fbpx

Jak reagować, gdy współpracownicy są poniżani?

Jak reagować, gdy współpracownicy są poniżani?
fot.123rf

Jak zachować się, gdy ktoś w twoim towarzystwie krytykuje i obraża inne osoby? Zaprotestować i stanąć w obronie? Ignorować, choć nóż otwiera się w kieszeni? A może wkroczyć jako mediator, ryzykując, że oberwiesz rykoszetem? Najlepsze będzie czwarte rozwiązanie. Jakie?
Gdyby głupota była lżejsza od powietrza, latałaby pani jak gołębica” – to zabawne powiedzonko doktora Strossmayera z prehistorycznego już dzisiaj serialu „Szpital na peryferiach” może wydać się mniej zabawne w pracy, gdy padnie z ust przełożonego, skierowane do koleżanki z biurka obok. Taki rodzaj oceniania, nawet zabarwiony humorem, jest jednym z typowych sposobów na pokazanie swojej wyższości nad innymi. Strategia zachowań opartych na umniejszaniu innych zawsze prowadzi do niesprawiedliwości, odbierania pewności siebie i godności. Nie jest przyjemnie uczestniczyć w sytuacji, która powoduje utratę poczucia własnej wartości i kontroli nad życiem. Nawet wówczas, gdy nie jest to twoje życie.

Sposobów, na jakie można poniżyć drugą osobę, jest wiele. Na przykład poprzez przypisywanie komuś własnych błędów czy niedociągnięć: „Z tobą to się nie da rozsądnie porozmawiać; jesteś chyba do mnie uprzedzona; pewnie zapomnisz, co tu mówimy, więc lepiej zapisz”, wrzucanie kogoś do worka pod tytułem „zawsze/nigdy”: „Zawsze musisz się wtrącić; nigdy nie masz dla mnie czasu; czegokolwiek się tkniesz, to zepsujesz”, subtelne manipulacje w stylu: „Gdyby ci choć trochę zależało, żeby to zrobić dobrze…” albo: „Wydaje się, że osoba z twoim wykształceniem nie powinna mieć z tym problemu”. Równie skuteczne jest popularne ostatnio w korporacjach wzbudzanie niepewności: „Na twoje miejsce znajdzie się dziesięciu chętnych”. Jeszcze innym, niezwykle efektywnym sposobem pozbawienia drugiej osoby pewności siebie jest podstępny atak polegający na przykład na upublicznieniu informacji przekazanych w zaufaniu i wykorzystaniu ich do ataku: „Przecież sama mówiłaś, że marzysz o awansie, to może za twoją sprawą zniknęły dokumenty z biurka Bożeny?”.

To nie jest pełen katalog możliwych „poniżaczy”, za sprawą których druga osoba może czuć się wystawiona na pośmiewisko czy zdradzona. Jest ich nieskończenie wiele. Charakteryzują się jednak zawsze tym, że za ich stosowaniem stoi – świadoma czy nie – intencja poprawy własnego samopoczucia kosztem drugiej osoby. Ludzie szczęśliwi i spełnieni nie stosują takiej retoryki. Nie mają ku temu powodu.

Kto nakręca ten mechanizm?

Psycholog Jay Carter w swojej książce „Wredni ludzie” pokazuje mechanizmy komunikacji opartej na poniżaniu czy umniejszaniu i przypomina, że ludzie stosujący taką strategię nie biorą się z powietrza. Są spadkobiercami pewnej kultury bycia we wzajemnych relacjach, rozprzestrzeniają wokół siebie to, co im zaszczepiono. Ważne, żeby to rozumieć i jednocześnie absolutnie nie zgadzać się na takie toksyczne zachowania, bo jak to trafnie ujmuje Jay Carter: „Nie ma znaczenia, czy ktoś strzela do ciebie świadomie… umrzesz i tak”. Chodzi więc raczej o to, by wiedząc, że takie strzały mogą być śmiertelne – nauczyć się przed nimi chronić.Jednak często problemem nie jest to, że ktoś źle traktuje nas, ale że mimowolnie stajemy się świadkami złego traktowania innych. Agresorzy poszukują raczej łatwej zdobyczy, zawsze więc „zwęszą” kogoś, kto ma skłonności do bycia ofiarą. Jeśli próbują podporządkować sobie kogoś, kto się im przeciwstawi, zazwyczaj wycofują się z ataku, bo ich zachowania są przejawem słabości, a konfrontacja z kimś naprawdę silnym ich przeraża. Tak więc jeśli jesteś w miarę stabilną emocjonalnie osobą, prawdopodobnie nie będziesz celem ataku, możesz jednak być świadkiem poniżania innej osoby, i to może być naprawdę trudne doznanie. Szczególnie gdy wszystko dzieje się w pracy, a inicjatorem całego zajścia jest twój szef. Co wtedy robić? Iść na wojnę, występując jawnie przeciwko agresorowi, chociaż nikt o to nie prosi, a taka walka może skończyć się utratą pracy? Ignorować i udawać, że nic się nie dzieje, choć czujesz ścisk w żołądku? Wkroczyć jako mediator, ryzykując, że oberwiesz rykoszetem? Żadne z tych rozwiązań nie wydaje się dobre.

Kto jest ofiarą?

Proces komunikacyjny pomiędzy poniżającym i jego ofiarą rządzi się swoimi odwiecznymi zasadami. Pierwszą z nich jest to, że jedna ze stron opiera swoje poczucie bezpieczeństwa na sięganiu po władzę nad innymi. A kiedy ktoś próbuje nad kimś przejąć władzę, to tym mniej się napracuje, im bardziej bezbronna będzie upatrzona ofiara. Poniżanie, umniejszanie znaczenia drugiej osoby pozbawia ją poczucia własnej wartości i co za tym idzie – woli walki. Takie procesy rozgrywają się codziennie i wszędzie. Jedni ludzie mają więcej skłonności, żeby w nich uczestniczyć, inni mniej, ale nie ma chyba osoby, która nie doświadczyłaby tego rodzaju relacji.

Przy czym agresor nie zawsze jest potworem szukającym łatwej ofiary, na której może się wyżyć. Czasami ten, kogo postrzegamy jako ofiarę, przejawia takie mechanizmy zachowań, które wręcz zapraszają do tego, by uruchomić agresję. Są to osoby o rysie bierno-agresywnym: nigdy nie wchodzą w otwarty konflikt, zawsze przyznają rację, przepraszają, ale postępują tak, że prędzej czy później ktoś będzie musiał zareagować na ich „naprawdę nie wiedziałem, że to na dziś”, „to spóźnienie nie jest z mojej winy”, „ale tego się nie da zrobić”. Nie sposób nie wybuchnąć pod nadmiarem tych wszystkich wydarzeń, które dzieją się „same”, utrudniając życie wszystkim, którzy chcą, by nasza „ofiara” wywiązywała się ze swoich obowiązków, umów i przyrzeczeń. Dopóki więc nie mamy jasności, co naprawdę się dzieje, stawanie po czyjejkolwiek stronie w tego rodzaju konflikcie może skończyć się tym, czym przebywanie między młotem a kowadłem – całkowitym zgnieceniem.

Jak nie dać się wkręcić?

Jeśli w grze w poniżającego i ofiarę przypada ci rola świadka, masz do wyboru kilka zachowań, które pozwolą pozostać na zewnątrz zaklętego kręgu i jednocześnie działać na rzecz zatrzymania procesu toksycznej komunikacji.

Ludzie, którzy wprawiają kogoś w zakłopotanie w obecności innych, traktują świadków tego upokorzenia jako swoją tarczę. Jeżeli zmusisz ich do rozmowy w cztery oczy z ofiarą, stwierdzisz ze zdziwieniem, że spuszczają z tonu. Możesz więc powiedzieć: „Dla mnie to krępujące być świadkiem takiej rozmowy, czy możecie ją przeprowadzić gdzie indziej?” – dzięki temu poniżający nie będzie miał możliwości kontynuowania rozmowy według utrwalonego, toksycznego schematu.

Agresorzy czasami stosują strategię poniżania nieświadomie (jak wynika z badań tylko 1 proc. ludzi posługuje się tą techniką świadomie, a ok. 20 proc. – nieświadomie). Wtedy dobrym sposobem może być pokazanie, że widzimy, co się dzieje, i jesteśmy temu przeciwni: „Artur, mam wrażenie, że usiłujesz wprawić w zakłopotanie Ninę i nas przez to, że jesteśmy świadkami tej rozmowy. Może mógłbyś przywołać na pomoc swój profesjonalizm w zakresie komunikacji?”.

Poniżający czasami bezwiednie podejmują grę w agresora i ofiarę, rozpoczętą prze osobę ze skłonnościami do biernej agresji. W takiej sytuacji skuteczne mogą okazać się obydwie powyższe rady. Jeżeli jednak ciągle masz poczucie, że „trzeba coś z tym zrobić” – bardzo wartościowe może okazać się przeprowadzenie rozmowy z każdą ze stron konfliktu osobno i w cztery oczy w taki sposób, żeby rzeczowo pokazać im, jak działa mechanizm takiej gry, jakie są jej konsekwencje i jak można ją zatrzymać.

Jeżeli widzisz, że ofiarą agresji jest koleżanka z powodu swojej zbytniej uległości, a z szefem raczej nie da się porozmawiać, nie wchodząc w konflikt – najlepszym sposobem może być spokojne wsparcie koleżanki. Zasygnalizuj jej, że masz świadomość całego procesu i że postrzegasz go jako toksyczny. Poradź, gdzie szukać pomocy, by zerwać z postawą zbytniej uległości. Ważne jest, by okazywać wsparcie w rozsądnych granicach, nie ulegając pokusie, by działać w imieniu pokrzywdzonej. Taka sytuacja prowadzi bowiem do „wkręcenia się” w toksyczny trójkąt: agresor – ofiara – wybawca, a to w konsekwencji może jedynie osłabić nasze własne poczucie wartości i sprowadzić do poziomu, na jakim świadomie nigdy nie chcielibyśmy działać. Czasem wystarczy uświadomić „graczom” rodzaj gry, w jaką grają, by problem sam się rozwiązał.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze