1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Podwójne życie. Czego mężczyzna szuka w romansie? Czego kobieta chce od kochanka?

Podwójne życie. Czego mężczyzna szuka w romansie? Czego kobieta chce od kochanka?

W romansie początek jest słodki: możemy być razem w lekki sposób, dawać sobie radość i rozkosz, nic nas nie krępuje. Nieuchronnie nadchodzą jednak kolejne fazy związku... (Fot. iStock)
W romansie początek jest słodki: możemy być razem w lekki sposób, dawać sobie radość i rozkosz, nic nas nie krępuje. Nieuchronnie nadchodzą jednak kolejne fazy związku... (Fot. iStock)
Związek z kochanką wydaje się najprostszym sposobem, aby odzyskać wewnętrzny ogień. Najczęściej przykrywa rozpacz i zagubienie. Ale okazuje się, że generuje jeszcze więcej cierpienia, komplikuje życie – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Podwójne życie, czyli kochanka, którą się ukrywa, napięcie, żeby się nie wydało, kłamstwa, lawirowanie, wyrzuty sumienia. Wielu mężczyzn zna te męczarnie. Ale brną. Często od kochanki do kochanki.
Kochanka to azyl, ukojenie. Bez zobowiązań, bo przecież nic formalnie nas nie łączy, wiemy, po co tu jesteśmy. Seks jest oddzielony od stresu codziennego życia, bólu głowy, płaczu dzieci. Kochanka czeka, jest święto.

Na początku niczego nie wymaga.
Początek jest słodki: możemy być razem w lekki sposób, dawać sobie radość i rozkosz, nic nas nie krępuje. Żadne kwestie formalne, organizacyjne, prawne, finansowe nie komplikują bycia razem. Mężczyzna deklaruje, że wprawdzie ma rodzinę, ale to nie przeszkadza, żeby było miło. Kobieta się godzi – ma kogoś, nie jest sama.

To pierwsza faza. Nieuchronnie jednak nadchodzi druga: kochanka orientuje się, że on ma wszystko, ona niewiele. Na internetowych blogach właśnie ten czas jest opisany najobszerniej. Kochanki konfrontują się z „totalnym psychicznym dołem”, „przepaścią”, i „trzeźwieją w oczach”. „Jestem dla niego darmową d…” – pisze jedna z nich. Kobieta chce wyjść z ukrycia, przestaje godzić się na związek w czterech ścianach. Dopytuje: „co dalej?”. Chce inaczej. Chce rozmawiać, ustalać przyszłość, zasady, warunki. Niektóre orientują się, że czas leci i jak tak dalej pójdzie, nie zdążą urodzić dziecka. Bo z kim? On już ma dzieci.
Kończy się złoty okres. W miarę jak romans się rozwija, mężczyzna – w sensie emocjonalnym – oddala się od rodziny. Coraz częściej przeżywa wewnętrzny konflikt, niepewność. Być może obiecuje kochance, że odejdzie z domu. Czuje ciężar uwikłania. Dotąd to żona była rozdrażniona, miała żale i pretensje. Teraz obie kobiety zgłaszają oczekiwania.

Dopada nas to, przed czym uciekamy… Wygląda na to, że teraz mężczyzna ma jeszcze więcej tego, czego w swoim życiu nie chce. Bo przecież chce wolnego związku, seksu bez zobowiązań, a nie wymagań i pretensji. Czy mężczyźni wiedzą, dlaczego związek z kochanką na początku wydaje się taki atrakcyjny i pociągający?
Kochanka to zazwyczaj kobieta młodsza, niezmęczona życiem, zdrowa, świeża, wysportowana, ma różne zainteresowania. A w stałym związku ogień przygasa. Na pierwszy rzut oka łatwiej związać się z kochanką, niż podsycać ogień w związku, który trwa. Wielu mężczyzn tak wybiera. Mam wrażenie, że nie wiedzą, na co się decydują. Wydaje im się, że są w stanie kontrolować sytuację. Jednak bliskość, intymność wymyka się kontroli, tu wszystko może się zdarzyć, trudno coś przewidzieć. Kochanka może na przykład zajść w ciążę, co dodatkowo skomplikuje sytuację. Może podjąć nieoczekiwaną decyzję, dzwonić do żony, odwiedzać mężczyznę w pracy, opowiedzieć o romansie znajomym. Gdy żona dowiaduje się o istnieniu kochanki, może być naprawdę nieprzyjemnie. Jeden z moich klientów opowiadał, że żona przyszła do jego biura i zrobiła awanturę sekretarce, z którą on miał romans. Świadkami tej niemiłej sceny byli współpracownicy i kontrahenci handlowi, którzy akurat przyjechali z całej Polski. Mężczyźni bywają zaskoczeni: „Co się porobiło! Nie tak miało być!”. Wielu żałuje, że w ogóle zdecydowali się na kochankę: „Po cholerę się wikłałem? Po co mi to było? Jak mogłem być taki głupi!”. Mitem jest czerpanie z tego zdroju za darmo.

Nieraz słyszałem skargi mężczyzn, że kobiety są takie emocjonalne, w przeciwieństwie do nich – racjonalnych, logicznych. Nie widzę takiego podziału. Mężczyźni dokonują wyborów szalonych i irracjonalnych, za które płacą bardzo wysoką cenę. Pakują się w kolejne związki, płacą alimenty na kolejne dzieci. Ich decyzje owocują cierpieniem, wewnętrznym rozdarciem, wyrzutami sumienia. Wmawiają sobie, że mają kontrolę. Nie widać tego. Raczej ulegają słabościom i frustracjom. Część z nich trafia na terapię, wielu topi ból w alkoholu.

A jednak kolejne pokolenia mężczyzn swoją męskość utożsamiają z tym, że chcą i mogą mieć kochanki.
Mężczyźni przekazują sobie legendy na ten temat: jak to wspaniale mieć kobietę na boku, która kocha, czeka. No więc trzeba sprawdzić. Gdy mija pierwsza faza i zaczynają się problemy, mężczyzna myśli: „no nie, tak nie może być, nie mogę się poddawać!”. Postanawia szukać dalej. Zdarza się tak, że kochanka ze zdumieniem odkrywa, że w jego życiu jest już jakaś inna. Potem kolejna i kolejna. Ale ukojenia – za którym tak gonimy – ciągle nie widać.

„Słodki jest ten miód, lepki jest ten miód” – jak śpiewała Maryla Rodowicz.
Coraz trudniej z oblepionymi skrzydełkami wydostać się ze słoja. Ale przekazy pokoleniowe, koleżeńskie trzymają się mocno. Jest taka przypowieść z Dalekiego Wschodu. W kraju muzułmańskim spotkało się dwóch przyjaciół. „Ile masz żon?” – pyta pierwszy. „Jedną. Ty masz więcej?” „Ja mam dwie. Wyobraź sobie podwójne szczęście!” Więc mężczyzna zachęcony przez przyjaciela poślubia drugą żonę. W noc poślubną druga żona mówi: „musisz wybrać – albo ona, albo ja!”. Skonsternowany wraca do łożnicy pierwszej żony. A tu słyszy: „Mało ci było? Chciałeś młodszą? Idź teraz do niej!”. Zbity z tropu, nie mogąc zasnąć, idzie do meczetu, żeby się pomodlić. A w meczecie spotyka przyjaciela, który namawiał go na podwójne szczęście. Żali się: „To nie tak miało być! Dlaczego mi nie powiedziałeś?”. A przyjaciel na to: „Bo tak samotnie czułem się tutaj nocami”.

Tradycja!
Stereotypy, którym ulegamy. Na przykład taki, że kobieta jest monogamiczna, ale mężczyzna to co innego. Wielu z nas myśli: „Jeśli decyduję się na jedną, tracę. Tyle kobiet się marnuje, a ja tu jestem uwiązany”. Inni mówią: „W rodzinie tak było. Ojciec miał kochanki, stryj, dziadek. Męska natura”.

Patrząc na skalę zjawiska, też tak czasem myślę.
Wielu mężczyzn wiąże się z kochankami w geście rozpaczy. Czują się tak upokorzeni i sponiewierani przez stałe partnerki, że ratują w ten sposób resztki poczucia wartości i godności. „Żona mnie pomija, umniejsza, kochanka mnie docenia, więc coś jednak musi we mnie być, nie jestem taki beznadziejny”. To także kara wymierzona stałej partnerce. Tacy mężczyźni czują się usprawiedliwieni, zrekompensowali sobie lata cierpień. Są jak nadąsani chłopcy – nie zadbali o związek, godzili się na upokorzenia, nie okazywali uczuć i potrzeb, nie stawiali granic, a teraz się obrażają. Związek z kochaną przykrywa smutek, zagubienie.

Jest taki dowcip o Billu Gatesie, który po śmierci trafia do nieba. Patrzy: chóry anielskie, nudno, monotonnie. Sprawdza w piekle, a tam stoły suto zastawione, wino, kobiety i śpiew. Święty Piotr mówi: „Zasłużyłeś się, dałeś ludzkości Windowsy. Możesz wybrać, gdzie chcesz być, w niebie czy w piekle.” Gates myśli chwilę i mówi: „chcę do piekła!”. Budzi się w kotle ze smołą. Krzyczy: „Jak to! Przecież było inaczej, miała być nieustająca rozkosz”. A głównodowodzący diabeł z błyskiem w oku: „to był tylko wygaszacz ekranu!”. Mam wrażenie, że mężczyźni tworzą sobie takie wygaszacze ekranu, odurzają się fantastycznymi wyobrażeniami, a potem lądują w piekle.

Doświadczenie namiętności, nawet krótkotrwałe, otwiera serce, odmienia. Wszyscy znamy historie mężów, którzy po romansie wracają do domu i obdarzają nowym ciepłem i troską swoje rodziny. Kochanki uratowały niejedno małżeństwo.
Tak bywa. Dotykamy tu delikatnej wielowymiarowej materii, tajemnicy ludzkich losów. Nasuwa się pytanie, jak czuje się kochanka. Co z nią? Czy ten romans ją także wzbogacił i otworzył? Niestety, najczęściej słyszę o kochankach traktowanych instrumentalnie. Lekarz, który ma rodzinę i dzieci, spotyka się ze studentką. Ona nie wie, kiedy on zadzwoni i powie: „właśnie mam wolną godzinę”. Więc żyje w stanie oczekiwania na sygnał, na jego gotowość. Godzi się na to, ponieważ jest emocjonalnie uzależniona, a jednocześnie jest wściekła, czuje do siebie obrzydzenie. Nie może się wyzwolić. On to widzi i syci się tym, ma poczucie władzy i kontroli. Od początku w tym związku chodzi tylko o seks. Ona wie, że on nie zrezygnuje z rodziny i z dobrej reputacji, i wie, że on nie widzi powodu, żeby cokolwiek w swoim życiu zmieniać dla niej. Mężczyzna patrzy na cierpienie kobiety, ale kontynuuje romans, ponieważ jest mu z tym wygodnie.

Jaką cenę zapłaci kochanka? Dobre pytanie dla każdego mężczyzny
. Czy jestem w stanie czerpać radość i przyjemność z tego związku, wiedząc, że przynamniej w połowie jestem odpowiedzialny za uwikłanie i ból kobiety? Czy godzę się na to? Są jeszcze inne pytania, które dobrze, gdybyśmy sobie zadali. Jak inaczej, może prościej, mógłbym rozwiązywać swoje problemy? Jak bym chciał, aby wyglądał mój stały związek? Jakiej jakości oczekuję od miłosnej relacji? Co mogę zrobić, żeby to osiągnąć?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zdradzają, bo czują się niespełnione. Kochanek i mąż zaspokajają dwie skrajne potrzeby

Kobieca niewierność dużo bardziej zagraża związkowi, niż męska. Mężczyzna wyszaleje się i wraca na łono rodziny, natomiast kobieta coraz bardziej się zapętla. Przez kilka miesięcy ma klapki na oczach, a po tym czasie nagle okazuje się, że żyje na zgliszczach i nie ma już powrotu do tego, co było. (Fot. iStock)
Kobieca niewierność dużo bardziej zagraża związkowi, niż męska. Mężczyzna wyszaleje się i wraca na łono rodziny, natomiast kobieta coraz bardziej się zapętla. Przez kilka miesięcy ma klapki na oczach, a po tym czasie nagle okazuje się, że żyje na zgliszczach i nie ma już powrotu do tego, co było. (Fot. iStock)
Zdradzają, bo czują się niespełnione lub nie potrafią być blisko. Kochanek i mąż zaspokajają dwie skrajne potrzeby. Czują się winne, chociaż czasem właśnie dzięki romansowi poznają siebie i rozumieją, co jest dla nich ważne.

Małżeństwo z kilkuletnim stażem zadzwoniło do gabinetu psychoterapeuty z prośbą o spotkanie. Problem: kryzys. Powód: zdrada. Nie, nie jego. To ona od prawie roku miała romans. Mieli dom, dwójkę dzieci. Później – już podczas wizyty – ona jak mantrę powtarzała: „zakochałam się”, on prosił, by dała im szansę, pomyślała o dzieciach.

Taka sytuacja w gabinetach terapeutycznych nie jest dziś już żadnym wyjątkiem. – Coraz więcej zdradzanych mężczyzn i zdradzających kobiet szuka profesjonalnej pomocy – uważa Inka Frajnt, psycholożka i terapeutka rodzin oraz małżeństw z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii, współzałożycielka centrum Totum.

W badaniach przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii dla dziennika „Daily Telegraph” do zdrady przyznało się cztery na dziesięć kobiet i jedynie trzech na dziesięciu mężczyzn. W Polsce statystyki nie są aż tak zatrważające – według danych profesora Zbigniewa Izdebskiego do niewierności przyznaje się 15 procent kobiet żyjących w stałych związkach. Jednak psycholodzy i terapeuci mówią: liczba zdradzających jest wyższa. Ale Polkom wciąż trudno mówić o tym głośno. Poradniki, jak uporać się z niewiernością partnera – głównie dla zdradzonych kobiet. Teksty w gazetach, programy telewizyjne: prawie zawsze o zdradach mężczyzn.

Kim jesteś, kobieto?

Agnieszka: 36 lat, dziewięcioletni syn. Mężatka z dziesięcioletnim stażem, od pięciu lat w równoległym związku z żonatym mężczyzną, kolegą z pracy.

Hanna: 39 lat, 16-letnia córka. Wyszła za mąż w wieku 24 lat. Od dwóch lat zakochana w mężczyźnie poznanym na Facebooku.

Anna: 30 lat, mama dwóch dziewczynek: siedmioletniej i pięcioletniej. Kilka miesięcy temu zakończyła półtoraroczny romans z kolegą z firmy. Mężatka od ośmiu lat.

Weronika: 43 lata. Dwa miesiące temu zaczęła romans z mężczyzną spotkanym na przyjęciu u znajomych. Mężatka, jej córka niedawno zdała maturę.

– Pani bohaterki idealnie potwierdzają obraz widoczny w statystykach – stwierdza dr Katarzyna Popiołek z katowickiej filii SWPS. – Kobiety mają mniej kochanków niż mężczyźni, ale ich romanse trwają dłużej. W relacji pozamałżeńskiej szukają zrozumienia, bliskości, wsparcia. Zdrada rzadziej zaczyna się od namiętnego seksu, częściej od długich rozmów z kolegą z pracy czy mężczyzną poznanym właśnie w Internecie. Zresztą według najnowszego amerykańskiego raportu na temat małżeńskiej wierności powszechność Internetu uchodzi za jedną z przyczyn wzrastającej liczby kobiecych zdrad.

Cechy zdradzających? Według niektórych badań są to kobiety atrakcyjne, ekstrawertyczne, otwarte, lubiące ryzyko. – Ale to nie oznacza, że zamknięte, niepewne siebie osoby nie zdradzają – uważa Inka Frajnt.

Agnieszka (ta, która od pięciu lat prowadzi podwójne życie): – Kiedyś na imprezie znajoma rzuciła: „Ty, Aga, nigdy byś nie zaszalała, co? Nigdy się nie zbuntujesz. Tylko praca, dom, praca”.

Dlaczego to robisz?

Weronika: – Z pierwszym mężem rozwiodłam się w wieku 35 lat. Powód: niezgodność charakterów. Zdradzałam męża, tłumacząc sobie, że to dlatego, że jesteśmy niedopasowani. Po rozwodzie powiedziałam: „nigdy więcej”. Ale z nowym partnerem szybko zaczęliśmy żyć obok siebie. Walczyłam, proponowałam terapię. On powtarzał: „Jestem ojcem dla twojej córki, dałem ci dom. O co ci chodzi?”. A chodziło o wszystko: brak seksu, ciepła, uwagi. Trzy miesiące temu na przyjęciu, na które jak zwykle poszłam sama, poznałam K. Wreszcie ktoś słuchał, co do niego mówię, interesował się moimi sprawami.

Agnieszka: – Wyszłam za mąż za starszego mężczyznę, doktora historii.  Nigdy nie pomyślałam, że przyjdzie czas, gdy będzie przeszkadzać mi jego pensja 2500 złotych i absolutny brak chęci, żeby zarabiać więcej. Jednocześnie jest czułym, wspaniałym ojcem dla naszego syna. Ale od  zawsze wszystko na mojej głowie, on nie ma nawet prawa jazdy.

Po kolejnej nieudanej próbie dogadania się z mężem poznałam Darka. Ja architekt, on budowlaniec, wspólnie robiliśmy projekt. Przebojowy, wesoły. Po pierwszym spotkaniu przysłał SMS-a: „Nie mogę przestać o tobie myśleć”. Spotkaliśmy się na kawie, jednej, drugiej. Opowiadał o problemach z żoną, słuchałam. Seks? Po kilku miesiącach znajomości. Owszem, fantastyczny, ale z mężem też było mi dobrze. Chodzi o coś więcej.

Darek jest też przyjacielem i opiekunem. Pyta: „zmieniłaś opony?”. Mąż nigdy tego nie robił.

Anna: – Brakowało mi w życiu fajerwerków. Miałam 23 lata, gdy urodziła się Maja, dwa lata później pojawiła się Pola. Na kilka lat zrezygnowałam z pracy, poświęciłam się wychowaniu córek. Kochaliśmy się z Kamilem. Ale myślałam: „Daczego nic w naszym związku nie dzieje się spontaniczne”. Ja, tak mi się wydawało, bardzo się starałam. Czekałam z kolacją, pisałam liściki, kupowałam prezenty. Gdy Pola miała trzy lata, wróciłam do pracy. Adam pracował ze mną w zespole, był dwa lata młodszy. Dużo rozmawialiśmy. Na wyjeździe integracyjnym powiedział: „zakochałem się w tobie”. Obruszyłam się: „Mam męża, dzieci, nic z tego nie będzie”. Oddalił się ode mnie. Po dwóch tygodniach sama do niego zadzwoniłam. Wiesz, co mówi jeden z moich kolegów? Że nie ma mężatki, której nie da się zdobyć. A najlepsza strategia to nie przestraszyć jej, tylko stać się przyjacielem. Smutne, bo to dowód, jak bardzo jesteśmy w swoich związkach samotne.

A może boisz się bliskości?

Teoria socjologów i antropologów: kobiety zawsze zdradzają z kimś lepszym od partnera: bogatszym, sprawniejszym seksualnie, inteligentniejszym. Jednak zdaniem Inki Frajnt niewierność zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn ma głębsze podłoże. Często osoby zdradzające nie wierzą, że mogą być kochane, w dzieciństwie nie dostały miłości. Teraz szukają potwierdzenia, że są atrakcyjne, ważne, potrzebne.

Frances Cohen Praver, psycholog kliniczny, w swojej książce „Niewierne żony” pisze, że są kobiety, które odczuwają lęk przed głęboką relacją. Romans jest idealny, bo oddala je od partnera. Gdy mają dwóch mężczyzn, czują się bezpiecznie, bo z żadnym nie są naprawdę. Czasem mąż i kochanek realizują dwie zupełnie skrajne potrzeby.

Hanna (ta, która ma romans z mężczyzną poznanym na Facebooku): – Na terapię trafiłam pół roku temu po tym, jak mój kochanek kolejny raz zniknął z mojego życia. Nie rozumiałam siebie. W domu wspaniały mąż, a ja uganiam się za bezrobotnym, chwiejnym i depresyjnym facetem. U psychologa wciąż powtarzałam, że udało mi się to, o czym marzyłam – stworzyć szczęśliwą rodzinę. Ojciec zostawił mamę w ciąży, potem jeszcze czasem z nią sypiał. Przysięgłam sobie, że nie powtórzę jej losu. Wyszłam więc za mąż za fajnego, odpowiedzialnego faceta. A potem jeden wpis na Facebooku zmienił wszystko. Zaczepił mnie R., znajomy znajomych. Próbowałam się go pozbyć, ale był wytrwały, pisał codziennie. Po trzech miesiącach spytał: „masz Skype’a?”. R. uwodził mnie jak nikt. Po trzech miesiącach znajomości zniknął po raz pierwszy. Obraził się, bo coś źle powiedziałam. Po tygodniu wrócił, wtedy po raz pierwszy poszliśmy do łóżka. Od tej pory nasza relacja toczyła się według stałego rytmu – kłótnie i namiętne godzenia się. Podczas terapii zrozumiałam, że całe życie identyfikowałam się z mamą i na męża wybrałam przypominającego mi ją mężczyznę, oddanego i kochającego. Ale brakowało mi atmosfery, w której dorastałam – wiecznego napięcia. Romans z niebezpiecznym mężczyzną mi to dał. R. był dokładnie taki jak mój ojciec: nieprzewidywalny, egoistyczny. Terapeutka pytała: „Czy potrafi pani pogodzić bezpieczeństwo z namiętnością? Miłość z pożądaniem?”. Nagle okazało się, że ja tego nie umiem.

Jak to wpływa na życie twojej rodziny?

– Z jednej strony, wzrastająca liczba kobiecych zdrad jest dość oczywista: bo emancypacja, bo niezależność finansowa. Z drugiej – kobiety nie mają na nią społecznego przyzwolenia – uważa dr Katarzyna Popiołek. – Wciąż tkwi w nas przekonanie, że rolą kobiety jest bycie żoną i matką. Mężczyzna zdradza, bo jest interesujący. Ona dlatego, że jest nieodpowiedzialna i egoistyczna.

Anna: – Ale to prawda, że romans bardzo wpływa na życie kobiety. Do dziś potrafię obudzić się zlana potem, bo przypominają mi się sceny z tamtego czasu. Jestem zakochana, coraz bardziej nieprzytomna. Uciekam z kochankiem do hotelu, wyjeżdżam w delegację. Wieczorem czytam bajkę dziewczynkom i jednocześnie odpisuję na namiętne SMS-y. Czuję się jak schizofreniczka. Zapominam o obowiązkach. Wyleciało mi z głowy, że mam przygotować z Mają rysunek na zajęcia, w środku dnia dzwonią do mnie z przedszkola, gdzie Pola ma strój na bal karnawałowy, bo dzieci właśnie się przebierają.

Hanna: – Nie potrafiłam skupić się na pracy. Moja wydajność spadła o połowę. Bagatelizowałam oceny córki. To ona próbowała zwrócić moją uwagę. Krzyczała: „jesteś uzależniona od Internetu!”. Kochanek zawsze mniej ingeruje w życie kobiety, gdy sam jest żonaty. – To najczęściej on wyznacza granice. Mężczyźni, nawet jeśli się zakochują, bardziej potrafią oddzielić dwa światy – uważa dr Katarzyna Popiołek.

Agnieszka: – Spotykamy się raz w tygodniu. Przynajmniej jedna noc w miesiącu jest nasza. Na wspólnym wyjeździe byliśmy tylko raz, dwa lata temu. Ale zdarza nam się wynająć hotel, spędzić w nim popołudnie i wieczór, na noc wrócić do domu, a potem rano, przed pracą, znów spotkać się w tym samym hotelu. Seks? Niekoniecznie. Namiastka normalności, wspólny prysznic, śniadanie, przytulenie. Ale zasady są jasne: nie dzwonimy do siebie w weekend. Jeśli już, to służbowy SMS. „Pani Agnieszko, pilnie proszę o telefon”. Ja nigdy nie zaniedbywałam syna. Jestem do bólu racjonalna. Jeśli płakałam, to w nocy.

Dlaczego twój partner czeka?

Stereotypowy mężczyzna, gdy dowiaduje się o zdradzie swojej kobiety, reaguje ostro. Tymczasem jest coraz więcej mężów, którzy podobnie jak kiedyś kobiety udają, że nie widzą, nie chcą widzieć, boją się, czekają, aż „ona zrozumie”. – To w dużej mierze wynika z zamiany ról, już nic nie jest do końca męskie i kobiece. My zarabiamy, robimy karierę, czyli weszłyśmy w świat do tej pory zarezerwowany dla mężczyzn, tak samo oni przejęli część naszych, kobiecych zachowań. Jest coraz więcej mężczyzn, dla których najważniejsza jest rodzina, stabilizacja – uważa dr Katarzyna Popiołek.

– Czekanie czy brak reakcji na zdradę często też wynika z lęku przed zmianą. Bezpieczniej tkwić w letargu, niż reagować – dodaje Inka Frajnt. Agnieszka: – Nie wierzę, że on nie wie. Nie chodzi o to, że znikam z domu, ale mam inny świat. To zabawne, ja wciąż myślę o sobie jako o monogamistce. Nie potrafię kochać się z mężem. Robię to raz na miesiąc, dwa. Dlaczego? Bo mi go żal. Bo go lubię. Ale zawsze wcześniej piję. Weronika: – Mój obecny partner zawsze powtarzał: „Romans jest dla mnie końcem związku”. Niedawno, kolejny raz, wróciłam do domu później. Tak, zrobił awanturę. Zaczął krzyczeć, że na pewno się z kimś spotykam. Ale gdy nie zaprzeczyłam, po prostu się obraził. A następnego dnia zachowywał się tak, jakby nic się nie stało.

Anna: – Wciąż esemesowałam, mejlowałam, kłamałam, że idę na noc do koleżanki. Ale ukrywałam się. On dopiero po tym, jak skończyłam ten romans, powiedział: „Czy ty naprawdę myślisz, że byłem głupi? Wiedziałem od początku”.

I co dalej z tym zrobisz?

Magistrantka dr Katarzyny Popiołek pisała pracę na temat zdrady. Podczas zbierania materiału wyraźnie wyszło, że kobieca niewierność dużo bardziej zagraża związkowi. Bo statystyczny mężczyzna się wyszaleje i wraca na łono rodziny. Statystyczna kobieta coraz bardziej się zapętla. Klapki na oczach ma kilka miesięcy, rok. Po tym czasie nagle dokładnie widzi sytuację, w której się znalazła. I okazuje się, że żyje na zgliszczach. Bo już nie ma powrotu do tego, co było. A nowego też nie ma.

Agnieszka: – Związek z Darkiem przechodził wzloty i upadki. Przeżywałam stany zazdrości o jego żonę. Nienawidziłam świąt i sylwestrów. Regularnie wtedy ze sobą zrywaliśmy. A potem zawsze dzwoniliśmy. Dziś? Nie potrafię skończyć tego romansu, ale też wiem, że nie umiem odejść od męża. Nie chcę zabrać synowi ojca. Mamy wspólny dom, ogród, czasem rozmowy przy winie. Traktuję go jak kumpla. A może też nie robię tego, bo Darek wciąż powtarza: „nie teraz”. A ja już nie wierzę, że kiedyś będzie nasze „teraz”. Nauczyłam się nie analizować, inaczej bym zwariowała.

Anna: – Po półtora roku namiętnego romansu spotkałam się z Adamem. Powiedziałam, że dłużej tak nie potrafię. To było po kolejnej głupiej akcji w przedszkolu, gdy znów zawiodłam swoje dzieci. Następnego dnia złożyłam wypowiedzenie w pracy. Wiedziałam, że nie dam rady, jeśli będę go codziennie widzieć. Robiłam wszystko, żeby odnaleźć się z mężem. Tyle że nagle zorientowałam się, że on się pogodził z tym, że mnie nie ma, że żyjemy obok. Kilka miesięcy później sam oznajmił, że odchodzi. Po półtora roku mojej nieobecności już po prostu nie było czego ratować.

Weronika: – Już wiem, że przekroczyłam pewną granicę. I w sumie spodziewam się tego, co będzie dalej: w końcu mój kochanek powie „wybieraj”. I stanę pod ścianą. Bo albo stracę mężczyznę, w którym jestem zakochana, albo to, co udało mi się zbudować – rodzinę. Kiedyś uważałam, że w każdej sytuacji będę przegrana. Dziś myślę, że kolejny raz dowiem się czegoś ważnego o sobie.

Hanna: – Nie potrafię definitywnie skończyć z R., ale nasz romans powoli się rozluźnia, bo przestaję brać udział w jego grze: nie gonię, gdy ucieka, przestałam przepraszać. Biorę leki psychotropowe, chodzę do psychologa. Cierpię, ale pewnie gdyby nie R., nigdy nie poszłabym na terapię, nie sięgnęła do dzieciństwa. Znów doceniam męża, choć już nie patrzę na niego przez różowe okulary. On też potrzebuje terapii, bo nasza namiętność zamieniła się w relację ojciec – córka. Oboje ponosimy za to odpowiedzialność.

Inka Frajnt: – Zdrada jest bolesnym, często traumatycznym przeżyciem. Nie wszystkie pary potrafią się z tym zmierzyć, wtedy najczęściej dochodzi do rozwodu. Ale choć trudno w to uwierzyć, są sytuacje, gdy zdrada jest szansą na przyjrzenie się sobie i swoim relacjom. To tak jakbyśmy przebudzili się w związku, zaczęli brać odpowiedzialność za siebie, swoje zachowania, kształtowanie i budowanie więzi.

  1. Psychologia

Dlaczego kobiety zdradzają?

Fascynuje cię ktoś nowy? Czujesz się przy nim wyjątkowo? To alarm, że brak ci czegoś w obecnym związku i byłabyś zdolna do zdrady. (Fot. iStock)
Fascynuje cię ktoś nowy? Czujesz się przy nim wyjątkowo? To alarm, że brak ci czegoś w obecnym związku i byłabyś zdolna do zdrady. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Odpowiedz sobie na pytanie, czy przy partnerze możesz swobodnie śmiać się, ale i płakać? Możesz być czasem kobietą drapieżną a czasem delikatną? Jeśli w obecnym związku nie jesteś różna, oznacza to, że nie żyjesz pełnią swojej osobowości. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że zafascynuje cię inny mężczyzna.

Kasia dobrze zapowiadała się na żonę Artura. Była zaradna. I w pracy świetnie sobie radziła, i urodziny sernik na zimno z truskawkami potrafiła zrobić. Kobieta jednocześnie domowa i mocno stąpająca po ziemi. Taka po pracy ugotuje, z dziećmi lekcje odrobi i pamięta o przeglądzie samochodu. Po urodzeniu córki Kasia szybko wróciła do pracy, bo mężowi splajtowała kolejna firma. To nic, kochanie, poradzimy sobie. Potrzebujesz czasu, żeby do siebie dojść, mówiła Arturowi. Dochodził długo. Był z niej dumny, zwłaszcza na rodzinnych uroczystościach. Kasia znakomicie gotowała i tak pięknie umiała dekorować stół.

Siedziała przy stole na przyjęciu imieninowym wujka Stefana, gdy nagle z zadumy wyrwał ją czyjś głos: „Bo u nas w rodzinie nie ma rozwodów ani zdrad. Tylko ten Maniek ze wsi się rozwiódł, no ale on pił, to się nie liczy”. Gdyby wiedzieli, że mam romans, coś w jej środku śmiało się. Że zakochałam się w młodszym o kilka lat liderze zespołu heavy metalowego. Oni nie wiedzą, że gdy czytałam w kawiarni książkę, on siedząc przy sąsiednim stoliku, flirtował ze mną wzrokiem a potem kelnerka przyniosła mi karteczkę z jego numerem telefonu. Nie domyślają się, że gdy całujemy się w parku, nie przeszkadza mi deszcz i że upijamy się piwem, chociaż nigdy go nie piłam, bo to „niekobiece”, myślała. Gdyby oni wiedzieli, jak on mnie rozumie. Zauważył, że nawet gdy się uśmiecham, mam w oczach smutek. Potrzebujesz śmiechu, luzu, namiętnego seksu. I tego wszystkiego właśnie z nim doświadczam. Przy Miłoszu czuję się tak swobodnie, nie obowiązują mnie żadne konwenanse, nie zastanawiam się co wypada robić w niedzielę, a co nie. Mogę wygłupiać się godzinami, mogę też płakać i mówić czego się boję. Wreszcie. Gdy usłyszałam jego słowa: „Budzisz we mnie czułość, jesteś taka delikatna.”, poczułam jak płyną mi łzy. Właśnie dostałam sms-a, że pisze dla mnie kolejną piosenkę. Co ja tu robię, zastanawiała się Kasia. Dlaczego milczę podczas tych rodzinnych obiadów i uciekam w świat fantazji, skąd to uczucie zmęczenia. Sercowe powikłania po grypie sprawiły, że Kasia osłabła. Artur niezręcznie głaskał ją po głowie, gdy wracała od lekarza, nie tolerował słabości ani jej zainteresowania się buddyzmem i medycyną niekonwencjonalną. Gdy wróciła z przyjęcia, wykrzyczała Arturowi, że kocha swoją żonę, a nie ją - kobietę taką, jaką ona jest. Zdała sobie sprawę, że wypełniała jedynie role żony, matki, synowej, szwagierki. Żyła między pracą, wysprzątanym domem a rodzinnymi spotkaniami, zapominając o sobie. Tak bardzo starała się być silna, aż zachorowała na serce. Nie słyszała jego głosu. Dopiero przy Miłoszu poczuła, że żyje. Dlaczego w moim życiu musiało dojść do zdrady, żebym zaczęła zastanawiać się czego chcę, a czego nie chcę i kim jestem?

Osoba, która szuka czegoś w innej relacji, zwykle jest gotowa na to, żeby coś w sobie zmienić. To moment, żeby zadać sobie pytanie - czego mi brakuje? Jaką potrzebuję się stać? Czego pragnę doświadczyć? Co we mnie drzemie, domagając się przebudzenia? Czego się w sobie boję? Jeśli na horyzoncie pojawi się ktoś, kto fascynuje nas, zastanówmy się czym zachęca nas do kontaktu? Ale nie koncentrujmy się na tym, jaki on jest, ale jaka się przy nim staję.

Kasia dopiero przy heavy metalowym muzyku poczuła się delikatna i słaba, przy nim też odkryła spontaniczność i życiowy luz. Przy Arturze weszła w rolę tylko silnej, rodzinnej kobiety. Ale to nie była „cała Kasia”. W każdej z nas istnieje kobieta demoniczna, jest opiekunka domowego ogniska, jest niezaradna dziewczynka. Każda chce zaistnieć. Gdy tak się nie dzieje, mamy poczucie, że czegoś nam brak. Szukamy w pracy, w innych ludziach, przedmiotach, fascynacjach, które przemijają. Tymczasem tą poszukiwaną jakość mamy odnaleźć w sobie, bo to my mamy się zmienić. Jednak nie do wszystkich naszych cech mamy łatwy dostęp. Czasem trudno nam być na przykład drapieżną, stanowczą, walczącą o swoje. Albo odwrotnie, potrzebujemy trochę oddać się komuś w opiekę, doświadczyć bezradności. Mamy taką kobietę w sobie, ale próg na to, by w ten sposób działać lub czuć, jest zbyt wysoki. My się boimy takie być. Powód najczęściej tkwi w przeszłości. Może byłyśmy karane za słabość albo w naszej rodzinie mówiło się, że kobiece ambicje są nie na miejscu. W dorosłe życie weszłyśmy z wzorcami, które wiążą nas w określonych rolach. Nie jesteśmy sobą w swojej wielowymiarowości. Wtedy tą zablokowaną część osobowości próbujemy odnaleźć w relacji z kimś. Jeśli nie mamy do niej dostępu przy partnerze, z którym jesteśmy, zakochujemy się w innym mężczyźnie, z pomocą którego możemy właśnie takie się stać. Nowe. Takie, jakie się jeszcze nie znamy.

Jeśli ktoś nowy cię fascynuje i przy nim czujesz się wyjątkowo, oznacza to, że umiałabyś zdradzić, bo czegoś brakuje ci w obecnym związku.
Swoimi odkryciami podziel się z partnerem. Nie oskarżaj go mówiąc, że jest taki czy inny, raczej mów jak się czujesz teraz, jak chcesz się poczuć w przyszłości i co chcesz zmienić w waszym wspólnym życiu. Jeśli partner zareaguje otwartością, związek ma szansę się rozwinąć. Gdy podejmiemy próby zmiany i są one nieudane, wtedy nie jest już trudno odejść. Wówczas możemy wyruszyć dalej, poszukać nowego związku bez tego trudnego doświadczenia jakim jest zdrada.

Ćwiczenie

Jeśli masz ochotę na zdradę, bo oczarował cię mężczyzna, możesz zrobić ćwiczenie:
  • zapewnij sobie przynajmniej pół godziny spokoju,
  • usiądź wygodnie i wykonaj kilka głębokich oddechów,
  • zobacz w wyobraźni tego drugiego mężczyznę, w którym się zakochałaś,
  • a teraz przypomnij sobie jak się przy nim czujesz: jak się zachowujesz, co jest w tym najbardziej przyjemnego, co nowego, co najbardziej wtedy w sobie lubisz,
  • spróbuj zobaczyć tą kobietę, nadaj jej imię lub pseudonim,
  • wstań i spróbuj poruszać się tak, jak ona, jeśli masz ochotę zatańcz, zacznij coś mówić, może krzyczeć, szeptać, śpiewać,
  • zastanów się gdzie i jak ta kobieta żyje, czym się zajmuje, kim jest, jakie ma cechy,
  • odpowiedz na pytanie co do niej czujesz.
To nowa Ty. Taką właśnie jesteś. Jak najczęściej zachowuj się jak Ona, najlepiej codziennie wprowadzaj Jej zachowania w życie. Gdy Ona poczuje się dobrze w Twojej skórze, odpowiedz sobie na pytanie, jakie teraz ta druga relacja ma dla Ciebie znaczenie.

  1. Psychologia

Zdrada to symptom choroby związku, a więc dotyczy obu stron. Rozmowa z Katarzyną Miller

Według Kasi Miller, zdrada bywa syreną alarmową dla związku. Czasem trzeba się rozstać, ale czasem warto podziękować kochance, bo gdyby nie ona, nadal tkwiłybyśmy w związku, w którym krzywdzimy siebie wzajemnie. (Fot. Getty Images)
Według Kasi Miller, zdrada bywa syreną alarmową dla związku. Czasem trzeba się rozstać, ale czasem warto podziękować kochance, bo gdyby nie ona, nadal tkwiłybyśmy w związku, w którym krzywdzimy siebie wzajemnie. (Fot. Getty Images)
Zdrada to jedno z najboleśniejszych doświadczeń. Gdybyśmy jednak umieli spojrzeć na nią mniej stereotypowo, mogłaby się stać początkiem zmian prowadzących nas do prawdziwego spełnienia – twierdzi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Zdrada to jedno z najboleśniejszych doświadczeń. Gdybyśmy jednak umieli spojrzeć na nią mniej stereotypowo, mogłaby się stać początkiem zmian prowadzących nas do prawdziwego spełnienia. "Kup kochance męża kwiaty" – twierdzi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Trudno uwierzyć, że serio mówisz o tych kwiatach. Nie dość, że kochanka uwiodła nam męża, to mamy jej jeszcze dziękować? Za co?
Podkreślam, że ani nie gloryfikuję, ani nie usprawiedliwiam zdrad. Ani też do nich nie zachęcam. Zachęcam do zmiany perspektywy. Zdrada to nie niemoralny wyskok partnera, który należy potępić w czambuł, i sprawa załatwiona. To symptom choroby związku, a więc dotyczy obu stron. I może spowodować rozpoczęcie leczenia. Pod warunkiem, że chcemy widzieć prawdę sytuacji, a nie tylko stereotypowy przekaz. Często kobiety widzą w kochankach tak zwane całe zło. „Gdyby nie ona, nasze życie by kwitło, nie rozstalibyśmy się”. To pułapka. Jakby przycisnąć jedną i drugą panią, która tak mówi, okazałoby się, że nieco to kwitnięcie było życzeniowe, że coś w ich związkach zwiędło albo czegoś w nich w ogóle nie było. Co symptomatyczne, takie kobiety znajdą sobie zawsze jakieś inne, które im w tym będą sekundowały – to takie źle rozumiane wsparcie. Bo tu nie ma wsparcia, tylko wspólnota w narzekaniu na podobny los. Nie chodzi o to, by coś realnie zmienić, tylko się utwierdzać wzajemnie w przekonaniu, że „mężczyźni to dranie”. W skrócie: że tak jak jest, być musi, a my jesteśmy tej sytuacji ofiarami. I możemy tylko w pośredni sposób dać wyraz swojemu niezadowoleniu, niezaspokojeniu, rozczarowaniu życiem. A przecież wcale tak nie jest.

Gdyby tak podejść do sprawy, trzeba by się odważyć coś w swoim życiu zmienić. A to trudne. Łatwiej narzekać.
I cierpieć, okopać się na wygodnej pozycji ofiary. To w zasadzie sedno sprawy. A sprawa jest prosta. Nasz mężczyzna nas zdradził. Co to oznacza? Że są wokół nas jakieś kobiety wampy, które odurzają Bogu ducha winnych mężczyzn i wodzą ich na manowce? To przecież śmieszne. Kobiety bardziej świadome i dojrzałe wiedzą, że faceta będącego w związku nie można tak po prostu sobie wziąć. On też musi tego chcieć. A dlaczego chce, skoro niby wszystko ma pod ręką? Słyszę czasem: bo ona uwodziła, przymilała się, dawała mu, co on chciał. No, ale drogie panie, to oznacza, że on tutaj nie miał tego, czego chciał, jakaś jego potrzeba była niezaspokojona.

A jeśli jego potrzebą jest zaliczyć każdą spódniczkę?
Nie mówimy o mężczyźnie, który nie potrafi i nie chce się powstrzymać. Wtedy to seksoholizm, który trzeba leczyć. I jeśli kobieta decyduje się z takim mężczyzną żyć, powinna również iść na terapię. Mówimy o „zwykłej” zdradzie. Podkreślam – wygląda to identycznie w wypadku, kiedy kobieta zdradza. Ale dziś skupiamy się na mężczyźnie. Jest sobie pan mąż, traktowany już trochę jak kapeć, wysłużony mebel. Ktoś, kto jest, ma robić pewne rzeczy bez pytania, bo rutyna weszła wszystkim w krew. Dodam, że w takim związku zwykle kobieta czuje się podobnie: jak kanapa, poduszka. Wygodna, oczywista, przydatna. On stwierdza ze zgrozą, że lata mijają, że kiedyś bardzo chciał mieć tę kobietę, założyć rodzinę, mieć dzieci, to się udało, zbudowali dom... I idą tą drogą, która z początku była pociągająca, bo bezpieczna, ale z czasem stała się nużąca i wymagająca. A on za czymś tęskni, czegoś by chciał. – I raptem pojawia się jakaś ona: młodsza, ładniejsza... – To stereotyp, że faceci lecą na młodsze. Walor młodości partnerki ma podstawowe znaczenie tylko, gdy mężczyzna mocno cierpi z powodu starzenia się. Naprawdę liczy się to, że ona jest nieznana, interesująca. A przede wszystkim, że widzi w nim MĘŻCZYZNĘ. To jest tak, jakby zresetować jego życie i nadać mu na nowo sens. Bo on znowu dla jakiejś kobiety staje się kimś, kto wyzwala w niej to, co sam chce poczuć. Jakiś dreszcz, zainteresowanie. Zaczyna czuć, że żyje.

I zdradza?
Wcale nie tak łatwo. Ludzie nie są tacy chętni, by zaburzać oswojoną codzienność, stan homeostazy. To jest jedna z trudniejszych rzeczy, bo generuje wielką zmianę. A zmian się ludzie boją. Więc albo musi być w nim naprawdę wielki głód wywołany wielkim zaniedbaniem – wtedy pójdzie za impulsem. Albo wszystko się musi dziać powolutku, osmotycznie niemal. Pewien porządny mąż, oddany rodzinie i dzieciom, który gdy mu było samotnie i smutno, oddawał się majsterkowaniu, powoli, niezauważalnie zakochiwał się w jednej z pań ze wspólnego towarzystwa. Ponieważ przy niej odpoczywał. Ona nic od niego nie chciała, nie kazała tańczyć, gadać. Potem ona mu powiedziała, że lubi z nim tak siedzieć, potem porozmawiali, zatańczyli. To się rozłożyło na lata. Nikt nic nie widział, oni sami nie widzieli, nikt tego nie nazwał. Aż się stało.

Można w ogóle coś na to poradzić? Można zawczasu czytać sygnały tego, że w naszym związku jest coś nie tak, że w nim czegoś brakuje. I bardzo mocno się do tego zabrać. Inaczej prędzej czy później coś się wydarzy. Zakładanie, że cokolwiek trwa bez zmian, jest iluzją. A jak to zwykle u nas bywa? Jak ze zdrowiem. Póki człowiek zdrowy, póty nie myśli o profilaktyce. Nadużywa się, aż zachoruje. Zdrada to taka choroba, która wychodzi po latach zaniedbań. Jest ciężko albo nudno, albo coś uwiera, albo cieplutko i nijako, ale, nie wiedzieć czemu, uważamy, że ten związek będzie trwał wiecznie. Cierpimy, a mimo to dziwimy się, że ktoś nagle nie wytrzymuje.

 
Jak to: zdradził? Jak mógł mi to zrobić?
I całe szczęście, że w tym człowieku jest jeszcze coś, co nie chce wegetować, pragnie szczęścia. Podkreślam, że nie umniejszam wagi doświadczenia zdrady. Wręcz przeciwnie, właśnie dlatego, że bycie zdradzoną jest tak silnym przeżyciem, uświadamia kobiecie coś, o czym sama albo zapomniała, albo wręcz nigdy do niej nie dotarło: że jest istotą seksualną, że chce, żeby ten żywioł był obecny w jej życiu. Niestety, często dopiero taki kubeł zimnej wody potrafi nas obudzić z letargu. Dopiero wtedy, gdy jakaś inna zabierze to, co w tym związku niby mamy – ale nie korzystamy z tego, nie cieszymy się tym – jest katastrofa. Użyteczna katastrofa, dzięki której możemy coś zrozumieć i coś zmienić. Pod warunkiem że nie projektujemy swoich nieprzyjemnych uczuć, które się wiążą z byciem zdradzoną, wyłącznie na kochankę męża. Emocje oczywiście zaczynają wrzeć: on miał być tylko dla mnie. A tu pieści inną, innej pragnie. Ona ma dobrze. Jemu się do niej pali. A do mnie nie.

Bo jeśli mu się pali do mnie, to nigdzie nie pójdzie.
Oczywiście. Jeśli seks jest w związku żywy, on nigdzie nie pójdzie, bo po co? Tu mu najlepiej, dumny jest, że ma kobietę, która ciągle go kręci. Nawet jeśli się kłócą. Nie są zobojętniali na siebie. Na coś mają ochotę, jeszcze to coś nie zasnęło, nie umarło. A złość zdradzonej żony jest w ogromnej mierze o to, że on z kochanką ma fajnie.

Czyli tak naprawdę o to, że u nas jest niefajnie...
Niezupełnie, gdyby u nas dalej było bez zmian, to niechby sobie było, ale okazało się „przez nią”, że jemu jest gdzieś lepiej... A to niezła ostroga. W tej kobiecie jest stłumiony żal, poczucie niezaspokojenia czy krzywdy, złość, bezradność, że w jej związku coś nie działa, ten seks nie jest taki, jak ma być. A dlaczego tak jest? Bo ta kobieta robi sobie straszną krzywdę. I swojemu mężczyźnie też. Mało tego, swoim dzieciom również. A przecież tego nie chce. Ona siebie zdradza. Swoje potrzeby, swoją istotę. Dlatego jej mąż zdradza ją. Ona podporządkowuje siebie jakimś stereotypowym wizjom, wyobrażeniom, które jej wmontowała rodzina i kultura. Zajmuje się dorównywaniem matce i teściowej w byciu idealną panią domu, matką, żoną. I czeka na nagrodę. Tylko jakoś nie pamięta, że jej matka tej nagrody nie dostała... Harując, nie daje sobie szans na odkrywanie tego, czego oczekuje od życia, do czego jest stworzona. Chce mieć dom, męża, dzieci, bo takie jest życie. Często słyszymy żarty w rodzaju: pilnuj chłopa, bo jak nie, to znajdzie sobie inną. Kto znajdzie sobie inną? Tylko chłopiec przetrzymywany w nieświadomości. Nie trzeba pilnować świadomego, dorosłego człowieka, który wie, czego chce, i to wybrał. Tyle że najczęściej on nie ma pojęcia, co wybrał. Największym zagrożeniem dla związków jest to, że tworzący je ludzie wprawdzie myślą o byciu razem, ale nie zastanawiają się, co zrobić, żeby to się udało.

Wierzą, że będą żyli długo i szczęśliwie...
I że zawsze tak będzie. Dla niektórych kobiet nawet myśl, że jej mąż mógłby chcieć innej, jest nie do wyobrażenia, choć wszystkie naokoło narzekają na zdrady. „Mnie pewne sprawy nie dotyczą, zmarszczki się nie pojawią, włosy nie posiwieją, nie zachoruję, nie umrę”. A raptem się okazuje, że to się dzieje.

No dobrze, ale co robić, gdy gaśnie to pożądanie? Dlaczego zdrada boli tak bardzo?
Gaśnie, bo nie jest podsycane. Nie pracujemy nad tym, by płonęło. Ale nawet jeśli zgasło, zdrada zawsze boli. I całe szczęście. Ponieważ ten ból jest najprawdopodobniej pierwszym autentycznym, niewynikającym z życiowej harówy w półletargu, uczuciem od dawna. To pierwszy sygnał, który pokazuje: „ja tak nie chcę”. Wiem na razie, że nie chcę, by mój mąż zażywał rozkoszy z inną kobietą. Ale potem zaczynają przychodzić inne pytania, refleksje: „No tak, nigdy nie lubiłam specjalnie seksu. I on przez lata się na to godził. Dlaczego?”. Albo: „Nie byłam w stanie się przyznać, że lubię seks, bo mi było wstyd. Nigdy nie wykazałam inicjatywy w tej sprawie. Pozwoliłam, żeby seks schodził na ostatnie miejsce...”.

„Nie dość, że cię, kobieto, zdradzono, to jeszcze to twoja wina”?! A on w tej sprawie nic nie zawinił?
Pewnie tyle samo co ona. Ale jak długo można czerpać zastępczą satysfakcję z faktu bycia tą „świętą, zdradzoną”? Sens ma, moim zdaniem, jedynie wzięcie odpowiedzialności za to, co się stało, za swój związek, za swoje emocje, chęci, niechęci. I zmienianie tego. Często związek wręcz „chce” być uratowany, zdrada jest wówczas rodzajem syreny alarmowej. Czasem nie ma czego zbierać i trzeba się rozstać. Ale zawsze warto się zdobyć na symboliczny kwiatek dla kochanki, bo gdyby nie ona, nadal tkwiłybyśmy w letargu, w związku, w którym krzywdzimy siebie wzajemnie. A tak mamy kolejną szansę na spełnione, prawdziwsze życie.

  1. Seks

Kobiety, które zdradzają - czego szukają w nowych relacjach?

Co kryje się za kobiecą zdradą? Co kieruje kobietą, która decyduje się na taki krok? (fot. iStock)
Co kryje się za kobiecą zdradą? Co kieruje kobietą, która decyduje się na taki krok? (fot. iStock)
Niewierność to rzecz męska? Stary mit. Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że do zdrad małżeńskich przyznaje się bardzo zbliżony odsetek kobiet i mężczyzn. A kiedyś… Kiedyś po prostu się nie przyznawały.

Nasze babki też zdradzały mężów, lecz jako materialnie od nich zależne wolały nie narażać swoich związków na skutki szczerości. Temat jest więc stary, nowa za to teza, wyjaśniająca biologiczne podstawy zdrad małżeńskich. Okazuje się, że korzystnie ewolucyjnie jest spłodzić dziecko z ognistym kochankiem, ale bezpieczniej wychować je z pomocą łagodnego partnera. Zresztą korzystny jest także romans z przystojniakiem, i nie chodzi wcale o samą przyjemność.

– Helen Fisher, amerykańska psycholog, ukuła hipotezę seksownego syna: jeśli spłodzi się potomka płci męskiej z atrakcyjnym dla innych kobiet samcem (z reguły cudzym mężem), syn będzie „po tatusiu” miał powodzenie u kobiet – wyjaśnia seksuolog Joanna Twardo-Kamińska. I tak podobno co najmniej 10 proc. wychowujących dzieci mężczyzn nie jest ich biologicznymi ojcami!

Biologia biologią, ale kobiety mają własne powody do zdrady. Jakie?

Ciekawość?

Bożena całe życie sypiała tylko z Adamem. Poznali się w ogólniaku i od tamtej pory byli parą. Na studiach wzięli ślub. – Nigdy nie byłam z innym – przyznaje. – Wszystko grało, dopóki nie zaczęłam się zastanawiać, jak by to było…

Z czasem myśli stawały się coraz bardziej natarczywe i dręczące. W końcu Bożena uległa pokusie: zdradziła Adama. Sprawdziła, jak jest czuć pod palcami skórę innego faceta, jak smakuje, jak się porusza, gdzie chce dotykać kobietę...

Zdaniem Twardo-Kamińskiej taka ciekawość jest naturalna: – Kobieta, która wcześnie związała się z partnerem i nie wie, jak to jest kochać się z innymi, może mieć poczucie straty. Ciekawość będzie głębsza i silniejsza, jeśli koleżanki opowiadają o swoich doświadczeniach, a ona jest jedyną w paczce, która nie miała wielu partnerów... lub jeśli nie była „tą pierwszą”. To może budzić chęć „wyrównania rachunku”.

Ciekawość mami, ale co dalej? Bożena spróbowała i… wróciła skruszona w mężowskie ramiona. Z innym wcale nie było lepiej. Prawdę mówiąc, było fatalnie. Bożenie brakowało intymności, bliskości i czułości. Nowe, zamiast ją podniecać, raczej onieśmielało. A kochanek, nie znając jej ciała, nie potrafił dać jej orgazmu.

Ale nie zawsze tak to się kończy. Magda, która była w takiej samej sytuacji jak Bożena, spróbowała rozkoszy z innym kochankiem i… spodobało jej się!

– Odkryłam smutną prawdę o moim mężu: jest słabym kochankiem. Wreszcie mogłam to porównać. Odkryłam też, jaką frajdę daje prawdziwy, wyuzdany, gorący seks – wyznaje. Teraz zdradza męża regularnie. Czy ma wyrzuty sumienia? Trochę.

– Rozwód? W życiu! Kocham męża. Z innymi to tylko seks – mówi Magda.

Joanna Twardo-Kamińska: – Dla Bożeny ważniejszy w seksie był komponent bliskości emocjonalnej, to dlatego nie dała się uwieść nowości. Dla Magdy istotniejsza jest przyjemność i ekscytacja. Umie oddzielić seks od emocji. Większość kobiet tego nie potrafi.

Czy związki obu kobiet straciły na zdradzie? Bożeny zyskał, bo już wie: to mąż jest tym, z którym jest jej najlepiej. A Magdy?

– Kontynuując zdrady, Magda naraża się na najwyższe ryzyko: rozpadu związku, jeśli zostanie przyłapana. Pomijając aspekt etyczny, paradoksalnie jej relacja może na tym zyskać: jeśli Magda przeniesie do własnej sypialni to, czego się nauczyła w innych. Gdy zacznie czerpać satysfakcję z seksu z mężem, nie będzie szukać jej gdzie indziej – uważa seksuolog.

Syndrom zamykających się drzwi

Ula pierwszy raz zdradziła męża po czterdziestce. Wdała się w romans z o połowę młodszym chłopakiem.

– Miałam wrażenie, że czas ucieka, moja młodość i uroda się kończą i że to ostatnia okazja, żeby coś przeżyć – przyznaje.

Niestety, mąż dowiedział się o romansie i zażądał: zerwij z kochankiem. Ula nie potrafiła, nie mogła sobie tego odmówić. Efekt: mąż odszedł. Joanna Twardo-Kamińska uważa, że Ula padła ofiarą syndromu zamykających się drzwi. Czujesz wtedy, że nie masz już takich możliwości jak kiedyś. Wydaje ci się, że nic cię w życiu nie czeka, że to ostatni dzwonek, by czegoś jeszcze doświadczyć. Efekt?

– Singielki zaczynają zmieniać partnerów, a mężatki decydują się na zdradę z młodszym – wyjaśnia seksuolog. – Ale nie każda 40-latka zdradza. Jeśli kobieta ma dobrą relację z partnerem, który potrafi okazać, że jest dla niego atrakcyjna i ważna, to oprze się pokusie.

Nadmiar szacunku

Seksuologowie Samuel i Cynthia Janus odkryli, że niedopasowanie seksualne jest przyczyną jednej czwartej rozwodów. I nie zawsze to kobietę „boli głowa”.

Lilki głowa nigdy nie bolała. Przed ślubem miała bogate życie erotyczne, także z mężem. – Po ślubie się zmienił – opowiada. – Stał się powściągliwy. A kiedy urodziła się córka, zaczął sypiać ze mną raz w miesiącu i wyłącznie w pozycji misjonarskiej. Dyskusje ucinał, mówiąc: „z kochanką robi się inne rzeczy, a z żoną i matką swego dziecka inne”.

Lilka wytrzymała trzy lata seksualnej posuchy. W końcu zaczęła Jaśka zdradzać. Odejść jednak nie zamierza. Jasiek o nią dba, kocha i zabiega o jej względy. Tylko w łóżku coś szwankuje.

Zdaniem Joanny Twardo-Kamińskiej Jasiek cierpi na syndrom madonny i ladacznicy: kocha i szanuje żonę, ale „brudnym” seksem jej nie zbezcześci. Gdyby trafił na partnerkę o mniejszym temperamencie, związek byłby harmonijny. Ale z Lilką to się nie uda.

– Aby pożycie było udane, wszystkie komponenty muszą być w równowadze. Partnerzy powinni dbać o zaspokojenie potrzeb drugiej strony. Lilka nie jest zainteresowana rozwodem, ale jeśli spotka mężczyznę, który da jej miłość, bezpieczeństwo i dobry seks, to nawet bliskość, którą dostaje od Jaśka, może okazać się niewystarczająca – mówi seksuolog.

Dzień za dniem

Trójczynnikowa koncepcja miłości psychologa Roberta Sternberga zakłada, że na udaną relację składają się namiętność, intymność i zaangażowanie. Namiętność szybko wygasa, intymność natomiast z biegiem lat ulega powolnemu rozpadowi, jeśli o nią nie zadbamy. Z zaniku intymności rodzi się rutyna, a z rutyny – nuda.

Tak było w małżeństwie Izy. Nie planowała romansu, ale… – Nie ekscytowaliśmy się już niczym, co miało związek z relacją. Każdy dzień był taki sam. Gdy do firmy przyszedł nowy kolega, poczułam, że krew znowu krąży mi w żyłach. Miałam ochotę czarować, uwodzić! – opowiada. Uwodziła skutecznie. Zdrada dodała jej skrzydeł.

– Romans to spora dawka dopaminy i oksytocyny – dodają życiu smaku, a w zaniedbanym, rutynowym związku już się nie wydzielają – opiniuje Twardo-Kamińska. – Zwłaszcza jeśli partnerzy zatracili się w swoich rolach rodziców, pracowników… Pojawia się silna potrzeba szukania ożywienia poza małżeństwem.

Seksuolog uważa, że Iza nie trafiłaby w ramiona innego, gdyby razem z mężem starali się urozmaicać wspólne życie. – Róbmy ekscytujące rzeczy. Chodźmy raz w tygodniu do fajnej knajpki, zapiszmy się na kurs tańca, wyjeżdżajmy – podsuwa. – Niech nasze ciała odnajdą nową przyjemność z obcowania ze sobą nawzajem.

Przyjaźń czy kochanie?

Najbardziej typowy model kobiecej zdrady? Z przyjacielem. Statystycznie aż 34 proc. kobiecych zdrad to właśnie związki z bliskim emocjonalnie mężczyzną (na kolejnych miejscach są znajomy: 28 proc. i były partner: 11 proc.).

Tak było w przypadku Joasi. – Mąż mnie nie doceniał i wyraźnie zaniedbywał. Czułam się źle i wypłakiwałam się  w rękaw Staszkowi, kumplowi jeszcze z ogólniaka – opowiada Joasia. – Szukałam ciepła, zainteresowania i bliskości, i je znalazłam. To, że wylądowaliśmy w łóżku, było dla mnie czymś naturalnym.

Intymność emocjonalna łatwo przeradza się w intymność erotyczną. – Bliskie związki z mężczyznami to z reguły związki erotyczne, więc kiedy pojawia się bliskość między przyjaciółmi różnych płci, łatwo im prześliznąć się w zupełnie inny rodzaj relacji – mówi seksuolog.

Z jednej strony dobrze, bo mamy dwa w jednym: bliskość i seks, bezpieczeństwo i intymność. Ale z drugiej strony – jeśli on jest wolny i istnieje między wami bliskość, pokusa podjęcia decyzji „rozwód” jest naprawdę realna.

  1. Psychologia

Kochać żonatego

Są kobiety, dla których bycie kochanką jest rozwiązaniem idealnym. Są też takie, które deklarują chęć posiadania rodziny, a jednak typują do roli partnerów mężczyzn żonatych. (Fot. iStock)
Są kobiety, dla których bycie kochanką jest rozwiązaniem idealnym. Są też takie, które deklarują chęć posiadania rodziny, a jednak typują do roli partnerów mężczyzn żonatych. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nie można się przytulić w miejscach publicznych. Czasem wręcz nie można się przyznać do znajomości. Nie można do niego zadzwonić, gdy ma się stłuczkę, bo on i tak nie przyjedzie na pomoc.

Są kobiety, które nie chcą się angażować w bliskie relacje i twierdzą, że bycie kochanką jest dla nich rozwiązaniem idealnym. Są też takie, które deklarują pragnienie posiadania rodziny, a jednak typują do roli partnerów mężczyzn już będących mężami innych kobiet. Czy mają szansę na powodzenie – odpowiada psychoterapeuta Tomasz Srebnicki.

Kobieta poznaje mężczyznę, chciałaby sobie ułożyć życie, ale okazuje się, że on jest żonaty. I co ona ma zrobić?
Zostawić żonatego i poszukać takiego, który jest wolny. Oczywiście, każda kobieta (jak i każdy mężczyzna) ma w sobie potencjał do zostania kochanką (kochankiem), takie przypadki się zdarzają: w delegacji, na imprezie, po alkoholu, z kolegą ze szkoły… Ale jeśli się zdarzyło, to rozumiem, że nie trwa długo. Owszem, poniosły mnie emocje, ale teraz widzę, co się dzieje, i kończę tę relację. Zrównoważony pod względem samooceny, wyborów moralnych, odpowiedzialności za siebie i za drugą osobę człowiek nie wszedłby w relację długotrwałego, przynoszącego cierpienie wielu stronom romansu. A relacja z żonatym mężczyzną taka będzie.

Przeczytałam na jednym z forów: „Ja tylko walczę o swoje szczęście, gdyby żona spełniała wszystkie jego potrzeby, to on nie musiałby szukać gdzie indziej”.
To, o czym pani czyta na forach, jest próbą radzenia sobie z łamaniem tabu. Ponieważ w naszej kulturze bez względu na to, jak nowocześni jesteśmy, posiadanie kochanki czy kochanka jest tabu. Osoba, która wchodzi w trójkąt, zagraża istnieniu rodziny. Najłatwiejszym sposobem poradzenia sobie z tym dyskomfortem jest przekierowanie odpowiedzialności za całą sytuację na drugą kobietę, żonę. Dla niektórych kobiet kochanek źródłem satysfakcji i przyjemności może być również to, że w konkurencji o samca one są ważniejsze.

Potrzebują usprawiedliwienia, żeby nie czuć się złą osobą?
Jeśli komuś zależy przede wszystkim na byciu dobrym, to nie wchodzi w bycie kochanką!

Bo kochanka zawsze nosi piętno?
Bo narusza równowagę społeczną. Jeśli żyjemy w kulturze, która wprawdzie dopuszcza posiadanie kochanki, ale nie wynegocjowała wzorca, że można ją posiadać, to na to piętno bycia kochanką kobieta się sama skazuje.

Wydaje się, że wiele kobiet nie ma poczucia sprawczości. Często słyszę: „Tak wyszło”. Jakby zostały wrzucone w tę sytuację.
Ja bym to wiązał z kulturowym wzorcem uwodzenia: to mężczyzna uwodzi, a kobieta się poddaje. On inicjuje grę, której ona ulega. To oznacza, że kobieta jest mało odpowiedzialna za to, że wchodzi w relację. Jest uwodzona i w sposób bezwolny się w coś angażuje. Ten sam mechanizm jest widoczny w nawiązywaniu romansów, z wyjątkiem pań cynicznych, które z góry zakładają romans jako wygodną dla siebie strategię. Ta bezradność rodzi potem kolejne problemy.

Jakiego rodzaju?
Właśnie takie, że kochanki żyją z piętnem albo tkwią w poczuciu bezradności, czują się jak w klinczu, nie wiedzą, co mają dalej zrobić. Warto wiedzieć, że mężczyzna nie bierze sobie kochanki po to, żeby z nią być. A to oznacza, że ona naraża się na życie w długotrwałej sytuacji niejasności, niedopowiedzeń, różnych skomplikowanych gier podjazdowych, które z reguły do niczego poza rozpaczą nie prowadzą.

Mówi pan, że mężczyzna nie bierze kochanki po to, żeby z nią być. To po co bierze?
Po pierwsze, żeby się dowartościować. Po drugie, bo ma przekonanie: „Moje potrzeby są najważniejsze, inni służą tylko do realizacji tego planu”. Biorę sobie kochankę, twierdząc, że to najbezpieczniejszy sposób na seks, szczególnie jeśli kochanka jest w małżeństwie, bo będzie uważać, dochowa tajemnicy, będzie też łatwiej się rozstać, gdy już nie będzie potrzebna. Trzecia przyczyna wiąże się z unikaniem bliskości. Na przykład mężczyzna uważa, że jego żona jest zbyt wymagająca, a nie potrafi się temu przeciwstawić, więc znajduje kochankę, która będzie służyła rozładowaniu napięcia między nim a żoną. Kochankę, która niczego od niego nie oczekuje albo tylko sprawia takie wrażenie. I dzięki temu on nie będzie musiał swojego problemu w małżeństwie rozwiązywać. Żona wprawdzie dalej wymaga, ale dzięki temu, że kochanka niczego nie chce, on nie musi konfrontować się z faktem, że ma kłopot w małżeństwie. Będzie się złościł na żonę, skarżył kochance, ale dalej nie tknie problemu. I to są często kochanki (i kochankowie) współpracujący. Czyli jakby zaangażowani w relację małżeńską, rozmawiają o tych problemach, są przyjacielscy, wspierający, co, oczywiście, do niczego nie prowadzi. Czwartym powodem jest chęć rozstania się z aktualną partnerką/żoną. Nie umiem inaczej – biorę sobie kochankę. Co ciekawe – po tym można poznać tę strategię, w jakiś dziwny sposób żona nagle dowiaduje się jakoś o kochance i…  musi dojść do rozwiązania. No i ostatni powód posiadania kochanków, który znam z pracy z pacjentami, to potrzeba większych wrażeń. Są tzw. szczęśliwe pary, które długo funkcjonują z zaangażowaniem, intymnością, natomiast z prostym problemem seksualnym, np. niezgraniem seksualnym lub większymi potrzebami jednej ze stron. I wtedy te kochanki służą dostarczaniu sobie różnego poziomu satysfakcji, często tylko seksualnej.

W tym wypadku mielibyśmy raczej do czynienia z przygodami, a nie długotrwałymi romansami?
W dodatku z jasno zwerbalizowanym kontraktem, że tak powiem, na seks. I tu pewnie większego kłopotu by nie było. Najgorzej mają te kochanki, gdzie jest albo problem z bliskością, albo potrzeba wyjścia z relacji poprzez kochankę.

Dlaczego one mają najgorzej?
Bo jeżeli się w to angażują, to najprawdopodobniej mają jakiś swój poważniejszy deficyt. I będą doświadczały cierpienia.

Czy przybywa kochanek?
Nie znam badań, natomiast intuicja mi mówi, że rzeczywiście jest więcej relacji pozamałżeńskich. To nie wynika z kryzysów małżeństwa, rodziny, tylko z większego przyzwolenia na strategię radzenia sobie z problemami pt. „nie rozwiązuję, tylko szukam uników”. Jest jeszcze problem promowania braku jakichkolwiek ograniczeń.

Nie przekonuje nas zasada: Nie da się zbudować szczęścia na cudzym nieszczęściu?
Ja generalnie nie wierzę w to powiedzenie, bo się z nim głęboko nie zgadzam. Raczej powiedziałbym, że nie da się zbudować szczęścia na swoim nieszczęściu. Bo zostawanie kochanką to jest własne nieszczęście i na tym faktycznie z reguły się nie da zbudować szczęścia.

A na czym polega to „własne nieszczęście”?
Bez względu na to, jak bardzo ta kochanka czuje się adorowana przez cudzego męża, warto się zastanowić, jak bardzo już na wstępie naraża się na unieważniające doświadczenia: nie spędzi z nim wigilii ani świąt; po 18 on musi być z żoną, bo ona się wścieka, gdy go nie ma; pół godziny po seksie on wstaje, bo musi wracać do domu.


Dokładnie – jakie są zaczątki tego związku? To unieszczęśliwianie siebie.

Jakie jeszcze koszty ponosi kochanka?
Kosztem generalnym jest nieszczęście wszystkich. I kochanka, i kochanki, żony czy męża, dzieci. Kosztem jest zdrowie psychiczne, a jeśli u kobiety istnieje podatność, to problemy z nastrojem, depresją, z odżywianiem itd. Nie wprost, ale jako efekt zupełnie niepotrzebnego wystawiania się na działanie różnych stresorów. Dalej – banalne narażanie się na odkrycie tej zdrady, co podobno powinno niektórych podniecać, ale z reguły nie podnieca. No i wreszcie ogromna samotność.

Kiedyś dochodziłoby jeszcze niebezpieczeństwo powicia bękarta. Teraz już chyba ta figura nie funkcjonuje, ale w ogóle urodzenie dziecka z mężczyzną, który ma inną rodzinę, to jest narażanie tego dziecka na samotność i odrzucenie.
Z tym łączy się łamanie tabu: żeby nie następował rozpad społeczeństwa, będzie ono dążyło do przywrócenia równowagi. Dobrze, że zaczęliśmy tolerować dzieci pochodzące z nieprawego łoża, bo to jest jednak zjawisko teraz dość częste, natomiast rodzi się pytanie: Po co się na to narażać? Choć to pytanie powinno być czynnikiem poprzedzającym wejście w całą historię: „Czy warto?”.

Chyba na początku nie myśli się o konsekwencjach. Może wszystko przesłaniają jakieś nadzieje? Na co może liczyć singielka, wchodząc w relację z zajętym mężczyzną?
Pewnie różnie kobiety by odpowiedziały, ale na przykład podświadomie na to, że tego związku nie będzie. Coś w rodzaju samospełniającej się przepowiedni: „I tak mnie nikt nie pokocha, mnie nie może się udać”. Taka relacja miałaby służyć do potwierdzenia takiego sposobu myślenia.

Czy bycie kochanką zawsze źle się kończy? Niektóre badania mówią, że raptem 3 proc. mężczyzn zostawia swoje żony i wiąże się z kochankami.
Czyli za dobre zakończenie przyjmujemy, że kochankowie zostają małżeństwem?

Znam kilka historii, które właśnie tak się skończyły.
Ja bym tego końcem nie nazwał. Może być tak, że kochanek i kochanka, czyli nowa para, która powstała na skutek rozwodu, są dojrzałymi, rozsądnymi ludźmi i potrafią sobie wytłumaczyć, dlaczego w taki sposób weszli w relację i mogą na zrozumieniu tego budować związek. Może tak być, choć to wymaga cholernie dużo pracy.

Czyli nie mogli się inaczej rozstać z pierwszymi partnerami?
Są też prostsze motywacje: mąż nie chce dziecka, a kobieta tak, znajduje więc kochanka, który też chce mieć dziecko, a z kolei jego żona nie ma takich planów. I znowu mamy tu trudny początek, ale to jest do przepracowania. Najważniejsze, że nie ma włączania się w trójkąty. To etap wychodzenia ze starej relacji i wchodzenia w nową.

Mam wrażenie, że takich rozwiązań historii z kochankami jest mniej niż nieszczęśliwych romansów, bolesnego tkwienia w nierozwiązywanej latami sytuacji niedopowiedzenia.
Cudzołóstwo zawsze było grzechem. I nie chodzi o religię i o grzech moralny, tylko że człowiek potem ponosi dramatyczne konsekwencje tego typu zachowań.

Co można by podpowiedzieć kobiecie, która weszła – z różnych względów – w relację z żonatym mężczyzną? Może wierzyła w jego obietnice, może sama sobie zbudowała iluzję, że ten cudzy mąż stanie się kiedyś własnym, ale on się nie staje, sytuacja się przeciąga, cierpienie się pogłębia…
Żeby wyszła z tej relacji.

A jeśli nie ma siły? Nie wierzy, że to możliwe, cierpi i nie umie tego przerwać.
Powiedziałbym tak: „Rozumiem, że cierpienie, którego doświadczasz teraz, jest cierpieniem mniej zagrażającym niż to, którego myślisz, że doznałabyś, rozstając się z tą osobą”. I tu jest już kwestia podjęcia decyzji. Czy chcesz dalej cierpieć, czy chcesz coś zrobić ze swoim życiem?

Czy mogą pomóc rozmowy z koleżankami albo psychoterapeutą?
Rozmowy z koleżankami z reguły pokazują, jakie koleżanki mają fantazje albo jak by chciały sobie poradzić ze swoimi mężami. Lepiej zwrócić się do mądrych, dojrzałych kobiet, pozytywnie nastawionych do tej naszej kochanki. Babcia może się okazać lepsza niż koleżanki. Natomiast terapeuta może pomóc w określeniu, dlaczego kobieta znalazła się w takiej relacji, czego się boi w wyjściu z niej. I zdecydować, czy mam dosyć, czy chcę w tym być. Bo kobieta może mieć potrzebę tkwienia w chorym, niszczącym ją układzie. Chce tylko zminimalizować cierpienie z tym związane, na przykład lepiej sobie radzić, gdy kochanek wyjeżdża z żoną na narty. Teraz to strasznie przeżywa, a chciałaby, żeby ją to mniej ruszało.

I może się okazać, że wcale nie chcę niczego zmieniać? Że pasuje mi rola tej drugiej, że ja właśnie chcę dostawać jakieś emocjonalne resztki?
Tak. Co więcej, może się okazać, że to, że mówię, że jestem nieszczęśliwa, bardzo cierpię, jest też pewnym sposobem na życie. I jest to sposób dość wygodny.

Tomasz Srebnicki
, doktor nauk medycznych, psycholog, psychoterapeuta, asystent na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, wykładowca w Centrum Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej.