fbpx

Droga do wybaczenia

Wybaczyć? Nie tak szybko
(Fot. Getty Images)

Gest przebaczenia jest szlachetny. Przynosi ulgę i oczyszczenie. Bywa jednak, że nie jest lekiem na zło, a czyni więcej szkody niż pożytku. Mądre przebaczanie musi przebiegać w zgodzie ze sobą.
Nie wybaczyłam bratu. Z szacunku dla samej siebie – opowiada Sandy Katz, amerykańska psychoterapeutka. W dzieciństwie brat maltretował ją fizycznie i psychicznie, podpalił na niej ubrania, pociął jej ręce nożem, usiłował włożyć śrubokręt do odbytu. Jak reagowali rodzice? Karali syna? Nie zostawiali go sam na sam z siostrą? Skąd! Po prostu pilnowali, żeby nie miał kontaktu z zapałkami czy ostrymi narzędziami. Sandy rosła więc w przekonaniu, że najważniejsza jest harmonia w rodzinie i zadowolenie rodziców. Jej strach i ból są drugorzędne.

To było złe

Gdy Sandy miała 35 lat, po kilku latach terapii uznała, że dość udawania, że „nic się nie stało”. Przestała rozmawiać z bratem.

– Wysłałam do niego list, w którym wymieniłam tortury, jakim mnie poddawał w dzieciństwie – mówi Sandy. – Napisałam jasno: „nie będę z tobą rozmawiać, dopóki nie przyznasz się do tego, że robiłeś mi krzywdę i nie przeprosisz”. Odpisał, że przesadzam, bo to normalne, że rodzeństwo toczy boje. Zaproponował, żeby zapomnieć o przeszłości, bo „co było, to było”. Co zrobiłam? Zakomunikowałam rodzicom, że nie chcę go widzieć i nie mam zamiaru spędzać z nim świąt. I nie chodzi tylko o to, co mi robił, jak byliśmy dziećmi. Ale o to, że on czuje się w porządku i nie bierze żadnej odpowiedzialności za to, co robił i nadal robi.

Choć brat Sandy nie czuł się winny, to jej postawa dała do myślenia rodzicom. – Przestali mówić, że niszczę rodzinę i nalegać, żebym pogodziła się z bratem – opowiada Sandy. – Wprawdzie nie przeprosili mnie wprost, ale doceniam, że na swój sposób starają się mi zadośćuczynić to, co przeżyłam jako dziecko. Czy im wybaczyłam? Nie wiem. Wciąż czuję złość i żal, ale odkąd powiedziałam jasno: „to, co się działo u nas w domu, było złe”, te uczucia są słabsze. Jestem wdzięczna za dobre rzeczy, które dostałam od rodziców. Pogodziłam się z tym, że nic nie jest czarno-białe. Wreszcie potrafię sama o siebie zadbać i podejmuję wybory dobre dla mnie. A co z przebaczaniem? Nie mam z tym problemu wobec przyjaciół czy partnera.

Jak twierdzi Susan Forward, amerykańska terapeutka i autorka książki „Toksyczni rodzice”, to przesąd, że jeśli nie wybaczysz komuś, kto cię skrzywdził, to będziesz trwać w złości i zacięciu do końca swoich dni. Emocjonalny i umysłowy spokój przychodzi nie tyle w wyniku przebaczenia, co uwolnienia się od wpływu krzywdziciela na nasze życie. Czasami, jak w przypadku Sandy, wystarczy skończyć z udawaniem, że nic się nie stało. Skonfrontować się z prawdą: „to, co zrobił, było okropne”. Zerwać kontakty, by chronić się przed kolejnym zranieniem. Założyć: „jeśli mnie szczerze przeprosi, pomyślę, czy jestem w stanie przebaczyć”.

Nie za szybko

W naszych czasach wybaczanie postrzega się jako doskonały sposób na uwolnienie się od emocjonalnych obciążeń. Wiele osób żywi przekonanie: „Jeśli wybaczę ojcu, który mnie bił kablem, matce, która mnie wyśmiewała, mężowi, który mnie zdradzał, czy przyjaciółce, która odbiła mi narzeczonego, to będę uleczona i wreszcie zacznę szczęśliwe życie”. Nic bardziej błędnego.

– Zauważyłem, że pacjenci często chcą wybaczyć najszybciej jak się da, aby uniknąć bolesnej pracy w czasie terapii – mówi Krzysztof Wielgopolan, filozof i psychoterapeuta. – Nie chcą przeżywać przerażenia, bólu, złości. Potem się dziwią: „Przebaczyłam zdradę, ale ciągle jestem wściekła na męża”. Czują się winni: „Może ja nie umiem przebaczać? Może jestem złą osobą?”. Tymczasem chodzi o to, że oni przebaczyli z poziomu superego, czyli nakazującej i karzącej części psychiki, kierującej się narzuconymi normami. Dla jednych są to normy religijne, dla innych nakazy rodziców, dla jeszcze innych rady psychologów. Jeśli ktoś przebacza, bo tak mu coś lub ktoś „każe”, to nie robi tego zgodnie z własnym sumieniem. Tak naprawdę sprzeniewierza się sobie. Można udawać przed otoczeniem, nawet przed sobą, ale psychiki oszukać się nie da.

Znacznie lepiej zamiast ekspresowo wybaczać, jest przeżyć uczucia związane z doznaną krzywdą. Przebaczenie powinno być efektem, a nie początkiem emocjonalnego oczyszczenia.

Czystość uczuć

– Co z tego, że wiem, że matka też musiała zajmować się młodszym rodzeństwem? – wzrusza ramionami Aneta, 42-letnia menedżerka. – Czy to tłumaczy fakt, że od szóstego roku życia byłam nianią dla moich o trzy lata młodszych sióstr? Bo mama musiała spotkać się z koleżankami, zostać na zebraniu w pracy czy odpocząć. Chodziłam jeszcze do pierwszej klasy, gdy raz nie przyszła opiekunka. Matka zostawiła mnie z dwiema przeziębionymi i marudzącymi trzylatkami w domu. Do tej pory pamiętam przerażenie, że nie dam rady dobrze się zająć „dziećmi”, jak nazywałam siostry. Bo ja w wieku siedmiu lat dzieckiem już nie byłam.

Odkąd pamięta, jako dorosła kobieta nigdy nie chciała mieć dzieci. Wcześniej o tym nie myślała, ale kiedy ostatnio jej siostra urodziła synka, dotarło do niej, że szansę na macierzyństwo, zabrała jej właściwie własna matka.

– Gdy ostatnio jej to wypomniałam, najpierw nie zrozumiała, o co mi chodzi: „To normalne, że starsze dzieci zajmują się młodszymi” – opowiada Aneta. – Potem powiedziała, że jest jej przykro. Czułam, że czeka, aż powiem: „W porządku, mamo. Nie ma sprawy”. Nie zrobiłam tego. Bo z całą siłą dotarło do mnie, że jednak jest sprawa.

Po tej rozmowie Aneta po raz pierwszy od lat przepłakała cały wieczór. Płakała nad siedmioletnią Anetką, która nie mogła być beztroską dziewczynką, tylko musiała być „dorosłą” opiekunką młodszych sióstr. Wyklinała matkę od najgorszych, że była nieodpowiedzialna, egoistyczna i obarczała córkę zadaniami ponad jej siły. Płakała nad tym, że nie mogła dojrzeć do bycia matką.

– Aneta intuicyjnie robi to, co w takiej sytuacji dla niej najlepsze – mówi Krzysztof Wielgopolan. – Przeżywa uczucia żalu, rozpaczy, smutku. Konfrontuje się z tym, co bolesne. I nieodwracalne. To pierwszy etap procesu wybaczania innym i sobie. Bo trzeba pamiętać, że wybaczanie jest procesem. Wymaga czasu, płaczu, smutku, wściekania się, krzyku. Z czasem emocje, które dopuszczamy do siebie i przeżywamy, wyciszają się. A wtedy nie tylko możemy – jeśli chcemy – wybaczyć, ale co ważniejsze, mamy więcej przestrzeni umysłowej potrzebnej do tego, by kształtować swoje życie tu i teraz. Zastanowić się, jak chcę żyć, jaką osobą chcę być, jak mogę zadbać o to, co dla mnie ważne.

Motywy sprawcy i ofiary

Zanim powiesz „wybaczam”, daj sobie czas na zrozumienie motywacji osoby, która cię skrzywdziła. Często jej zachowania, tak jak w przypadku matki Anety, są spowodowane własnymi ciężkimi doświadczeniami z dzieciństwa. Nie chodzi tutaj o wybielanie krzywdziciela, ale o to, że gdy zrozumiesz „motywy sprawcy”, poczujesz się bezpieczniej. Odzyskasz poczucie, że świat jest mimo wszystko przewidywalny, a ty masz możliwość kontroli nad tym, co się wydarza. Nie miałaś tej kontroli jako dziecko lub w przeszłości, ale teraz, jako dorosła, jesteś w stanie ją uzyskać. Podobnie zrób, zanim zdecydujesz, że wybaczyć nie zamierzasz.

– Tych, którzy uważają: „Nie jestem gotowa wybaczyć”, też zachęcam do przyjrzenia się swojej decyzji – mówi Krzysztof Wielgopolan. – Bo może być tak, że z uczuć związanych z brakiem wybaczenia: smutku, żalu, poczucia krzywdy – czerpiemy korzyści. Porzuconej żonie pomaga cała rodzina, współczują współpracownicy, bitej przez ojca kobiecie partner wybacza awantury i krzywdzące słowa. Czasem brak wybaczenia oznacza odmowę wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i czerpanie korzyści z bycia ofiarą. Bywa też sposobem na szantażowanie winnego: „wybaczę ci, jeśli zrobisz dla mnie to i to”.

Jedno jest pewne: nie zawsze trzeba wybaczać, ale warto się uczciwie przyjrzeć powodom swojej decyzji.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze