Rzeczy, które robimy wbrew sobie

Fot. Getty Images/ Gallo Images

Bardzo ci na czymś zależy, ale jakby wszystko sprzysięgło się przeciwko. Co za pech! A może sam przyłożyłeś rękę do tego, że się nie powiodło? Bo bałeś się odpowiedzialności… Uwierzyłeś, że nie zasługujesz… Uznałeś, że osiągnięcie celu oznacza kolejne wyzwania… Tak działa autosabotaż. I nie musi być szkodliwą strategią.

Marcie bardzo zależało na tzw. dobrej pracy: wysoko płatnej, w międzynarodowej firmie. Za każdym razem, kiedy umawiała się na rozmowę kwalifikacyjną, różne przeciwności nie pozwalały jej dotrzeć na czas. Jak nie korek, to awaria w mieszkaniu czy „pilna sprawa rodzinna”. Po serii takich zdarzeń już wiedziała, że nie może ich tłumaczyć przypadkiem. Musiała przyjrzeć się swojemu lękowi, bo ewidentnie coś w niej nie chciało tej posady.

Pewnie znasz podobne historie. Ktoś angażuje się w jakieś przedsięwzięcie (dietę, trening, terapię) i kiedy rezultaty zaczynają być widoczne, nagle się wycofuje. Każdy pretekst może być dobry: szarlotka cioci, którą podsuwała podstępnie podczas przyjęcia. Albo budzik, który nie zadzwonił na czas. Są też tacy, którzy w ogóle nie podejmują wyzwania. Czytają artykuł o czymś, co mogłoby im pomóc, ale kiedy pojawia się myśl „to na pewno drogie, bolesne, zresztą nikt nie da mi gwarancji, że coś z tego wyniknie”, chętnie przyjmują ją za wyrocznię. I pozostają w znanym sobie bólu, który jeszcze da się wytrzymać. Zgodnie z powiedzeniem, że lepsze zło znane niż nieznane.

Działają w nas różne sprzeczne siły. Nic dziwnego, że kiedy porywamy się na coś nowego, jedna może być bardzo na „tak”, a druga wręcz przeciwnie. Często ta druga jest nieuświadomiona. I niejednokrotnie wygrywa. Tak naprawdę to ty rzucasz sobie kłody pod nogi, kopiesz pod sobą dołki i piłujesz gałąź, na której siedzisz. Dlaczego? Bo chronisz siebie. Dobrze by było ustalić przed czym. Może nie jest to wcale takie straszne?

(…)

Więcej w kwietniowym numerze magazynu SENS.

Wydanie 04/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.