Chcesz wychować pewnego siebie dorosłego? Naucz go dobrze gospodarować pieniędzmi

Według ogólnopolskiego badania CBOS „Młodzież 2016” aż 59 proc. nastolatków ma pieniądze z dorywczej pracy w wakacje, 38 proc. pracuje dorywczo w ciągu roku, 13 proc. zarabia podczas zawodowych praktyk. (Fot. iStock)

Nastolatek potrzebuje własnych pieniędzy. Dla wielu rodziców nie jest to niestety, oczywiste, a jeszcze inni uważają, że dawanie kieszonkowego oznacza utratę kontroli nad zachowaniem dziecka. Pedagożka Ewa Nowak przekonuje, że to błędne myślenie, i zachęca do szczerych rozmów na temat rodzinnego budżetu.

W brew powtarzanym do znudzenia opiniom, jak to dobrze mają dzisiaj młodzi, wielu z nich cierpi na ciągły brak własnych pieniędzy. A nastolatek ma ogromne wydatki. I nie jest to żaden sarkazm. Dzieci do lat 12 wydają głównie na jedzenie i napoje, potem wydatki znacznie się dywersyfikują, bo młodzież ma wiele pomysłów na hobby, spędzanie czasu wolnego i zwyczajnie poznawanie świata – a to kosztuje.

Z raportu BGŻ Optima „Polak Oszczędny 2016. Czy oszczędność jest dziedziczna?” wynika, że brak regularnego kieszonkowego dotyka 54 proc. nastolatków. A przecież w dorosłym związku pozbawianie partnera dostępu do własnych, czyli przez nikogo niekontrolowanych wydatków, jest jednym z punktów diagnostyki psychicznej przemocy domowej. Dlaczego więc zapominamy, że dziecko też jest wolnym człowiekiem?

Kieszonkowy budżet

Wielu rodziców tworzy taki układ finansowy z nastolatkiem, żeby nie miał on żadnych pieniędzy i za każdym razem musiał przechodzić drogę wyłudzania ich od dorosłych. Zgłaszanie potrzeby, uzasadnianie jej, zmaganie się z oporem, ośmieszaniem tej potrzeby, błaganie, zebranie, obiecywanie i… upokarzanie się. Chcesz wychować pewnego siebie, silnego dorosłego? Jako nastolatek nie powinien żebrać u ciebie o pieniądze. Ma dostawać kieszonkowe, żeby zobaczyć, jak szybko topnieją fundusze.

Ile konkretnie dawać? Na stronie businessinsider.com.pl znalazłam informacje, że związek miedzy zarobkami rodziców i kieszonkowym jest niewielki, za to skłonność do wypłaty kieszonkowego skorelowana jest z wiekiem dziecka. Wśród rodziców dzieci w wieku 6–18 lat widać skokowy wzrost wypłacanych sum po 11. urodzinach.

Jeśli nie masz pomysłu na wysokość kieszonkowego swojego nastolatka, poproś go, żeby sam określił kwotę. Zazwyczaj zaproponuje mniej, niż planowałeś mu dać. Po prostu chce mieć jakieś kieszonkowe, tak jak chce mieć swój pokój – bo dziś wszyscy w jego otoczeniu mają i nie chce być dziwadłem – to jest priorytet. Jeśli już ustaliłeś sumę, wypłacaj ją regularnie co do dnia. I nie każ dziecku płacić z własnego kieszonkowego za ubezpieczenie w szkole, wycieczkę, książki czy kartę miejska. Zadaniem kieszonkowego nie jest pokrywanie takich wydatków. Nastolatek ma wydawać je na swoje potrzeby. Ale też nie dawaj mu dodatkowych pieniędzy, gdy wszystko natychmiast wyda. Tylko w ten sposób nauczy się gospodarować pieniędzmi i powoli zacznie rozumieć, jak działa ekonomia.

Nie stać nas na to

Nastolatek zawsze orientuje się, jak jego rodzina jest sytuowana. Jeśli dziecko wie, że rodzic może sobie pozwolić na jakiś zakup, a słyszy „nie stać nas na to”, oznacza to dla niego, że nie chcesz mu tego kupić. I często jest to prawdą, bo używamy tej wymówki, żeby spławić nastolatka – uważamy, że nas nie szanuje, jest niewdzięczny, źle się uczy, jest rozpieszczony lub tonie w przedmiotach…

Sądzę, że odmawianie dziecku pieniędzy na wycieczkę czy kurs dla blogerów pod hasłem „nie stać nas na to”, jeśli rodzice palą papierosy lub regularnie piją alkohol, jest przemocowe, bo palenie to wydatek rzędu 300–500 zł miesięcznie i nastolatki na pewno nie nabiorą się na taki argument. Ale równie niedobry, bo niszczący moralnie, jest model, w którym rodzice odmawiają sobie – nie wyjeżdżają na urlop, nie chodzą do teatru czy do kina, marnie jedzą, za to ich nastolatek ma tzw. wszystko. Tu przypomina mi się motto ze szkolnych lekcji ekonomii: „Nie mów mi, co cenisz. Pokaż mi swój budżet, ja ci powiem, co cenisz”.

Rozmawiałeś ze swoim nastolatkiem o tym, że za każdą decyzją zakupową kryje się deklaracja ważnych dla nas wartości? Zrób to jak najszybciej, bo rozmowy o pieniądzach – tak jak o wszystkich innych rodzinnych sprawach – ujawniają prawdę o relacji. A kiedy następnym razem twój nastolatek przyjdzie z prośbą o zakup kolejnej wersji „Wiedźmina” albo nowy telefon, nie odpowiadaj, że cię na to nie stać, a zapytaj, czy ma jakiś plan, jak zdobyć resztę pieniędzy.

Zamiast świnki

Pamiętaj, że oszczędzania trzeba dzieci nauczyć, bo zgodnie z normą statystyczną mózg człowieka w wieku 12–19 lat nie jest jeszcze w pełni dojrzały i nastolatek nie jest w stanie planować w perspektywie dłuższej niż dwa miesiące. Odkładanie na studia, na mieszkanie, na emeryturę czy nawet na rower, który kupi sobie za kilka miesięcy, jest czystą abstrakcją. Ideę oszczędzania trzeba więc przekuć w konkret, np. słoik z kartką „na fotel”, do którego wrzuca się drobne z każdego dnia. Kiedy słoik się zapełni, na kartce wpisuje się kwotę, której jeszcze brakuje.

Jeśli nastolatek czegoś zapragnie, namów go na słoik. Niech zobaczy, jak powstrzymanie się od zjedzenia przekąski na mieście przekłada się na realizację marzeń. Nastolatkowi, który chce z tobą współpracować (jeśli tak nie jest, to i tak niczego go nie nauczysz), zaproponuj, żeby dokładnie zapisywał cele (co, za ile i kiedy chce kopic). Następnie ustalcie, ile pieniędzy trzeba co miesiąc na to odłożyć.

Fucha po lekcjach

Według ogólnopolskiego badania CBOS „Młodzież 2016” aż 59 proc. nastolatków ma pieniądze z dorywczej pracy w wakacje, 38 proc. pracuje dorywczo w ciągu roku, 13 proc. zarabia podczas zawodowych praktyk. Jednak wielu rodziców nie chce, żeby ich dziecko dorabiało. Ma się skupić na nauce, bo ona jest najważniejsza. Tymczasem młode pokolenie wie już, że jego przyszłe dochody nie będą tak ściśle skorelowane z wykształceniem jak obecnie, bo rynek pracy rozwija się bardziej dynamicznie niż kiedykolwiek i nikt nie wie, na czym będzie się dobrze zarabiać za kilkanaście lat. Zarobkowanie jako bloger i youtuber jest dla rodziców dzisiejszych nastolatków czarną magią. Czują się więc bezradni, kiedy ich dziecko zapowiada, że nie zamierza dalej chodzić do szkoły, bo przecież może zarabiać krocie w Internecie, jak robi to wielu jego rówieśników. Jak na to zareagować? Po prostu wysłuchać, pokazać, że się podchodzi do sprawy poważnie, a następnie zapytać: „O czym chcesz pisać, co nagrywać?”. To lepsze niż wyśmianie, bo zmusza do działania, a o to przecież w wychowaniu nam chodzi. Nastolatki rwą się do zarabiania pieniędzy, niech więc popracują i sprawdzą, ile się trzeba wysilić, żeby zarobić 50 zł. Zawsze warto przekonać się na własnej skórze!

Wielu rodziców wciąż nie ma pomysłu, jak przygotować dorastające dzieci do zarządzania finansami. Pewnie dlatego, że sami nie wiedzą, ile kosztuje kredyt, który właśnie zaciągnęli, ani jakiej emerytury mogą się spodziewać. Jeśli należysz do tej grupy, uzupełniaj braki wiedzy: w Internecie znajdziesz wykłady, jest też wiele poradników nt. rodzinnych finansów, m.in. legendarna już książka „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, którą możesz też dyskretnie podrzucić nastolatkowi. Pamiętaj, że na jego przyszłość wpłyną też twoje umiejętności gospodarowania domowym budżetem.

Domowy kurs ekonomii

  • Dawaj swojemu nastolatkowi kieszonkowe. Nie wychowuj go bez dostępu do pieniędzy, bo wyrośnie na finansowego kalekę.
  • Nie bój się rozmawiać z dzieckiem o pieniądzach. Po prostu zacznij ten temat, a zobaczysz, jak jest on dla nastolatka ciekawy.
  • Zachęcaj, żeby dziecko zapisywało, co kupiło. Inaczej nigdy nie zobaczy, ile miesięcznie (albo rocznie) wydaje np. na napoje, przekąski, kosmetyki.
  • Powieś na lodówce hasło Beniamina Franklina: „Strzeż się drobnych wydatków. Mały przeciek bywa przyczyną zatonięcia wielkiego statku”.
  • Poszukaj ciekawych nagrań youtuberów dotyczących oszczędzania i zarabiania. Wyślij link nastolatkowi. Od obcych twoje dziecko przyjmie wiedzę, którą od ciebie często automatycznie odrzucą.
  • Rozmawiaj z innymi rodzicami o ich sposobach na finansowanie prywatnych potrzeb dzieci.
  • Ponieważ młody człowiek nie musi się troszczyć o czynsz, energię, wodę, jedzenie, ubrania, lekarstwa (bo tym zajmują się dorośli) – wydaje mu się, że pensja 2000 zł czyni z niego milionera. Pokaż nastolatkowi, ile kosztuje życie – konkretnie na waszych rachunkach. Niech pomyśli, ile będzie musiał zarabiać, żeby żyć lepiej niż rodzice.