fbpx

„Podróż Bohatera” – trening motywacyjny

„Podróż Bohatera” – trening motywacyjny
123rf.com

O „Podróży Bohatera” mówi się, że to trening motywacyjny nr 1 w Polsce. Idziesz na niego, żeby podnieść poziom energii, poczuć wiarę w siebie, siłę do działania. Przebić się przez swoje ograniczenia i przez grubą deskę, która je symbolizuje.
Mariusz Szuba, prowadzący trening, mówi, że uczy ludzi być lepszą wersją samych siebie. I że żadne szkolenie nie zmienia życia:

– Nie wierzę w recepty na sukces, nie mam takich. Ja tylko daję paczki, które trzeba rozpakować. Z wiedzą, doświadczeniem. Moje marzenie jest takie, żeby uczestnik wziął sobie z tego, co powiem, jedno zdanie. To dużo.

Pierwsza paczka, pierwszy krok w podróży.

Wraca chęć życia

– Każdy z nas filtruje rzeczywistość na swój sposób, te filtry czynią ogromną różnicę – tłumaczy Mariusz Szuba. Poza kierunkiem skupienia na nasze emocje i działania mają wpływ jeszcze dwie siły: dialog wewnętrzny, czyli to, co i jak sami do siebie mówimy („na pewno mi się uda” albo „to zbyt trudne”), i fizjologia, inaczej postawa ciała. Gesty, mimika, oddech. Na szczęście nad dialogiem wewnętrznym i postawą ciała możemy przejąć kontrolę. Taki przykład: podnieś ręce do góry, uśmiechnij się głupio do siebie i spróbuj się zdołować. No właśnie.

Szuba wspomina mężczyznę, który zgłosił się do niego z dość trudną przypadłością: od dłuższego czasu nic mu się nie chciało. – Był zblazowany, ślamazarny, ledwo doczłapał się po schodach do mojego biura. Poprosiłem tylko o jedno: żeby przez siedem dni wszędzie – ale to wszędzie, również do łazienki – chodził bardzo energicznym krokiem. Jakby miał ADHD. Popatrzył na mnie, jakbym proponował mu lot na Plutona, ale uznał, że nie ma nic do stracenia. Kiedy zadzwonił po tygodniu, nie poznałem go. Rozpierała go energia – mówił w takim tempie, że ledwo nadążałem.

A co z dialogiem wewnętrznym? Tym sabotującym, blokującym? Mariusz Szuba ma na to bardzo prostą technikę. „Wymyśliła” mu się tuż przed skokiem ze spadochronem. Przyznaje: bał się. Mówił sobie rzeczy, które nikomu nie dodałyby otuchy. I być może nigdy by nie skoczył, gdyby w pewnym momencie nie przerwał tego potoku myśli, wydając sobie prosty komunikat: „raz, dwa, trzy – teraz!”. – Załóżmy, że chcesz do kogoś podejść, przedstawić się, a twój wewnętrzny głos straszy cię kompromitacją. Przerwij mu! Mówisz: „raz, dwa, trzy – teraz!”, robisz krok w stronę rozmówcy i zanim się zorientujesz, już podajesz mu rękę.

Trema się kurczy

Uwaga! Teraz pięć osób będzie śpiewało (na scenie, do mikrofonu) hymn Polski. Od drugiej zwrotki. Prowadzący sam wybierze „ochotników”. Chwilę chodzi po sali, po czym wraca na scenę sam. Śpiewania nie będzie. Ale samo wyobrażenie sobie sytuacji – „co, jeśli wskaże na mnie?”, „przecież ja fałszuję!”, „jak, u licha, zaczyna się druga zwrotka?!” – sprawia, że niektórzy czują pobudzenie, mają spocone ręce. Trema. Jeśli cię nie paraliżuje, w porządku. Gorzej, kiedy z jej powodu, zamiast przygotować się do ważnego wydarzenia, myślisz o tym, co może pójść źle…

Co możesz zrobić, kiedy spirala lęku zacznie się nakręcać? Proste ćwiczenie. – Przypomnij sobie jakąś sytuację z przeszłości, która wywoływała w tobie obawy – prosi Mariusz Szuba. – Czy teraz też czujesz te emocje? Nie, bo już po wszystkim. Minęło. Na szczęście jest takie narzędzie, jak terapia linii czasu, pozwalające nałożyć na siebie przeszłość i przyszłość, a tym samym zmiksować emocje sprzed wydarzenia i po nim.

Widzisz więc przed sobą linię czasu. Tam, z przodu, jest ten dzień, to zdarzenie przyprawiające cię o drżenie kolan. Egzamin, spotkanie, prezentacja… Zapisujesz datę na kartce, kładziesz w przyszłości. Powoli idziesz po linii czasu w stronę kartki. Napięcie rośnie… A potem robisz sus nad kartką – jesteś po drugiej stronie. Uff, już po wszystkim! Nie ma się czego bać. Owszem, to swego rodzaju oszustwo umysłu, ale przecież te wszystkie lęki, jakie ci podsuwa, to zwykłe halucynacje!

– Kiedy nabędziesz wprawy, możesz wykonywać to ćwiczenie nawet na ulicy, bez kartki. Ja na przykład idę chodnikiem i ustalam sam ze sobą, gdzie na mojej drodze leży punkt, który potrzebuję przekroczyć. Jeszcze chwila, trochę adrenaliny i jestem tam. Oddycham z ulgą – wyznaje Mariusz Szuba. – Nie chodzi o to, żeby wyeliminować tremę – jeśli jej nie czujesz, znaczy, że ci nie zależy – tylko żeby ją zredukować.

Porażka nie taka straszna

Podróży w czasie odbywamy jeszcze kilka. Poruszająca jest wizualizacja, podczas której unosimy się nad swoją ścieżką życia, by przenieść się w odległe i rzadko odwiedzane miejsce – tam, gdzie mieszka nasze Wewnętrzne Dziecko. Patrzymy mu w oczy. Składamy obietnice…

Potem jest praca z celami. Wyobrażamy sobie, że już osiągnęliśmy to, co dla nas takie ważne. Zaglądamy w przyszłość. Masz już klucze do wymarzonego mieszkania, szczęśliwy związek czy długi rządek cyfr na koncie. Co teraz? Zobacz trzy nowe możliwości, jakie się pojawiają. Po co? To pozwala zmienić perspektywę, poszerzyć horyzonty, daje dodatkowe doładowanie. Bo przecież po zrealizowaniu tego, do czego teraz aspirujesz, nie zatrzymasz się, pójdziesz dalej, prawda?

Co mogłoby cię powstrzymać? Wiadomo – lęk przed porażką. – Porażka istnieje, tak samo jak sukces. Można ją nazwać informacją zwrotną, ale istnieje – mówi Mariusz Szuba. Ściślej rzecz ujmując, jego zdaniem istnieją dwie porażki. Zewnętrzna i wewnętrzna. Ta pierwsza ma miejsce wtedy, kiedy nasze działania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Druga – wewnętrzna – kiedy w ogóle nie podejmujemy działań. Chronimy się, uznajemy, że lepiej nie ryzykować. W sumie nawet trudno nazwać taką sytuację porażką – w końcu nikt o niej nie wie… – Jeśli wybierasz tę strategię, na początku jest spokojnie. Nic się nie dzieje: nie tracisz energii, nie przeżywasz zawodu, wstydu. Nikt z ciebie nie drwi, nie rani cię. Świetne rozwiązanie, ale doraźne. Nie zauważasz, że ranisz się sama, codziennie wbijasz w siebie szpilki. Trenujesz się w porażkach wewnętrznych, żeby uciec od bólu, który zadają inni. Ale od samej siebie nie uciekniesz! Myśl „co by było, gdybym to zrobiła?” z czasem zacznie generować coraz silniejsze emocje. Żal, wściekłość… Pewnego dnia spojrzysz wstecz i zobaczysz swoje życie jako wielkie rozczarowanie. Nie wiem, jak ty, ja wolę coś, co zaboli mnie teraz przez chwilę i przejdzie. Poobijasz się trochę, ale w końcu przestaniesz się przejmować potknięciami. Dlatego zewnętrzna porażka to prawdziwy skarb – nie myślisz o straconych szansach, niczego nie żałujesz.

Charakter się hartuje

Wreszcie przychodzi długo wyczekiwany moment – po ostatniej przerwie znajdujemy pod krzesłem deskę. Każdy trzyma swoją w ręku. Obraca, ogląda, puka, głaszcze. Bada grubość. Pyta sam siebie, czy da radę. I co, jeśli nie… I co, jeśli tak… – Wiesz już, czego nie chcesz, co ci przeszkadza? – pyta Mariusz Szuba. – Ta deska jest symbolem. Nie ciebie – tylko tego gówna, którego masz dość. Zapisz teraz po jednej stronie deski, co to jest. A po drugiej to, czego pragniesz. Twój cel – miejsce, do którego chcesz się dostać. Kiedy podejdziesz do jednego ze stanowisk, przy których będziemy rozłupywać deski, położysz swoją tak, by to, z czym się żegnasz, znalazło się na górze. Na chwilę utożsamisz się z twoją przeszkodą. Tylko na chwilę, żeby pojawiły się emocje: dość! A potem uderzysz. O tak…

Mamy pomóc sobie postawą ciała i oczywiście świeżo przyswojoną mantrą „raz, dwa, trzy – teraz!”. Zaczynamy. Odgłosy pękania. Okrzyki złości. Triumfu. I dużo wiórów. Większość desek łamie się na pół, ale są i takie, które rozpadają się pod ciosem na kilka części. Niektórzy zwlekają, nie dowierzają, podpatrują, jak robią to inni. Wreszcie zbierają się w sobie, biorą głęboki wdech… Wyrzucają ręce w górę. Gratulacje, muzyka, świętowanie.

Mariusz Szuba znów mówi o upływie czasu. O tym, że warto go zainwestować w porażki zewnętrzne. Bo służą one wzmacnianiu charakteru. – I o to tak naprawdę chodzi w rozwoju – nie o to, żeby się zmieniać, tylko żeby hartować charakter. Jeśli w twojej rodzinie zawsze mówiło się „nie wychylaj się”, możesz być tą osobą, która zmieni bieg historii! Ale jeśli nie zdecydujesz się wejść do gry, bo wolisz pozostać w swojej strefie komfortu, w porządku – masz moje błogosławieństwo.

Mariusz Szuba coach, międzynarodowy trener NLP, międzynarodowy Master Trener Time Line Therapy, Master Hipnozy, certyfikowany instruktor Firewalkingu, międzynarodowy trener coachów, autor książek o tematyce motywacyjnej.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze