1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jakie typy męskie możesz spotkać na wakacjach?

Jakie typy męskie możesz spotkać na wakacjach?

123rf.com
123rf.com

Bez względu na to, dokąd się wybierasz, pewnie spotkasz tych mężczyzn. Listę najciekawszych wakacyjnych „okazów” przygotował serwis ZaadoptujFaceta. 

Seba 2.0

Niezmiennie, Seba jest krótko ostrzyżonym pakerem. Coraz rzadziej zobaczysz go jednak w koszulce na ramiączkach. Swoje ulubione sportowe marki zamienia na bardziej szykowne, ale zawsze dobiera ciuchy w za małym rozmiarze. Mięśnie XXL, polówka ze stojącym kołnierzem, świeżo spieczona skóra po solarium oraz tribal na przedramieniu – to są jego najczęstsze znaki rozpoznawcze. W hotelowej dyskotece z łatwością można go pomylić z ochroniarzem. 

Fan Disco Polo

Najgorszy wcale nie jest jego gust muzyczny ani fakt, że puszcza ulubione przeboje (z telefonu komórkowego) nie tylko na plaży, ale i podczas górskiej wędrówki, na której spodziewałaś się raczej szumu drzew, potoku i śpiewu ptaków. Najgorsza nie jest też jego fryzura – żel (wersja „efekt mokrych włosów”), irokez lub włosy w zaniku, lecz przekonanie, że może cię poderwać na żenujące teksty, Okaz preferuje życie stadne. Jest też fanem motoryzacji w wydaniu pseudo-tunning (podświetlana podwozie i naklejki z promieniami ognia na drzwiach).

Casanova

Casanova we Władysławowie, Zakopanem lub Kazimierzu Dolnym? Tak, to możliwe! Coraz częściej panowie o wysublimowanym guście pojawiają się w zasięgu wzroku. Z wyglądu przypomina ponętnego Włocha prosto z pokazu Dolce&Gabbana. Samiec Alfa, opalony na brąz, ma wybalsamowane ciało, Ray-bany na czubku nosa i dumnym krokiem przechadza się po plaży w kusych kąpielówkach w tę i z powrotem – tylko po to, by zwrócić na siebie uwagę. Uważaj, żeby to nie była tylko fasada! Choć pierwsze wrażenie jest istotne, dane z aplikacji randkowej ZaadoptujFaceta pokazują, że ważniejsze będzie jednak to, czy będziesz miała z nim o czym rozmawiać.

Szczwany lis

Wstaje przed wszystkimi. „Na głodnego” udaje się na plażę, gdzie przed 7 rano rozstawia swój parawan lub ręcznik przy basenie. Wybiera najbardziej nasłonecznione miejsce po to, by wylegiwać się całymi dniami… w cieniu parasola. Najgroźniejszą odmianą szczwanego lisa jest lis-bezwstydnik. Okaz na stale zadomowił się w gorącym klimacie polskich kurortów. Jego znak rozpoznawczy to rozpięta koszulka i sierść na klatce piersiowej. Czasami zupełnie zrzuca górną część garderoby. Starannie ćwiczy swój mięsień piwny – w hotelowym barze.

Wielkomiejski nieporadnik

Starannie wyprasowana koszula, beżowe spodenki i mokasyny – mimo niesprzyjającego klimatu i nieczystego powietrza w Krakowie i Warszawie, zadbane miejskie okazy jeszcze nie wyginęły. Uwielbiają pożywne śniadania na targach śniadaniowych, szejki, burgery i colę. Symbolem gatunku stało się dewastujące ich budżet awokado. Ponoć przez to warzywo nigdy nie kupią mieszkania, ale przynajmniej będą cię zabierali na wspaniałe wycieczki, będziecie razem czytali świetne książki i doskonale jedli. Reasumując: wszystko „naj”, wspaniale, świetnie i doskonale – do czasu, kiedy wymarzysz sobie stabilizacji. Ale to nie problem na wakacje!

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Męska radość. Czym dla mężczyzn jest szczęście?

Umiejętność cieszenia się i świętowania - to nawyk, który można wypracować. (fot. iStock)
Umiejętność cieszenia się i świętowania - to nawyk, który można wypracować. (fot. iStock)
Po raz pierwszy udało nam się ugotować jakąś potrawę, coś naprawić, kupić. Przeszliśmy przez sezon zimowy w zdrowiu. Cieszmy się tym! – mówi Benedykt Peczko, psychoterapeuta.

Drobne zwycięstwa, miłe chwile, rocznice, wspomnienia… Życie domaga się świętowania.
To się mężczyznom w głowie nie mieści.

„Będę się cieszył jak głupi?”
„Z powodu jakichś dupereli?” – mężczyźni przyzwyczaili się, że oczekuje się od nich nadzwyczajnych rzeczy, osiągnięć. Są wobec siebie bardzo wymagający. Mogą świętować awans albo zarobiony milion, dokonanie odkrycia w nauce, zdobycie pucharu w sporcie, złowienie naprawdę potężnego suma… Potrzebny jest jakiś rzeczywisty powód. No i żyją w permanentnym napięciu i stresie, ze ściśniętym sercem walczą o byt, a świętowanie to przecież odprężenie, przyjemność, zanurzenie się w radości, w tej chwili, która trwa. Trudno czuć napięcie i świętować.

A jednak mentorzy namawiają do świętowania. Doktor Rick Hanson, neuropsycholog, mówił, że bez ćwiczenia się w radości, docenianiu i wdzięczności skazujemy nasz mózg na kurczenie się i stagnację. Świętowanie jest wyzwaniem ewolucyjnym.
Hanson mówi i pisze o „zanurzaniu się w dobru” lub „nasycaniu się dobrem”. To jest rozwijanie w sobie postawy wobec życia, wobec siebie i wobec innych. Gdy robimy to konsekwentnie, rozwijamy swój „szczęśliwy mózg”. To bardzo atrakcyjny cel.

Kłopot w tym, że na razie nasz mózg jest – jak pisze Hanson – rzepem na złe wiadomości, a teflonem na dobre. Wystarczy kilka sekund, aby zła wiadomość przeszła do pamięci długotrwałej i aż 30 sekund, żeby utrwaliła się dobra informacja.
To jest spuścizna ewolucyjna związana z przetrwaniem. Nasz mózg, a konkretnie ciało migdałowate, ma tendencje do wychwytywania wszelkich zagrożeń, ponieważ nasi przodkowie musieli szybko i dobrze zapamiętać to, czego unikać, aby przetrwać. Nasza ewolucja cywilizacyjna i kulturowa dokonała się w tempie szybszym niż rozwój naszych mózgów.

Na poziomie fizjologicznym i psychologicznym pozostaliśmy w jaskiniach.
To, co proponuje Hanson, jest metodą nasycania mózgu, ale też całego organizmu, ciała, biologii tym, co dobre. Właśnie tak się dzieje, gdy świętujemy; nasycamy się przyjemnością i odprężeniem. Ważne, abyśmy ćwiczyli się w świętowaniu drobnych rzeczy, nabrali odruchu i nawyku zwracania uwagi na to, co pozytywne. Im łatwiej i częściej zanurzamy się w radości, tym bardziej rozwijamy neuroplastyczność mózgu, czyli zdolność do tworzenia nowych połączeń między komórkami nerwowymi. Świętując, dosłownie tworzymy nowe neurony. Mózg staje się coraz szczęśliwszy. Zdolność neuroplastyczności zachowujemy do końca życia. Stale więc jesteśmy twórcami naszych szczęśliwych mózgów.

Z czego więc mężczyzna może się ucieszyć?
Możemy świętować, bo po raz pierwszy udało nam się ugotować jakąś potrawę. Udało się coś naprawić, kupić. Przeszliśmy przez sezon zimowy w zdrowiu. A nawet, jeżeli zachorowaliśmy, to wyzdrowieliśmy.

Siły życia znowu zwyciężyły.
Jeśli myślimy w taki sposób, zdarzenia nabierają nowego znaczenia, a my utrwalamy nawyk dostrzegania tego, co pozytywne. Praktyka czyni mistrza; za chwilę w sposób naturalny i spontaniczny zaczniemy widzieć coraz więcej dobra i się nim cieszyć. Właściwie wszystko może być powodem do świętowania. Miałem klienta, który postawił sobie cel – zarobić 200 tysięcy dolarów. Stracił pracę i celu nie osiągnął. Był zdruzgotany: „przegrałem!”. A przecież w tym czasie miał kochające go osoby, udany związek z kobietą, świetne dzieci. Miał co świętować także w sensie materialnym – dom, samochód.

Dzieci kochają wspólne z rodzicami świętowanie.
Możemy świętować w rodzinie to, co wydarzyło się w pracy, w szkole, między nami. Dobrze jest znaleźć przestrzeń do rodzinnego świętowania – jakiś miły kącik w domu, pokój. To miejsce z czasem staje się pozytywną kotwicą. Wystarczy, że się tu znajdziemy, i już odczuwamy przyjemność i radość.

Od czego zacząć budowanie nawyku świętowania?
Zapisujmy to, z czego jesteśmy zadowoleni; zdarzenia, osiągnięcia. Nienotowane umykają, ponieważ w międzyczasie napływa wiele różnych tematów, które wypierają z naszej świadomości te znacznie bardziej subtelne, delikatne. Do zapisków zawsze możemy powrócić. Przez tydzień całkiem sporo może się tego uzbierać. Teraz podzielmy się z bliskimi tym, co chcemy uświęcić, świadomie zanurzając się w radości i przyjemności. Odczuwanie jest tu kluczowe. Mówiąc, odczuwając, skupiamy uwagę – jeśli zrobimy to przez co najmniej pół minuty, wewnętrzny stan radości utrwali się; zostaną zbudowane nowe połączenia neurologiczne w mózgu. To jest kształtowanie postawy i jakości życia.

Można też świętować w samotności.
Gdy jednak jesteśmy z bliskimi, energia staje się o wiele mocniejsza, spotęgowana wspólną radością. Łączymy serca i umysły, a wtedy przyjemne drobiazgi nabierają większych rozmiarów; nawyk świętowania szybciej się utrwala.

Odcinek dokumentalnej serii „Droga na skraju nieba” o mieszkańcach Himalajów otwiera na celebrowanie życia.
Przez kilkanaście dni, narażając życie, mężczyźni wędrują przez Himalaje z setką objuczonych workami z solą zwierząt – jaków. Wreszcie docierają do odbiorców soli, mieszkańców innych himalajskich wiosek. Wymieniają sól na herbatę, fasolę, ziemniaki. To, co w tym filmie najbardziej poruszające, to sposób, w jaki ci ludzie traktują siebie nawzajem: serdecznie się witają, cieszą się ze spotkania, śpiewają przy ognisku, ucztują, opowiadają o podróży, uśmiechnięci, odprężeni. Żegnają się i wiedzą, że za rok, gdy dobrze pójdzie, spotkają się znów, więc posyłają sobie dobre życzenia, żeby się spotkać i znów poświętować. Tak, sposób, w jaki celebrują życie, istnienie, może odmienić nasze postrzeganie biedy i bogactwa.

Nam, mieszkańcom Zachodu, trudno sobie nawet wyobrazić, w jakim materialnym ubóstwie żyją ci ludzie. A przecież patrzymy na nich z zachwytem.
Czym jest świętowanie? Zatrzymaniem się. Bez zmartwień, planów, bez myślenia o tym, co zrobimy, żeby sobie poradzić, przetrwać. Zatrzymujemy się i doceniamy właśnie tę chwilę – że jesteśmy razem, że coś się udało, że rozmawiamy o tym.

Świętujemy ludzi.
Z jaką intencją przychodzimy do kogoś? Czy myślimy o tym, żeby mieć przyjemny wieczór i relaks – pogadamy, pośmiejemy się, coś obejrzymy. Czy to dla nas jedynie miła forma spędzenia czasu, czy raczej chcemy uświęcić tę osobę, naszą znajomość, więź, kontakt, przyjaźń, to, co wzajemnie sobie dajemy, kim dla siebie jesteśmy; jak nasza relacja nas rozwija, wpływa na wybory, postawy, przeżywanie życia. A przy okazji, oczywiście, mile spędzamy czas.

Znam młodego mężczyznę, który co kilka dni przynosi swojej żonie kwiaty.
Te kwiaty to niewerbalny wyraz pamięci, uwagi, adoracji, potwierdzenia – tak, moje uczucia trwają. Moglibyśmy powiedzieć, że ta para codziennie ćwiczy ciało migdałowate w mózgu. Tworzy się nawyk widzenia, odczuwania i wzmacniania miłości w ich małżeństwie. Jeden z moich klientów, 40-latek, uczył się widzieć i wyrażać dobre rzeczy w stosunku do kobiet. Zaczął od koleżanek w pracy, w rodzinie. To radykalnie zmieniło jakość jego życia. Wreszcie związał się z dziewczyną, którą pokochał.

Taki jest też sens świętowania kolejnych rocznic poznania się, ślubu, urodzin dzieci – odświeżamy związek i uczucia.
Powracamy do chwil składających się na historię naszej relacji. Przywołujemy najpiękniejsze wspomnienia. Pojawia się radość, wdzięczność. W ten sposób związek jest nieustannie ożywiany.

Jest jeszcze jeden rodzaj świętowania – tak zwanych porażek. Wyobraźmy sobie: mężczyzna traci pracę, a rodzina urządza z tego powodu święto…
Dlaczego nie? Możemy rodzinnie świętować przepracowane w firmie lata: to wszystko, co się wydarzyło, dokonało, co było ważne dla nas i dla rodziny. Możemy świętować też następną pracę, której jeszcze nie znamy. I okazję do czegoś, czego być może na razie nie rozumiemy. Tak naprawdę świętujemy tu siły życia, które zapraszają w nowe miejsca, dają szansę na nowe doświadczenia. I co najważniejsze: świętujemy naszą otwartość i zaufanie.

Przyjemności na zdrowie.
Kiedy odnajdujemy w życiu przyjemność, to nie znaczy, że wypieramy rzeczy, które są trudne lub bolesne. Otwieramy się po prostu na te wspaniałości, które już nas otaczają, a następnie się w nich zanurzamy, pławimy i nimi rozkoszujemy. Nie szczędźmy na to czasu! Pozwólmy im wypełnić ciało i umysł. Niech przyjemność przesiąknie nas na wskroś. Zwróćmy uwagę na wszelki opór wobec świetnego samopoczucia, na myśli, że to głupie czy złe; spróbujmy odpuścić te myśli. W ten sposób aktywujemy, uspokajamy i koimy przywspółczulną część autonomicznego układu nerwowego oraz wyciszamy część współczulną odpowiedzialną za reakcję walcz – uciekaj i jej hormony stresu. Poprawiamy swój nastrój, koimy lęki. Zanurzanie się w przyjemności niesie także korzyści zdrowotne: wzmacnia układ odpornościowy, poprawia trawienie i równoważy hormony.

Benedykt Peczko jest psychologiem, trenerem, psychoterapeutą, dyrektorem Polskiego Instytutu NLP.

  1. Psychologia

Jakie czułości lubią mężczyźni? Jak okazywać uczucia swojemu partnerowi?

Jak okazywać uczucia mężczyźnie? Czy potrzeba bliskości u mężczyzn jest taka sama jak u kobiet? (fot. iStock)
Jak okazywać uczucia mężczyźnie? Czy potrzeba bliskości u mężczyzn jest taka sama jak u kobiet? (fot. iStock)
Potrzeba czułości u mężczyzn, także w seksie, jest tym, co pozwala kobiecie zbudować bliskość z mężczyzną. A seksuolodzy biją na alarm, że zbyt mało okazujemy jej swoim partnerom. Jak to możliwe? Bujają? Przecież kobiety mają czułości aż nadto. Skąd więc ten deficyt? Może kobieca i męska czułość nie są tym samym? Jak być czułą dla mężczyzny? – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Potrzeba czułości u mężczyzn, także w seksie, jest tym, co pozwala kobiecie zbudować bliskość z mężczyzną. A seksuolodzy biją na alarm, że zbyt mało okazujemy jej swoim partnerom, co może przełożyć się później na ograniczone okazywanie uczuć przez mężczyzn. Jak to możliwe? Bujają? Przecież kobiety mają czułości aż nadto. Skąd więc ten deficyt? Może kobieca i męska czułość nie są tym samym? Jak okazywać uczucia mężczyźnie? – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

„Wrócił. Nic nie powiedział./ Było jednak jasne, że spotkała go przykrość./ Położył się w ubraniu./ Schował głowę pod kocem./ Podkurczył kolana./ Ma około czterdziestki, ale nie w tej chwili./ Jest – ale tylko tyle ile w brzuchu matki,/ za siedmioma skórami, w obronnej ciemności./ Jutro wygłosi odczyt o homeostazie/ w kosmonautyce metagalaktycznej./  Na razie zwinął się, zasnął” – tak czule pisze o swoim mężczyźnie Wisława Szymborska.
To jest czułość! Wiedzieć, co jest dla niego ważne, i to uszanować. I jeśli on pokaże swoim zachowaniem czy powie: „Teraz nie chcę rozmawiać, chcę pomyśleć”, to zamknąć buzię i iść poczytać. Nie męczyć: „Coś się stało! Ale co?! Tak chciałabym wszystko o nim wiedzieć”. Nie spieszmy się z wiedzeniem wszystkiego. Te, które najbardziej tego chcą, tak naprawdę chcą wiedzieć tylko tyle, żeby móc się wtrącać. A to wielka różnica wiedzieć po to, by uszanować, i po to, by kontrolować. Wtrącać się chcą mamuśki, takie kobiety wypytują: „A co się stało? A co on ci powiedział? A ty co mówiłeś? A kto przyszedł? A kto wyszedł?”. Jak mężczyzna odpowie, to wcale jej nie zaciekawi: „Aaaa... to nudne”, machnie ręką. On się odsłania, a ona go: buch! Ocenia...

Mężczyzna przyjaciółki stracił bliską osobę. Jego kobieta nie wiedziała, jak mu pomóc, jak okazać czułość mężczyźnie w tak trudnej dla niego sytuacji, nie zrobiła więc nic. A on położył głowę na jej kolanach i tak siedzieli godzinę. W ciszy...
Ha! Dostał się wprost do kobiecej świątyni czułości, bo ona zrobiła właśnie to, czego on potrzebował. Poszła za nim, nie narzuciła mu niczego. Żadnych słów, żadnych zbędnych gestów, żadnych pytań. Nic babskiego. Żadnego szukania na siłę tego, czego jej zdaniem on potrzebuje! Tego kobiecego „ja wiem lepiej”. Nie zamatkowała mu, wypytując, jęcząc, jaka to tragedia. Współczując, czyli kastrując i wiercąc dziurę w brzuchu. Nie próbowała też udawać kumpla: żartować, wyjąć wódkę. Zrobiła to, czego chciał, skoro przyszedł do niej. Nie ciągnęła go też do łóżka, bo „wiadomo, mężczyzna...”. Założę się, że będą razem, bo z taką kobietą każdy mężczyzna chce być.

Najlepiej więc, gdy nie wiemy, jakie czułości lubią mężczyźni. Ale to trudne przyznać, że w sprawie uczuć jesteśmy w kropce.
Nie w kropce, tylko w sednie, bo to „nicnierobienie” to ta czułość, której oni potrzebują. Jeśli kobiecie uda się przekroczyć jej przekonanie, że jest mistrzynią w czytaniu i obdarowywaniu czułością, to da radę. Najlepiej patrzeć i słuchać. Nie myśleć: „Co ja mam zrobić?”. A myślimy, i to jeszcze jak! I wymyślamy, i skupiamy się na tym, co nie ma znaczenia. Na przykład: kobiety myślą, że najważniejszy dla mężczyzny jest wygląd wybranki. Owszem, ale ma być w nim coś ciepłego: miły wyraz twarzy, uśmiech i brak zaczepności. Zaczepność krotochwilna, tak. Ale bez przepychania, siłowania, agresji, bo wtedy mężczyzna się przestawia na tryb rywalizacji. Może się pobawić w wojnę z kobietą, ale po rozgrywce pójdzie poszukać na życie tej, która da mu czułość. To są dwa absolutnie inne typy kobiet. Ta na romans, pokazuje swoje seksualnie walory. A ta na życie – ciepło...

Kokardki, wstążki, kolor różowy. Czy to może być sposób na to, jak okazywać uczucia mężczyźnie?
Nie banalizuj. Co mają do tego kokardki?! Mężczyźni też potrzebują poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza od tej „na stałe”, ona ma być odpoczynkiem wojownika. Wszystko jedno, czy on jest wojownikiem, czy nie bardzo. Mężczyzna lubi tak o sobie myśleć. Kobieta jest niezbędna do poczucia komfortu, spokoju i czułości. Czyli tego, czego od kolegów nie dostanie. Ma być spokojna, życzliwa, akceptująca – to wszystko razem składa się na czułość. Ma go lubić i on ma to czuć. Jak opowie siódmy raz ten sam dowcip, uśmiechnąć się, nie wytykać: „Już mówiłeś...”.

W książce „Jego orgazm później” nowojorski seksuolog Ian Kerner mówi, że mężczyzna wydziela więcej testosteronu, kiedy dotyka go ktoś inny, nic więc nie zastąpi mu intymności dotyku kobiety. One jednak nie poświęcają czasu na dotyk, nie zastanawiają się, jak okazać czułość mężczyźnie, myśląc, że partner chce tylko erekcji. A to dotyk jest niezbędną częścią poczucia jedności. Przez seks nie zbudujemy bliskości z mężczyzną, zbudujemy ją pieszczotami jego sutków, szyi, ust i uszu. Czy to dotyczy też polskiego mężczyzny?
Oczywiście, że tak. Mało tego! Nawet jak ona robi mu fellatio, to nie ma pożerać jego penisa, tylko naprawdę lizać jak loda. Nie ma być zachłanną drapieżnicą, ale kimś, kto okazuje właśnie czułość. W ten sposób przekazuje mężczyźnie pozytywne emocje, takie jak zachwyt, akceptacja i podniecenie nim. To, jak się pieścimy i jak kochamy, pokazuje, co naprawdę do siebie czujemy i kim dla siebie jesteśmy, tak podprogowo, nie słowami. Co więcej, te odczucia decydują o tym, czy on chce z nią zostać, choć nie są werbalizowane w męskim umyśle. Męski umysł w ogóle nie spieszy się do werbalizowania uczuć. Mężczyźni raczej czują i tym czuciem się kierują: „Czy przy tej kobiecie mogę być sobą?”. „Czy to, co robię, ona ocenia, czy akceptuje mnie takim, jakim jestem?”. On odczuwa, czy ona pragnie jego, czy jest głodną samicą, która chce go pożreć, jakby chciała pożreć każdego. Ważne, żeby on nie poczuł, że ona jest niezaspokojona, bo zacznie się obawiać, czy daje jej wystarczająco dużo seksu.

A więc nawet seks oralny ma być czuły, jeśli chcemy, żeby wszystko nie skończyło się na seksie, nawet świetnym?
Absolutnie tak, a seks może był i świetny, i czuły, bo kobieta przez mózg mężczyzny zostanie odczytana jako czuła, jeśli będzie nim zachwycona. Jego człowieczeństwem, owszem. Ale przede wszystkim jego ciałem. Mało tego, ja bym powiedziała, że za rzadko zdarza się kobietom okazywać sympatię właśnie penisom ich mężczyzn. Jakby ciągle nie chciały wiedzieć, że to oni sami. A przecież kiedy kochasz tego mężczyznę, to kochasz go całego, także jego członek.

Ian Kerner pisze: „Spójrz na jego ciało jak na obszerny erogenny krajobraz, który pulsuje światłem pod wpływem ciepła twojego dotyku”. Brzmi pięknie, ale czy to prawda?
Czemu my ich nie pieścimy? Bo myślimy, że oni myślą tylko o seksie... Ale jeśli nawet, to czy mężczyźni są zrobieni z czegoś innego niż my? Czy ciała nie mogą dostarczać im wielu wrażeń? Mogą. I właśnie wracając do sutków i uszu – to są miejsca intymne i erogenne, których moc kobiety znają świetnie. Ich własne sutki i uszy są rozbudzone erotycznie i one czerpią z nich masę rozkoszy. Ale mężczyźni nie są pod tym względem doinwestowani i dlatego wydaje się im, że inna część ciała niż penis nie może dać im rozkoszy. Miałam narzeczonego, który kiedyś wyszeptał: „Ja się nie spodziewałem, że moja klatka piersiowa jest taka czuła”. A ja się tą klatką zachwycałam, że taka szeroka, że taka silna, że taka męska. Całowałam ją więc, głaskałam, miziałam, patrzyłam w zachwycie.

Czyli czuła to znaczy pieszcząca?
Nie tylko. Ale wszyscy chcemy być pieszczeni, głaskani, dotykani. Mamy też ogromne pokłady czułości wobec innych i ich chcemy dotykać, głaskać. I słyszeć, i mówić, że jesteśmy wspaniali, fajni. Ale albo jesteśmy czule wychowywani – bo mieliśmy czułych rodziców, a wtedy bardzo dobrze – albo nie i zanim w dorosłym życiu dogrzebiemy się do pokładów czułości przysypanych nieprzyjemnym dotykiem, jakim częstowali nas rodzice, to trochę czasu minie.

Można przedawkować te pieszczoty? Jak okazać czułość mężczyźnie w nieprzesadny sposób??
Można kotka przepieścić. Ale też na początku bycia razem pary są tak spragnione czułości, że tylko by się miziały. Powiedzmy to sobie: potrzebujemy i chcemy tego oboje, ale możemy przesadzić i potem będziemy chcieli się od siebie odsunąć. I tego nie ma co się bać. To może niepokoić tych, którzy się boją, bo zaznali odrzucenia. Ale jeśli się kimś zachwycamy i strasznie blisko jakiś czas jesteśmy, to potem potrzebujemy dzień, dwa bez miziania. Nie można cały czas jeść truskawek, nawet jak człowiek ma na ich punkcie świra.

Jak nie zgubić seksualności w tej czułości? Skąd wiedzieć, czy to już nie za dużo dla niego?
Zapytać! Tak po prostu: „Czego chcesz?”. Nie masz mieć radaru w głowie, sercu i kroczu! Są dwie formuły na takie pytanie: „Czy to, co ja chcę zrobić, ci pasuje?”. A druga: „Czy ja cię dobrze odczytuję? Powiedz proszę, bo ja nie chcę robić czegoś, czego ty nie chcesz, no bo po co?”. I już wiemy, czy przytulić, czy upiec ciasteczka i postawić na stole. Kobieta czuła jest akceptująca. Jeżeli on lubi chodzić do sklepu, to fajnie. Jak nie, nie ciągnie go. Jak on potrzebuje iść na piłkę, to ona mu powie: „Kochanie, baw się dobrze”. Jeżeli on ma ochotę latać na motolotni, to nie usłyszy:  „Zabijesz się i zostanę sama”, ale: „Jaki ty jesteś dzielny i wspaniały! Może zabierzesz mnie kiedyś ze sobą?”. Nie ma kłamać, że lubi coś, czego nie lubi, bo to się da wyczuć, i na tym bliskości się nie zbuduje. Ale też niedobrze, gdy lekceważy jego zajęcia, bo wtedy może być źle. Miałam w terapii parę, która oddaliła się od siebie, bo on ją zapraszał wiele razy, żeby z nim pojechała w efektowne miejsca. Ona na to: „Eee.... nie”. No, to jeździł sam i w jednym z takich miejsc poznał efektowną damę. Wtedy dopiero do tej jego żony dotarło, że straci cudnego faceta, bo zawsze było tylko to „Eee... nie”. Pojechali wreszcie i się odnaleźli na nowo. To cudna para i rzadka – pan przyszedł pierwszy i teraz jest na nowo zakochany i zachwycony żoną: mądrą, miłą i czułą.

„Miła” to takie dwuznaczne określenie. Czy muszę być miła, żeby być czuła?!
Może to słowo ci się nie podoba, bo kojarzy się jak w piosence „Na zakręcie”: „Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Choć gdybym chciała – bym się urządziła. Już widzę pieska, bieska, stół. Wystarczy, żebym była miła...”. I to można odebrać jako coś udawanego. Ale też z drugiej strony to rodzaj diagnozy mężczyzny. Otóż faceta nie rajcuje głęboka rozmowa, nie potrzebuje zwierzeń, nie potrzebuje afer. Chciałby mieć dobre, spokojne życie. No i jeśli kobieta też chce, to pasują do siebie i do słowa „miło”.

W tym kontekście „miła” brzmi dobrze. Czy taki sposób zachowania może wpłynąć też na okazywanie uczuć przez mężczyzn swoim partnerkom?
„Miła” wcale nie znaczy zawsze miła. Kobietom wydaje się, że miła nigdy nie powie „nie”. Powie. Ale miło. Powie też, czego od niego chce, tyle że nie w formie pretensji, tylko pragnienia. „Będzie mi z tobą dobrze, kiedy...”.  „Lubię, kiedy jesteś...”. „Podobasz mi się, kiedy... ”. Miła i czuła nie mówi: „Źle mi z tobą, kiedy nie dzwonisz!”. Jest spokojna i miła w takim sensie, że ma coś ważnego do roboty i nie siedzi przy oknie i nie gryzie palców, jeśli on się spóźnia, a potem na dzień dobry daje mu burę... Miła nie produkuje lęku, tylko spokój. A spokój jest potrzebny wszystkim – i kobietom, i dzieciom, i pieskom. I mężczyznom. Żeby on miał spokój, żeby sobie przyszedł, a ona była zajęta i nie pędziła do niego, ale się z daleka uśmiechnęła i haftowała dalej. A wtedy on sam podejdzie i pocałuje. Wszystko jest takie przyzwalające z jej strony, wtedy jest czułość... A jak chce być sexy, może włożyć mu do kieszeni karteczkę z napisem: „Czekam wieczorem na ciebie cała gorąca w naszym łóżku”.

Trzeba być liryczną, by być czule sexy?
Liryczną też warto. Ale jeśli oboje lubią ostry seks, to słowa mogą być pikantne. Nie trzeba tabu. Kobieta, która ma ochotę być szaloną kochanką, raczej nie pójdzie ze wstydliwym do łóżka, a jak pójdzie, to musi pomyśleć, czy stać się liryczna czy poszukać innego...

„Nigdy nie kłóć się w łóżku” – radzi Ian Kerner. „Możesz się w nim godzić. Pilnuj, żeby to, co ze świata, nie wchodziło między was przynajmniej tam. Noc ma być czuła”.
Otóż to. Potrzeba czułości i bliskości u mężczyzn jest więc niesamowicie istotna – tak samo jak u kobiet. Partnerzy powinni sobie wzajemnie okazywać miłość i zrozumienie na wiele sposobów, niezależnie od płci. Nie wiesz, jak okazywać uczucia mężczyźnie, wydaje ci się to trudne? Rób to szczerze, ze zrozumieniem jego potrzeb, ale i w taki sposób, aby go ukoić i zapewnić go, że jesteś tu dla niego.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, filozofka i poetka. Autorka i współautorka wielu książek, m.in. "Nie bój się życia", "Królowe życia i król", "W życiu jak w kinie", "Chcę być kochana tak jak chcę".

  1. Psychologia

Ojciec, mąż, najlepszy przyjaciel. Jaki wpływ na kobietę mają mężczyźni jej życia?

Energia męska jest odmienna od energii kobiecej. Obydwie mogą się ze sobą cudownie uzupełniać i dopełniać, pod warunkiem że zaakceptujemy tę odmienność i uznamy równą wartość obydwu. (Fot. iStock)
Energia męska jest odmienna od energii kobiecej. Obydwie mogą się ze sobą cudownie uzupełniać i dopełniać, pod warunkiem że zaakceptujemy tę odmienność i uznamy równą wartość obydwu. (Fot. iStock)
Nasze matki zaszczepiły nam nawyk walki z mężczyznami albo ulegania im i wchodzenia w rolę małej dziewczynki. Tymczasem możemy się cudownie dopełniać, pod warunkiem że uszanujemy swoją odmienność.

Kiedy patrzę na kilkuletnią dziewczynkę, z jaką uwagą przygląda się swojemu tacie: z mieszaniną ciekawości, powagą, ale też lękiem, czuję pierwotną, autentyczną moc spotkania żeńskiej i męskiej energii. Dla małej dziewczynki męskość jest czymś obcym i nieznanym, ale jednocześnie fascynującym i pociągającym.

Mijają lata, a męska energia dla nas, kobiet, ciągle jest tajemnicą: intryguje nas, ale i przeraża. Tęsknimy za nią, chcemy ją posiąść, wydaje nam się, że bycie mężczyzną w tym świecie jest lepszą, łatwiejszą rolą. Podziwiamy męską siłę, umiejętność rywalizacji, wolę walki, asertywność. Nawet te z nas – niezależne, ambitne, robiące karierę zawodową na „męski sposób” – w głębi duszy marzą o tym, by czasami schronić się w opiekuńczych męskich ramionach. Wychowane na bajce o księciu zaklętym w żabę marzymy o tym, że pocałunkiem zmienimy swojego wybranka w prawdziwego królewicza. Całujemy z zapałem, lecz męskość ciągle kojarzy nam się ze wstrętną żabą, tęsknimy za nią, ale także się jej brzydzimy. Odmieniony pocałunkiem Pan Żaba ma być dokładnie taki, jak go sobie wymarzyłyśmy. W konsekwencji żyjemy rozczarowani sobą nawzajem, rzucając się, zdradzając, szukając coraz to nowej ofiary i łudząc się, że jak trafi się ten, który naprawdę nas pokocha, to… się dla nas zmieni.

W poszukiwaniu połówki

Mit platoński o rozdzieleniu duszy na dwie części i tęsknota za tą brakującą połówką to tak naprawdę tęsknota za pełnią – połączeniem męskiej i żeńskiej energii. Nieświadomi, że posiadamy w sobie obydwie energie (Animę i Animusa), wierzymy, że „właściwy” mężczyzna dopełni naszą kobiecość. Zamiast zintegrować w sobie Animę i Animusa, poszukujemy dopełnienia w zewnętrznym świecie.

Pierwszy i najważniejszy wpływ na kształtowanie Animusa kobiety ma ojciec. W dorosłym życiu często szukamy mężczyzny podobnego do niego lub skrajnie różnego. Ale w wyborze partnera niebagatelne znaczenie ma również matka. Wiele moich pacjentek ze zdziwieniem zauważa, że zakochują się w mężczyznach do niej podobnych. Najważniejszy jest tu podział władzy w rodzinie pochodzenia. Jeśli miałaś silną matkę i ulegającego jej ojca, masz dwie możliwości. Być może szukasz miękkiego, czułego mężczyzny, takiego jak twój ojciec, ale nieświadomie naśladując matkę, będziesz nim pogardzać z powodu jego słabości. Możesz też wybierać mężczyzn podobnych do matki: silnych i zdecydowanych, ale w głębi duszy pozostaniesz nieśmiała i podatna na zranienia. A tęsknota za związkiem będzie przeplatać się z lękiem przed zależnością. Słaba matka i silny ojciec to skrypt, zgodnie z którym będziesz pragnąć mężczyzny autorytarnego i władczego jak ojciec, albo przeciwnie – obejmiesz rolę syna swojego ojca, traktując mężczyzn tak, jak on traktował twoją matkę.

Pierwszy, najważniejszy

Wiele kobiet w przeszłości zdradzonych przez ojca podświadomie odsuwa później męża od kontaktu z córką. – Ojciec był dla mnie niedostępny – opowiada Monika. – Tęskniłam za nim i często prosiłam, żeby się ze mną pobawił. Obiecywał, że jutro, jak przyjdzie z pracy, coś razem zrobimy. Ale kiedy następnego dnia wracał do domu, mama natychmiast wyszukiwała dla niego jakieś zajęcia. Już jako dorosła kobieta zrozumiałam, że to nie on był niedostępny, tylko ona broniła mu dostępu do mnie. A on nie potrafił jej się przeciwstawić.

Podobny scenariusz powtórzył się w dorosłym życiu Moniki. Wybierała partnerów, którzy byli silnie związani z własnymi matkami albo żonatych. Pomiędzy nią a ukochanym mężczyzną zawsze stała inna kobieta. Długo pracowałyśmy nad pozbyciem się tego skryptu.

Inna pacjentka przez całe życie czuła się nieakceptowana przez swojego ojca, stąd jako dorosła kobieta miała duże problemy w związkach z mężczyznami. Z jednej strony bardzo pragnęła męskiej akceptacji i miłości, z drugiej wszelkie próby zbliżenia podejmowane przez partnera traktowała jak akt nielojalności w stosunku do matki. W trakcie sesji, którą prowadziłam z terapeutą manualnym Jackiem Sobolem, pacjentka nieświadomie obsadziła nas w roli swoich rodziców. W pewnej chwili wzięłam ją za rękę, stanęłam naprzeciwko Jacka i powiedziałam: „To nasza córka, jeśli mnie kochasz, pokochaj także ją”. W ten sposób zrodził się pewnego rodzaju rytuał przekazania córki ojcu.

Brak akceptacji to jeden problem, drugi to nadmierna idealizacja ojca, którego pamiętamy jako silnego, władczego, a jednocześnie czułego i troskliwego. Im mniej go było w naszym życiu, a więcej w naszej wyobraźni, tym bardziej szukamy jego atrybutów w przyszłych partnerach. Każdy nowo poznany mężczyzna na początku jawi nam się jako rycerz na białym koniu, ale szybko go detronizujemy i odrzucamy, wierząc, że kolejny okaże się tym ideałem z dziewczęcych snów. Być może powielamy tym samym scenariusz relacji naszych rodziców.

Wystarczająco dobrzy rodzice (matka, która pokazuje córce, że fajnie jest być kobietą, ojciec, który uczy córkę, jak powinna być traktowana przez mężczyznę; odnoszący się z szacunkiem do własnej płci i płci partnera) to najcenniejszy posag dla udanych męsko-damskich relacji.

Wbrew pozorom, żałoba po ojcu, tym prawdziwym bądź tym wymyślonym, jest dla kobiety szansą na otwarcie się na spotkanie z prawdziwą męską energią.

Iwona trafiła na terapię rok po śmierci taty. – Kiedy odszedł, zaczęłam odczuwać silne doznania w ciele. Gdy schodziłam po schodach, uginały się pode mną kolana, kilka razy omal się nie przewróciłam – opowiadała. Tłumaczyłam jej, że śmierć ojca to symbol utraty części męskiej energii. Prosiłam, żeby pozwoliła sobie na odczuwanie słabości. Kiedy to zrobiła, kiedy po raz pierwszy w życiu oparła się na ramieniu swojego partnera, on nagle ze słabego, zależnego mężczyzny przeobraził się w człowieka silnego, zdecydowanego, który był gotowy wiele jej ofiarować.

Ten, który uczynił mnie kobietą

Istnieje powszechne przekonanie, że pierwszy partner seksualny na zawsze wytycza kobiecie ścieżkę seksu, jaką będzie podążała. W praktyce różnie z tym bywa. Impuls seksualny, który po raz pierwszy wiedzie nas do sypialni, jest z reguły czystym, zwierzęcym pożądaniem, potrzebą obniżenia napięcia seksualnego. Egoistyczny, niedojrzały, niezintegrowany z energią płci, nierozpoznany przez nas samych sprowadza zbliżenie do połączenia genitalnego i niewiele ma wspólnego z tantrycznym zjednoczeniem. Pierwszy raz rzadko jest udany, częściej bywa przyczyną rozczarowania. Nie znając własnego ciała, nie jesteśmy w stanie pokazać partnerowi, czego potrzebujemy, co lubimy, a co rani naszą intymność. Łudzimy się, że to partner (jeśli naprawdę kocha) domyśli się, jak zapewnić nam spełnienie. Prawdziwa intymność to proces, który wymaga czasu, uważności, szacunku, ciszy i cierpliwości. Seks łączy jedynie wtedy, gdy nie jest wykorzystywany do szantażu czy manipulacji.

Marek zgłosił się na terapię, kiedy utrzymywanie podwójnego związku (z żoną i kochanką) spowodowało, że zaczął chorować. Konieczność ciągłego ukrywania się, lęk, że romans się wyda, powodowały, że coraz gorzej sypiał, pojawiły się problemy z sercem i nadciśnienie. Kiedy podjął decyzję, że zrywa romans, zaczął mieć oczekiwania, że żona da mu to, co dostawał od kochanki. Żona była pewna, że chodzi mu o więcej seksu.

– Jak mam jej wytłumaczyć, że przytulenie, czuły dotyk, wspólna kąpiel są dla mnie ważniejsze niż sam akt? – pytał.

– A może zamiast oczekiwać od niej tego, co dostawałeś od kochanki, sprawdź, co ona może ci dać?

Bywa, że obydwie strony tak bardzo skoncentrowane są na swoich oczekiwaniach, że żadna z nich nie zauważa, co do dania ma druga osoba. A przecież nikt nie może dać nam tego, czego nie ma.

Partner do rozmów

Przyjaźń damsko-męska to doskonała okazja do zaspokojenia ciekawości odmiennej płci w komfortowych warunkach. Dobry przyjaciel jest jak dobry ojciec: potrafi oswoić z męską energią, skrytykować bez obrażania i ranienia, dać wsparcie, ale także skorzystać ze wsparcia kobiety. Bywa, że przyjaciołom przydarza się seks: intymność pomiędzy nimi łatwo przeradza się w erotyczną namiętność. Jeśli obydwoje są wolni, ale nie chcą być razem jako para, zwykle oznacza to koniec przyjaźni. Ale jeśli przyjaźń przerodzi się w miłość, taki związek ma solidne podstawy. Umiemy wtedy przyjąć partnera bez zastrzeżeń, z jego jasnymi, ale też ciemnymi stronami.

Mój przyjaciel powiedział mi kiedyś, że kobieta potrzebuje od mężczyzny zachwytu, a on od niej podziwu. On zdobywa, przygotowuje przestrzeń, ona ją oswaja, udomawia. Kobieta ma wiedzieć, czego tak naprawdę chce, a jej mężczyzna z miłości ma to dla niej zdobyć. To była dla mnie cenna lekcja. Z biegiem czasu zrozumiałam, że pomimo wyzwolenia kobiet, zmiany warunków życia i postępu cywilizacji – w sprawie łączenia się w pary nic bardziej skutecznego nie wymyślono. Yin i yang zawsze łączą się zgodnie z prawami natury. Męska siła z kobiecą uległością, aktywność z biernością, zdobywanie z zagospodarowaniem, zachwyt z podziwem… Jeśli jest inaczej – obydwie płcie są przegrane.

Ostatnio trafia do mnie do gabinetu wielu mężczyzn. Kiedy pytam, dlaczego nie wybrali terapeuty mężczyzny, twierdzą, że chcą, bym pomogła im zrozumieć kobiety. – Wy się ciągle doskonalicie, rozwijacie, a my czujemy się coraz bardziej zdezorientowani – tłumaczą. – Każdy facet to zwierzę, chce zdobywać, pragnie być podziwiany, dlaczego nam tego zabraniacie? – pytają. A bardziej konkretnie: Co mam zrobić, żeby moja kobieta była szczęśliwa, a związek udany? Kiedy tłumaczę, że natura związku jest niezmienna od czasów pierwszej relacji damsko-męskiej na Ziemi, oddychają z ulgą. Budowanie gniazda, zdobycze w zewnętrznym świecie, stworzenie materialnej podstawy dla związku przez mężczyznę i zaopiekowanie się tą przestrzenią przez kobietę, szacunek dla odmienności i uczenie się siebie nawzajem – to recepta na fajny związek. Realizacja tego scenariusza przez każdą parę to oczywiście sprawa indywidualna.

Na terapii często proszę, by pacjenci spisali, co dostali od wszystkich swoich partnerów, czego się od siebie nawzajem nauczyli. Taki bilans daje cenne wskazówki do pracy nad relacjami.

Energia męska jest odmienna od energii kobiecej. Obydwie mogą się ze sobą cudownie uzupełniać i dopełniać, pod warunkiem że zaakceptujemy tę odmienność i uznamy równą wartość obydwu. Do wzajemnego poznania się i zrozumienia nie potrzeba słów, tylko czucia. Wszelkie ustalenia, kompromisy, wspólne plany usprawniają codzienne funkcjonowanie, ale nie niwelują rozczarowań, nie zaspokajają tęsknot za bliskością i intymnością. Zgranie się dwojga ciał, nie tylko w seksie, ale także w innych intymnych rytuałach, jest często cenniejsze niż najbardziej szczera rozmowa.

Ćwiczenia na synergię

Wspólne oddychanie. Niech partner usiądzie na podłodze, oparty o ścianę. Ty usiądź pomiędzy jego nogami, oparta plecami o jego klatkę piersiową. Zamknijcie oczy i oddychajcie każde swoim rytmem. W pewnej chwili poczujecie, jak wasze oddechy się zsynchronizowały. Pobądźcie chwilę w tej jedności.

Spotkanie serc. Usiądźcie naprzeciwko siebie. Połóż lewą rękę na swoim sercu, a prawą na sercu partnera. Niech on zrobi to samo. Zamknijcie oczy i spokojnie oddychajcie. Poczuj, jak energia miłości z twojego serca przechodzi do serca partnera i wzajemnie.

  1. Psychologia

Co świadczy o męskości? Mit twardziela obala seksuolog

Czym jest męskość? Jaki stereotyp kojarzy nam się ze stwierdzeniem
Czym jest męskość? Jaki stereotyp kojarzy nam się ze stwierdzeniem "prawdziwy facet"? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Długo panowało przekonanie, że męski znaczy silny, a więc „prawdziwy facet” nie rozczula się nad sobą i zbytnio się sobą nie zajmuje. Efekt? Mężczyźni nie potrafią, a często wręcz wstydzą się dbać o zdrowie i o swoje czułe strefy. Razem z seksuologiem Michałem Pozdałem staramy się odczarować mit faceta twardziela.

Męskość nie jest łatwa do zdefiniowania. Penis jest, oczywiście, bardzo ważny, o czym pisaliśmy już w zeszłym numerze, ale wyobraźmy sobie mężczyznę, który stracił narządy genitalne w wypadku. Czy przestaje być mężczyzną? To niemożliwe. Albo dziewczynki z hipertrofią łechtaczki (powiększona do rozmiarów penisa). Czy są chłopcami? Wykluczone. Jądra też są istotne. Ale pamiętajmy, że są również kobiety, które je mają, nawet o tym nie wiedząc. I są kobietami. Testosteron się liczy, bo odpowiada za poczucie męskości. Za męską budowę ciała, za jego rozwój i jego nastroje. Ale jeśli mężczyzna ma raka prostaty, w pierwszej kolejności w leczeniu poziom testosteronu sprowadza się do zera. Mimo to pozostaje mężczyzną. Również seks w układzie heteroseksualnym nie świadczy o męskości. Osadzony, który w więzieniu podjął zastępcze kontakty homoseksualne, nie przestaje być mężczyzną. Jak również nie staje się nim na nowo, gdy wraca do swojej partnerki. Podobnie z mężczyznami całkowicie homoseksualnymi, nie stanowią odrębnej płci.

Czym jest męskość?

Nasza tożsamość płciowa kształtuje się w przeciągu kilku pierwszych lat życia, zarówno pod wpływem oddziaływania czynników wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Gdy mówimy o tych ostatnich, to mówimy o gender, czyli o tym, co jest uznawane w danej kulturze przez daną grupę ludzi za męskie i kobiece. Dlatego chłopców ubiera się u nas na niebiesko, a dziewczynki na różowo, ale kolory te mogą się różnić w zależności od kultury. Tożsamość zależy jednak głównie od czynników wewnętrznych, czyli od naszego przekonania, kim tak naprawdę jesteśmy.

Męskość zatem to świadomość, że jestem mężczyzną, plus akceptacja, że właśnie taką płeć mam. Oba aspekty są ważne, bo niektóre osoby mają daną płeć fizyczną, ale jej nie akceptują. Nie uznajemy ich wtedy za mężczyzn czy kobiety ze względu na ich narządy płciowe. Tylko zgodnie z tym, za kogo sami siebie uznają. Bo nasza tożsamość płciowa jest najważniejsza.

Przed drugim rokiem życia dziecko wie, czy jest chłopcem, czy dziewczynką. A w wieku lat trzech chłopiec rozumie, że będzie tatą, a dziewczynka – mamą. Około 6–7 roku życia pojawia się poczucie stałości swojej płci. Chłopiec wie, że nawet przebrany za królewnę nadal pozostaje chłopcem. I ta stałość płci jest kluczowa dla jego poczucia męskości.

Męskie” stereotypy

Mężczyźni mogą zupełnie odmiennie rozumieć swoją męskość, zależnie od tego, gdzie ją plasują. Wielu umieszcza ją w karierze zawodowej i jej miarą staje się dla nich sukces, który osiągają. Inni swoją męskość warunkują zdolnością do utrzymania rodziny. Jeszcze inni określają ją na podstawie wyglądu i siły fizycznej. Ale wyobraźmy sobie, że mężczyzna ląduje na bezludnej wyspie. I co? Przestaje być mężczyzną, bo nie pracuje? Albo dlatego, że nie zarabia? Bądź dlatego, że nie może odpowiednio wyglądać?

W wielu przypadkach o męskości decyduje sprawność seksualna i cały seksualny życiorys mężczyzny – ile miał kochanek, kiedy rozpoczął współżycie i jaki ten seks był. Gdy do mojego gabinetu trafiają mężczyźni, którzy są jeszcze prawiczkami, mówią o tym z głębokim poczuciem porażki i wstydu. Albo gdy przychodzą z problemami z erekcją, zażenowani opowiadają, że nie są już mężczyznami.

Żyjemy w kulturze, w której rodzaj męski został z góry usytuowany na wyższej pozycji społecznej, ale też jest poddawany wielu wymogom. Często chłopcom powtarzamy: „Nie zachowuj się jak baba”. Jest w tym ukryte przesłanie: „Nie zachowuj się tak, bo jesteś lepszą płcią. Dziewczynka może płakać, piszczeć, narzekać, załamywać się. Ty nie. Bo ty jesteś lepszy, ty jesteś męski”. Chłopcy od małego są uczeni, jak mają wyglądać, żeby nie prezentować się jak kobiety. Dziewczynki mogą nosić glany, moro i czapki z daszkiem. Chłopcy nie założą sukienki. Nawet transgenderowi chłopcy ubierają się z zachowaniem męskiego wizerunku. Żyjemy w czasach opresyjnej kultury w stosunku do mężczyzn. I mężczyźni bardzo uważają na to, co jest męskie, co zaś nie. A to ważne, by sobie uświadomić, że moja płeć nie zależy od koloru czy kroju moich spodni. Jeżeli czuję się mężczyzną, to sam definiuję, co jest męskie. Nie inni. Nie warsztaty z męskości. Oczywiście, fajnie jest być z innymi facetami w grupie i dzielić się wspólnotą doświadczeń bycia mężczyzną. Wsparcie grupy dla wielu osób może być pomocne, ale już warsztaty z męskości są, moim zdaniem, nieporozumieniem. Zwłaszcza jeśli ich uczestników uczy się tego, co zrobić, żeby być bardziej męskim, odwołując się do zaprzeszłych doświadczeń, że mężczyzna to potrafił naprawić samochód albo wybudować dom i zrobić stół z desek. Warunki gospodarcze na tyle się zmieniły, że wystarczy, że on na stół zarobi. Bo czy wszystkie kobiety umieją robić swetry i piec chleb? Więc dlaczego facet musi sam naprawiać samochód? Przecież dziś to jest zazwyczaj automat, do którego potrzeba specjalisty i komputera. Paradygmat męskości zmienił się, bo inne są nasze warunki bytowe.

Długo panowało przekonanie, że męski znaczy twardy, a więc facet nie rozczula się nad sobą i zbytnio się sobą nie zajmuje. Przez to zaniedbana jest profilaktyka zdrowia mężczyzny. Myśląc o męskości, mężczyzna powinien zadbać o wszystkie swoje atrybuty. A więc poddawać się regularnym badaniom jąder i prostaty oraz badać poziom hormonów, który z wiekiem się obniża. Testosteron jest odpowiedzialny m.in. za nasze mięśnie i siłę, a więc też za sprawność seksualną. Kobiety słyszą tyle o menopauzie i biorą terapie hormonalne. Mężczyźni nie mają andropauzy, bo to by oznaczało, że męskie gonady przestają pracować tak jak żeńskie. A pracują do końca życia, tylko testosteronu jest w nich mniej. Suplementacja testosteronem jest możliwa i skuteczna, pacjenci bardzo to sobie chwalą.

Różnice między kobietami i mężczyznami

Jest dużo różnic między kobietami i mężczyznami – w tym, jak wyglądamy, jak się czujemy, co dzieje się z nami na poszczególnych etapach naszego życia. Mężczyźni przechodzą mutację, a kobiety miesiączkują. Wy możecie rodzić i karmić dzieci, my jesteśmy silniejsi, mamy więc predyspozycję do pracy fizycznej, ale o tę tężyznę też trzeba dbać. Utrzymywać w dobrej kondycji ciało i mięsień sercowy. Na starość poczucie siły i męskości szybko się obniża, mądrze jest temu przeciwdziałać. Nikt nie stanie się od tego „mięczakiem”. Nie stanie się nim również, gdy zadba o profilaktykę zdrowia seksualnego.

Mężczyźni potrzebują własnych obszarów, w których mogą odpoczywać i się realizować. Wchodząc w związki, nie powinni rezygnować ze swoich pasji, żeby potem nie mieć poczucia straty. Jeśli on przed ślubem jeździł na ryby, niech jeździ dalej. Gdy trwają mistrzostwa świata w piłce nożnej, to panowie zbierają się na piwie, krzyczą, bluzgają i razem przeżywają kolejne spotkania. Piłka nożna to sport rywalizacyjny i agresywny, a to są pierwotne męskie cechy, dlatego na trybunach i przed telewizorami szaleją głównie faceci. I takiego doświadczenia przynależności do swojej grupy też bardzo potrzebują.

Te słowa chciałbym skierować wprost do mężczyzn: O sprawność seksualną najlepiej możecie dbać poprzez regularne wizyty u lekarza, zaufanego urologa. Ale musicie też pogodzić się z tym, że ona zmienia się z wiekiem i do kondycji z okresu wczesnej młodości nie da się wrócić. Akt seksualny jest wysiłkiem fizycznym, dlatego utrzymywanie ciała w dobrej formie psychofizycznej da wam lepszą sprawność seksualną. Zabezpieczajcie się przy tym, żeby się nie zakażać. I masturbujcie się bez poczucia winy, o ile nie jest to kompulsywne i nie zastępuje bliskości seksualnej z partnerką. Unikajcie używek. Alkohol, papierosy, narkotyki wpływają na obniżenie libido. I uznajcie swoje emocje. Możecie być smutni, zniechęceni i nie chcieć lub nie móc się kochać. Nie musicie, nawet nie możecie, być sprawni cały czas.

A teraz prośba do kobiet: Stymulujcie swoich partnerów do tego, żeby sami o siebie dbali. Wam wszystkie media powtarzały o mammografii wiele razy, a badania jąder i piersi są do siebie bardzo podobne. Sugerujcie im to, ale nie wywierajcie na nich presji. Pozwólcie im nie zawsze być w formie i odpoczywać w ich własny sposób. Pamiętajcie, że i oni się czasami boją albo czegoś nie chcą. Nie oceniajcie ich i nie wywierajcie na nich presji w łóżku. Zobaczcie, co się wydarzy. Pamiętajcie też, że męski mózg działa trochę inaczej. Panowie są wzrokowcami i dlatego lubią porno i czasami oglądają się za inną kobietą na ulicy. Dlatego też kręcą ich różne fetysze i bardzo ich podnieca, gdy widzą was w szpilkach czy pończochach. A jeżeli nie odpowiadają na jakieś pytania, nie naciskajcie. Mężczyźni nie lubią rozmawiać, zwłaszcza o „męskich sprawach”.

Michał Pozdał, psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par w warszawskim Instytucie Psychoterapii oraz w Katowicach w Instytucie Psychoterapii i Seksuologii. Współautor książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta”.

  1. Psychologia

Związek starszego mężczyzny z młodszą kobietą

Czy duża różnica wieku przekłada się na jakość związku? (fot. iStock)
Czy duża różnica wieku przekłada się na jakość związku? (fot. iStock)
Podważmy ten stereotyp, że starszy facet z młodą żoną to coś oczywistego. Spróbujmy dostrzec siły, które grają w takiej relacji. Co niesie taki związek, jakie możliwości, jakie niebezpieczeństwa? - zastanawia się psychoterapeutka Olga Haller.

Mężczyźni w grze erotycznej bardziej zwracają uwagę na wygląd, a kobiety na słowo, na całokształt zachowania. Wedle teorii biologicznych różnica wieku na rzecz mężczyzn jest łatwa do wyjaśnienia - on szuka samicy, młodej, zdrowej, jędrnej, by mieć zdrowe i silne potomstwo, ona w tym samym celu samca, który ma mocną pozycję w stadzie, jest zamożny, coś znaczy, a to zwykle nie jest ten najmłodszy.
Och, idziesz na skróty!... Przywoływanie „obiektywnych praw ewolucji" ma tak naprawdę sankcjonować przekroczenie „pokoleniowego tabu". Powszechne w dawnych czasach, a i obecnie częste w niektórych kulturach prawo dojrzałych czy starych mężczyzn do sięgania po młode narzeczone, nawet dziewczynki, nie jest niczym innym jak wytworem patriarchalnego systemu, gdzie nikt nie pyta kobiety o zdanie, gdzie liczą się przede wszystkim zachcianki mężczyzn. Mężczyźni zwracają uwagę na wygląd, bo im wolno! Kobiety często poprzestają na tym, co jest pod ręką.

Tak bywa, ale upieram się, że nawet w sytuacji wolnego wyboru one będą bardziej zwracać uwagę na ducha, oni na wygląd - to wydaje się głęboko zakorzenione w odmiennościach naszej psychiki.
Popatrzmy na to zjawisko - on starszy, ona młodsza - przez pryzmat naszego doświadczenia. Ty akurat jesteś tu praktykiem.

Teraz. Kiedyś szukałem równolatek, to też jakiś znak.
Podważmy ten stereotyp, że starszy facet z młodą żoną to coś oczywistego. Spróbujmy dostrzec wnikliwym okiem, co się dzieje, jakie siły grają w takiej relacji? Co niosą takie związki, jakie możliwości, jakie niebezpieczeństwa? Większość związków to jednak pary rówieśnicze, a na obu końcach kontinuum lokują się związki z różnicą wieku, na korzyść każdej z płci. Ta powszechność związków młodszych kobiet ze starszymi mężczyznami na szczęście się zmniejsza, to znak przemian naszych czasów: kobiety stają się niezależne, mniej podlegają stereotypom, mniej przejmują się sprostaniem roli, która każe „bogato wyjść za mąż" czy w ogóle wyjść za mąż.

Wcale nie jestem pewien, że takich związków jest mniej. Ciekawe, czy ktoś to bada? Stereotyp, taki bardzo chyba prawdziwy, mówi, że u młodych kobiet jest to szukanie ojca. On był zawsze zajęty, zimny uczuciowo lub pijak, to jest bez porównania częstszy przypadek niż brak matki u chłopca.
Tak, coś w tym jest, choć w naszych związkach zawsze w jakimś stopniu szukamy ojców i matek. Różnica wieku nie jest do tego konieczna, choć wdzięcznie pokazuje ów aspekt relacji. Wchodzimy w związki uczuciowe z nadzieją na uleczenie zranień i zaspokojenie potrzeb - miłości, uznania, uwagi itp. A duża różnica wieku może szczególnie te nadzieje rozbudzać - i tu widziałabym pewne niebezpieczeństwo. Bo kiedy w oczach starszego mężczyzny młoda, złakniona bezpieczeństwa i potwierdzenia swojej wartości kobieta widzi podziw i zachwyt, czyta obietnice opieki, prowadzenia za rękę, spełniania potrzeb - wszystko to, czego jej brakowało - może ulec złudzeniu, że tak już będzie zawsze. A kiedy tak przestaje być, związek staje się niezdrowo burzliwy i bolesny. Jeden z moich znajomych wspomina swój związek z 18-latką (on miał wtedy 30 lat), początkowo fascynujący, z czasem destrukcyjny. Jego dziewczynie, opuszczonej w dzieciństwie przez ojca, coraz częściej zdarzały się niepohamowane wybuchy - złości, agresji lub płaczu, będące najwyraźniej odreagowaniem dawnych emocji. Próby ukojenia jej bólu, usiłowania pomocy działały na chwilę, oboje coraz bardziej się męczyli, raniąc się nawzajem; w końcu się rozstali. Obecnie są w stałych związkach z partnerami w swoim wieku.

Młoda kobieta, którą relacja z mężczyzną w wieku jej ojca jakoś dowartościowuje, często jest gotowa zapłacić za nią wysoką cenę - rezygnuje z własnej niezależności, „oddaje się w opiekę". Dlaczego to takie groźne? Bo dobrowolnie zamyka się w roli „dobrej córeczki tatusia". Nie wierzy, że ma prawo żyć swoim życiem, szukać partnera w swoim wieku, zawalczyć o autonomię.

Ale po stronie mężczyzn jest w tym też zawsze gra z czasem, ciągle z nim gramy, jakbyśmy nie musieli i tak przegrać.
Wiążąc się z młodszą partnerką, próbujemy oszukać biologię, oddalić grozę śmierci, a jednak tym samym przyspieszamy konfrontację.

Ależ ja z własnego doświadczenia wiem, że duża różnica wieku nie odmładza faceta, wprost przeciwnie, w ogóle mam mało złudzeń, więc na szczęście raczej śmieszą mnie gratulacje, że mam taką ładną córkę. Czasami jednak czuję się jak oszust metafizyczny... Przejdźmy może do seksu...
Młoda dziewczyna ze starszym mężczyzną może liczyć na więcej niż czysty seks – cierpliwość, tkliwość, dbałość, opieka to coś, czego ona potrzebuje w łóżku, i zwykle ze starszym ma na to większe szanse. Bywa często tak, że ona potrzebuje tego wszystkiego głównie w sferze uczuć, a seks jest na drugim planie – pójście do łóżka jest raczej kontynuacją bliskości, wyrazem czułości i wdzięczności albo też zobowiązania. On z kolei – zwykle 40–50-latek – nie jest już tak zadowolony ze swojej sprawności, więc niedoświadczona, nierozbudzona kobieta może być wdzięczną uczennicą. Kiedy mężczyzna nawiązuje taki romans na boku, tło może być różne. Najczęściej dzieje się to wtedy, kiedy jego związek zamiera, kiedy oboje z partnerką tracą nadzieję, że ich seks może być jeszcze satysfakcjonujący.

Zwykle na początku jest tylko przygoda, chcemy się dzięki niej jakoś odświeżyć, odmłodzić, zapomnieć, dopieścić. A to, co ma być na chwilę, czasami łapie nas w pułapkę...
Tak, pokładamy nadzieję na uleczenie egzystencjalnych problemów w tym, co może przynieść ulgę tylko doraźnie. Równoletnie pary dopadają skutki patriarchalnej nierówności seksualnej. Ich potrzeby seksualne często się mijają, jakby działali w „przeciwfazie”. Typowy schemat: kiedy są młodzi, on chce seksu, ona mniej, często zatraca się w macierzyństwie, zaniedbując męża; a w miarę upływu lat ona zaczyna chcieć, on zaś traci zainteresowanie seksem – albo całkiem, albo tylko z nią…

Więc szuka młodej, która ma wszystko nowe, ładne, zdrowe, na dodatek daje facetowi poczucie, że nadal jest w grze, że jest ważny, a w domu może już być nieważny...
No właśnie – młode, ładne, zdrowe... Brzmi, jakbyśmy mówili o rzeczach na targowisku. Młodość, wygląd zbyt często są towarem w kontaktach między płciami. Na szczęście razem z przemianami obyczajowymi, w których znaczącą rolę odgrywają poszukiwania rozwojowe kobiet, zmienia się układ sił w partnerskich relacjach. Musimy się uczyć tego, że nic nie jest dane raz na zawsze, że związek ma swoją dynamikę. My się zmieniamy, dojrzewamy i nasze związki też mogą dojrzewać, stawać się z latami coraz bardziej smakowite, jak dobre wino.

Znam typowych facetów, którzy mówią, że z własną żoną po tylu latach to prawie niesmaczne...
To są pewnie ci, którzy obawiają się dojrzałej, pełnej mocy kobiecości. Wolą ją zdyskredytować, zamiast poznawać. Ich niedojrzałość emocjonalna może wywodzić się z relacji z dominującą matką. W ich poczuciu zbliżenie grozi zależnością, której za wszelką cenę woleliby uniknąć. Nie zbudowali oparcia w sobie, nie są pewni swojej męskiej siły – zwrócenie się do młodej dziewczyny pozwala zaprzeczyć, że te obawy w ogóle istnieją.

Czyli nie ma żadnej „metafizyki”? Przecież starzejący się mężczyźni, patrząc na młode dziewczęta, widzą wszystkie kolory raju utraconego.
A kobiety, patrząc na młodych mężczyzn – raju zakazanego, więc wolą go nie widzieć. Kobiety mają podobnie albo przynajmniej mogłyby mieć, gdyby sobie na to pozwoliły. Upływ czasu, przemijanie, starzenie się to dylematy egzystencjalne każdego człowieka, a stereotypy dotyczące płci nie ułatwiają poszukiwania rozwiązań. Znowu popatrz na historię i sztukę. Motyw biblijny młodej Zuzanny i podglądających ją starców, malowany tyle razy przez różnych artystów. Czy starsze kobiety nie popatrzyłyby chętnie na młode męskie ciało? Nie wierzę, że nie! Szczególnie że znam opowieści wielu kobiet, które to potwierdzają! Że patrzą na walory fizyczne młodych. To naprawdę znamienne – chyba znowu brak „kobiecego” odpowiednika tego motywu w sztuce.

Gromada starych kobiet podpatrujących młodzieńca czeka więc na artystę. Moglibyśmy teraz poznęcać się nad starymi mężami młodych żon, ileż o tym ironicznie pisano, więc chyba niczego nowego nie wymyślimy...
Wspomnijmy więc chociaż o specyficznych problemach tych związków: codziennych reakcjach otoczenia – myleniu pokoleń, dzieciach w wieku żony i ich kontaktach z macochą, układach między mężem a rodzicami żony, negatywnych reakcjach dorosłych dzieci na związek ojca i konsekwencjach…

No dobrze, wszystko to znam, na szczęście mój dorosły syn jest o trzy lata młodszy od mojej żony, a jak ucieszył się kiedyś z powodu tych trzech lat! I nie jest tak źle, a nawet jest dobrze. Właściwie nie widzę za wiele zgorszonych czy zdumionych spojrzeń. Najbardziej boję się pytania mojego synka: Czemu ty jesteś taki stary? A teraz proszę o finał z morałem...
Każdy związek – także ten, w którym partnerów dzieli duża różnica wieku – ma szanse na rozwój. Aby był on jednak możliwy, musimy rozwiązywać problemy, konfrontować się ze swoimi najgłębszymi potrzebami: czego szukam, co mam, czego nie, z czym się godzę, co robię wbrew sobie itd. Ważne, żebyśmy oswoili się z myślą, że związek jest czymś, co podlega nieustannym zmianom w każdym aspekcie – ekonomicznym, fizycznym, uczuciowym i seksualnym. Możemy być dla siebie zamiennie jak opiekuńczy rodzice, jak partnerzy w biznesie, jak kumple w zabawie i przyjaciele w rozmowie, jak kochankowie w łóżku – i wszystko to składa się na koloryt naszego miłosnego związku.

Wywiad archiwalny

Olga Haller jest psycholożką, trenerką, terapeutką Gestalt; założyła, wraz z mężem Adamem, Centrum Counsellingu Gestalt w Krakowie.