fbpx

Gdy dziecko wyjeżdża na pierwszy obóz lub kolonie

Pierwszy samodzielny wyjazd dziecka na kolonie
Trwają wakacje. Wiele dzieci, znużonych pobytem w domu z powodu pandemii i stęsknionych za towarzystwem rówieśników, wyjedzie na samodzielne wakacje. O czym my, rodzice, powinniśmy pamiętać? (fot. iStock)

Stajemy przed sytuacją, gdy nasza pociecha, w wieku szkolnym, wybiera się na pierwszy dłuższy wyjazd z rówieśnikami, bez rodziców, bez dziadków… O tym, jak przygotować wszystkich do tej rozłąki, żeby bez nadmiernego lęku przejść zwycięsko kolejny etap usamodzielniania się dziecka, mówi psycholog Katarzyna Czekierda.

Jak przygotować się psychicznie do wyjazdu dziecka? Nie tylko dziecko, ale też rodzic może mieć duży problem z rozstaniem. Do tego dochodzi utrata kontroli, czy brak zaufania do tymczasowych opiekunów…
Psychiczne przygotowanie rodzica do rozstania z dzieckiem zaczyna się już na samym początku, w momencie narodzin. Proszę zauważyć jak wiele kwestii, w przypadku wyjazdów dziecka, zależy od naszej ogólnej postawy względem niego: jak je traktujemy, jakie mamy podejście do „posiadania” dziecka, czy uważamy np., że jest ono naszą własnością (choćby w takim utajonym sensie – czy jest częścią naszego życia do tego stopnia, że jego zniknięcie spowoduje wyrwę, a w tej wyrwie dół, w który możemy wpaść?). A może jednak mamy świadomość, że jest to odrębna istota, że ma swoje odrębne życie, a to co nas łączy to relacja między naszymi istnieniami? Czy do momentu wyjazdu koncentrowaliśmy się raczej na tym, by kształtować nasze dziecko na podstawie pewnych naszych wyobrażeń, pragnień dotyczących tego, jakie ono powinno być? Czy jednak punkt ciężkości kładliśmy na to, by pozwolić dziecku dojrzeć i wydobyć jego potencjał, indywidualne mocne strony, które można rozwijać w kierunku cech ogólnie przydatnych ze względu na rożne wymagania życiowe?

Pytanie też, jak podchodzimy do budowania relacji z dzieckiem. Dla dobrego połączenia z drugą osobą potrzebne są umiejętności: dbania o siebie jak o kogoś ważnego dla drugiej bliskiej osoby, uważność na tę drugą osobę, troszczenie się o relacje.

Czego najczęściej dotyczą niepokoje rodziców?
Jeśli jest to niepokój o bezpieczeństwo dziecka, które mają mu zapewnić inni dorośli – trzeźwy, uważny kierowca, odpowiedzialni wychowawcy – najroztropniej jest samemu upewnić się rożnymi dostępnymi drogami w czyje ręce chcemy powierzyć nasze dziecko. Dobrze jest też uczyć dziecko (i taką naukę rozpoczynamy dużo wcześniej), które zachowania dorosłych są dobre, a które złe dla niego i w jakich sytuacjach.. Przykład: wyobrażam sobie, że taki np. nieuświadomiony ośmiolatek mógłby nie zauważyć, że pan w autokarze jest „pod wpływem”, albo np. kilkuletnia dziewczynka powinna wiedzieć, że w czasie wieczornej toalety pilnuje ich pani a nie pan.. Tu od razu zastrzeżenie: nie chodzi o straszenie dzieci i patologizowanie świata, ale o umiejętność wyczuwania granic w relacjach i w sytuacjach. W tym wieku np. nie wchodziłabym w głębokie wyjaśnienia czym grozi ich przekraczanie, bo możemy sami tymi wyjaśnieniami przekroczyć granice czystości, bezpieczeństwa i ufności dziecka. Wystarczy np. zwrócić uwagę, że dziewczynkami na kolonii zajmują się panie, a panowie są od pilnowania chłopaków, bo przecież panowie nie znają się tak dobrze na babskich sprawach i np. nie wolno im wchodzić do damskiej toalety.

Takie wyjaśnienia są wystarczające? Wysyłając dziecko na szkolą wycieczkę znamy mniej więcej wychowawców i rówieśników z klasy, ale w przypadku wyjazdu na obóz czy kolonię niekoniecznie wiemy z kim dziecko będzie obcowało przez te dwa tygodnie.
Żyjemy w świecie, w którym obowiązuje pluralizm. W związku z tym nie mamy pewności czy nasze dziecko trafi pod opiekę osób, które kierują się bliskimi dla nas wartościami, w jakich wychowujemy nasze dzieci. Nie mówię teraz o zasadach, które są konsekwencjami realizowanych wartości i mogą przybierać rożne formy (o zasadach można dyskutować i je modyfikować, jednak wartości stanowią jedno z głębszych źródeł tego, na czym budujemy życie i raczej w niewielkim stopniu można wpływać na ich zmianę). W związku z tym, przed wyjazdem warto i w tej sferze upewnić się w czyje ręce, a właściwie we władanie jakich umysłów, powierzamy nasze dziecko. To jest wymagające również dla nas, rodziców. Czy na pewno wiemy, jakimi wartościami kierujemy się w życiu? Czy widać to w tym jak żyjemy? Czy wartości, które wyznajemy są realizowane w sposobie wychowywania? Przykładem wartości uniwersalnych, do których przyzna się chyba każdy rodzić może być szczerość. Czy nasze dziecko wie, co jest dla nas ważne? Czy my wiemy co jest ważne dla niego? Np. czy wyjazd wakacyjny dziecka ma je czegoś nauczyć (mam na myśli pewne umiejętności, ciekawe doświadczenia, wiedzę życiową) czy chcemy, żeby nasze dziecko się na nim „zresetowało”? Czy to, co będzie się działo na takim wyjeździe ma być nam pomocne w tym, jak chcemy nasze dziecko wychowywać, czy też zaprzeczy temu, czego do tej pory staraliśmy się nauczyć? To jest ważna kwestia: wyjazdy dziecka nieprzemyślane pod tym właśnie względem mogą poważnie skomplikować relacje pomiędzy nieukształtowanym światem dziecka i ukształtowanym światem rodzica: dziecko np. może zacząć podważać świat rodzica zanim go pozna do końca, czyli nie w pełni świadomie i dobrowolnie, a popędowo, na złość – czy o wywołanie takiej postawy nam jako rodzicom chodzi?

Samodzielny wyjazd dziecka jest takim trochę egzaminem z tego, czego do tej pory nauczyło się (w szkole, od nas).

Domyślam się, że kolejny niepokój może powodować myśl „nasze dziecko umie niewiele”: nie widzieliśmy go wcześniej w samodzielnej akcji, nie musiało może do tej pory o nic wokół siebie zadbać.

Od jakiego wieku dziecko jest gotowe na wyjazd z grupą? Po czym poznać gotowość dziecka?
To jest związane z ogólnymi umiejętnościami dziecka w sferze społecznej. Jeśli nasze dziecko jest przedszkolakiem, które nie ma większych problemów z rozstaniem i relacjami w grupie rówieśniczej oraz ma doświadczenie nocowania poza domem – czemu nie? Ale czy takie dziecko potrafi do końca zadbać o własne granice i bezpieczeństwo? Czy pod nieobecność pani będzie potrafiło obronić się przed nadużyciami rówieśników, być może też starszych kolegów?- w tym momencie nie myślę nawet o czymś bardzo drastycznym, ale potrafię sobie wyobrazić, że dziecko w wieku przedszkolnym nie poradzi sobie samo w przypadku choćby konfliktu na stołówce, np. z tym, że inne dziecko zabiera mu najsmaczniejszą kanapkę, a zabiegana pani tego nie widzi. Natomiast możemy przypuszczać, że w wieku szkolnym będzie już na tyle bogate w doświadczenia rożnych zachowań rówieśników, że będzie bardziej wytrenowane w takich konfliktowych sytuacjach.

Tu mamy przykład po czym poznać taką gotowość dziecka:

  • Na ile samodzielnie potrafi radzić sobie w sytuacjach konfliktowych?
  • Na ile obiektywnie potrafi ocenić sytuacje (czy dziecko nie jest jeszcze w fazie przedszkolnego egocentryzmu, kiedy wydaje mu się, że racja zawsze jest po jego stronie i krzywda też)?
  • Na ile potrafi komunikować się z innymi rówieśnikami, wychowawcami?
  • Jak radzi sobie z własnymi emocjami?
  • Czy potrafi dzielić się nimi w sposób zrozumiały dla otoczenia i do przyjęcia?
  • Ponadto: czy potrafi zadbać o czystość i porządek (mam na myśli absolutne podstawy, czyli dbanie o czystość ciała i ład w swoich rzeczach).

Wspólny wyjazd jest po to, żeby ludzie coś sobie nawzajem dawali i coś od siebie nawzajem czerpali, z satysfakcją, poczuciem spełnienia – czy dziecko to potrafi? Czy ma świadomość co jest dla niego dobre, co złe, świadomość własnych granic i umiejętność pilnowania ich (np. poczucie wstydu i umiejętność pilnowania własnej nietykalności cielesnej albo reagowanie na pornografię w telefonie komórkowym kolegi)? Do naszych gabinetów przychodzi coraz więcej osób, które już w wieku przedszkolnym zostały uzależnione od pornografii. Może nam, jako rodzicom, wydawać się, że to nas nie dotyczy, ale dziecko żyje w świecie z ludźmi. Rozwiązaniem nie jest izolacja tylko umiejętność dokonywania wyborów, które służą dobru (przykład: pozwolenie na wyjazd, na którym panuje absolutny zakaz posiadania i używania telefonów komórkowych – wbrew pozorom sprzyja to bezpieczeństwu dziecka)!

O czym powinniśmy pomyśleć, o co zadbać, gdy wypuszczamy dziecko na samodzielny wyjazd?
Potrzeby dziecka to nie to samo, co potrzeby rodziców. Czego tak naprawdę ono potrzebuje? Stagnacji czy rozwoju? Jeśli rozwoju to w jakim kierunku? Wygody czy wyzwań? Bezpieczeństwa czy przygody? Wreszcie: kolejnej szkoły, czy może pobycia z rodzicami, rodzeństwem, dziadkami (przypomnijmy sobie ile wspaniałych naszych wakacji w dzieciństwie to były wakacje, które polegały na wspólnej z rodzicami wędrówce po górach, lub towarzyszeniu babci w pracach ogrodowych i piciu mleka prosto od krowy)?

Czas wakacji to taki wspaniały czas, w którym mamy szanse nadrobić to, na co nie ma czasu w okresie roku szkolnego.
Należy pamiętać, że dziecko funkcjonuje inaczej niż dorosły. U wielu dzieci brak określonego porządku zajęć w ciągu dnia, struktury, w którą może ono wpisać swoją energię i aktywność, powoduje rozdrażnienie, znudzenie, złość, a to z kolei może budować jego obraz jako dziecka niegrzecznego. Zanim więc obsadzimy dziecko w takiej roli (lub pozwolimy, aby osadzili je inni) zastanówmy się, czy zapewniliśmy mu optymalne warunki dla jego dziecięcego funkcjonowania.

Dziś wiele dzieci może przeżywać pewne trudności w sferze funkcjonowania społecznego. W większości nie mają już dobrego treningu relacji społecznych, jaki kiedyś zapewniała wielodzietna rodzina i pamiętne wspólne podwórka. Zamykanie dzieci w inkubatorach dobrobytu naszych domów i mieszkań nie chroni przed innymi ludźmi. Wręcz przeciwnie – buduje w nich nieumiejętność życia z ludźmi, która z kolei przekłada się na przeżywanie trudności, frustracji, cierpienia, nieszczęścia. I tu znowu musimy pochylić się nad sobą i zastanowić jak wygląda nasze życie społeczne? Czy się w nie angażujemy? Czy mamy przyjaciół? Czy robimy coś z innymi i dla innych? Tym samym dajemy dzieciom przykład, że budowanie dobrych relacji z innymi ludźmi, z którymi żyjemy, choćby przez dwa tygodnie na kolonii, jest ważne z wielu rożnych względów, o których nawet trudno opowiedzieć, ale warto to przemyśleć, a dziecko nauczy się patrząc na nas, rodziców. To ważne: dziecko nie uczy się na podstawie tego, co do niego mówimy, tylko na podstawie tego, co widzi u nas. Więc nie tylko bacznie obserwuje nasze działania, ale i nasz stosunek do naszych działań. Jeżeli widzi, że nie mamy czasu na tzw. bezinteresowne przyjaźnie a nasze relacje z ludźmi oparte są na wymianie konieczności i interesów, a potem widzi, że nas to wyczerpuje, nudzi i nie znajdujemy w tym głębokiego sensu czy satysfakcji, to będzie działało najprawdopodobniej w podobny sposób, nawet wówczas, gdy będziemy mu tłumaczyć, że warto mieć przyjaciół, bo można z nimi miło spędzać czas, dzielić smutki i radości oraz czerpać satysfakcję z tej wspólnoty doświadczania.

Co zrobić w przypadku, gdy dziecko źle znosi wyjazd (płacze, chce wracać)? Przyczyny mogą być tutaj różne: tęsknota za domem, niemożność odnalezienia się w grupie, niechęć do opiekunów…
Jak wspomniałam przygotowania do samodzielności zaczynają się bardzo wcześnie. Od pierwszego roku życia dziecka uczymy je, mniej lub bardziej świadomie, podstawowych umiejętności, które kształtują jego sposób przywiązania się do opiekuna i postawy wobec opiekuna. Pytanie, czy jest to rodzaj relacji opartej na bezpieczeństwie, a może przenikniętej niepokojem i lękiem, a może ambiwalentnej? Uczymy dziecko bardzo przydatnej w życiu umiejętności odraczania gratyfikacji, regulowania własnych emocji czy poczucia samoskuteczności. Jest to przykład kilku kluczowych umiejętności, o których wiemy z wielu rożnych badań, że mogą decydować o tym jak radzimy sobie w życiu. Np. jeśli nie nauczymy dziecka radzenia sobie ze złością i smutkiem w domu i szkole, to nie spodziewajmy się, że sobie z takimi uczuciami poradzi na wyjeździe w obecności obcych osób (czyli w mało bezpiecznym dla niego środowisku). Jeśli nie nauczymy umiejętności odraczania gratyfikacji (czyli oczekiwania natychmiastowej nagrody po wysiłku) nie spodziewajmy się, że będzie pod naszą nieobecność potrafiło dobrze sobą samym zarządzać. Jeśli nie będziemy budować w nim poczucia samoskuteczności, to nie spodziewajmy się, że będzie zmotywowane do tego, by cokolwiek samo z siebie robić.

Wychowanie to eksperymentowanie. Ale to ważne jak rozumiemy eksperyment. Dla mnie dobry eksperyment, dotykający życia ludzkiego, to przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa, dobre przewidywanie reakcji która ma nastąpić i wprowadzenie 1 elementu, co do którego mamy przekonanie, że nie zagrozi bezpieczeństwu, a udoskonali cały układ w jakimś jednym elemencie. Tutaj mam na myśli pewną teorię Mihály Csíkszentmihályi dotyczącą stanu “flow”. Teoria ta co prawda nie dotyczyła rozwoju dzieci, a ogólnie człowieka. Otóż człowiek rozwija się optymalnie w momencie równowagi na dwóch biegunach: własnych kompetencji, które mierzą się z wymaganiami środowiska zewnętrznego. Jeśli doświadczamy zbyt małych wymagań w stosunku do własnych kompetencji – doświadczamy nudy i wycofujemy się. Jeśli doświadczamy zbyt dużych wymagań (nasze kompetencje są zbyt ubogie) – doświadczamy lęku i wycofujemy się. Jeśli doświadczamy wymagań, które nie są proste, ale jednocześnie jesteśmy wyposażeni w kompetencje, które pozwolą nam się z nimi mierzyć – mamy do czynienia z angażującym nas wyzwaniem, które daje poczucie tzw „flow” (płynięcia na fali).

Przed decyzją o wysłaniu dziecka na samodzielne wakacje musimy ocenić z czym sobie radzi, z czym jest mu trudno, ale sobie poradzi, a z czym może sobie nie poradzić. I dostosować rodzaj i formę wyjazdu do jego możliwości. Na naukę rozstania z rodzicami dobre jest ćwiczenie tego wcześniej, np. zaczynamy od kilkugodzinnego pobytu u babci czy z nianią, kiedy dziecko ma 2 lub 3 latka (w zależności od dziecka, niektóre dwulatki mogą nie być na to gotowe). I stopniujemy trudność: najpierw nocleg poza domem, potem weekend, potem kilka dni. Uczymy dbania o własne bezpieczeństwo (przecież zaczynamy to robić już w momencie kiedy dziecko uczy się chodzić i już na pierwszym spacerze po mieście wyjaśniamy dlaczego zderzenie z samochodem jest niebezpieczne) i zdrowie (już przy pierwszym nocowaniu poza domem dziecko może ćwiczyć pamiętanie o myciu zębów i pójście spać o właściwej godzinie). Nikt tego za nas nie zrobi, a już na pewno nie przygodni wychowawcy na koloniach.

Katarzyna Czekierda, psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka specjalizująca się w pracy z rodzinami i dziećmi, związana z Centrum Badań Stosowanych nad Zdrowiem i Zachowaniami Zdrowotnymi przy wrocławskim wydziale Uniwersytetu SWPS. Jest prezesem Stowarzyszenia Terapeutów Rodzin „Rozwój”.