fbpx

Jaka osobowość najbardziej odzwierciedla epokę, w której dziś żyjemy?

Jaka osobowość najbardziej odzwierciedla epokę, w której dziś żyjemy?
Wraz z upowszechnieniem Internetu wyłoniła się nowa formacja osobowościowa – osobowość transmisyjna poruszająca się w świecie „fastnetu”, gdzie ważniejsza jest szybkość reakcji niż wyciąganie wniosków. SMSy, emotki, posty, tweety służą kontaktowi, ale pozwalają też unikać bliskości. (Fot. iStock)

W latach 70. XX wieku wiele osób rozpoznawało swoje lęki, pragnienia i mechanizmy obronne w osobowości neurotycznej opisanej ponad 30 lat wcześniej przez niemiecką psychoanalityczkę Karen Horney. Jaka osobowość najbardziej odzwierciedla epokę, w której żyjemy dzisiaj – zastanawia się psycholożka Hanna Samson.

Kilka dni temu prowadziłam zajęcia z grupą młodych ludzi i na początku jak zwykle zapytałam, z czym zaczynają, co czują, co przeżywają tu i teraz. Większość odpowiedziała, że czuje się dobrze, dwie osoby czuły się źle, bo miały jeszcze jakieś rzeczy do zrobienia i nie wiedziały, czy zdążą po zajęciach.

A więc to tak? Czują się dobrze albo źle, i tyle? Przypomniałam sobie takie rundki z czasów mojej młodości, gdy na pytanie, co czujemy, badaliśmy wnikliwie swoje uczucia, próbując nazwać każde drgnienie duszy, zanurzaliśmy się w siebie, aby wydobyć to, co rozgrywa się w naszym wnętrzu. Działo się to oczywiście w grupach, które szkoliły się do pracy z ludźmi, ale ci młodzi, z którymi miałam kontakt niedawno, również są taką grupą. I gdy w tej grupie doszło do konfliktu między dwiema osobami, który udało nam się zresztą dość zgrabnie rozwiązać, nagle okazało się, że nie wszystkim się podobało, że w ich obecności ktoś przeżywa silne emocje. To chyba jakieś nadużycie, przekroczenie granic i manipulacja, bo prowadząca nie powinna była dopuścić do konfliktu między uczestnikami! A skoro już dopuściła, to powinna go rozwiązać gdzieś na boku, a nie na forum, żeby inni nie musieli tego przeżywać!

„No nie, co wy?!” – chciałam zakrzyknąć, ale to też mogłoby zostać uznane za nadużycie i manipulację, więc pozwoliłam sytuacji toczyć się dalej, aż kilka osób dostrzegło jej absurd i mogliśmy ją już spokojnie omówić. I można by pomyśleć, że była to jakaś szczególna sytuacja i szczególna grupa, bo generalnie ludzie są tacy sami jak kiedyś. Ale nie. Już od jakiegoś czasu w różnych grupach obserwuję tendencję do określania swoich uczuć słowami „dobrze” i „źle”. Zastąpienie tych słów nazwami uczuć często stanowi kłopot, choć wydawałoby się, że z uczuciami mamy bezpośredni kontakt. Czasem ludzie opowiadają o ważnych wydarzeniach ze swojego życia, ale nie potrafią powiedzieć, co wtedy czuli. Zdarzają się też sytuacje, że ktoś rezygnuje z uczestnictwa w grupie terapeutycznej z obawy przed tym, że przeżycia innych uczestników mogłyby go przytłoczyć. Jeszcze kilkanaście lat temu taka postawa należała do rzadkości, dziś spotykam się z nią znacznie częściej. Czyżbyśmy się naprawdę zmienili?

Bez kontaktu

Niedawno w Polsce ukazała się książka Christophera Bollasa „Znaczenie i melancholia. Życie w epoce oszołomienia”. Autor jest psychoanalitykiem i z tej perspektywy przygląda się naszej cywilizacji. Próbuje opisać to, co przez wieki działo się z ludźmi, i analizuje to, co dzieje się z nami teraz. Podobnie jak Karen Horney, która swojego czasu opisała osobowość neurotyczną – wyznacza tropy, w których możemy rozpoznać samych siebie i osoby wokół nas. Ta książka pomaga też zrozumieć, co wydarzyło się w tej grupie młodych ludzi, którzy wydali mi się tak różni od swoich rówieśników sprzed kilkudziesięciu lat.

Christopher Bollas zauważa, że od przełomu XX i XXI wieku w Europie i Ameryce następuje odejście od życia introspekcyjnego. Świadczy o tym chociażby fakt, że znacząca liczba ludzi przyjmuje leki antydepresyjne, które ułatwiają ignorowanie uczuć i związanych z nimi myśli. Dążenie do mniej niepokojącej codzienności doprowadziło do powstania nowej formacji osobowościowej – osobowości normopatycznej.

Osoba normopatyczna chroni się przed życiem psychicznym poprzez zanurzenie w świecie materialnym i dążenie do egzystencji rekreacyjnej. „Od supermarketu do sklepu z żywnością dla zwierząt, od sklepu z ubraniami sportowymi do marketu budowlanego, z lunchu z przyjaciółmi, na którym omawia się szczegółowo podejmowane przez każdego działania, do domu, gdzie ospale sprząta się kuchnię, z meczu tenisowego do jacuzzi – taka osoba może przeżyć życie bez mrugnięcia okiem” – pisze Bollas, który dostrzega zagubienie i osamotnienie tych osób, nawet jeśli żyją w kochającym ich otoczeniu.

Normopata nie przeżywa gwałtownych uczuć jak borderline, nie zalewa go gniew czy uraza, wydaje się zadowolony z życia, ma jednak duży kłopot ze zrozumieniem spraw, które wymagają wglądu w siebie lub w innych. Ktoś z takim typem osobowości wydaje się nieświadomie dążyć do tego, by „stać się przedmiotem w świecie przedmiotów” – stwierdza Bollas. Jego zdaniem pewna część normatycznego społeczeństwa schroniła się na grodzonych osiedlach – dosłownie lub w przenośni – „żyjąc tam bez kontaktu ze zwykłymi ludźmi zamieszkującymi zwykły świat”. Choć nie wszyscy mogą sobie pozwolić na życie w takich enklawach, etos życia na terenach zamkniętych zaczął przenikać do innych warstw społecznych. Nie trzeba już wychodzić do sklepu, można zamawiać przez Internet, w restauracjach nadal można być w swojej bańce, po ulicach własnego miasta można spacerować jak turysta, patrząc z zainteresowaniem lub troską na różne aspekty życia lokalnej społeczności. Takie odcięcie się od świata nie uchodzi jednak bezkarnie. Z czasem ludzie zaczynają odczuwać dolegliwości, bo „mają wszystko, ale nic im to nie daje” – stwierdza Bollas. Brakuje im stymulacji i nowych doświadczeń, ich osobowość staje się niedożywiona, co wywołuje depresję. Znajomi z grodzonego osiedla mogą zapewniać sobie nawzajem podziw i uznanie, ale przy braku nowych przeżyć pojawia się znużenie i ludzie czują się wyalienowani. Jedni próbują się ratować alkoholem, inni sięgają po leki antydepresyjne, jeszcze inni uciekają się do psychoterapii, lecz jest to próba wejścia na teren nieznany.

W świecie fastnetu

Niedawno zgłosiła się do mnie po pomoc kobieta, która generalnie jest zadowolona z życia i z siebie, ale czasem zmienia się w – jak sama to nazywa: „miękką kluchę”, czego nie znosi.

– Kim jest ta klucha? – zapytałam. – No to taka osoba, która nie wie, co powiedzieć, nie umie ripostować, jest rozlazła, niepewna siebie, czasem nawet się maże, ma jakieś wątpliwości, użala się nad sobą albo czegoś się boi lub tęskni nie wiadomo za czym… Nienawidzę tej kluchy, ona nie jest mną, przeszkadza mi skutecznie działać, chciałabym ją wyeliminować… Czy może mi pani w tym pomóc? – Czy dobrze rozumiem, że chciałaby pani być tak sprawna jak maszyna? – Tak byłoby najlepiej! – Wyeliminować tę część siebie, która czasem coś czuje i w ten sposób pani przeszkadza? – upewniam się, czy dobrze rozumiem. – Przecież chyba wszyscy tego chcą, prawda?

Na szczęście jeszcze nie wszyscy, choć zdaniem autora „Znaczenia i melancholii” jesteśmy na dobrej drodze.

Osobowość normopatyczna wyłoniła się jeszcze przed erą Internetu, który sprawił, że ludzie kontaktują się ze światem za pośrednictwem czegoś. Wraz z upowszechnieniem sieci wyłoniła się nowa formacja osobowościowa – osobowość transmisyjna. Stajemy się coraz bardziej zaprogramowani na poruszanie się w świecie „fastnetu”, w którym ważniejsza jest szybkość reakcji niż refleksja czy wyciąganie wniosków. Coraz bardziej wycofujemy się ze swojego świata wewnętrznego, bierzemy udział w spektaklu, w którym nasze selfie jest ważniejsze niż nasze „ja”. Esemesy, emotikony, posty, tweety służą kontaktowi z innymi, a jednocześnie pozwalają unikać bliskości i odsłaniania siebie. Coraz bardziej rezygnujemy z podmiotowości. Świat się zmienia, a my razem z nim.

Ukryci w bańkach

Kierunki zmian osobowości analizowane przez Bollasa mogą nas nie dotyczyć, a przynajmniej możemy ich w sobie nie rozpoznawać. Nie zmienia to faktu, że psychoanalityczna perspektywa pozwala zrozumieć zjawiska polityczne, które nas dotyczą, a które często wydają się niezrozumiałe. Gwałtowny rozkwit fundamentalizmów, nacjonalizmów, ksenofobii można rozumieć jako ucieczkę od złożoności świata.

Życie w „epoce oszołomienia” prowadzi do poczucia alienacji, a jego tempo sprawia, że można mieć dość. Ciągłe dążenie do przyspieszania wszelkich procesów nie uwzględnia wymiaru ludzkiego. Aby znaleźć spokój, ludzie szukają wroga, który nie pozwala im żyć, tak jak chcą. Politycy wskazujący Innego, na którego można skierować złość, mogą liczyć na aplauz tłumów. Inny też reaguje wrogością i pogardą. Zamykamy się w swoich bańkach, nie chcąc nawzajem zobaczyć. Psychoanalityk przypomina, że „wszyscy mamy w swych umysłach te same wymiary pozytywne i negatywne, że aspekty nawet najbardziej odrażających osób lub grup możemy w jakiejś formie odnaleźć w sobie”. Jeśliby uznać, że podział między złem i dobrem nie przebiega między poszczególnymi ludźmi, lecz wewnątrz każdego z nas, nie trzeba by oddzielać się murem pogardy i niechęci od innych. Ale żeby to uznać, trzeba by wejść w głąb siebie, a nie uciekać od własnej podmiotowości.

Hanna Samson, psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak „Dom wzajemnych rozkoszy” i „Sensownik”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze