Przeciwieństwa się przyciągają? Obalamy mit – ludzie różni od siebie nie powinni się łączyć w pary

Miłość składa się z trzecz czynników: namiętności, intymności, zaangażowania. (Fot. iStock)
Miłość składa się z trzech czynników: namiętności, intymności, zaangażowania. (Fot. iStock)

 

Psycholog Robert Sternberg twierdzi, że miłość można przeżywać na wiele różnych sposobów. I żaden z nich nie jest lepszy ani gorszy. Ważne, by dobierać się na zasadzie podobieństw. Na czym polega indywidualna narracja o miłości – wyjaśnia dr Bartosz Zalewski z Uniwersytetu SWPS, psycholog, certyfikowany psychoterapeuta Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

W artykułach typu „para z 50-letnim stażem zdradza sekrety trwałego związku”, często pojawiają się takie wątki, jak wspólne zainteresowania, przyjaźń oraz wzajemna troska. Co jeszcze może zatrzymać partnerów przy sobie na dłużej?
Wiele różnych rzeczy. Amerykański psycholog Robert Sternberg, który jest twórcą najbardziej znanej na świecie teorii miłości, kilkanaście lat temu wskazał 26 schematów przeżywania miłości, ale niedawno ogłosił, że już może ich opisać 50, a prawdopodobnie jest dużo więcej. Wśród nich są takie, jak miłość jako opowieść o dziele sztuki, o kolekcji, o szyciu, o teatrze…

Miłość jako opowieść? Co to znaczy?
Swoją pierwszą teorię miłości Sternberg ogłosił w latach 80. XX wieku. Uznał, że miłość składa się z trzech czynników: namiętności, intymności i zaangażowania, co potem rozwinął prof. Bogdan Wojciszke. W międzyczasie Sternberg pogłębił swoją teorię i dołożył do niej drugą część, w której miłość jawi się jako opowieść. Odniósł się w niej do bardzo ważnych odkryć psychologii poznawczej z początku XXI wieku, które mówią, że podstawowym sposobem zapisywania informacji o świecie społecznym i o sobie jest schemat narracyjny, czyli opowieść z udziałem bohatera, który czegoś pragnie i żeby to osiągnąć, musi pokonać pewne przeszkody. A świat mu w tym pomaga albo przeszkadza… Jeśli pokaże się ludziom trzy trójkąty na białej ścianie, to zbudują wokół nich jakąś historię. I skoro jest to podstawowy sposób przetwarzania informacji, to miłość również mamy zapisaną w sobie jako pewną opowieść. Robert Sternberg dowiódł, że takich opowieści jest wiele, czyli choć na poziomie społecznym próbujemy w jakiś sposób generalizować ideę miłości, to indywidualnie przeżywamy ją w bardzo różny sposób. I te różnice są na tyle silne, że osoba, która operuje określonym schematem, może się nawet nie zorientować, jeśli zacznie się do niej zalecać osoba o zupełnie innym schemacie, ponieważ będzie przetwarzać jej zachowania, słowa i wszelkie niewerbalne sygnały zgodnie ze swoją opowieścią.

Zatem weźmy pierwszy przykład: miłość jako dzieło sztuki. Na czym polega ten schemat?
Akurat ta opowieść to ciekawy przykład na to, jak Sternberg odstygmatyzowuje pewne przekonania. Jest to bowiem miłość oparta na atrakcyjności partnera, w której ważna jest dobra prezencja, ale to wcale nie znaczy, że partnerzy mają mieć wygląd modeli, mieć piękne dzieci, dom jak z obrazka, dwa psy i luksusowy samochód… Piękno można przeżywać na wiele sposobów, ważna jest wspólna troska o estetykę otoczenia oraz wygląd swój i tej drugiej osoby. Jeśli widzę, że moja ukochana stara się upiększyć nasz dom, zadbać o siebie w sposób, który oboje uważamy za atrakcyjny, to czuję, że ona mnie kocha, i jeśli ja chcę wyrazić miłość – zachowuję się podobnie.

Sternberg doszedł do wniosku, że ludzie łączą się w stałe pary na zasadzie podobieństw opowieści, więc do osoby z zakorzenionym schematem opowieści o miłości jako dziele sztuki być może pasowałby partner, dla którego miłość to opowieść o przepisach kulinarnych, według której związek ma szansę powieść się, jeśli czynności będą wykonywane w określony sposób. Odstępstwo od przepisu to ryzyko dla związku. Oba te schematy łączy przekonanie, że w związku liczą się działania zwiększające jego estetykę.

A z kim taka osoba najmniej mogłaby się dogadać?
Na przykład z tym, dla kogo miłość będzie opowieścią historyczną, co Sternberg opisuje w następujący sposób: „Zdarzenia tworzące związek składają się na niezapomnianą historię. Jej przechowywanie i wzajemne opowiadanie nieustannie jest dowodem miłości”. Taka osoba wspominałaby z sentymentem podróż sprzed 10 lat, a ta pierwsza w ogóle nie usłyszałaby tej opowieści, bo widziałaby na przykład odrapane ściany w pokoju… Możemy sobie natomiast wyobrazić, że do schematu historycznego pasowałaby wizja miłości jako opowieści o ogrodzie, zgodnie z którą związek należy nieustannie pielęgnować i doglądać. Wspomnienie podróży mogłoby skłonić osobę hołdującą temu schematowi, żeby zaproponować inny wyjazd, który wygeneruje przestrzeń do kolejnych wspomnień. Stworzyłoby to poczucie pewnej komplementarności. Oczywiście to wszystko są tylko hipotezy, bo za takim łączeniem się w pary nie stoją żadne badania…

Jest jeszcze opowieść o kolekcji.
Tak, która mówi, że partner pasuje do uogólnionego schematu. Ma mieć określone właściwości, cechy, drogę życiową. I im bardziej tak jest, tym bardziej osoba z taką wizją miłości jest spokojna i zadowolona.

Czyli model ślicznej pary, ślicznych dzieci i dwóch psów?
Na przykład. Ale niekoniecznie! Pożądanym partnerem może być po prostu ktoś, kto lubi przygody, albo odwrotnie – jest spokojny, ustabilizowany. Kolekcja nie musi oznaczać zgodności z jakimkolwiek społecznym modelem.

Przywołał pan również schemat przeżywania miłości jako opowieści o szyciu. Jak można ją opisać?
Sternberg pisze: „miłość jest tym, co z niej stworzysz”.

Kilka miesięcy temu pisaliśmy w SENSie o psychologii indywidualnej. Jej twórca Alfred Adler twierdził, że można pokochać każdego. Czy takie twierdzenie wpisuje się w ten właśnie schemat przeżywania miłości?
Adler pisał w latach 40. XX wieku, jego myśl wpisywała się w jedną z wielkich idei tamtych czasów. Dziś trzeba by ją przełożyć na nowo. Ostatnio wiele mówi się o bezpiecznych i pozabezpiecznych stylach przywiązania. I rzeczywiście osoba z bezpiecznym stylem przywiązania nie ma jednej tzw. drugiej połówki pomarańczy na świecie, ona może zakochać się w różnych osobach, bo i tak do słów i zachowań partnera będzie dodawała pozytywne treści, związane z uczuciowością i namiętnością. Ale wiadomo też już, że jeśli zwiąże się z osobą z pozabezpiecznym stylem przywiązania, to mimo wszelkich pozytywnych interpretacji, po pewnym czasie wycofa się z takiej relacji, ponieważ tamta osoba będzie co jakiś czas uciekała, raniła, niszczyła związek. Możemy więc powiedzieć, że ci, którzy umieją kochać, wiążą się z podobnymi do siebie, a nie z tymi, którzy mają w tym obszarze zamieszanie. Tacy ludzie także łączą się na zasadzie podobieństw, choć wierzą, że jest inaczej i dzięki temu zostaną uleczeni. Czyli wracając do tezy Adlera, dziś bym się z nim nie zgodził.

O czym więc jest ta opowieść o szyciu?
To opowieść, która zakłada świat wolności, w którym jesteśmy kreatorami. Wspólnie ustalamy, jak chcielibyśmy ułożyć swoje życie, i miłość wyraża się poprzez stosowanie się do tego, co zostało wymyślone. Osoba, u której dominuje taki schemat, będzie mniej zainteresowana partnerem wyznaczającym jej, na czym dokładnie ma polegać miłość. Na przykład osobie, której przyświeca schemat miłości jako przepisu kulinarnego, powie: „Nie, przecież musimy to wszystko odkryć”.

A opowieść o teatrze?
Miłość jest teatrem, ma scenariusz, są akty, sceny i dialogi. Jest pewnym odgrywaniem. W tym schemacie partnerzy zgadzają się na to, że miłość składa się z pewnych etapów, rytuałów. Chodzi o pewne wspólne postrzeganie aktów, które będą potem opiewane w opowieści. Na przykład zaręczyny powinny odbyć się w jakiejś formie, a narzeczeństwo oznacza okres pewnych zmagań, przybliżania się, ale i wątpliwości. Teatr obejmuje także możliwość dynamicznych wahań.

W pierwszej chwili nie zabrzmiało to najlepiej…
Nie, dlaczego? Sternberg nie ocenia związków, mówi, że każdy z nich może być dobry albo zły. Krytykuje normatywne podejście do miłości, w którym zakłada się określone charakterystki, i partnera, którym im nie odpowiada, uważa za nieudolnego albo miłość za niewłaściwą. Mnie normatywność także mniej interesuje, bo jako terapeuta chcę, żeby coś działało praktycznie.

Czy opowieść to nie jest po prostu jakieś przyzwyczajenie? Bo pierwsza miłość tak wyglądała, bo zawsze tak robiliśmy…
Przyzwyczajenie sugerowałoby, że możemy przeżywać miłość na wiele różnych sposobów i przyzwyczajamy się do jednego. Tymczasem Sternberg twierdzi, że mamy do dyspozycji dwie opowieści, z których jedna jest dominująca. Schematy narracyjne zapisują coś, co subiektywnie przeżywamy jako prawdę, i jeśli ktoś będzie chciał nas przekonać, że jest inaczej, to po prostu się z nim nie zgodzimy. To jest bardzo silne i nieświadome. Kiedy pacjenci trafiają na terapię, bo coś nie gra, staramy się odkodować te nieświadome treści i dotrzeć do źródła takiej narracji. Wtedy pojawia się okno modyfikacji. Nie możemy więc mówić o przyzwyczajeniu, bo wystarczyłoby je przeprogramować, a to są trwałe wzorce wewnętrzne, więc nawet po zmianie partnera sposób przeżywania miłości pozostaje ten sam.

Badania nad związkami o wysokiej jakości pokazują, że liczy się podobieństwo na poziomie wartości. (Fot. iStock)
Badania nad związkami o wysokiej jakości pokazują, że liczy się podobieństwo na poziomie wartości. (Fot. iStock)

Czy bez pomocy terapeuty można zorientować się, jaka opowieść o miłości dominuje w nas?
Jeśli chodzi o typy miłości Sternberga, to wydaje się, że każdy może w miarę łatwo rozpoznać, który typ – jeden bądź dwa – jest mu najbliższy. Można obserwować swoje zachowania, ale najpewniej większość z nas wybierze to intuicyjnie. Gorzej ze stylem przywiązania, szczególnie jeśli chcielibyśmy go w sobie zmienić. Ludzie zwykle nie wiedzą, jaki styl mają. Osoby ze stylem bezpiecznym nie potrzebują się tym interesować, po prostu wszystko działa. Ci z pozabezpiecznym zwykle mają nadzieję, że ich życie miłosne się ułoży i dopiero z czasem czują, że ciągle „coś idzie nie tak”.

Jak powstaje taka narracja o miłości?
Dominująca ilość badań wskazuje, że podstawowa matryca doświadczania bliskości, na której potem dobudowuje się szczegóły doświadczenia, powstaje mniej więcej do czwartego roku życia. To ona wskazuje, po czym rozpoznać bliskość – kiedy ona jest duża, kiedy jest mała, do czego dążyć, czego unikać. Większość z nas ma dość dobrą matrycę, która prawidłowo funkcjonuje, ale u niektórych prowadzi ona do problemów w odczuwaniu bliskości.

A na ile można ją zmienić?
Trudność leży w tym, że aby ją zmienić, trzeba dostrzec coś nowego, a to jest niemożliwe, bo właśnie matryca decyduje o naszej interpretacji. Od lat 50. XX wieku do początku lat dwutysięcznych uważano, że poza terapią albo doświadczeniami granicznymi podstawowa matryca jest niezmienna. W terapii wygląda to tak, że jeżeli ktoś ma bardzo złe doświadczenia bliskości wyniesione z domu i z sukcesem przejdzie terapię, to u niego te trudności poważnie się zmniejszają, a jego dzieci nie muszą się już zmagać z tym problemem. Czyli świadome przetworzenie tego w sobie uwalnia kolejne pokolenia. Wiadomo też, że doświadczenie wojny zmienia styl przywiązania z bezpiecznego w pozabezpieczny. Badania społeczne pokazują, że traumy wojenne przechodzą przez trzy pokolenia, kształtując związki rodzinne. W ostatnich latach ukazują się jednak prace wskazujące, że styl przywiązania może się także zmienić spontanicznie – z pozabezpiecznego w bezpieczny lub odwrotnie, jednak nie wiadomo, jak to się dzieje.

Wspominał pan o tzw. drugiej połówce pomarańczy. Ale chyba dziś już wiemy, że nie ma tylko jednej drugiej połówki…
To także wiąże się ze stylem przywiązania. Osoby z pozabezpiecznym stylem przywiązania częściej chcą znaleźć tę jedyną osobę, bo ukoi ich lęki. A w praktyce znajdują taką, która nie ukoi… Natomiast w bezpiecznym stylu przywiązania nie chodzi o to, kogo ja znajdę, ale jak kocham. Badania wskazują, że osoby z bezpiecznym stylem przywiązania w stanie zakochania nie mentalizują w związku, czyli nie próbują dokładniej wyobrażać sobie świata wewnętrznego drugiej osoby, jej myśli i uczuć. Są spokojne. Z kolei osoby z pozabezpiecznym stylem przywiązania bardzo starają się poznać wnętrze partnera, ale w funkcji kontroli. Nie czują się bezpiecznie, bo są przekonane, że ta druga strona je skrzywdzi. Pozostaje tylko odkryć: kiedy i jak? I przeciwdziałać.

Robert Sternberg nie wskazuje, który schemat przeżywania miłości daje szansę na udany związek. A co mówią na ten temat inne badania?
Badania nad związkami o wysokiej jakości pokazują, że liczy się podobieństwo na poziomie wartości. Podobne hobby? Wspólna praca? Różnice temperamentów? To wszystko nie przesądza o tym, czy związek będzie szczęśliwy. Jedynie poziom wartości daje spójne rezultaty. Ludzie o bardzo różnych czy wręcz sprzecznych wartościach mają trudno, a różnice pojawiają się od samego początku. Czyli w tym znaczeniu powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają – niespecjalnie działa. Sternberg się z tym zgadza i mówi, że ludzie dobierają się na zasadzie podobieństwa swoich dominujących opowieści o miłości. Nic dziwnego, skoro wiadomo, że jedną z podstawowych funkcji schematów narracyjnych jest nadawanie sensu wydarzeniom. Każda opowieść o miłości wyrasta zatem z zakodowanych w niej fundamentalnych wartości.