperaturze.

Wiosną lepiej unikać pokarmów słonych - mięsa i jego przetworów, zupy miso czy sosu sojowego. W ten sposób dajemy wątrobie szansę na naturalną regenerację po zimowej, ciężkiej kuchni. Podobnie, zaleca się wyeliminowanie żywności o dużej zawartości tłuszczów, jak na przykład: mięsa wołowego, wieprzowego, słoniny, smalcu i nabiału (śmietany, serów i jaj). Korzystne dla organów systemu trawiennego jest ponadto ograniczenie spożywania orzechów i nasion, używek (kawa, alkohol) oraz produktów wysoko przetworzonych.

Tłuszcze używane do spożycia na przedwiośniu i wiosną (a najlepiej niezależnie od pór roku) zawsze mają być wysokiej jakości. A więc unikamy tłuszczów utwardzonych, rafinowanych i zjełczałych. Najlepiej stosować nierafinowaną oliwę z oliwek, masło klarowane. Warto też pamiętać, żeby pyszne sałaty z młodej zieleniny polewać olejem  lnianym budwigowym. To niezastąpione naturalne źródło kwasów omega 3.

Zadbajmy o zielony kolor nie tylko na talerzu, ale też w swoim otoczeniu i kupmy cebulkę hiacynta czy krokusa. A przede wszystkim pamiętajmy o pozytywnym nastawieniu i uśmiechu!

  1. Moda i uroda

Nowości modowe na sezon wiosna-lato 2021

W nadchodzącym sezonie wiosna-lato z pewnością warto zwrócić uwagę na najnowszą linię butów, toreb i akcesoriów marki Jenny Fairy. (Fot. Stanisław Boniecki)
W nadchodzącym sezonie wiosna-lato z pewnością warto zwrócić uwagę na najnowszą linię butów, toreb i akcesoriów marki Jenny Fairy. (Fot. Stanisław Boniecki)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Choć za oknami zima w pełni, branża modowa już szykuje się na cieplejsze dni. Przed wami przegląd najciekawszych kolekcji na sezon wiosna-lato 2021. 

Choć za oknami zima w pełni, branża modowa już szykuje się na cieplejsze dni. Przed wami przegląd najciekawszych kolekcji na sezon wiosna-lato 2021. 

Guess

Proekologiczna kolekcja Smart Guess rozwija się z każdym sezonem, podążając za najnowszymi trendami. To modne ubrania dla kobiet, mężczyzn i dzieci, produkowane przyjaznymi środowisku metodami. Kolekcja obejmuje produkty wszystkich kategorii: od dżinsów przez okrycia wierzchnie po ubrania w stylu casual. Na nowy sezon marka przygotowała trzy wyjątkowe linie: lekką w noszeniu i wytrzymałą Reborn Denim produkowaną z używanych dżinsów, superlekką Eco Feather Weight z bawełny pozyskanej z odpadów pokonsumenckich i włókien poliestru z recyklingu oraz Italian Wash stworzoną przy użyciu technologii Orta Blue.

Proekologiczna kolekcja Smart Guess rozwija się z każdym sezonem, podążając za najnowszymi trendami. (Fot. materiały prasowe) Proekologiczna kolekcja Smart Guess rozwija się z każdym sezonem, podążając za najnowszymi trendami. (Fot. materiały prasowe)

Solar

Ciepłe dni Solar powita ze świeżą energią i optymizmem. Marka stawia także na równowagę. Biorąc pod lupę nową kolekcję, balans widoczny jest w każdym jej aspekcie. Kolorowe wzory przeplatają się z gładkimi tkaninami. Klasyczne kroje łączą w sobie prosty design i funkcjonalność, a nowoczesność wtóruje ponadczasowej estetyce. W palecie barw błękit i umbra współgrają z czernią, natomiast ochra, limonka i róż indyjski zestawione zostały z kolorami ziemi. Mimo wielości wzorów, kolekcja obfituje jednak w prostotę, a nowe modele redefiniują komfort oraz balansują na pograniczu elegancji i estetyki sportowej.

Biorąc pod lupę nową kolekcję marki Solar, balans widoczny jest w każdym jej aspekcie. (Fot. Sonia Szóstak) Biorąc pod lupę nową kolekcję marki Solar, balans widoczny jest w każdym jej aspekcie. (Fot. Sonia Szóstak)

Deni Cler

Najnowsza kolekcja Deni Cler inspirowana jest naturą: kwitnącymi sadami, wielkomiejskimi ogrodami oraz romantycznymi oranżeriami. Opiera się na naturalnych tkaninach, a uszyte z nich modele uwodzą przepięknymi odcieniami. Gładkie ozdobione zostały motywami roślinnymi, deseniem w prążki czy drobnymi wzorami w stylu vintage. W kolekcji dominują jednak klasyczne kroje. Na szczególną uwagę zasługują płaszcze, garnitury, sukienki oraz dzianiny. Ofertę dopełnia gama autorskich akcesoriów, weekendowa linia obejmująca T-shirty, dżinsy, lekkie płaszcze oraz sportowe koszule, a także zupełnie nowa linia odzieży Eco.

Najnowsza kolekcja Deni Cler inspirowana jest naturą: kwitnącymi sadami, wielkomiejskimi ogrodami oraz romantycznymi oranżeriami. (Fot. materiały prasowe) Najnowsza kolekcja Deni Cler inspirowana jest naturą: kwitnącymi sadami, wielkomiejskimi ogrodami oraz romantycznymi oranżeriami. (Fot. materiały prasowe)

Jenny Fairy

Projekty Jenny Fairy łączą w sobie klasyczną elegancję, casualowy luz oraz sportowe detale. Nowa kolekcja marki zachwyca różnorodnością, praktycznością oraz wyjątkowym designem. W ofercie butów znajdziemy botki, czółenka, klapki, sandały, mokasyny oraz obuwie sportowe. Linia torebek również skrywa rozmaite kształty i rozmiary - duże, małe i średniej wielkości torby, praktyczne nerki, shopperki. Nowością są też akcesoria, m.in. okulary. Wszystkie projekty tworzone są zgodnie z najnowszymi trendami i świetnie sprawdzą się nie tylko na specjalne okazje, ale też na co dzień.

Projekty Jenny Fairy łączą w sobie klasyczną elegancję, casualowy luz oraz sportowe detale. (Fot. Stanisław Boniecki) Projekty Jenny Fairy łączą w sobie klasyczną elegancję, casualowy luz oraz sportowe detale. (Fot. Stanisław Boniecki)

Patrizia Pepe

Tematem przewodnim nowej kolekcji Patrizii Pepe jest odrodzenie. Proces transformacji i odnowy jest widoczny w krawiectwie i kluczowych projektach. Ostre cięcia i ergonomiczne kształty otulają ciało, zapewniając nową swobodę ruchu. Intensywne odcienie łączą się z intrygującymi kombinacjami czerni i beżu oraz różem i szarością, a kulminacją jest eksplozja radości, energii i witalności wyrażona przez żywe odcienie. Zdjęcia do kampanii doskonale ilustrują cechy marki oraz buntowniczą naturę pewnej siebie kobiety, która umie wyeksponować swoją osobowość i styl.

Tematem przewodnim nowej kolekcji Patrizii Pepe jest odrodzenie. (Fot. Bruno&Nicoletta Van Mossevelde) Tematem przewodnim nowej kolekcji Patrizii Pepe jest odrodzenie. (Fot. Bruno&Nicoletta Van Mossevelde)

Puma

A teraz coś dla miłośników streetwear'u. Na nadchodzący sezon Puma oferuje wiele stylowych akcesoriów, zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Ciekawe rozwiązania i modne wzory zobaczyć można na produktach, które już kolejny sezon cieszą się dużą popularnością. Są to m.in.: bucket hats, różnego rodzaju saszetki, torby na ramię, plecaki czy nowoczesna forma kilku mini-torebek zawieszonych na łańcuchach przy wspólnym pasku. Możemy liczyć także na wiele limitowanych kolekcji stworzonych z artystami z całego świata.

Na nadchodzący sezon Puma oferuje wiele stylowych akcesoriów, zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. (Fot. materiały prasowe) Na nadchodzący sezon Puma oferuje wiele stylowych akcesoriów, zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. (Fot. materiały prasowe)

Mista

I na koniec polski akcent - torebki Mista. Kolekcja nie jest bardzo rozbudowana, ale niezwykle różnorodna i starannie dopracowana. Znajdują się w niej zarówno projekty klasyczne, jak i niezwykle oryginalne - np. „torebki chmurki” albo „pinch bag”, czyli torebki z miękkiej włoskiej skóry z charakterystycznymi „szczypankami”. Wspólną cechą wszystkich projektów jest funkcjonalność - mają one przegródki różnej wielkości i dodatkowe kieszonki zapinane na suwak. W środku szlufka do przyczepienia kluczy albo lusterka. Jest też dobra wiadomość dla kupujących świadomie - każda torebka szyta jest w polskim zakładzie kaletniczym przez Pana Janusza.

 

Kolekcja marki Mista jest niezwykle różnorodna i starannie dopracowana. (Fot. materiały prasowe) Kolekcja marki Mista jest niezwykle różnorodna i starannie dopracowana. (Fot. materiały prasowe)

  1. Styl Życia

Zmiana jest podstawą naszego życia – tłumaczy buddyjska mniszka Pema Chödrön

Ciągła zmiana to nasza prawdziwa rzeczywistość. Trudno jednak zaakceptować tę prawdę na poziomie emocji (fot. iStock)
Ciągła zmiana to nasza prawdziwa rzeczywistość. Trudno jednak zaakceptować tę prawdę na poziomie emocji (fot. iStock)
Budda nauczał, że istnieją trzy główne cechy ludzkiej egzystencji: nietrwałość, bezinteresowność oraz cierpienie lub niezadowolenie. Według Buddy życie wszystkich istot jest naznaczone przez te trzy cechy. Uznanie ich za prawdziwe poprzez własne doświadczenia pomaga nam odnaleźć spokój w tym, co jest – pisze Pema Chödrön w najnowszej książce „Odważne życie. Jak być nieustraszonym w dzisiejszym świecie”.

Kiedy po raz pierwszy wysłuchałam tego nauczania, wydało mi się akademickie i odległe. Gdy jednak zachęcono mnie do skupienia uwagi – do zaciekawienia się tym, co dzieje się z  moim ciałem i  moim umysłem – coś się zmieniło. Na podstawie własnego doświadczenia mogłam zaobserwować, że nic nie jest statyczne. Moje nastroje zmieniają się nieustannie jak pogoda. Zdecydowanie nie mam kontroli nad tym, jakie myśli lub emocje pojawiają się, ani nie mogę powstrzymać ich przepływu. Po bezruchu następuje ruch, a  ruch wraca do bezruchu. Nawet najbardziej uporczywy ból fizyczny zmienia się, jak przypływy i odpływy, gdy skupiam na nim uwagę.

Nowe nastawienie pojawia się wtedy, gdy zaczynamy dostrzegać, że wczoraj było wczoraj, a teraz już go nie ma; dziś jest dziś i teraz jest nowe. Tak jest – każda godzina, każda minuta się zmienia. Jeśli przestajemy obserwować zmiany, to przestajemy postrzegać wszystko jak nowe. Dzigar Kongtrul Rinpocze
Czuję wdzięczność dla Buddy za wskazanie, że to, z czym zmagamy się przez całe życie, można traktować jako zwykłe doświadczenie. Życie nieustannie przynosi wzloty i upadki. Ludzie są nieprzewidywalni, podobnie jak sytuacje i jak wszystko inne. Święci, grzesznicy, zwycięzcy, przegrani – wszyscy znamy ten ból, gdy przytrafia nam się to, czego nie chcemy. Czuję wdzięczność za to, że ktoś zobaczył prawdę i wykazał, że nie odczuwamy bólu z powodu naszej osobistej niemożności naprawienia sytuacji.

Pierwszą oznaką istnienia jest to, że nic nie jest statyczne i  niezmienne, że wszystko jest ulotne i  nietrwałe. Wszystko jest w toku. Wszystko – każde drzewo, każde źdźbło trawy, wszystkie zwierzęta, owady, ludzie, budynki, to, co żywe i nieożywione, cały czas się zmienia, z minuty na minutę. Nie musimy być ani mistykami, ani fizykami, żeby to wiedzieć. Jednak na poziomie osobistego doświadczenia nie przyjmujemy do wiadomości tego podstawowego faktu. Oznacza to, że życie nie zawsze toczy się po naszej myśli. Oznacza to, że jest strata, ale jest i zysk. Ale nam się to nie podoba.

Kiedyś zmieniałam pracę i dom w tym samym czasie. Odczuwałam niepewność, niepokój, bezzasadność. Pożaliłam się Trungpie Rinpocze, że mam problem ze zmianami, w  nadziei, że powie coś, co pomoże mi w  pracy nad tym. Popatrzył na mnie jakby pustym wzrokiem i powiedział: „Zawsze jesteśmy w procesie zmiany”. A potem dodał: „Jeśli możesz się z tym zwyczajnie pogodzić, nie będziesz miała żadnych problemów”.

Pema Chödrön, mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. (Fot. materiały prasowe) Pema Chödrön, mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. (Fot. materiały prasowe)

Wiemy, że wszystko jest nietrwałe, wiemy, że wszystko się kończy. Chociaż tę prawdę jesteśmy w  stanie zaakceptować na poziomie intelektualnym, to jednak w sferze emocjonalnej odczuwamy głęboko zakorzenioną niechęć. Chcemy stabilności, oczekujemy jej. W  naturalny sposób poszukujemy bezpieczeństwa. Wierzymy, że możemy je znaleźć. Doświadczanie nietrwałości w życiu codziennym jest źródłem frustracji.

Każdego dnia wykorzystujemy naszą aktywność jak tarczę chroniącą nas przed fundamentalną niejednoznacznością sytuacji, w  jakiej się znajdujemy. Zużywamy ogromną ilość energii, próbując uchronić się przed nietrwałością i śmiercią. Nie podoba nam się, że nasze ciała zmieniają się z  upływem czasu. Nie podoba nam się, że się starzejemy. Boimy się zmarszczek i zwiotczałej skóry. Używamy kosmetyków pielęgnacyjnych tak, jakbyśmy naprawdę wierzyli, że nasza skóra, włosy, oczy i zęby mogą w jakiś cudowny sposób uciec od prawdy o nietrwałości.

Nauki buddyjskie mają na celu uwolnienie nas od tego ograniczonego sposobu odnoszenia się do rzeczywistości. Zachęcają nas, żeby stopniowo i w pełni zanurzyć się w zwyczajną i oczywistą prawdę o zmianie. Uznanie tej prawdy nie oznacza, że widzimy tylko to, co ponure. Oznacza, że zaczynamy rozumieć, że nie tylko my przestajemy się z tym wszystkim wyrabiać. Już nie wierzymy, że są ludzie, którym udało się uniknąć niepewności.

Inną oznaką istnienia jest brak niezmiennego ja. Jako istoty ludzkie przemijamy tak samo jak wszystko inne. Każda komórka naszego ciała podlega ciągłym zmianom. Myśli i  emocje nieustannie pojawiają się i znikają. Na czym opieramy przekonanie, że jesteśmy kompetentni lub że jesteśmy beznadziejni? Na tej ulotnej chwili? Na wczorajszym sukcesie czy porażce? Trzymamy się utrwalonego przekonania o tym, kim jesteśmy, i to nas paraliżuje. Tymczasem nic i nikt nie jest niezmienne. To, czy zmiany są dla nas źródłem wolności, czy też źródłem straszliwego niepokoju, robi istotną różnicę. Czy mijające dni przynoszą coraz więcej cierpienia, czy też zwiększają naszą zdolność do odczuwania radości? To jest ważne pytanie.

Czasami brak niezmiennego ja nazywany jest brakiem duszy. Te słowa mogą wprowadzać w błąd. Budda nie sugerował, że znikamy albo że możemy wymazać naszą osobowość. Pewien uczeń zapytał kiedyś: „Czy doświadczanie braku niezmiennego ja nie sprawia, że życie traci blask?”. To nie jest tak. Budda zwracał uwagę na to, że twarde przekonania, jakie mamy na swój temat, mianowicie, że jesteśmy niezmienni i oddzieleni od innych, są boleśnie ograniczające. Możemy przez to występować na scenie naszego życia, nie wierząc aż tak gorliwie w  postać, którą gramy.

Kłopot polega na tym, że traktujemy siebie tak poważnie, że nadajemy sobie aż tak absurdalne poczucie ważności. Uważamy, że mamy prawo irytować się na wszystko, poniżać siebie lub myśleć, że jesteśmy mądrzejsi od innych. Poczucie własnej ważności wyrządza nam krzywdę, zamyka w ciasnym świecie naszych upodobań i niechęci. W końcu znudzimy się na śmierć sobą i naszym światem. W końcu nigdy nie znajdziemy zadowolenia.

Mamy dwie możliwości do wyboru: albo zakwestionujemy nasze przekonania, albo nie. Albo zaakceptujemy nasze dotychczasowe wersje rzeczywistości, albo zaczniemy je odrzucać. W  opinii Buddy ćwiczenie się w otwartości i ciekawości, a także w rezygnacji z założeń i przekonań to najlepszy sposób, w jaki możemy przeżyć nasze życie.

Mówiąc wprost, brak niezmiennego ja oznacza elastyczną tożsamość, która przejawia się w dociekliwości, zdolności do adaptacji, poczuciu humoru, chęci do zabawy. To nasza umiejętność odnalezienia spokoju bez wiedzy o wszystkim, bez rozgrywania wszystkiego, bez żadnej pewności co do tego, kim jesteśmy ani kim są inni. (…)

Jak mamy zamiar przeżyć to krótkie życie? Czy będziemy doprowadzać do perfekcji umiejętność walki z niepewnością, czy też będziemy doskonalić się w odpuszczaniu? Czy będziemy uparcie trzymać się przekonania „Ja jestem taki, a ty taki”? Czy też mamy zamiar wyjść poza ten ograniczony sposób myślenia? Czy możemy rozpocząć trening wojownika, aspirując do ponownego połączenia się z  naturalną elastycznością naszego bytu i pomagając innym robić to samo? Jeśli zaczniemy iść w tym kierunku, otworzą się przed nami nieograniczone możliwości.

Nauczanie o  braku niezmiennego ja podkreśla znaczenie naszej dynamicznej, zmieniającej się natury. To ciało nigdy nie czuło się dokładnie tak samo jak teraz. Ten umysł kreuje myśl, która, chociaż może wydawać się powtarzalna, nigdy więcej się nie pojawi. Mogę powiedzieć: „Czyż to nie wspaniałe?”. Ale zazwyczaj nie doświadczamy tego jako czegoś wspaniałego, lecz raczej jako coś denerwującego, co sprawia, że walczymy o swoje. Budda w swej szczodrości pokazał nam alternatywę. Nie jesteśmy uwięzieni w tożsamości sukcesu lub porażki ani w żadnej innej tożsamości, ani w tym, jak widzą nas inni, ani w tym, jak widzimy siebie sami. Każda chwila jest wyjątkowa, nieznana, zupełnie nowa. Dla praktykującego wojownika brak niezmiennego ja jest powodem do radości, a nie strachu.

  1. Psychologia

Jeśli nie wiesz, co wybrać, wybieraj to, co nowe i trudniejsze – wtedy będziesz się rozwijał

- Ruch i zmiana to życie, więc jest to apetyt na życie - mówi Wojciech Eichelberger. (Fot. iStock)
- Ruch i zmiana to życie, więc jest to apetyt na życie - mówi Wojciech Eichelberger. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Ryzyko czy rutyna? Stawiając wyłącznie na to, co łatwe i znane, drepczesz w miejscu. A nasze możliwości fizyczne, mentalne i duchowe są przecież nieskończone. Szkoda je zmarnować, uważa psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Serial na ulubionym portalu, wygodny fotel i trochę czasu. Po co mam kupować bilet i jechać do Afryki? Jeśli nawet nuda mnie zżera, może wystarczy popatrzeć, jak inni ryzykują? Nie wdawać się w to, co nazywamy przygodą?
Pragnienie prawdziwej przygody jest powszechne. Dlatego mimo mediów społecznościowych, gier, interaktywnej telewizji i okularów VR (rozszerzonej rzeczywistości) większość ludzi nadal chce przeżyć coś niezwykłego, nadzwyczajnego, fantastycznego w prawdziwym życiu. Co prawda nasz mózg, a za nim również ciało mogą w pewnych sytuacjach uznać za realne sny, a nawet fantazje. Jednak ani sprawności fizycznej, ani tym bardziej odwagi, doświadczenia czy mądrości życiowej nam od pozbawionych realnego ryzyka pseudoprzygód nie przybędzie. Nie nauczymy się z nich tego, co z prawdziwych spotkań z ciekawymi, czującymi całym sercem ludźmi. W głębi duszy o tym wiemy i dlatego to, czego pragniemy, daleko wykracza poza wirtualną grę czy pasjonujący serial. Nie zaznamy pełni radości z kąpieli w najwierniejszym nawet obrazie wody. A bliskie spotkanie z doskonałym pikselowym złudzeniem mężczyzny czy kobiety pozostawi nas tylko z poczuciem zawodu i frustracji.

To jakie są zalety prawdziwej przygody? Czy tylko ćwiczenie mięśni i charakteru?
To już dużo. Prawdziwa przygoda ma to do siebie, że w niewielkim stopniu poddaje się naszej kontroli. Niesie więc realne ryzyko niepowodzenia lub straty. Jest wyzwaniem dla naszego charakteru, zaangażowania, umiejętności i odwagi. A także doskonałą okazją do poznawania siebie, naszych silnych i słabych stron. Dając nam impuls do przekraczania ograniczeń, przyczynia się do rozwoju i wykorzystania naszego ukrytego potencjału.

Mówisz o powszechnym pragnieniu przygody, ale w realu niewielu z nas jej szuka. Czy brak nam odwagi, by świadomie kupić bilet w nieznane? Wolimy, by to los za nas zdecydował?
Większość z nas odczuwa w sprawie przygody silną ambiwalencję. Z jednej strony półświadomie o niej marzymy, chcemy, by coś się w nas i wokół nas zmieniało. Coś nas korci do podejmowania ryzyka. Z drugiej strony – chcielibyśmy jednak żyć w bezpiecznej strefie komfortu, w spokojnej i przewidywalnej rutynie – po to, by wkładać jak najmniej wysiłku w codzienne życie i wybory z nim związane. Najczęściej więc kończy się na tym, że pozostawiamy pragnienie przygody boleśnie niespełnionym. Dlatego gdyby zapytać ludzi zmierzających do kresu życia, czego najbardziej żałują, większość odpowiedziałaby: „Tego, że za mało ryzykowałam, ryzykowałem”.

Czy nawet pracująca od 30 lat na tym samym stanowisku zachowawcza w ocenach i stylu życia 50-latka marzy o wyjściu z rutyny?
Tak, choć znaczna część ludzi ze swoimi własnymi pragnieniami niezwykłych wydarzeń czy zmian wcale się nie identyfikuje. To dla nich niezrozumiałe i groźne, więc je zagłuszają i wypierają. Ale w końcu nawet w schematycznym, bezpiecznie ułożonym życiu pragnienie przygody potrafi niespodziewanie dojść do głosu. Jeśli nie w realu, to w marzeniach i snach. A także wtedy, gdy zachłysną się miłością albo wiosną, albo alkoholem, albo czymkolwiek innym, co doda im odwagi. Uwolniona w ten sposób skumulowana przez lata potrzeba przygody może wówczas wybuchnąć z nadmierną siłą i narobić zamieszania. Lepiej więc potrzebę przygody sobie uświadomić i dzięki temu odpowiedzialnie, acz kreatywnie nią zarządzać.

Wejść na portal randkowy, bo dziś przygoda to często tyle co romans? Albo włączyć grę komputerową?
Przeżywanie przygód w świecie wirtualnym nic nie kosztuje. Można w każdej chwili przerwać, mamy kilka żyć, nic nam się nie może stać, nic nas nie zaboli, ale i nie zachwyci. Wszystko jest odwoływalne. Siedząc w fotelu, popijając piwo albo cappuccino, możemy zostać superbohaterami, superwojowniczkami, zdobyć skarby i atrakcyjnych partnerów, partnerki. Głód prawdziwej przygody usiłujemy wtedy oszukać erzacem i, niestety, wiecznie nienasyceni uzależniamy się od fikcji. Szaleństwo wieczorów kawalerskich i panieńskich dobrze obrazuje w realnym świecie powszechną ambiwalencję – pomiędzy pragnieniem stałości i przewidywalności a marzeniem o szalonej przygodzie.

Skąd się w nas bierze to rozdarcie?
Zapewne ze zmagania się dwóch wielkich sił – pierwotnego popędu nawykłych do zmiany i wędrówki nomadów oraz zassanego z kultury i obyczaju superego. Popęd szuka ryzyka, zmiany i nowości, a utkane z kultury i obyczaju superego apeluje do rozsądku, namawia do umiaru i przewidywalności. Wygląda na to, że osadnictwo, własność ziemi, rolnictwo i hodowla przykrywają naszą pierwotną cygańską duszę warstwą pozoru.

Po co nam dziś ten apetyt na ruch i przygodę?
Ruch i zmiana to życie, więc jest to apetyt na życie. Twórca szkoły terapii Gestalt Fritz Perls, mój pierwszy mistrz, mówił, że najgorszą rzeczą, jaka może się nam przydarzyć, jest bezruch, to, że nic się nie będzie zmieniać. Badania nad kreatywnością i mechanizmem tworzenia nowych połączeń neuronalnych potwierdzają pozytywną rolę zmiany i przygody. Bo im więcej połączeń neuronalnych, tym lepsze są parametry mózgu i tym większy zakres danych jesteśmy w stanie odbierać i przetwarzać. Przygoda rozumiana jako wyjście ze strefy komfortu – czyli tego, co już wiem i potrafię – najlepiej stymuluje rozwój mózgu. Dlatego to osoby przekraczające rutynę, poszukujące tworzą nowe wartości i cele dla wszystkich. Gdy ktoś taki utknie w strefie komfortu, czuje się jak uwięziony w dziecięcym pokoju i ucieka czym prędzej w nową przygodę.

Chyba nie wszyscy tak dramatycznie doświadczają życia w komforcie?
To prawda. Ale nawet ludzie bardzo niechętni zmianie od czasu do czasu czują, że muszą choćby poprzestawiać meble w pokoju, inaczej się uczesać czy ubrać w nowym stylu.

Czy nie byłyby dobrym rozwiązaniem stabilny dom i praca, a w weekendy surwiwal?
To zawsze coś, ale ważne, by znalazło się miejsce na ryzyko, zaskoczenie, nowość i trudność. W przeciwnym razie surwiwal ułoży się w nową rutynę. Potrafimy, jeśli zechcemy, zamienić w nią każdą przygodę. Są nawet firmy, które się w tym specjalizują, organizując bezpieczne wyprawy w nieznane. Do wewnętrznej prawdy, która nas wyzwoli, prowadzi prawdziwa droga, która wymaga trudu.

Jak wybrać tę drogę?
Mój nauczyciel zen miał dla uczniów prostą receptę na to, by nie utknęli w strefie komfortu i nie popadli w życiową rutynę: „Jeśli nie wiesz, co wybrać, wybieraj to, co nowe i trudniejsze – wtedy będziesz się rozwijał”. Wybierając to, co łatwe i znane, drepczemy w miejscu, chodzimy w nieskończoność po własnych śladach. A nasze możliwości fizyczne, mentalne i duchowe są przecież nieskończone. Szkoda je zmarnować.

„Zawsze pod górkę” jako motto na życie? Oj...
Nawet w Nowym Testamencie jest przypowieść o panu, który zostawił sługom przed wyjazdem talenty po to, by je pomnożyli. I kiedy po jakimś czasie wrócił, był zły na tego, który nie zaryzykował i ukrył je, bojąc się, że zostanie z niczym. Pochwalił zaś tych, którzy inwestowali odważnie, starając się zrobić z tego, co dostali, jak najlepszy użytek. Oni też pomnożyli swoje talenty. Wniosek: w ostatecznym, czyli duchowym, rozrachunku, ryzykując, zyskujemy.

Ale czy szczęśliwy dom nie wymaga stabilności, a nawet rutyny?
Zawsze gdzieś jakieś ryzyko można i warto podjąć. Jeśli na przykład uważamy, że nasze dzieci chodzą do kiepskiej szkoły, która deformuje ich mentalność i obraz świata, to trzeba poszukać mądrzejszej szkoły, a nawet nowych edukacyjnych rozwiązań. Jeśli mieszkamy w toksycznej okolicy, która truje nas i nasze dzieci wyziewami z kominów, to trzeba stamtąd uciekać. Jeśli partner lub partnerka są nieodpowiedzialni, agresywni i nielojalni, to dla dobra dzieci i ich przyszłych rodzin lepiej wybrać ryzyko rozstania.

A przygoda serca, czyli romans? Stawiać na niego czy na wierność?
Jeśli mamy poczucie, że w naszym związku źle się dzieje, że nie ma w nim wymiany intelektualnej, emocjonalnej i energetycznej – włącznie z tą, która dokonuje się w seksie – to wbrew naturalnemu odruchowi ucieczki warto podjąć trud naprawy tej sytuacji. Wymaga to dobrej woli obu stron. Jeśli jednak jedna ze stron nie chce wziąć swojej części odpowiedzialności za kryzys, to pojednanie jest niewykonalne. Wtedy trzeba sprostać ogromnemu wyzwaniu, jakim jest rozstanie się z klasą. Gdy braknie nam świadomości i samodyscypliny, to w sytuacji kryzysowej wdajemy się w romans, który na ogół jest wyborem łatwiejszej drogi, bo nie konfrontuje nas z naszym wkładem w to, że związek się nie udał.

Zmiana jest więc wszędzie i zawsze potrzebna?
Zawsze – jeśli chcemy być wewnętrznie żywi, zmieniać się i rozwijać, w pełni doświadczać bolesnych i radosnych aspektów życia, ciągle się uczyć, twórczo pracować i mieć wdzięczne, tkliwe serce. Nie ma więc co marudzić i narzekać na to, że coś się w naszym życiu zmienia, tylko iść za tym. Na tym polega wyższa forma sztuki życia. Potraktujmy poważnie ostrzeżenie przed tym, by nie być kostką lodu w płynącej rzece. Rzeka życia – jak to rzeka – raz przyspiesza, raz zwalnia, meandruje, ale wciąż płynie. Nie zapominajmy, że w istocie jesteśmy tą rzeką. Nie próbujmy jej zatrzymać, nie próbujmy jej zamrozić. Bo wtedy zamrażamy i zatrzymujemy siebie samych.

Czyli rutyna zamraża nasze serca?
Często, a ostatnio chyba coraz częściej. Boimy się ryzykować i inwestować w miłość. Bo miłość to jazda bez trzymanki, potężna energia, nad którą nie do końca panujemy. Oczywiście, można wyprzeć się miłości i zamrozić swoje życie, ale koszty tej operacji są tak wielkie i zasmucające, że ponad wszelką wątpliwość lepiej poddać się tej nieobliczalnej – ale jakże ożywczej – chorobie niż leczyć się z niej lekarstwem, które nas zabija.

Znam ludzi, którzy powiedzieliby, że liczy się lokata w banku, a nie szaleństwo serca.
Dlatego wielu z nas w nocy śni, że nie żyje, a w dzień śni, że żyje. Sami sobie to robimy. Świetny film „Dzień świstaka” opowiada właśnie o tym, jak zabrnąć w życie, w którym nic się nie zmienia, a każdy dzień staje kopią poprzedniego. Dzieje się tak, gdy przekonamy sami siebie, że życie polega na rozbudowywaniu strefy komfortu i że już wszystko o sobie i o życiu wiemy. Wtedy podobnie jak bohatera tego filmu tylko miłość może nas wyzwolić z tragicznej pułapki. Więc niech żyje miłość – nawet gdy czasami boli.