1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Rozbudź swoją seksualność - kilka prostych ćwiczeń

Rozbudź swoją seksualność - kilka prostych ćwiczeń

Żeby czerpać pełną satysfakcję z seksu, trzeba celebrować własne ciało, wyjść na spotkanie swojej kobiecości. (Fot. iStock)
Żeby czerpać pełną satysfakcję z seksu, trzeba celebrować własne ciało, wyjść na spotkanie swojej kobiecości. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Żeby czerpać pełną satysfakcję z seksu, trzeba celebrować własne ciało, wyjść na spotkanie swojej kobiecości. Poniższe ćwiczenia pomogą ci nawiązać z nią kontakt.

Ćwiczenie 1. Intymne spotkanie

Wieczór, godzina tylko dla ciebie. To czas na niezwykłe spotkanie, swoistą randkę z samą sobą. Nie chodzi o chwilę samotności czy relaksu, ale właśnie o spotkanie – jak z drugą osobą. Dlatego: ubierz się tak, jakbyś szła na spotkanie z kimś, kogo bardzo lubisz, komu chcesz się podobać. Przygotuj smaczne danie. Włącz ulubioną muzykę i zapal świecę. Potrawę jedz powoli, odnajdź przyjemność w jej smakowaniu. Pomyśl, jak jeszcze chciałabyś celebrować spotkanie ze sobą, i zrealizuj to, na co masz ochotę – możesz np. tańczyć albo wygodnie ułożyć się na kanapie, zamknąć oczy i myśleć o sobie, swojej sylwetce, zapachu, ciężarze ciała. Oddychaj świadomie, bądź szczęśliwa tu i teraz. Ze sobą.

Ćwiczenie 2. Celebracja własnego ciała

1. Kup aromatyczny olejek, o zapachu, który ci się podoba. Napełnij wannę gorącą wodą i dodaj kilka kropel olejku.

2. Wejdź do wanny, gdy woda będzie miała taką temperaturę, jaka najbardziej odpowiada twojej skórze, ułóż się wygodnie.

3. Zadaj sobie pytania: „Jak czuję się ze swoim ciałem?”, „Co w nim lubię?”, „Czy odczuwam przyjemność, kiedy jest zanurzone w wodzie?”. Dotknij go, poczuj, uświadom sobie, że istnieje, zupełnie tak, jakbyś na nowo odkrywała każdy centymetr swojej skóry.

4. Oddychaj spokojnie, zafunduj sobie relaksującą i wyciszającą bieg myśli medytację w wannie: wyobraź sobie, jak strumień powietrza przy wdechu wnika do twojego ciała, np. przez pępek, i biegnie do kręgosłupa, a potem wraca tą samą drogą przy wydechu – jakby przez tunel twojego ciała. Zrób 15 takich powtórzeń. Potem wyobraź sobie strumień biegnący przez serce, a następnie przez krtań – osiągniesz stan relaksu. Pozwól teraz dłoniom błądzić po całym ciele. Otwórz się na pełne doświadczanie przyjemności. Skóra uwielbia być czule dotykana, mózg wytwarza wówczas więcej endorfin, które poprawiają samopoczucie.

5. Bądź świadoma, jakie myśli pojawiają się w twojej głowie, kiedy celebrujesz kontakt z własnym ciałem. Jeśli będą to myśli pesymistyczne, pamiętaj, że to tylko twory umysłu, nie pozwalaj, aby odebrały ci przyjemność z celebracji chwili.

6. Po 15–20 minutach wyjdź z wanny, osusz się i bardzo powoli nałóż na skórę nawilżający balsam lub olejek.

Ćwiczenie 3. Pokochaj piersi

Wiele kobiet ma kompleksy dotyczące wielkości piersi – za małe albo za duże, niesymetryczne, obwisłe, itp. Piersi to symbol kobiecości. Są piękne same w sobie, ale potrzebują twojej atencji i dotyku. Wymagają uwagi nie tylko wtedy, gdy wykonujesz rutynowe badanie, kiedy przyglądasz się im podczas ubierania czy zakładania biustonosza, kiedy narzekasz na nie i obmyślasz sposoby na to, jak ulepszyć ich kształt. Najlepiej byłoby, gdybyś zaczęła je lubić i akceptować takimi, jakie są. Kobieta, która kocha swoje piersi, staje się piękna sama dla siebie i jest atrakcyjna dla innych. Nikt nas nie nauczył, jak ważna jest akceptacja własnych piersi, dlatego jesteśmy wobec nich tak krytyczne. Jak zadbać o czuły kontakt z nimi? Spójrz na nie inaczej – z podziwem.

Przygotuj delikatny olejek do masażu lub masło do ciała. Rozprowadź je na dłoniach. Delikatnie muskaj swoje piersi, sprawdzaj różne rodzaje dotyku. Możesz zamknąć oczy i otworzyć się na pełne doświadczanie zmysłu dotyku.

Po kilku minutach poczujesz, że twoje ciało jest bardziej rozluźnione, umysł spokojniejszy, a piersi bardziej jędrne.

Powtarzaj to ćwiczenie codziennie. Wykonywane po raz pierwszy służy przede wszystkim zaprzyjaźnieniu się ze swoimi piersiami, zaakceptowaniu ich. Kolejne ćwiczenia mogą przynieść nowe doznania, w tym również obudzić energię seksualną.

Ćwiczenie 4. Praktykuj oddech brzuszny i aktywizuj energię życiową

Podczas oddychania brzusznego wypełniamy powietrzem dół płuc, dzięki czemu przepona jest bardziej aktywna, a podbrzusze unosi się wraz z każdym wdechem i opada na wydechu, zmniejszając swoją objętość.

1. Weź kilka głębokich wdechów nosem i długich rozluźniających wydechów ustami.

2. Teraz połóż dłonie na podbrzuszu w taki sposób, aby prawa leżała nad prawym jajnikiem, a lewa nad lewym.

3. Z każdym wdechem wypychaj lekko brzuch do góry, obserwuj, jak napełnia się niczym balon, a na wydechu rozluźnia.

4. Teraz skoncentruj się na swoich jajnikach. Na Dalekim Wschodzie symbolizują one energię życia i kobiecą kreatywność. Wyobraź sobie, że z każdym oddechem aktywizujesz energię życiową w jajnikach. Możesz ją sobie zwizualizować jako białe światło.

Praktykuj to ćwiczenie przynajmniej raz w tygodniu. Pozwoli ci zwiększyć kontakt z ciałem i własnymi narządami płciowymi.

Ćwiczenie 5. Ćwicz mięsień seksu

To ćwiczenie pomaga wzmocnić mięsień łonowo-guziczny (PC), który znasz na pewno jako mięsień Kegla. To właśnie on jest solidnym podparciem dla narządów miednicy, zapobiega nietrzymaniu moczu i zwiększa doznania seksualne – ćwiczenia tego mięśnia seksuologowie od lat zalecają dla uzyskania większej satysfakcji zmysłowej. Warto poświęcić mu trochę czasu...

1. Mięsień Kegla pracuje w chwili, gdy oddajesz mocz. Poczujesz go, powstrzymując skurczem na trzy sekundy strumień moczu. Po chwili rozluźnij go i spróbuj ponownie zacisnąć. Poczujesz, jak pracuje ten mięsień.

2. Usiądź wygodnie i skieruj uwagę do narządów płciowych. Teraz zaciśnij na trzy sekundy mięsień Kegla – w tym czasie wejście do pochwy zamyka się na chwilę, a do narządów miednicy dopływa porcja krwi. Następnie rozluźnij ten mięsień. Podczas wykonywania ćwiczenia mięśnie brzucha powinny być rozluźnione.

Powtórz ćwiczenie kilkakrotnie. Ćwicz tak codziennie, parę razy przez minutę. Stopniowo wydłużaj czas zaciśnięcia mięśnia od trzech do pięciu sekund. Możesz zaciskać go, robiąc wdech, i rozluźniać podczas wydechu. Mięsień łonowo-guziczny można wzmacniać, siedząc przy komputerze, odpoczywając po ciężkim dniu na kanapie czy leżąc w łóżku przed snem. Codzienna praktyka pozwala lepiej poznać swoje ciało, a w konsekwencji – obudzić energię seksualną.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Nie mając bliskiego kontaktu ze swoją seksualnością, zaniedbujemy własne zdrowie

Od jakości naszej energii seksualnej, od tego, jaki mamy do niej dostęp i jak jej używamy, zależy nasze samopoczucie, a tym samym zdrowie. (Fot. iStock)
Od jakości naszej energii seksualnej, od tego, jaki mamy do niej dostęp i jak jej używamy, zależy nasze samopoczucie, a tym samym zdrowie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Prawdziwa troska o siebie jest możliwa tylko wtedy, gdy obejmiemy miłością nasze ciała, łącznie z obszarem genitalnym – mówi Olga Haller, psycholożka, terapeutka.

W jaki sposób seksualność wpływa na nasze zdrowie? Seksualność to potężna siła – jej energia służy przecież przetrwaniu gatunku. Powstaje w ciele, ożywia serce i umysł oraz nasze relacje z innymi i światem. Niewątpliwie dotyka też sfery duchowej. Od jakości tej energii, od tego, jaki mamy do niej dostęp i jak jej używamy, zależy nasze samopoczucie, a tym samym zdrowie.

Seksualność rozwija się od początku naszego istnienia, zależy od wielu czynników. Ten rozwój mogą jednak zakłócić przeszkody wynikające z osobistych historii, relacji rodzinnych i szerzej, z przekazów społeczno-kulturowych. Obserwując swoje przeżycia i słuchając innych kobiet, dostrzegam w wielu naszych typowych zachowaniach niesłużących zdrowiu skutki tych zakłóceń. Poczucie winy, lęk i wstyd to wciąż uczucia, które wiele kobiet przeżywa w związku ze swoją seksualnością. Od najwcześniejszych lat uczymy się, że jeśli odczuwamy coś w „tej” części ciała, to nie jest to w porządku. Dojrzewamy, lata lecą, a głęboko zakodowany lęk nie pozwala nam wykształcić postawy odpowiedzialności za swoje zdrowie. Bo jeżeli nie akceptujemy swojego ciała w całości, to trudno je szanować. Łatwo jest wtedy oddać decyzje dotyczące tego, co dla nas dobre, a co nie, innym – mamie, partnerom, doktorom itd.

Czy to znaczy, że kobiety nie potrafią tak naprawdę o siebie zadbać? Nie potrafią… Dlaczego tyle kobiet choruje i umiera na nowotwory piersi czy szyjki macicy, mimo że medycyna oferuje coraz większe możliwości wczesnej diagnozy? Żebyśmy umiały o siebie zadbać, muszą się zmienić nasze postawy, a nie opinie. Coraz więcej jest społecznych akcji na rzecz profilaktyki chorób kobiecych i większa niż kiedykolwiek dostępność informacji, a jednak kobiety ciągle nie korzystają z tego w wystarczającym stopniu. I to najczęściej nie brak czasu, pieniędzy lub wiedzy jest tego powodem. To dość powszechne zjawisko – odkładanie wizyty kontrolnej u ginekologa. A kiedy pojawia się jakaś dolegliwość, ból, wiadomość o chorobie innej kobiety, nadchodzi strach, obawa i refleksja: „O rany! Miałam już dawno temu zrobić cytologię i mammografię!”. Zaniedbujemy siebie najczęściej dlatego, że nigdy nie nawiązałyśmy bliskiego kontaktu z macicą, jajnikami, pochwą. Są jak jakaś „ziemia niczyja”. Myślenie z troską i miłością o swoich narządach płciowych brzmi dla wielu z nas jak herezja. Jest jednak taki okres w życiu kobiety, kiedy może publicznie obnosić się ze skutkiem prowadzenia życia seksualnego i rozmawiać o tym, co dzieje się w jej ciele, i to właśnie „tam” – to oczywiście ciąża i poród. Wiele kobiet doświadcza wtedy mocniej niż kiedykolwiek poczucia kobiecej wspólnoty, swobody i akceptacji ciała.

Jak według ciebie mogłaby się przejawiać prawdziwa troska o siebie? Kojarzy mi się z miłością i opiekuńczością, jaką otaczamy dziecko. Ani nie chronimy go nadmiernie przed światem, ani nie zaniedbujemy. Nie chodzi więc o to, żeby z lękiem biegać co chwila na badania lub odwrotnie – zupełnie je lekceważyć. Jeżeli obejmiemy miłością nasze ciała, łącznie z obszarem genitalnym, zauważymy to, co wymaga zauważenia. Wtedy możemy działać. Na przykład udać się na badanie, wybrać właściwego lekarza albo ubrać się ciepło, albo nie zgodzić na seks bez prezerwatywy.

A jakie są nasze rutynowe zachowania? Nie próbujemy wpływać na bieg zdarzeń. Pragnąc uśmierzyć lęk, polegamy głównie na autorytetach zewnętrznych, poddajemy się im całkowicie, „opuszczamy siebie”. Kobiety często godzą się na leczenie czy zabiegi, ale bez wewnętrznego przekonania. Trudno im przyjąć, że mają wpływ na swoje leczenie: że mogą pytać, mieć wątpliwości, zbierać informacje. Dlatego bardzo ważne jest znalezienie odpowiedniego lekarza, który nie będzie wyrocznią, lecz partnerem. Podobnie w seksie: w sprawach antykoncepcji czy profilaktyki chorób przenoszonych drogą płciową. Jak często kobiety zabierają prezerwatywę, idąc na randkę? Czy stawiają stanowczo sprawę jej użycia, czy raczej z nadzieją wyczekują na to, co on zrobi? W dbaniu o zdrowie inni mogą nam pomóc, ale nikt nas nie wyręczy w decydowaniu o tym, co, kiedy i jak robić w tej sprawie.

Czy znasz jakiś przykład, który pokazywałby, że można postępować inaczej? Pracowałam kiedyś z pewną kobietą. Była u ginekolożki i okazało się, że ma polipa na szyjce macicy. To nic groźnego, ale doradzano jej usunięcie go. Minęły trzy albo cztery lata, zanim się na to zdecydowała. Bała się. Była też wtedy przeciwna wszelkim ingerencjom chirurgicznym, interesowała się medycyną naturalną. Robiła sobie głodówki, bo myślała, że może dzięki nim narośl samoczynnie się wchłonie. Od czasu do czasu chodziła na wizyty kontrolne i dowiadywała się, że polip cały czas jest, a nawet obok wyrósł drugi i trzeci. To był też czas, kiedy dość intensywnie pracowała nad sobą, zamykała różne sprawy z przeszłości, również te związane ze swoją seksualnością. Podejrzewała, że ten polip musi być z nimi związany. Wreszcie któregoś dnia napisała list – do tej właśnie części siebie, do tego kawałka szyjki macicy. Wiedziała, co jej powiedzieć. Wiedziała, że to pozostałość po tym, co bolało. To był przełomowy moment – usłyszała siebie poprzez tę część. I wtedy zdecydowała się na zabieg. Wyobraź sobie, że było to jedno z najlepszych doświadczeń w jej życiu!

Nawiązała kontakt ze sobą... To wskazówka dla każdej z nas? To trwało kilka lat, miała za sobą wiele lat terapii. U różnych kobiet ten proces wchodzenia ze sobą w głęboki kontakt może wyglądać różnie. We mnie jej doświadczenie obudziło refleksję, że możemy wiele dla siebie zrobić, tylko ważne, by zrobić to we właściwym momencie – kiedy czujemy w sobie gotowość. Dobrze, jeśli uporządkowaniu na poziomie cielesnym towarzyszy uporządkowanie na poziomie psychicznym. Wtedy nie musisz już słuchać się lekarza, ale możesz go posłuchać, jeśli tak zdecydujesz. Lekarz staje się partnerem. Gdyby ta kobieta poszła na zabieg ze strachu, to polip pewnie by odrósł. Jeśli kieruje nami strach, często opóźniamy pewne decyzje albo na siłę je przyspieszamy. Chodzi o to, by ze zrozumieniem zadbać o siebie, zrobić coś, czego naprawdę potrzebujemy. Odczytać właściwie sygnały naszego ciała i na nie odpowiedzieć.

 
Taka postawa wymaga chyba dużego zaufania do siebie, dojrzałości? Tak i warto ją rozwijać, nauczyć się, że doznań z ciała nie trzeba się bać. One są naszym sprzymierzeńcem. Pokazują nam, że coś jest nie tak, że trzeba się zatrzymać, coś zmienić. Odpowiednio wcześnie zauważone pomagają nam zwykle w wyzdrowieniu. Nie mamy wpływu na wszystko, ale na to, jak traktujemy nasze ciało – tak. Mamy w tej kwestii bardzo dużo do zrobienia. W profilaktyce chorób kobiecych niezwykle ważne jest odnowienie kontaktu z własną seksualnością.

Kiedy cię słucham, przypomina mi się pewne zdarzenie: siedzimy w gronie kilku kobiet i opowiadamy o tym, jak o siebie dbamy. Któraś mówi, że nie je mięsa, inna, że z powodu grupy krwi 0 je i dobrze się czuje, kolejna przez trzy miesiące była na ścisłej diecie. Każda z nas coś robiła. Wreszcie jedna z kobiet zapytana: „A co ty robisz, kiedy źle się czujesz?”, odpowiedziała: „Ja nic nie robię, jem to, na co mam ochotę, nie stosuję żadnych diet, a jak czuję, że coś jest nie tak, to się odprężam, głaszczę swoje ciało, staram się w nie wsłuchać, być dla siebie dobra...”. Pamiętam, że jej wypowiedź bardzo mnie zdenerwowała. Dopiero później uświadomiłam sobie, że zdenerwowałam się, bo ja tak nie potrafię: objąć siebie czule i zapytać, czego naprawdę potrzebuję. To jest ideał: umieć wsłuchać się w swoje ciało, także wtedy, kiedy wszystko jest w porządku i czujemy się dobrze. Kiedy pozwalamy sobie na przyjemność, odprężenie, radość. Bo jeśli w takich momentach siebie usłyszymy, to jest bardziej prawdopodobne, że usłyszymy też niepokojące sygnały. Akceptacja bez winy i lęku to najlepsza profilaktyka.

Na swoich warsztatach dla kobiet proponujesz np. ćwiczenia pomagające skontaktować się z podbrzuszem, doenergetyzować ten rejon. Reakcje na twoje ćwiczenia bywają różne. Pierwsze, co często wychodzi na wierzch, to lęk, wstyd i inne zmory. Tego rodzaju ćwiczenia są dobre, ale bywają o wiele skuteczniejsze wtedy, gdy przekroczymy instrumentalny stosunek do własnego ciała. Inaczej staną się kolejną rzeczą, którą „trzeba ze sobą zrobić”. Jest dzisiaj tyle możliwości rozwoju, dbania o siebie, ćwiczeń, technik, zabiegów, leków i parafarmaceutyków... Ale wszystko to na nic, jeśli traktujemy siebie przedmiotowo i w panice rzucamy się od jednej metody do drugiej.

No tak, pamiętam z twojego warsztatu, że zatrzymujesz się za każdym razem, gdy pod wpływem jakiegoś ćwiczenia wyłoni się trudne uczucie. Objaw cielesny czy trudność emocjonalna wskazują nam zwykle obszary, w których mamy coś do zrobienia. Warto się wtedy zatrzymać, posłuchać, poobserwować, objąć uwagą bolesne miejsce. Chciałabym, żebyśmy zaufały mądrości ciała i mądrości Stwórcy – jakąkolwiek siłę mamy tu na myśli – pozwoliły sobie na przyjęcie własnej kobiecości, żebyśmy nie musiały się bać, wstydzić i ukrywać same przed sobą, a w konsekwencji chorować.

Jesteśmy bombardowane informacjami o korzyściach, które możemy mieć z uprawiania seksu. Wielu specjalistów powtarza, że seks to jeden z filarów zdrowia: młodniejemy, polepsza się nasza odporność, mamy rumieńce i błyszczące oczy itd. Czy seks rzeczywiście może tak działać? Na każdą kobietę i na każdego mężczyznę podziała szczęśliwe życie – chwile radości, rozkoszy, bliskości, zaangażowania, odprężenia – również w seksie. Seks nie jest jednak panaceum, które można stosować w oderwaniu od reszty siebie. Takie myślenie grozi niewolą i robieniem czegoś wbrew sobie. Nie traktujmy instrumentalnie seksu, siebie i partnera. Nie jesteśmy mechanizmem, w którym trzeba coś dokręcić lub poluzować. Zdrowie i choroba to nieodłączne elementy życia. Żadne zalecenia, diety, nowe specyfiki nie uwolnią nas od poszukiwania własnej odpowiedzi na pytania: czego potrzebuję, czego mi brak, co odczuwam, czego doświadczam, co mogę zrobić, na co się decyduję. W dzisiejszym świecie pełnym rozmaitych recept na dobre życie i szybkich środków na wszelkie dolegliwości niełatwo znaleźć własną drogę. Ja odkryłam, jak wielki potencjał może być zamrożony w naszym ciele na skutek nieuświadomionych przekazów dotyczących kobiecej seksualności, ile mamy do odzyskania i jakie wtedy otwierają się przed nami możliwości!

  1. Zdrowie

Kobiece miejsca intymne - jak się o nie zatroszczyć?

Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. (Fot. iStock)
Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Joni – symbol żeńskich narządów płciowych, przedstawiany w hinduskich świątyniach w kształcie kwiatu, trójkąta lub romboidalnego owalu. Przed wiekami otaczany czcią. A dziś?

Medycznie brzmiąca „wagina”, biblijne „łono”, pieszczotliwie – „muszelka”? Jak mówić o „kwiecie swojego sekretu”? I czy w ogóle jakoś go nazywać? Problemu z terminologią okolic intymnych do tej pory nie rozwiązali ani teoretycy języka, czyli językoznawcy, ani praktycy, czyli pisarze. Wszystkie znane w języku polskim określenia są albo zbyt medyczne, albo zbyt dziecinne, albo zbyt wulgarne, ewentualnie zbyt poetyckie. Jakoś nie udaje się uchwycić sensu w jednym trafnym słowie. Czyżby tabu nadal obowiązywało?

Zdaniem psychologów i terapeutów winny naszemu zawstydzeniu w mówieniu, a nawet myśleniu o – nazwijmy ją jednak Joni – jest trening czystości, jaki przeszłyśmy w dzieciństwie, czyli krytyka, a nawet kary w przypadku zbyt długotrwałego moczenia się, zawstydzanie dziewczynki, nauka, że „te miejsca” są „fe”, wstydliwe, należy je ukryć, a najlepiej w ogóle zapomnieć o ich istnieniu. Dziewczęta tak wychowywane nie tylko rzadziej myślą czy mówią o swoich narządach płciowych, ale też zmagają się z niejednym problemem fizycznym: ich waginy bywają „zaciśnięte”, jakby odcięte od reszty ciała, a to powoduje na przykład brak satysfakcji w seksie.

– A także napięcia mięśniowe, odczuwane w postaci bólu w trakcie kontaktu intymnego, podczas oddawania moczu czy zaburzenia czucia w okolicy warg sromowych – dodaje Jacek Sobol, terapeuta manualny. – Napięcie mięśniowe w miednicy małej jest ściśle powiązane z ogólnym napięciem układu nerwowego, a to skutkuje na przykład brakiem koncentracji, rozkojarzeniem czy bólami głowy.

Jeśli więc nie byłaś szczęściarą, której rodzice jako kilkulatce z pełną radością robili zdjęcia na golasa i po dziś dzień pokazują z upodobaniem, jak piękna byłaś w całości, a Joni najbardziej – możesz czuć się zakłopotana, nawet czytając ten artykuł. I z pewnością przyda ci się myśl, że Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. Lecz, gdyby przyszło ci do głowy popaść w drugą skrajność, to, aby nie było na nas, ostrzegamy: co prawda erotyczna bielizna, modna fryzura intymna czy uwodzicielski kolczyk to zdaniem wielu atrybuty nowoczesnej, wyzwolonej seksualnie kobiety; intrygująca przeciwwaga do ciepłych majtek, naturalnego owłosienia – ale jednak nie eksperymentujmy wbrew sobie. I miejmy pełną świadomość, że strefy intymne kobiety w wydaniu, w jakim stworzyła je natura, zasługują na adorację również bez poprawek. I że innowacje, na które mamy ochotę, nie szkodzą tym wrażliwym rejonom.

Troskliwa pielęgnacja

Skóra okolic intymnych to najdelikatniejsze miejsce ciała. Jej pH ma odczyn kwaśny (około 4,5), a to oznacza, że klasyczne mydło o odczynie zasadowym może niszczyć naturalny płaszcz ochronny. Specjalny płyn do higieny intymnej nie jest więc kolejnym wynalazkiem, który próbują ci wcisnąć specjaliści od marketingu. Jak go wybrać? Czytaj opisy na opakowaniach. Na liście składników czołowe miejsce powinien zajmować kwas mlekowy, który działa grzybobójczo i przeciwzapalnie (podobnie jak wyciąg z rumianku, nagietka czy macierzanki). Z kolei alantoina, wyciąg z lukrecji czy prowitamina B5 to najlepsi sojusznicy w zapobieganiu podrażnieniom. A preparat, który pomaga uniknąć nieprzyjemnej suchości, powinien mieć w składzie natłuszczającą lanolinę, glicerynę albo oleje roślinne. Furorę robią też probiotyki, bezkonkurencyjne w utrzymywaniu w ryzach mikroflory bakteryjnej. Preparat z ich dodatkiem warto sobie sprawić zwłaszcza podczas kuracji antybiotykowej.

Ważna jest bielizna, którą nosisz

Powinna być uszyta z „oddychających” materiałów, a najlepiej po prostu z bawełny. Szorstkie koronki czy wpijające się stringi mogą niepotrzebnie podrażniać wrażliwą strefę intymną. Anna Ulman, lekarz medycyny, specjalista ginekologii i położnictwa, odradza noszenie stringów na co dzień. Podobnie ostrożnie odnosi się do całkowitej depilacji włosów łonowych.

– Z punktu widzenia medycyny nadmierne owłosienie łonowe nie jest wskazane – tłumaczy. – Zatrzymuje resztki bakterii, co może powodować stany zapalne, odparzenia. Jednak całkowite pozbawianie się włosów także nie jest korzystne, gdyż pełnią one rolę warstwy ochronnej pomiędzy bielizną a ciałem.

Zdaniem Desmonda Morrisa, autora książki „Naga kobieta”, ów „welon natury” jest ważnym sygnałem wizualnym. W czasach, gdy chodziliśmy po świecie w strojach Adama i Ewy, wskazywał, że pod względem seksualnym kobieta jest już dojrzała. Widoczne owłosienie łonowe wzmacniało reakcję seksualną mężczyzny, a jego brak ją blokował. Zdaniem seksuologów działa ono także jak amortyzator oddzielający skórę mężczyzny od skóry kobiety podczas energicznego stosunku seksualnego.

Dziś modna jest tzw. braziliana, czyli całkowite usunięcie włosów. Choć może być seksowna i dodawać pewności siebie, to korzystna dla strefy intymnej nie jest. Dlatego lepiej wybrać mniej radykalne usuwanie owłosienia i poddać się mu w salonie kosmetycznym, woskiem, nigdy golarką. Zapobiegniesz wrastaniu włosków, krostkom i stanom zapalnym.

Wagina jako źródło siły

Pod takim tytułem prowadzone były warsztaty w ramach działalności portalu Seksualność Kobiet. Na zajęcia przychodziły kobiety w różnym wieku, od maturzystek po panie po pięćdziesiątce.

– Podczas spotkań zajmujemy się historią kobiecej seksualności, postrzeganiem narządów płciowych na przestrzeni wieków, legendami, mitami, czyli odczarowywaniem wagin – mówi Voca Ilnicka, założycielka portalu. – Oglądanie waginy w lusterku, jedno z ćwiczeń „do wykonania” w intymnym zaciszu domowym, oswaja z fizycznością. Kobieta bywa zaskoczona tym, co ujrzy. Pojawić się mogą silne emocje: niechęć, zaciekawienie, a nawet radość i zachwyt.

Kobiety, które zdecydowały się tego doświadczyć, twierdzą, że oswajają się z widokiem najintymniejszych części swojego ciała, poznają indywidualną budowę. Jeśli miały wcześniej problem z zaakceptowaniem siebie w całości, mogą to zmienić. Zaczynają myśleć: „każda część ciała warta jest szacunku, jest mną”. Niby żyjemy w czasach bez tabu, a jednak sporo kobiet wciąż myje intymne rejony pospiesznie i z zawstydzeniem, nie chce też by partner całował te miejsca lub dotykał.

– O seksie nauczyliśmy się już rozmawiać – tłumaczy Voca Ilnicka. – Jakie techniki preferujesz, czy stosujesz antykoncepcję, jak możesz zadowolić partnera – na takie rozmowy mamy większe przyzwolenie. Czasem przyjmuje to nawet postać dyktatu, nie przyznamy się do niechęci. Ale seksualność to nie tylko to, co dzieje się w sypialni. Oswajanie miejsc intymnych to ważny element kobiecej świadomości. Można przecież depilować je zgodnie z najnowszymi trendami, ozdabiać piercingiem, a jednocześnie odrzucać tę część ciała. Wtedy, mimo pozorów, trudno będzie czerpać radość z seksu i miłości – kwituje.

Poniżej ćwiczenia na rozluźnienie napięć i ukrwienie okolic intymnych

1. Połóż się na plecach, zegnij nogi w kolanach, stopy oprzyj na ziemi. Ręce połóż w okolicy podbrzusza. Biorąc wdech, podciągnij dłońmi brzuch do góry. Następnie połóż dłonie nad pępkiem i przy wydechu spychaj brzuch w dół. Wykonaj te ruchy kilkanaście razy. Poczuj, jak twoje ciało reaguje na ten masaż.

2. Rozszerzona wersja tego ćwiczenia – na wydechu nie spychaj brzucha w dół, zostaw ręce w punkcie, do którego podciągnęłaś go przy wdechu. Przy kolejnym spróbuj podciągnąć go jeszcze wyżej, przy wydechu nie rób nic. Kiedy poczujesz, że brzuch nie chce się już wyżej podciągnąć, przy wydechu popchnij go dłońmi w dół.

3. Stań w rozkroku. Prawą nogę ugnij w kolanie, lewą trzymaj wyprostowaną, przykucnij. Nie skręcaj miednicy, patrz prosto przed siebie. Poczuj mięśnie wewnętrznej strony lewego uda. Następnie zmień nogi. Wykonaj to ćwiczenie kilka razy.

Źródło: Specjalistyczna Poradnia Rehabilitacyjna ORTO

  1. Styl Życia

Wiosenna praktyka jogi

Wiosna to czas, kiedy budzi się w nas energia kreatywności i płodności. Pozwólmy jej płynąć, bawmy się ruchem i jogą. (Fot. iStock)
Wiosna to czas, kiedy budzi się w nas energia kreatywności i płodności. Pozwólmy jej płynąć, bawmy się ruchem i jogą. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Wiosna to idealny czas na rozpoczęcie lub wznowienie praktyki jogi, a także wszelkiej aktywności fizycznej. Po zimie ciało jest spragnione ruchu. Zarówno tego, który je uelastyczni, jak i tego, który je wzmocni oraz rozgrzeje.

Najcenniejszy oczywiście jest ruch na powietrzu. W tradycji jogi mówimy o „pranie”, czyli energii życiowej, którą możemy pobierać z różnych źródeł. Jest ona dostępna w dużych ilościach właśnie na otwartej przestrzeni. Każda chwila na świeżym powietrzu dobrze nam zrobi – nawet jeśli jest jeszcze chłodno lub deszczowo! – można oddychać głęboko, do brzucha, spacerować uważnie i z przyjemnością. To też joga!

Nie zamykajmy się w salach do jogi lub na macie do jogi. Wiosna to czas, kiedy budzi się w nas energia kreatywności i płodności. Pozwólmy jej płynąć, bawmy się ruchem i jogą. Jedną z moich ulubionych praktyk jest „sahaja” joga w łóżku z rana, czyli celebrowanie poranka i przeciąganie się. To swobodny, naturalny ruch ciała. Może nie jest to joga klasyczna, ale we Flow Jodze, której uczę, jest przestrzeń na taką właśnie kreatywną ekspresję w ruchu, a także na przypominanie sobie, jak to jest być w zgodzie z naturą. Swoją i z przyrodą.

Współcześnie żyjemy w ciągłym pośpiechu, większość czasu spędzamy w zamkniętych pomieszczeniach przy sztucznym świetle, narażeni na działanie wszechobecnej elektroniki. Nawet jedzenie straciło sezonowy charakter, bo w sklepach owoce dostępne są cały rok. Zatem, aby wejść w kontakt ze swoim rytmem, trzeba świadomego wysiłku, uważności i odrobiny dyscypliny. Warto. Wtedy ożywa nasz naturalny instynkt i we wszystkich sferach życia funkcjonujemy optymalnie. Połączeni ze sobą, mamy doświadczalną świadomość połączenia z naturą i innymi ludźmi w sferze umysłu i na poziomie serca. Wtedy właściwa dla nas joga sama się przed nami odkrywa w odpowiednim czasie. Może okazać się, że mam ochotę właśnie na generalnie wskazane w okresie wiosenny, rozgrzewające, pobudzające i energetyzujące praktyki. Ale nie musi tak być, bo każdy potrzebuje czegoś nieco innego. Znakiem, że dobrze wybierasz praktykę –  czymkolwiek dla ciebie jest w danym dniu praktyka jogi –  jest to, że czujesz się potem jak budząca się do życia wiosenna natura.

Spróbuj flow jogi

Flow joga nie jest niczym nowym, choć mówi się, że to nowy gatunek jogi. W Polsce rzeczywiście mało kto o niej słyszał. Ten rodzaj jogi to powrót do naturalności, do tego, za czym tęsknimy, nie tylko w jodze, także w życiu. Powrót do stanu jedności ciała, duszy i umysłu.

Nie można nauczyć się flow jogi, ale można sobie przypomnieć, że „już nią jesteśmy”, można przypomnieć sobie, jak wielka przyjemność płynie z bycia w swoim ciele, w stanie flow. Wtedy tracimy poczucie czasu, jesteśmy totalnie zaabsorbowani wykonywaną czynnością. Płynąc na fali, mamy poczucie bycia w kontakcie ze swoją prawdą, ze swoją naturą, a jednocześnie czujemy się częścią pulsującego życiem świata, częścią wspólnoty ludzkości.

Flow to naturalny stan umysłu. Pojawia się on wtedy, gdy wykonujemy jakąś czynność dla samej przyjemności wykonywania jej. Dysponujemy wówczas wysokim poziomem energii, otwieramy się na swobodny przepływ kreatywności i radości z życia. Każdy kiedyś tego doświadczył, jednak osoby, które na co dzień, w życiu prywatnym i w pracy są w stanie przepływu, należą do rzadkości.

Flow joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu podczas zajęć, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. Im częściej doświadczamy flow na zajęciach jogi, tym większe prawdopodobieństwo, że flow spontanicznie zacznie pojawiać się w codziennym życiu. Wykorzystujemy do tego celu rytm, muzykę, naturalny oddech, ruch oraz uważność.

Czym flow joga różni się od innych stylów jogi?

Joga często bywa prowadzona mechanicznie. Na polecenie: z wdechem unieś ręce do góry, większość uczestników zajęć równocześnie unosi ręce do góry, próbując dopasować oddech do wykonywanego ruchu. We flow jodze jest odwrotnie, ruch jest inicjowany przez oddech. Dzięki temu jesteśmy w kontakcie ze sobą i czujemy się bardziej zintegrowani. We flow jodze bardzo ważne są także płynne przejścia pomiędzy pozycjami oraz uszanowanie każdej fazy cyklu ruchu: wstępu, szczytowego momentu oraz zakończenia. Taki rodzaj pracy pomaga nam być w lepszym kontakcie z ciałem oraz naturą, ponieważ wszystko, co istnieje w świecie, podlega prawom natury i ma cykliczny charakter.

Dla flow jogi charakterystyczny jest także zmysłowy, pełen gracji, spontaniczny ruch, który przypomina taniec. Ciało nie porusza się jak maszyna, ale raczej jak ciało dzikiego zwierzęcia. To szczególnie cenny element praktyki, który pozwala odblokować zastałą energię, pobudza kreatywność, ekspresję oraz pozwala nam doświadczyć wolności i przyjemności bycia w ciele.

Dla kogo nadaje się flow joga? Flow Joga jest stylem jogi dostępnym i przyjaznym większości osób. Zajęcia ogólnodostępne mogą być nieodpowiednie dla ludzi z poważniejszymi problemami zdrowotnymi lub urazami. Dla nich najlepszym wyjściem może okazać się podejście indywidualne. W przypadku wątpliwości najlepiej skonsultować się z lekarzem prowadzącym oraz nauczycielem jogi.

  1. Seks

Nie wstydźmy się seksualnych pragnień - skąd się biorą zahamowania u kobiet?

Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Najsilniejszy impuls w kierunku orgazmu da nam zmiana, do której musi dojść w głowie. Zadowalanie innych kosztem własnej przyjemności to pułapka, w którą wiele z nas wpada – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

Najsilniejszy impuls w kierunku orgazmu da nam zmiana, do której musi dojść w głowie. Zadowalanie innych kosztem własnej przyjemności to pułapka, w którą wiele z nas wpada – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

W wierzeniach związanych z seksualnością kobiece żądze wciąż pozostają na marginesie lub są podporządkowane przyjemności mężczyzny, a kobieta aktywna seksualnie przedstawiana jest jako nimfomanka. Psychoanalityczka Elina Reenkola trafnie wykorzystuje przykłady z „Kalewali” i „Metamorfoz” Owidiusza we własnej książce „Lumoavan pelottava nainen” (z fin. „Czarująco potworna”). Bohaterka „Kalewali” Louhi jest kobietą zmysłową, nierządnicą, często opisywaną jako brzydka, bezzębna, okrutna wiedźma. Reenkola rozważa, czy Louhi – podobnie jak Meduza w mitologii greckiej – mogła być z początku piękną panną, na którą ze względu na podejście do seksualności rzucono zaklęcie brzydoty. W poemacie Owidiusza Meduza współżyła z bogiem morza Posejdonem, czym rozwścieczyła Atenę, która następnie zamieniła jej złote włosy w węże. Kobiecą seksualność przez wieki postrzegaliśmy jako nieokiełznaną siłę i niebezpieczeństwo. Chcieliśmy ją ujarzmić i ograniczyć.

Na pewno niejedna kobieta, która miała wielu partnerów seksualnych, na jakimś etapie życia doświadczyła poczucia winy – całkowicie niepotrzebnie. Nie tylko historia, ale i współczesne społeczeństwo mogą umacniać dawne stereotypy – w wypowiedziach niektórych mężczyzn chętne kobiety regularnie przedstawiane są jako przerażające, narzucające się. Z pewnością wiele z nas przyzwyczaiło się już do wyrażeń typu „dziwka” czy „puszczalska”. Najlepiej puszczać to wszystko mimo uszu. Na szczęście większość mężczyzn ceni u kobiet aktywność seksualną. Pożądanie i przyjemność kobiety to czynniki, które tworzą ramy długich, szczęśliwych związków, a życiu w pojedynkę nadają radosny pęd. Kobieta ma pełne prawo do ochoty na seks i żądania przyjemności; jej cielesność jest całkowicie równa cielesności mężczyzny.

- Chciałabym, żeby kobiecy orgazm i pożądanie były bardziej eksponowane; żeby i o jednym, i o drugim rozmawiano otwarcie, bez obaw o napiętnowanie. Często mam wrażenie, że ze swoimi pragnieniami nie mieszczę się w ciasnych ramach, w które społeczeństwo wciska kobiecą seksualność. To frustrujące. Kobiecy orgazm niepotrzebnie jest tematem tabu, a jeśli nawet nie tabu, to przynajmniej czymś, co wzbudza ogólną konsternację. My też chcemy dojść, i to bardzo - zaznacza 25-letnia kobieta.

Kiedy badamy własną seksualność, niechybnie natykamy się na uczucia wstydu, winy, strachu i wewnętrznej blokady, które w którymś momencie z nią powiązaliśmy. Negatywne emocje mogą się w nas rozwinąć w bardzo wczesnym wieku albo znacznie później. Kiedyś na plaży zwróciłam uwagę na matkę i jej okołoroczne maleństwo. Dziewczynka siedziała zadowolona na ręczniku bez pieluchy i z ciekawością badała rączkami swoją waginę. Zauważywszy to, matka zbeształa ją mocnymi słowami, kazała zabrać stamtąd ręce, a potem szybko ubrała w pieluchę i kostium kąpielowy.

To dobry przykład tego, jak wcześnie mogą się zrodzić związane z seksualnością lęki i zahamowania. Strofując córkę, matka powiązała dotykanie siebie z czymś złym i wstydliwym, czego małe dziecko nie jest jeszcze w stanie zrozumieć – dla niego wszystkie części ciała są tak samo cenne i interesujące. Jeśli takie sytuacje będą się powtarzać, to seksualny rozwój dziecka może ulec zaburzeniu.

Pewna klientka opowiedziała mi kiedyś, jak w wieku szkolnym odkryła tajemnicę przyjemności płynącej z masturbacji, ocierając się o prześcieradło. Podniecenie i orgazm całkowicie ją zafascynowały. Pewnego dnia do jej pokoju w najmniej odpowiednim momencie weszła matka. To, co zobaczyła, bardzo ją rozgniewało, zaczęła krzyczeć, wyzywać dziewczynkę od brudnych i zabroniła jej kiedykolwiek robić to jeszcze raz w jej domu. Sytuacja wywołała w dziewczynce ogromny dyskomfort, wstyd i poczucie winy. Od tej pory masturbowała się już tylko, gdy miała pewność, że jest sama w domu – jednak nawet wtedy czuła się brudna, a w jej głowie pobrzmiewały echa słów matki.

Nawet jednorazowy epizod w życiu młodej osoby może nabrać dużego znaczenia. Ten przypadek analizowałyśmy na terapii z klientką, kiedy była już dorosła. W okresie dojrzewania tak czy inaczej jesteśmy bardzo uwrażliwieni – hormony przejmują kontrolę nad naszym umysłem, a ciało zmienia się bardzo szybko. To sprawia, że z dużo większą łatwością niż na innych etapach życia możemy się poczuć niewystarczający.

Czasami najboleśniejsza krytyka spotyka nas ze strony naszych partnerów. Na przykład, obniżone libido może zostawić głęboką ranę na seksualnej samoocenie kobiety, o ile nie będzie miała z kim o tym porozmawiać. Ciało kobiety może też zostać skrytykowane w okrutny sposób, kiedy między dwojgiem ludzi pojawia się przemoc fizyczna.

To bardzo ważne, żeby każda z nas rozpoznała, gdzie leżą jej własne granice i odważyła się ich bronić. Kiedy druga osoba je narusza, może nas to zranić dużo głębiej niż mogłybyśmy przypuszczać. Na pewno nie warto na to pozwalać tylko po to, żeby sprawić komuś przyjemność. Nawet w związkach nie zawsze trzeba zgadzać się na seks wyłącznie dlatego, że chce go druga osoba. Chęć zadowolenia partnera może jednak tkwić bardzo głęboko w nas. Praca nad oduczeniem się pewnych nawyków może zająć dużo czasu – a nawet wymagać terapii.

Najważniejsze, żebyśmy nauczyły się dwóch słów: tak i nie. Czas rozprawić się z mitami mówiącymi o tym, jaka ma być „prawdziwa” kobieta. My też możemy być aktywne i chętne, mamy prawo powiedzieć „tak” bez strachu, że zostaniemy posądzone o rozwiązłość. Jeśli mężczyzna nie może zaakceptować silnej seksualnie kobiety, to jego problem. Kobiety mają prawo do równej pozycji w sprawach intymnych i nie muszą nikomu się podporządkowywać. Jeśli kobieta chce cieszyć się dynamicznym życiem seksualnym z wieloma partnerami, to jest jej wybór. Sytuacje, które opisałam powyżej, prędzej czy później doprowadzą do tworzenia się wewnętrznych blokad, które wpłyną na nasze pożycie negatywnie.

- Pamiętam, że raz, kiedy kochaliśmy się  „na łyżeczki”, pomyślałam, jak to dobrze, że partner nie może w tej pozycji dostrzec, jak z bólu zagryzam zęby. Do dziś nie wiem, dlaczego tego nie zatrzymałam – wspomina 20-letnia kobieta.

„Tak” warto wypowiedzieć na głos, kiedy pragniemy seksu z drugim człowiekiem. Natomiast słowo „nie” może przydać się wielu kobietom już po tym, kiedy się na seks zdecydują. Z dbałości o własne granice i przyjemność, powinnyśmy umieć zakomunikować partnerowi, że czegoś nie chcemy, że coś sprawia nam ból lub po prostu – że chcemy zakończyć grę.

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności”. Jeśli masz poczucie, że w twojej sferze seksu jest wiele blokad i ograniczeń i nie potrafisz czerpać satysfakcji ze swojej seksualności – ta książka może być dla ciebie.

  1. Seks

Waga waginy - jak kobiety odkrywają swoją seksualność?

O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. (Fot. iStock)
O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynkom pozwalano na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy. To paradoks, że więcej praw do oglądania i dotykania naszego „seksualnego serca” mają wszyscy inni, a nie my same. Kobietom potrzeba wiedzy o samych sobie – mówi terapeutka Olga Haller.

Nie ma dobrej nazwy – „wagina”, „pochwa” brzmią raczej okropnie, wszystkie inne określenia też są ryzykowne... Musi być więc problem również z myśleniem o tej części ciała, myślimy przecież słowami... Trudne są te określenia, ponieważ obarczone nadmiarem wstydu, braku akceptacji oraz zakazami. Nazywają to, co ukryte i nieprzyzwoite.

Wagina to miejsce centralne kobiety. Łączy ciało i duszę, tam zagnieżdża się życie, mieszka rozkosz i ból, a to, co zewnętrzne, łączy się z tym, co wewnętrzne. Dlatego podoba mi się określenie „seksualne serce”. Bo rzeczywiście – wagina to część ciała pulsująca, ukrwiona, żywa. Ta z rozchylonymi wargami mniejszymi kształtem może przypominać serce. Jest bardzo fizyczna – umięśniona, unerwiona i fizjologiczna, ze swoistymi funkcjami, wydzielinami, umiejscowiona blisko narządów wydalania. Zarazem jednak bardzo delikatna, wrażliwa, reaktywna – dzięki temu związana z emocjami i uczuciami. Jest narządem fizycznej miłości i siedliskiem odczuć seksualnych. Wreszcie to brama w głąb, do macicy, gdzie powstaje życie.

Słowo „wagina” jest coraz chętniej używane przez kobiety na określenie narządów płciowych z wyłączeniem macicy. Słowo „pochwa” nie jest lubiane. Ja też go nie lubiłam. Potem odkryłam, że odpycha mnie zawarty w nim aspekt bierności. Bo pochwa to przecież futerał na miecz – rzecz, która sama w sobie nie ma znaczenia, istnieje tylko dlatego, że miecz jej potrzebuje, a nie odwrotnie.

Życie seksualne to nauka. Ukryte zostaje ujawnione, obrasta znaczeniami i doświadczeniami... Kobiety nie mają w tej sferze łatwej autoedukacji. Nasze narządy płciowe są ukryte, trzeba się natrudzić, by tam zajrzeć. Na szczęście dzieci bawią się, kucając, to zwykle dobra okazja dla dziewczynek, żeby dojrzeć coś interesującego. Ale kto z dorosłych pozwala im na swobodne zainteresowanie i eksplorowanie złożoności sromu, cipki, pisi, jakkolwiek TO nazywamy? Nawet bardzo postępowe mamy lękają się, widząc badawcze działania swoich córeczek. Że się uszkodzą, przeniosą zarazki. Najczęściej boją się na wyrost. My, rodzice, zwykle nie czujemy się pewnie z intymnymi częściami własnego ciała, więc trudno nam swobodnie i trafnie reagować. A dziecku potrzebna jest prosta wiadomość, czym jest to, co widzi między nogami. Dziewczynki i chłopcy mają prawo być ciekawi, poznawać swoje ciała i widzieć, że mamę i tatę to cieszy, że rodzice są gotowi odpowiadać na pytania.

Zaskakuje mnie, jak często dzieci po kryjomu demonstrują swe tajemnice. Mnie to ominęło, niestety. I jakoś chyba zaszkodziło, czułem się gorszy, że ich nie znam... Kobiety podczas warsztatów przypominają sobie takie doświadczenia. Ciekawość różnic między chłopcami a dziewczynkami jest motorem zabaw i kontaktów, a gdy zostanie zaspokojona, odchodzi na dalszy plan. Jednak naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynki miały pozwolenie na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy, dowiadywanie się o przeznaczeniu jej szczegółów. O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. Chłopcy za swą wolność płacą niepokojem, czy ich penisy mają właściwe rozmiary. Ale my i tak szybko to nadrabiamy, martwiąc się o proporcje innych części ciała…

W dzieciństwie chłopcy natrętnie próbują podejrzeć tajemnice dziewczynek. A te wysiłki spotykają się ze wstydem i przemilczeniem ze strony rodziców. Jedno i drugie jest bardzo kłopotliwie. Dorośli powinni z dziećmi rozmawiać. Co nazwane, oswojone, łatwiej poddaje się zdrowej kontroli. Znalazłam bardzo ciekawą stronę dla nastolatków w Internecie, gdzie w prosty, rzeczowy sposób lekarka objaśnia budowę i funkcję narządów płciowych kobiety i mężczyzny, pokazując to na przykładzie młodych osób obu płci. Omawia, dotykając dłonią w rękawiczce penisa, moszny, warg sromowych, łona. Najpierw czułam się nieswojo, patrząc na żywe osoby w roli modeli. Szybko jednak się oswoiłam. Zero zawstydzenia, dwuznaczności. Dokładnie tyle wiedzy, ile trzeba, żeby się dowiedzieć – bez konieczności domyślania się, wysilania wyobraźni. Kolejny raz pożałowałam, że sama nie mogłam otrzymać informacji w tak zwykły sposób od mamy lub innej zaufanej dorosłej osoby.

Kobietom potrzeba wiedzy o nich samych. A w sprawie waginy jest kompletne poplątanie – więcej praw do jej dotykania i oglądania mają wszyscy inni, a nie my same. To częste zjawisko, że dziewczyny poznają przyjemność seksualną z pieszczoty sromu, gdy pozwolą na to chłopakowi, wcześniej nie wypróbowując tego nigdy z samą sobą. Czy to nie nonsens?

Bywa, że w tych pierwszych doznaniach zaskakuje nas własna fizjologia – zmiana oddechu, siła podniecenia, śliskie i mokre wydzieliny, ich intensywny zapach. Jeśli dziewczyna nie wie dokładnie, co się dzieje, a jej podniecenie narasta, to bardzo łatwo jej się zagubić w tym zupełnie nowym, pełnym intensywnych cielesnych odczuć świecie kontaktów damsko-męskich. Oczywiście, chłopakom taka bezstronna wiedza podana przez zaufaną osobę jest także niezbędna! Też będzie im łatwiej, gdy poznają wygląd, budowę i fizjologię narządów płciowych swoich i kobiecych.

Prędzej czy później lądujemy w łóżku. I tam bywa różnie – tyle obaw, nieporozumień, czasami nieudolności. Prawie zawsze na początku jest wiele zaskoczeń... Często zdarza się, że nastolatka podczas pettingu jest zaskoczona intensywnością doznań chłopaka. Nie rozumie także, dlaczego on tak bardzo chce dotykać jej wstydliwego, „nieczystego” sromu. Dziewczyny odkrywają, że mają coś, co mocno działa na chłopaka. Ta determinacja jego dłoni, niecierpliwość w palcach, narastające podniecenie daje im poczucie nowej dziwnej mocy. Czasem ulegają temu złudzeniu i podrywając chłopaków, wykorzystują te władzę. Polując, same stają się jednak łupem. Kiedy nie mają wystarczającej wiedzy nabytej od dorosłych ani dobrego kontaktu ze swoim ciałem, pozwalają na więcej, niż chcą, bo nie wiedzą, czego chcą, co się właściwie z nimi dzieje. Trudno wtedy o kontrolę rozumu, o zdrowe decyzje. To źródło niechcianych ciąż i zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową. Dziewczyny dojrzałe fizycznie, a nieprzygotowane emocjonalnie i intelektualnie, dosłownie oddają swoje waginy w używanie przypadkowym partnerom. Podobnie dorosłe kobiety. Uprawiamy seks – małżeński albo nie, zachodzimy w ciąże i rodzimy dzieci, a nie odczuwamy związku z naszymi waginami. Często, odnajdując potrzebę udziału w kobiecej wspólnocie, zaczynamy wędrówkę do odnalezienia łączności ze swoją waginą. Wraz z nią wraca do nas poczucie mocy, sprawczości, twórczości. Wiele warsztatów o kobiecości i seksualności zachęca do tego. Najczęściej trafiają tam kobiety, których nie zadowala ich życie.

Ciekawe, że wiele kobiet odkrywa masturbację po raz pierwszy w dorosłym życiu albo na nowo, kiedy w ich związku pojawiają się jakieś trudności, najczęściej seksualne. Kiedy seks ustaje albo gdy dochodzi do rozwodu. Wtedy dopiero zaczyna się powrót do siebie. Nie wierzę, że kobiecie uda się zbudować prawdziwe oparcie w sobie bez odzyskania kontaktu ze swoją waginą.

Jak to zrobić? Wysłuchałam ostatnio relacji z ceremonii spotkania z własną waginą przeprowadzonej w kobiecym kręgu. Duża, ciepła sala, przyciemnione światło, miękkie zasłony w oknach, materace. Przy każdym lusterko, latarka. Uczestniczki przyszły ubrane tylko w pareo. Przy muzyce stopniowo się zrelaksowały i wszystkie w skupieniu przystąpiły do spotkania ze swoim „seksualnym sercem”. Wielu z nas przydałaby się taka ceremonia powrotu do siebie i do własnej siły.

Ciekawe, czy wiele kobiet jest chętnych na taki seans? Z relacji wiem, że małe dziewczynki same czasami odkrywają zdumiewające możliwości swego organizmu, chociaż nie znają nawet jeszcze słowa „orgazm”... O tak, wiele kobiet na warsztatach opowiada o swoich dziecięcych orgazmicznych doznaniach, np. przy okazji kołysania się okrakiem na poduszce czy misiu i w wielu innych sytuacjach. Organem, który szczególnie mocno reaguje, jest łechtaczka, a jej nazwa pochodzi oczywiście od czynności łechtania tego narządu, „wielce przydatnego, by zachęcać kobiety do aktu płciowego” – jak pisał starożytny grecki lekarz. Normalne, a nawet wskazane jest być za pan brat, czy za panią siostrę... ze swoją waginą: uznać ją za swoją, dobrze się czuć z jej wyglądem, kształtem warg sromowych, łechtaczki, z jej kolorem, zapachem. Zachęcam kobiety, by trenowały taki rodzaj patrzenia, który pozwoli im otworzyć się na samą siebie. Tak jakby patrzyły na różę albo inny kwiat, który kojarzy się z joni. Oglądaj jej płatki, dotykaj, wąchaj, smakuj, nie oceniaj, po prostu patrz i przyjmuj ją taką, jaka jest.

Olga Haller, psycholożka, terapeutka Gestalt, prowadzi wraz z mężem Adamem Centrum Counsellingu Gestalt w Krakowie.