fbpx

W hipnozie: co ci mówi twoja podświadomość?

W hipnozie: co ci mówi twoja podświadomość?
123rf.com

Podświadomość rejestruje wszystko – również zdarzenia z pierwszych tygodni naszego życia czy nawet okresu prenatalnego… Można do niej zajrzeć, posługując się różnymi narzędziami, w tym hipnozą. Czy to dobry sposób? Zdania są podzielone.
Historie związane z hipnozą są zazwyczaj barwne, budzą więc niemałe poruszenie. Ktoś odkrył podczas transu hipnotycznego, że ludzie, którzy go wychowują, nie są jego biologicznymi rodzicami. Ktoś „odwiedził” minione życie, żeby zrozumieć popełnione w nim błędy, ciążące na obecnym wcieleniu. Komuś wróciła utracona na skutek ciężkiego wypadku pamięć, ktoś odkrył źródło strachu przed psami…

Termin „hipnoza” przywołuje na myśl różne komendy, pstrykanie palcami i zabawianie się kosztem poddanego transowi śmiałka. A tymczasem w zaciszu gabinetów psychoterapeutycznych seans hipnozy przypomina najczęściej rozmowę, badawczą podróż w głąb umysłu.

Bez owijania w bawełnę

Może dlatego, że hipnoza budzi wiele emocji, trudno ją jednoznacznie opisać, zaklasyfikować. Czasem kojarzy się z manipulacją i ze spektakularnymi sztuczkami hipnotyzera
(tzw. hipnoza estradowa), czasem przypomina w opisach medytację prowadzoną albo wizualizację. Niektórzy za formę hipnozy uważają NLP (programowanie neurolingwistyczne) i wiele innych technik, polegających na zanurzeniu się w odmęty umysłu. Ważnym elementem hipnozy jest umiejętność sugestii – chodzi o to, żeby ominąć świadomy opór klienta i dotrzeć do tego, co kryje jego podświadomość, móc świadomie zarządzać jej zasobami.

Tak czy inaczej, kluczową rolę odgrywa tu właśnie podświadomość, przechowująca różne informacje, emocje i (często traumatyczne) zdarzenia, wpływające na zachowania i wybory życiowe. Chodzi o to, żeby zajrzeć do tego archiwum, zweryfikować dane i… zrobić porządek. Taka konfrontacja nie zawsze, oczywiście, jest przyjemna. Jak mówi psycholog i hipnolog Andrzej Kaczorowski, autor książki „Moc hipnozy”: „podświadomość nie przemawia taktownie, nie owija w bawełnę”, dlatego niektórzy woleliby przespać sesję, nie wracać do przeżyć z przeszłości. Ale może warto zajrzeć do tego, co było, choć na chwilę – właśnie po to, by na nowo zinterpretować minione zdarzenia? Wybaczyć, odpuścić, zapomnieć.

Marlene Hunter, autorka książki „Hipnoterepia. Twórcze podejście”, tłumaczy to bardzo obrazowo: kiedy jesteśmy mali, otaczający nas krajobraz ma określone wymiary – dom może się wydawać ogromny, stojące przy nim drzewo sięga niemal nieba, wzgórze za domem jest bardzo strome… Ale to samo miejsce, odwiedzone po latach, wygląda zupełnie inaczej: dom może się okazać niepozorny, drzewo całkiem zwyczajne, wyniosłe wzgórze to łagodne wzniesienie… Żaden z tych elementów się nie zmienił, to my się zmieniliśmy! Zmieniła się nasza sytuacja, nasze postrzeganie świata. Po co więc nosić w sobie dawne lęki? Tym bardziej, że w dzieciństwie umysł często błędnie interpretuje błahe zdarzenia jako zagrożenie – na przykład pies, który próbuje polizać dziecko, może wywołać lęk prowadzący do traumy. Hipnoza to szansa dla podświadomości na ponowną ocenę dawnych zdarzeń.

Jasne i ciemne strony

Warsztat hipnoterapeuty jest bardzo zróżnicowany. Można wprowadzić klienta w hipnozę za pośrednictwem słów, można też odwołać się do wahadełka, na którym pacjent będzie skupiał wzrok (co ułatwia wejście w trans). Marlene Hunter, opisując przebieg sesji hipnotycznych, często wspomina o kciuku kładzionym na czole klienta. Ale i tak w jej opisach najważniejsza wydaje się wizualizacja: bajkowe krajobrazy, wspierające głęboki relaks, a nawet podróż w stronę tęczy na latającym dywanie (dla dzieci).

Przyjmuje się, że zastosowanie hipnozy jest bardzo szerokie. Że może ona wspierać pracę nad poczuciem wartości, pokonywanie blokad i lęków (np. przed wystąpieniami publicznymi), łagodzić ból, wzmacniać koncentrację, pomagać skuteczniej przyswajać wiedzę. Że można przy jej pomocy pracować z zaburzeniami psychosomatycznymi i psychoseksualnymi, z bezsennością, wreszcie z nałogami. Właśnie, nałogi! Wielu ma za złe hipnotyzerom, że pomagając ludziom uwolnić się od różnych przyzwyczajeń, kodują w nich określone reakcje na dym tytoniowy (albo jakikolwiek) czy alkohol – na przykład odruchy wymiotne. Rzeczywiście trudno uznać to za uzdrowienie…

Prawdziwa terapia polega jednak na tym, żeby dotrzeć do przyczyny problemu i uwolnić się od niego. Na pewno niezwykle istotna jest intencja. Andrzej Kaczorowski podkreśla, że wprowadzanie w stan hipnozy dla zabawy może być szkodliwe dla psychiki. Twierdzi, że już w starożytności znajomość hipnozy wykorzystywana była do sterowania zachowaniem i decyzjami władców. Szczególnie dotyczy to Egiptu i rządzących nim faraonów, którzy tak naprawdę podlegali kontroli kapłanów. Według Kaczorowskiego do podobnych praktyk odwoływały się współcześnie służby bezpieczeństwa niektórych państw, ponoć w tzw. bloku wschodnim (w tym Polsce) przeprowadzały niektóre tajne operacje przy użyciu hipnozy… Pewne deklaracje autora brzmią jednak cokolwiek niepokojąco: „W hipnozie mogę zaprogramować kogoś tak, żeby za tydzień, dwa, rok, a nawet pięć lat wykonał określone zadanie o wyznaczonej godzinie. Na przykład każę zadzwonić pod określony numer i przekazać jakąś informację”. Na szczęście – dodaje Kaczorowski – podświadomość ma swoje morale i instynkty zachowawcze i broni się przed programowaniem na działania, które nie służą dobru naszemu czy innych.

Zanurkować w podświadomość

Słynny amerykański badacz hipnozy, Milton Erickson (twórca tzw. hipnozy ericksonowskiej), który praktykował tę metodę przez ponad 60 lat, zwykł powtarzać, że ludzie noszą w sobie informacje, jakich potrzebują, żeby wprowadzić zmiany, jakich pragną. Marlene Hunter uważa, że na tym polega rola hipnoterapeutów: pomóc klientom dotrzeć do tych informacji. Podkreśla, że tak naprawdę to oni wprowadzają zmiany, a hipnoterapeuta jest tylko towarzyszem w tej podróży, przewodnikiem. Nie wszystkich przekonuje takie podejście.

Sylwia Kuran – Achala, nauczycielka medytacji, dostrzega w hipnozie pewne zagrożenia. Jej zdaniem, kiedy jesteśmy w transie hipnotycznym, zaangażowane są inne obszary mózgu niż wtedy, gdy wchodzimy w stan medytacyjny.

– Podczas medytacji spada znacznie aktywność w głębszych obszarach mózgu, tych bardziej „zwierzęcych”, odpowiedzialnych za impulsywne reakcje. Uaktywnia się natomiast kora mózgowa, odpowiadająca za wszystko, co w nas ludzkie, również za empatię, poczucie moralności, bezpieczeństwo i pewność siebie. Wchodzimy w nadświadomość. Z kolei w czasie hipnozy zatapiamy się w podświadomości, aktywność nerwowa z kory mózgowej zostaje częściowo wycofana. Jesteśmy mniej świadomi tego, co się dzieje, znacznie bardziej podatni na wpływy. Ma to miejsce nawet podczas długiego oglądania telewizji – wchodzimy w stan hipnotyczny, z łatwością przyjmujemy różne sugestie – mówi.

Achala ostrzega też przez zbytnim zagłębianiem się w podświadomość: – Nigdy nie wiemy, do czego się dokopiemy i czy będziemy potrafili nad tym zapanować. Wydaje mi się, że dopóki pewne rzeczy, traumatyczne przeżycia, są niedostępne dla świadomości, jest ku temu jakaś przyczyna. Może po prostu nie jest to dobry czas, żeby się z nimi zmierzyć… Kiedy będziemy już gotowi, możemy dotrzeć do tego, co było ukryte, również podczas medytacji. Tyle że to oczyszczenie pojawia się w sposób bardziej naturalny – wtedy, gdy jesteśmy na to gotowi.

Umysł sam szuka rozwiązania

Można by powiedzieć: ostrożności nigdy nie za wiele. Ale też: hipnoza hipnozie nie równa. Psycholog i psychoterapeutka Elżbieta Sanigórska w swojej praktyce chętnie odwołuje się do hipnozy ericksonowskiej. Twierdzi, że to niezwykle cenne narzędzie, pozwalające ominąć lęki przed trudnymi wspomnieniami, uczuciami i pozwalające zająć się nimi w spokojny, bezpieczny sposób: – Nie ma to nic wspólnego z manipulacją, jak sądzą niektórzy, to możliwość uzyskania nowego spojrzenia na problemy. Przypomina znieczulenie, które stosuje dentysta, kiedy ząb potrzebuje leczenia kanałowego, co – jak wiemy – jest bardzo bolesne. Hipnoza ericksonowska jest rodzajem naturalnego transu, wykorzystuje zjawiska, które znamy z codziennego życia – kiedy na przykład prowadzimy samochód i po długiej, monotonnej jeździe nawet nie wiemy, jak dotarliśmy na miejsce. Umysł się wyłącza, otwiera się dostęp do podświadomych pokładów, naszych ukrytych zasobów. Jeśli treści, do których docieramy, miałyby się okazać zbyt trudne, jeśli nie jesteśmy gotowi, by się im przyglądać, po prostu wychodzimy z transu, albo, jak na nudnym zebraniu, odpływamy gdzieś myślami.

Nie chodzi tu więc o programowanie klienta w celu usunięcia objawu, ale o dotarcie do pierwotnej przyczyny urazu. O formę rozmowy, która obejmuje również nieświadome myśli klienta. Co więcej – by mogła nastąpić zmiana – nie jest nawet konieczne zrozumienie czy kontrolowanie całego procesu.

– Wszystko odbywa się przy współpracy z prowadzącym – tłumaczy Elżbieta Sanigórska – chociaż często jego rola sprowadza się do stworzenia przestrzeni, w której coś może się zadziać. Po wejściu w trans nieświadomy umysł sam szuka rozwiązań, terapeuta wspiera go tylko w tym procesie. Klient może słuchać mojego głosu, ale też skoncentrować się na głosie wewnętrznym, na własnej opowieści. Może się też okazać, że po zakończeniu seansu żadne z nas tej opowieści nie zna – ja jej nie usłyszałam, klient jej nie pamięta. Mówi: „Nie wiem, co się stało, ale jakoś lepiej się czuję”. Wierzę, że znalazł w przestrzeni, jaką stworzyliśmy, rozwiązanie, którego potrzebował – nawet, jeśli go jeszcze nie nazwał.

Po takie spontaniczne rozwiązania sięgamy częściej, niż przypuszczamy, na przykład podczas snu. Budzimy się i wiemy, jak postąpić w danej sprawie. Coś wypływa na powierzchnię świadomości.

Hipnoza a sen

Pojęcie hipnozy wprowadził w XIX wieku angielski lekarz James Braid (zalecał ją jako metodę znieczulenia podczas operacji chirurgicznych). Pochodzi od greckiego słowa hypnos, oznaczającego sen. Ale hipnoza to nie sen! Fakt, na pierwszy rzut oka osoba śpiąca i ta poddana hipnozie mogą wyglądać podobnie. Andrzej Kaczorowski tłumaczy, że już samo zamknięcie oczu wyłącza nas ze świata zewnętrznego, materialnego i wprowadza w wewnętrzny. Przede wszystkim zmienia się częstotliwość pracy mózgu – spada z 14 do ok. 10 herców na sekundę, co oznacza, że przechodzimy ze stanu normalnego czuwania, aktywności w tzw. stan alfa, charakteryzujący się wyciszeniem, głębokim relaksem. Kiedy aktywność mózgu spada do 7 herców na sekundę, osiągamy głębsze poziomy medytacji i koncentracji – theta (to już przedsionek snu). I wreszcie delta – najgłębszy sen (bez marzeń sennych), podczas którego mózg wytwarza częstotliwość poniżej czterech cykli na sekundę. Zdaniem Andrzeja Kaczorowskiego hipnoza to stan odmiennej świadomości, pogłębiony i przedłużony stan theta, w którym zrelaksowany pacjent koncentruje się na głosie terapeuty, podąża za jego sugestiami i afirmacjami. Milton Erickson zwykł podkreślać, że jest ona po prostu stanem skupienia uwagi…

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>