Samotność – dlaczego się jej boimy? Czy jest lepsza od byle jakiego związku?

Co czujesz, kiedy jesteś sama? Czy własne towarzystwo jest dla ciebie źródłem cierpienia? (Fot. iStock)
Co czujesz, kiedy jesteś sama? Czy własne towarzystwo jest dla ciebie źródłem cierpienia? (Fot. iStock)

Lęk przed byciem samą często popycha nas do desperackiego poszukiwania partnera. Albo do trwania w kiepskich relacjach… Tymczasem oswojona samotność to przestrzeń, którą można wypełnić na swój sposób. Także związkiem, który nie będzie odruchową ucieczką od samotności.

Większość z nas boi się samotności, co zrozumiałe. Jesteśmy istotami społecznymi, mamy potrzeby przynależności, bezpieczeństwa, akceptacji, inni ludzie są nam niezbędni do życia. Lęk przed samotnością budzi motywację do tworzenia nowych więzi i pielęgnowania już istniejących. Badania wykazują, że chroniczna samotność wpływa destrukcyjnie na nasz organizm. Osłabia system odpornościowy, zwiększa wrażliwość na ból, prowadzi do depresji, u osób starszych zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci. Zatem samotność rozumiana jako brak bliskich relacji z innymi to stan, który niewątpliwie warto zmienić. Problem polega na tym, jak to zrobić.

Samotność w związku

Elwira, lat 39, ma za sobą wiele krótkotrwałych związków, z których żaden nie skończył się ślubem, choć ona była na to gotowa od pierwszej randki. Teraz znowu jej związek zbliża się do końca. – Czy ja naprawdę tak dużo oczekuję, czy ciągle trafiam na jakichś popaprańców? – wybucha. – Chodzi mi tylko o to, żeby założyć rodzinę, to chyba normalne, prawda? Mam 39 lat, niedługo będzie za późno na dziecko, a Tomek zachowuje się tak, jakby mu było wszystko jedno! Nadal nie przeniósł się do Warszawy, widujemy się dwa, trzy razy w miesiącu, nie oświadczył się, choć wie, że mi na tym zależy. Niby próbujemy zrobić dziecko, ale w tych warunkach to pewnie nigdy się nie uda!

Dlaczego właśnie Elwira przyszła mi do głowy, gdy piszę o samotności? Przecież ona nigdy nie była sama. Gdy kończy jeden związek, natychmiast znajduje nowego chłopaka. A jednak w gruncie rzeczy jest samotna. Nie ma przyjaciółek, nie wchodzi w bliskie relacje z kobietami, bo uważa, że nie można im ufać. Nie zależy jej na przyjaźni, tylko na ślubie. Elwira ma jeden scenariusz na życie i jak najszybciej chce go zrealizować. Nie traci czasu na poznawanie nowego partnera i budowanie związku, od początku znajomości wie, czego chce, mężczyzna ma tylko spełnić jej oczekiwania. Ale nie spełnia.

– Powiedziałam mu, żeby poszedł do psychologa, a on twierdzi, że nie jest mu to potrzebne – opowiada. – A może jest coś, nad czym ty chciałabyś popracować? – pytam, bo w końcu na tym polega moja rola. – Nad tym, jak to zrobić, żeby zaczęło mu bardziej zależeć! Już podczas pierwszej wspólnej nocy zapytałam go, czy jest gotów się przeprowadzić, bo ja mam świetną pracę i mieszkanie, więc się nie ruszę. Odpowiedział, że tak. Minął rok, a on nie znalazł pracy w Warszawie i wcale nie wiem, czy naprawdę szuka! Nawet nie chce ze mną wyjechać na wakacje, bo tam, gdzie ja chcę jechać, to dla niego za drogo! Chciałam, żeby przyjeżdżał w każdy weekend, ale szkoda mu czasu i pieniędzy, choć na początku przyjeżdżał. Już dawno bym z nim zerwała, ale tak strasznie boję się samotności. – Przecież w tym związku też jesteś samotna – wolę się upewnić, czy dobrze zrozumiałam. – No tak, przez niego! Gdyby umiał podjąć decyzję, miałabym już rodzinę! – A gdyby jego nie było, to przez kogo byłabyś samotna?

Życie bez mężczyzny

Elwira długo się broni przed poszukaniem problemu w sobie. W końcu jednak zaczyna dostrzegać, że nie nawiązuje bliskich relacji nawet z mężczyznami, z którymi jest w związku. Próbuje ich nakłonić do czegoś, na co oni nie mają ochoty, ale ona nie chce tego widzieć. W dzieciństwie czuła się bardzo samotna, mama faworyzowała młodszą siostrę, do Elwiry miała ciągle pretensje, ojciec też odnosił się do niej krytycznie. Elwira miała nadwagę, więc czuła się gorsza od rówieśników. Często była obiektem ich żartów, nie chcieli się z nią bawić, nikt nie wybierał jej do swojej drużyny w grach zespołowych. Potem wyrosła na atrakcyjną kobietę, świetnie funkcjonuje zawodowo, ale lęk przed odrzuceniem i niskie poczucie wartości pozostały. Nie chce konfrontować się z tymi uczuciami i może właśnie to uniemożliwia jej tworzenie bliskich relacji. Chodzi jej jedynie o wyjście za mąż, które ma być dowodem, że wszystko jest z nią w porządku, bo bez mężczyzny czuje się bezwartościowa. – Boję się, że będę sama do końca życia i skończę jak postać z dramatu „Koncert życzeń” Yany Ross – wyznaje z płaczem.
Widziałam ten spektakl, w którym bohaterka nie mówi ani słowa, bo nie ma do kogo. Jest kompletnie samotna. Prowadzi zdrowe życie, wszystko ma pod kontrolą, dobrze zorganizowane i tylko nie wiadomo, po co się krząta, trudno znaleźć sens takiego życia. I w końcu z niego rezygnuje, przytłoczona samotnością, z której nie szuka wyjścia.

„Gdy nachodzi cię ból samotności, stań z nią twarzą w twarz, przyjrzyj jej się, nie próbuj uciekać. Jeżeli uciekniesz, nigdy jej nie zrozumiesz i zawsze będzie czyhała na ciebie za rogiem” – te słowa Jiddu Krisznamurtiego już kiedyś przytaczałam, bo wierzę w ich słuszność. Warto zapytać siebie, przed czym uciekamy. Czego się boisz? Co się pojawia, kiedy jesteś sama? Dlaczego własne towarzystwo jest dla ciebie źródłem cierpienia? Tylko spotkanie z demonami stwarza szansę na uwolnienie się od nich, nie ucieczka.

 Samotność może być destrukcyjna, ale może także stwarzać szansę na spotkanie z samą sobą. Na konfrontację ze swoimi lękami tworzącymi blokady utrudniające budowanie więzi. (Fot. iStock)
Samotność może być destrukcyjna, ale może także stwarzać szansę na spotkanie z samą sobą, konfrontację ze swoimi lękami i blokadami utrudniającymi budowanie więzi. (Fot. iStock)

Oswoić samotność

Od samotności uciekamy niemal odruchowo. Gdy ją poczujemy, sięgamy po telefon, wchodzimy na Facebooka, włączamy ulubiony serial, zaczynamy robić coś, by ją zagłuszyć – każdy z nas ma swoje sposoby, by uciec od siebie. Nie chcemy być sam na sam ze swoimi uczuciami. Ale problem powraca i znów musimy uciekać.

Karolina, lat 29, pracuje nad doktoratem, prowadzi zajęcia ze studentami i mieszka z rodzicami, którzy są źródłem jej cierpienia. – Jestem na ich utrzymaniu, ale to normalne, kiedy się pisze doktorat, na uczelni zarabiam za mało. A oni traktują mnie, jakbym była nieudacznikiem, a nie ich powodem do dumy! Za to są dumni z mojej siostry, tylko dlatego, że wyszła już za mąż, jakby to była jakaś zasługa. Ja nie tracę czasu na zajmowanie się facetami, tylko ciężko pracuję. Rodzice mnie lekceważą, ale ja im pokażę, kiedyś będą musieli mnie docenić! Wszystkich ich przerosłam, im się nawet nie śniło o doktoracie, moja siostra też woli pieluchy niż karierę!

Karolina nie ma chłopaka i nigdy nie miała, ma kilka koleżanek, żadnej przyjaciółki. Twierdzi, że nie chce tego zmieniać, bo to by ją odciągało od pracy naukowej, która jest dla niej najważniejsza. Karolina nie ucieka od samotności, lecz się w niej pławi. Wypracowała świetne mechanizmy obronne, by czuć się lepszą od innych i nie mieć kontaktu ze swoimi uczuciami. A jednak szuka pomocy, od miesięcy przychodzi na spotkania.

– Co jest pani potrzebne, pani Karolino, skoro wszystko jest dobrze, tylko rodzice niezbyt udani? Tego pewnie nie zdołamy zmienić. – No chyba nie jest dobrze, jak pani myśli? Chyba coś jest ze mną nie tak? – z jej pytania przebija niepewność. – Co panią niepokoi najbardziej?

– Mama twierdzi, że bez nich sobie nie poradzę, a oprócz rodziców nie mam nikogo na świecie – Karolina wybucha płaczem. W końcu nawiązuje kontakt ze swoimi uczuciami. Ze sobą. Bez tego trudno tworzyć relacje z innymi.

Uciekamy od samotności lub uciekamy w nią z lęku przed światem, ale żadna z tych opcji nam nie służy. Samotność warto oswoić właśnie po to, by móc budować dobre związki z innymi.

Właśnie wyszła po polsku nowa książka Julii Cameron, autorki światowego bestsellera „Droga artysty”. Już sam tytuł brzmi optymistycznie: „Nigdy nie jest za późno na nowy początek”. Książka adresowana jest do osób na emeryturze, ale i wcześniej warto z niej skorzystać. Cameron pokazuje, jak wiele można zdziałać w samotności. Proponuje konkretne rytuały, które pozwalają na nawiązanie kontaktu z samą sobą, wyrażenie własnych uczuć, budzenie kreatywności, poznanie i spełnienie własnych pragnień. Nie po to, by zapchać samotność, ale by żyć pełnią życia. Kiedy jesteśmy w kontakcie ze sobą, łatwiej nam nawiązać kontakt z innymi i czuć się częścią świata.

Gdy przestajemy uciekać przed samotnością, staje się ona mniej przerażająca. Powstaje przestrzeń, którą możemy wypełnić tak, jak chcemy. Możemy odkryć, na co mamy ochotę, czego pragniemy. Budzić swoje zainteresowania. Dbać o stare relacje i nawiązywać nowe.

W naszej kulturze związek wydaje się najlepszą, a może wręcz jedyną drogą ucieczki przed samotnością. Szukamy partnera, który ma być naszą „drugą połową”, bez niego czujemy się niepełne i samotne. Liczymy na to, że partner wypełni nasze emocjonalne dziury. A gdy już jesteśmy w związku, boimy się rozstania, trwamy w nim, nawet jeśli jest toksyczny.

Lęk przed samotnością odbiera nam wolność wyboru. Warto się z nim uporać, żeby nie być „skazaną na związek”, by umieć żyć i rozwijać się bez niego.