1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. Im większa samowystarczalność, tym większe osamotnienie? Tybetański nauczyciel: nie bój się współzależności

Im większa samowystarczalność, tym większe osamotnienie? Tybetański nauczyciel: nie bój się współzależności

(Fot.  Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
Z lęku przed popadnięciem w zależność chcemy być jak najbardziej samodzielni. To jednak iluzja, bo wszyscy jesteśmy w różny sposób zależni od siebie. W języku tybetańskim słowo „współzależność” oznacza wzajemne powiązanie. Jego istotę w książce „Połączeni” wyjaśnia buddyjski duchowy przywódca Siedemnasty Karmapa Ogjen Trinle Dordże.

Spis treści:

  1. Współzależność zamiast iluzji niezależności
  2. Proszenie o pomoc: dlaczego dzisiaj jest tak trudne?
  3. Spacer... ze sobą: jak budować poczucie połączenia ze światem?

Tekst pochodzi z miesięcznika „Sens” 04/2026

Współzależność zamiast iluzji niezależności

Poczucie zależności często skłania do różnych negatywnych myśli i trudnych emocji z powodu konieczności polegania na kimś lub czymś. Zwłaszcza w naszej, zachodniej kulturze stawiającej na zaradność, samodzielność, osiąganie sukcesów – zależność bywa traktowana jak słabość. Na Wschodzie jest inaczej, co odzwierciedla na przykład znaczenie słowa „współzależność” w języku tybetańskim. To połączenie albo wzajemne powiązanie.

„Myślenie o naszej głębokiej współzależności jak o wzajemnym powiązaniu może osłabić jej groźny wydźwięk. Powiązanie czy też połączenie oznacza coś, co wybraliśmy, zależność – nie. Pojęcie zależności może skłaniać do myślenia, że narzucono nam pozycję podległości. Nie lubimy myśleć o sobie jak o kimś, kto jest od czegoś zależny. Wzajemnie powiązany brzmi bardziej atrakcyjnie. Chcemy się połączyć i postrzegamy tę więź jako coś pozytywnego. Łatwiej przychodzi nam akceptowanie naszej wyjściowej sytuacji, kiedy myślimy o sobie jako o kimś raczej z czymś połączonym, a nie od czegoś zależnym” – tłumaczy Karmapa Ogjen Trinle Dordże w książce „Połączeni”.

Cokolwiek o tym myślimy, jesteśmy współzależni czy może właśnie połączeni. Nie tylko z ziemią poprzez grawitację czy powietrzem poprzez każdy wdech, lecz także z innymi ludźmi, zwierzętami i roślinami.

Dawny zachodni model psychologiczny opierał się na stabilnym oraz indywidualnym „ja”, niekiedy wspierając dążenia jednostki do wytworzenia iluzji samowystarczalności. Czujemy się niezależni, gdy możemy w sklepie kupić marchewkę, kawę, czekoladę czy mięso – bez rozpoznania, że za tymi towarami stoi sztab rolników czy hodowców, i bez rozpoznania, że każdy z tych towarów pokonał długą drogę, czasami liczącą setki kilometrów.

Wciąż wielu z nas traktuje świat natury jako tło naszych wydarzeń, scenografię, tymczasem w Tybecie natura opisywana jest jak naczynie, a wszystkie istoty jako jego zawartość. To porównanie wskazuje na nierozerwalną więź łączącą całą planetę. Jednak dopóki ta więź pozostaje wyłącznie wyobrażeniem czy koncepcją, niewiele wnosi do naszego życia. I dopóki traktujemy siebie jako wierzchołek czy najbardziej istotny element w siatce życia, pomijamy, że każda relacja oddziałuje na wszystkie zaangażowane strony, bo – jak zauważa Karmapa – przez samo bycie w związku z kimś lub czymś stajemy się tego częścią.

„Ta prawda dotyczy wszystkich rodzajów współzależności, poczynając od systemów planetarnych, a kończąc na naszych najbardziej intymnych i osobistych relacjach” – pisze, dla zilustrowania podsuwając przykład relacji dzieci i rodziców. Bo oczywiście, to rodzice płodzą dzieci, ale to te dzieci zmieniają w rodziców tych, którzy wcześniej byli kobietą i mężczyzną.

Proszenie o pomoc: dlaczego dzisiaj jest tak trudne?

Podstawowym efektem uświadomienia sobie współzależności jest rozwój empatii – staje się naturalna, gdy zrozumiemy, że nasze dobro powiązane jest z dobrem innych. Psychologicznie można to wyjaśnić przez mechanizmy rezonansu emocjonalnego i neuronów lustrzanych. Dostrzegając podobieństwo między sobą a innymi, łatwiej reagujemy empatią.

Co również istotne, to ona pozwala odpowiadać na cierpienie w sposób twórczy. A to dlatego, że gdy empatyzujemy, naprawdę nam zależy, więc poszukujemy skutecznych sposobów działania, by wesprzeć, pomóc, być blisko. Sama empatia to za mało. Dopiero gdy przechodzi ona w działanie, odważne współczucie – zaczynamy zmieniać świat. Nawet jeśli reagowanie jest trudne lub niewygodne.

W naszym świecie proszenie o pomoc zazwyczaj wywołuje dyskomfort, nagradzana i powszechnie prezentowana jest postawa siły, zdrowia, zaradności, radzenia sobie. W ojczystym Tybecie autora jest inaczej.

„Jeśli starszy Tybetańczyk ma problemy z podnoszeniem się, z radością przyjmie pomoc w postaci wyciągniętej przez kogoś dłoni. Tak naprawdę nieuczynienie tego może być uznane za niegrzeczne czy samolubne. Na Zachodzie jeśli ruszymy z pomocą, narażamy się na ryzyko urażenia czy zawstydzenia starszej osoby, tak jakbyśmy sugerowali, że nie jest ona w stanie poruszać się o własnych siłach. Pośród ludzi zmuszanych do postrzegania siebie jako niezależnych i autonomicznych samotność jest bardziej powszechna. Uczenie się życia we współzależności pomaga przezwyciężyć poczucie samotności. Kiedy mamy emocjonalną świadomość, że żyjemy w sieci współzależności, wtedy w gruncie rzeczy nigdy nie jesteśmy sami” – czytamy w książce.

Poczucie połączenia z ludzkim oraz pozaludzkim światem zazwyczaj wyklucza poczucie osamotnienia. W żaden sposób nie odbiera nam również wyjątkowości, gdyż zdrowa współzależność jest możliwa właśnie dzięki różnorodności i nie jest tożsama z upodobnianiem się do siebie.

Uparte tkwienie w iluzji niezależności zazwyczaj rozwija dumę i arogancję, fałszywe przekonanie, że wszystko zawdzięczamy sobie – z pominięciem wody utrzymującej nas przy życiu, przodków, po których odziedziczyliśmy rysy; ale też zapominamy o muzyce, książkach, kursach czy warsztatach, które przyniosły nam wiedzę, ukojenie czy inspirację.

Przychodząc na ten świat, nie zastaliśmy go pustym, właśnie dzięki jego różnorodności możemy odkrywać własną. Tak jak współzależność drzewa i wody nie czyni ich podobnymi, tak samo człowiek świadomy swojej zależności od otaczającego świata nie musi wyrzekać się unikatowości. Może za to poczuć wdzięczność za siatkę życia, która utrzymuje go przy życiu.

Spacer... ze sobą: jak budować poczucie połączenia ze światem?

Świat, na który przyszliśmy, jest tak zaludniony i tak bogaty w opinie, wartości, przekonania, że czasem szukamy rozwiązań w zdystansowaniu, skupieniu tylko na sobie. Jednak ta strategia na dłuższą metę prowadzi do osamotnienia.

A jeśli faktycznie wskazane, a wręcz zdrowe jest odcięcie się na pewien czas od ludzi, (przynajmniej pewnych ludzi!), a z pewnością pewnych informacji, poczucie połączenia z pozaludzkim światem może przynieść realne ukojenie.

„Kiedy czujemy się samotni, to w istocie samotne są nasze pozytywne cechy. Może nasza wewnętrzna dobroć napotkała przeciwstawne okoliczności – niezdrowe nawyki czy oziębłe reakcje. Spróbujmy wtedy otoczyć ten osamotniony potencjał dobroci wspierającymi okolicznościami i ciepłym nastawieniem. Zaprzyjaźnijmy się z naszym naturalnym blaskiem i całym sercem, jednomyślnie, wspierajmy swoje pozytywne cechy. Taka postawa może wypełnić chwile spędzane z samym sobą ciepłem i bogactwem. Nawet jeśli nikogo nie będzie w pobliżu, zamiast osamotnienia doświadczymy poczucia połączenia z innymi. Już sama świadomość, że nosimy w sobie życzliwe myśli i dobre życzenia, może być wystarczająca. Jeśli podupadamy na duchu tylko dlatego, że nikt ich nie widzi, oznacza to, że tak naprawdę nie doceniamy w pełni wartości pozytywnych odczuć. Musimy się w nich rozsmakować. Ich obecność powinna podnosić nas na duchu. Musimy je aktywnie doceniać i czuć, że ubogacają nasze życie. Sami potrafimy ogrzać się od środka” – pisze tybetański nauczyciel.

Warto uzmysłowić sobie, że rozpoznanie, a następnie pielęgnowanie zdolności połączenia ze światem nie polega na zdobywaniu nowych umiejętności. Jest raczej zabraniem siebie na spacer z ukochaną osobą, czyli sobą, zwłaszcza gdy nie tworzymy z nikim bliskiej, intymnej relacji.

Odczucie połączenia ze światem wydarzy się, gdy przestaniemy przez ekran telefonu obserwować, jak bawią lub kłócą się inni ludzie, i zabierzemy na spacer siebie w miejsce, w którym natura żyje swoim życiem. Celem takiego spaceru nie jest osiągnięcie czegoś. Celem jest spotkanie z życiem, które posiada inne ciało niż nasze, ale wydarza się w tym samym czasie i na tej samej planecie.

Nie możesz iść na przechadzkę nad rzekę czy dziką łąkę? Wystarczy pójść pod ulubione drzewo w pobliskim parku. Stając pod tym drzewem, możemy połączyć się z nim na początku w myśli: pijemy tę samą wodę, trzyma nas przy życiu ta sama ziemia, dzielimy ten sam czas w historii planety. To pierwszy krok do żegnania osamotnienia, a tym samym przypomnienia sobie o zdolności dostępnej wszystkim ludziom: prawdziwej przyjemności z poczucia połączenia.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE