Mam problem z odpowiedzialnością, czyli instrukcja obsługi toksycznych ludzi

Mam problem z odpowiedzialnością. W momencie, kiedy muszę podjąć jakąś ważną decyzję zaczynam chorować. Czasami bardziej, a czasami mniej poważnie, ale zazwyczaj długo. Kiedy choruję, nie muszę podejmować decyzji, jest mi lepiej, bo nie muszę nic zmieniać… Czy to jest toksyczne? – odpowiadają Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska.

Katarzyna Miller: Dla jednego takie unikanie będzie bardziej toksyczne, dla drugiego mniej. Jeśli umiesz żyć, nie podejmując decyzji i nie odczuwasz z tego powodu szczególnych niedogodności, to żyj tak dalej, nie podejmując żadnych decyzji. CO do listu: organizm natychmiast daje ci to, czego sobie życzysz. Dodatkowo masz czas, żeby się sobą zajmować, a może nawet ktoś to robi za ciebie? Może jest ktoś, kto ci pobłaża, opiekuje się tobą, nadskakuje, zwalnia z czegoś. Pytanie, na jak długą metę to działa. Jeśli ludzi, z którymi współpracujesz zawsze będą ci pobłażać i nie będą mogli liczyć na ciebie, kiedy tego potrzebują, w końcu zacznie ich to denerwować i skończy się łaska. Możesz zostać zwolniona z pracy, zostawiona przez kolegów, porządnie przez kogoś ochrzaniona, porzucona. Bardzo wiele różnych nieprzyjemności może cię przez to spotkać.

Jeśli natomiast ci to przeszkadza, rozumiesz, że jest problem i chciałabyś to zmienić, najlepszą metodą jest działanie pomimo tej choroby, która cię nagle dotknęła. Ale musisz wiedzieć, że kiedy już wypracowałaś sobie taką metodę, będzie trudno się jej pozbyć. Jeśli chcesz spełniać swoje plany, marzenia, działać, coś robić w życiu i rozwijać się, musisz się wziąć do roboty. Wstać z tyłka i zacząć pracować nad sobą.

Suzan Giżyńska: Dla mnie to jest bardzo toksyczne. Są kobiety, które z jednej strony są uzależnione od swojego emocjonalnego dobrobytu, ale jeśli jednak przez to miałyby utracić np. swoją stabilność materialną, zmieniają się całkowicie. Mówię o paniach, które np. są w toksycznych związkach z panem, który wprowadza w ich życie dużo chaosu, jest trudny i ciężko z nim wytrzymać, ale zapewnia pieniądze. Taka kobieta nie zakończy niszczącej ją relacji tylko dlatego, że dzięki temu mężczyźnie ma zapewnioną przyszłość materialną. Mimo że on ją poniewiera, przezywa, przeklina, czasem nawet bije… Kiedy ona stoi przed wyborem, czy stanąć na własnych nogach, czy męczyć się dalej, mówi: „Ja nie mam pieniędzy na rozpoczęcie nowego życia”. Czasem nawet okazuje się, że owszem, ma te 50 tysięcy na koncie, ale przecież żeby się wyprowadzić potrzebuje pół miliona… Stoi więc z tymi 50 tysiącami i zaczyna chorować. Pojawiają się wypryski na twarzy, nogi bolą, są nudności, gorączka i wszystko inne.

Katarzyna Miller: Najgorsze te wypryski, przecież z nimi nie można pójść do pracy.

Suzan Giżyńska: Okazuje się, że już zrozumiała, że musi odejść, już miała się wyprowadzić, już chciała, ale nagle choroba jej przeszkodziła. I klops. Znów musi zostać z tym łajdakiem. Ciekawe jest, że dzieci wtedy też zaczynają chorować…

Katarzyna Miller: Trochę skracasz to wszystko. Myślę, że w tym przypadku nie chodzi tylko o jeden typ kobiet, a autorka listu zapewne nie ma na myśli tylko swego faceta. Raczej nie chodzi też o te nadpsute przez finanse i dobrobyt kobiety. Myślę, że chodzi raczej o osoby, które są strasznie zmęczone. Nie mają siły, a mają poczucie powinności i obowiązku. Ta pani np. myśli, że skoro się obija, marnuje czas, to jest nieważna i niepotrzebna. Trzeba ją skreślić, bo do niczego się nie nadaje. Taka ledwo żywa istota, która nie podejmie odpoczynku tylko pracuje dalej, może zostać uratowana jedynie przez chorobę. Wtedy już ma wytłumaczenie dla samej siebie. To może być jakaś teoria.

 

(…)

 

Więcej na temat toksycznych ludzi w książce „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej. Książka dostępna w naszym sklepie internetowym.