fbpx

Dzień bez fajerwerków

Dzień bez fajerwerków
123RF.com

„W normalnym życiu człowiek się rozwija, a w depresji zwija”
– mówi dr Ewa Woydyłło, ekspert tegorocznej SENSmisji

 – Wczoraj byłam smutna i zła na cały świat. Czy to początek depresji?

– Gorszy nastrój, smutek, żal, złość i rozczarowanie jakimiś sprawami z naszego życia zwykliśmy nazywać depresją, choć wcale nią nie są. Huśtawka nastrojów to codzienność. Jeśli ktoś oczekuje, że zawsze będzie tak, jak w czasie ośmiu minut noworocznej nocy, kiedy fajerwerki strzelają do nieba – to oczywiście jest w błędzie. Tak nie będzie. Więc jeśli przez moment nie widzisz fajerwerków, to nie znaczy, że masz depresję. Depresją staje się takie samopoczucie, z powodu którego nie możesz robić tego, co musisz – nie wstajesz z łóżka, nie myjesz się, nic nie jesz albo – jesz bez przerwy.

– Ale spadek nastroju to chyba już jakiś symptom?

– Złe samopoczucie, zniechęcenie do pracy, brak ochoty na seks, apatia, izolacja od ludzi, myślenie tylko o sobie, a zwłaszcza o jakiejś sprawie, która jest przygnębiająca, np. rozwód, choroba lub śmierć bliskiej osoby – to wszystko są symptomy depresji. Moment, kiedy zamieniają się w chorobę, jest bardzo trudno uchwytny albo wręcz nieuchwytny. Psychiatria tę jednostkę chorobową definiuje następująco: jeśli przez co najmniej dwa tygodnie bez ewidentnego powodu człowiekowi odechciewa się żyć, to znaczy, że popadł w głęboką depresję. Niby nic się nie stało, a ktoś po prostu w pewnym momencie przestaje funkcjonować, wycofuje się z życia. Bywa, że matka w takim stanie nawet nie karmi swojego nowo narodzonego dziecka.

Czasami zdajemy sobie sprawę z tego, co jest przyczyną naszej depresji, a czasami tylko tak nam się wydaje.  Nieraz mówimy: „to dlatego, że moja córka wyprowadziła się z domu”. Ale przecież wiadomo było, że jak dziecko dorośnie, to pewnego dnia z tego domu się wyprowadzi. Jeśli wyjechało na studia, to rodzic powinien się cieszyć, nie smucić. No i okazuje się, że u podłoża takiego głębokiego zniechęcenia do życia nie leży bynajmniej syndrom opuszczonego gniazda, lecz na przykład złe relacje małżeńskie albo od lat zanikająca więź z życiowym partnerem. Winę zwalamy na dziecko, chociaż źródło tkwi gdzie indziej: oto matka zostaje w domu z człowiekiem, którego od dawna nie kocha i który jej nie kocha. To przykład na to, jak głęboko trzeba szukać przyczyn depresji.

– Czy ktoś może mi w tym pomóc?

– Oczywiście, najlepiej od razu porozmawiać z kimś o tym, co czujesz. Trzeba rozejrzeć się za osobą, którą obchodzisz, bo nie ma sensu zwierzać się komuś, kto cię nie zna lub nie lubi. Rozpoznanie depresji to proces, w którym należy skonfrontować swoje obniżone samopoczucie z realiami, jakich samemu można zbyt dobrze nie widzieć, bo siedzi się w środku. Dopiero ktoś z boku powie: „Zaraz, zaraz, ale o co ci właściwie chodzi? Przecież twoja córka wyjechała, bo się zakochała. To chyba fajnie, nie? Czy wolałabyś, żeby się nie zakochała?”.
A jeśli w swoim otoczeniu nie znajdujesz osoby, której na tobie zależy, z którą chcesz podzielić się swoim smutkiem, opowiedzieć o nim – to zacznij czytać książki na temat depresji. Czyli gdy zauważysz pogorszenie samopoczucia, to od razu, nie czekając aż zapadniesz się głęboko w grzęzawisko, zastosuj zwykłe ludzkie sposoby: zadzwoń do przyjaciółki, zrób coś, co sprawi ci przyjemność… – popraw sobie zły nastrój.

– A jeśli od przyjaciółki usłyszę: „nie przesadzaj, weź się w garść, nie użalaj się nad sobą”?

– Wtedy zgłoś się do psychiatry. To fantastycznie, że żyjemy w czasach, w których mamy tylu specjalistów. Kiedy boli ząb, idziemy do dentysty. Kiedy się przewrócimy i złamiemy nogę, idziemy do ortopedy. Kiedy nie możemy nauczyć się francuskiego, idziemy na kurs. Tak samo jest ze stanem psychicznym – jeśli sobie nie radzimy i nikt bliski nie potrafi nam pomóc, to zwracamy się do fachowca od depresji. A takim jest psychiatra. Nie psycholog, pedagog czy ksiądz, tylko psychiatra. Jedynie on potrafi majstrować przy naszych stanach emocjonalnych i ma do tego odpowiednie narzędzia.

– Jednak większość ludzi uważa, że smutek minie, że sami się z tego stanu wydźwigną.

– Mogą się wydźwignąć ze smutku i żalu, ale nie z depresji. Żal to stan emocjonalny, który przeżywamy częściej niż nam się wydaje, np. pod wpływem muzyki, która nasuwa przykre wspomnienie. Mogę być w gorszym nastroju, bo się nie wyspałam, bo boli mnie głowa… – to codzienność. Ale czy z tego powodu przestaję jeść śniadanie, nie myję zębów, kładę się na kanapie i bezmyślnie patrzę w sufit? Owszem, jestem smutna, przygnębiona jakimś zmartwieniem, troską, przeżywam trudne zdarzenie, ale mimo to robię obiad, sprzątam, czytam książkę, wychodzę z psem na spacer… chociaż nie w pełni entuzjazmu, ale działam. A w depresji absolutnie nic nie robię. To nie fanaberia, lecz ciężka choroba. Gdy się pogłębi, może doprowadzić do takiego stanu, w którym targniesz się na własne życie. Długotrwała depresja prowadzi albo do unicestwienia, albo do rezygnacji z życia. W normalnym życiu człowiek się rozwija, a w depresji – zwija.

– Czyli długotrwały smutek może przejść w depresję?

– Jeśli pewnych stanów się nie powstrzyma, to owszem, mogą zamienić się w depresję. To trochę tak, jak z alkoholem. Jeśli ktoś pije, ale nie nadużywa, to nie upija się. Ale jeżeli ktoś raz się upije, a potem – pomimo że to było dla niego przykre – upije się znowu, to zaczyna ostro zmierzać do uzależnienia. Podobnie jest z depresją: jeśli z powodu złego humoru przestajesz robić to, na czym ci zależy, co jest dla ciebie ważne, to potraktuj go jako sygnał ostrzegawczy, bo to może być początek depresji.

– Jak zastopować jej rozwój?

– Nie koncentruj się na złych doświadczeniach i nie generuj wokół nich czarnych myśli. To pogarsza samopoczucie. Na dworze piękna słoneczna pogoda, a ty leżysz w łóżku i jeszcze zasłaniasz okna – w ten sposób uciekasz od normalnego życia! Myśl o tym, co masz, a nie o tym, czego ci brakuje.

Aby uniknąć zagrożeń związanych z ewentualnością wystąpienia tej, nawet sytuacyjnej, depresji, która przychodzi z powodu życia, a nie z powodu funkcjonowania mózgu – trzeba także zadbać o to, by mieć wokół siebie grono ludzi, którym na tobie zależy, ludzi, którzy – jak będzie ci trudno czy źle – zechcą nie tyle nawet ci pomóc, ile wysłuchać, czasami przyjechać i na przykład ochrzanić syna, który źle się do ciebie odnosi, albo zabrać cię do siebie, by było ci mniej smutno. Dobrze też mieć np. ciocię, która nie będzie pouczać, krytykować, oceniać, tylko zrobi szarlotkę, rozśmieszy, zaprosi przyjaciółki i zagracie w brydża… po prostu zajmie się tobą. Jeśli ktoś ma kogoś takiego, to mu mniej grozi depresja!

I może sprawa najważniejsza: nasz nastrój i samopoczucie zależą w dużym stopniu od tego, jaki styl życia preferujemy, jaki mamy system wartości, co jest dla nas w życiu ważne… Trzeba odwrócić uwagę od depresji, a zająć się tym, by życie uczynić sensownym, produktywnym i satysfakcjonującym. Wtedy stany depresyjne mają szansę mijać bardzo szybko. Ludzie, którzy są wciąż czymś nakręceni, rzadko zapadają na depresję. I właśnie na ten temat porozmawiamy za miesiąc.