Dla niektórych ludzi kłamstwo jest chlebem powszednim. Używają go nagminnie, niemal dzień w dzień, by wpływać na innych i osiągać swoje cele – często bez żadnych konsekwencji. Bo gdy kłamanie wejdzie komuś w krew, robi to tak naturalnie, że trudno się zorientować, z kim mamy do czynienia. Istnieją jednak sygnały w postaci charakterystycznych zdań, które mogą wskazywać na czyjąś skłonność do oszustwa.
Kiedy osoba z tendencją do kłamania zobaczy, jak łatwo, szybko i bez konsekwencji może osiągnąć korzyści dzięki oszukiwaniu innych – powrót na ścieżkę prawdy jest dla niej bardzo trudny. Bo kłamstwo potrafi uzależniać. Gdy ktoś dzięki powtórzeniu nieprawdy bez trudu osiąga swój cel, to zachodzi u niego proces wzmocnienia poprzez nagrodę. Jego mózg otrzymuje prostą lekcję: „to zadziałało. Widzisz jakie to proste?”.
Są i tacy, którzy uczą się kłamać, by unikać przykrych emocji. To nic innego jak psychologiczny mechanizm obronny. Mówienie prawdy jest trudniejsze, bo pociąga za sobą konieczność mierzenia się z konsekwencjami własnych czynów oraz przyjmowaniem do wiadomości, że popełniamy błędy. Tymczasem kłamiąc, można wciąż udawać przed sobą samym i innymi, że jesteśmy idealni. To bardzo zręczne narzędzie regulacji emocji i ochrony własnego ego.
I choć dla wielu osób z silnym kompasem moralnym może być to nie do pomyślenia, istnieje całkiem sporo ludzi, którzy na kłamstwie zbudowali całe swoje życie – relacje osobiste, karierę, wizerunek, reputację czy poczucie własnej wartości. A im więcej ktoś zbudował na kłamstwach, tym trudniej mu potem przyznać się do prawdy. Bo to tak, jakby podważał wszystkie swoje dotychczasowe osiągnięcia. Dlatego w kłamaniu staje się mistrzem.
Po wielu latach oszukiwania innych można osiągnąć w tym prawdziwą wirtuozerię. Wręcz recytować kłamstwa z całkowitym spokojem i bez mrugnięcia okiem. Wówczas zdemaskowanie kłamcy nie jest łatwe i wymaga pewnych kompetencji – zwłaszcza znajomości technik manipulacji, bo to na nich właśnie opiera swój modus operandi notoryczny oszust. Co najciekawsze, może robić to kompletnie nieświadomie – wystarczy, że wszystkiego doszedł metodą prób i błędów.
Techniki manipulacyjne kłamców często skrywają się pod pozornie niewinnymi, okrągłymi zdankami, które mają podprogowo zadziałać na naszą psychikę i uruchomić w nas mechanizmy obronne kierujące nasze myślenie na zupełnie inne tory. Cel kłamcy zawsze jest ten sam: odwrócić uwagę od swoich kłamstw i skierować ją na emocje ofiary. Masz uwierzyć, że to z tobą jest „coś nie tak” – że to ty źle zrozumiałaś, błędnie zinterpretowałaś, niesprawiedliwie oceniłaś – a nie że odkryłaś prawdę o kimś, kto od dawna notorycznie cię oszukiwał.
Jakimi zdaniami posługują się w tym celu kłamcy? Oto ich najbardziej charakterystyczne zwroty i zdania, które powinny zapalić u ciebie czerwoną lampkę.
Zdanie, które pada z ust kłamcy najczęściej wtedy, gdy jesteś bardzo blisko odkrycia o nim prawdy. „Przecież mnie znasz! Nigdy bym nie zrobił/-a czegoś takiego” – w ten sposób oszust odwołuje się do łączącej was więzi i twojego sentymentu. To sprytny mechanizm wzbudzania poczucia winy: „jak mogłabyś o mnie coś takiego pomyśleć?”. Jest bardzo skuteczny, gdy z kłamcą istotnie masz silny związek emocjonalny. Wówczas łatwo skłonić się do wycofania się z podejrzeń, bo głupio ci oskarżać osobę, z którą tak wiele cię łączy.
Zadanie tego pytania jest bardzo sprytną i przebiegłą taktyką kłamcy. Nagle to nie on musi tłumaczyć się ze swoich działań, lecz to ty musisz tłumaczyć się ze swoich wątpliwości – i niestety taki zabieg potrafi być bardzo skuteczny. Zamiast rozliczać go z kłamstw, zaczynasz automatycznie skupiać się na obronie swoich racji – w końcu nie chcesz wyjść na osobę podejrzliwą, zazdrosną czy kontrolującą. W ten sposób oszust osiąga dokładnie to, czego chciał, a mianowicie nie odsuwa uwagę od swojego postępowania.
W pierwszym odruchu to pytanie możesz uznać za racjonalne, ale nie daj się nabrać. Zachodzi tu ten sam mechanizm, jak z poprzedniego przykładu: kłamca odwraca role, bo chce, abyś to ty się tłumaczyła, a nie on. Jeśli się na to złapiesz i dasz wciągnąć w dywagacje na temat powodów, dla których miałby oszukiwać, stracisz z pola widzenia jego winę. Po przedstawieniu dowodów to kłamca powinien się z tłumaczyć ze swojego postępowania – a ty słuchać.
Czyli stary dobry gaslighting. Wprawiony oszust potrafi bardzo pewnie i przekonująco zaprzeczać faktom. Całą swoją postawą i tonem głosu sygnalizuje: „chyba coś ci się pomyliło”. I tak jak w gaslightingu zaczynasz wierzyć, że, istotnie, to ty źle zapamiętałaś szczegóły waszej rozmowy. W takiej sytuacji musisz bardzo mocno ufać sobie i swojej pamięci, nie dając się wyprowadzić w pole.
Gdy kłamca nie potrafi już zaprzeczyć faktom, będzie próbował zdyskredytować ciebie i twoją reakcję mówiąc: „przesadzasz”, „jesteś przewrażliwiona”, „uwzięłaś się na mnie” itd. Wie, że w rzeczowej dyskusji na argumenty nie wygra, więc oskarża cię o nadwrażliwość i przesadę. Dzięki temu uwaga zostaje przeniesiona z samego kłamstwa na twoje emocje. To kolejna forma umniejszania i podważania twojej oceny sytuacji typowa dla gaslightingu.
Co mówi notoryczny kłamca, gdy jego nieczyste zagrywki wyszły na jaw i nie ma już opcji, żeby się wyprzeć? Zaczyna umniejszać skutki swojego zachowania. To klasyczny ruch w repertuarze oszustów. „Ojej, no i o co ta afera, nic się takiego nie stało” – w ten sposób kłamca będzie do końca bronił się przed wzięciem odpowiedzialności za swoje postępowanie.
Generalizacja także pomaga w rozmyciu odpowiedzialności za swoje działania. Kiedy oszust nie może już przekonująco się bronić, będzie próbował swój występek przedstawić je jako coś powszechnego i normalnego. Jeśli „wszyscy kłamią”, „wszyscy coś ukrywają” albo „każdy czasem nagina rzeczywistość”, jego zachowanie przestaje wydawać się wyjątkowe. W rzeczywistości nie ma jednak znaczenia, jak zachowują się inni ludzie. Istotne jest to, czy to ta konkretna osoba, która przed tobą stoi, była wobec ciebie uczciwa.
Gdy przedstawiasz oszustowi fakty na temat jego postępowania, których nie sposób podważyć, może on zastosować kolejny klasyczny wybieg: „nie pamiętam”. Wymówka mało wyszukana, ale skuteczna, gdy kłamca chce za wszelką cenę odsunąć od siebie oskarżenia. I nie ma znaczenia, że oboje wiecie, że kłamał – liczy się tylko to, że nie udało ci się bezpośrednio skonfrontować go z faktami.
Oczywiście pojedyncze użycie któregoś z tych zdań nie oznacza jeszcze, że masz do czynienia z notorycznym kłamcą. Kluczowy jest wzorzec zachowań. Jeśli ktoś regularnie zaprzecza faktom, odwraca uwagę od swoich działań, wzbudza w tobie poczucie winy i podważa twoją pamięć lub ocenę sytuacji, warto zachować szczególną ostrożność.
Zapamiętaj: najbardziej doświadczeni kłamcy rzadko przekonują innych dzięki przekonującym historiom. Znacznie częściej robią to dlatego, że potrafią sprawić, by ofiara przestała ufać samej sobie.