Koronawirus zmienił świat. Czy zmieni również nas? Rozmowa z psychoterapeutką Ewą Chalimoniuk

Koronawirus zmienił świat. Czy zmieni również nas? Rozmowa z psychoterapeutką Ewą Chalimoniuk
Kryzys to często czas przewartościowania wielu spraw. (Fot. iStock)

W sytuacjach kryzysowych wygrywają ci, którzy nie poddają się pesymizmowi, którzy są w stanie dopuścić stratę, ale jednocześnie skupiają się na tym, na co mają wpływ – mówi psychoterapeutka Ewa Chalimoniuk specjalizująca się w pracy z osobami po stracie i z doświadczeniem traumy. 

 

Wielu z nas pyta się obecnie: jeśli pandemia potrwa dłużej, to co dalej? Tracą źródła zarobku, możliwości wyjazdu, obawiają się, że restrykcje będą o wiele większe, że to będzie cios dla naszej gospodarki. Nie wiedzą, czy państwo o nich zadba czy będą musieli sami zadbać o siebie. Jakie miałaby dla nich pani wskazówki?
Myślę, że część lub większość z tych obaw jest realnych, bo jeśli ktoś prowadzi własną działalność i nie może świadczyć usług on line lub pracuje w firmie, która może stracić ciągłość funkcjonowania i pracodawca nie będzie miał funduszy, by mu zapłacić – to słusznie zastanawia się: co będzie dalej? Trudno zaprzeczać tym obawom, co więcej, trzeba je uznać i zaakceptować, a potem pomyśleć: co w takiej sytuacji mogę zrobić? Może jest jakaś forma zarobku, której mogę się dodatkowo podjąć, by zrekompensować choć w części straty, jakie poniosę? Jakie kroki mogę podjąć, by zabezpieczyć mój biznes na przyszłość? Starajmy się, żeby lęk nas nie zalał. To jest trudne, ale być może staje się odrobinę łatwiejsze, kiedy się o tym rozmawia w jakiejś grupie, choćby zawodowej, bo można zrobić burzę mózgów i wypracować wspólne pomysły przebranżowienia czy odbudowania swojej pozycji zawodowej a nawet kapitału. Ważne, by skupiać energię na tu i teraz, dbać o swoją odporność fizyczną i psychiczną, a swoją sprawczość skierować na te obszary życia, które są w kryzysie potrzebne, na przykład pomoc innym i wolontariat, by odciążyć ludzi bezpośrednio zaangażowanych w walkę z wirusem, szczególnie personel medyczny. Pomagajmy ludziom starym, chorym  i biednym. Poczucie, że jesteśmy potrzebni, daje wielką siłę.

Można spojrzeć na to też z szerszej perspektywy –  w historii ludzkości było wiele podobnych zawirowań, zaraz, wojen, katastrof  czy innych kryzysów. Takie rzeczy nam się przydarzały i będą przydarzać. Wniosek z nich płynie jeden: wygrywają ci, którzy nie poddają się pesymizmowi; którzy są w stanie dopuścić stratę i zaakceptować, że może być nawet duża, ale jednocześnie skupiają się na tym, co można zrobić, żeby to, co się da, zabezpieczyć, a czego się nie da, odbudować w przyszłości. Tak jak po wojnie odbudowuje się domy, a po powodzi stawia na nowo mosty. Nie wiemy, ile potrwa ta sytuacja, może kilka miesięcy, a może pół roku. Jeśli ktoś na przykład żyje z wynajmu krótkoterminowego, musi się niestety pogodzić z tym, że teraz nie będzie miał dochodu. Jeśli ktoś wykłada na uniwersytecie i jest na umowie o dzieło, a zajęcia zostały zawieszone – nie dostanie wynagrodzenia. W tej sytuacji przejściowo będzie duża grupa ludzi. Jest więc chwilowo w trudnej sytuacji – musi żyć z oszczędności lub wymyślić coś innego, co teraz będzie potrzebne. Bo tak już jest, że jedne rzeczy zostają zawieszone, ale inne stają się bardzo potrzebne. Na przykład pomoc ludziom starszym w zakupach, przy wyprowadzaniu zwierząt czy w załatwieniu czegoś przez Internet, z którym starsze pokolenia sobie gorzej radzą. Zawsze lepiej szukać czegoś nowego niż pogrążać się w rozpaczy, utknięciu czy stracie.

Mówi pani o starszych pokoleniach, dla młodszych z kolei trudnością może być fakt, że to, co do tej pory było dostępne, wszystkie nasze luksusy codzienności, zostały odebrane. Trzeba zupełnie przemeblować swoje życie, a może i hierarchię wartości.
Młode pokolenie rzeczywiście nie ma za sobą podobnego doświadczenia, nawet moje pokolenie go nie ma. Bo kiedy załamała się giełda w Nowym Jorku w 2007 roku i nastąpił międzynarodowy kryzys gospodarczy, to nie byliśmy na tyle bogatym państwem, by to nas tak bardzo dotknęło. Jedynie ułamek polskiego społeczeństwa zmagał się z krachem finansowym i musiał budować swoje biznesy od początku. Ale możemy spojrzeć, jak poradziły sobie z tym inne kraje – Norwegom skurczyły się stany kont o 60 proc., ale przecież podnieśli się, odbudowali straty.  Podobnie Amerykanie, choć tam jest bardziej zróżnicowane społeczeństwo. Miejmy nadzieję, że Polacy, po pierwszym zaskoczeniu, przypomną sobie, że w naszej przeszłości było przecież wiele trudnych sytuacji, nieraz już powstawaliśmy z upadku.

Dlatego apeluję, by myśleć i rozmawiać o tym, co się teraz dzieje, tylko tyle, ile jest to niezbędne, i chronić siebie przed byciem cały czas zanurzonym w zagrożeniu. To zwyczajnie nie służy naszej psychice. Bądźmy na bieżąco, ale prowadźmy też w miarę normalne życie. Rozgraniczmy to, na co mamy wpływ, od tego, na co nie mamy i skupmy się na tym pierwszym. Przecież mam wpływ na to, że obejrzę film, że ugotuję zupę, że porozmawiam z przyjaciółką, że przeczytam gazetę. Proponuję, by ten czas przeznaczyć na przykład na zrobienie zaległych prac: generalnych porządków, przeczytanie  książek, na które wcześniej zabrakło czasu, systematyczne ćwiczenia fizyczne w domu czy poza skupiskami ludzi, na medytację. Jest tyle możliwości zaangażowania się, by odciążyć naszą psychikę od lęku, paniki i zamartwiania się. Te stany obniżają naszą odporność, zmniejszają poczucie sprawstwa, a co za tym idzie osłabiają też poczucie wartości Spokój, niebagatelizowanie zagrożeń, szukanie aktywności i sensu na w teraźniejszości oraz wiara i nadzieja, że kryzys minie – są nam teraz najbardziej potrzebne.

A sądzi pani, że ten czas pomoże nam przewartościować pewne sprawy? Więcej czasu spędzamy teraz w domu, kupujemy tylko jedzenie i środki czystości – może zaczniemy wreszcie doceniać to, co mamy? Odkryjemy, że można być szczęśliwym bez nowej sukienki czy pary butów, bo stare są jeszcze całkiem dobre? Albo że kawa wypita w spokoju we własnej kuchni jest równie dobra jak ta na mieście?
Powiem szczerze, nie sądzę. Na krótką metę – owszem, pewnie odkryjemy nowe lądy i spojrzymy inaczej na swoje życie. W momencie kryzysu jesteśmy bowiem na tyle racjonalni, przynajmniej większość z nas, że wiemy, co jest ważne a co ważniejsze. Młodzi odkrywają, że bez kawy na mieście czy pójścia do kina też jest fajnie, bo mamy telewizję, Internet, znajomych i dach nad głową. Pracownicy uniwersyteccy, choć cierpią z powodu tego, że wykłady zostały odwołane, to wreszcie znajdują czas, by napisać artykuł czy kawałek pracy doktorskiej. Praktycznie wszyscy spędzamy teraz więcej czasu z rodziną. Ale kiedy wszystko wróci do względnej normy, apetyt na konsumpcję i na życie powróci. Choć myślę, że w psychice osób bardzo refleksyjnych, które w dodatku w tym czasie może doznają jakiejś straty czy ciężko go odchorują, może nastąpi bardziej trwała zmiana dotycząca podstawowych wartości. Reszta po prostu wróci do tego, co było. Choć też nie wiemy, jaki będzie ten świat po wirusie.

Ewa Chalimoniuk, certyfikowana psychoterapeutka PTP związana z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. Specjalizuje się w pracy z osobami po stracie i z doświadczeniem traumy.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>