Rozwód a dzieci – jak podjąć decyzje o rozwodzie, kiedy mamy dzieci?

(Ilustracja Istock)

Kiedy ludzie zakochują się, wiążą ze sobą, zakładają rodzinę – wierzą, że będą żyć razem długo i szczęśliwie. Planują wspólnie się starzeć, trwać przy sobie na dobre i na złe. I czasem tak właśnie jest. Zdarza się jednak, że związek nie tylko nie daje szczęścia, ale odbiera wszelką radość życia.

Gdy wspólne życie zamiast miłości, bezpieczeństwa i ciepła oznacza chłód, frustrację i wrogość, gdy do domu wraca się ze ściśniętym sercem i bólem brzucha, gdy zamiast czułych słów są kłótnie i wyzwiska – czujesz, że jesteś w pułapce. Gdy mimo starań, sytuacja się nie zmienia, chcesz się z niej jak najszybciej uwolnić. Uciec, aby ocalić siebie.

Rozwód a dziecko

Decyzja o rozstaniu z partnerem jest zawsze trudna, ale jeszcze trudniejsza wtedy, gdy w związku jest dziecko lub dzieci. Panuje bowiem opinia, że dzieci do szczęścia potrzebują pełnej rodziny, domu dającego poczucie bezpieczeństwa i trwałości. Wiele nieszczęśliwych małżeństw trwa przy sobie „dla dobra dzieci”.

„Rozwód? Wykluczone, dopiero kiedy dzieci podrosną. Na razie zagryźmy zęby, udawajmy, że wszystko jest ok. Trzeba się poświęcić, by syn, córka mieli normalne dzieciństwo”.

Dzieci, dla których „dobra” rodzice trwali w złym, raniącym związku zwykle nie są za to wdzięczne. Po latach jako dorośli ludzie przychodzą na psychoterapię i opowiadają o koszmarnym dzieciństwie, o poczuciu bezradności, samotności, strachu.
Rodzice skupieni na walce o przetrwanie w małżeństwie są zwykle dla dziecka emocjonalnie niedostępni. Pochłonięci swoim bólem nie mają dość sił i energii, by dawać dziecku zwyczajną, szczęśliwą codzienność. Efekty można zmierzyć. Np. dzieci matek, które w wyniku codziennego stresu mają długotrwale obniżony nastrój i objawy depresji, w przyszłości znacznie częściej cierpią na zaburzenia emocjonalne. Badania mówią nawet o siedmiokrotnie wyższym ryzyku takich negatywnych konsekwencji.

Udawanie, że w rodzinie wszystko jest ok, sprawia, że w domu wyczuwa się napięcie. Nie można sobie pozwolić na luz, uśmiech, prawdziwe emocje. Dziecko rośnie z poczuciem, że rodzice nie są szczęśliwi i spokojni. Mamę lub tatę (albo oboje) coś martwi, gnębi. Zwykle tłumaczy sobie to na swój dziecięcy sposób: „to na pewno moja wina”. Tam, gdzie krzywda, tam musi pojawić się i poczucie winy, a dzieci niestety zwykle biorą je na swoje barki. Prędzej czy później taki ciężar daje o sobie znać. Na przykład wycofaniem dziecka i zamrożeniem jego emocji albo agresją, trudnymi zachowaniami.

Nie wystarczy być ze sobą, by zapewnić dzieciom dobre dzieciństwo.

Kiedy się rozwieść?

Czy to znaczy, że „dla dobra dziecka” lepiej się rozstać? Nie sposób ułożyć tak prostej recepty. Dla dobra dziecka na pewno warto zmierzyć się z problemami w związku, zrobić, co możliwe, by zrozumieć ich przyczyny. Dzieciom potrzebni są rodzice, którzy są ze sobą uczciwi i szczerzy, szanują się wzajemnie (nawet jeśli trudno im się porozumieć), nie przekraczają swoich granic. Dom musi być bezpiecznym schronieniem, w którym wszyscy dobrze się czują.
A jeśli tak nie jest? Jak podjąć decyzję o rozstaniu, skoro w naszej kulturze wzorem rodziny wciąż jest układ: mama, tata i dzieci, mieszkające wspólnie pod jednym dachem? Statystyki pokazują, że pozwy rozwodowe częściej składają kobiety. To nie znaczy, że przychodzi im to łatwo. Wiele z nich latami trwa w złym związku, bo decyzja o rozwodzie jest związana ze zbyt silnymi obawami, poczuciem winy, często także poczuciem wstydu.

(Ilustracja iStock)

Czego się boimy

Na ten temat – czy rozstać się, a jeśli tak, to jak zadbać w czasie rozwodu o dobro swoje i dzieci – napisałam książkę, w której, wraz ze specjalistami, przyglądam się z bliska tysiącom dylematów, jakie przeżywają rozstający się rodzice i ich dzieci. W tym miejscu chcę zająć się maleńkim wycinkiem: typowymi obawami, o jakich mówią kobiety rozważające rozwód. Może jesteś jedną z nich. Nie będę namawiać cię na rozstanie – mimo że po trudnym rozwodzie sama wychowuję dzieci, nadal wierzę w dobre, trwałe związki, w których problemy da się naprawiać, a kryzysy cementują więź. Tak więc nie uważam, że rozwód to jedyna recepta na problemy małżeńskie. Z drugiej jednak strony myślę, że zostać ze sobą warto z dobrego powodu. Z miłości, a nie ze strachu.

Czego zwykle boją się żony i matki, gdy rozważają rozwód?

Obawa 1.

Moje dzieci będą cierpieć przez nasze rozstanie.

Rozstanie rodziców zawsze jest dla dzieci silnym przeżyciem, bo wiąże się z ogromną zmianą w życiu. Nawet dorośli boją się zmian, co dopiero dzieci. Boimy się, bo nie wiemy, jak będzie. Smucimy – bo kończy się coś, co było dla nas ważne.

To naturalne. I nie sposób oczekiwać, by dzieci przyjęły wiadomość o rozwodzie rodziców z obojętnym spokojem. Trzeba pamiętać, że rodzice do decyzji o rozstaniu zwykle dojrzewają dość długo, ale dla dzieci bywa ona zupełnym zaskoczeniem i potrzeba wiele czasu, by w ogóle mogły zrozumieć, jak teraz będzie wyglądał ich świat.

Warto jednak uświadomić sobie, że dzieci mogą także cierpieć, jeśli rodzice się nie rozstaną. Tak samo albo znacznie bardziej. To nie jest prosty wybór pomiędzy cierpieniem (przez rozwód) i szczęściem (gdy rodzice zostaną razem). Dorastanie w domu, w którym rodzice czują się nieszczęśliwi, jest dla dziecka niezmiernie bolesne.

Trzeba zważyć, co w ogólnym życiowym rachunku będzie lepsze zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci.

Trzeba także uświadomić sobie, że cierpienie jest częścią życia – czy nam się to podoba, czy nie. Nawet najlepszy rodzic nie uchroni swojego dziecka przed bólem, smutkiem, rozczarowaniami. Może za to pomóc synowi lub córce mierzyć się z tym, co trudne. Pokazywać własnym przykładem, jak zadbać o swoje emocje, gdy ktoś nas rani.

Obawa 2.

Moje dzieci w przyszłości nie będą umiały zbudować dobrej relacji.

Na taką obawę warto odpowiedzieć pytaniem: a teraz, gdy jesteśmy razem, czy moje dzieci uczą się budować dobrą relację?

Dzieci rzeczywiście uczą się poprzez obserwowanie ważnych dla siebie osób w ich codziennych działaniach, decyzjach aktywnościach, reakcjach. Jeśli w związku rodziców dzieje się tak źle, że przynajmniej jedna ze stron rozważa rozwód, to oznacza, że dzieci patrzą na relację, która wcale nie jest dobra. W związkach, w których dochodzi do przemocy emocjonalnej, ekonomicznej lub fizycznej, dzieci uczą się, że bliscy ludzie mogą bezkarnie ranić, a słabsza osoba nie ma się jak bronić. W rodzinach, w których brakuje miłości, szacunku, bliskości – dzieci uczą się, że nie są dość ważne, by na tę miłość i bliskość zasłużyć.

Dorosłym często wydaje się, że jeśli będą dość dobrze się pilnować, to uda im się stworzyć pozory szczęśliwego życia domowego. Będą się uśmiechać, celebrować niedzielne obiady, i nikt nie zorientuje się, że to wszystko fasada kryjąca emocjonalną pustkę. Pod tym względem może uda się oszukać sąsiadów albo dalszych znajomych. Ale dzieci wyczuwają kłamstwo, nawet jeśli nie potrafią go nazwać. Stwarzanie pozorów to rodzaj szkodliwej manipulacji. Dziecko słyszy co innego, niż widzi. I czuje się zagubione. Mama mówi, że wszystko jest dobrze, że tak właśnie wygląda rodzinne szczęście, ale jednocześnie wcale tego nie pokazuje. Syn albo córka widzą napięcie, smutek, strach, ale nie rozumieją przyczyny takiego stanu. Takie dzieci w przyszłości, jako dorośli ludzie, mogą mieć poważne problemy z nawiązywaniem bliskich relacji, a także rozumieniem i zaspokajaniem swoich potrzeb.

Obawa 3.

Odbiorę dzieciom tatę. Gdy się rozstaniemy, one stracą z nim codzienny kontakt.

Podczas terapii par czy mediacji podczas kryzysów w związkach często na pierwszy plan wybija się jeden problem, z jakim borykają się małżonkowie. Specjaliści nazywają to splątaniem czy pomieszaniem relacji małżeńskiej i rodzicielskiej. I dodają, że zarówno przy próbach ratowania małżeństwa, jak i przy rozstawaniu się ważne jest, by te dwie relacje bardzo wyraźnie rozdzielić. Czym innym jest nasza relacja jako partnerów, a czym innym nasz związek jako relacja dwojga rodziców.

Jako partnerzy możemy się kochać, okazywać sobie czułość, uprawiać seks, kłócić, walczyć ze sobą – to nasz wybór. Ale my, jako rodzice, mamy zupełnie inne role i zadania. Współ-rodzicami będziemy już zawsze, nawet jeśli nie będziemy razem mieszkać. Będziemy się spotykać na szkolnych uroczystościach, na urodzinach dziecka, podczas ważnych wydarzeń w jego życiu. Będziemy wspólnie decydować o jego edukacji, leczeniu, profilaktyce. Dopóki jedna z osób świadomie nie wycofa się ze swoich rodzicielskich obowiązków, sam rozwód nie musi tu nic zmieniać.

Rozdzielenie w myślach tych dwóch relacji partnerskiej i rodzicielskiej, pozwoli spokojnie rozważyć, jakie realne konsekwencje dla dzieci będzie miało rozstanie rodziców. Owszem – dzieci nie będą już widzieć, że rodzice idą spać do jednego łóżka. Owszem – nie będziecie zapewne razem jeździć na wakacje. Ale resztę można ustalić tak, by odbyło się to jak najkorzystniej dla dzieci.
Prawo przewiduje różne możliwości. Dzieci mogą mieszkać z jednym rodzicem, ale drugiego widywać w miarę potrzeb. Istnieje też opieka naprzemienna, gdy rodzice po równo dzielą się obowiązkami, a dziecko mieszka np. przez tydzień u jednego rodzica, a przez kolejny tydzień u drugiego.

Psychologowie podkreślają, że kontakt z dzieckiem należy dostosować do jego potrzeb rozwojowych. Dla malutkiego dziecka ważniejsze jest, by oboje rodziców widywać często i w zwykłych, codziennych sytuacjach, niż by raz na jakiś czas mieć atrakcyjny weekend z rodzicem, z którym nie mieszka. Można się umówić tak, by np. tata po wyprowadzce z domu odbierał synka czy córkę z przedszkola w wyznaczone dni tygodnia, zapewniał spacer, kolację, kąpiel.

Oczywiście ustalenie takich zasad może być trudne, jeśli małżonkowie rozstają się w dużych emocjach, czują się zranieni. Czasem nie obejdzie się bez pomocy mediatora czy trenera komunikacji (np. porozumienia bez przemocy). Jednak jeśli byli partnerzy uświadomią sobie, że to, co robią, robią dla dziecka, a nie dla swojej czy swojego eks – to może się udać.

Wiele kobiet po rozwodzie zauważa, że dopiero rozstanie i ustalenie nowych zasad kontaktu taty z dzieckiem, pozwoliło byłemu mężowi bardziej zaangażować się w ojcowskie obowiązki. Korzystają na tym i dzieci, i ojcowie.

I jeszcze jedna kwestia. Zdarza się i tak, że tata po rozwodzie „obraża się” nie tylko na byłą żonę, ale także na dzieci, i przestaje się z nimi kontaktować. Zastanówmy się, czy gdyby do rozwodu nie doszło i tata był obecny w codziennym życiu tych dzieci, to czy wynikałaby z tego realna korzyść dla nich? Co daje dzieciom codzienny kontakt z tatą, na którego bezwarunkową miłość nie mogą liczyć? Dla którego własna urażona duma jest ważniejsza niż emocje i potrzeby dziecka? Czy lepsze dla dzieci będzie posiadanie „pełnej rodziny”, w której mama cierpi, a tata jest skupiony na sobie? Czy lepiej będzie, jeśli przynajmniej jedno z rodziców będzie spokojne, szczęśliwe i da dzieciom prawdziwe oparcie?

Obawa 4.

Moje dzieci będą się czuły gorsze, bo pochodzą z niepełnej rodziny.

Ten argument można zbijać, powołując się na dane statystyczne. Jak wynika z tegorocznego raportu CBOS „Rodzina – jej znaczenie i rozumienie” 91 proc. ankietowanych jako rodzinę definiuje także rodzica samotnie wychowującego dziecko. Jak pisze na blogu socjolożka dr Małgorzata Sikorska: „Dane z ostatniego spisu powszechnego pokazują, że wśród rodzin w Polsce 20 proc. stanowią rodziny złożone z samotnej matki z dzieckiem/dziećmi (to ponad 2 mln rodzin)”. W dużych miastach w każdej szkolnej klasie jest przynajmniej kilkoro dzieci, których rodzina nie składa się z mamy i taty mieszkających pod jednym adresem. Na wsiach i w małych miasteczkach rodzin po rozwodach jest mniej, ale stopniowo zmienia się ich postrzeganie. O samotnym macierzyństwie mówią w mediach osoby znane i podziwiane, pojedynczy rodzic z dzieckiem to częsty bohater filmów – dzięki mediom wiadomo, że mimo rozwodu można żyć szczęśliwie i zapewniać dzieciom dobry dom.

Warto jednak jeszcze spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Jeśli rozwód nie będzie traktowany jak wstydliwa tajemnica, to nie stanie się wstydliwą tajemnicą. Dziecko nie wie, że jego rodzina jest niepełna, dopóki ktoś nie każe mu tak myśleć. Mama z dziećmi to tak samo pełna rodzina, jak każda inna. Pełna miłości, radości, szczęścia. Życie po rozwodzie jest na pewno inne, niż przed. Ale to nie znaczy, że gorsze.

 

Joanna Szulc, dziennikarka z wykształceniem socjologicznym i psychologicznym, autorka książki „Sama mama. Jak przejść przez rozwód i żyć dalej?” (wyd. Agora).