Czy płeć ma znaczenie w pracy?

fot. iStock

Na rynku pracy wciąż obowiązuje wiele stereotypów dotyczących płci, więc protekcjonalny ton, zawstydzanie czy żarty nie należą do rzadkości. Zwłaszcza jeśli w zespole jesteśmy mniejszością. Jak reagować, radzi facylitatorka i trenerka Agnieszka Wróblewska

Przekleństwo poufałości

Jestem główną księgową w firmie motoryzacyjnej, w której pracują niemal sami mężczyźni. Mam odpowiedzialną funkcję oraz doświadczenie w zawodzie. Mimo to współpracownicy ¬ koledzy, ale też dyrektorzy działów, zresztą wszyscy bez wyjątku młodsi ode mnie ¬ traktują mnie protekcjonalnie, na przykład zwracają się per „kochana” czy ” pani Basieńko”. Nie czuję się poważnie traktowana, ale nie wiem, jak reagować. Zależy mi na tej pracy, bo już niewiele czasu zostało mi do emerytury, poza tym lubię to, co robię i samą firmę też. Jedynym problemem jest zachowanie kolegów. Naprawdę mnie to złości. Jak poradzić sobie z tą sytuacją? – Barbara, 57 lat

Agnieszka Wróblewska: Z listu nie wynika jasno, czy to niepoważne traktowanie dotyczy pani jako osoby, czy przejawia się również w lekceważących zachowaniach podczas merytorycznej współpracy. W pierwszym przypadku zachęcałabym po prostu do asertywnego mówienia o tym problemie, czyli o nadmiernym skracaniu dystansu. Dobrze byłoby, żeby pani najpierw porozmawiała ze swoim bezpośrednim przełożonym. Natomiast jeżeli współpracownicy nie traktują pani poważnie w kontekście kompetencji zawodowych, powinna pani zdecydowanie określić zasady. Szacunek wobec zadań, jakie pani wykonuje, wydaje się zresztą ważniejszy niż różnica wieku. Jeśli sama pani będzie uważała, że to, co wnosi w działalność firmy, jest ważne (niezależnie od wieku, płci czy innych pozycjonujących aspektów), to osoby w firmie też zaczną panią traktować z szacunkiem. W tej konkretnej sytuacji chodzi o zmianę dotychczasowego wzorca reagowania otoczenia, a to wymaga cierpliwości, ale i zdecydowanego działania. Przy pewnej dozie asertywności i konsekwencji powinno się udać, ale warto pamiętać, że na efekty tej zmiany trzeba będzie poczekać, zwłaszcza jeśli do tej pory akceptowała pani taki rodzaj komunikacji.

Żarty nie na miejscu

Niedawno skończyłam inżynierię budownictwa i zaczęłam pierwszą pracę na budowie. Moimi współpracownikami są sami mężczyźni – od głównego inżyniera inwestycji, przedstawicieli inwestora, poprzez kierownika budowy, po budowlańców. Niestety, mężczyźni nie ułatwiają mi życia. Traktują mnie z przymrużeniem oka, krytykują to, co mówię albo… odwrotnie: podrywają. I wszystko to pół żartem, pół serio. Nie wiem, jak na te zaczepki odpowiadać. Zaczynam mieć obawy, że tak będzie na każdej budowie i nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Na studiach też się zdarzyły podobne zachowania, ale było łatwiej, bo nie byłam jedyną kobietą i wśród rówieśników czułam się pewniej. Co mogę zrobić, żeby to zmienić? – Zuzanna, 26 lat

A.W.: Pierwsza praca na budowie jest zazwyczaj dla młodej pani inżynier przyspieszonym trybem dojrzewania do tej roli. Część kobiet nie jest w stanie takiej próby przejść i decyduje się na pracę w biurach projektowych. Te, które zostają, wykonują w pewnym sensie „misję” dla kolejnych pokoleń kobiet, które dzięki temu będą traktowane już zupełnie inaczej. A co można zrobić dla siebie? Postarać się być sobą i robić swoje. Żarty ucinać w miarę szybko, ale też nie robić z nich wielkiej sprawy. Na pewno przyda się odrobina poczucia humoru i umiejętność zastosowania ciętej riposty. Wymaganie szanowania swoich decyzji i realizowania poleceń. Wcale nie musi pani przy tym przeklinać ani krzyczeć, ale mówić głośno i zdecydowanym tonem. Proszę unikać obrażania się i wycofywania, jeśli pracownik nie wykonuje poleceń. Przekonanie zespołu do swoich kompetencji będzie wymagało wyższej od przeciętnej pewności siebie, ale proszę potraktować to jako dobrą okazję do własnego rozwoju.

Koalicja mężczyzn

Pełnię funkcję dyrektorki w firmie szkoleniowej, jestem też jedyną kobietą w zarządzie, poza tym jest w nim czterech mężczyzn. Mam wrażenie, że pozostali członkowie zarządu zawarli przeciwko mnie coś w rodzaju koalicji. Prawie każdy wniosek, który zgłaszam, wywołuje zażartą dyskusję, w której oni są zaskakująco zgodni, i kiedy dochodzi do głosowania, zawsze wypada ono dla mnie niekorzystnie. Zachowują się wobec mnie kurtuazyjnie, pod tym względem nie mogę im niczego zarzucić, ale nie uważają mnie chyba za partnera biznesowego. Odwoływanie się do rzeczowych argumentów nie pomaga. Próbowałam z nimi rozmawiać, ale wypierają się jakiejkolwiek zmowy przeciwko mnie. Nie mam ochoty poddać się i zgadzać z nimi dla świętego spokoju, ale zauważyłam, że coraz częściej mi się to zdarza, choć w gruncie rzeczy nasze wizje rozwoju firmy zaczynają się bardzo różnić. Jakie mam szanse, żeby zaistnieć jako prawdziwy partner dla kolegów z zarządu? – Anna, 43 lata

A.W.: Niższa pozycja zawodowa kobiet i co za tym idzie, słabsza ich reprezentacja w strukturach zarządczych czasami prowadzi do trudnych sytuacji. Dużo zależy od kultury firmy oraz świadomości mężczyzn, którzy z nimi współpracują. Może się jednak zdarzyć, że będą oni zupełnie nieświadomi tego, że nie traktują koleżanek partnersko. W tej trudnej sytuacji najważniejsze to koncentrować się na kwestiach merytorycznych, a nie na walce interpersonalnej, bo jeżeli skupimy się na tym, żeby przede wszystkim udowodnić spisek przeciwko nam, można popaść w paranoję. Głównie skupiłabym się na pokazywaniu swojej wiedzy i kompetencji oraz pracy nad relacjami z pojedynczymi osobami, a nie z całym zarządem. Z listu wynika także, że przeżywa pani wewnętrzny konflikt: walczyć czy odpuścić? Taka alternatywa zazwyczaj nie prowadzi do korzystnego rozwiązania, bo opiera się na silnych emocjach, wynikających zapewne z tego, że jako kobieta znajduje się pani w tym układzie w mniejszości. W dodatku, pomimo że psychologicznie jest to naturalne, reakcja emocjonalna zaraz spotyka się z krytyką. Proponuję, żeby zamiast na swojej pozycji – skupić się na jednej, konkretnej sprawie – takiej, którą w tym momencie uważa pani za najważniejszą dla firmy i starannie przygotować swoje argumenty. Może też pani szukać „sprzymierzeńców” spoza tego układu, zaproponować zewnętrznych konsultantów, zaprosić ich na zebranie, przedstawić dodatkowe ekspertyzy.

Bunt uczennic

Jestem nauczycielem języka polskiego w liceum. Pracę zacząłem dopiero trzy lata temu. Moi uczniowie to w większości dziewczyny. Od zawsze marzyłem o pracy w szkole średniej i zawodzie nauczyciela, ale nie spodziewałem się, że praca w żeńskiej klasie może być tak trudna. Z natury jestem nieśmiały, a moje podopieczne wręcz przeciwnie ¬ żartują sobie, podrywają mnie, a czasem nawet zachowują się arogancko i niegrzecznie. Właściwie nie ma zajęć, żeby mnie swoim zachowaniem nie wyprowadziły z równowagi. Ich uwagi i zaczepki sprawiają, że zamykam się w sobie i nie umiem zareagować. Zaczynam po prostu lekcję, ale one wcale mnie nie słuchają. Jak mogę wzbudzić w tych dziewczynach respekt i być dla nich autorytetem? – Paweł, 29 lat

A.W.: Wyobrażam sobie, że jest to duże wyzwanie i trudny początek pracy dydaktycznej. Zwłaszcza że generalnie praca nauczycieli wszystkich szczebli robi się coraz trudniejsza, ponieważ uczniowie stają się coraz bardziej swobodni, odważni, często agresywni. Dla osoby nieśmiałej, marzącej o tym, by jedynie zarażać innych swoją pasją do literatury, może to być duży szok, ale też okazja do pracy nad sobą. Na pewno są takie momenty, kiedy nauczyciel postawiony w trudnej sytuacji odczuwa ogromną złość na jedną czy drugą uczennicę i miałby ochotę ją ukarać jedynką. Proponowałabym nie tłumić tych impulsów, tylko zastanowić się, jak w adekwatny do sytuacji sposób wprowadzić je w życie. Warto w pełni skorzystać z posiadanego autorytetu, przede wszystkim uświadomić sobie, że nauczyciel, wprawdzie liczebnie jest w mniejszości, ale ma rangę, która daje mu status większościowy. Wtedy łatwiej przyjdzie przywołać uczennice do porządku. Wielu mężczyzn w takiej sytuacji nie reaguje wprost, a potem nadużywa swojej pozycji. Radzę, żeby pan świadomie i jednoznacznie używał swojego autorytetu. Można też zastanowić się nad udziałem w jakichś kursach psychologiczno-szkoleniowych, podczas których nauczy się pan, jak wpływać na uwagę słuchaczy, jak radzić sobie z trudnymi osobami w grupie albo co robić w sytuacji, gdy zupełnie nie jest pan w stanie zapanować nad grupą. Czasami można mieć wspaniałą wiedzę do przekazania, ale nieśmiałość, brak doświadczenia w pracy z zespołem i nieumiejętność reagowania na agresywne zachowania skutecznie to uniemożliwi. Na szczęście są to kompetencje, które można wypracować.

Agnieszka Wróblewska, psycholożka, trenerka, superwizorka i dyplomowana facylitatorka, współtwórczyni Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces w Warszawie. Prowadzi szkolenia i konsultacje dla firm

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »