fbpx

Czy mężczyznę można zmienić?

Czy mężczyznę można zmienić?
Dla mężczyzn istota sprawy i cel są na zewnątrz, dla kobiet - wewnątrz. Co innego decyduje o ich poczuciu godności i wartości. Dla mężczyzn bardziej liczy się to, żeby wziąć się w garść niż coś poczuć. (Fot. iStock)

Utarło się, że kobiety chcą wciąż zmieniać mężczyzn, a oni – pozostać sobą. Tylko co właściwie znaczy „być sobą”, a co „zmienić się”? Psycholog Paweł Droździak twierdzi, że to, co jest w nas naprawdę istotne, pozostaje poza zasięgiem świadomego o tym decydowania.

Statystyki mówią, że mężczyźni rzadziej niż kobiety chodzą na warsztaty czy terapię. Dlaczego? Nie czują potrzeby zmiany? Dowiedzenia się czegoś o sobie?
Rzeczywiście kobiety i mężczyźni myślą o sobie inaczej, i to dotyczy zarówno ich ciała, jak i psychiki. Kobieta częściej i dłużej będzie się zastanawiać nad tym, jaką jest osobą. Trochę tak jakby przymierzała różne ubrania przed lustrem. Stąd popularność psychozabaw, astrologii czy numerologii, które są w czasopismach dla kobiet. Ale nie dlatego, że panowie nie wierzą w astrologię. Chodzi po prostu o to, że mężczyzn tak bardzo nie interesuje, jakimi są osobami…

A przecież najważniejsze jest właśnie to, żeby wiedzieć, kim jestem i co chcę z tym swoim życiem zrobić.
Zależy, jakie pytanie mamy na myśli: „kim jestem?” czy „jaki jestem?”. To zasadnicza różnica. Mężczyzna odpowiada tak: „jestem dyrektorem banku, jestem uczciwy, grzeczny lub niemiły”. Mężczyźni częściej zastanawiają się nad tym, kim są, ale w sensie społecznym, tzn. jaką zajmują pozycję w hierarchii lub jaką mają pozycję zawodową. Albo kim są w sensie etycznym, tzn. porządnym człowiekiem czy nieporządnym. Taka typologia najczęściej interesuje mężczyznę: funkcjonalna i etyczna.

A co z kobietami?
Kobieta częściej zadaje sobie pytanie: „jaka jestem?”. I dostaje cały wachlarz określeń: jestem wrażliwa, wysokowrażliwa, zalotna, skryta etc. Do tego kobieta jest gotowa na to, żeby w każdej chwili zakwestionować siebie, jeśli tylko zostanie jej podsunięty nowy samoopis. To trochę jak z tym dobieraniem stroju: kobieta stoi przed lustrem i zakłada apaszkę, podchodzi koleżanka i mówi: „wiesz, do twoich oczu lepiej by pasowała ta turkusowa” i ona ją bierze i sprawdza. A później bierze kolejną. Tymczasem mężczyzna jeżeli raz dostanie turkusową koszulę, to już zawsze będzie chodził do sklepu i mówił: „poproszę turkusową”. Podobnie jest z męskim opisem siebie i swojej psychiki.

I jak to się przekłada na korzystanie z różnego rodzaju usług psychologicznych czy terapeutycznych?
Kiedy mężczyźni trafiają na terapię, to przychodzą w konkretnej sytuacji kryzysowej, np. z brakiem możliwości porozumienia się z kobietą, bo nie rozumieją, o co jej chodzi. Albo też przychodzą z problemem własnej nieskuteczności, np. w zakresie funkcjonowania seksualnego. Albo z tym, że nie są w stanie napisać pracy magisterskiej, nie mogą się zmotywować ani zebrać do kupy. Lub mają załamanie depresyjne, piją i nie mogą przestać. Niestety, często jest też tak, że mężczyzna mówi mi: „gram w gry, przysłała mnie tu żona”. I szybko okazuje się, że bycie hazardzistą nie jest dla niego żadnym tematem tabu. Problemem do rozwiązania jest według niego to, żeby żona się wreszcie odczepiła.

No i dlaczego tak jest? Mężczyzna nie lubi się zmieniać?
Po prostu dla mężczyzn najczęściej istota sprawy i cel są na zewnątrz. A dla kobiety – wewnątrz. Jeżeli wejdziesz do księgarni i popatrzysz na półkę z książkami psychologicznymi, to oprócz fachowej literatury psychologicznej będą dwa rodzaje książek z zakresu poradnictwa psychologicznego. Te zorientowane na autoeksplorację, czyli: jaką jesteś osobą, jak nawiązywać relacje, jak mieć dla siebie czas itd. To książki skierowane do kobiet, pisane przez kobiety. Druga grupa dotyczy tego, jak: osiągać pewne cele, zmotywować się, manipulować, rozmawiać, negocjować, zarządzać lub nie dać zarządzać sobą, jak nie dać się oszukać, jak oszukać, jak sprzedać itd. To książki, które pokazują inny sposób użycia wiedzy – do osiągania pewnych celów. Najczęściej pisane są przez mężczyzn i do nich kierowane.

Mężczyznom trudniej jest zajrzeć w siebie?
Powiem tak – jeżeli którąś z cech stereotypowo męskich lub kobiecych doprowadzimy do skrajności, to w obu przypadkach uzyskamy obraz zaburzenia klinicznego. Obraz kobiety, która jest zainteresowana wyłącznie autoeksploracją i nie jest w stanie funkcjonować na zewnątrz i realizować cele. Albo obraz mężczyzny socjopaty, z którym da się porozumiewać jak z automatem do kawy. Jeśli wrzucisz monetę, to dostajesz kawę i tyle. Ale najczęściej faktycznie dla mężczyzn bardziej liczy się to, żeby wziąć się w garść niż coś poczuć. Bo właśnie z tego są rozliczani.

Wyobraźmy sobie sytuację: mężczyzna jest oceniany przez kobietę jako atrakcyjny dlatego, że osiąga coś w życiu i jest sprawczy. Jednak w pewnym momencie partnerka odkrywa, że z tym mężczyzną nie można żyć, bo on nic tylko osiąga i osiąga. Kobieta czuje się sfrustrowana, chciałaby, żeby on się uwrażliwił. A on mówi: „ale jeśli stanę się bardziej wrażliwy, to nie będę już nic osiągał”. No i mamy paradoks, który próbuje się rozwiązać kompromisem, zwykle bez sukcesu.

Dlaczego się nie udaje?
Może się udać, ale częściowo. Z jakiegoś powodu psychoterapia poszła dzisiaj w stronę głębokiej autoeksploracji, dosłownie „badania tego, co czujesz w kontekście konkretnego uczucia, którego doświadczasz”. Zaczęła być domeną kobiet. Wystarczy stanąć przed jakąś uczelnią wyższą, żeby zobaczyć przewagę studentek psychologii albo popatrzeć na dowolną ofertę psychologiczną, w większości tworzoną przez terapeutki. A wśród klientek znajdziemy głównie kobiety.

W związku z tym, kiedy do gabinetu terapeutki trafia mężczyzna, celem terapii, oczywiście nie oficjalnym, tylko tym nieuświadamianym przez żadną ze stron, często jest to, żeby rozwinąć w nim żeńską stronę i spróbować otworzyć jego percepcję do wewnątrz. Z kolei proces leczenia kobiety przez terapeutę mężczyznę polega częściej na uświadomieniu jej sprawstwa, odpowiedzialności za to, co robi, i kierowaniu jej w stronę działania; mamy tu także próby uczynienia jej narracji bardziej racjonalną, rzeczową, możliwą do pojęcia przez mężczyznę. Terapeuta często jakby leczy kobietę z kobiecości, a terapeutka – mężczyznę z męskości. Oczywiście terapeuci starają się być świadomi tych odchyleń, ale to nie jest proste.

To, że mamy niewielu terapeutów, jest dla mężczyzn hamulcem, żeby zacząć terapię?
To jest hamulec dla jednej i drugiej strony. Terapeutki czasem obawiają się zetknąć z męskim punktem widzenia, dostrzegają, że ich punkt widzenia się wyczerpał, a problem nadal istnieje. Być może dlatego, że inaczej rozumieją zmianę. Dla kobiety terapeutki zmiana to coś, co przepracowałam, poczułam, skontaktowałam się z tą czy inną prawdą. Dla mężczyzny to znaczy: nauczyłem się, opanowałem pewną umiejętność, dokonałem czegoś, udało mi się.

Dlatego powstał coaching, który był typowo męskim pomysłem, po to, żeby skupić się na osiąganiu celów. Na przyszłości, a nie przeszłości. Czy też nurt terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, w której rozumiemy człowieka jako istotę mającą pewne cele. A nie uczucia czy kompleksy związane z wyparciem. W zależności od tego, jak rozumiesz i widzisz człowieka, inaczej będziesz budować proces terapeutyczny.

Uważasz, że terapia dla mężczyzny prowadzona „do wewnątrz” albo ta prowadzona przez kobietę, są mniej skuteczne?
To nie tak, że to jest nieskuteczna terapia. Jednak mężczyzna będzie miał większe problemy i opór, żeby w to wejść. Faceci mają mniej rozbudowany świat emocji. Dlatego musimy mieć świadomość tego, że mężczyźni i kobiety jednak żyją w innym świecie, bo co innego decyduje o ich poczuciu godności i poczuciu wartości.

Jeśliby to do czegoś porównać, to mamy sport typu crossfit albo hatha jogę. Jaka jest różnica? Ten pierwszy jest skierowany na funkcjonalność zewnętrzną ciała i wynik, którym można się pochwalić: coś podniosłem, wygląd mojego ciała się zmienił. Natomiast w jodze wykonujemy ćwiczenia po to, żeby pełniej doświadczyć swojego ciała. Ilu mężczyzn trenuje crossfit, a ilu jogę?

Skoro więc mamy więcej terapeutek niż terapeutów, do tego zmienia się świat, mówię o czasie pandemii, w którym osiąganie i sięganie na zewnątrz jest ograniczone, plus kryzys męskości – jak to wszystko wpływa na mężczyznę?
Nadal wiadomo, co stanowi o wartości mężczyzny, to się nie zmieniło. Widzimy, jacy mężczyźni zajmują wyższą pozycję w hierarchii i którzy są preferowani przez kobiety. Mężczyzna nadal ma mieć skuteczność, wysoką pozycję, ma być konkretny i wzbudzać poczucie bezpieczeństwa, tylko nie może się do tego absolutnie przyznawać. Bo jeśli się z tym afiszuje, to automatycznie staje się prostakiem. Myślę, że nie ma kryzysu męskości. Jest tylko kryzys dyskursu publicznego. Nowa zasada jest taka, że kluczową umiejętnością męską i warunkiem skuteczności społecznej jest umiejętność zaprzeczania temu, że skuteczność i sprawczość są ważne. Jeśli mężczyzna potrafi temu sprawnie zaprzeczać, a jednocześnie jest skuteczny i sprawczy – osiągnie bardzo wiele. Jeśli jednak wypowie głośno, że sprawczość jest ceniona, jego postać stanie się synonimem porażki, ponieważ stanie się elementem pastiszu. Współczesny mężczyzna robi to, co robił, tylko tego głośno nie nazywa. O ile jest mądry. Ot, i cały kryzys.

Mówimy teraz o zmianach, o różnicy między mężczyznami a kobietami i o tym, w którą stronę to wszystko idzie, ale myślę, że ważniejsze jest to, czy ludzie w ogóle mogą się zmienić. Czy to się udaje?
My jednocześnie możemy i nie możemy się zmienić. Bo patrząc na to od strony genetyki, co psychologowie robią niechętnie, to na olbrzymią część naszych cech i osobowości nie mamy wpływu. Każdy człowiek, który miał dwójkę dzieci albo chociaż dwa koty, dostrzega te różnice. Jedna osoba jest wrażliwa, druga odważna, inna błyskotliwa, dłużej bądź krócej trzyma w sobie afekt, jedna jest wysoko-, a druga niskoreaktywna. Są osoby, które wszystko przyjmują do siebie, są też takie, po których wszystko spływa. Niektórzy szukają adrenaliny i skaczą ze spadochronem, inni nawet by nie wsiedli do tego samolotu, bo od samego patrzenia dostaliby zawału.

Tego w sobie nie zmienimy.
Dlatego, że to jest nasza cecha stała, która zawsze dojdzie do głosu. Weźmy taką sytuację: jadę samochodem, aż nagle z bocznej ulicy wyskakuje pies. Szybko naciskam hamulec, pies przebiega, no i jadę dalej. Teraz pytanie: jak długo będę miał w sobie to pobudzenie? To istotne, bo jeśli później pójdę do pracy, gdzie pokłócę się z szefem, to gdy wrócę do domu, przyniosę tę awanturę czy nie? To zależy od czasu zalegania afektu, jeśli go nie trzymam w sobie, to awantura skończy się w pracy i tam zostanie.

Ale jesteśmy w stanie nauczyć się, jak sobie z tym radzić. Co mężczyzna jest w stanie zmienić?
To prawda, niektórych rzeczy można się nauczyć. Można zmieniać własne postawy i przekonania. Generalnie przy wystarczająco dobrym środowisku rodzinnym rozwijamy swój naturalny potencjał genetyczny. Jeśli środowisko rozwojowe wywołało traumę, tego potencjału rozwijać nie możemy, to znaczy on działa tak czy siak, ale na naszą szkodę, zamiast na naszą korzyść i wtedy w terapii jesteśmy w stanie do tej złej przeszłości wrócić i spróbować to przerobić. W ten sposób powstaje zmiana postaw. Ten sam człowiek, a jednak trochę się zmienia.

W jakim stopniu jesteśmy w stanie się zmienić? W jednym procencie czy jednak więcej?
Załóżmy, że jestem człowiekiem, który ma wysoki próg pobudzenia, czyli szukam przygód. W dodatku jestem inteligentny, ale mam wysokie zaleganie afektu, czyli długo we mnie pozostają wzbudzone emocje. Do tego pochodzę z domu, w którym zawsze powtarzano mi, że jestem kretynem i nic w życiu nie osiągnę. W końcu trafiłem do zakładu karnego, w którym miałem fajnego terapeutę i usłyszałem: „Stary, przecież ty masz zdolności”. Nagle się okazało, że mężczyzna z tymi samymi cechami osobowości, tyle że zachęcony do działania, robi maturę, zaczyna czytać książki i kończy studia. Wchodzi w inny rozdział życia, wykorzystuje swoje cechy w konstruktywny sposób. O to chodzi w terapii.

A co z postanowieniami noworocznymi? Czego powinien sobie życzyć mężczyzna w 2021 roku, żeby żyło mu się lepiej?
Ja na ubiegły rok miałem zaplanowanych siedem różnych rejsów jachtem – głównie szkoleniowych – i jeden ciekawy projekt proekologiczny. Z tego wszystkiego odbyła się połowa i to nie w tym terminie, jaki był planowany. Mamy, jak nam się zdaje, doskonale dopracowane plany, a los robi z tym, co sam chce. Projekt eko upadł całkiem z powodu pandemii. Co będzie w 2021? Pusta kartka. Nikt nie wie. Warto się skonfrontować z tą stroną życia. Z tym, że nie możemy zaplanować wszystkiego, bo przyszłość jest nieznana.

A może te postanowienia powinny iść do wewnątrz, wtedy można coś zaplanować, np.: będę lepszym ojcem albo mężem…
Nie można zmieniać siebie drogą postanowień. To tak nie działa. To, co jest w nas naprawdę istotne, pozostaje poza zasięgiem świadomego decydowania o tym. Oczywiście pewne decyzje możesz podejmować, ale na pewno nie dotyczy to twojego życia wewnętrznego. Bo nie możesz powiedzieć, że będziesz pewne rzeczy czuła lub nagle w coś uwierzysz.

„Będę lepszym ojcem”– jest na tyle ogólnikowe, że każdy może zrozumieć to inaczej. Bo co, będę się więcej uśmiechał? Odrabiał z synem lekcje? Myślę, że do postanowień, które działają, musimy dojrzeć. Po prostu w pewnym momencie coś w nas się dopełnia i mówimy sobie: „kurcze, no muszę z nim te lekcje odrabiać, zależy mi na tym”.

Jaka zmiana w myśleniu, odczuwaniu i zachowaniu jest z twojej perspektywy najbardziej potrzebna współczesnemu mężczyźnie?
Wysłałbym w prezencie każdemu mężczyźnie ojca. A jeśli nie, to chociaż dziadka czy wujka. Jakiś rodzaj ciągłości męskiej linii i opowieści o mężczyznach. I nie chodzi o to, żeby byli dla nas wzorami, ale żeby można było ich życie poddać pewnej refleksji i próbować wyciągnąć z nich tyle dobrego, ile się tylko da.

Paweł Droździak, psycholog, psychoterapeuta, mediator rodzinny. Prowadzi praktykę prywatną. Pracuje z osobami dorosłymi i parami. Współautor książek: „Zawsze bezpieczna” (2003), Blisko, nie za blisko” (2012).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze